Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Traumatyczne doświadczenia i brak terapeuty. Nie radzę sobie.

Doświadczyłam wielkiej traumy w dzieciństwie, molestowanie, brak początku bezpieczeństwa, miłość, dom alkoholiczny, po 35 roku życia wszystko wybuchło, pojawiły się leki, objawów psychosomatyczne z ciała, bóle, chodziłam na terapię 1,5 roku coś tam udało się przepracować, niestety terapeutka zakończyła terapię ze względu na jej ciążę, choć twierdziła, że już sobie sama poradzę, tak się nie stało, nadal płaczę , wszystko mnie boli, szukam nowego terapeuty, ale nie mogę się zdecydować, mam wielki problem z podjęciem tej decyzji, a czuje się coraz gorzej, wydaje mi się, że nic mi już nie pomoże i będę płakać tym bólem całe życie, a nie mam już siły, wolę zniknąć,jak sobie pomóc? Jak nie zwariować od nadmiaru tych emocji, nic mnie nie cieszy, życie straciło sens.

Dominika Płoucha

Dominika Płoucha

Dzień dobry,słyszę , że doświadczyła Pani traumy złożonej i że to trudne, to na pewno ciekawe, że akurat po 35. urodzinach zaczęła Pani czuć. Słyszę, że to uczucie Panią przytłacza i dewastuje codzienność, a objawy somatyczne uniemożliwiają normalne funkcjonowanie. Być może to czas, aby zacząć pracować na poziomie nieświadomym oraz z ciałem, skoro teoretycznie ,,na głowę„ powinna Pani sobie radzić - jak powiedziała poprzednia terapeutka. Faktycznie jednak potrzebuje Pani dalej wsparcia i interwencji, które przekroczą sam rozum.

Z poszukiwaniami jest tak, że trzeba mieć determinację, by znaleźć i odwagę by spróbować i wybrać.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Maciej Woropaj

Maciej Woropaj

Droga Pani, myślę że w tak trudnej historii w "1,5 roku coś tam udało się przepracować" nie jest wystarczające. Warto kontynuować wsparcie u psychoterapeuty, który zdecyduje się na dłuższą współpracę. Stan, o którym Pani pisze, tylko potwierdza, że nie było właściwym twierdzenie, że "już sobie sama Pani poradzi".  Proszę nie wątpić, tylko nawiązać kontakt z osobą służącą fachową pomocą i kontynuować pracę. Pani życie ma sens, bo każdy z nas jest niepowtarzalnym cudem, który się wydarzył w nieskończenie długiej historii i nieskończonej przestrzeni Wszechświata akurat tu i teraz. 

Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry,

 

doświadczyła Pani bardzo trudnych przeżyć, które wciąż wpływają na Pani samopoczucie i zdrowie. Terapia, którą Pani odbywała, mogła pomóc zacząć rozumieć i przetwarzać te emocje, ale nagłe jej zakończenie mogło pozostawić Panią z poczuciem niedokończenia i osamotnienia w tym procesie.

 

To normalne, że teraz trudno zdecydować się na kolejnego terapeutę, szczególnie gdy emocje są tak silne i przytłaczające. Proszę pamiętać, że można podejść do tego stopniowo - na przykład zacząć od konsultacji, bez presji na natychmiastową kontynuację terapii.

 

Warto też rozważyć dodatkowe formy pomocy, jak konsultacja z lekarzem psychiatrą. Proszę pamiętać, że zasługuje Pani na opiekę i wsparcie, i nie musi Pani przechodzić przez to sama.

 

Pozdrawiam ciepło,

Justyna Bejmert

Psycholog

Aleksandra Wincz- Gajda

Aleksandra Wincz- Gajda

Dzień dobry,

Psychoterapeuci są też zwykłymi ludźmi i czasem sytuacje życiowe zmuszają do czasowego przerwania/ zakończenia pracy. Czy jest możliwy powrót do tej osoby? 

Poszukiwanie terapeuty bywa już częścią terapii. W wyborze warto kierować się weryfikacją wykształcenia (4/5 letni akredytowany kurs lub certyfikat wybranego towarzystwa, praca w regularnej superwizji) oraz intuicją. Podczas pierwszej konsultacji będzie Pani mogła zbadać, przyjrzeć się swoim odczuciom w relacji z terapeutą. Warto im zaufać. Zachęcam, by po prostu spróbować- bez presji na siebie, nacisku. Na rynku mamy obecnie coraz więcej psychoterapeutów. Jeśli wybrana osoba spełnia wymogi kwalifikacyjne i Pani wstępnie odpowiada, warto dać temu szansę. Nikt nie jest sam w sobie doskonałym terapeutą.  Staje się dobrym terapeutą "dla kogoś", w konkretnej relacji.

W Pani przypadku rekomenduję pracę tradycyjną- "na żywo". Bycie razem w realnej przestrzeni, wymiar przestrzenny, sensoryczny, fizyczny spotkania pomagają w pracy nad więzią, samopoczuciem w relacji. Realny kontakt powoduje, że w naszych ciałach wydziela się więziotwórcza oksytocyna. To bardzo ważne w pracy nad zaburzoną w dzieciństwie więzią, traumą, poczuciem bezpieczeństwa. Powodzenia.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Aleksandra Wincz- Gajda

psycholog, psychoterapeuta

Dorota Żurek

Dorota Żurek

Dzień dobry, to dobrze, że zdecydowała się Pani na terapię. Jednak, proszę pamiętać, że traumy z dzieciństwa często wymagają wielu lat terapii, by udało się zbudować stabilne poczucie własnej wartości i równowagę psychiczną. Jeśli czuje Pani, że wiele rzeczy nadal powoduje ogromny ból i cierpienie, to najlepszą decyzją będzie podjęcie kolejnej terapii. Polecam pracę z psychotraumatologiem, który właśnie specjalizuje się w pracy z traumą. Warto także rozważyć wizytę u psychiatry, który oceni, czy w Pani przypadku potrzebne są  leki, które spowodują wyciszenie układu nerwowego oraz poprawią Pani nastrój i samopoczucie. Przeżyła Pani wiele, jednak proszę nie tracić wiary w siebie i w lepsze życie, które jest możliwe. 

 

Pozdrawiam,

Dorota Żurek-psycholog 

Maria Sobol

Maria Sobol

Dzień dobry, Pani

Dziękuję, że Pani napisała. To bardzo poruszające, ile bólu i samotności nosi Pani w sobie. To, czego Pani doświadczyła w dzieciństwie – brak bezpieczeństwa, miłości, trauma – mogło zostawić głęboki ślad. Objawy z ciała, płacz, lęki to nie słabość, ale naturalna reakcja na bardzo trudne przeżycia.

To nie Pani wina, że teraz jest tak ciężko. To, że po terapii emocje wróciły, nie znaczy, że coś poszło nie tak – po prostu potrzeba dalszego wsparcia. I to w porządku, że trudno Pani zdecydować się na nowego terapeutę – to może być przytłaczające, zwłaszcza gdy brakuje sił. Ale nie musi Pani robić od razu wielkiego kroku. Wystarczy jedna rozmowa. Tylko tyle – i aż tyle.

Ten ból można oswoić. Potrzeba czasu i obecności drugiego człowieka. Chętnie zapraszam Panią na spokojną konsultację – bez presji, po to, by poczuć, że nie jest Pani sama.

Z serdecznością,
Maria Sobol 
Psychoterapeuta

 

 

 

 

Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Droga uczestniczko,

 

pomyśl mimo wszystko tak: "przeglądnę sobie oferty różnych psychologów, wybiorę sobie konkretnego i zarezerwuję jedną wizytę, bez większych oczekiwań. Zobaczę, czy specjalista do mnie trafi. Niczego sobie nie narzucam, nie mam presji." 

 

Zacznij od tego pierwszego, acz najtrudniejszego kroku.

 

Do dzieła! :)

 

Katarzyna Kania-Bzdyl

Karolina Bobrowska

Karolina Bobrowska

Dzień dobry,

 

Doświadczyła Pani wielu trudnych sytuacji w okresie dzieciństwa. Dobrze, że uczęszczała Pani na terapię, jednak Pani obecny stan wskazuje na to, że dobrze by było kontynuować pracę terapeutyczną. Objawy, o których Pani pisze (płacz, bóle, brak sił) warto skonsultować z lekarzem psychiatrą. Zachęcam też Panią do poszukania psychoterapeuty. Jeśli ma Pani trudności w podjęciu decyzji i nie wie Pani, kto byłby najlepszy do Pani sytuacji, można skorzystać z Formularza Doboru, który wskaże specjalistów, którzy mogą Pani pomóc.

 

Pozdrawiam serdecznie
Karolina Bobrowska
psycholog

Zobacz podobne

Jak uwierzyć, że to co się wydarzyło w maju 2019 nie jest moją winą, pomimo terapii?
Dzień dobry. Dlaczego pomimo terapii.. w zasadzie od lutego odkąd pracuję na terapii nad traumą tak ciężko mi uwierzyć, że to co wydarzyło się w maju 2019 nie jest moją winą ? Chodzi o traumę na tle GW.... Ja to wiem...jednak...
Dzień dobry. Od dwóch lat jestem w terapii.
Dzień dobry. Od dwóch lat jestem w terapii. Od psychoterapeutki wiem, że świetnie radzę sobie nawet z sytuacjami, których nie omawiałyśmy i przede wszystkim potrafię myśleć (co nie jest dobrze odbierane przez moją rodzinę - odkąd pamiętam, miałam postępować zgodnie z oczekiwaniami, które i tak zmieniały się każdego dnia). Trudnym momentem było też pogodzenie się z myślą, że moja rodzina to osoby niedojrzałe emocjonalnie i nigdy się nie zrozumiemy (należy dodać, że propozycje terapii rodzinnych wychodziły ode mnie już kiedy miałam 15 lat, co kończyło się przemocą psychiczną i fizyczną). Musiałam walczyć o siebie sama, nie miałam nigdy przyjaciół. Zawsze byłam odrzutkiem, w szkole obniżano mi oceny z zachowania tylko dlatego, że żadne z dzieci nie chciało się ze mną bawić (chyba że coś chciały, a często rozdawałam im wszystko, co miałam przy sobie, żeby tylko mnie lubiły). Terapia była bardzo potrzebna, ale też dużo zrozumiałam sama, przed terapią, tylko ciężko było mi uwierzyć, że mogę mieć rację. Od października 2022 czułam się gorzej, a w grudniu nie byłam w stanie podnieść się z łóżka. Styczeń, nowy rok, przyniósł diagnozę depresji w stopniu zaawansowanym. Zastanawiałam się dlaczego, przecież tak dobrze mi szło. Byłam załamana również dlatego, że rodzina niezbyt przychylnie patrzy na kwestie związane ze zdrowiem psychicznym. Obecnie jestem z siebie dumna, że się nie poddałam, że już te kilka lat temu, kiedy prawie całe dnie (w czasie pandemii) spędzałam w łóżku i nie byłam w stanie ogarnąć nawet siebie, pomimo myśli o wyrządzeniu sobie krzywdy, zupełnie sama, bez wsparcia, szukałam pomocy. Oprócz tego od dziecka miałam lęk społeczny, który w zeszłym roku znacznie się zmniejszył. Wszystko wydaje się w porządku, ale... No właśnie tu zaczynają się schody. Mam znajomych, ale... • również lęk, że zostanę sama jak dawniej • poczucie, że te relacje są przelotne, płytkie • słyszę, że potrafię pomagać, że dużo rozumiem, że nie oceniam, nie wyśmiewam, nie daję złotych rad, zamiast się obrażać, szukam przyczyn i to bardzo im pomaga, mogą poczuć się normalnymi ludźmi • 90% znajomości kończy się po tym, kiedy ludzie uzyskają ode mnie wsparcie • czy na pewno poczucie własnej wartości jest u mnie zdrowe? Może właśnie zależy od ludzi wokół mnie, tego co o mnie powiedzą • coraz trudniej jest mi słuchać o przyjaźniach i związkach innych osób (bywa, że mam ochotę wybuchnąć) - albo jestem już przemęczona mnogością i siłą emocji, jakie odbieram, albo też zazdrosna (a zazdrość nie jest zła - pokazuje, czego w życiu brakuje) • moje wspomnienia (już z czasów szkolnych) to historie opowiadane przez innych ludzi, NIE MA W TYM MNIE • poznaję nowych ludzi, naprawdę zależy mi na tym, żeby w końcu pojawiły się zdrowe relacje, ale nawet z tymi "nowymi" ludźmi wychodzi tak jak ze wszystkimi poprzednimi Jestem załamana. Nawet kiedy człowiek fizycznie jest sam, chyba czuje, że gdzieś tam na świecie jest ktoś, komu na nim zależy... Sama nie wiem. Kiedy próbuję poruszać takie tematy ze znajomymi słyszę, że za dużo myślę, a ludzie tego nienawidzą, albo że powinnam dołożyć sobie więcej obowiązków, żeby nie myśleć. Dokładam sobie zajęć, ale to nie pomaga mojej psychice, poczucie osamotnienia wychodzi nad to, czym się zajmuję. Samotność w tłumie jest okropna. Każda interakcja z ludźmi jest dla mnie na wagę złota, ale to nie jest to, czego (w sumie każdy człowiek) potrzebuje. Nie wiem już co robić. Terapię kończę, nie wiem, co omawiać na sesjach, rozmawiałam o tym naprawdę wielokrotnie. Nie dostanę złotej rady, a sama nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Wiem, skąd się to wszystko bierze, ale nie chcę czekać (nawet aktywnie) na odpowiednich ludzi, bo mnie to wykańcza. Z zewnątrz wszystko wygląda świetnie, tym bardziej w ostatnich miesiącach, ale ta samotność tworzy ogromną dziurę, pustkę wewnątrz mnie. Może rzeczywiście przesadzam?
Czy pytanie o późne macierzyństwo może być bolesne na pierwszej konsultacji?
Czy takie pytanie na pierwszej konsultacji mogło zaboleć? Tytuł: **Czy takie pytanie na pierwszej konsultacji mogło zaboleć?** Dodałem wątek o wieku, wrażliwości i ruminacjach — ale bez zbyt dużego dramatyzowania, żeby forum nie poszło od razu w „to Pani reakcja jest problemem”. Byłam kiedyś na pierwszej konsultacji u psychoterapeutki i padło pytanie, dlaczego moja mama urodziła mnie „tak późno jak na 1998 rok”. Mama miała wtedy 32 lata. Wiem, że dziś 32 lata to nie jest nic dziwnego, ale rozumiem też, że w latach 90. średnio kobiety rodziły wcześniej. Nie chodzi mi jednak o samą statystykę. To pytanie bardzo mnie zabolało, bo zabrzmiało dla mnie tak, jakby późniejsze macierzyństwo było po prostu wyborem kobiety. A przecież nie zawsze tak jest. Nie każda kobieta ma taką samą pozycję na rynku matrymonialnym, nie każda szybko znajduje partnera, który chce z nią założyć rodzinę, nie każda ma realne warunki do dziecka wtedy, kiedy „statystycznie wypada”. Dodatkowo w Polsce samotna kobieta nie ma prostego dostępu do in vitro, więc to też nie jest tak, że może sobie po prostu sama zdecydować: „teraz zostanę matką”. Dlatego pytanie „dlaczego tak późno?” może boleć. Może brzmieć trochę tak, jakby kobieta miała się tłumaczyć z tego, że wcześniej nie miała partnera, nie była wybrana albo nie miała realnej możliwości macierzyństwa. Nie twierdzę, że terapeutka na pewno miała złe intencje. Zastanawiam się tylko, czy takie pytanie na pierwszej konsultacji nie powinno być zadane ostrożniej, np. „czy wie Pani coś o historii związku rodziców przed Pani urodzeniem?” albo „jak wyglądały okoliczności Pani urodzenia?”, zamiast „dlaczego tak późno?”. Mam też szerszą wątpliwość. Mam 28 lat i często słyszę, że jestem „cholernie wrażliwa”, że moje pokolenie to „płatki śniegu” itd. Z jednej strony wiem, że to pytanie dotknęło dla mnie bardzo bolesnego tematu. Z drugiej strony zastanawiam się, czy adekwatne do wieku 28 lat jest tak mocne przejmowanie się takim pytaniem i wracanie do niego w myślach po czasie. Czy Waszym zdaniem moja reakcja bólu była zrozumiała, nawet jeśli samo pytanie mogło być elementem wywiadu? I czy takie ruminowanie o tym po czasie oznacza po prostu dużą wrażliwość/przewrażliwienie, czy raczej to, że pytanie dotknęło realnie trudnego tematu? Dzięki z góry za odpowiedź.
Relacja z terapeutą jest ważna, a jak jest z psychiatrą?
Z psychoterapeutą trzeba nadawać na tej samej fali, a jak jest z psychiatrą? Bo ja nie czuję, że z moją psychiatrką się tak wspaniale rozumiemy, ale może nie trzeba?
Witam Jesteśmy z żoną po dwóch prawie latach terapii. Nasza terapeutka wg mnie od początku szukała jedynie winy w mojej osobie.
Witam Jesteśmy z żoną po dwóch prawie latach terapii. Nasza terapeutka wg mnie od początku szukała jedynie winy w mojej osobie. Pierwsze, co mi dało do myślenia ,to jej pytanie, kiedy mówiłem, że z żoną nie współżyjemy brzmiało "a jak by ci kutasa obcięli to co byś zrobił?" Ciągle mówiła o tym, że jesteśmy, jak dwa pociągi z różnymi oczekiwaniami i to po mojej stronie leżało panować nad sobą itd. Chodziło zawsze o sytuację, w której żona przychodziła do domu z nerwami i się wyżywała, tłumaczono mi na terapii ,że nie rozumiem czemu tak jest, ale ja muszę przy tym się nie denerwować nerwami mojej żony. To, co mnie skłoniło jednak dopiero do przemyślenia tego wszystkiego, to kiedy się wreszcie dogadaliśmy z żoną i było tak, jak oboje chcieliśmy, jednak po pewnym czasie pani terapeutka spotkała się z moją żoną i wszystko w ciągu jednej rozmowy cofnęło się do etapu sprzed terapii, a nawet gorzej. Od tamtego ich spotkania jestem wrogiem nr 1, ciągle słyszę groźby rozwodu a wszystkie problemy które przez ten czas przepracowaliśmy wróciły. Żona twierdzi, że jej pani terapeutka uświadomiła , iż ja jestem źródłem jej nerwów i tak naprawdę nie daje jej nic, a robi co ja chcę(pragnę tutaj nadmienić, że każde pani życzenie jest w miarę możliwości spełniane, wyjeżdżamy zawsze w miarę możliwości finansowych i tak naprawdę robimy wszystko, co chce, nie zwracając uwagi, np. na moje zmęczenie), a wszystko, co nam się podoba i czego oczekujemy od życia, da nam tylko problemy. W związku z tym, iż jesteśmy na granicy, chcę zapytać o etykę takiego zachowania, chcę również dodać, że aby pani terapeutka przyznała mi rację, musiałem wszystko tłumaczyć lub wręcz wykrzyczeć czy tak można, czy nie, bo ciągle słyszałem, że nie rozumiem.
żałoba

Żałoba – jak radzić sobie ze stratą?

Utrata to jedno z najtrudniejszych doświadczeń. Żałoba jest naturalnym procesem radzenia sobie z bólem i tęsknotą. Wyjaśniamy, jaki jest jej przebieg oraz sposoby radzenia sobie z nią - zarówno dla osób w żałobie, jak i tych wspierających.