Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jestem od roku osobą bezrobotną, wcześniej miałam rentę socjalną.

Jestem od roku osobą bezrobotną, wcześniej miałam rentę socjalną. Teraz szukam pracy, a przyznam szczerze, to we mnie wywołuje lęk. Po pierwsze mieszkam na wsi i nie mam czym dojeżdżać do miast. Po drugie nie wiem, czy sobie poradzę, jak już znajdę pracę. Moje życie to teraz same problemy i zmartwienia. Mam dość, chciałabym zniknąć z tego świata. Nie wiem, co u mnie wywołuje te lęki?
Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz

Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz

Dzień dobry Pani Olgo,

poważna zmiana życiowa, jaką jest poszukiwanie i podjęcie pracy, dla wielu osób jest sytuacją nową, stresującą, powodującą lęk i niepokój. Pani widzi w tej sytuacji dodatkowe problemy związane z dojazdami. 

Na początek proszę rozważyć poszukanie wsparcia w Pani najbliższym otoczeniu - rodzina, znajomi, spotkania mogą pozytywnie wpłynąć na Pani stan emocjonalny, a może też najbliższe osoby będą źródłem informacji o pracy. 

Po drugie myślę, że dobrze byłoby się zwrócić po pomoc do doradcy personalnego czy pracowników socjalnych pomagających w poszukiwaniu pracy, aby wiedzieć, gdzie, jak to robić i czy nie trzeba podnieść swoich kwalifikacji. W obecnych czasach nie zawsze jest konieczność dojazdów do pracy, często przynajmniej część obowiązków pracownik może wykonywać on-line. 

Na koniec niepokojąco brzmią Pani słowa o chęci zniknięcia z tego świata, jeśli takie myśli są częste, zachęcałabym do kontaktu z psychologiem.

Pozdrawiam

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Joanna Sokołowska-Jachyra

Joanna Sokołowska-Jachyra

Pani Olgo, to naturalne, że odczuwa Pani niepokój w obliczu nowego wyzwania, jakim może być podjęcie pracy. Zwykle, gdy mamy wyjść poza naszą tzw. strefę komfortu, do tego, co nieznane, czujemy lęk. Ale proszę pamiętać, że zmiana daje szansę na rozwój, a zmianie zwykle towarzyszy lęk. Gdy zostajemy z lękiem sam na sam, może on rosnąć, przybierać ogromne rozmiary w naszej głowie. Najlepszym sposobem na lęk jest stawienie mu czoła. Natomiast gdy będziemy unikać sytuacji lękowych, lęk pewnie zacznie rosnąć. Może tworzy się w Pani umyśle mnóstwo czarnych, lękowych scenariuszy - co pójdzie nie tak, jakie jeszcze przeszkody się pojawią. Ale to są tylko myśli, myśli nie są faktami i na szczęście nie wszystkie myśli i interpretacje, które pojawiają się w naszym umyśle, są prawdziwe. Proszę pomyśleć o swoich zasobach, swoich mocnych stronach, które Pani ma, a które pomagały do tej pory radzić sobie z rzeczywistością, pokonywać te trudności. Proszę pomyśleć o sobie przez pryzmat swoich zasobów, a nie ograniczeń. Powodzenia!

Magdalena Gajewska

Magdalena Gajewska

Dzień dobry,

Lęk, który się pojawia, jest jak najbardziej naturalny. Często odczuwamy niepokój w obliczu nowej sytuacji, zwłaszcza po długiej przerwie od pracy i chęci rozpoczęcia nowych działań. Pojawiające się dręczące myśli i zamartwienia mogą wynikać z naturalnego niepokoju o własną sytuację. Może warto zastanowić się jakiej pracy szukam, czy byłaby możliwość pracy zdalnej i jak mogłabym zorganizować transport. Gdy pojawiają się myśli automatyczne, na które nie mamy wpływu, typu: ”Nie poradzę sobie, Jestem do niczego”, nasz mózg, który działa jak rzep na negatywne doświadczenia i jak teflon na  pozytywne, będzie pielęgnował te pierwsze. Mózg przyciąga negatywne informacje, bo najważniejsze jest dla niego bezpieczeństwo. Świadomie jesteśmy w stanie przetworzyć od 5-9 nowych informacji na 1s, natomiast podświadomie aż ponad 2 miliony informacji. Co możemy z tym zrobić?

1. Nie dolewaj oliwy do ognia, czyli nie dokładaj negatywnych myśli, tylko dołóż nowe myśli, bardziej wspierające.

2. Zauważaj swoje myśli i zapytaj siebie: Co oznacza dla mnie dana myśl? Skąd to wiem? Czego potrzebuję? Co w związku z tym? Czy są inne opcje? Co to zmienia?

3. Zmiękczaj swoje przekonania i unikaj uogólnień. Skąd mogę wiedzieć, że sobie nie poradzę, skoro jeszcze nie wiem, gdzie będę pracować. Zamień słowa takie jak: Muszę na Chcę, Trzeba na Warto, a Nigdy na Czasami.

4. Oddzielaj myśli od faktów i uczuć a zamiast oceny, obserwuj swoje myśli. Myślę, że nie mam pracy-jest to fakt. Czuję strach- to uczucie. Nie dam rady- to już ocena, bo przecież nie wiem, czy dam radę, dopóki nie spróbuję.

Myśli są jak autobusy, nie musisz do nich wsiadać, a nawet jak wsiądziesz, to zawsze możesz wysiąść.

terapia czy psycholog

Czy to moment na terapię lub wizytę u psychologa?

Zobacz podobne

Poczucie winy i lęk przed odejściem od partnera uzależnionego. Dlaczego czuję wyrzuty sumienia? Jak sobie poradzić?
Co mam zrobić, by przestać czuć się winna tego, że chcę odejść od partnera, który jest uzależniony od alkoholu, hazardu i narkotyków? Chce ratować siebie i dzieci. Nie chce dłużej tak żyć, bo dzieci są małe jest ich 2 i za chwilę rodzi się 3. On nie pracuje. Nie dba o dzieci, nie dba o mnie nawet podczas mego pobytu w szpitalu. Mimo to ciągle mam poczucie winy, że chcę wychodząc ze szpitala odejść i niego wraz z dziećmi. Czuję jakbym go zostawiła ma pastwę losu, bo wiem, że zostanie bez dachu nad głową. Jak wyleczyć te poczucie winy, dlaczego czuję strach i boję się, że popełniam błąd. Wiem, że nie, ale tak bardzo boję się samotności, boje się, że pęknie mi serce jeśli okaże się, że szybko znalazł inną kobietę. Dlaczego się wgl tym przejmuję? Jak mam z tym walczyć?
Obawa przed odejściem z pracy w księgowości z powodu lęku przed zmianą na karierę pisarską
Boję się odejść z pracy... Zmieniałam pracę już kilkukrotnie, zawsze w księgowości, ale mam dosyć tego zawodu. W obecnej pracy jest dużo plusów, ale nie czuję tego zawodu. Wiem, że to głupie z punktu widzenia wielu osób, ale nie chcę rozwijać się w tym kierunku. Mam inną pasję, jaką jest pisarstwo. I chcę odejść, ale boję się. Bo nie dość, że 3 miesięczny okres wypowiedzenia, to mentalność ludzi tutaj... powiedzmy, że ludzie pracują tutaj po kilkanaście lat, niektórzy już czekają na emeryturę, bardzo interesują się życiem prywatnym innych ludzi i chcą się integrować itd. A dla mnie praca to tylko praca. Tutaj nie składa się wypowiedzeń, bardzo mocno to przeżywają. I choć wiem, że to moje życie, i nie mogą mi nic zrobić za odejście. Wiem, że to będzie ciężkie 3 miesiąca i wiem, że im też będzie ciężko po moim odejściu, bo to ja wdrażałam system księgowy w tej firmie, ale to wszystko mnie wypala. Robię tutaj za księgowego, informatyka, analityka, wdrażam programy, gdzie... to nie jest mój obowiązek. I zwyczajnie mam dosyć :(
Brakuje mi wsparcia rodziny przy próbie naprawy mojej relacji z partnerką. Nie wierzą, że jestem w stanie sam to naprawić.
Witam. Jak poradzić sobie z poczuciem winy i zadbać o miłość swojego życia? Zraniłem ją bardzo, zawiodłem i oszukiwałem, ale zmieniłem się. Chcę to naprawić. Już to naprawiam i razem chcieliśmy to poskładać w jedną całość, bo bardzo sie kochamy. Jednak ja jestem z innego miasta i moja rodzina nie wierzy we mnie, że sam sobie tutaj poradzę z kobietą mojego życia, bo zawsze byłem jednak blisko i miałem ich a oni mnie na wyciagnięcie reki. Teraz po tym wszystkim jak zawiodłem, zresztą ich też, oni nie potrafią we mnie uwierzyć, przez co ja tez nie potrafię...cierpi na tym moja dziewczyna. W pracy się nie układa, toksyczna atmosfera. Nie wiem co mam robić...wszystko zwaliło mi sie na głowę..
Jak poradzić sobie z depresją, izolacją i traumą z przeszłości?
Właściwie to nie mam pytania bo nie ma żadnej odpowiedzi na moje bezsensowne życie. Zaraz będę mieć trzydzieści lat. Jestem DDA. Rodzice alkoholicy. Jestem najstarsza z rodzeństwa. Przez ostatnie pięć lat jestem na bezrobociu, mieszkam z rodzicami. Nie utrzymuje żadnych relacji. Tylko z kuzynką sporadycznie, ale rodzina chyba się nie liczy. Byłam ostatnio w psychiatryku, ale wszyscy wiemy jak działają takie instytucje albo i nie. Kiedyś byłam jedenaście lat temu w psychiatryku jako 19latka po próbie samobójczej. Nic szczególnego. Jestem taka żałosna, że zabić się nie umiem. Z tego co pamiętam to całe życie cierpiałam. Oprócz życia, które było piekłem, libacji alkoholowych, bicia przez matkę, czy molestowania przez wujka, psychiatryk był poważną traumą. Lekarze beznadziejni, nie podobało im się, że leki nie działają, dawali mi takie dawki, że ledwo stałam na nogach. Wiedziałam, że żeby wyjść musiałam wszystko stłumić cały ból. Potworne to było mam nadzieje, że nigdy już tego nie doświadczę. Ostatnio też byłam w psychiatryku, bałam się, ale skierował mnie lekarz przez myśli samobójcze, no i cóż... Lekarze byli mili, ale dosłownie testują na Tobie leki to jest jak rulettka co Ci wpakują. Cierpiałam trzy tygodnie, obiecałam, że jak wyjdę to się zabije, pomijając to, że mam zaburzenia osobowości schizoidalne to ludzie, szpitale mnie stresują no było ciężko. To długa historia wcześniej miałam ataki paniki. No nie ja pierwsza i nie ja ostatnia ma beznadziejne życie i tylko cierpi. Nauczyłam się, że lepiej tłumić wszystko w sobie w szpitalu jak miałam 19 lat ukarali mnie za płacz. Od tamtej pory nie umiem płakać. Rodzice też tak reagowali na moje emocje czy odczucia. Nie jestem w stanie okazać łez przy kimś obcym, boje się lekarzy itd... Doświadczyłam też tam molestowania. No nie ważne nie będę wszystkiego opowiadać. Drugi raz hospitalizowana no cóż... nie pomogli mi. Znowu kłamałam bo widziałam, że nie ma wyjścia. Mówiłam im, że się źle czuje, ledwo mogłam mówić, a oni napisali, że byłam bierno-agresywna, wpierw wstępnie chcieli mi przypisać osobowość schizotypową, a faszerowali mnie takimi silnymi lekami. Źle mnie zdiagnozowali i zepsuli moje leczenie tak powiedział mój psychiatra, który mnie tam wysłał. Chodzi o to, że mam depresje, a nie nerwicowe zaburzenia depresyjne i lękowe. Zresztą za to nie ma renty, o którą muszę się starać bo nie mam żadnych pieniędzy na leki. Oczywiście mama mi pomaga, ale... Zawsze mnie nienawidziła, zwłaszcza była szczera kiedy piła. Moi bracia mieli lepiej z nią, chociaż nie powiem jesteśmy patologiczną rodziną, a jeden z moich braci obecnie siedzi w więzieniu. Mieszkam na wsi, nie mam kasy ciężko jest o leczenie czy dojazdy dokądś. W pobliżu znalazła się psycholog na nfz (tam gdzie psychiatra w poradni), wizyty są raz w tygodniu i nie zawsze. Psycholog jest starsza ode mnie o rok, ale czuje się przy niej jak dziecko. Jestem dużym dzieckiem. Jakieś relacje bliskie z ludźmi nie wchodzą w grę ostatnio nie mogłam opanować ataku paniki przy ginekologu bo musiałam iść w sprawię anemii po prostu trzęsło się całe moje ciało i nie mogłam złapać tchu. Przy leczeniu doświadczyłam stanu takich, że... Uważałam, że nie pasuje do tej rzeczywistości i powinnam się zabić. Ogólnie mój psychiatra skierował mnie na swój oddział na psychosomatykę ale wpisał mi depresja umiarkowana i musiałam na izbie skłamać, że nie chce się zabić bo by mnie skierowali na psychiatryk. No i termin mam na luty, ale pewnie zadzwonią wcześniej. Ogólnie gdyby po wyjściu z psychiatryka od razu mnie nie przejrzał bo zobaczył mnie jak ze mną jest źle to bym spróbowała w końcu się normalnie zabić. Po prostu skoczyłabym z mostu, specjalnie pojechałabym do stolicy i to zrobiła. No, ale jestem, nie chce mu problemów robić czy coś. Nie pracuje bo w jedynej pracy do której chodziłam zaczęłam mieć przez nią myśli samobójcze, czasami jak się coś dzieje w domu mam taki impuls, i myśli "zabij się". Szukałam kiedyś pomocy, miałam oszczędności ale już nie mam ani ich, ani nadziei ani niczego. Stresuje się tym szpitalem, ale będzie od doświadczeniem "przetrwania" w nowym miejscu, a kiedy wyjdę znowu będzie to samo. Lekarz myśli, że mi da tabletki i mi minie. Co minie? Traumy, lęki, chęć zabicia się, zmęczenie, bezsens mojej egzystencji. Nie mam żadnego celu tylko zostało mi przetrwać. Wszyscy i tak kiedyś umrzemy może musze poczekać, ale czy dam radę? Nie wiem. Zawsze postrzegałam świat w dziwny sposób, wszystko było zbyt intensywne, bolesne, rozrywające od środka i musiałam to tłumić. Nie chce istnieć. Doświadczać tego podłego życia, jestem zbyt wrażliwa, zbyt pokręcona, chciałabym, żeby to się skończyło, ale trwam w tym stanie zawieszenia. Nie ma tabletek na sens, cel, czy na cierpienie. Nie mogę nic z tym zrobić. Wszystko kosztuje mnie tyle energii, że wolałabym się zabić. Dlatego lepiej nic nie robić. W końcu nie można odebrać sobie życie bo wtedy uważają, że jesteś chory i wsadzą Cię do psychiatryka, gdzie będą eksperymentować na Tobie. Żeby nie było jestem pod opieką psychiatry, mam ten termin do szpitala, ale nic to nie zmieni w moim życiu. Może mam depresje lekodporną. Może potrzebuje terapii. Może potrzebuje więcej rozmów z psychologiem niż raz na tydzień. No, ale jestem biedna, nie mam jak dojeżdżać, nie mam żadnych perspektyw. Nie ja pierwsza i nie ja ostatnia, prawda? Dla systemu tacy jak ja jesteśmy zwykłymi śmieciami, tego dowiedziałam się w psychiatryku jako 19 latka, gdzie lekarze, którzy mieli leczyć znęcali się psychicznie nade mną, bo oni mieli władzę, tak jak byłam mała władzę mieli nade mną alkoholicy i nie można było się sprzeciwić bo zostanie się ukaranym. Słabo sobie radzę z życiem. Często się porównywałam do innych kiedyś. Nie będę nigdy mieć domu, męża, dzieci, prawo jazdy, nie wiem czego jeszcze pracy. Pewnie skończę jako bezdomna jak rodzice umrą, albo się zabije. Nie wiem czy chciałabym mieć męża i dzieci, ale fajnie było by umieć jeździć autem, albo mieć kogoś z kim można byłoby stworzyć dobrą relacje i mieć swój własny kąt, ale to marzenia dziecka, którym jestem. Nie mam już siły do niczego. Patrzę na zegar jak jestem coraz starsza, patrzę jak upływają minuta za minutą, czasami nie mogę tego znieść ile jeszcze? Jak długo będę tkwić w tym cierpieniu... Jestem zepsuta, niedostosowana, zapomniałam dodać, że mam nie wiem jak to się nazywa, ale jak ktoś mówi o smutnych rzeczach, albo ja opowiadam o swoim gównianym życiu to się śmieje, afekt niedostosowania chyba. I jakieś zaburzenia emocjonalno- decyzyjne. To tyle, przepraszam za chaotyczny tekst, ale nie chciało mi się go układać w jakimś porządku. Jest jak moje życie, nie chce mi się tego składać. Już dość. Nie wiem czy jest sens, żeby ktokolwiek mi na ten tekst odpowiedział. W końcu nie zadałam żadnego pytania. Tylko w skrócie opowiedziałam jak jest beznadziejnie być mną.
Trudności z pracą, napięta sytuacja domowa i myśli samobójcze - gdzie szukać pomocy?

Kilka miesięcy temu straciłam pracę. Od tamtej pory sytuacja w domu jest bardzo napięta. Dziś po raz kolejny mój partner, mówiąc kolokwialnie, wydarł się na mnie, bo nic nie robię tylko leżę i udaję, że jestem zmęczona. Rzecz w tym, że jestem zmęczona. Jestem po kilkunastu operacjach kręgosłupa, od dwóch lat leczę się na epilepsję. ZUS nie chce mi dać renty, bo jestem mobilna, nigdzie nie mogę znaleźć pracy, bo wymagane jest prawo jazdy, gdzie ja samochodem jeździć nie mogę albo po prostu nikt się nie odzywa. Dziś wydarł się na mnie, bo wzięłam spodnie z podłogi do prania. Rozumiem, że on też jest spięty i zestresowany, ale krzyczeć na kogoś na cały regulator, że ma wypierdalać do pracy? Jak mam to zrobić, jak nigdzie mnie nie chcą. Dziś po jego kolejnym wybuchu zaczęłam się poważnie zastanawiać nad skończeniem ze sobą. Wszystkim ulży a on nie będzie miał już problemu na głowie. Bo tym dla niego jestem najwyraźniej. czy w tej sytuacji powinnam się już udać do psychiatry? Chodziłam na terapię psychologiczną, ale najwyraźniej efektu to nie dało. Nie wiem już co robić.

Stress

Stres - przyczyny, objawy i skutki oraz jak sobie z nim radzić?

Stres to nieodłączny element życia, ale można nim zarządzać. Zrozumienie jego mechanizmów i rodzajów oraz nauka skutecznych metod radzenia sobie z nim poprawia jakość życia. Artykuł omawia naturę stresu, jego typy i fazy.