Nowość

Masz pytanie, które ciągle chodzi Ci po głowie?

Opisz je psychologowi w aplikacji i otrzymaj odpowiedź w ciągu 24 godzin - bez kamery i umawiania wizyty.

Napisz do specjalistyPakiety od 49 zł · odpowiedź do 24 h
Wstecz

Czuję się ograniczona przez przewlekłą niechęć męża do wspólnego czasu oraz raniące "żarty" i komentarze. Czuję, że się od niego oddalam, ale chcę siebie realizować.

Nikola

Chciałabym poradzić się odnośnie swojej sytuacji. Jestem mamą 1,5-rocznej córki. Mam męża. Mieszkamy razem. Temat 1.: Mąż ma dosyć specyficzne poczucie humoru, które mi nie odpowiada, ale jak zwracam mu uwagę to twierdzi, że tylko żartuje. Np. mówi przy moich znajomych, że “żona to nie rodzina”, ale mi jest z tego powodu przykro, bo moim zdaniem nie powinno się tak mówić o bliskich osobach a ja uważam męża za jedną z nich. Inna sytuacja to np. wracam z makijażu a mąż mówi “wyglądasz jakbyś była zepsuta”. Robię sama 5-minutowy makijaż a mąż mówi “Po co tracisz czas na robienie makijażu? Poźniej będziesz musiała tracić czas na jego zmywanie”. Również na spotkaniach z innymi ludźmi potrafi powiedzieć tego typu rzeczy. Z czego może wynikać takie zachowanie? Co może być przyczyną? Temat 2.: Mąż jest bardzo nastawiony na realizację swojego hobby jakim jest bieganie. Biega w ultramaratonach i biegach na orientację. Jeszcze zanim zaszłam w ciążę był taki okres, że więcej wyjeżdżał sam niż ze mną. Tu zastanawia mnie to pod tym kątem czy ja mogę mieć o to pretensje? Czy po prostu jeśli chcę być z nim i on ma takie potrzeby to powinnam to zaakceptować? Również w trakcie procedury in vitro wyjechał na tydzień w góry, gdyż twierdził, że to ostatnia szansa żeby mógł skorzystać zanim zajdę w ciążę. Ja proponowałam wspólny wyjazd, żebyśmy razem się zrelaksowali, ale znalazł tylko czas żeby wyjechać wspólnie na weekend. Czułam niedosyt i byłam zawiedziona. Tym bardziej, że wyjazd w góry miała na celu przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego, o którym kiedyś mówił, że nie chciałby mnie na tak długo zostawiać. Nie wiem co się zmieniło. Czy może to być kryzys wieku średniego i chęć realizowania siebie za wszelką cenę? Mąż ma 36 lat. Podobnie po ślubie chciałam wyjechać razem w podróż poślubną a mąż zaproponował, że możemy gdzieś jechać przy okazji jego biegu. Nie zgodziłam się i namówiłam na wyjazd do Chorwacji. Podobało mu się, ale to było pod moim mocnym naciskiem, bo nalegałam na taki wyjazd. Proponowałam ostatnio, żebyśmy poszli razem na zajęcia salsy. Zajęcia są po drugiej stronie ulicy. Moglibyśmy spędzić trochę czasu razem. Taniec zbliża. Mąż stwierdził, że ma tak mało czasu na bieganie, że na pewno nie pójdzie ze mną na kurs tańca. Ja tańczyć uwielbiam i jest mi przykro. Rozpoczęłam kurs salsy ze znajomym. W efekcie mąż i tak w tym czasie nie biega, ale nie chce chodzić na zajęcia. Brakuje mi wspólnych wyjść, żeby gdzieś móc razem potańczyć. Przed ciążą mąż też był niechętny, bo albo nie miał ochoty albo muzyka nie taka, miejsce nie takie. Wszystko było na nie. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie życia tak dalej.Nie możemy nigdzie iść się pobawić chyba, że jest to impreza siedząca. Czy powinnam realizować się mimo wszystko? Dla siebie? Dla zaspokojenia własnych potrzeb? I wychodzić potańczyć ze znajomym, znajomymi? A mąż sobie? Nie chcę podejmować radykalnych kroków typu rozwód, ale nie jestem zadowolona ze swojego życia. Czuję się ograniczona.Taniec działa na mnie wręcz terapeutycznie. Odcinam się od świata, głowa odpoczywa i więcej chce mi się robić w życiu. Kiedyś myślałam, że da się to wszystko pogodzić, ale czasem mam wrażenie, że jesteśmy z dwóch różnych planet. Czy powinnam zgłosić się do terapeuty sama ze sobą? Mąż raczej nie będzie chętny na spotkanie z psychologiem. Kiedyś jak mieliśmy kryzys zaproponowałam, żebyśmy udali się do psychologa, ale twierdzi że nie będzie mu się łatwiej rozmawiało jak zapłaci i to nie ma sensu, bo sami możemy rozwiązywać swoje problemy. A może wystarczyłoby zagłebić się w literaturę o psychoterapii? Autoterapii? Temat 3 powiązany z tematem 1 i 2.: Coraz częściej mam niechęć do zbliżeń z moim mężem i mimo że jest przystojny, ładnie zbudowany to psychicznie mam wrażenie, że jesteśmy daleko od siebie. Co mogłabym zrobić, żeby zglębić ten temat? Poprawić?

Dzień dobry Pani Nikolo,

Czytam, że jest Pani trudno nawiązać bliską relację z mężem. 

W pierwszej kolejności chciałam napisać, że sposób komunikacji w związku ma bardzo duże znaczenie i ma Pani prawo czuć wszelkie emocje związane z tym jak mąż się do Pani zwraca. 

Jako, że opisywany problem dotyczy relacji z mężem rekomenduje w pierwszej kolejności spróbować odbyć z nim rozmowę, w której podzieli się Pani z nim swoimi emocjami i spostrzeżeniami. Jeśli nie jest możliwa wizyta z mężem u psychoterapeuty może Pani sama sięgnąć po pomoc, aby lepiej zrozumieć to co dzieje się w tej relacji z Panią i przyjrzeć się swojemu funkcjonowaniu na co dzień. 

Pozdrawiam ciepło,

Jolanta Kmiecicka 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zapytaj asystenta AI
Asystent AI - anonimowo, bez logowania
Masz podobny problem? Asystent AI odpowie od razu i podpowie, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Zadaj to samo pytanie

Asystent AI nie zastępuje psychologa ani pomocy w nagłych wypadkach.
NowośćTylko w aplikacji mobilnejTwoja sytuacja jest trochę inna?Opisz swoją sytuację na czacie w aplikacji TwójPsycholog, a specjalista odpowie do 24 godzin. Bez kamery i bez terminu, pakiety od 49 zł.Sprawdź, jak to działa

Zobacz podobne

Czy chodzenie do kosciola dla spokoju ojca to brak granic czy swiadomy kompromis?
Jestem dorosła i wychowałam się w praktykującej rodzinie katolickiej. Obecnie nie podzielam przekonań religijnych mojego ojca, ale nadal chodzę do kościoła, ponieważ nie chcę sprawiać mu przykrości. Mój tata bardzo poważnie traktuje kwestie grzechu ciężkiego, zbawienia i wiecznego potępienia. Obawiam się, że gdyby dowiedział się o mojej niewierze, bardzo by się załamał, ponieważ szczerze wierzy, że mogłabym zostać potępiona - plus czułby, ze zawiódł jako rodzic. Podczas ostatniej konsultacji psycholożka zwróciła mi uwagę, że postępuję wbrew sobie i nie stawiam odpowiednich granic, ze moja rodzina ingeruje w moje życie jako osoby dorosłej. Mam jednak wrażenie, że nie uwzględniła perspektywy mojego ojca i nie uwzględniła tego, że moja decyzja jest pewnym kompromisem. Samo chodzenie do kościoła nie jest dla mnie wielkim wyrzeczeniem. Natomiast gdybym widziała, jak bardzo tata cierpi z mojego powodu, sama cierpiałabym jeszcze bardziej. Doszłoby do tego poczucie winy, że go zawiodłam. Dlatego wydaje mi się, że po prostu wybieram mniejsze zło. Nie chodzi o to, że nie potrafię podejmować własnych decyzji, tylko o to, że biorę pod uwagę również uczucia bliskiej osoby oraz nasze relacje i potencjalne koszty. Czy takie postępowanie rzeczywiście świadczy o niedojrzałości i problemach z granicami? Czy nie może być po prostu świadomym kompromisem, który w tej sytuacji uważam za rozsądniejszy?
10 odpowiedzi
Uzależnienie od masturbacji w wieku 16 lat - jak sobie poradzić?
jestem uczennicą w wieku 16 lat , i od 4 lat zmagam się z uzależnieniem od masturbowania się, nie potrafię bez tego funkcjonować aż do takiego stopnia że wszystko mnie tam boli czesto… Wiem że to może zabrzmieć głupio ale naprawdę nie potrafię bez tego żyć a jednocześnie chcę się tego pozbyć.
6 odpowiedzi
Boję się podejmowania decyzji, boję się przyszłości. Rzutuje to na moje szczęście, na lęk przed rzuceniem pracy.
Dzień dobry, Czuję się zagubiona i mam duże problemy w podejmowaniu decyzji. Wszystkiego się boję, przyszłości. W tym roku skończyłam mgr. Mam bardzo fajną pracę w zawodzie, ale jestem w mieście ponad 250 km od rodziny totalnie sama bez znajomych, tylko praca. Do końca lutego mam umowę najmu i zastanawiam się, czy się nie zwolnić i nie poszukać nowej pracy bliżej bliskich, ale boję się, że z niej nie będę zadowolona, że będę mniej zarabiać, że wcale nie będę tam szczęśliwsza. Ogólnie miałam w planach już po skończeniu studiów się wyprowadzić, tylko że jest już listopad, a ja od lipca boję się rozczarować szefową, która jest zawsze ze mnie zadowolona. Nie wiem, co mam zrobić ze swoim życiem. Zaczęły do mnie dochodzić myśli, że to nie problem w miejscu, ale we mnie, że nie jestem szczęśliwa, chociaż mam wszystko, co potrzebne. Lepiej, żeby mnie nie było, skoro nie umiem podjąć głupiej decyzji.
3 odpowiedzi
Brak zaufania do diagnozy ADHD, borderline i dystemii po 7 spotkaniach – skad moja niepewnosc?
Czesc, mam 27 lat. Nie szukam tu diagnozy, ją dostalem, ale jestem na tyle zepsuty, ze w nią nie wierze - bo to jedno z moich zaburzeń, wszedzie szukam drugiego dna, kurwa wszędzie.      Od paru lat, moze 7, zgaslo we mnie calkowicie zycie, chodze, smieje sie, funkcjonuje, mam prace, ale wszystko jest szare. Cale zycie bylem troche inny,  moze dziwny? Ciezko opisac...dorastalem w domu gdzie ciągle byla za wszystko krytyka, krzyk i zawsze byłem "niewystarczający". Nie było patologi, nie bylo przemocy fizycznej, alkoholu (nadmiernego), mialem co jesc, ale czulem sie opuszczony, jakos niedopoeszcozny emocjonalnie.       Jak wspominalem, za wszystko byl krzyk ojca, krytyka, obrazanie mnie (to podobno mialabyc motywacja zebym sie starał), odebralo mi to calkowicie pewnosc siebie...w wieku 27 lat bedac mezczyzną płacze wieczorem, boje sie cokolwiek zrobic, zmienic prace, odezwac bo mam w glowie krzyk ojca i to, ze jestem beznadziejny.     Wracajac, mam ogromną labilnosc emocjonalną, bez hamulcow, z dnia na dzien potrafi mi cos przeskoczyc, ze nie wychpdze z pokoju, w ciagu dnia tez od 0 do 100 i spowrotem do 0... ciągle pdczuwam zmęczenie, CIĄGLE.    Zadnych narkotykow, zadnych fajek, bez alko, zdrowy tryb zycia, a ja ciągle nie mam siły, zrobione wszystkie badania krwi, wszystko git, modlilem ske zeby wkoncu mi wyszla jakas choroba zebym wiedzial na co sie leczyc, alw nie, wszystko dobrze.   Az przyszedl tamten rok, gdzie mnie totalnie wyrzuciło mnie z butów... spanie po 10 godzin, mgla mozgowa, jakbym to nie ja zyl, patezylem na wszystko z boku, totalnie wybrakowanie z emocji, wszystko podbarwione chorym przejmowaniem sie wojną, ale to takim chorym...     Poszwdlem do psychiatry, dostalem leki na depresje, lęki itd.. postawilo mi to o tyle na nogi, ze poszedlem do psychologa klinicznego, diagnoza: ADHD umiarkowane, bordeline ciche, cechy osoby unikającej i kompulsywnej, autyzm do dalszej analizy (nie jest pewna) i dystemia,  dysocjacje.. Czy diagnoza po 7 spotkaniach (SAMO DIVA bylo na 3) jest bardzo rzetelna? Psycholog kliniczny z tytulem doktora.. skad moze wynikac moja niepewnosc? Klamalem tam? O co chodzi
5 odpowiedzi
Brak życia seksualnego w małżeństwie - jak poradzić sobie z problemem?
Dzień dobry, piszę w sprawie, która już zaczyna mnie coraz bardziej martwić - mianowicie życia seksualnego w małżeństwie, a właściwie jego braku. Jestem 32-letnim mężczyzną, w związku 4 lata, a w małżeństwie nieco ponad rok. Problem w tym, że nasze małżeństwo nie zostało skonsumowane w pełnym tego słowa znaczeniu - wszelkie próby odbycia stosunku kończyły się niepowodzeniem, polegającym na tym, że moja żona mnie dosłownie odpychała - w sensie odpychała moje biodra dłońmi przez co niemożliwe było odbycie stosunku (ona pozostaje dziewicą, a ja prawiczkiem - przynajmniej tak do wygląda z mojej perspektywy). Prób było zaledwie kilka, bo zawsze znajdzie się wymówka. Martwi mnie to już i męczy. Chciałbym regularnie uprawiać seks, sam petting jest bardzo rzadko (rzadziej niż raz na miesiąc). Rozmawiałem z żoną o moich potrzebach, prosiłem o uwzględnienie tego, żeby wybrała się do seksuologa, nawet przyniosło to efekt - tylko, że bardzo mizerny. Odrobinę bardziej zwraca uwagę na moje potrzeby (ale wciąż bardzo rzadko - średnio raz na miesiąc?), a do seksuologa wybrała się po kilku miesiącach próśb z mojej strony - kilka wizyt, ale bez efektu. Co mogę powiedzieć? Czuję się oszukany, nie umawialiśmy się na białe małżeństwo i jest to zwyczajnie dla mnie trudne i przykre. Owszem, umówiliśmy się przed ślubem na biały związek do czasu ślubu, ale żona obiecała mi, że po ślubie nadrobimy i będziemy regularnie współżyć. Ja już śpię nawet w pokoju obok, bo zwyczajnie się z tym wszystkim źle czuję. Bolą niezaspokojone potrzeby. Ale nie to jest największy problem - najbardziej boli stosunek żony do mnie jako do mężczyzny oraz to, że czuję się oszukany, jako że nie miałem świadomości tego typu problemów przed ślubem, byłem zapewniany, że wszystko jest w porządku. Czekałem cierpliwie przed ślubem, szanując jej wartości. Czekam już ponad rok i powoli przestaję wierzyć, że cokolwiek w tej materii może się jeszcze zmienić. Co jeszcze boli? Moja żona zdążyła odwiedzić każdą koleżankę po 10 razy, zanim wybrała się do seksuologa. Nie wiem co robić. Nie wiem co o tym myśleć. Nie wiem skąd to wszystko się wzięło, żona odmawia wyjaśnienia mi sytuacji. Mam także niestety trudne wspomnienia, gdy żonę chciałem pocałować w usta, to odwracała głowę. Zdarzało się to niestety wielokrotnie. Zapytana, czy na pewno się jej podobam, potwierdziła, że z tej strony jest wszystko w porządku. Boli mnie, że nie spodziewałem się tego przed ślubem. Boli mnie także, że tak jestem traktowany jako mężczyzna. Na prawdę nie wierzę już, że to może się poprawić, zwłaszcza, że żona zainteresowanie seksem wykazuje raz na miesiąc najczęściej. Na prawdę słuchałem absurdalnych wymówek. Proszę o jaką poradę co robić i chłodne spojrzenie z boku na tą całą sytuację.
8 odpowiedzi
Mam dziewczynę z którą jesteśmy już razem 2 lata i związek przeszedł naprawdę wiele
Dzień dobry. Trudno jest mi zacząć pisać wątek na ten temat, ale potrzebuję nakierowania na dobrą drogę w tej sprawie. Mam dziewczynę z którą jesteśmy już razem 2 lata i związek przeszedł naprawdę wiele. Jestem 22 letnim chłopakiem po technikum, a ona jest 17-letnią dziewczyną z technikum. Były złe jak i dobre chwile, natomiast wszystko po czasie ułożyło się dobrze. Cały sezon letni zajmuję się rozwijaniem działalności, ale problemy związkowe również zajmują moją głowę i czuję, że to już nie jest to samo co na początku. Odbieram dziwne sygnały, że już jej nie zależy tak samo jak na początku. Nie odzywam się za wiele bo odrazu zostaje atakowany, że wszystkiego jej zabraniam, albo że musi być tak jak ja chcę. Natomiast nie czuję sie z tym aby liczyła się w ogóle z moim zdaniem i moją osobą. Często zdarzają/ły sie sytuacje, że w okresie zimowym jak i letnim gdy mam wolne i widzimy się więcej. Widzimy się chwilę po szkole i później ona ma widzieć się z przyjaciółka od godziny 16-19, ponieważ później ona się uczy i nie jest w stanie przełożyć swojej codziennej rutyny (a tak naprawdę wraca jej chłopak z pracy i chcą się widzieć same, a jej przyjaciółka później widzi się sama z chłopakiem). Ja w tym czasie mam szukać sobie zajęcia na siłę albo jechać do domu (około 30min drogi samochodem w jedną stronę). I później jest straszne naleganie aby byc od 19-22 (do tej możemy się widzieć). Jesli nie przyjadę to szuka sobie innej osoby z którą może spędzić ten czas żeby się nie nudzić. Gdy jednak napiszę, czy przyjaciółka nie mogła by sobie przełozyc rutyny, abym nie musiał tracić czasu na to dojezdzanie i proponuję czy nie mogły by się widzieć trochę pózniej przy czym wracał bym do domu to zostaje atakowany i odrzucany. Pragnę zaznaczyć, że one muszą się widziec tak codziennie i jest to dla mnie strasznie męczące psychicznie ponieważ strasznie ją kocham i mój charakter jest bardziej uległy. Czuję, że nie liczy się ze mną jak powinny liczyć się osoby w zdrowym związku i wydaje mi się, że jestem mniej brany pod uwagę (manipulowany). Drugim problemem są koledzy. Twierdzi, że nie chce mieć koleżanek bo ją bardzo zraniły niektóre, a oni jej nie ranią. Otacza się głownie nimi, do niektórych nie mam zastrzeżen bo naprawdę są w porządku, natomiast kilku poznałem i wiem, że oni mogą liczyc na coś wiecej. Zapytała mnie czy może isc z jednym z nich na basen i pokłóciliśmy się o to, ponieważ powiedziałem, że nie podoba mi się ten pomysł i będę sie źle z tym czuł (zazdrość). Po czym zostałem zaatakowany, że zabraniam jej mieć kolegów i przyjaciół. Dodam, że ten kolega, a mój przyjaciel napisał, że wydaje mu się że jestem o niego zazdrosny i nie chce wyciągać jej na basen, a ona odpisała mu, że raczej nie będę miał z tym problemu. Naprawdę nie chcę sie czuć jak KAT. Wydaje mi się, że w związku zasługuje na trochę szacunku i lojalności, nie spotykam się z żadnymi nawet przyjaciółkami sam na sam ponieważ ona jest zazdrosna, miałem nawet kilka sytuacji, gdzie pomogłem z zadaniem z matematyki jednej koleżance przez aplikację czatującą i dostałem straszną awanturę z tego powodu. Potrafię respektować jej zdanie, a ona mojego już niestety nie. Chciałbym aby ten związek polegał na zdrowej relacji, ale brakuje mi już sił i często mam ochotę odpuscić. Proszę
1 odpowiedź

Materiały wspierające

Warto przeczytać

Sprawdź też

Ilustracja: Dwie osoby rozmawiają przez telefon z puszek

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.