
- Strona główna
- Forum
- dzieci i młodzież, rodzicielstwo i rodzina, zaburzenia lękowe
- Jestem Sandra i mam...
Jestem Sandra i mam 16 lat. Od kilku tygodni mam problem z moja mamą i nie wiem jak sobie z tym poradzić.
Marta Tarasiuk
Dzień dobry Sandro,
przeczytałam twój post z uwagą. Słyszę w twoich słowach mieszankę zdenerwowania, zaniepokojenia, lęku ale też niezrozumienia, dlaczego mama z tobą nie rozmawia o tym gdzie jest, tylko komunikuje że wychodzi i nie ma jej przez weekend. Myślę, że pierwsze co można zrobić, to powiedzieć mamie, co czujesz kiedy zostajesz sama w domu i nie wiesz gdzie i z kim jest. Warto się tez zwrócić do kogoś zaufanego z rodziny, może babcia lub dziadek albo ciocia czy ktoś, kto mógłby Cię wysłuchać. Jesteś 16-latką, więc pewnie chodzisz do średniej szkoły, może warto pójść i poprosić o wsparcie w gabinecie szkolnego pedagoga, psychologa lub w ostateczności wychowawcy. Nie zostawaj z tym sama. Poszukaj wsparcia u kogoś dorosłego. Wyprowadzka to nie jest rozwiązanie. Dobrze że zwróciłaś się o pomoc i napisałaś do naszego portalu twójpsycholog.
Życzę, żebyś prędko znalazła wsparcie dorosłego.
Marta Tarasiuk
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Łukasz Truchan
Cześć Sandra,
Sytuacja którą opisujesz na pewno nie jest dla Ciebie łatwa, ewidentnie martwisz się o mamę i niepokoi Cie ta sytuacja której nie rozumiesz.
Jest możliwośc abyś porozmawiała szczerze z mamą co czujesz i czego się w tej sytuacji obawiasz?
Co do wyprowadzki, jest to coś co chcesz na prawdę zrobić czy chcesz w ten sposó pokazać mamie, że się (może) na nią gniewasz? Chcesz jej w ten sposób zaznaczyć, że jesteś i czujesz się niezauważana? I kiedy się wyprowadzisz to zauważy, że byłaś? Masz się gdzie wyprowadzić?
Twoja mama jak wspomniałaś ma 35 lat, może sama o sobie decydować. Pewnie to co robi wydaje się dla Ciebie dziwne, mało bezpieczne, niezrozumiałe. Pewnie jest w Tobie dużo złości, niezrozumienia może zazdrości?
Porozmawiaj z mamą o tym co czujesz co do tych sytuacji. Może to coś wyjaśni. Pisałaś, że rozmawiałaś z koleżankami o tej sytuacji ale nie wspominałaś, że rozmawiałaś o tym z mamą. Kiedy się czegoś nie wie, nie rozumie i lęka, umysł wyszukuje róznych odpowiedzi, które nie do końca mogą być zgodnę z prawdą a nas tylko będą zadręczać.

Zobacz podobne
Witam, pytam, bo już nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Dziadek alkoholik całe życie, jak pamiętam, pije. Wyzywa babcię od najgorszych, że ją zabije i w ogóle. Mam 30 lat i od zawsze tak jest. Jako dziecko często byłem wyzywany itp. Gdy coś odpowiedziałem, to na drugi dzień, jak był trzeźwy, babcia mu wszystko wybaczała i ze mnie robiła winnego, że źle się do dziadka odezwałem.
Jak byłem nastolatkiem, babcia namawiała mnie wiele razy, żeby nim szarpnąć, nastraszyć itp., tylko po to, by jej nie wyzywał. Na kolejny dzień dziadek oczywiście smutny, babcia mu wybacza, a ja jestem dla nich zły i przez kilka tygodni wspomina, że dziadkowi smutno. Już nie wiedziałem, co robić, czy ja jestem zły, czy co. Rodzice też się z nim kłócili, ale za każdym razem, jak babcia udawali, że wszystko jest dobrze i obwiniali mnie za to, że mu coś odpowiem po wyzwiskach.
Kiedyś pojechaliśmy z dziadkiem, wujkiem i kuzynem po maszynę rolniczą. Cały czas mi ujmował, a kuzyna chwalił. Po powrocie siedzimy z babcią, dziadkiem, wujkiem i kuzynem w kuchni i zaczynam coś mówić, a on do mnie: „zamknij mordę” na cały głos. Miałem 17 lat. Zamknąłem się i po jakimś czasie zaczyna do mnie mówić i unosić głos, że mam się do niego odzywać. Ja mówię, że nie będę się odzywał, bo mam zamknąć mordę. Zrobiła się awantura, poszedłem sam do domu kilka kilometrów i znowu pretensje, że dziadka uraziłem, a babcia nic nie słyszała, żeby on coś złego mówił.
Całe życie ojciec mówił, jakoś trzeba z nim żyć, i starałem się, ale nie chciałem do niego chodzić. Najlepiej odciąłbym się, ale babcia zawsze płakała, że jak to tak, jesteśmy wspaniałą rodziną i musimy trzymać się razem. Zamieszkałem niedaleko nich z żoną i malutką córeczką. Starałem się zbytnio nie denerwować i udawać, że nie słyszę tych wyzwisk itp.
Przestałem dawać radę, gdy zaczął mówić do mojej małej córeczki takie rzeczy jakby związane z seksualnością. Np. „pipka” coś tam, a ja udawałem, że to żart, ale w środku nie mogłem wytrzymać, aż pewnego razu byłem u niego w gospodarstwie pożyczyć mu sprężarkę i po podłączeniu córka (8 lat) dmucha sobie pistoletem, a on do niej mówi: „dmuchnij dziadkowi w susiaka”. Zauważyłem, że robią siku na podwórku, robi to tak, aby widzieli wszyscy. Myślałem, że po tym wybuchnę. Dałem mu ultimatum, że jeszcze raz i mnie popamięta. Powiedziałem o tym wszystkim.
Minął jakiś czas, babcia zaprosiła nas na urodziny. Siedzi lekko pijany dziadek na pufce, córka siedzi obok mnie na kanapie i on ciągle jej przypatruje się nie na twarz, a jakby niżej, coś ciągle gada. Ona czuje się nieswojo, niby jest ok, ale jakby tak dziwnie. I on w pewnym momencie mówi: „kochana, a co tam dobrego w tym pudełeczku jest, jak to się nazywa, pipipi?”. Ja mówię: pizza, a on znowu: pipipi. Ja mówię ostrzej: pizza, a on takim dziwnym głosem: „pipcia”, patrząc poniżej głowy mojej córki.
Rozpętało się piekło, awantura itp. Mój brat prawie go pobił i ja też. Babcia, widząc, że zareagowałem na słowa dziadka nerwowo, zaczęła na mnie krzywo patrzeć, a na dziadka z politowaniem i manipulacyjnie krzyczeć, że jej serce wybuchnie. Kilka razy przez niego chciałem się powiesić. I w krzyku mówię, że całe życie nam zepsuł, że całą rodzinę rozwala od środka, a babcia na to przyzwala, że chciałem się zabić przez niego, to on mnie po prostu wyśmiał.
Po powrocie do domu chciałem się zabić, ale żona mi pomogła poradzić sobie. Na drugi dzień babcia dzwoni, jakby nic się nie stało, i każe mi przyjść pomóc. Z żoną stwierdziliiśmy, że całkowicie się od niego odcinamy i nigdy nie odezwiemy do niego za to, jak naszą córkę traktuje. Babcia zaczęła płakać, mama też, że babcia się przeze mnie załamie itp.
Mija tydzień, nikt nie rozmawiał ze mną na ten temat. My tam nie chodzimy. Babci powiedzieliśmy, że może nas odwiedzać, ale my tam się nie pojawimy. Proszę o pomoc, dobrze robię czy źle, ja już nic nie wiem. Nie rozmawiam z nim już, ale czuję, że mama, babcia, tata są źli. W tamtej awanturze powiedziałem im, że chciałem się zabić i nie chce mi się żyć. Dziadek się śmiał, mama że do psychologa, a ojciec, który od 16 lat pracuje za granicą, nawet do mnie nie zadzwonił zapytać, co się dzieje. Czuję, że oni myślą, że źle robię. :(
Mąż 22 listopada miał zawał. Jeździłam do niego do szpitala i do sanatorium ile tylko dalam rady. Pracę mam zmianową. Jadąc z nim do lekarza nieraz musiałam się wymienić. Lekarza z pośród kilku umówiłam mu tego co chciał. Później powiedział, mi że do ".ujowego" lekarza go umówiłam, jakby nie było lepszego. Na jedną wizytę nie dałam rady jechać to powiedział mi że; nasrać na taką babę co nie da rady jechać; na drugi dzień pytałam co lekarz powiedział i usłyszałam "nie dałaś rady jechać to mam się odpie.." Końcem kwietnia zawoziłam mu dok do ZUS o świad rechab to wtedy dowiedział się, że będzie zwolniony 23 sierpnia. Powiedział o tym tylko trzem starszym córkom, reszta nikt nie wiedział i ja też. Ja dowiedzialam się 2 września jak przywiózł świadectwo, a dzień wcześniej była rozmowa na temat pracy, ale nic nie powiedzieli. Na drugi dzień nawet dzwoniłam na PIP czy na świadczeniu można zwolnić. Parę dni później jedna córka przyznała się ile czasu już wiedzieli, że bali się mi powiedzieć jak zareaguje, a on mi wmawia że wiedzieli wszyscy. Rozmawiałam o tym z córką co jest w domu i też o tym nie wiedziała. Jestem teraz pokłócona z nim i trzema córkami za to ukrywanie wiadomości. Powiedziałam im że jest mi przykro że tak podstępnie odsunęli mnie od siebie, potraktowali mnie jak 5 koło u wozu, dosłownie jak śmieć. Oni czują się bez winy i obwiniają o wszystko mnie. Nie wiem co robić bo czuję się źle we własnym rodzinny domu.
Cześć, mam 15 lat i co powiedzieć mamie, żeby wypisała mnie od psychiatry? Nie chce chodzić już do psychiatry, od dwóch tygodni czuje się lepiej i poprawiłam kontakt z rodziną, mam więcej siły i wychodzę z pokoju. Nie wierzy mi, że już jest lepiej.
Kilka dni temu rozmawiałam ze znajomą i opowiedziałam jej, że sama jestem w szoku, bo obudziłam się i odzyskałam motywację do życia, nagle odzyskałam perspektywy na swoją przyszłość, mam tyle energii, że nie śpię już od prawie 3 dni i trzymam się na kawie, powiedziałam jej też, że chce się wypisać od psychiatry, na co mi odpowiedziała, że możliwe, że to podwyższenie samopoczucia. Nie wiem, nie sądzę tak, bo dawno się nie czułam tak dobrze, czuje się naprawdę okropnie dobrze i w końcu widzę w sobie coś dobrego i jakiś potencjał, mam wrażenie, że ona mnie po prostu nie chce wesprzeć w tym, że czuje się lepiej i już nie potrzebuje pomocy lekarza ani leków. Z mamą tak samo.
Co mam zrobić, żeby przekonać mamę?

