Mąż ignoruje obowiązki domowe i rodzicielskie - jak sobie poradzić z brakiem wsparcia?
Witam serdecznie. Mąż nie chce zajmować się dzieckiem, ani niczym w domu. Brudzi, nie sprząta po sobie, po swoim jedzeniu, nie spuszcza wody w toalecie. Kiedy proszę go, by zajął się naszym małym dzieckiem, puszcza mu bajki w telefonie, śpi odwrócony plecami, ogólnie ma go gdzieś. Próbuje rozmawiać, namawiać na terapię, żeby cokolwiek zrobił ze sobą, o dziwo, ma to też gdzieś. Nie zwraca uwagi na moje samopoczucie, na mnie, całymi dniami siedzi z telefonem w ręku. Oboje pracujemy, a ja oprócz pracy mam na głowie wszystko, dosłownie wszystko. Dziecko, dom, zakupy, opłaty, decyzje odnośnie do wszystkiego. On całymi dniami po pracy leży na kanapie, puszcza bąki i agresywnie wrzeszczy na mnie, jak ciągle proszę, żeby coś zrobił, zajął się dzieckiem. Naprawdę nie wymagam wiele, ale dziecko przestaje chcieć spędzać czas z tatą, bo widzi, że ojciec ma go gdzieś. Skąd się bierze takie lenistwo i brak szacunku dla drugiego człowieka? Jak można patrzeć, jak druga osoba dosłownie wysiada ze zmęczenia i nic nie zrobić dla niej?
Mam wrażenie, że on mnie nie kocha, bo jak ktoś, kto kocha, może tak się zachowywać... Zachowuje się tak od 2 lat, wcześniej taki nie był. Ogólnie miał skłonności do lenistwa, ale sprzątaliśmy razem, razem chodziliśmy na zakupy. Fizycznie i psychicznie jestem na wykończeniu, a ten człowiek zupełnie tego nie widzi. Próbuję go zrozumieć, ale nie potrafię.
Sey.it

Artur Trzcinski
Droga Pani.
Rozumiem, że jesteś w bardzo trudnej sytuacji i czujesz się przytłoczona obowiązkami oraz brakiem wsparcia ze strony męża. Przede wszystkim warto pamiętać, że złość i frustracja, choć naturalne w tej sytuacji, nie naprawią problemu – kluczowe jest znalezienie sposobów na odbudowanie więzi i poprawę komunikacji.
Spróbuj skoncentrować się na świadomej uwadze dla męża, rozmowach i wspólnym spędzaniu czasu. Czasem małe gesty, takie jak złapanie za rękę, spojrzenie w oczy, przytulenie, mogą pomóc przypomnieć mu o bliskości, która kiedyś Was łączyła. Warto zaplanować rozmowę w spokojnej atmosferze, bez oskarżeń, ale z naciskiem na Wasze potrzeby jako pary i rodziny.
Możesz również zaproponować stworzenie prostego grafiku podziału obowiązków – określić, kiedy Ty masz czas na swoje sprawy, a kiedy on zajmuje się dzieckiem i domem. Jeśli mąż nie angażuje się w codzienne obowiązki, dobrym pomysłem może być sytuacja, w której będzie musiał przejąć opiekę nad domem i dzieckiem, np. gdy Ty zaplanujesz wyjście na kilka godzin.
To pozwoli mu doświadczyć, jak wygląda Twoja codzienność.
Jeśli dziecko większość czasu spędza przed ekranem, warto uświadomić męża, że nadmierna ekspozycja na bajki i social media negatywnie wpływa na rozwój mózgu oraz zdolności społeczne. Możesz wprowadzić pomysł „skrzynki na telefony” – kiedy siadacie do posiłku lub spędzacie wspólnie czas, telefony trafiają do pudełka, aby stworzyć okazję do rozmowy i budowania rodzinnych więzi.
Dobrą formą „terapii” dla Was jako pary może być częste okazywanie uczuć – przytulanie, rozmowy, ale też spędzanie razem czasu na oglądaniu dawnych zdjęć, wspominaniu wspólnych chwil. Takie działania mogą pomóc obudzić w nim dawne emocje.
Najważniejsze to podejść do tej sytuacji nie z perspektywy walki, ale chęci naprawy relacji. Nerwy, krzyki czy unikanie rozmów mogą ją tylko pogorszyć. Jeśli jednak mimo prób nic się nie zmieni, warto zastanowić się, czy w tej relacji nadal jest przestrzeń na wzajemny szacunek i wsparcie, które są fundamentem zdrowego związku.
Rozumiem, jak trudna i frustrująca może być taka sytuacja. Wyczerpanie emocjonalne i fizyczne, które Pani opisuje, może prowadzić do narastania napięcia w związku, a jednocześnie brak zaangażowania ze strony męża może budzić poczucie niesprawiedliwości i samotności. Jednak aby znaleźć rozwiązanie, warto podejść do sytuacji strategicznie, zamiast kierować się złością, która, choć w pełni uzasadniona – nie przyniesie poprawy.
Strategia Działania:
1- Komunikacja i budowanie więzi
Rozmowy bez oskarżeń, skupione na emocjach („Czuję się przeciążona i potrzebuję Twojego wsparcia”).
Fizyczny kontakt (trzymanie za rękę, spojrzenie w oczy) dla wzmocnienia relacji.
Wspólne oglądanie zdjęć i wspominanie dawnych, szczęśliwych chwil.
2 -Stopniowe włączanie męża w obowiązki
Ustalenie grafiku obowiązków domowych i opieki nad dzieckiem.
Planowane wyjścia z domu, by mąż sam przejął odpowiedzialność.
Stopniowe zwiększanie zakresu obowiązków, zamiast narzucania wszystkiego naraz.
3 - Ograniczenie technologii
Wprowadzenie „skrzynki na telefony” podczas posiłków i wspólnych chwil.
Ustalenie stref bez telefonu (np. sypialnia, czas z dzieckiem).
Zachęcanie do aktywności bez elektroniki, np. gry planszowe, rozmowy.
4 - Telewizja i wpływ na dziecko
Ograniczenie bajek na telefonie i zastąpienie ich aktywną zabawą.
Propozycja wspólnych książek, układanek, gier rozwijających dziecko.
Edukowanie męża o szkodliwym wpływie nadmiernego ekranu na rozwój dziecka.
5 -Wspólna aktywność i terapia domowa
Wspólne spacery, wycieczki, prace w ogrodzie jako forma zbliżenia.
Częste, codzienne przytulanie i drobne gesty czułości.
Tworzenie „rytuałów” rodzinnych (np. wieczory gier, gotowanie razem).
6 -Zrozumienie i dalsze kroki
Obserwacja, czy mąż zmaga się z wypaleniem, depresją lub innymi problemami.
Stopniowe zachęcanie do rozmowy o jego stanie emocjonalnym.
Jeśli sytuacja się nie poprawia, rozważenie terapii indywidualnej lub dla par.
"Pamiętaj, że zdrowa relacja opiera się na wzajemnym szacunku i zaangażowaniu obu stron. Mam nadzieję, że te kroki pomogą Pani odzyskać równowagę w rodzinie."
Jeśli mimo prób sytuacja się nie poprawi,
Warto zastanowić się, czy mąż nie zmaga się z problemami emocjonalnymi, depresją czy wypaleniem. Jeśli nie jest gotowy na terapię, może warto zacząć od rozmowy o tym, jak się czuje.
Ważne jest, by Pani zadbała także o siebie – własne granice i samopoczucie. Jeśli obciążenie stanie się zbyt duże, warto poszukać wsparcia, czy to w rodzinie, czy u specjalisty.
Trzymam kciuki za pozytywną zmianę!
Z wyrazami szacunku,
Dr. Artur Trzcinski

Magdalena Żukowska
Bardzo Ci współczuję, bo sytuacja, którą opisujesz, jest wyjątkowo obciążająca emocjonalnie i fizycznie. Z Twojego opisu wynika, że nie tylko jesteś przeciążona obowiązkami, ale także pozbawiona wsparcia, które naturalnie powinno płynąć z relacji partnerskiej. Kiedy jeden z partnerów wycofuje się z życia rodzinnego, nie bierze odpowiedzialności ani za dom, ani za dziecko, pojawia się poczucie samotności, krzywdy i wyczerpania, które opisałaś. To, co nazywasz „lenistwem” i „brakiem szacunku”, może mieć różne psychologiczne podłoże. Zmiana zachowania Twojego męża – z osoby, która wcześniej uczestniczyła w codziennych obowiązkach, do kogoś zupełnie obojętnego i zamkniętego w swoim świecie – jest sygnałem, że być może mierzy się z problemem, którego nie potrafi lub nie chce komunikować. Takie wycofanie, apatia, unikanie odpowiedzialności, kompulsywne korzystanie z telefonu, a także agresywne reakcje mogą wskazywać na objawy chronicznego stresu, wypalenia, a nawet depresji maskowanej (szczególnie u mężczyzn, którzy często nie dopuszczają do siebie trudnych emocji wprost). To nie jest jednak wytłumaczenie dla jego zachowania, zwłaszcza że krzywdzi ono Ciebie i dziecko.
Z perspektywy relacji partnerskiej najważniejszą kwestią jest brak empatii i współuczestnictwa – fakt, że nie widzi Twojego zmęczenia, nie reaguje na Twoje prośby, a wręcz odpowiada agresją. Może to świadczyć nie tylko o kryzysie indywidualnym, ale również poważnym kryzysie relacji. Kiedy mąż nie podejmuje odpowiedzialności, a wszelkie próby rozmowy, propozycje terapii są odrzucane, pojawia się pytanie o granice – jak długo jeszcze możesz poświęcać siebie, zdrowie psychiczne i fizyczne, w imię próby ratowania kogoś, kto nie wykazuje gotowości do zmiany. Twoje poczucie, że on Cię nie kocha, jest zrozumiałe – miłość nie wyraża się deklaracjami, tylko codziennymi działaniami, troską, współodpowiedzialnością. Często niestety osoby wycofane, bierne, pogrążone w swoich problemach, nie są w stanie dawać bliskości i ciepła, mimo że gdzieś w głębi nadal mogą mieć uczucia. Jednak dla Ciebie, jako partnerki i matki, nie jest zdrowe ciągłe czekanie na zmianę, która może nie nadejść.
Twoje zmęczenie, bezsilność i frustracja są absolutnie zrozumiałe. Dźwiganie wszystkiego samodzielnie bez wsparcia prowadzi do przeciążenia i może skutkować poważnymi problemami zdrowotnymi. Tutaj kluczowe jest, byś nie zapominała o sobie – jeśli on nie podejmuje odpowiedzialności, Ty musisz zadbać o swoje granice. Może to oznaczać podjęcie trudnych decyzji: postawienie ultimatum, rozważenie separacji, albo przynajmniej skoncentrowanie się na swoim dobrostanie, np. poprzez wsparcie psychoterapeutyczne tylko dla siebie. Ważne jest, byś przestała brać na siebie odpowiedzialność za jego zachowanie. Masz pełne prawo oczekiwać partnerstwa, wzajemnego szacunku i współpracy. Jeśli tego nie otrzymujesz, warto zadać sobie pytanie, co w tej sytuacji jest dla Ciebie i dziecka najzdrowsze – nie tylko tu i teraz, ale też długoterminowo. Zmiany zaczynają się od granic i troski o siebie, nawet jeśli druga strona tego nie dostrzega.

Anastazja Zawiślak
Bardzo mi przykro, że musisz mierzyć się z taką sytuacją.
To, co opisujesz, to dla mnie brak zaangażowania, brak szacunku dla Ciebie i dla Waszego wspólnego dziecka. Masz pełne prawo czuć się zmęczona, sfrustrowana, zraniona i osamotniona.
Skoro mąż przez ostatnie dwa lata zmienił swoje zachowanie i nie reaguje na Twoje prośby, rozmowy czy nawet propozycję terapii, to sygnał, że problem jest dość poważny. Być może jest w tym jakiś głębszy powód – może zmaga się z kryzysem emocjonalnym, wypaleniem, depresją, a może po prostu przestał czuć odpowiedzialność za rodzinę i przyjął wygodną pozycję osoby, która nie musi ponosić odpowiedzialności. Jednak niezależnie od przyczyny, Ty nie możesz dłużej dźwigać wszystkiego sama.
To, że pracujesz, zajmujesz się domem, dzieckiem i wszystkim innym, podczas gdy on Cię ignoruje, krzyczy i nie wykazuje żadnej troski, jest po prostu bardzo przykre i krzywdzące. Partnerstwo opiera się na współpracy, wzajemnym szacunku i widzeniu siebie, a nie na tym, że jedna osoba poświęca się kosztem własnego zdrowia fizycznego i psychicznego.
W pierwszej kolejności zachęcam do rozmowy, zaznaczenia, że widzisz, że jest problem i potrzebujesz rozmowy. Rozmowy otwartej, szczerej tak, abyś mogła wyrazić, jak się czujesz, jasno wyrazić swoją perspektywę. I zapytać co się dzieje z jego perspektywy, co on czuje, co się zmieniło itp.
Jeśli rozmowy nie działają, zastanów się, co możesz zrobić, by chronić siebie i swoje dziecko. Możesz spróbować jasno i stanowczo postawić ultimatum – bez oskarżeń, ale z konkretnym przekazem: "Nie mogę dłużej brać na siebie wszystkiego. Jeśli nie zaczniesz się angażować w rodzinę, będę musiała podjąć decyzje, które zapewnią mi i dziecku lepsze życie."
Zastanów się, jakie masz opcje – wsparcie rodziny, znajomych, konsultację z prawnikiem czy psychologiem, który pomoże Ci przepracować tę sytuację.
Najważniejsze jest, byś nie ignorowała swojego wyczerpania. Masz prawo oczekiwać szacunku, pomocy i miłości. Jeśli mąż nie chce się zmienić, to jego wybór – ale Ty masz wybór, czy chcesz dłużej tkwić w tej sytuacji. Twoje samopoczucie, zdrowie i spokój Twojego dziecka są najważniejsze. Nie jesteś sama i nie musisz dźwigać wszystkiego sama. 💙
Anastazja Zawiślak
Psycholog

Katarzyna Piechaczek
Cześć,
czytając Twoje słowa, mam w sobie dwa obrazy – Ciebie, która niesiesz cały dom, dziecko, odpowiedzialność, emocje – i jego, który po prostu... zniknął. Ciało jest, ale nie ma obecności, uwagi, relacji. To nie lenistwo – to forma wycofania się z życia rodzinnego. A Ty zostałaś w tym sama.
To, czego doświadczasz, to nie jest codzienność, którą „trzeba przetrwać”. To chroniczne przeciążenie i emocjonalna samotność, która w dłuższej perspektywie może wyniszczyć każdą osobę.
Nie chodzi tylko o złość – chodzi o ból, zawód i pustkę, kiedy ktoś, z kim miałaś dzielić życie, przestaje w ogóle być w relacji.
To nie jest normalne, że jedno z partnerów nie zauważa Twojego wyczerpania.
To nie jest w porządku, że Twoje dziecko przestaje chcieć być z tatą, bo widzi, że mama musi o wszystko prosić, wszystko sama.
I nie, nie jesteś „wymagająca”.
To, że masz takie myśli, to efekt wielomiesięcznego ignorowania Twoich potrzeb i bagatelizowania Twoich prób rozmowy.
To, że próbujesz to zrozumieć, że mówisz „może to ja” – to też sygnał, że jeszcze próbujesz ratować coś, co się wypala. Ale nie jesteś w stanie tej relacji zrobić za dwoje.
Masz prawo postawić granicę.
Masz prawo nie dźwigać dwojga dorosłych ludzi naraz.
Masz prawo być widziana – jako kobieta, partnerka, mama, człowiek.
Z uważnością,
Kasia Piechaczek

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Dobierz psychologaZobacz podobne
Dzień dobry jesteśmy rodzicami 11-latka. Od pewnego czasu nas syn zachowuje się w stosunku do nas bardzo niegrzecznie.
Mówi, że jesteśmy dziwni, że zabieramy mu wszystko, że go gnębimy, że ja jestem głupia, a mąż jest debilem.
Syn nie wywiązuje się z żadnych obowiązków domowych typu. Np. nie robi łóżka, nie chce się pakować do szkoły, rzuca rzeczy gdzie popadnie. Strasznie pyskuje. Nie stosuje się do punktualności, wychodząc na dwór na rower, spóźnia się o pół godziny, godzinę i jak wraca, to jeszcze krzyczy. Uczy się bardzo dobrze. Syn ma schowany telefon , tablet komputer, gdyż tylko by chciał grać. Tv ciągle by oglądał gliniarzy, jak wyłączę tv to wojna, że wszystko mu zabieram. Szczęka do nas np. z banana lub wymachuje ołówkiem przed oczami. Nie ukrywam, że moja cierpliwość się kończy. Czy mamy się udać z synem do psychologa ?
Co mam robić??? Mąż ciągle pracuje, twierdząc, że ludzi nie ma do pracy jest kucharzem razem 20 lat wiecznie praca praca zaniedbuje dom dzieci mnie tylko zawsze rano wspólną kawę praca wieczorami sex spanie i tak w kółko.
Dzieci nie widzą ojca, nie wiedzą co to wakacje, ja ciągle sama. Co mam robić, do męża nic nie dociera, potrafi powiedzieć co ja poradzę nie pasuje, znajdź sobie takiego, z którym będzie Ci lepiej. Jestem zmęczona takim związkiem, czuje się jakby wracał do hotelu, spać, sex, zjeść i pa. Na odległość pisze, ze tęskni, że kocha, pragnie. Z tego wszystkiego nawet sex nie zadawała mnie. Nigdzie nie wychodzimy jedynie z psem wokoło bloku.
Dzień dobry, Jestem Ciocią cudownego 4 latka.
Mam z Nim ogromną więź. Gdy się urodził, aż do ukończenia 2 latek, widywałam się z nim prawie codziennie od rana do wieczora. Jak miał roczek, leżałam z Nim kilka dni w szpitalu /jego Rodzice byli wtedy chorzy i nie mogli być na Oddziale/. Teraz widujemy się rzadziej, mimo że mieszkamy blisko.
Od 2 lat jestem Mężatką i nie mogę już codziennie być u Chrześniaka. Staram się być u Niego często i poświęcam Mu wtedy całą swoją uwagę, bawimy się razem. Czasami z powodu mojego gorszego samopoczucia fizycznego /np. przeziębienie/ lub psychicznego/przemęczenie, złe samopoczucie/ nie widzimy się tydzień lub max. do dwóch tygodni. Mam wtedy bardzo wyrzuty sumienia. Czuję, że Maluszek bardzo mnie kocha i lubi moją obecność. Mąż nie bardzo lubi jak często bywam u Siostrzeńca /czasami jestem tam kilka razy w tygodniu/.
Jak to pogodzić? Maluszek zawsze jest smutny, jak odchodzę. Bardzo Go kocham. Jak częsty kontakt jest "zdrowy" dla dziecka? Czy powinno to być systematyczne np. 2 lub 3 razy w tygodniu? Ile godzin powinna trwać taką wizyta?
Nie mam własnych dzieci, nie chciałabym zaszkodzić Małemu. Może takie nieregularne odwiedziny szkodzą dziecku? [że czasami codziennie /jak Mąż pracuje do późna/, czasami w ogóle /jak chora/, czasami dwa razy w tyg, a czasami przez dużo czasu /np. Do późna w weekend].
Będę wdzięczna za odpowiedź.
Witam. Około od roku czasu już nie jestem z byłym partnerem, jednak ze względu na dziecko oraz inne wiążące nas sprawy (kredyty), musimy mieć jakikolwiek kontakt. Kontakt jest rzadki. Rozwód był z winy obu stron. Czasem da się dogadać z byłym partnerem na spokojnie, a czasem czuję się atakowana. Pisze rzeczy typu, że ja mam się ogarnąć, że jestem nienormalna, że był moim sponsorem, wypomina mi rzeczy, które kupił, lub remont mieszkania, który zrobił, kiedy byliśmy razem. Dodam, że sama pracowałam, poza czasem w części ciąży i po ciąży.
Czuję się atakowana, czuję, że nie szanuje mnie jako człowieka, jako matkę jego dziecka, które wychowuje właściwie samodzielnie. Pozwala swojej aktualnej partnerce obrażać mnie i oskarżać na przykład o buntowanie syna przeciwko ojcu, a to wszystko zdarzyło się nawet na oczach mojego syna. Czuję się umniejszana jak podczas naszego związku, gdzie zawsze jego zdaniem miałam lekką pracę, a on ciężką. Nieważne czy to była praca za biurkiem, czy fizyczna, moja praca zawsze była łatwiejsza. Dodam, że w tamtym roku groził mi też przez kilka miesięcy wyjawieniem prywatnych naszych spraw mojej najbliższej rodzinie. Czułam się wtedy zastraszona. Mam taki problem, że gdy dochodzi do sytuacji, kiedy czuję się atakowana, bardzo emocjonalnie reaguje, zanoszę się płaczem, analizuje jego słowa, biorę je strasznie do siebie. Sytuacja taka zabiera mi od godziny do kilku następnych godzin z dnia, w którym się to wydarzyło. Zamraża mnie tak, że nie mogę nic zrobić. Szukam w sobie problemu i tłumaczę, że jestem wrażliwa i emocjonalna oraz że potrzebuje czasu, żeby zacząć to olewać. Dopiero wczoraj pomyślałam, czy czasem to nie podchodzi pod przemoc psychiczną. Męczą mnie takie sytuacje, a najgorsze, że nigdy nie wiem, kiedy to nadejdzie. Mam 7-letniego syna z diagnozą autyzmu. Muszę być dla niego w pełni zdrowa psychicznie, aby móc go wspierać na co dzień. A takie sytuacje z moim byłym partnerem zabierają mi bardzo dużo energii i podejrzewam, że zdrowia też. Nie wiem, co mam robić w takiej sytuacji. Marzę o tym, żebym nie musiała się z nim wgl kontaktować, ale to niemożliwe.
Czy w przypadku podejrzenia u matki dzieci narcyzmu złośliwego i psychopatii (na to wskazuje jej zachowanie wobec mnie - bylego partnera i wobec dzieci), należy wytłumaczyć dzieciom, kim jest ich matka, do czego prowadzi jej zachowanie? Matka stale manipuluje dziećmi, kłamie, oczernia mnie, odrzuca ich miłość, karze cisza, karze odrzuceniem, bagatelizuje ich emocje, straszy ich policja, porwaniem, Nastawia jedno dziecko przeciw drugiemu, szantażuje itp. Czy mówić prawdę, czy przemilczać to? Chodzi o moja odpowiedzialność, jako ojca za ich właściwy emocjonalny rozwój. Dzieci 9 i 14 lat kończą w tym roku.
Witam, Mam obecnie 32 lata, męża i dwójkę synków 4l i prawie 1,5 roku. Jakieś 3 lata temu przeprowadziliśmy się do kupionego na kredyt domu około 30 min. samochodem od centrum miasta (oboje pochodzimy z miasta). Wybór taki padł ze względu na wysokie ceny w mieście.. Myślałam, że będę tutaj szczęśliwa, ale obecnie czuje, że jestem w najgorszym momencie moje życia bez celu.. Wcześniej przy jednym dziecku pracowałam jeszcze w mieście, zawoziłam do żłobka i ledwo zdążyłam do pracy.
Teraz po urlopie macierzyńskim z drugim dzieckiem zakończyłam pracę, bo nie miałam już do czego wracać.. Szukam pracy w naszych okolicach już od 4 miesięcy i popadam w załamanie. Niestety nie mam konkretnego wykształcenia, czego teraz bardzo żałuję, nigdy nie mogłam znaleźć, co chciałabym robić i kim być.. i dalej nie wiem, co mnie dodatkowo dobija. Przez to mam małe poczucie własnej wartości.. Dotychczasowe prace były z przypadku lub przez kogoś.. prace biurowe. Teraz czuję się totalnie uziemiona, mąż ma swoją działalność, więc pracuje od rana do wieczora, czasem wróci wcześniej, ale nigdy nie wiadomo jak będzie dzisiaj.. przez to nie mogę pracować na zmiany, Jestem ograniczona czasowo więc i nie mogę jechać dalej do pracy..nie mam niczyjego wsparcia, jedna babcia pracuje, druga mieszka 30 min od nas, ale nie ma prawa jazdy.. (nie dojedzie tu komunikacją). Już raz próbowaliśmy przenieść się do zupełnie innego miasta.. (do dalszej części mojej rodziny), wystawiliśmy dom na sprzedaż, ale krótko mówiąc, nie wypaliło. Praca męża się odwołała a dzieci nie miały pkoli. Ja się źle tam czułam. Wróciliśmy. Teraz znowu zaczynam mieć myśli, że chyba chciałabym sprzedać dom i przenieść się z powrotem do miasta.. np bliżej teściowej, żeby mieć chociaż wsparcie z dziecmi..łatwiej znaleźć pracę i być bardziej mobilna. Z nikim się nie widzę, bo nie ma kiedy i jak ani "za co". Jak już myślę, żeby szukać pracy w mieście i organizować się tak, żeby mąż rano ogarniał dzieci, to teraz za 2 msc ma dostać pracę za granicą wyjazdy na 2 tygodnie.. żeby zarobić na kredyt..I znowu nie mam żadnych możliwości.
Nie chce wegetować za to, żeby spłacić kredyt.. Z drugiej strony żal mi tego, co mamy tutaj. Chociaż dom ciągle nie wykończony, nie ma za co żyć i coś zrobić...to synek ma już kolegów z pkola i jednego z sąsiedztwa. Nie wiem już co robić.. nie chce być ciągle smuta, zła, uzależniona od męża, siedzieć w domu i nie mieć żadnego życia. Chciałabym moc wstać, coś zdecydować, wiedzieć co robić..
Moja mama jest skłócona z rodziną taty. Przez to zabrania nam kontaktu z nimi, a jak dowiaduje, że ktoś z nas się z nimi kontaktował, to wścieka się i zarzuca nam to, że donosimy im na nich. Zaczęło się od tego, gdy jej teściowa (moja babcia) nazwała ją pijaczka (mama naprawdę pije) i mama się na nią obraziła.
Chcę, żeby się z nimi pogodziła, jednak trudno będzie ją do tego przekonać. Dziadkowie ze strony taty są jedynymi żyjącymi dziadkami, bo dziadkowie ze strony mamy już nie żyją. Co robić?
Rodzice mojej partnerki całe życie ją źle traktowali. Była przemoc fizyczna oraz psychiczna, wyrzucanie z domu i spanie na klatce, zostawianie pustej lodówki i ciągłe szantaże emocjonalne. Gdy zaczęliśmy się spotykać, oni mnie nie akceptowali, prawdę mówiąc poznałem ich dopiero po około 3 latach związku, bo zakazywali mi przychodzenia do ich domu. Po wyprowadzce partnerki z jej rodzinnego domu oni zaczęli Nas zapraszać i tak jakby mnie akceptować. Widzę, że to jest sztuczne i osobiście nie jestem w stanie zapomnieć im poprzedniego traktowania mnie, jak i traktowania mojej drugiej połówki. Oni nie widzą problemu, pomimo zwrócenia im o to uwagi. Moja partnerka natomiast twierdzi, że rodzicom należy się szacunek pomimo wszystko, pomimo tej wyrządzonej krzywdy (jej rodzeństwo doświadczyło tego samego i tak samo uważają). Wydaje mi się, że moja partnerka stara się z całej siły, abym ich polubił lub chociaż tolerował, nie jestem w stanie. Mamy o to ciągle okropne kłótnie, po których zastanawiam, się czy związek ma dalej sens, ponieważ chce kiedyś dzieci i nie chce, żeby miały kontakt z takimi ludźmi (są to alkoholicy, niestabilni emocjonalnie, którzy często stosują przemoc, szczególnie po alkoholu). O ile staram się to w jakiś sposób zrozumieć, to jestem już zmęczony i bezradny co mogę dalej z tym zrobić i czy to dalej ma jakąkolwiek przyszłość.
Witam serdecznie. Mąż nie chce zajmować się dzieckiem, ani niczym w domu. Brudzi, nie sprząta po sobie, po swoim jedzeniu, nie spuszcza wody w toalecie. Kiedy proszę go, by zajął się naszym małym dzieckiem, puszcza mu bajki w telefonie, śpi odwrócony plecami, ogólnie ma go gdzieś. Próbuje rozmawiać, namawiać na terapię, żeby cokolwiek zrobił ze sobą, o dziwo, ma to też gdzieś. Nie zwraca uwagi na moje samopoczucie, na mnie, całymi dniami siedzi z telefonem w ręku. Oboje pracujemy, a ja oprócz pracy mam na głowie wszystko, dosłownie wszystko. Dziecko, dom, zakupy, opłaty, decyzje odnośnie do wszystkiego. On całymi dniami po pracy leży na kanapie, puszcza bąki i agresywnie wrzeszczy na mnie, jak ciągle proszę, żeby coś zrobił, zajął się dzieckiem. Naprawdę nie wymagam wiele, ale dziecko przestaje chcieć spędzać czas z tatą, bo widzi, że ojciec ma go gdzieś. Skąd się bierze takie lenistwo i brak szacunku dla drugiego człowieka? Jak można patrzeć, jak druga osoba dosłownie wysiada ze zmęczenia i nic nie zrobić dla niej?
Mam wrażenie, że on mnie nie kocha, bo jak ktoś, kto kocha, może tak się zachowywać... Zachowuje się tak od 2 lat, wcześniej taki nie był. Ogólnie miał skłonności do lenistwa, ale sprzątaliśmy razem, razem chodziliśmy na zakupy. Fizycznie i psychicznie jestem na wykończeniu, a ten człowiek zupełnie tego nie widzi. Próbuję go zrozumieć, ale nie potrafię.
Gdy umierają moi znajomi lub ludzie z rodziny, to nic nie czuję.
Nie chodzę nawet na ich pogrzeby. Czy powinnam mieć w sobie żal, rozpacz itp.? Czy to ten słynny narcyzm? Dodam, że nie lubię większości ciotek, kuzynów i powody mam do tego słuszne. Bardzo często wspominam kolegę, który umarł za czasów szkolnych i jest mi przykro. Albo gdy umarła Pani, która mi pomogła... Natomiast gdyby moi rodzice umarli, to z jednej strony na pewno byłoby mi ciężko, ale bardziej bym czuła ulgę i wolność. Z nimi kojarzy mi się tylko wstyd i pas. Podobnie mam z siostrą, która znęcała się nade mną od małego i zrujnowała psychikę. Mając 30 lat, potrafiła mnie bluzgać i wyśmiewać się. Wiele osób pozwalała sobie na takie traktowanie mnie, bo trochę niedomagań po wypadku. Ale jestem w pełni sprawna umysłowo.
Gdy zaczęłam się mocniej rehabilitować sama i stawiać granice, to przestałam być workiem treningowym dla wszystkich i mam wrażenie, że przypisują mi swoje cechy! Wmawiają, że mam urojenia, że nikt mnie nie bił, że to ja jestem chamska, opryskliwa, źle się odnoszę.... A wręcz powinnam leczyć psychiatrycznie. Ludzie, którzy gnoili mnie latami, mają amnezję.
Proszę tylko nie usprawiedliwiać przemocy, bo ja pochodzę z domu przemocowego i pomagam ludziom, nie obrażam nikogo.
Długo się zastanawiałam, co zrobić z moim samopoczuciem i z tym, jak już dość długi czas męczą mnie myśli.
Czuję, że utknęłam w miejscu, w którym nigdy nie chciałam się znaleźć, a nawet powiem inaczej, nie myślałam, że się znajdę. Jakiś czas temu skończyłam 30 lat. Mam dwójkę dzieci i kochającego męża i czuję niejako wyrzuty sumienia, że czuje się przytłoczoną moją sytuacją, zamiast się cieszyć i to doceniać. Wyobrażałam siebie zawsze w tym wieku, że osiągnę już pewne stanowisko, będę więcej zarabiać, tak by móc sobie pozwolić, w dowolnym momencie, na co chcę. Owszem, chciałam, też w tym wieku mieć już ten dom i rodzinę. W tym momencie czuję, że utknęłam z kredytem na budowę domu, która się nie posuwa, ze względu na koszty życia, w pracy z przypadku, w której i tak mało co mogę pracować, ze względu na opiekę nad dziećmi. Myślałam o wyborze ścieżki zawodowej po macierzyństwie, myślałam o rozkręceniu swojego biznesu. Tylko w tym czasie, kiedy się chwaliłam, jaki to mam plan, osoba z rodziny zaczęła go realizować. Wtedy się przestraszyłam, że sobie nie poradzę, że będę gorsza, skrytykowana przez nią i środowisko i w dodatku, że będą inni gadać, że "zgapiam". Tym bardzie,j że to jest osoba dosyć konfliktowa. Teraz dobiło mnie to mocniej, bo tak naprawdę myślę, co zrobić, żeby więcej zarabiać, zmienić pracę na taką jednocześnie, w której mogłabym się rozwinąć i spełniać, a z drugiej strony jest rodzina i hamulec finansowy i ten strach, że przepale pieniądze.. Boje się czy to właściwa ścieżka, czy wymysł, czy to słomiany zapał. To wszystko w skrócie napełnia mnie niepokojem, prowadzącym do łez. Zamiast cieszyć się z czasem spędzanym z rodziną, to mi się płakać chce.
Nie wiem do końca co mam zrobić...
Dzień dobry. Dziękuję za poprzednia odpowiedź. Teraz pytanie dotyczy syna 11 lat. Ostatnio bardzo zaczyna kłamać i oszukiwać. Nie stosuje się do zasad, które są i były omawiane chyba 1000 razy. Liczy się tylko komputer i telefon. Nic się nie liczy, tylko granie. Np. zostaje sam w piątki, bo pracujemy na rano. Do szkoły idzie na 10 to, zamiast odpoczywać lub powtórzyć sobie materiał przed sprawdzianem to gra do tchu i na ostatnią chwilę się szykuje do szkoły. Nie myje zębów, tylko ubiór i szybko szkoła, aby zdarzyć. Wiem, że tak robi, gdyż pewnego dnia zastawiłam włączony dyktafon, bo od pewnego czasu podejrzewałam, że syn oszukuje. Jak radzić sobie z taka sytuacja. Jestem bardzo zmęczona i sfrustrowana takim zachowaniem. .dziekuje za odpowiedź to tego pytania . Dodam, że syn ma wyliczony czas pół godziny dziennie na telefonie. Komputer godzinę dziennie. Tylko syn wykańcza komputer pod naszą nie obecność i nas oszukuje. Ufałam mu, dlatego nie chowaliśmy kabli np. aby nie grał. Zabranie telefonu i komputera nic nie pomaga. Mój mąż to oaza spokoju, ale jeżeli już podnosi głos na syna, to już się dzieje źle. Syn demoralizuje dom, proszę go o zrobienie łóżka, to nie robi i jeszcze śmieje się w twarz i mówi, co mi zrobisz. Nie ukrywam, że czasami mam dość. Dodam, że syn nas traktuje jak śmieci
Dzień dobry. Jestem żoną, mama jak radzić sobie z emocjami, gdy po powrocie z pracy zastaje syna w tv a obowiązki, które ma są niewykonane . Np. niezrobione łóżko, niewyciągniętą śniadaniówka, rozrzucony plecak itp. jak zwracam uwagę, to syn mówi, że się czepiam i robię ciągle hałas, bo mu się zapomniało. Synowi codziennie się zapomina o zrobieniu łóżka. Czasami odnoszę wrażenie, że syn jest przez nas kierowany jak robót, nic sam nie pomyśli, tylko pyta się, kiedy komputer. Uczy się bardzo dobrze, ale jeżeli jest sprawdzian, to krzyczy, że umie, umie, a potem są efekty umienia ze słaba ocena płacz i poprawianie
Niedawno napisałam zapytanie o chorobę Munchausena.
Jedna z Pań zapytała, co daje mi ból. Od nastoletnich lat się okaleczałam i po prostu sprawiało mi to przyjemność. I fizyczną i psychiczną. Czułam fizyczną ulgę i choć przez chwilę ktoś się mną interesował. W wieku 17 lat poznałam mężczyznę, który jest teraz moim mężem. Zaszłam też wtedy w ciążę i przysięgłam wtedy mojemu dziecku, że więcej się nie okaleczę. Prawie mi się udało, bo przez 13 lat zrobiłam to tylko raz. Gdy zachorowałam, na początku nikt nie wierzył mi, że naprawdę źle się czuję. Lekarz wysłał mnie do psychiatry, twierdząc, że mam depresję i załamanie psychiczne, bo zbiegło się to z utratą pracy, chociaż w ogóle mnie to wtedy nie zmartwiło, bo miałam jeszcze jedną pracę. Nikt mnie nie słuchał, po prostu ładowali we mnie antydepresanty. Aż pewnego dnia przy zwyczajnej kontroli holterem, bo byłam kilka miesięcy po zabiegu kardiologicznym, po prostu zatrzymało mi się serce. I wtedy okazało się, że mam ostrą postać boreliozy, która zniszczyła serce i prawie mnie zabiła. Jeszcze okazało się, że jestem w ciąży. Przez całą ciążę umierałam ze strachu o życie dziecka i o swoje życie. Niecały rok później miałam nawrót boreliozy, też mnie nikt nie słuchał. Zrobiłam badania na własną rękę i oczywiście nawrót. Wyleczono, ale problemy kardiologiczne się pogłębiły.
Zrobiono mi eksperymentalny zabieg, który tylko pogorszył wszystko jeszcze bardziej. Nie byłam w stanie funkcjonować, nie miałam siły, serce szalało, wywoływało utraty przytomności, a lekarze mówili, że to przejdzie, bo to etap gojenia. Trwało to rok. W międzyczasie umarła moja przyjaciółka poznana w szpitalu z wręcz identyczną historią choroby jak moja. Byłam przerażona, gdy zaproponowano wstawienie rozrusznika, nawet się nie zawahałam. Przyniosło to ulgę na chwilę, ale strach o własne zdrowie i życie przerodził się w potrzebę. Uświadomiłam sobie, że ja nie chcę zostać wyleczona, chcę być leczona, bo tylko wtedy ktoś mnie słucha, poświęca mi uwagę. Mój mąż nie był przy mnie, nawet gdy wszczepiali mi rozrusznik. Ograniczał się do podrzucenia mnie kolejny raz do szpitala i na tym zainteresowanie się kończyło. Zresztą tak jest cały czas. Mam wrażenie, że jestem mu potrzebna tylko do codziennych obowiązków, żeby miał mniej na głowie i nic więcej. Rok temu próbowałam popełnić samobójstwo. Wzięłam ogromną dawkę antydepresantów, ledwo mnie uratowano, spędziłam 10 dni w szpitalu psychiatrycznym. Nie wstrząsnęło to za bardzo moim mężem. Raczej cieszył się, że dalej będę użyteczna. Nikt nie wie o próbie samobójczej, ukryłam to, wstydząc się, a mój mąż też stwierdził, że lepiej to ukryć. Wołał zamieść wszystko pod dywan, zamiast mi pomóc i mieć gdzieś opinię innych. Jestem w tym sama, nie potrafię pójść dalej. Zostałam tylko ja i moje choroby. Na szczęście mój stan zdrowia znów się zaczął pogarszać, więc przynajmniej czuję spokój.
Dzień dobry. Dziękuję za poprzednia odpowiedź. Teraz pytanie dotyczy syna 11 lat. Ostatnio bardzo zaczyna kłamać i oszukiwać. Nie stosuje się do zasad, które są i były omawiane chyba 1000 razy. Liczy się tylko komputer i telefon. Nic się nie liczy, tylko granie. Np. zostaje sam w piątki, bo pracujemy na rano. Do szkoły idzie na 10 to, zamiast odpoczywać lub powtórzyć sobie materiał przed sprawdzianem to gra do tchu i na ostatnią chwilę się szykuje do szkoły. Nie myje zębów, tylko ubiór i szybko szkoła, aby zdarzyć. Wiem, że tak robi, gdyż pewnego dnia zastawiłam włączony dyktafon, bo od pewnego czasu podejrzewałam, że syn oszukuje. Jak radzić sobie z taka sytuacja. Jestem bardzo zmęczona i sfrustrowana takim zachowaniem.
Witam, Chciałabym skonsultować się z psychologiem w sprawie córki 10 lat. Przybliżę sytuacje. Dziecko nie widziało ojca od 5 lat, również brak kontaktu. Prawa zostały odebrane poprzez sąd ojcu. Dzisiaj była sprawa o alimenty i sędzia zaproponowała, aby córka się z nim spotkała. Wsiadaliśmy do auta i powiedziałam, że jedziemy na salę zabaw i że tam będzie jej tata. Córka wpadła w histerię, płacz, krzyki i błaganie, aby tam nie jechać. Że chce do domu, że nie chce z nim się spotykać. Wróciliśmy do domu. Córka mi oznajmiła, że mi nie zaufa więcej, że nie chce ze mną rozmawiać... Zalecenia sędzi były takie, chociaż mówiłam, że córka nie chce... Chciałam dobrze, a wyszło źle...