Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Mój mąż został sam z dwuletnim dzieckiem (poszłam do sklepu), jak wrociłam był ewidentnie pod wpływem alkoholu

Dzień dobry. Ostatnio spotkała mnie taka sytuacja, że już sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Mój mąż został sam z dwuletnim dzieckiem (poszłam do sklepu). Nie było mnie może 40 minut. Jak wróciłam zachowywał sie dziwnie, bełkotał. Był ewidentnie pod wpływem alkoholu. Dla mnie to rzecz karygodna, masz dziecko-nie pij, taka jest niepisana zasada przecież. Dziecko spało, a on w tym czasie zamiast go pilnować, pił alkohol. W domu było tylko dziecko i pijany ojciec. Najgorsze, że on nie rozumie, o co mi chodzi. Tłumaczę, że jest to skrajnie nieodpowiedzialne, głupie, niedojrzałe. Gdyby coś się stało dziecku to nawet nie byłby w stanie mu pomóc bo A w zamian usłyszałam stek wyzwisk, łącznie z "nienawidzę Cię i jak nie pasuje, to masz drogę wolną". Czy mam rację, że jest to skrajnie niedojrzałe zachowanie? Jak z nim rozmawiać, tłumaczyć, że tak dorosły człowiek nie robi? Bo mam wrażenie, że on uważa że robię problem z niczego. Pozdrawiam serdecznie
Michał Baczewski

Michał Baczewski

dzień dobry,

To zupełnie w porządku, że masz takie obawy. Dziecko w tym wieku jest zależne od nas dorosłych.  Dobrze, że tłumaczysz mężowi jakie konsekwencje może mieć takie zachowanie, choć zdaję sobie sprawę, że taka rozmowa, gdy w grę wchodzą emocje- może nie być łatwa. 

Czasem wpierająca jest jakaś forma przygotowania się do tego spotkania: zaplanowanie tego jak opowiedzieć o sytuacji i konsekwencjach (tak jak Ty to widzisz). Wskazanie na swoje i dziecka potrzeby  - i jasne wyrażenie swoich oczekiwań wobec męża.   Warto też wysłuchać co On ma do powiedzenia - dając mu na to przestrzeń. 

Możesz tez wcześniej umówić sie z mężem informując, że chciałabyś z nim porozmawiać na ten temat - czasem pomocne jest napisanie tego, co chce się  powiedzieć. 

 Możesz zawsze też skorzystać z pomocy psychologa/psycholożki 

powodzenia! Michał Baczewski 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Aleksandra Hryhorczak

Aleksandra Hryhorczak

Szanowna Pani, 

Wydaję mi się, że sytuacja w której się Pani znajduje jest naprawdę bardzo trudna; Ma Pani prawo, a nawet obowiązek, oczekiwać od partnera rzetelnej opieki nad Państwa dzieckiem.

Odpowiadając na Pani pytanie, opiekowanie się dzieckiem pod wypływem alkoholu nie tylko jest niedojrzałym zachowaniem, a wręcz w systemie prawa polskiego jest traktowane jako poważne wykroczenie i potencjalne przestępstwo. Mowi o tym kodeks karny, art. 160 - https://statystyka.policja.pl/st/kodeks-karny/przestepstwa-przeciwko/63435,Narazenie-na-niebezpieczenstwo-art-160.html

Proszę sobie odpowiedzieć na pytania, czy sytuacja którą Pani opisuje była jednorazowa, czy było ich więcej?

Czy picie alkoholu przez męża już wcześniej powodowało napięcia w Państwa małżeństwie? 

Czy kiedykolwiek czuła Pani zagrożenie dla Pani lub Pani dziecka ze strony męża? 

Czy Państwa małżeństwo ma okresy tzw. “Miodowego miesiąca”, gdzie mąż przeprasza za wcześniejsze zachowania, po czym następuje okres dużego napięcia w domu, które kończy się awanturami?

Jeśli Pani odpowiedzi na pytania powyżej są twierdzące, być może Pani i Pani dziecko jesteście w tzw. cyklu przemocy.

Sugeruję udać się do interwenta kryzysowego lub psychologa, który będzie miał możliwość przeprowadzenia z Panią głębszego wywiadu oraz ustalenia planu dalszego działania w oparciu o Pani cele i możliwości. 

 

Justyna Czerniawska (Karkus)

Justyna Czerniawska (Karkus)

Dzień dobry,

opisana przez Panią sytuacja z pewnością jest trudna i dostarcza wielu emocji. Ma Pani prawo czuć niepokój oraz złość na męża. Myślę, że warto z mężem porozmawiać ponownie o zaistniałej sytuacji - wyrazić swoje uczucia, obawy oraz swój punkt widzenia. Być może warto ustalić wspólne zasady dotyczące opieki nad dzieckiem, np. brak spożywania alkoholu w momencie kiedy rodzic zostaje sam z dzieckiem. Wydaje mi się również, że jeżeli problem będzie się nasilać, warto, aby mąż skorzystał z pomocy specjalisty. Proszę pamiętać, że najważniejszą rzeczą jest zadbanie o zdrowie i bezpieczeństwo dziecka. Spożywanie alkoholu przez rodzica, który jest z dzieckiem sam może zostać uznane za zaniedbanie lub narażenie dziecka na niebezpieczeństwo. 

Pozdrawiam serdecznie,

Justyna Karkus - psycholog, psychoterapeuta 

Joanna Spychalska

Joanna Spychalska

Szanowna Pani,

opisana przez Panią sytuację jest trudna. Zachowanie męża było zdecydowanie nieodpowiedzialne. Zajmowaniem się dzieckiem pod wpływem alkoholu może prowadzić do poważnych konsekwencji, w tym prawnych, co więcej i najważniejsze może zagrażać bezpieczeństwu dziecka. To całkowicie zrozumiałe, że czuje się Pani zaniepokojona i zdenerwowana.

Na podstawie podanych informacji nie jestem w stanie odnieść się do tego jak poważny jest to problem, niemniej jednak w procesie terapii wyróżniamy różne stadia możliwości wglądu w swoje problemy a tym samym gotowości do zmiany. Być może pani mąż znajduje się w fazie prekontemplacji, która charakteryzuje się brakiem świadomości problemu. Kiedy znajdujemy się w tym punkcie często zaprzeczamy istnieniu problemu, jak również możemy minimalizować jego znaczenie.

To co ważne w tej sytuacji, to zapewnienie bezpieczeństwa dziecku. Gdyby takie sytuacje powtarzały się, być może warto rozważyć konsultacje z prawnikiem. Przypominam również o działalności komisji do spraw rozwiązywania problemów alkoholowych, w których również może Pani uzyskać pomoc w sprawie.

Na pewno warto podejmować rozmowy z mężem, natomiast próba rozwiązania problemów w stanie emocjonalnego napięcia może być mało skuteczna. Warto znaleźć odpowiedni moment, kiedy oboje państwo będziecie spokojni, jak również będziecie mieli przestrzeń na rozmowę. Zachęcam również do wyrażenia swoich obaw bez oskarżenia drugiej osoby, na przykład za pomocą następujących słów “Czuję się zaniepokojona i zmartwiona kiedy zostawiasz dziecko i pijesz alkohol. Obawiam się wówczas o jego bezpieczeństwo”.

To co ważne, to jasne określenie granic - jakie zachowania są nieakceptowane przez Panią i jakie mogą być konsekwencje z powodu ich powtarzania się.

Warto również rozważyć na co ma Pani wpływ w tej sytuacji a na co nie. Przypominam, że może Pani decydować wyłącznie o swoich reakcjach i działaniach. Przykładem może być zapewnienie opieki dziecku pod nadzorem wyłącznie osoby trzeźwej. To ważne, aby nie wywierać na sobie za dużej presji i nie oczekiwać rzeczy poza obszarem kontroli. Na przykład nie ma Pani kontroli nad tym, czy mąż przyzna się do problemu. Natomiast na pewno warto pracować nad własnymi reakcjami strategiami radzenia sobie z tą sytuacją. To co ważne, to również wsparcie i pomoc przyjaciół, terapeuty, czy grup wsparcia dla rodzin osób uzależnionych.

Chciałam jeszcze na koniec podkreślić, że zdecydowanie nie robi Pani problemu z niczego. Zachowanie męża jest poważne i wymaga reakcji. Proszę również pamiętać że ma Pani prawo do ochrony siebie i dziecka oraz poszukiwania wsparcia trudnej sytuacji.

Pozdrawiam,

Joanna Spychalska

Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Dzień dobry,

ma Pani rację. Zachowała się Pani adekwatnie do sytuacji, czyli porozmawiała Pani i wyjaśniła jakie mogły być tego konsekwencje. Wspomina Pani, że po 40 minutach nieobecności zastała Pani męża pod wpływem alkoholu. Czy w takim razie małżonek mógł tego dnia zacząć pić już dużo wcześniej?

Czy mąż ogólnie ma problemy z alkoholem? Nadużywa go? 

Kolejna kwestia to relacja między Wami. W związku z opisaną przez Panią sytuacją mąż użył wobec Pani mocnych słów oraz uciekł się do szantażu. W małżeństwie opartym na szacunku i współpracy raczej nie powinny pojawiać się takie wypowiedzi, ale istotne jest to, jak zachował się później mąż, kiedy ochłonął. Mam tu na myśli to, czy przeprosił i wyciągnął wnioski.

Zadaję Pani tyle pytań, ponieważ nie chciałabym na podstawie Pani krótkiego opisu wyciągać daleko idące wnioski. 

Pozdrawiam :) 

pracoholizm

Darmowy test na uzależnienie od pracy (aut. Bryan E. Robinson)

Zobacz podobne

Rodzina, w tym matka z siostrą, od zawsze mnie oczerniają, traktują, jak nieodpowiednią osobę do czegokolwiek. Chciałabym mieć dzieci, ale noszę w sobie lęk o oczernianie, o odebranie nawet dziecka.
Dzień dobry, piszę do państwa z prośbą o pomoc. Mam 25 lat. Otóż w mojej rodzinie zawsze to ja byłam traktowana gorzej, byłam czarną owcą od dziecka i tak jest do dziś. Zarówno przez matkę, rodzeństwo, jak i cała rodzinę. Problem dotyczy tego, że boje się, że będzie się to odbijać na mojej przyszłości. Matka daje już takie znaki. Ale do rzeczy. Zawsze moim marzeniem było założyć własną rodzinę i mieć dzieci. I na pewno je chce kiedyś spełnić, tylko, że tutaj zaczynają się schody. Moja matka, siostra, zarówno cała rodzina sądzą, że ja nie nadawałabym się na matkę, nie powinnam mieć dzieci. Gdy siostra urodziła swojego syna, oni nawet nie pozwalali mi się zbliżać do tego dziecka, nie dali mi go choć na chwilę na ręce, mimo że jestem też jego matką chrzestną. Tutaj odrazu zaznaczę, że ja nigdy żadnemu dziecku krzywdy nie zrobiłam, nie było sytuacji, że jakieś dziecko upuściłam z rąk ani nic podobnego. Zawsze kochałam dzieci. Siostra, gdy odwiedza nas z tym dzieckiem, ma do mnie takie podejście, jakbym nie wiadomo co miała temu dziecku zrobić. Boi się mnie z nim samą zostawić choćby na 10 sekund. Robią wszystko, abym to ja czuła się gorsza i bezwartościowa. Kilka razy usłyszałam rozmowę matki z siostrą czy kuzynką, że ja nie poradziłabym sobie z opieką, że obym nie doczekała się dzieci, po prostu wyśmiewają i nabijają się ze mnie nie raz. Chcę niedługo wyprowadzić się ok 60 km z mojego miasta i też zacząć z partnerem starać się o dzieci. Obudził się we mnie instynkt macierzyński, czuję to na 100%, nic pochopnie nie robię, wszystko zaplanowane. Ale przez całą tą sytuację bałabym się reakcji matki i ogólnie całej rodziny na informację, że będę mieć dzieci. Każdy, zaczynając od matki i siostry, myślałby, że ja nie potrafiłabym się dzieckiem zaopiekować, że nie mam pojęcia o wychowaniu, mieliby myśli ,że dziecko będzie miało źle, bo jestem nieodpowiedzialna i prędzej czy później coś niedobrego się wydarzy. Chciałabym to olać, ale ciągle nie daje mi to spokoju, jeżeli tyle osób jest przeciwko mnie.Miałabym takie poczucie winy, że niepotrzebnie martwią się, denerwują, że nie zapewnię dziecku odpowiedniej opieki i by się martwili czy z nim wszystko dobrze itp. Każdy by się wtrącał, wypytywał, bym się czuła osaczona i kontrolowana. Każdemu gratulowali ciąży, każdej kuzynce, a na wieść o mojej ciąży byliby wręcz przerażeni. Jak ja mam się czuć, gdy każdy traktuje mnie jak trędowatą. Dodam, że jestem normalną osoba, nie mam żadnych problemów psychicznych, żadnych chorób. Czasami po prostu lubię pobyć sama, jestem mniej rozmowna - przez to traktują mnie jak niedorozwiniętą. Mam myśli, że rodzina mogłaby mi chcieć odebrać to dziecko lub nasyłać opiekę społeczną. (Matka ma obsesję na punkcie dzieci,a jej siostra mnie wręcz nienawidzi od wielu lat-do dziś mnie nęka. Gdy matka by wspomniała, że boi się o dobro dziecka, bo całe życie mówi, że ja do niczego się nie nadaje, ta ciotka aby jeszcze bardziej uprzykrzyć mi życie-boje się, że mogłyby zrobić wszystko, aby chociaż zabrano mi dziecko do jakiegoś ośrodka opiekuńczego.) Wiem, że każdy powie, że to jest moja decyzja, nie powinnam przejmować się innymi, ale w pewnym stopniu to mnie przerasta, że gdybym urodziła to dziecko, była z dala od całej rodziny z tyłu głowy gdzieś miała myśli, że krążą nieprawdziwe plotki na mój temat, wyrabialiby zła opinię o mnie, że jestem złą matką, każdy by się denerwował, że te dziecko ma tam ze mną źle, że ja nie potrafię dobrze go przewinąć ani nakarmić- chociaż byłoby zupełnie inaczej. Myślę też o tym, aby po wyprowadzce odciąć się od rodziny i zerwać kontakt całkiem z rodziną, tylko nie wiem czy było by to możliwe. Nie wiem co zrobić w tej sytuacji, dziwna sytuacja, ciężka dla mnie, ale nie wiem jak pozbyć się tego " strachu" nie czuć się gorsza i bezwartościowa. Rozmowa nie pomaga z nimi, twierdzą, że zmyślam i sobie wmawiam, choć widzę jak jest i bym mogła wymienić setki sytuacji ,które to potwierdzą, chociażby od czasu urodzenia chrzestniaka. Nie wiem jak sobie z tym poradzić .Z góry dziękuję za pomoc.
Dzień dobry, Moje pytanie dotyczy OCD w kontekście strat ciąż
Dzień dobry, Moje pytanie dotyczy OCD w kontekście strat ciąż i niepłodności. Czy obsesyjne myśli o upływającym czasie, w którym nadal nie udało mi się zajść w ciążę, to może być objaw OCD? No obsesyjnie liczę ,ile lat miała dana losowa kobieta, kiedy udało jej się zajść w ciążę i porównuję to do siebie. Nie cieszę się z urodzin. Wiem, że to bez sensu, ale wydaje mi się, że jeśli będę to "kontrolować", mówić o tym mężowi, myśleć o tym, to coś się stanie, nie wiem nawet co, po prostu to robię, bo wydaje mi się, że tak jest lepiej niż nie robić tego. Mimo że wiem, że nie jest to lepsze dla mnie i dużo mnie to kosztuje emocjonalnie. Wiem, że lepiej jest się skupić na tym co tu i teraz i kontynuować leczenie, robić to co mogę. Lekkie objawy takiego OCD, jakie kojarzę z mediów też miewam, np. duży niepokój z powodu burdelu w zamkniętej szafce lub niepokój z powodu spadającego prześcieradła podczas stosunku. Będę wdzięczna za odpowiedź i radę co z tym zrobić. Natężenie tego jest też zależne od momentu cyklu. Dwa tygodnie mam w miarę spokojne, kolejne dwa trudne.
Ciężkie relacje z rodzicami, nie jestem w stanie z nimi funkcjonować.
Witam. Prawdę powiedziawszy nie wiem od czego zacząć. Nigdy wcześniej nie rozmawiałam na temat moich relacji z bratem oraz rodzicami i trudno mi zebrać myśli. Wyróżnić kilka sytuacji spośród wielu, które ukształtowały nasze dzisiejsze niezdrowe stosunki. W dzieciństwie ich zachowanie wydawało się normalne. Z powodu swojej pracy byli rodzicami weekendowymi, mną i bratem zajmowała się babcia, ale dni, kiedy byli w domu pamiętam jako dobre. Sytuacja zmieniła się, kiedy wybudowali dom bliżej pracy, w którym zamieszkaliśmy razem. Dopóki żadne z nas nie miało problemów z nauką, dopóty rodzice byli zadowoleni. Potem zaczęły się korepetycje oraz powtarzane niczym mantra po każdej wywiadówce przez mamę: "w życiu się tak nie wstydziłam". Otrzymałam kiedyś szlaban na komputer i telefon, ponieważ nauczycielka od matematyki stwierdziła, że się nie uczę. Brak mediów nie zabolał mnie w żaden sposób - 3/4 mojego życia w okresie gimnazjum i tak poświęcone było nauce. Trafiłam do klasy z samymi czerwonymi paskami (sama go miałam przez wiele lat życia), w której rywalizacja była na porządku dziennym i postawiłam sobie za cel, by im dorównać. Pomimo moich starań nie dawałam sobie rady z matematyką, a potem przyszło całkowite wypalenie. W liceum sytuacja wyglądała podobnie, tj. były przedmioty, z których byłam bardzo dobra albo przynajmniej dobra oraz matematyka, z którą miałam ogromny problem. Ponownie moi rodzice uwierzyli nauczycielce, opowiadającej o tym, jak nie umiem się uczyć. Był to czas, kiedy pojawiało się coraz więcej zgłoszeń na tę panią, inne dzieciaki w mojej szkole otwarcie rozmawiały z rodzicami o tym, że wymaga, ale nie umie przekazać wiedzy. Że weźmie cię do tablicy, nie wytłumaczy i ośmieszy cię przy wszystkich. Mama w to nie wierzyła, do dzisiaj pamiętam, jak wracała niezadowolona z wywiadówek obarczając mnie całą winą za naciąganą 2 z matmy. Zmieniła zdanie dopiero po rozmowie z samą matematyczką, która przyznała, że nie chce tłumaczyć nam materiału, bo jesteśmy niewdzięczni. Mnie nazwała naburmuszonym dzieckiem i dziwiła się mojej mamie, że jest taka uśmiechnięta i przyjazna skoro ma takie dziecko, jak ja. Miała tupet zapytać, czy jestem adoptowana... Po maturze dostałam się na wymarzone studia. Studiowałam równocześnie dwa kierunki, stres był czymś, co towarzyszło mi na porządku dziennym. Chodziłam przemęczona i nie wysypiałam się. Wtedy też zaczęły się moje problemy z tarczycą - przybrałam mocno na wadze, co nie umknęło uwadze moich rodziców. O ile mama od razu szukała dla mnie pomocy, ojciec w sposób szydercze komentował mój wygląd. Normą było, że mówił do mnie per torba albo że mam ruszyć piekarnik. Kiedy oglądaliśmy rodzinne zdjęcia mojego brata przed jego 18 zapytał mnie wprost, dlaczego się tak zapuściłam, czemu nie ćwiczę i co się stało z tą dziewczyną, która była szczupła? Pochylając się nad tematem wagi mój tata zawsze miał do niej skrajne podejście. Na zmianę przybierał i zrzucał wagę, czasami do momentu, w którym wyglądał niezdrowo. Do dziś ma problem z objadaniem się (nie przestaje jeść, aż wszystko nie zniknie ze stołu, a potem jeszcze w nocy zagląda do lodówki). Potem wszystko zwraca, twierdząc, że to dlaczego, że go mdli. Pije dużo alkoholu, bo stwierdza, że pomaga mu to zyskać pewność siebie. Ma też ogromną potrzebę bycia w centrum uwagi, choć sam niewiele angażował się w nasze życia. Do brata po zdanej maturze miał pretensje, że w pierwszej kolejności zadzwonił do mamy, a on sam dowiedział się od swojego brata, który zaraz po ogłoszeniu wyników sam zadzwonił do nas, aby złożyć mojemu bratu gratulacje. Nasz ojciec nie odzywał się do swojego syna, bo tamten nie zadzwonił do niego jako pierwszego! I jeszcze wymusił na mamie, aby przekonała go do przeprosin, argumentując, że czuł się urażony. Wracając do tematu jego zachowania, ojciec nie ma problemu z żartowania z innych ludzi. Jego domniemany humor jest okrutny, często nieśmieszny, a wręcz rani. Przejdę teraz do tego, że covid zmusił nas (mnie i brata) do powrotu do domu w czasie studiów i ponownego zamieszkania z rodzicami. Rodzice, który płacili za wynajmowane mieszkanie w innym mieście nie chcieli, aby stało puste, a skoro zajęcia były online to mieliśmy wrócić do domu. W rozumieniu mamy szukanie pracy ani na studiach ani w trakcie pandemii pandemii nie wchodziło w grę, nie z powodu wirusa, nie z powodu nauki, a tego, że będziemy mieli mniej czasu na przebywanie w domu. Życie ułożyło się w taki sposób, że zaczęliśmy pracować z bratem w firmie rodziców, zajmując się rzeczami z goła odmiennymi od tego, czego się uczyliśmy. Rodzice pomogli bratu otworzyć restaurację, która formalnie zapisana jest na matkę. Ja zostałam w rodzinnej firmie również związanej z gastronomią. Tu pojawiają się schody. Moi rodzice żyli swoją pracą i praca wchodziła do naszego domu. Nasze rozmowy są głównie o pracy. A mimo to nadal uważają, że robimy nie wystarczająco. Kiedy ktoś z ich pracowników jest niedysponowany wkraczam ja na jego miejsce. Mimo swoich zobowiązań, które związane są z lokalem brata i lokalem rodziców zawsze muszę im pomóc. Kiedyś tej pomocy odmówiłam, mama się do mnie odzywała, zarzucała, że sama sobie wymyślam zajęcia, choć tonęłam w zobowiązaniach. Musiałam się kajać przez wiele dni, bo było jej przykro. Było jej przykro również wtedy, kiedy sugerowałam, że oni uwikłali nas w swój biznes. Lubi mówić o tym, jak wiele problemów przed nami ukrywa, jak musi sobie ze wszystkim radzić sama i nikt jej nie pomaga. Nie lubię chodzić do pracy, kiedy jest w niej mój ojciec. Nie umie trzymać emocji na wodzy, lata i krzyczy na obsługę twierdząc, że wszystko jest "spier...". Przeszkadza, ale kiedy prosisz go o zachowanie spokoju wrzeszczy przy wszystkich, zarzucając, że jak nie chce pomóc to mam iść do domu. Potem ich pracownicy przychodzą do mnie ze skargą, a ja muszę palić głupa, że tata chce dla restauracji jak najlepiej i dlatego jest emocjonalny. Ojciec nigdy nie doceniał mnie ani nie był szczególnie uradowany moimi osiągnięciami. Jego zdaniem podczas studiów, podczas odbywania praktyk z dwóch kierunków, obronienia dwóch tytułów magistra nigdy nie miałam żadnych osiągnięć. Nie pracowałam. Wiele razy nazywał mnie rozpieszczoną, że wychodzę z założenia, że wszystko mi się należy. Boli mnie to niemiłosiernie, zwłaszcza, jak wypomina mi to, że nie zrobiłam do tej pory doktoratu. Nawet ostatnio podczas mojego żartu, kiedy robiłam rodzinne zdjęcie na urodzinach mojego wujka, kiedy powiedziałem, że nie zostanę fotografem, odpowiedział na to: "no w zawodzie też nie będziesz pracować". Mogłabym przetoczyć jeszcze wiele przykładów tego, co uważam jest emocjonalnym naużyciem, choć rodzice nigdy tego w ten sposób nie widzieli. Brat przez problemy emocjonalne chodził przez rok do psychologa, przyjmował psychotropy. Ojciec, który owego psychologa polecił uznał, że nie pomógł bratu, bo ten kłamał podczas sesji. Kiedy powiedział im o pogłębiającej się depresji, uznali, że wymyślą, bo przecież wszystko mieliśmy podane na złotej tacy. Nie czujemy szacunku do naszych rodziców. Nie czujemy, aby szanowali nas. Brat przestał przebywać w domu, tylko w nim śpi. Nie rozmawia z nami, chyba, ze musi. Na pierwszym miejscu stawia kolegów, którzy jak twierdzi go rozumieją. Nie dba o siebie i wszystko mu jedno. Tak, podnoszę głos na rodziców. Tak, puszczają mi emocje i mówię przykre rzeczy. Ojciec wielokrotnie próbował pozbyć się mnie z domu. A kiedy wreszcie po ogromnej kłótni, kiedy kazał mi "wypier..." pojechałam do koleżanki na noc, stwierdził, że nawet nie zauważył, że mnie nie ma. Ojciec nie toleruje moich zwierząt. Twierdzi, że nie będzie zmieniał standardu swojego życia dla kotów. Nie będzie cyt. cierpiał, bo mieszkają w domu. A to oznacza, że musi zamykać za sobą drzwi i nie wypuszczać ich na dwór. Zdarza im się hałasować w nocy, mówię im, żeby zamykali drzwi, jak się kładą się spać, ale spotykam się z oburzeniem, że nie bedzie dostosowywać swojego życia do moich kotów. Nie musi ich karmić, nie musi pielęgnować, nie musi się z nimi bawić, nie musi zabierać do weterynarza. One mu przeszkadzają, bo są. Szukałam już mieszkania dla siebie. Nikt nie chce wynająć mieszkania, w którym miałyby przebywać zwierzęta, a na kupno mnie nie stać. Dostaję na głowę w tym domu. Odpoczywam, gdy rodzice wyjeżdżają. Gdy nie ma ich w domu.
Jak pomóc ojcu zmanipulowanemu przez nową partnerkę po śmierci mamy? Prośba o rady

Cześć, piszę tutaj, bo nie wiem już, co robić. Czuję się, jakbym straciła oboje rodziców. Po śmierci mamy ojciec związał się z dużo młodszą kobietą. Od tego czasu wszystko się zmieniło. Jego partnerka kontroluje go na każdym kroku – nie możemy z siostrą spokojnie z nim porozmawiać, bo ona zawsze jest obok, wtrąca się, słucha, a potem ma do niego pretensje. Ojciec twierdzi, że „nie może” jej wyrzucić, choć mówi, że ma jej dość. Wiemy, że się jej boi. Słyszałyśmy też, że ma na niego jakieś „haki”. Powiedziała wprost, że „ustawi nas tak, jak jego” – czyli chce przejąć kontrolę nad całą rodziną. Ojciec przestał mieć swoje życie – kiedyś w weekendy odpoczywał, relaksował się. Teraz robi tylko to, co ona chce: zakupy, wyjazdy do jej rodziny, do ludzi, których kiedyś unikał. Nie może sam decydować o niczym – nie wychodzi nigdzie sam: ani do kolegów, ani nawet do swojej siostry czy szwagra. Wszystko musi być „z nią” lub za jej zgodą. Każdy weekend wygląda tak, jakby specjalnie organizowała mu czas, żeby tylko nie był z nami i nie miał okazji pomyśleć po swojemu. Wciąż mieszkam w rodzinnym domu, ale nie mogę się w nim czuć swobodnie. Nic nie jest już moje, wszystko podporządkowane jest jej. To boli. Próbuję z nim rozmawiać, wysyłałam wiadomości, delikatnie pytam, czy jest szczęśliwy, ale unika odpowiedzi. Boję się, że sytuacja się pogorszy, że całkiem się od nas odetnie, a ona będzie miała nad nim pełną władzę. Jeśli ktoś z Was był w podobnej sytuacji – bardzo proszę o rady. Jak rozmawiać z osobą, która jest zmanipulowana? Czy można jakoś ochronić go (i nas) przed taką toksyczną osobą? Nie chcę się poddać, ale czuję, że grunt osuwa mi się spod nóg. Dziękuję każdemu, kto przeczyta i odpowie.

Zazdrość w związkach – wpływ dzieciństwa z konfliktowymi rodzicami
Ostatnio usłyszałam od swojej chrzestnej (siostry mojego taty), że moja mama jest bardzo zazdrosna, nawet za bardzo i dało mi to do myślenia. Ona ogólnie strasznie dużo pierdół mówi i rzeczy od rzeczy więc średnio jej wierzę, tym bardziej że zna tylko stronę prawdopodobnie taty. Ja natomiast zawsze słyszałam te kłótnie i byłam za mamą bardziej niż za tatą. I dzisiaj też jestem świadkiem takiej kłótni. Kłócą się bo mama twierdzi że tata oglądał się za jakąś babą i chciał do niej iść. Ona twierdzi że on się obraził, on że ona pierwsza. Nie wiem ale tak myślę, zawsze słuchałam tych kłótni i wierzyłam mamie, a tatą gardziłam. Czy mogłam wyrosnąć na tym że według mamy tata ją zdradzał albo oglądał się za innymi ciągle i teraz jestem taka sama? Ja ogólnie jestem bardzo zazdrosna. Dotyka mnie i wypatruje czy mój chłopak patrzy na inne dziewczyny, czy je obserwuje na social mediach, polubia. Nie sprawdzam czy z innymi pisze ale mnie kusi ale nigdy tego nie zrobiłam. Gdy kiedyś jedna do niego pisała pokazał mi wszystko. Też mam tak że się łapie że jak jest dużo ładnych dziewczyn i on chce gdzieś iść albo coś to myślę że to przez to że tam jest ta ładniejsza. Oczywiście nie kłóce się z nim jak moi rodzice bo moi rodzice nie mają 2 ogóle do siebie szacunku i czasami nawet boje się że dojdzie do rękoczynów. Ale tak zaczęłam się zastanawiać czy to co obserwowałam w dzieciństwie, te reakcje mogły wpłynąć na to jak ja teraz podchodzę do związków i jak to zmienić. Nadmienię że jak usłyszałam kłótnię to zamarłam, stanęłam w miejscu a serce chciało wyskoczyć z klatki jakby mnie lew gonił, teraz jak to pisze cała się trzęsę. Mam 21 lat na moment obecny i mój tata zawsze nie szanował granic innych osób, szarpał, krzyczał, zastawiał drogę, nie pozwalał wyjść jeśli chodzi o mamę, nas też bił jak "zasłużylismy" mojego brata bardziej niż mnie. Ja stawałam w obronie mamy czy brata. Krzyczałam żeby ich zostawił że np mama nie chce, że chce być sama, miałam lęk że może uderzyć.
nikotynizm

Nikotynizm - objawy, skutki i leczenie uzależnienia

Nikotynizm to poważny problem zdrowotny dotykający miliony osób na świecie, w tym wielu Polaków. Poznaj fakty o tym uzależnieniu, jego objawach, konsekwencjach zdrowotnych oraz skutecznych metodach walki z nałogiem.