
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina
- List do toksycznych...
List do toksycznych rodziców. Rodzice, pomimo wielu szczerych rozmów, nie widzą błędów. Co mogę zrobić więcej, jako syn?
Magdalena Deresińska
Dzień dobry,
z uważnością przeczytałam Pana list i zauważam wysiłek jaki włożył Pan w jego napisane oraz zaangażowanie w budowanie relacji z rodzicami. Jednocześnie dostrzegam ogrom i intensywność emocji jakie Panu towarzyszą w tej sytuacji i które wybrzmiewają z listu. W sytuacji, którą Pan opisuje mam na uwadze Pana, Pana emocje, przeżycia, myśli i oczekiwania.
Myślę, że to, o co warto zadbać w tej sytuacji to właśnie o samego siebie. Nie mamy bezpośredniego wpływu na działania innych osób. Możemy zadbać o samych siebie, aby niezależnie czy bliscy postępują zgodnie z naszym oczekiwaniem i potrzebami, czy też nie, móc sobie efektywnie radzić w takich sytuacjach, tak aby powracać do równowagi psychofizycznej. Pisze Pan o gotowości podjęcia terapii rodzinnej, jednak wobec braku chęci rodziców, proszę rozważyć skorzystanie samemu z konsultacji psychoterapeutycznej, która może być realnym wsparciem dla Pana w tym trudnym doświadczeniu.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
TwójPsycholog
Dzień dobry,
to bardzo ważne i dobre, że podjąłeś z rodzicami rozmowy, a nawet napisałeś list. To znaczy, że zadbałeś o swoje potrzeby i uszanowałeś, zwokalizowałeś swoje granice osobiste. Ten krok, czyli bezpośrednie powiedzenie rodzicom o swoich potrzebach i granicach, to tak naprawdę wszystko, co do Ciebie należy. Nie ponosisz odpowiedzialności za to, czy Twoi rodzice rozumieją i akceptują, co do nich mówisz. Są przede wszystkim dorośli i są Twoimi opiekunami i to oni ( i tylko oni) są odpowiedzialni za swoje przekonania, za swój wysiłek w rozumieniu, za zmianę. Im bardziej będziesz starał się teraz wpłynąć na ich zmianę, tym bardziej Ty się sfrustrujesz, zmęczysz - nie Oni. Myślę, że warto, żebyś popracował nad zadbaniem o siebie samego, tj. o spokój i ciszę w głowie, w myślach. Gdy odczuwasz trudne emocje przy rodzicach, na ich myśl, spróbuj z tą emocją pobyć, spokojnie oddychając i pozwolić jej przejść - pracując nad przekonaniem i utwierdzeniem, że w twojej sprawie tylko ty się denerwujesz i męczysz - nie rodzice. Więc warto podarować sobie samemu spokój, ukojenie.
Jeśli chodzi o partnerkę - pamiętaj, że znów - nie jesteś odpowiedzialny za to, w jaki sposób widzą Ją/ Twoje życie rodzice. Ważne, żeby tobie się podobało, dobrze żyło, dobrze funkcjonowało. A to możesz zrobić bez przeprosin, bez zmiany, bez poprawy swoich rodziców.
Zachęcam do tego, żebyś sam udał się do psychoterapeuty_ki. Pozwoli Ci to na wypracowanie narzędzi do radzenia sobie z tą sytuacją.
Trzymam kciuki za Ciebie

Zobacz podobne
Zauważyłem, że nasze dziecko, które kilka miesięcy temu adoptowaliśmy, ma trudności z wyrażaniem emocji i nawiązywaniem więzi. Rozumiem, że rozwój emocjonalny adoptowanego dziecka to wyzwanie, a ja jako rodzic chcę wspierać jego potrzeby, jak najlepiej potrafię.
Wiem, że ważne jest stworzenie bezpiecznego środowiska, ale czasami naprawdę czuję się bezradny. Nie zawsze wiem, jak zareagować na jego lęki i niepewności.
Jak sobie radzić, gdy dziecko zamyka się w sobie emocjonalnie? Bardzo mi zależy na tym, by go zrozumieć i jak najlepiej wspierać jego rozwój.
Jestem 37-letnią kobietą w 14-letnim niesformalizowanym związku. Od początku związku podchodziłam do niego — i generalnie do życia — dość poważnie. Jednak byłam wtedy młoda i oboje stwierdziliśmy, że na ślub, założenie rodziny przyjdzie jeszcze czas. Sporo na początku podróżowaliśmy, było generalnie dobrze. Oboje zgodnie czasem omawialiśmy przyszłość naszej rodziny. W luźnych rozmowach mówiliśmy o pierwszym dziecku przed moją trzydziestką — i tak praktycznie co rok, aż mam 37 lat i jestem w kompletnej rozsypce.
Problemy chyba zaczęły się już dawno. Pojawiły się delikatne problemy z alkoholem — nie były to duże ilości, ale bardzo często. Tak jest do dziś. Wie o tym, że nie akceptuję alkoholu w takiej częstotliwości. Kilka lat temu ja, planując rodzinę, otworzyłam firmę. Starałam się ją rozkręcić tak, by stać mnie było na czas ciąży i po urodzeniu dziecka. Trochę mnie to pochłonęło i kompletnie nie zauważyłam tego, że tylko ja planuję ciążę, rodzinę.
Tymczasem mój partner nie ma stałego źródła dochodu, regularnie spożywa alkohol, a do tego nasze kontakty seksualne są praktycznie zerowe. Jeśli się zdarzyły — były tylko i wyłącznie z mojej inicjatywy. Wielokrotnie mówiłam mu o wszystkim, co jest nie tak, czego oczekuję. Dwa lata temu go zostawiłam — na krótko, niestety — bo przekonywał mnie i rodzinę, że będzie starał się to zmieniać. Zmieniło się na krótko, bo myślę, że kolejny raz jesteśmy w tym samym położeniu, tzn. jest alkohol, brak stałego zajęcia, zerowa inicjacja seksualna i — niestety — odkryte kilka miesięcy temu uzależnienie od pornografii.
Jestem kompletnie zdruzgotana tym, że czuję się okłamywana i zdradzana, a wiedząc, ile lat mu poświęciłam i że być może nigdy nie założę już normalnej rodziny... Jestem wykończona psychicznie i samotna.

