Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Mój partner ma kompleksy związane z ciałem. Nie chce iść do psychologa.

Mój partner ma kompleksy związane z ciałem, bo skomplementowałam kiedyś niecelowo mojego ex. Mój obecny partner jest dla mnie ideałem z wyglądu, ale dalej się ze sobą źle czuje i męczy go to. Uważam, że powinien się wybrać do psychologa z tym problemem, zwłaszcza, że z poprzednią partnerką był ten sam problem, też coś powiedziała „nie tak”. Aczkolwiek on nie chce, bo twierdzi, że psycholog mu powie rzeczy typu myśl o sobie pozytywnie albo o mocnych stronach itp. Rani tym też mnie i nie chce też żadnych sytuacji łóżkowych, nie wiem co z tym zrobić, zależy mi na nim.
Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Dzień dobry,

tak, ma Pani rację, psycholog pomoże Pani partnerowi w budowaniu poczucia własnej wartości. Są na to różne metody i sposoby. Niezależnie od tego, ile komplementów i pochwał sprawi Pani swojemu chłopakowi, jeśli sam w siebie nie wierzy, to nic to nie da.  

1 rok temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Justyna Czerniawska (Karkus)

Justyna Czerniawska (Karkus)

Dzień dobry,

jeżeli partner nie chce iść na spotkanie z psychologiem to niestety nie można go do tego zmusić. Natomiast myślę, że warto z nim szczerze porozmawiać - dać mu przestrzeń do wyrażenia swoich uczuć, ale również wyrazić swoje . Być może fajnym pomysłem będzie też wspólne zbadanie tematu “kompleksów”, np. poszukać informacji w internecie, z czego to może wynikać. Być może to zachęci partnera do pomocy psychologicznej, która nie będzie opierać się wyłącznie na “pozytywnym myśleniu o sobie” oraz “swoich mocnych stronach”. Dodatkowo może fajnie wybrać się wspólnie do psychologa, żeby porozmawiać o poruszonym przez Panią temacie. To może dać partnerowi poczucie bezpieczeństwa i komfortu, jeżeli chodzi o spotkania z psychologiem. 

Pozdrawiam serdecznie,

Justyna Karkus - psycholog, psychoterapeuta 

1 rok temu
Aleksandra Kaźmierowska

Aleksandra Kaźmierowska

Dzień dobry,

sytuacja, którą Pani opisuje może wywoływać wiele napięcia, szczególnie, że ma wpływ na Państwa życie seksualne oraz czucie się atrakcyjnym dla ukochanej osoby. Warto porozmawiać z partnerem o emocjach, jakie budzi w Pani taka sytuacja. Może kierunkiem jest zaznaczenie Partnerowi,  iż sięgnięcie po wsparcie specjalisty jest objawem dbania nie tylko o siebie, ale też o relację, którą Państwo tworzycie.

Serdeczności

AK

1 rok temu
Monika Sznajder

Monika Sznajder

Dzień dobry, 

Nad problemami związanymi z kompleksami czy obrazem swojego ciała można pracować podczas konsultacji psychologicznych, ale osoba zgłaszająca się do gabinetu musi czuć się na to gotowa. W wielu gabinetach stacjonarnych jak i online istnieje możliwość bezpłatnej pierwszej wizyty- wtedy jeśli partnerowi kontakt z danym psychologiem nie będzie odpowiadał, może nie decydować się na kontynuację spotkań. Może ta informacja sprawi, że łatwiej będzie podjąć, czy rozważyć taką decyzję. Na pewno warto szukać wsparcia, jeśli ono jest potrzebne. Z Pani strony, otwarta komunikacja własnych odczuć i oczekiwań, połączona z aktywnym słuchaniem strony partnera na pewno pomoże we wzajemnym zrozumieniu i umocnieniu bliskości w związku.

Monika Sznajder, psycholog

1 rok temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Czy jestem osobą na otarcie łez partnera? Czy podtrzymuje działalność dla kontaktu z inną kobietą?
Weszłam w związek nie znając pełnej prawdy o moim partnerze Przez pierwsze 3 miesiące naszej znajomości udawał, że jest ponad rok od rozstania , raz niechcący powiedział prawdziwą datę, ale twierdząc, że dotyczyła Pani G. Że był to związek, z którego długi chciał się wyplątać, a nie mógł, ponieważ nie był w stanie żadnymi sposobami wyprowadzić tej kobiety z domu, czyli związek, który nie był relacją dużo dużo wcześniej i który zakończył on . Każde pytanie o jego przeszłość kończyło się kłótnią i wmawianiem mi, że pytam, bo szukam „brudów” a były to pytania wydaje mi się standardowe, jakie zadaje każdy na początku relacji, żeby lepiej poznać i zrozumieć drugą osobę . Byliśmy związkiem na odległość i poznaliśmy się przez internet. W rozmowach odnośnie doświadczeń w tego typu relacjach, które zadawał nawet sam, twierdził, że miał jeden związek na odległość dawno dawno temu i związek ten się rozpadł po 4 latach z uwagi na to, że partnerka chciała mieć dzieci, a on nie, o czym niezbyt ją poinformował wcześniej. On dzieci miał z poprzedniego związku, warto nadmienić, że kobieta, która chciała dzieci poznała go i rozpoczęli relacje, kiedy ten poprzedni jeszcze trwał. Jeśli chodzi o internet - mówił, że z dwa razy się z kimś spotkał, ale beznadzieja. Finalnie te kłótnie, te reakcje na jakiekolwiek pytania sprawiły, że chciałam się wycofać. Zebrał się w sobie, zadzwonił, opowiedział „wszystko” twierdząc, że jestem taka ważna, że on wszystko powie, żeby mnie nie stracić , opowiedział niby o każdej , opowiedział jak zraniła go miłość w młodości i że od tamtego czasu nikogo nie kochał, że jestem pierwsza. Po jakimś czasie dalej widząc, że jest źle chciałam ta relacje zakończyć , on to widział mój dystans, chłód i wtedy zebrał się na odwagę - wolny był krótko bardzo bardzo krótko , był w 3 letnim związku na odległość z moją rówieśniczka (duża różnica wieku) związek zakończyła ona, on nawet niby nie wie dlaczego , była pierwszą kobietą, przy której się przełamał , zależało mu, była taka i taka i taka (same superlatywy) w czasie trwania związku kupił lokal w jej mieście, w którym ona prowadzi biznes (to też była tajemnica) do dziś przelewa mu pieniądze. Chciałam odejść , on wie, że w przeszłości zazwyczaj trafiałam na okaleczonych facetów świeżo po związkach i nie chciałam być nigdy więcej ratownikiem i pocieszeniem. Rozpadłam się totalnie. Ale to tak totalnie , po moich związkach pare lat byłam zamknięta, nawet nie próbowałam, nie chciałam znowu przerabiać takiej historii , dużo czasu spędzonego u psychologa , samorozwój , pracoholizm depresja - do tego mnie doprowadziły i przysięgałam sobie nigdy więcej I po latach terapii, kiedy się odważyłam raka bomba - znowu to samo tylko na nieświadomie tu ktoś ukrywał kosztem nerwów i kłótni inna kobietę. Obiecał, że pójdzie na terapie - jeśli wyjdzie narcyzm, sam mnie zostawi ,jeśli nie to będzie pracował nad sobą. Obiecał sprzedać lokal, bo widział, że jest to dla mnie nieakceptowalne i mówiłam wprost, że dla mnie to sytuacja nie do przyjęcia. Obiecał ….. zrobił test, z testu wynika, że jest narcystyczny, ale mi wynik przekazano inaczej, to było wszystko w maju. Psychologa znalazł jakoś pare dni temu …. Lokal cisza. Chciałam rozstać się w czerwcu na koniec jakoś. Po paru dniach kłótni, mojego płaczu, odchodzenia od zmysłów, gdzie widział jak bardzo czuje się gorsza od tej kobiety, jak uważam, że jestem zabawką, jak bardzo mnie to boli. Kaja się, przeprasza mówi, że rozumie, że on pozbędzie się tego lokalu. Tylko zamiaru takiego nie ma. Teraz słyszę, że czy ja nie widzę jak on się stara , że ten lokal powstał w przeszłości, że to dobry interes, że on przecież z nią nie rozmawia i ze to ze mną coś nie tak, że to mi się uroiło, że on ją chroni. A w moim odczuciu ten lokal to pretekst, żeby ona nie zniknęła , to jak czekanie, że ona kiedyś po coś przyjdzie. Pytanie brzmi czy to chore, że chciałabym, żeby on go sprzedał ? Nadmienię, że nawet jeśli były wizje sprzedania to albo znajomemu jako gotowy biznes z ta kobietą w pakiecie albo jej i to jest wersja numer jeden i w ogóle jakby niebrane jest pod uwagę, żeby go normalnie w biurze wystawić i niech się dzieje co chce, taka jakby protekcja nad nią. Natomiast finalnie są obietnice i odwlekanie i oczekiwanie, że ja to zrozumiem . Czy to normalne, że biorąc pod uwagę moje doświadczenia uważam, że jestem zabawką na otarcie łez i ze nie jest to dla mnie zdrowa sytuacja, że mój partner widzi jaki sprawia mi to ból, a nadal lokal jest dla niego ważniejszy ? Nadmienię, że jest to osoba dobrze zarabiająca. Czy to nienormalne, że uważam, że jego emocjonalnie nadal z nią coś łączy i lokal to pretekst ?
Jak przywrócić namiętność w związku po 9 latach?

Jestem w związku ponad 9-letnim. Natomiast czuję, że straciłam ten przysłowiowy "pociąg" do męża, mimo że nie wydarzyło się nic konkretnego. Oboje jesteśmy młodzi (około 30), nie mamy dzieci, fizycznie się nie zmieniliśmy, ani nasz styl życia czy odżywiania. Samo libido również mam odpowiednie, ale... no właśnie nie wobec męża. Tak jakby się trochę na niego zablokowałam? Zniechęciłam? Sama nie wiem. Natomiast nie mam problemu z tym, żeby czuć podniecenie do innych mężczyzn. Często też wolę zaspokoić się sama niż seks z mężem. Czytałam też ogólnie o fazach związku i wiem, że etap motylków już dawno za nami, natomiast i tak dosyć długo udało nam się utrzymywać powiedzmy zadowalający poziom związku. Wiadomo, że jak u każdego bywały lepsze i gorsze momenty, ale ostatecznie wychodziliśmy na prostą. Jest u nas dużo przyjaźni ale może w tym problem, że przeszło to wręcz w taką relację kumplowską? Zastanawiam się, w jaki sposób przywrócić tą namiętność i intymność? Przysłowiowy żar i ogień? Jak się ponownie otworzyć i "odblokować"?

Nie mam żadnych przyjaciół, kolegów pozbywam się, jak nie są już potrzebni
Nie mam żadnych przyjaciół, kolegów pozbywam się, jak nie są już potrzebni, nie utrzymuję na stałe z nikim kontaktów, większość ludzi uważam za śmieci, którzy niepotrzebnie oddychają, a jednocześnie lubię mieć kogoś koło siebie, z czasem zaczynam wierzyć w rzeczy lub zdarzenia, które sam kiedyś wymyśliłem, czasami mam problem z nazwaniem rzeczy codziennego użytku, a po jakimś czasie mi się przypomina (ostatnio miałem tak z marchewką), a... mam 41 lat... kiepskie relacje z żoną i 12-to letniego syna... którzy mieszkają w Polsce w przeciwieństwie do mnie. Pojawiam się raz na jakiś czas.... (nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia). Pytanie, czy mam problem i powinienem o tym z kimś porozmawiać? Całe życie słyszę, że powinienem.... ale czy ja wiem, czy coś ze mną nie tak?
Jak radzić sobie z agresją i pedantyzmem żony? Mam dość tych ataków

Dzień dobry, 

zacznę może od początku skąd wg.mnie może brać się problem.... Żona w dzieciństwie była przez ojca bita, zmuszana do pedantycznego sprzątania i rygoru posłuszeństwa, wszystko pod karą bicia. Od ponad dwóch lat, a w ciągu ostatniego półrocza najbardziej, nasilają się u niej stany napadu agresji, niekontrolowanej agresji skupiającej się na mnie, agresji słownej w niewyobrażalnej skali - wyzwiska od najgorszego, krzyki.

Gdy już agresja osiąga maksymalny stan, to zdarzają się ataki fizyczne na mnie. Zawsze chodzi o to, że robię coś nie tak jak ona, że sprzątam inaczej, że czegoś nie zrobię, że dziecko rozrzuci zabawki (wtedy jest na mnie krzyk, że ja syfie, jestem z tego powodu brudasem, nie dbam o dom, nie doceniam, że ona sprząta, jak jestem w pracy). 

Problem ze sprzątaniem - ma manię sprzątania do pedantycznego stopnia ideału. Jeśli ja chce coś zrobić, to mam to zostawić, bo wg.niej nie umiem (często chodzi o sprzątanie), jeśli ułożę np.łóżko dziecka troszkę inaczej niż ona, to pretensje, że nawet łóżka nie potrafię ułożyć - a zmieni dosłownie o 10 cm, przesune rzecz np. maskotkę i już jest wtedy Ok wg.niej. 

Mówię i proszę dziesiątki razy, żeby zostawiła sprzątanie mieszkania, pranie dla mnie jak wrócę do domu z pracy, to zrobię (pracuje od poniedziałku do piątku i w domu mnie nie ma od 7:00 do ok.17:30), a tymczasem jak jestem w pracy, to ona sprząta, włącza pranie, a ja po powrocie wieczorem słyszę, że nic nie robię w domu, nie sprzątam, prania nie robię...

Zaczynają się często wyzwiska w moją stronę. 

Kolejny przykład: karmie dziecko, dziecko zje trochę lub nie chce jeść - wtedy słyszę, że "mam wyje*ane" na dzieci, nie dbam o nie, jestem beznadziejnym ojcem, bo głodne dziecko chodzi przeze mnie, tylko o sobie myślę, żeby się najeść.... 

Rano przed pracą staram się zrobić, co mogę w domu, jeszcze jedno dziecko do przedszkola zawożę - też są pretensje, że się zabieram, a jej zostawiam dom i sprzątanie, pranie na głowie a ja jestem szczęśliwy, bo uciekam z domu... 

Jestem jedynym żywicielem rodziny, żona nie pracuje. 

W domu jak idę do pracy, ona zostaje z jednym dzieckiem. Próbowałem ją namówić na tabletki na uspokojenie - oburzyła się. Nie ma mowy nawet o prośbie o udanie się do psychologa... 

Skala jej agresji wobec mnie jest porażająca w ostatnim czasie- jestem winien wszystkiego, co się dzieje... 

Wybucha o paproch pozostawiony na ziemi, o to, że dziecko klocki rozrzuci w pokoju, bo ona się nasprzątała, a ja nie szanuje jej pracy... Naprawdę jestem bardzo opanowany i spokojny i słucham tego wszystkiego "jak świnia grzmotów", jeśli mnie atakuje, to się zasłaniam... Boję się, że kiedyś nie wytrzymam i na atak fizyczny oddam jej... W samoobronie zacząłem nagrywać dźwięk, podczas gdy zaczyna mnie obrażać i wyzywać... wymyśla niestworzone rzeczy. Pretensje ma jak wrócę po pracy 15 minut później, bo po zakupy do sklepu podjadę... 

Raz miałem awanturę za powrót 20 minut później, bo w korku utknąłem... Mam nagrane, jak się wtedy chamsko odzywała do mnie i mi ubliżała. Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale zacząłem nagrywać to w samoobronie, gdybym został oskarżony o to, że ja jestem agresywny, chamski itp. Nie wiem, co mam zrobić... 

Co mogę zrobić. Zawsze odwraca sytuacje na odwrót, że to ja jestem cham, jestem agresywny itp. zupełnie nie widzi swojego zachowania... 

Czytałem trochę i sprawdzałem i dochodzę do wniosku, że żona ma nerwice natręctw, ale chyba nie tylko...

Jak poradzić sobie z obsesją na temat przeszłości seksualnej partnerki?

Mam cudowną narzeczoną, za którą bym oddał życie, ale nie potrafię sobie poradzić z jej przeszłością. Wyznała, że sypiała z dziesiątkami facetów, a i tak czuję, że nie wiem jeszcze wszystkiego. Zakładam, że można ich liczyć w setkach. Mam na tym punkcie obsesję. Kiedy o tym myślę, czuję zazdrość i mam wrażenie, że jestem niewystarczający, porównując się do całej reszty facetów, z którymi była. Albo że będzie jej czego brakowało. Projektuję w swojej głowie filmy z tych wydarzeń, wyobrażając sobie, co mogli z nią robić. Mam też żal o to, że innym pozwalała na wszystko (choć pewnie nie zawsze), a mi stawia granice. Przykładowo, nie chcę, żebym kończył w jej ustach, a ja od razu myślę, że dla innego to pewnie łykała z przyjemnością. Nigdy nie próbowałem pozycji 69 i gdy zapytałem, czy to ze mną zrobi, to powiedziała, że tego nie lubi. Ale skoro to wie, to znaczy, że tego próbowała i inny dostał od niej więcej niż ja, pomimo tego, że nikt wcześniej jej tak nie traktował i się nie starał (co sama stwierdza), jak ja. Jest to dla mnie niesprawiedliwe, że nie chce spełniać moich fantazji, bo sama wie, co lubi, a czego nie, przez to, co sama zdążyła już spróbować. Wiem, że nie powinienem tak myśleć, ale to silniejsze od rozsądku. Kiedyś przyśniło mi się, jak ktoś do mnie powiedział - patrz, jak to się z Patrycją robi… nie chcę nawet przytaczać tego, co zobaczyłem... W pewnym momencie obudziłem się i chciałem umrzeć. Co ona biedna ma zrobić w takiej sytuacji? Kocham ją nad życie, ale nie potrafię przestać o tym myśleć. O sen nie mogę jej obwiniać, ale to, jak sobie wyobrażam jej wcześniejsze stosunki, odzwierciedliło się właśnie w tym śnie. Po naszej przerwie w relacji, która trwała półtorej roku, z każdym razem, kiedy ze sobą spaliśmy, dostawałem wysypki na kutasie, czemu też towarzyszył specyficzny zapach - ten sam, który czułem nieraz z jej ust. Wtedy też twierdziła, że z nikim nie spała od czasu, kiedy przestaliśmy rozmawiać. W ogóle, kiedy jej o tym powiedziałem, do ostatniego momentu wpierała mi się, że na pewno mnie niczym nie mogła zarazić, bo nie miała żadnych kontaktów seksualnych, więc może to brudne zabawki. W ten sam dzień, w którym ja pytałem o ten okres, mi się oświadczyła. Później to okazało się być kłamstwem. Rozumiem, że mnie kochała i chciała ze mną być, wiedząc, że przez to może mnie stracić. W zasadzie to, gdy ją poznałem, miałem wrażenie, że się szanuje, ale to wynika z tego, że nigdy nie miałem styczności z taką kobietą, która by oddawała się z taką łatwością dla co chwila innych facetów. Zawsze chciałem mieć kogoś na wyłączność, ale zdążyłem ją pokochać zanim się o tym dowiedziałem. Serce mi pękło, bo było to dla mnie nie wyobrażalne i niedopuszczalne. Zacząłem analizować jej każdą znajomość i każdą rzecz, którą nawiązywała do innych mężczyzn. Zastanawiałem się, ile osób z naszego wspólnego kręgu znajomych ją miało i ilu będzie mi patrzeć w oczy z tą specyficzną satysfakcją. Ten wzrok mówiący: „Ty latasz za nią zakochany i robisz dla niej wszystko, a ja wziąłem ją sobie tylko na jedną noc i zrobiłem, co chciałem. Fajnie ci się teraz z nią całuję, przytulasz i wyznajasz miłość? Ja wziąłem od niej to, co najcenniejsze, z łatwością, a ty, będąc gorszym ode mnie, dajesz się jej kontrolować - ty zwykły frajerze". Zacząłem więc ją wypytywać, żeby wiedzieć, z czym mi się przyjdzie mierzyć, a ona, znając mnie i moje reakcje, nie mówiła mi prawdy. To nie pozwoliło mi zbudować zaufania, co znacznie utrudnia mi codzienne funkcjonowanie. Mamy razem dziecko, co jest największym szczęściem, jakie doświadczyłem. Z czasem myślałem o jej przeszłości coraz mniej i doceniałem każdy dzień, który mogliśmy spędzić razem, ale po ciąży wiele się zmieniło. Wszystko było dobrze do momentu, gdy częstotliwość stosunków się zmniejszyła. O ile to naturalne dla kobiet, to ja osobiście ciężko to znoszę. Czuję się traktowany niesprawiedliwie i uderza to w moje poczucie własnej wartości. Mam myśli typu „Dlaczego każdy inny facet mógł ją rżnąć bez jakiegokolwiek starania się czy też dbania o nią, a mi potrafi powiedzieć »nie«? Czy to cena za wyrozumiałość i komfort, który jej zapewniam?" Wiadomo, nie jest robotem ani prostytutka. Też musi czuć ochotę. Z tego powodu bywam dla niej oschły i ciężko mi się nią opiekować. Jak mam zaakceptować fakt, że ona nie ma teraz takiego popędu, żeby sprostać moim potrzebom? Czemu tak ciężko jest mi również zrozumieć, że to prawdopodobnie nic osobistego i też nie ma nic wspólnego z tym, czy w przeszłości ją ktoś bardziej zadowalał? Wiem, że powinienem ją wspierać, ale sam potrzebuję pomocy, żeby uporać się z własnymi emocjami. Uciekam w alkohol, marnując dni, które mogłyby być piękne. Czasami nie umiem na nią patrzeć jak na pełnowartościowego człowieka, bo patrząc na nią i chcąc coś dla niej zrobić, wpada mi do głowy myśl, że dawała się jebać, oddając swoją wartość każdemu po drodze, a dla mnie nic nie zostawiła. Wtedy też zaczynam sobie tłumaczyć, że prawdopodobnie jest powód dla tej dysfunkcji i że też ma z tym ciężko, a ja nie powinienem tak na to patrzeć, bo to wcale nie określa wartości człowieka. Kiedy o tym rozmawiamy, sprawia wrażenie, że żałuje tego, jak się pozwala traktować, ale gdy zapytałem, czy gdyby miała świadomość tego, jak ciężko to będzie zaakceptować komuś, kto odda jej serce i pokocha z wzajemniością, to czy by postępowała inaczej, chciałem sprawdzić, co jest dla niej więcej warte. Jednak w odpowiedzi tylko się roześmiała. To, że mamy inne stosunki co do seksualności, to oczywista sprawa, ale jak znaleźć środek na to, żebym przestał o tym myśleć i żeby nie miało to wpływu na nasze obecne życie? Co mam zrobić, żeby w pełni jej zaufać, wiedząc, że stare schematy ciężko umierają i z łatwością mnie okłamuje? Nie potrafimy o tym rozmawiać, bo kierują mną emocje i często uderzam w jej poczucie własnej wartości, czego bardzo żałuję. Nie chcę jej krzywdzić. Zaczęła mówić, że zrobiłem sobie dziecko z dziwką. Może i większość ludzi też by tak stwierdziła, ale nie przeszkadza mi to wszystko do momentu, kiedy „dziwka" tylko ze mną nie chce sypiać. Prawda jest taka, że pewnie teraz z nikim by nie chciała. Brzmi brutalnie, ale to tylko szczerość związana z moimi myślami. Mam zamiar walczyć do końca, ale ona wydaje się być już zmęczona moim ciągłym powracaniem do tego. Czuję, że nie rozumie, że jej kłamstwa są również powodem tego, dlaczego mnie to tak męczy. Chciałbym umieć dać sobie za nią rękę obciąć i mam wrażenie, że to byłaby właściwa decyzja, chociaż strach przed rozczarowaniem jest na tyle silny, że zaczynam wszystko kwestionować. Żyję w ciągłej paranoii i zabiera mi to całą radość z życia, choć bywają okresy, gdzie zapominam o tym wszystkim i czuję się, jakbym złapał pana Boga za nogi. Chcę się z tym uporać i kochać ją całe życie. Dbać i chronić, a nie być kolejnym obciążeniem. Wiem, że jest tego warta i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Jestem przepełniony sprzecznościami; niby mam zdolność zrozumieć wszystko, ale emocje odbierają mi rozum. Jak mam sobie z tym poradzić?

kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!