
Mama jest w trójkącie miłosnym z rodzicami mojego chłopaka. Co mam zrobić, co o tym sądzić?
Maria Kucwaj
Mama jest singielką, więc nie ma kochanka. Sytuacja może być dla Pani/Pana trudna, zadajmy pytanie czy najbardziej boli Panią fakt, że mama tego nie powiedziała, czy w ogóle sytuacja? Domyślam się, że to może być trudne, warto może porozmawiać z mamą, powiedzieć jej o swoich emocjach? Dlaczego chce tego Pani mamie zakazywać?
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Aleksandra Białek
Dzień dobry,
Różne osoby mogą się realizować w różnych formach relacji, także takich obejmujących więcej niż 2 partnerów. Jeśli dba się o potrzeby i granice wszystkich osób pozostających w danej relacji (romantycznej, seksualnej, lub innej), może ona funkcjonować w zdrowy sposób.
Pani mama ma prawo do podejmowania własnych decyzji i spełniać swoje potrzeby. Rozumiem, że wiadomość o jej wyborze mogła wywołać u Pani różne emocje. Brak szczerości Pani mamy mógł wynikać z różnych przyczyn- być może z obawy przed brakiem akceptacji, albo związany był z jakimiś ustaleniami między mamą a rodzicami Pani partnera? Niezależnie od przyczyny, kłamstwo mogło być dla Pani trudne. Zachęcałabym do spokojnej rozmowy z mamą- być może jej perspektywa pozwoli Pani lepiej zrozumieć tę sytuację?
Pozdrawiam serdecznie,
Aleksandra Białek
Dorota Figarska
Dzień dobry
Znalazła się Pani w trudnej sytuacji, bo taka informacja może rodzić wiele wątpliwości. Obawiam się jednak, że trudno jest zakazać drugiej osobie jakichkolwiek relacji, bo nie mamy wpływu na to, jak się ona zachowa. Nie wiem, w jakiej relacji jest Pani mama z tą parą - czy chodzi tylko o kontakty cielesne, czy dochodzi element przyjaźni lub element uczuć.
Jeśli koniecznie chce się tego dowiedzieć, bo czuje Pani, że ignorowanie tego jest niemożliwe, warto próbować rozmawiać o tym z mamą. Obawiam się jednak, że im więcej będzie pani wiedziała, tym trudniej będzie to udźwignąć. Może jednak Pani po prostu zakomunikować, że Pani wie i że jest to dla Pani trudne oraz zobaczyć, z jaką reakcją matki się to spotka.
Ważne jednak, by zastanowiła się Pani, czy wiedza o tym trójkącie nie przeszkodzi Pani we własnym związku. Ważne też, aby nie była Pani w tym sama, bo to duży emocjonalny ciężar.
Pozdrawiam,
psycholog Dorota Figarska
Agnieszka Wloka
Droga Pani PP
wiem, że to Panią boli, może żywi pani teraz przeróżne uczucia względem mamy i byłoby dobrze znaleźć sobie przestrzeń na ich wyrażenie - chociażby w rozmowie z psychologiem.
Tak czy inaczej Pani relacja z mamą to inna sprawa - jeśli tylko potrafi Pani odłączyć sferę życia intymnego mamy i Pani z nią relacji to fenomenalnie. Jednocześnie ma Pani pełne prawo rozmawiać z mamą i mówić jej o swoich odczuciach.
Agnieszka Wloka
Justyna Czerniawska (Karkus)
Dzień dobry,
rozumiem, że sytuacja w jakiej się Pani znalazła może być trudna oraz powodować wiele wątpliwości. Odpowiadając na Pani pytanie - niestety nie ma Pani takiej mocy sprawczej, aby dawać mamie wolną wolę lub zakazać kontaktów z kimś. Mama jest osobą dorosłą, więc myślę, że pomimo Pani zdania w obecnej sytuacji i tak zrobi to co uważa za stosowne. Natomiast myślę, że warto się zastanowić jak obecna sytuacja wpływa (np. dlaczego w ogóle pojawia się chęć zakazu kontaktów z daną osobą) na Panią oraz Pani uczucia i porozmawiać o tym z mamą.
Pozdrawiam serdecznie,
Justyna Karkus - psycholog, psychoterapeuta
Martyna Tomczak-Wypijewska
Dzień Dobry
Być może warto poświęcić chwilę i zastanowić się jakie są Pani myśli i emocje względem tej sytuacji. Wyobrażam sobie, że bycie okłamaną jest bolesne, może budzić smutek, złość. I że sam związek z rodzicami chłopaka to niecodzienna sytuacja, mogąca budzić rozmaite myśli i emocje. Jeśli trudno poukładać to samodzielnie w głowie można zgłosić się na konsultację psychologiczną.
Pozdrawiam,
Martyna Tomczak- Wypijewska, psycholog, certyfikowana psychoterapeutka poznawczo- behawioralna

Zobacz podobne
Syn mojej partnerki ma 11 lat. Problemy z jego zachowaniem zaczęły się jakieś 5 lat temu. Drugi rok się zaczął jak został umieszczony w MOS-ie. Przedtem próbowaliśmy wszystkiego. Najpierw w domu rozmów, dopytywania, obserwacji, pracy z jego emocjami, tłumaczeniem itd. Nic nie skutkowało. Zaczęły się wizyty w szkole, praktycznie nie było dnia, żeby nie było skarg, bo się pobił, bo zaczepia, bo przeszkadza na lekcjach. Najpierw wizyty u psychologa i pedagoga szkolnego. Oczywiście w międzyczasie cały czas próby dotarcia do dziecka i powodów jego zachowania. Zajęcia dodatkowe z psychologiem. Potem wizyty u psychologów zewnętrznych, jeden drugi, potem psychoterapeuta, następnie nawet psychiatra. Próbowaliśmy terapii i farmakologii. I nic. Cały czas jest coraz gorzej.
W końcu trafił do ośrodka. Tam oczywiście poza zajęciami, które ma sam i z grupą, my również regularnie jeździliśmy na spotkania z tamtejszym psychologiem i oczywiście z dzieckiem. On w teorii wszystko wie. Książkowo przedstawi wzorce zachowań. Zdąży się odwrócić i teoria idzie w las. Agresja na każdym kroku, wszyscy są winni tylko nie on. Egocentryzm, narcyzm, nadmierna fascynacja agresywnymi i niebezpiecznymi rzeczami. Potrafi przylecieć z podwórka tylko po to, żeby się pochwalić, że "kolega mu pokazał, że jak się zrobi komuś tak i tak to można komuś skręcić kark". Przekleństwa takie, że niejeden "dres spod klatki" by się nie powstydził. Zero szacunku do kogokolwiek czy respektowania podstawowych zasad i norm. Póki coś jest po jego myśli jest ok. Czyli najlepiej dać mu telefon, tv z konsolą i dostęp do karty, żeby mógł się żywić w fast foodach non stop. Palenie papierosów do jakichś 3 lat. Zdarzały się też kradzieże.
W momencie kiedy coś zaczyna być nie po jego myśli, zaczyna być agresywny, krzyczy, pyskuje (delikatnie mówiąc), nie docierają do niego argumenty i próby wyjaśnienia dlaczego postępuje się tak czy inaczej. Kiedy już nie ma pomysłów jak być w centrum zainteresowania, potrafi manipulować własnymi emocjami, żeby grać na czyichś uczuciach. Na zawołanie w ciągu sekundy potrafi się rozpłakać. Kiedy widzę, że to jest na pokaz i wprost mu to komunikuję, w ułamku sekundy jego wzrok zmienia się na "morderczy".
Teraz jest jeszcze za mały, ale nie wiem co będzie za kilka lat. Nie wiem czy nie zacznie wynosić z domu rzeczy, albo czy nie pobije kogoś, żeby otrzymać to czego chce. Póki nie ma go w domu jest względy spokój, kiedy przyjeżdża wszyscy chodzą w nerwach, bo ciągle są awantury. Przez tą nerwową atmosferę cierpi również nasz związek. Raz, że nie możemy się skoncentrować na sobie, bo w kółko na tapecie jest jeden temat. Dwa, że odreagowywanie nerwów przekłada się na nasze sprzeczki o głupoty czasami.
Nie wiem co mam robić. Kocham moją partnerkę, chcę z nią być. Z drugiej strony chciałbym bardziej spokojnego życia. Nie bez problemów, bo zawsze jakieś będą, ale można sobie z nimi poradzić. A tu cały dom jest sterroryzowany przez jedno dziecko. Nasze plany z partnerką zeszły na dalszy plan. Nie mamy głowy i czasu, żeby podyskutować czy zaplanować ślub, nie wspominając o staraniach o wspólne dziecko, którego oboje chcemy.
Tylko ja się boję. Bo nie wiem czy w tych nerwach udałoby jej się urodzić zdrowe dziecko, albo czy w ogóle ciąża by przeszła bez komplikacji. Nie darowałbym sobie ani jemu, gdyby jej albo dziecku coś się stało przez to, że przysparza tylu problemów. I wiecznie robi z siebie ofiarę. W szkole każdy się na niego uwziął, to każdy jego zaczepiał, jego tylko bili. Problem w tym, że nie zawsze tak było, bo niejednokrotnie dochodziły do nas informacje, że to on jest prowodyrem. Na podwórku też oczywiście on jako jedyny niewinny, każdy się na niego uwziął. Teraz w MOS-ie jest dokładnie to samo. To jego zaczepiają, on nic nie robi. Tylko to on dostaje kary dyscyplinujące "za niewinność".
Nie mam pojęcia co robić. Chcę, żeby było dobrze, ale nie mam już cierpliwości. Każda jego wizyta w domu to niekończące się nerwy. Mogę jeszcze dużo wytrzymać. Wiem i znam siebie. Zniosę jeszcze bardzo dużo. Tylko, że co to za życie. Partnerka się męczy, jest zmęczona psychicznie i fizycznie, boli mnie, że nie wiem jak jej pomóc.
Moja relacja z młodym jest aktualnie żadna. Najchętniej w ogóle bym nie miał z nim styczności. Tzn. chciałbym i są momenty, że podejmuję starania, ale zaraz on znowu odwala coś "patologicznego" i mi się odechciewa. Partnerka ma mi za złe czasami, że ja się z nim nie dogaduję. Nie dziwię się jej z jednej strony, bo to jej dziecko i chciałaby, żeby było dobrze, żeby on był inny i żebym miał z nim dobre relacje. Ale nie da się budować żadnej relacji bez obustronnego zaangażowania. A nie będę się przecież kajał przed dzieckiem tylko po to, żeby mógł mną rządzić i wtedy odwalimy teatrzyk "jest super".

Okres dojrzewania - co warto wiedzieć o zmianach i wyzwaniach
Okres dojrzewania to wyjątkowy i wymagający etap zmian fizycznych, emocjonalnych i społecznych. Zrozumienie tych procesów jest kluczowe dla nastolatków, ich rodziców i opiekunów, by lepiej radzić sobie z wyzwaniami i wspierać rozwój młodego człowieka.
