
- Strona główna
- Forum
- psychoterapia
- O co chodzi z tym,...
O co chodzi z tym, że czasem bez leków psychoterapia jest niemożliwa?
Petysana
TwójPsycholog
Dzień dobry,
jeśli jesteśmy w złym stanie, np. występuje ciężka depresja i objawy obejmują takie rzeczy, jak brak snu, niemożność skupienia uwagi, bardzo wysoki poziom lęku, niemożność utrzymania higieny osobistej, "wstania z łóżka” (ogólnie ujmując objawy, które uniemożliwiają/ bardzo utrudniają funkcjonowanie), to leki psychiatryczne mają za zadanie na tyle nas ustabilizować, by można było uczestniczyć aktywnie w psychoterapii. Psychoterapia to praca umysłowa, pracujemy nad myślami, wspomnieniami, uczuciami, schematami itp., a gdy objawy utrudniają nam podstawowe funkcjonowanie - możemy nie być w stanie korzystać z psychoterapii, a tym bardziej przejść do etapu nauki narzędzi radzenia sobie.
Pozdrawiam
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Katarzyna Waszak
Dzień dobry!
Farmakoterapia pomaga w złagodzeniu objawów, które są powodem cierpienia. W procesie psychoterapeutycznym pracuje się nad odkryciem źródła cierpienia, złagodzeniem lub wyeliminowaniem objawów w oparciu o relację. Jeśli zranienie odbyło się w bliskiej relacji, to jest możliwość reparacji. Proces jednak jest rozłożony w czasie, leki mogą wspierać psychoterapię. Pozdrawiam
Justyna Czerniawska (Karkus)
Dzień dobry,
czasami konieczne jest włączenie farmakologii, ponieważ objawy, których doświadcza pacjent, są na tyle silne, że uniemożliwiają pracę terapeutyczną. Najpierw wyciszamy lekami objawy, później rozpoczynamy proces terapeutyczny i powoli schodzimy z leków. Ciężko podać konkretne objawy, to niestety zależy od trudności z jaką zgłasza się pacjent do specjalisty. Natomiast mówiąc ogólnie, włączenie leków może być konieczne przy bardzo silnych np. objawach lękowych, depresyjnych, psychotycznych lub somatycznych.
Pozdrawiam serdecznie,
Justyna Karkus - psycholog, psychoterapeuta

Zobacz podobne
Dzień dobry, piszę w sprawie pewnego problemu, z którym zmagam się od pewnego czasu i chciałbym prosić o poradę. Od początku żyłem z depresją oraz fobią społeczną około 15 lat, myślałem, że to normalne. W wieku 26 lat udałem się na psychoterapię, na początku w nurcie psychodynamicznym + farmakoterapia, nastąpiła duża poprawa, ale wspólnie z psychoterapeutą zdecydowaliśmy, że lepsza na tamten okres będzie dla mnie terapia CBT. W tym czasie poczyniłem wielkie postępy, na początku samotne wyjścia do kina, następnie wolontariaty. Pod koniec terapii zdecydowałem się na wolontariat typowo społeczny – festiwal (tysiące osób, i ja, gdzie byłem wszędzie widoczny, ubrany w odblaskową koszulkę – mam 2 m, niezapomniane chwile). Po tym okresie chodziłem na inne wolontariaty, wybierałem się na wydarzenia sportowe, zmieniłem pracę, obecnie kończę studia. Ogólnie jestem zadowolony z tej sfery życia… Ale mam dwa dylematy/problemy – brak drugiej połówki, strach przed podejściem na ulicy do obcej dziewczyny, rozmowy sam na sam w sytuacjach z kontekstem (wolontariaty, kursy tańca). Odczuwam coraz większą presję na sobie. Usunąłem wszystkie aplikacje randkowe, w moim przypadku nic nie dawały. Tutaj myślę zapisać się na jakiś kurs podrywu lub przy pomocy coacha naprawić głowę, ale myślę, że problem leży gdzieś indziej. Główny problem, dla którego zwracam się o pomoc, może być w mojej opinii problemem w kwestii poznawania osób – jest uzależnienie od pornografii. Podczas terapii wspominałem o tym, ale nie skupiłem się bardzo na tym, ponieważ wtedy nie widziałem problemu. Były poruszane kwestie tego, ale wtedy były gorsze problemy. Problem zauważyłem wtedy, kiedy np. rozmawiałem z kimś lub nie miałem odwagi podejść/zagadać na żywo, lub po wydarzeniach, gdzie jest dużo dziewczyn, zaczynałem uciekać w porno i trwało to ciągiem przez kilka dni, najczęściej 2–3. Obecnie jestem coraz bardziej świadomy tego i podejmuję próby walki z tym. Miałem 41 dni abstynencji przed wakacjami, obecnie można powiedzieć, że wygląda to następująco: 10–20 dni i „padam” 2–3 dni, i znów 10–20 dni abstynencji. Chciałbym z tym skończyć, bo tracę energię na to dziadostwo. Siłownia 2x w tygodniu, kursy tańca, kąpiel w zimnej/chłodnej wodzie, ale ciężko się tego pozbyć. Nie wiem, co mogę więcej zrobić, aby przestać. Są może jakieś książki lub inne rzeczy, które mi pomogą? Chciałbym wznowić terapię ukierunkowaną na lęk społeczny, pracę z napięciem i uzależnieniem behawioralnym. Mam pytanie: czy przy moich trudnościach lepiej byłoby pracować z terapeutą mężczyzną czy kobietą (biorąc pod uwagę lęk w kontaktach z kobietami)?

