Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z konfliktami rodzinnymi z ojcem alkoholikiem?

Mam 9 miesięcznego syna. Za dwa miesiące będę miała kolejnego. Od dłuższego czasu nie mam kontaktu ze swoim ojcem. Nie widział wnuczka nic o nim nie wie teraz będzie kolejne. Ostatnio do mnie dzwoni i próbuje się skontaktować. Ojciec jest alkoholikiem. Mam same nieprzyjemne wspomnienia z nim. Nie czuje więzi, raczej obrzydzenie. Przed pierwszym porodem mówiłam sobie że mój syn nie zasługuje na takiego dziadka. Przy drugim też myślę to samo, ale czuje też że jestem złą córką. Co w takiej sytacji myśleć?
Paweł Franczak

Paweł Franczak

Pani Lauro, myśli wydają się tu drugorzędne, chodzi raczej o ich następstwa, czyli działanie. Jak rozumiem, pytanie nie zadane wprost brzmi czy kontaktować dzieci z dziadkiem? A odpowiedź zależy od perspektywy, jaką Pani przyjmie. Jeśli jest to Pani indywidualna perspektywa, związana z gniewem, żalem i obrzydzeniem - kontakt z ojcem nie ma sensu. Jeśli jednak uznaje Pani inny punkt widzenia, mianowicie, że priorytetem jest dobro swoich synów, wtedy odpowiedź może być inna. To mogłoby oznaczać rezygnację ze swojej potrzeby przeżywania gniewu i żalu dla ich potrzeb. Trzeba tu jednak chwili uczciwego namysłu. Pozdrawiam, Paweł Franczak

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

Domyślam się, że w takiej sytuacji jest Pani trudno. Podejrzewam, że nikt nie jest w stanie Pani powiedzieć, co powinna Pani czuć czy myśleć. Może być jednak tak, że rozmowy z psychologiem/psychoterapeutą pomogą Pani ułożyć w sobie to wszystko i zdecydować, co będzie dla Pani dobre.

Usunięty Specjalista_tka

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Pani Lauro, poczucie winy i chęć chronienia własnych dzieci to zupełnie naturalna, choć trudna mieszanka emocji w relacji z uzależnionym rodzicem. Stawianie granic i chronienie synów przed trudnymi zachowaniami ojca nie czyni z Pani złej córki, lecz odpowiedzialną i mądrą mamą. Najważniejsze jest teraz Pani bezpieczeństwo emocjonalne i spokój w ciąży, dlatego ma Pani pełne prawo dbać o siebie i swoje dzieci na własnych warunkach.

Z pozdrowieniami

Bożena Nagórska

Zobacz podobne

Czuję się wykluczona z rodziny, jestem w szczęśliwym związku.
Mam 33 lata i wciąż mieszkam z rodzicami. Od nieco ponad 3 lat jestem w związku, szczęśliwym. W przyszłym roku wychodzę za mąż. Ale od nieco ponad 2 lat ojciec się do mnie nie odzywa. Czuję się wykluczona z rodziny. Mam młodszą siostrę, która ma męża, syna, swój dom - ona jest w centrum zainteresowania. Ma ich pełne wsparcie. Ja nie mogę na nic liczyć. Staram się jak mogę. Kiedyś byliśmy sobie bardzo bliscy. Dzieliliśmy zainteresowania. Rozmawialiśmy codziennie. Jak zaczęłam spotykać się ze swoim narzeczonym wspierał mnie. Byliśmy wszyscy razem na wakacjach, ja, narzeczony, tata i mama. To był najwspanialszy okres w życiu. A później - trach - coś się zmieniło i nie mam pojęcia dlaczego. Nagle przestał się odzywać, przestał się interesować. Stałam się powietrzem. Mama stara się, żebym nie czuła się jak całkowita sierota. Prosi mnie o pomoc, stara się mnie "wcielać" do rodziny. Ale to dla mnie trudne. Patrzeć jak przyjeżdża moja siostra, siedzimy, a tata pyta ją o jakieś szczegóły z życia, plany itp. Ja już tego nie mam. To bardzo boli. Z siostrą mam bardzo dobre relacje. Wspieramy się wzajemnie. Ale ani ona ani mama nie widzą problemu. Bo przecież ojciec odpowiada mi na pytania albo reaguje jak coś powiem. Nie widzą tego jak bardzo zżera mnie to od środka. Utrata człowieka, który całe życie był moim autorytetem. Tata nie jest wylewny. Jest raczej zamknięty w sobie. Otwiera się przed mamą. Widzę jak bardzo kocha ją i moją siostrę i jej syna. Jak bardzo szanuje i ma dobry kontakt z moim szwagrem. Ja już się nie liczę. Mama ma to wszystko gdzieś. Jej jest tak dobrze. Ma męża, który stał się bardziej oddany, wspaniałą córkę i jej rodzinę. I drugą, którą może wykorzystywać bo wie że już tylko ona mi została. Najgorsze jest to, że na nią też nie mogę liczyć. Kiedy rozmawiam z nią o problemie mówi tylko "wiwsz jaki jest ojciec". Staram się żyć normalnie. Mam pracę, przyjaciół którzy mnie wspierają, wspaniałego narzeczonego. Ale nie mam już rodziny. Mojego azylu który był dla mnie niesamowicie ważny. Nie radzę sobie z tym wszystkim. Niewiedza, co takiego zrobiłam że znalazłam się w tej sytuacji jest okropna. Był moment w zeszłym roku, kiedy wróciliśmy z wesela, mój tata przywitał się z moim narzeczonym (odkąd nie rozmawiamy jego też ignoruje) i opowiedział nam jakąś anegdotkę. Przez chwilę poczułam że go odzyskuję. Ale to minęło tak szybko jak się pojawiło. Nie mam w nim żadnego wsparcia. W mamie też mam niewielkie. A jest to tym bardziej smutne, że kiedy mieli cięższy okres ja zawsze przy nich byłam. Nie radzę sobie ze swoimi uczuciami. Z samą sobą. Strasznie mnie boli ta sytuacja, z której nie potrafię wybrnąć. Im częściej o tym myślę tym bardziej widzę, że to ja jestem problemem. Ze mną musi być coś nie tak. Skoro własni rodzice nie chcą mnie w swoim życiu, komu innemu jestem potrzebna? Chciałabym zniknąć z tego świata. Jedynym co mnie trzyma jest mój narzeczony. I mój kot, którego mam od kiedy był malutki. Chyba głównie dlatego jeszcze tu jestem. Ból jaki przeżywam codziennie jest niesamowity. A potęguje się tylko kiedy słyszę jak tata dał siostrze poprowadzić swój samochód kiedy zdała prawko, jak się ucieszył kiedy zdała egzamin. Ja kiedy zdałam i napisałam mu żeby się pochwalić napisał "ok, fajnie". Czuję się jakbym była nikim. Złem koniecznym, które trzeba tolerować. Gdybym umarła, mogliby w końcu być szczęśliwi. Mieć wspaniałą rodzinę... Nie wiem co mogę zrobić w takiej sytuacji, jak to naprawić
Jak radzić sobie z bałaganiarstwem u 5-latka? Zaburzenie czy etap rozwoju?
Moje dziecko od zawsze mocno się brudzi robi masakrę przy jedzeniu a ma już 5 lat jak kololoruje lub maluje to zawsze po obrazku po sobie po stole po krześle, no nie idzie nas tym zapanować. A potem się denerwuje że bałagan jest i żeby jej pomóc to ogarnąć do czystości. Uwielbia też wszelkiego rodzaju sljajmy robić błoto w piasku w misce no wszędzie ja to mówię bo świnka peppa. Ale to chyba jednak jakieś zaburzenie? Za to nie lubi czesać i myć włosów, ale wyciskać te szampony i wszelkie mazidła to tak i mazać po sobie. Proszę o pomoc
Konflikt z żoną i wychowanie pasierbicy: jak przywrócić harmonię w rodzinie?

Poniżanie żony przed pasierbicą

Poznałem moją obecną żonę 11 lat temu. Ma dwójkę dzieci – syna niepełnosprawnego i córkę, która ma obecnie 14 lat. Początkowo wszystko dobrze się układało. Pasierbica mnie zaakceptowała, mówi do mnie „tato”. Syn, mimo że nie jest moim biologicznym dzieckiem, to moje oczko w głowie.

Od kilku lat pojawił się jednak problem z żoną, nie z pasierbicą. Chodzi o wychowanie nastolatki. Żona ciągle ją faworyzuje, na wszystko pozwala i nie liczy się z moim zdaniem. Nawet jeśli coś uzgodnimy, i tak postępuje tak, żeby córce było dobrze. Byliśmy nawet u psychologa po poradę i wyszło na moim.

Ostatnio ustaliliśmy, że zgodzimy się na kolczyk w nosie, ale pod warunkiem, że córka pięć razy skosi trawnik – żeby uczyła się, że nic nie ma za darmo. Niestety, już po pierwszym razie doszło do kłótni, bo nie wykonała zadania, a kolczyk i tak już zrobiła. Tym razem powiedziałem, że nie odpuszczę. Zostałem za to tak zwyzywany, że głowa boli.

Zawsze wygląda to tak samo – ja nigdy nie mam racji, musi być tak, jak żona chce. Wyciąga wszystkie brudy, wciąga całą rodzinę, byle tylko nie przyznać, że się myli. Od tygodnia naprawdę myślę o rozstaniu, bo tak po prostu nie da się żyć.

Czuję się we własnym domu jak niewolnik – gdy mam coś dać, jestem „tatą”, a gdy czegoś wymagam, to nagle staję się najgorszym ojczymem na świecie.

Proszę o poradę, co można zrobić w takiej sytuacji.

Dylemat związany z planowaniem drugiego dziecka i presją rodzinną
Dzień dobry, Wczoraj moja mama powiedziała mi przykrą rzecz, że nie nadaje się na matkę dla drugiego dziecka, ponieważ mając pracę i dom jestem zmęczona. Powinnam się skupić na jednym dziecku, siostra (w listopadzie będzie miała 23 lata) będzie miała dzieci to sam nie będzie, ale ona jest jeszcze młoda, a ja marzę o rodzeństwie dla synka, który ma za moment 2,5 roku, nie o kuzynostwie, mam wsparcie męża. Przygotowuje się do kolejnego macierzyństwa, ponieważ pozapisywałam się do lekarzy na kontrolę i badania. Przez 2 lata wypierałam się kolejnego dziecka, ponieważ miałam traumę po porodzie, która w dużym stopniu minęła. Podzieliłam się z mamą tym, wie, że na urlopie z mężem będziemy sprzątać i malować mieszkanie, a tu Wczoraj dostałam cios prosto w serce, a wcześniej tak nie mówiła. Nie wiem co robić, nie wydaje mi się, żebym była złą matką, bo dbam o synka najlepiej jak się da.
Czy zmiana klas w szkole może szkodzić zdrowiu psychicznemu dziecka?
Zarówno ja jak kilkoro rodziców jesteśmy załamani i czujemy się bezsilni. Sprawa dotyczy szkoły do której uczęszczają nasze dzieci. Na zakończenie roku klas 3 dyrekcja postanowiła że wymiesza wszystkich w klasie 4. Były spotkania z rodzicami indywidualne oraz zebrania, zapewniali że będą brane pod uwagę relacje dzieci i że żadne dziecko nie zostanie odizolowane o przyjaciół, że będzie miało przynajmniej 1-2 najbliższe os. w klasie. Szkoła dała dzieciom ankiety w ktorych każdy mógł napisać kogo darzy sympatia ale też z kim ma złe relacje. Mój syn wymienił około 5 kolegów z którymi przez 3 lata nawiązał bardzo bliskie relacje, zaprzyjaźnili się chłopcy i bardzo zżyli z sobą, dogadują się . Wymienił też jednego chłopca z którym ciągle ma problemy, który nie umie się z nim bawić, przeklną i dokucza mu. Efekt jest taki że mój syn który jest bardzo grzecznym dzieckiem trafił do klasy właśnie z tym chłopcem którego nie lubi a pozostali jego przyjaciele znaleźli się w innej klasie. Został od nich odizolowany i a jego ankieta i słowo zostało zlekceważone. Taką sytuację ma jeszcze kilkoro rodziców i są bardzo zdenerwowani, załamani, nie wiemy co robić. Chcemy walczyć o nasze dzieci i uważamy że to bardzo je krzywdzi. Syn nie chce iść do szkoły od września i wiem że ta zmiana bardzo źle mu zrobi ponieważ już raz się przeprowadzaliśmy w zerówce i bardzo źle to znosił. Syn ma depresję i płacze od tygodnia a dyrektorka nie chce wogole rozmawiać o zmianach w klas oraz o przenoszeniu uczniów. Twierdzi że syn dostanie we wrześniu psychologa i że będzie dobrze. Powinno się zaradzac stresowi i zrobić coś by dziecko nie przeżywało tego zamiast go leczyć z depresji we wrzeniu. W szkole ogólnie już były takie przypadki że jakiś chłopiec robił demolkę w klasie, wywracał ławki, krzesła a potem chciał wyskoczyć z okna z piętra. Czy my rodzice mamy słuszność uważając że szkoła źle postępuje i że to nie jest dobre dla naszych dzieci? Chcemy walczyć i potrzebujemy wsparcia,że walczymy słusznie
zaburzenia zachowania

Zaburzenia zachowania - przyczyny, objawy i metody wsparcia

Zaburzenia zachowania to problem zdrowotny wpływający na życie osoby i jej otoczenia. Warto poznać objawy, by w razie potrzeby wiedzieć, kiedy skonsultować się ze specjalistą. Wczesna diagnoza i leczenie mogą znacząco poprawić jakość życia.