Left ArrowWstecz

Mam problem z nastoletnia córka. Ma strasznie niska samoocenę, brak chęci do życia, myśli samobójcze, dochodziło do samookaleczenia. Co robić, jak jej i sobie pomóc?

Mam problem z nastoletnia córka 14 lat. Ma strasznie niska samoocenę, brak chęci do życia, myśli samobójcze, dochodziło do samookaleczenia. Co robić, jak jej i sobie pomóc?
User Forum

Klaudia

3 lata temu
Usunięty Specjalista

Usunięty Specjalista

To ważne, że widzi Pani niepokojące zachowania u córki i szuka dla niej i siebie wsparcia. Pomocna mogłaby być terapia rodzinna i/lub terapie indywidualne dla Pani i córki. Z jednej strony ona otrzymałaby wsparcie w trudnościach, które w ten sposób się przejawiają, a z drugiej - Pani mogłaby dostać pomoc dla siebie, co też mogłoby przysłużyć się Waszej relacji. Życzę odnalezienia odpowiedniej pomocy :)
3 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

Mój partner chyba czasem próbuje mnie odciąć od rodziny.
Mój partner chyba czasem próbuje mnie odciąć od rodziny. Zawsze z rodzicami byliśmy bardzo zżyci, zawsze mogli liczyć na moją pomoc i wzajemnie. Natomiast odkąd przeprowadziłam się bliżej, mój partner ma pretensje, że za często jestem u rodziców i jak tylko chcą, żeby gdzieś z nimi pojechać, to mówi, że niańczę ich jak dzieci. Ostatnio mieli zepsute auto i biorąc pod uwagę fakt, że jestem w ciąży i siedzę w domu, a mamy 2 auta to zapytali, czy moglibyśmy im pożyczyć jedno do czasu naprawy, bo nie mają możliwości przemieszczać się do pracy, to usłyszałam, że niech sobie autobusem jeżdżą, że są nieporadni, że wiecznie czegoś chcą, że auta się nie pożycza i mam się zastanowić czy bardziej zależy mi na nich, czy na nim, bo on ma już dość tego i następnym razem się spakuje i wyjdzie, bo przerastają go ciągle ich problemy... On wychowywał się bez matki, z ojcem nie mają najlepszych relacji i nie rozumie mojej potrzeby pomocy rodzicom. Jak mam z nim rozmawiać? Nie chce się denerwować w moim stanie, ale nie chce też zostawiać rodziców bez pomocy. Czuje, że coraz bardziej to we mnie siedzi i robię się kłębkiem nerwów. Nie chce stracić zarówno partnera, jak i rodziców...
Mam siostrę, która 9 miesięcy temu została mamą.
Mam siostrę, która 9 miesięcy temu została mamą. Mimo tego, że dziecko było chciane i planowane opóźniała wizyty u lekarza, nie odbyła wszystkich, nie była zainteresowana terminem porodu, przygotowaniem do niego, ani jakimkolwiek szykowaniem wyprawki. Jej mąż miał takie samo podejście do tematu. Po porodzie ich zainteresowanie dzieckiem było właściwie zerowe. Z racji, że kilka lat opiekuję się niemowlętami, a dodatkowo pracuję w ochronie zdrowia, zwyczajnie udzielałam im jakichś drobnych podpowiedzi i chwaliłam za ich własne "sukcesy". Niestety, mimo angażowania się, sytuacja wyglądała coraz gorzej - dziecko z ewidentnymi brakami rozwojowymi, karmione na leżąco, przekarmiane mieszanką, zostawiane na cały dzień samo sobie w łóżeczku, a podnoszone bez słowa wyłącznie w celu przewinięcia lub kąpieli. Od około pół roku zaczęłam się odcinać od relacji z siostrą, bo nie mogę znieść, jak osoba będąca psychologiem zaniedbuje na każdej przestrzeni swoje dziecko, nie jest zainteresowana jego rozwojem, nie przyjmuje do wiadomości, że powinna się udać ze sobą i z nim do specjalisty, a także nie wykazuje gotowości do przyswajania wiedzy, chociażby z zakresu rozszerzenia diety. Co jakiś czas mam przebłysk, że chciałabym z nią na ten temat porozmawiać, ale wiem, że nie jest to moje dziecko, a tym samym nie moja odpowiedzialność za kształtowanie go. Dodatkowo pamiętam, jakim efektem kończyły się poprzednie rozmowy. Podczas ich odwiedzin widzę obecnie ewidentne zagrożenia dla dziecka - zostawianie go nieprzypiętego w wózku, karmienie stałymi pokarmami na leżąco, itd. Martwię się zarówno o dziecko, jak i o nią, bo nie uważam, żeby było to normalne zachowanie. Wiem natomiast, że dbając o swój spokój wewnętrzny powinnam odpuścić i skupić się na sobie. Po kontakcie z nią jestem całkowicie rozregulowana i właściwie niezdatna do życia przez kilka dni, więc relacja ta mi nie służy. Ze strony rodziny jestem uważana jednak tym sposobem za egoistkę, która przesadza - oni nie widzą tego, co się dzieje, a nawet po moich rozmowach oczy wciąż mają zamknięte. Jestem w trakcie terapii, chciałabym w końcu złapać balans w życiu, ale postępowanie siostry za bardzo mnie z niego wytrąca. Wiem, że dopóki problem nie zniknie, nie zaznam całkowitego spokoju, ale odcinając się od niego w jakiś sposób ten spokój sobie zapewniam. Czy jest to dobry wybór, żeby zająć się sobą, czy jednak z racji, że sytuacja jest poważna, dobrze byłoby znów zapomnieć o sobie i wrócić do działań edukacyjnych i bycia terapeutą rodzinnym?
Problemy z relacjami rodzinnymi, zdrowiem dziecka i wpływem toksycznego środowiska na zdrowie
Witam. Moje pytanie, w zasadzie problem jest dość złożony, ale postaram się w skrócie określić problem. Mam problem w relacjach z matka i siostrą. Od zawsze ona była stawiana na piedestale, ja zawsze czolam się mniej ważna. Radziłam sobie i żyłam w świadomości trudno jest jak jest. Akceptowałam i znosiłam różne docinki i przede wszystkim wieczna krytykę. Nigdy nie postawiłam granicy. Wszystko zmieniło się gdy 4 lata temu urodziłam dziecko, przewartościowałam sobie wszystko i zaczelam dostrzegać, że tak naprawdę nadal jest w moim kierunku krytyka i co bym nie zrobila, jakbym się nie starała to jest zle. Czasem wręcz zostałam oceniana, jakbym wszystkim robila nie wiem jaka krzywdę. Ja zaczelam stawiać granice, że nie życzę sobie takiego traktowania i takiego oceniania. Moje relacje z siostrą calkiem ograniczyły się do minimum. Z matka podobnie. Dlatego też że jest dodatkowy problem. Moje dziecko jest chorowite, łapie byle co, ja zresztą podobnie. Wieczne infekcje wywracają nam życie, bo z mezem tak naprawdę wymieniamy się na zmianę w opiece bo nie mamy kogo prosić o pomoc. I największy problem, który spędza mi sen z powiek jest sytuacja. U mojej matki w domu- stary dom, panuje grzyb, przykry bardzo uciążliwy zapach. I tak naprawdę mam wrażenie że tylko mi i mojemu mężowi to przeszkadza. Było gdy mowilam matce o tym, że coś jest nie tak, że to się pogłębia, że ten zapach jest uciążliwy i że jest to niebezpieczne. Ona wręcz mnie wyśmiewa i nie rozumie problemu. A my po każdej wizycie u niej jesteśmy chore. W jedny roku moja córka wziela multum antybiotyków bo każda wizyta kończyła się infekcja która wogole nie ustępowała. Gdy próbowałam tłumaczyć to sytuacje, moja matka nie rozumie, twierdzi że wymyślam. Mojej siostrze chyba to nie przeszkadza i może ma inną odporność. I najgorszy problem zbliżające się święta. W tamtym roku zorganizowałam u siebie by nie przebywać u niej, tylko żeby wszyscy przyli do mnie. Ale oczywoscie było tylko krzywe patrzenie. Mialam odczucie, że nic nie pasuje, wszystko zle. I przeciez powinniśmy spędzać u niej. I w tym roku nie wiem co zrobić. Jestem w takiej rozterce że nie potrafię sobie poradzić. A jest to dla mnie tym bardziej cięższe bo od 3 tyg zmagam się z zapaleniem zatok, a moja córka wlansie też jest chora, i wiem że odwiedziny u niej skończą się źle, boje się że dostaniemy gorszego zapalenia, będąc świeżo bądź jeszxze w trakcie naszych infekcji. Naprawdę nie wiem co robić. Dodatkowo wspomnę że cierpię na nerwice i przerasta mnie ten problem, bo co bym nie zrobila będzie zle. Ale nie chce narażać dziecka na choroby. Proszę o jakos pomoc.
Poczucie winy i lęk przed odejściem od partnera uzależnionego. Dlaczego czuję wyrzuty sumienia? Jak sobie poradzić?
Co mam zrobić, by przestać czuć się winna tego, że chcę odejść od partnera, który jest uzależniony od alkoholu, hazardu i narkotyków? Chce ratować siebie i dzieci. Nie chce dłużej tak żyć, bo dzieci są małe jest ich 2 i za chwilę rodzi się 3. On nie pracuje. Nie dba o dzieci, nie dba o mnie nawet podczas mego pobytu w szpitalu. Mimo to ciągle mam poczucie winy, że chcę wychodząc ze szpitala odejść i niego wraz z dziećmi. Czuję jakbym go zostawiła ma pastwę losu, bo wiem, że zostanie bez dachu nad głową. Jak wyleczyć te poczucie winy, dlaczego czuję strach i boję się, że popełniam błąd. Wiem, że nie, ale tak bardzo boję się samotności, boje się, że pęknie mi serce jeśli okaże się, że szybko znalazł inną kobietę. Dlaczego się wgl tym przejmuję? Jak mam z tym walczyć?
Jak zainteresować półtoraroczne dziecko nowymi rzeczami? Ciężko zainteresować go jakąś zabawą
Dzień dobry , mam pytanie odnośnie mojego półtorarocznego synka . Tymuś jest bardzo żywym dzieckiem i wszędzie go pełno , rozumie rzeczy które do niego mówię ( podaj miseczkę , idziemy wstawiać pranie itp) wtedy wie co robimy . Niestety problem zaczyna się robić wtedy gdy chce go zainteresować jakąś zabawą , próbuje z nim układać klocki ale jak tylko mu pokazuje to bierze i nimi rzuca , kopie je, tak samo jest z puzzlami , jak kolorujemy kolorowanki , ruszy 2 razy kredką i również ją rzuca i sobie idzie . Tak jest z każdą zaproponowaną zabawą , za to bardzo lubi bawić się w kuchni i przesypywać różne rzeczy z pojemnika do pojemnika jak i przelewać wodę wtedy może tak siedzieć parę minut i bawi się sam ze sobą , lubi też obierać np cebulę , widzi jak ja to robię i sobie ją sam obiera . Wydaje mi się że on robi to co mu się już spodobało a nie chce poznawać nowych rzeczy .Chciałabym się dowiedzieć czy jest jakaś rada jak go zainteresować innymi rzeczami , może ja coś robię źle, czy z mój synek jest poprostu za mały i nie chce robić tego co ja próbuję mu pokazać . Już sama nie wiem co o tym myśleć . Martwi mnie to jego zachowanie bo u nas w rodzinie jest dziecko z autyzmem które ma 7 lat i obydwoje zachowują się tak samo ( wiem że moje dziecko jest jeszcze małe ale jakoś nie daje mi to spokoju ) Z góry dziękuję za odpowiedź
problemy wychowawcze

Problemy wychowawcze - jak je rozpoznawać i skutecznie rozwiązywać?

Problemy wychowawcze to powszechne wyzwanie dla rodziców. Zrozumienie ich przyczyn i skutecznych metod rozwiązywania jest kluczowe dla rozwoju dziecka. Oto praktyczne wskazówki pomagające radzić sobie z trudnościami wychowawczymi.