Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Przyjaciel zablokował mnie nagle na dwóch komunikatorach bez podania powodu

Przyjaciel zablokował mnie nagle na dwóch komunikatorach bez podania powodu ani bez pożegnania. Znaliśmy się osiem lat. Mieszkamy 500 km od siebie. Była to głównie internetowa przyjaźń ale spotkaliśmy się w zeszłe lato na żywo w moim mieście i spędziliśmy trochę czasu razem. Nie będę pisać szczegółowo jak to wyglądało, ale mniej więcej było to tak, że początkowo myślałam, że to może jakaś pomyłka, czy awaria, dlatego napisałam na drugim komunikatorze. Po tym jak się już upewniłam, że celowo to zrobił, już się nie próbowałam z nim kontaktować się na innej platformie, w inny sposób, bo było mi bardzo przykro. Nawet płakałam. Minęło około dwa miesiące i od tej pory nie skontaktował się ze mną. Byłam bardzo smutna przez pierwsze tygodnie. Pierwsza myśl, gdy się budziłam rano to rozmyślałam o tej sytuacji. Było to bardzo duże rozczarowanie i szok, że mógł w ten sposób postąpić. Nie spodziewałam się tego. Nie pokłóciliśmy się ani nic takiego. Normalnie rozmawialiśmy, pisaliśmy i nagle takie coś. Teraz też nieraz czuję się smutna, mimo, że minęło trochę czasu. Są takie dni, gdy jestem zajęta czymś innym, spotykam się ze znajomymi, jeżdżę na wycieczki itp i wtedy jestem radosna. Ale mam również takie dni, że mi się on przypomina i znowu czuję smutek. Chciałabym o tym nie myśleć, ale nie potrafię zapomnieć tego i przeboleć. Jak mam zwalczyć ten smutek? I czy mam się go pytać o powód czy lepiej do niego nie pisać? I czy to oznacza, że już nie jesteśmy przyjaciółmi?
Lidia Kotarba

Lidia Kotarba

Dzień dobry, 
widzę, że bardzo przeżywa Pani tę sytuację i jest trudno Pani to poukładać samej. Musi to być bardzo trudne w tak niezrozumiałej sytuacji. Myślała Pani kiedyś o skorzystaniu ze wsparcia psychologa? Wydaje mi się, że takie spotkania pomogłyby Pani w bezpiecznej atmosferze przyjrzeć się tej sytuacji i temu, jak się Pani czuje. Ze względu na to, że ten smutek towarzyszy Pani od dwóch miesięcy nie warto tego bagatelizować. Powodzenia!

Pozdrawiam, 

Lidia

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Waszak

Katarzyna Waszak

Dzień dobry! 

To zrozumiałe, że towarzyszą Pani takie uczucia. Przeżywa Pani stratę - utratę relacji z bliską osobą, to tak jakby żałobę, a w niej są różne fazy: od niedowierzania, przez złość, smutek, dopiero po jakimś czasie jest akceptacja sytuacji. Wiem, że to trudne, ale ważne jest danie sobie prawa do tych emocji, do przeżycia ich, aż się wyciszą. 

Warto pomyśleć o osobach, z którymi może Pani porozmawiać o swoim smutku. W razie potrzeby zachęcam do kontaktu z psychoterapeutą, aby mógł potowarzyszyć Pani w przeżywaniu straty. Pozdrawiam

Magdalena Bilińska-Zakrzewicz

Magdalena Bilińska-Zakrzewicz

Dzień dobry, 

to przykre doświadczenie jest o tyle trudne, ze nie rozumie Pani tego, co się stało i nie ma Pani wpływu na to, jak zachowuje się „przyjaciel”. Musi Pani przezywać wiec dużo bezsilności, rozczarowania, złości i smutku w związku z tym jak postąpił. Ponieważ Pani obniżony nastrój trwa już 2 miesiące warto rozważyć spotkanie z psychologiem - czasem nawet jedna konsultacja pozwala poukładać mysli i uczucia i przynosi dużo ulgi. Pizdrawiam Magdalena Bilinska Zakrzewicz 

Zobacz podobne

Wyprowadzka w planach, ale obawiam się, że zostanę sama - nie będę miała do kogo wrócić.
Jestem w nietypowej sytuacji. Poznałam faceta, myślę nad wyprowadzką, chciałabym w końcu jakoś ułożyć życie. Jednak coś stoi na przeszkodzie- moje obawy - on mieszka prawie 500 km od mojego domu rodzinnego. Ja bardzo chce się stąd wynieść, zacząć wszystko "od nowa", rodzina mnie wykańcza, jest toksyczna, ciągle kłotnie, dyskryminacja mnie na każdym kroku. Chciałabym ograniczyć kontakt do minimum i odetchnąć z ulgą, żyć bez nerwów, myślą, że jestem nikim. Boje się tego, że jednak " swoje to swoje" tam będę miała tylko partnera, nikogo nie znam tak naprawdę. Mam cały czas strach przed podjęciem tego kroku wyprowadzki, że jednak może nam się nie uda, że każdego dnia nawet po 2-3 latach on może wyrzucić mnie na bruk. Nie będę miała do kogo już wrócić. Też była sytuacja, byłam w szpitalu po 2 dniach było ciężko być samej z dala od rodziny. Gdy dzwonili napływały łzy do oczu, czułam jakby taką samotność. Nie wiem czy umiałabym sobie z tym poradzić przy takiej odległości, jednak wizyty rodziny nie byłyby częste i jak zaryzykować, by w końcu ułożyć to życie?
Kocham przyjaciółkę, chciałbym z nią być. Boję się jednak odejść od obecnej partnerki. Czy naprawdę kocham przyjaciółkę, czy to skutek przemijającego braku kontaktu?
Mam poważny problem. Jestem w długoletnim związku. Ostatnio zacząłem kręcić ze swoją najlepsza przyjaciółką i wyznałem jej uczucia, że skrycie się w niej kocham. Po czasie odwzajemniła uczucie i zostawiła swojego partnera. (Było to około 4 miesiące temu). Na tą chwilę z przyjaciółką nie mam kontaktu, bo nie potrafię odejść od obecnej partnerki. Strach przed złamaniem jej serca jest bardzo silny i nawet jak sobie wymyślę przez cały dzień jak to rozegrać to finalnie jak się zobaczymy w domu to nie jestem w stanie nic wydusić. Naprawdę jestem zakochamy w przyjaciółce i nie chce jej stracić na zawsze, ale nie umiem podjąć tego istotnego kroku. Dodatkowo przez okres, który nie rozmawiamy (kilka dni) zacząłem się zastanawiać czy tak bardzo brakuje mi jej tylko ze względu na przyjaźń i rozmowy codzienne, czy z samych uczuć. Pomocy
Czy moje życie romantyczne odbiega od normy? Introwertyczność i nieśmiałość w relacjach
Dzień dobry! Jestem 25-letnią kobietą z niepełnosprawnością, prawdopodobna neuroatypowością (nie diagnozowałam się jeszcze, bo sytuacja finansowa mi nie pozwalała i jeszcze jakiś czas pozwalać nie będzie) i chorobą przewlekłą. Jestem introwertyczna, nieśmiała, spokojna, wrażliwa i empatyczna, szczególnie do ludzi z niepełnosprawnościami i chorobami, ale też trochę zakompleksiona przez swoją chorobę i niepełnosprawność. Od wieku nastoletniego w relacjach z płcią przeciwną jestem (wcześniej nie miałam żadnych problemów w relacjach z płcią przeciwną, wręcz przeciwnie - wolałam jako dziewczynka towarzystwo chłopców niż dziewczynek, bo lepiej się z nimi dogadywałam) aż za bardzo ostrożna i efekt jest taki, że w zasadzie nigdy nie miałam partnera, czy nawet chłopaka. Już jako nastolatka skupiałam się raczej na nauce i na inwestowaniu w siebie, bo to była rzecz, w której jestem dobra, efekt jest taki, że w tym roku kończę dobre i wymagające studia - lekarski. Nie wiem, czy to normalne, ale nigdy nie jarały mnie wyskoki typu palenie, picie (zdrowie - biorę na stałe leki, mój stan zdrowia stopniowo się pogarsza, do dziś dbam o zdrowie jak tylko mogę i często chodzę po lekarzach, żeby mieć w miarę dobre samopoczucie i się trzymać, więc z tym nigdy nie eksperymentowałam i nie eksperymentuję), czy imprezowanie, nigdy nie byłam stadna, raczej od końca podstawówki trzymałam się na uboczu. Kompletnie nie rozumiałam też nastoletnich „motyli w brzuchu” (a potem szybki związek, szybki seks, eksperymentowanie - jasne, miałam wtedy kilka cichych zauroczeń, ale już wtedy rozumiałam, że zauroczenie to nie jest miłość i że często ono szybko stygnie kiedy przychodzi codzienność i porządnie poznamy drugiego człowieka) i do tej pory w pewien sposób nie rozumiem szybkich związków opartych na zauroczeniu, które miały być do grobowej deski, jeszcze z ładną instagramową oprawą, a które przy pierwszej trudnej sytuacji się rozpadają - w sumie to wtedy patrzałam na to jak na trochę niedojrzałość obu stron, ale takie związki w wieku nastoletnim to może nie wiem, element czy etap rozwoju emocjonalnego, który u mnie z jakichś powodów nie wystąpił? W zasadzie już od wczesnej młodości od związku oczekiwałam nie tylko partnerstwa romantycznego (wiadomo, sprawy romantyczno-erotyczne to dla mnie też bardzo ważna część związku, bo nie jestem osobą aseksualną), ale też intelektualnego - żeby partner podzielał moje zainteresowania i żeby było zawsze o czym porozmawiać i żeby się wspierać kiedy przyjdzie trudny moment. Nie miałam od liceum też dużego prywatnego kontaktu z mężczyznami - w klasie miałam 5 chłopaków, 4 zajętych i 1 gej. Na studiach taka sama proporcja - na grupę seminaryjną dosłownie kilku chłopaków, wszyscy zajęci i także 1 gej (w 6-osobowej grupie klinicznej miałam same dziewczyny, w parze klinicznej jestem z koleżanką, z którą kumpluje się od 1 roku w sumie najbardziej, poznałyśmy się na forum dotyczącym rekrutacji na studia). Nie mam też starszego ani choć w przybliżonym wieku kuzynostwa ani rodzeństwa, bo jestem najstarsza i to dużo od nich starsza - może gdybym miała miałabym troszkę inny tryb życia, bo miałabym większy kontakt prywatnie z większą liczbą osób starszych lub w zbliżonym wieku poznanymi przez nich? Od końca liceum jednak coraz częściej odczuwam, obserwując rówieśników, którzy są już w poważnych związkach/po ślubach/ mają dzieci albo już poważne związki niedawno skończyli, że chyba coś jest ze mną nie tak i czuję się jakaś zacofana w tych kwestiach i myślę, że przetraciłam swoje najlepsze lata na takie rzeczy i że coś ważnego mnie ominęło. Dodam jeszcze tylko, że nie miałam emocjonalnie nieobecnych i niedojrzałych rodziców rodziców, którzy mieli że tak powiem większościowy tryb życia (młodo związek, młodo ślub, szybko dziecko) którzy nie są zbytnio zadowoleni z mojego trybu i mają to za lenistwo. Prosiłabym o poradę co najlepiej żebym z tym zrobiła i czy coś faktycznie jest ze mną nie tak. Dziękuję z góry za odpowiedzi!
Jak zerwać toksyczny kontakt z przyjaciółką po 9 latach znajomości?

Dzień dobry,

Mam problem, chcę zerwać kontakt z moją przyjaciółką. 

Znam ją 9 lat i jest to trudne, bo obie się ranimy nawzajem. 

Ja zaczęłam, niestety nie schowałam języka za zębami i się wyglądałam. Bardzo mi było przykro z tego powodu i ją przepraszałam, ale od tego momentu się wiele zmieniło i się kłócimy cały czas. Ona też mnie rani, nie chce się zmienić, choć ja się zmieniam - tak mi się wydaje. 

Czy ja dobrze robię, że ja chce zerwać z nią kontakt ?

Czy to manipulacja? Rozterki przed wyjazdem z partnerem

Hej! 

Dwa miesiące temu zapytałam partnera, czy pojedziemy na jarmark we Wrocławiu. Zgodził się, już wcześniej wspominał, że chciałby tam jechać. Połączyłam ten wyjazd z Warszawą (mam tam darmowy nocleg), dwa dni tu a dwa dni tutaj. 

Zapytałam, czy on weźmie na siebie koszt transportu i noclegu, a ja jedzenie i wejściówki. Zgodził się. 

Wiedziałam, że ma problemy finansowe, że są teraz słabsze miesiące. Kilka razy poruszałam temat wyjazdu, pytałam, czy sprawdzał ceny noclegów, czy nie lepiej wcześniej, żeby było taniej. Zawsze odpowiadał "ok","w porządku" i ciężko było ustalić coś dokładniej, ale cały czas słyszałam "że na spokojnie" i "że zobaczy jak z wypłatą". Tydzień przed wyjazdem, kiedy miałam podać dyspozycje do pracy, zapytałam, jaką mam podać, bo nadal nie padły konkretne daty - nagle się okazało, że partner wcale nie chce jechać. Że po co, że on i tak będzie zmęczony, że dwie godziny pochodzimy i już nic nie będzie, że on ma największe koszty a ja prawie nic, że pojedziemy "bo ja tak chcę", "że cała wypłata pójdzie na wyjazd i nie będzie miał nawet na jedzenie". Pokłóciliśmy się a teraz on pyta "czy jedziemy i że to moja decyzja". Nie mam ochoty na to, czując się winna, ale przez ostatnie dwa miesiące nie mogłam się doczekać, robiłam już plany gdzie iść i co robić. Czuję, że z jego strony to zwykła manipulacja, żebym to ja odwołała wyjazd i żeby to z mojej winy się nie odbył, bo "przecież się zgodził pojechać". 

Nie wiem, co mam zrobić w tej sytuacji, czuje się niesprawiedliwie, bo próbowałam rozmawiać wcześniej na ten temat.

Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.