
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Przyjaciel...
Przyjaciel zablokował mnie nagle na dwóch komunikatorach bez podania powodu
K.H
Lidia Kotarba
Dzień dobry,
widzę, że bardzo przeżywa Pani tę sytuację i jest trudno Pani to poukładać samej. Musi to być bardzo trudne w tak niezrozumiałej sytuacji. Myślała Pani kiedyś o skorzystaniu ze wsparcia psychologa? Wydaje mi się, że takie spotkania pomogłyby Pani w bezpiecznej atmosferze przyjrzeć się tej sytuacji i temu, jak się Pani czuje. Ze względu na to, że ten smutek towarzyszy Pani od dwóch miesięcy nie warto tego bagatelizować. Powodzenia!
Pozdrawiam,
Lidia
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Katarzyna Waszak
Dzień dobry!
To zrozumiałe, że towarzyszą Pani takie uczucia. Przeżywa Pani stratę - utratę relacji z bliską osobą, to tak jakby żałobę, a w niej są różne fazy: od niedowierzania, przez złość, smutek, dopiero po jakimś czasie jest akceptacja sytuacji. Wiem, że to trudne, ale ważne jest danie sobie prawa do tych emocji, do przeżycia ich, aż się wyciszą.
Warto pomyśleć o osobach, z którymi może Pani porozmawiać o swoim smutku. W razie potrzeby zachęcam do kontaktu z psychoterapeutą, aby mógł potowarzyszyć Pani w przeżywaniu straty. Pozdrawiam
Magdalena Bilińska-Zakrzewicz
Dzień dobry,
to przykre doświadczenie jest o tyle trudne, ze nie rozumie Pani tego, co się stało i nie ma Pani wpływu na to, jak zachowuje się „przyjaciel”. Musi Pani przezywać wiec dużo bezsilności, rozczarowania, złości i smutku w związku z tym jak postąpił. Ponieważ Pani obniżony nastrój trwa już 2 miesiące warto rozważyć spotkanie z psychologiem - czasem nawet jedna konsultacja pozwala poukładać mysli i uczucia i przynosi dużo ulgi. Pizdrawiam Magdalena Bilinska Zakrzewicz

Zobacz podobne
Jestem w długoletnim związku, niebawem stuknie nam 17 lat. Poznaliśmy się, gdy mieliśmy 21 lata i obłędnie w sobie zakochaliśmy. Dwa lata później byliśmy rodzicami.
Nie jesteśmy w związku małżeńskim. Jak to w relacji bywało różnie, ale nigdy tak źle, jak jest teraz.
W ostatnim czasie odczuwałam, że jest dobrze. Nie zauważyłam niczego niepokojącego. Podkreślę, że moja inteligencja emocjonalna jest rozwinięta. Nie mam trudności w interpretacji intencji, zachowań i emocji ludzi. Kilka miesięcy temu mój partner oznajmił, że jego uczucia się zmieniły i trwa to od dawna.
Nie jest to związane z inną kobietą. Jestem zagubiona, nic z tego nie rozumiem, czuję, że nic nie mogę zrobić. To nie jest ani rozstanie, ani bycie razem. Utknęłam i ciężko mi się oddycha, gdy tylko o tym myślę. Podkreślę, że rozmowy przychodzą nam bardzo trudno i niewiele wnoszą, bo mój partner nie wie co dalej, co czuje. Łatwizna tak nie wiedzieć. Ja w tym wszystkim czuję, jakbym kochała i nie kochała jednocześnie. Jakbym chciała i nie chciała być w związku jednocześnie. Czasami myślę, że gdy odszedł i wziął odpowiedzialność za brak wcześniejszej komunikacji o tym, że coś jest nie tak, a także za decyzję, że nie włoży pracy w prawdziwą pielęgnację relacji, byłoby mi lżej. Jestem bardzo zmęczona. Jakbym miała powiedzieć, jak się czuję, to czuję kompletną bezsilność. Nie mam wpływu na poprawę mojego stanu emocjonalnego. To bardzo zasmucające. Jestem na siebie zła, że uwierzyłam w to, co widziałam.
Jestem na siebie zła, że z wyrozumieniem trwam w tym, co jest teraz, choć mogłabym już wracać do siebie po stracie.
Im dalej tym mam mniej siły, wiary i chęci, by to ratować.
Jestem w związku z partnerem od 10 lat z półroczną przerwą.
Mam paniczny strach, że partner mnie zdradzi. Utrzymuje kontakt z koleżankami, piszą przez komunikatory społeczne. Widujemy się na weekend tylko. W ciągu tygodnia napiszemy sobie parę wiadomości: dzień dobry, jak się czujesz, czy wszystko ok. Z koleżankami partner potrafi pisać cały dzień. Na tym podłożu mamy cały czas spięcie, awantury. Partner myśli o rozstaniu, bo ja go ograniczam, kontroluję - to tylko pisanie, nie zdradza mnie -> tak się tłumaczy. Jestem na załamaniu nerwowym, co robić, co myśleć, jak postępować?
Od 2 lat jestem w separacji z mężem i poznałam nowego partnera. Na początku było ok ,ale mój nowy partner zadal ode mnie żebym rozwiodła się jak najszybciej. Podejrzewam ze chodziło mu o pieniądze której miała dostać od byłego męża ,w momencie rozwodu, które jak sadze pomogły by mu, bo jego firma prawie bankrutowała. Były tez inne sytuacje które mnie niepokoiły. Po kłótni z była zona o alimenty, pod wpływem alkoholu partner zaczął mi wysyłać okropne meile, wyzywać, życzyć śmierci. Kiedy pierwszy raz otrzymałam od niego te wiadomość, byłam w takim szoku ,ze zabrało mi kilka dni żeby przyjść do siebie. Przeprosił wybaczyłam, ale sytuacje się powtarzały, kłótnie, karanie cichymi dnia za brak zgody na intymność. Raz nagle napisał mi ze chce umrzeć, ze ma bardzo poważne problemy finansowe i emocjonalne i nie chce mnie w to wciągać, kazał żebym go zostawiła. Prawie wezwałam policje bo obawiałam się ze targnie na własne życie. Po rozmowie okazało się ,ze była zona nie zgodziła się wysyłać syna bo córki doniosły matce ,ze był pisany cały weekend. Ten związek zaczął przypominać moje małżeństwo, nigdy nie wiedziałam jaka będzie jego reakcja. Raz wszystko było dobrze, za chwile drama, nie wiadomo z jakiego powodu. Każde spotkanie kończyło się przesłuchaniem, jakie są postępy w sprawie rozwodu. To sprawiło ze przestalam spieszyć się z rozwodem, pomimo ze nowy partner naciskał na to i postanowiłam nie iść z byłym mężem na ugodę, na tylko zabezpieczyć swoje sprawy dla przyszłości siebie i dziecka, bo zaczęłam mieć przeczucie ze na nowego partnera nie mogę liczyć. Potem stało się cos, co przelało czarę. Byłam w domu z dzieckiem, a mój partner zazadam żeby nagralam film erotyczny. Oczywiście się nie zgodziłam i powiedziałam ze wszystko skończone. Zerwałam kontakt. Po 2 miesiącach przyslam mi zaproszenie na ślub. Pogratulowałam i myślałam ze sprawa załatwiona, ale się myliłam. Napisał mi ze skoro ja nadal jestem mężatka ,to teraz i on będzie żonaty i chce żebyśmy kontynuowali nasze spotkanie. On twierdzi ze mówił mi ze nie mogl być sam, podejrzewam ze trudno było mu poradzić bez kobiety w domu i finansowo, a mój rozwód się przedłuża wiec on się ożeni i będziemy będziemy kontynuować nasza znajomość jak dawnie. Nęka mnie meila. Pisze ze zawsze będę jego ku××a, ze nic mi nie pomoże. Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić? Boje się ze on jest niezrównoważony? czy w przypadku jeśli się nie uspokoi powinnam zgłosić się na policje? proszę o pomoc bo jestem z tym wszystkim sama.

