
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Przyjaciel...
Przyjaciel zablokował mnie nagle na dwóch komunikatorach bez podania powodu
K.H
Lidia Kotarba
Dzień dobry,
widzę, że bardzo przeżywa Pani tę sytuację i jest trudno Pani to poukładać samej. Musi to być bardzo trudne w tak niezrozumiałej sytuacji. Myślała Pani kiedyś o skorzystaniu ze wsparcia psychologa? Wydaje mi się, że takie spotkania pomogłyby Pani w bezpiecznej atmosferze przyjrzeć się tej sytuacji i temu, jak się Pani czuje. Ze względu na to, że ten smutek towarzyszy Pani od dwóch miesięcy nie warto tego bagatelizować. Powodzenia!
Pozdrawiam,
Lidia
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Katarzyna Waszak
Dzień dobry!
To zrozumiałe, że towarzyszą Pani takie uczucia. Przeżywa Pani stratę - utratę relacji z bliską osobą, to tak jakby żałobę, a w niej są różne fazy: od niedowierzania, przez złość, smutek, dopiero po jakimś czasie jest akceptacja sytuacji. Wiem, że to trudne, ale ważne jest danie sobie prawa do tych emocji, do przeżycia ich, aż się wyciszą.
Warto pomyśleć o osobach, z którymi może Pani porozmawiać o swoim smutku. W razie potrzeby zachęcam do kontaktu z psychoterapeutą, aby mógł potowarzyszyć Pani w przeżywaniu straty. Pozdrawiam
Magdalena Bilińska-Zakrzewicz
Dzień dobry,
to przykre doświadczenie jest o tyle trudne, ze nie rozumie Pani tego, co się stało i nie ma Pani wpływu na to, jak zachowuje się „przyjaciel”. Musi Pani przezywać wiec dużo bezsilności, rozczarowania, złości i smutku w związku z tym jak postąpił. Ponieważ Pani obniżony nastrój trwa już 2 miesiące warto rozważyć spotkanie z psychologiem - czasem nawet jedna konsultacja pozwala poukładać mysli i uczucia i przynosi dużo ulgi. Pizdrawiam Magdalena Bilinska Zakrzewicz

Zobacz podobne
Dzień dobry, proszę o opinię, ponieważ nie wiem co robić. Jestem od 5 lat w bardzo udanym związku (mamy po 25 lat), od ponad 2 jesteśmy narzeczeństwem i od tego czasu mieszkamy razem w moim domu rodzinnym z moimi rodzicami. Sytuacja zaczęła być napięta jakieś 3 miesiące temu ( od tego czasu są kłótnie głównie o jego albo moich rodziców), kiedy mój partner stwierdził, że chce wynająć mieszkanie w pobliskim mieście. Aktualnie oświadczył, że ma umówione spotkanie na podpisanie umowy najmu, że bardzo chce, żebym szła z nim, ale mnie nie zmusza (jednak sam podjął decyzję, ponieważ mówi, że na mnie nie może czekać, że ja nie chcę odciąć pępowiny od rodziców). Jest to po części prawda, ponieważ dom jest duży, mamy możliwość oddzielenia pięter i życia na poziomie. Wynajęcie mieszkania wiąże się z dużymi kosztami (jest to mieszkanie, które trzeba urządzić od a do z, dodatkowo znajduje się dwa piętra od jego rodziców w tym samym bloku, co uważam za lekką hipokryzje). Dodam, że aktualnie studiuję i w niedalekiej przyszłości planuje zmienić pracę co sprawia, że mam duże obawy czy damy sobie radę. Moi rodzice z jednej strony mnie wspierają, z drugiej sa przeciwni wyprowadzce ( uważają, że to bezsensowne skoro mam dom na własność, a tak będę większość życia siedziała na "nieswoim"). Z jednej strony chce iść za narzeczonym, bo przez te 5 lat dobrze nam się żyło, jest to mój najlepszy przyjaciel, dobrze mnie traktuje, ale zaświeciła się czerwona lampka, że chce sobie iść trochę nie patrząc na mnie, tym bardziej, że w ostatnim okresie przeżywam jakoś kryzys, na wszystko reaguje strachem, płaczem, czuję, że jestem nie w tym miejscu, w którym chciałam być, z drugiej strony nie wiem co chce w życiu robić i co zmienić. Chciałabym mieć swój mały dom, moi rodzice by nam pomogli, jednak on nie chce pomocy- chce brać kredyt i to jeszcze na mieszkanie. Jestem trochę między młotem a kowadłem. Z jednej strony chce zostać w sumie rodziców, z drugiej nie chce stracić partnera.
