
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Kryzys w...
Kryzys w małżeństwie - nie umiem funkcjonować przez stres, że stracę rodzinę.
Nikola
Anna Szentak
Dzień dobry, jeżeli coś niepokojącego dzieje się w relacji między Panią a mężem z pewnością wywołuje to stres. Czy jest to sytuacja do naprawy, czy jest to czas rozstawania się? Może warto pójść razem porozmawiać z psychoterapeutą, o tym co się dzieje, co można ocalić, a z czym się zacząć rozstawać? Albo pójść samej. W trudnym momencie warto mieć wsparcie i ogląd sytuacji kogoś postronnego. Być może rozstanie się Pani z mężem i to może Panią przerażać, ponieważ jest Pani na tu i teraz. Trudno pewnie myśleć o sobie, jak będzie Pani żyła w przyszłości, choć można spróbować zarysować scenariusze. To może Panią trochę uspokoić. Być może nie utraci Pani relacji z rodziną, ale po prostu one zmienią się. Zachęcam do sięgnięcia po wsparcie psychoterapeuty, który pomoże Pani ogarnąć strach i wspólnie zastanowić się co dalej. Pozdrawiam
Anna Szentak
psychoterapeuta
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Justyna Czerniawska (Karkus)
Dzień dobry,
zastanawia mnie co jest powodem trudności w relacji małżeńskiej? Czy coś się wydarzyło, że pojawia się strach o rozpad małżeństwa, czy może po prostu pojawiają się natrętne myśli dotyczące zakończenia relacji? Jeżeli uciążliwych objawów jest dużo, zarówno tych fizycznych jak i psychicznych, i nie umie Pani sama poradzić sobie z nimi być może warto zaczerpnąć porady psychologa lub psychoterapeuty.
Pozdrawiam serdecznie,
Justyna Karkus - psycholog, psychoterapeuta
Joanna Łucka
Dzień dobry,
Pani Nikolu, rozumiem, że jest Pani ostatnio zestresowana i zmartwiona swoją sytuacją życiową. Zarówno Pani ogólne nastawienie i nastrój mają wpływ na związek, jak i związek ma wpływ na Pani funkcjonowanie. Przy wielu zadaniach i zmartwieniach taki układ może stworzyć obieg zamknięty, w którym zaczyna brakować świeżego powietrza.
Tą metaforą chciałabym zachęcić Panią do zaczerpnięcia wsparcia w postaci konsultacji psychologicznej lub psychoterapeutycznej - jest to możliwe na NFZ (proszę poszukać tu:https://pacjent.gov.pl/artykul/psychoterapia lub tu:https://czp.org.pl/#mapa) , prywatnie np. umawiając się poprzez ten portal lub w formie jednorazowej darmowej wizyty, które oferowane są u niektórych specjalistów na tej stronie.
Pozostanie w obawach, niepewności i poczuciu, że Pani dotychczasowa rzeczywistość ulega zmianom bez Pani realnego wpływu jest przykrym scenariuszem, któremu można spróbować zaradzić korzystając ze wsparcia psychologicznego. Historia i doświadczenie, jakie Pani opisuje, zdają się mieć wiele elementów i intymnych fragmentów, które nie sposób przedstawić w wiadomości i omówić na forum. Dlatego sądzę, że potrzebuje Pani spokojnego wysłuchania w czasie indywidualnego spotkania.
Życzę Pani wszystkiego dobrego i ślę dużo sił!
Pozdrawiam serdecznie
Joanna Łucka
psycholożka
Klaudia Kalicka
Dzień dobry,
Jest Pani w kryzysie małżeńskim i to, czego Pani doświadcza to związane z tym objawy.
Czy są Państwo zdecydowani na rozstanie? Jeśli oboje nie chcecie jeszcze kończyć relacji może warto rozważyć terapię małżeńską?
Jeśli jednak, któraś ze stron decyduje się na rozstanie - należy to uszanować. Można wtedy skorzystać ze wsparcia indywidualnego, aby wesprzeć się w procesie rozstania i zmiany, nauczyć się żyć w nowej rzeczywistości.
Jeśli mogę być jeszcze jakoś pomocna - pozostaję do dyspozycji.
Pozdrawiam serdecznie
Klaudia Kalicka
Agnieszka Wloka
Dzień dobry
Pani Nikolu, napisała Pani o rozwodzie, a zaraz potem o tym, że nie ma Pani siły być żoną. Myślę sobie, że ma Pani duże zamieszanie w głowie - dobrze to posegregować. Dać sobie czas na troszkę medytacji, wyciszenia, czasu na przeanalizowanie zysków i strat z Waszego związku.
Jest Pani w trudnym momencie życia, więc przede wszystkim potrzeba AKCEPTACJI SIEBIE - jeśli czuje się Pani rozbita - trzeba odpocząć, odsunąć nieco obowiązki, może poprosić o wsparcie kogoś bliskiego w codziennych obowiązkach.
Ja też serdecznie zapraszam do kontaktu i przerobienia tematu z psychologiem.

Zobacz podobne
W październiku tamtego roku, siedziałam z moimi koleżankami na stołówce, gadałyśmy o moim ówczesnym chłopaku, który mi się podobał. Wtedy wszedł tam też on, nazwijmy go Mateusz.
Wszedł ze swoimi kolegami na stołówkę, mieliśmy krótki kontakt wzrokowy, wtedy ja się skuliłam. (Ponieważ, słyszałam plotki, że jest babiarzem, no nie zbyt dobry typ chłopaka) Oni to zauważyli, bo chwilę później podbił do mnie i zapytał się, czy chodzę z jakimś chłopakiem (miał tak samo na imię jakiś przyjęliśmy czyli Mateusz) i chwilę z nim dyskutowałam, taka wymiana zdań, że "nie jestem z nim" "nie no jesteś" i tak dalej. Aż przerwał to jego kolega, który z resztą jego grupy stał za nim i powiedział mu, że mnie z kimś pomylił "Stary, ale to nie ona" wtedy odszedł.
Ja wraz z dziewczynami się z tego śmialiśmy i miałyśmy "laga", ale wróciliśmy do rozmowy o wcześniejszym chłopaku. I po tym jak powiedziałam "Dobra, to wróćmy do rozmowy o moim crushu" długo nie minęło, jak znowu do nas podszedł i usiadł na miejscu wolnym obok mnie. Chciał posłuchać, o czym gadamy (i tutaj nie wiem, czy on słyszał, że powiedziałam to o moim crushu czy nie). Moje koleżanki go jednak wyrzuciły, (chociaż on nie chciał, odchodzić) ponieważ ja byłam w za dużym szoku. Potem jak już zbuczany przez swoich kolegów odszedł, ja z dziewczynami obgadałam to i poszłyśmy pod naszą salę na górze.
Jak się okazało, on też już tam był i latał z góry na dół, ciągle się na mnie patrząc. Podobno zapytał jeszcze mojego kolegi z klasy jak się nazywam - co już było hitem. Po kolacji wychodziłam z dziewczynami ze stołówki (mieszkam z nim razem w internacie) On z kolegami siedział na kanapie, ja jako, że jestem osobą czasami nadzwyczaj śmiałą, to pomachałam do niego, a on na mnie warknął, i wiem jak to brzmi, ale naprawdę sama byłam w szoku. Kolejna sytuacja z kolacją to było jak, ja na nią nie poszłam. A on czekał na mnie tam godzinę, i jak moja koleżanka na głos tak, żeby słyszał, powiedziała, że już idę, to zaczął się poprawiać i od razu się wyprostował. Pod koniec grudnia, jeszcze przed przerwą świąteczną, do naszej szkoły przyjechali Izraelczycy, i jeden z nich z którym się dogadaliśmy. Powiedział nam, że jeśli mamy problem ze swoimi miłościami, to może nam pomóc je zdobyć, więc dziewczyny kazały mi iść po Mateusza. Tak też zrobiłam. Spotkałam go na stołówce, jak wiązał buta, ja podeszłam do niego i zapytałam "Hej, pójdziesz ze mną na chwilę gdzieś" lub coś takiego, na co on kazał mi poczekać i od razu poszedł za mną, co mnie zaskoczyło, bo odpowiedział mi nawet miło, bez problemu i w ogóle. Podczas gdy gadał z tym izraelczykiem, ja stałam obok - i dowiedziałam się, że ma dziewczynę z innego miasta i szczerze przyznam, byłam lekko załamana. Jak się później jeszcze okazało co do tej dziewczyny, był z nią, już w czasie jak zaczął mnie "podrywać" co obrzydziło mnie do niego i zapomniałam o nim. Jednak wrócił, bo zerwali i to było niedługo (nie no tak z prawie 4 tygodnie do 5) po tym, jak się dowiedziałam, że z kimś jest. Sytuacja z niedawna. Moje koleżanki postanowiły siąść przy nim na kolacji, dosłownie stolik obok. Akurat tak się zdarzyło, że wybrały mi miejsce idealnie tak, że on mógł patrzeć na mnie a ja na niego. I patrzył się prawie ciągle, jak odchodziłam od stolika, również nie obeszło się bez spojrzenia na mnie i to takim idącym po mnie. Jak jego kolega chciał zostać i zjeść na swoim miejscu, dalej od naszego stolika to on nalegał, żeby ściąć tam, gdzie wcześniej, do tego zmienił pozycję i siadł na wprost okien też także mnie. Gdy wychodziłam z kolacji, to mijałam się z nim i centralnie zjechał mnie wzrokiem, tak się dziwnie popatrzył.
Czy ktoś mi może pomóc, co ja mam zrobić z tym chłopakiem, czekać, odpuścić, zagadać nie wiem i co on ma na myśli, robiąc takie coś? Podoba mi się bardzo i nie chciałbym Tego zostawiać, ale nie jestem za chętna już do prawie 5-miesięcznego czekania
W marcu 2024 r. mąż, z którym w maju 2025 r. minie nam po ślubie 16 lat (razem ponad 20), wyrzucił mnie z domu. Powód? Nadużywałam alkoholu. Jestem już po odwyku — ponad rok.
W tym czasie mój kochany mąż zabawiał się bardzo dobrze — niby ze swoją koleżanką z pracy (nadal razem pracują). Przez jakiś czas do niczego się nie chciał przyznać, dosyć często unikał rozmów na temat tej kobiety, a kiedy podpytywałam — popadał w agresję słowną.
Zaczął zapewniać, iż żałuje relacji z tą kobietą, że tylko przez miesiąc utrzymywał z nią kontakt po pracy, ponoć tylko rozmawiali o pracy, do niczego nie doszło. Zapewniał, iż nigdy mnie z żadną kobietą nie zdradził — nawet z nią.
Kobiecie — bez mojej zgody — podał mój numer telefonu, żeby ona mogła mi udowodnić, iż nic ich nie łączyło, że do niczego nie doszło.Od tej sytuacji mąż coraz częściej zaczął być wobec mnie bardzo dziwny. Zaczął chcieć więcej seksu, nawet podczas miesiączki. Zaczął kupować drogą biżuterię, kwiaty i dawać mi sporą gotówkę, twierdząc, iż na to zasługuję.
Kiedy powiedziałam, że biorę antydepresanty i leki na uspokojenie (hydroksyzynę), uspokoił się — choć nadal twierdził, iż to ze mną jest coś nie tak, a z nim wszystko jest OK. Zaproponowałam, aby poszedł do psychologa czy psychiatry — stwierdził, iż jest zdrowy i że mu nie potrzeba. Na terapiach małżeńskich był dwa razy — stwierdził, że sami powinniśmy dojść do sedna sprawy.
Mąż tak po prostu nagle zaczął wysyłać, będąc w pracy, swoje nagie zdjęcia do mnie. Sądzi, że nawet moje zdjęcia, kiedy mu wysyłam, podniecają go. Utworzył w telefonie nawet album z moimi nagimi zdjęciami. Ciągle zapewnia, że kocha tylko mnie, że nikt inny, że moje ciało go "jara" — ale sytuacji z ową kobietą nie ma chęci wyjaśnić. Po prostu pięknie manipuluje i wybiela się, a potem stwierdza, iż to ja nim manipuluję, nakazuję mu coś i traktuję go jak psa.
Potrafi najpierw wysłać miłe zdjęcia, a pod zdjęciami teksty, np. cytat dotyczący mojego kolegi:
„Szyja ma większego, czystego, długiego i soczystego k***a...?”
Rani mnie, nawet nic sobie z tego nie robi. To u męża rutyna. Potrafi mnie krytykować, doprowadzać do łez, zero poważnych, dorosłych rozmów. Po prostu gbur, toksyk, babiarz — tak go odbieram. Kiedy po roku „pięknej miłości” zaproponowałam, że czas wyjaśnić sprawę z tą kobietą w oczy — ponieważ wszystko ucichło — mąż rzucił do mnie tekstem (cytat):
„Jeśli napiszesz SMS-a do Agnieszki, będzie afera w pracy i w domu. Nie odezwiesz się do mnie i już nie podejdziesz przez dłuższy czas. Pogadamy wtedy ostro.”
Do męża nie docierają żadne argumenty, prośby, aby dla spokoju nas obojga udowodnił swoją uczciwość i wierność. Po prostu gra — twierdząc, że nie ma nic na sumieniu.
Mam rozmowy, screeny. Bardzo proszę — poradźcie, co mam robić. Jestem po prostu załamana.


