Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Trudny okres w życiu - nie umiem sobie poradzić ze strachem

Teraz przechodzę trudny okres rozwód z mężem czuje ogromny stres i niepokoju jak to teraz będzie bo nigdy nie byłam sama ciągle płacze nie umiem sobie poradzić ze strachem przed tym co będzie i czy dam radę
Joanna Jaworska

Joanna Jaworska

Witam Panią,

okres rozwodu, rozstania, straty jest trudny zarówno pod względem emocjonalnym (niepokój, przygnębienie, osamotnienie, uczucie pustki) jak i  fizycznym (zmęczenie, płacz). 

Ważne, żeby zadbała Pani teraz o swoje emocje, które są bardzo trudne- strach- proszę pomyśleć, co może Pani zrobić, żeby poczuć się silniejszą, co może Panią wzmocnić, dodać sił, sprawić, że choć odrobinę poczuje się pani lepiej; kto może być dla Pani wsparciem, z jakich dotychczasowych doświadczeń życiowych może Pani czerpać doświadczenie do poradzenia sobie ze strachem, co do tej pory działało. 

Czy dam radę - dobrze jest zrobić plan działania, o co musi Pani zadbać teraz sama i jak może Pani temu sprostać, konkretnie co jest do zrobienia i jaki jest pomysł na wykonanie, czy jest ktoś na kogo może Pani liczyć.

Rozstanie stawia człowieka w nowej sytuacji, trzeba mierzyć się z nowymi wyzwaniami, ogarniać rzeczywistość a jednocześnie znaleźć czas na przeżycie bólu, strachu, niepokoju i może większego zmęczenia bo więcej obowiązków spada teraz na Panią. 

Teraz ważne jest zaopiekowanie się swoimi emocjami, ukojenie żalu, cierpienia. A dalej, zrobić plan na nowe życie. Do tej pory Pani radziła sobie więc dlaczego teraz miałaby Pani nie sprostać wyzwaniom życia? Trzeba znaleźć nowy sposób, może trochę inny od tego, który Pani zna.

Smutek, płacz, niepokój przeminą. Trzeba dać im czas, żeby wybrzmiały i pozwolić im odejść. Zrobić miejsce na akceptację i nadzieję. Nie można ugrzęznąć w stracie. Trzeba zaplanować życie na nowo.

Pozdrawiam serdecznie,

Joanna Jaworska

Psycholog/Terapeuta TSR

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Daria Kamińska

Daria Kamińska

Dzień dobry,

budowanie związku z drugą osobą to, pomimo wkładanego wysiłku, nie zawsze kończy się sukcesem i nie z każdą osobą jest nam dane być. Rozstanie zwykle boli. Na początku chcę Panią uwrażliwić na to, że to, co Pani przeżywa jest naturalną i zdrową reakcją na trudną sytuację, w której się Pani znalazła. Doświadcza Pani straty, a reakcje na stratę różnią się mocno u poszczególnych osób - nie każda osoba ma ten sam zespół reakcji i potrzebuje więcej lub mniej czasu, by sobie poradzić. To, co może być pomocne, to: 1. Zauważanie swoich emocji i nazywanie ich. Nie oddalamy się wtedy od nich, a dajemy sobie szansę na ich doświadczenie i wyciągnięcie z nich czegoś, co wzmocni nas w przyszłości. 2. Nieukierunkowywanie się na przeszłość. Często mamy tendencję do tego, aby pytać siebie, co chwilę „Dlaczego to się stało?” i o ile może to być pomocne w wyciągnięciu wniosków na przyszłość, to wracanie co rusz do tego pytania albo wspomnień sprawia, że odczuwamy więcej bólu, a nie daje to nam nic wzmacniającego. 3. Korzystanie ze wsparcia społecznego. Nawet jeśli nie ma Pan takiej potrzeby i inni ludzie działają na Pana irytująco, to warto ze wsparciem innych osób próbować doświadczać innych stanów niż tylko pogrążanie się w smutku, przeżywać również wartościowe i pozytywne momenty, móc rozmawiać. 4. Okazywanie sobie samowspółczucia. Między innymi poprzez pozwalanie sobie na to, co Pani przeżywa, że jest Pani trudno, poprzez przytulanie samej siebie, odpoczynek, dawanie sobie czasu i przestrzeni na to, czego Pani w tym momencie potrzebuje. Być może znajdzie Pani przestrzeń, by zapoznać się z materiałami z konferencji Rozwód i co dalej. Jest tam wiele bardzo dobrze przygotowanych prelekcji od różnych specjalistów: https://miedzyparami.pl/prezenty/rozwod-i-co-dalej/ A jeśli czuje Pani, że trudno jest Pani samodzielnie poradzić sobie ze stratą, może Pan skorzystać z pomocy psychologa i/albo psychoterapeuty. 

Pozdrawiam serdecznie, 

Daria Kamińska

Alicja Piątek

Alicja Piątek

Oczywiście, że sobie poradzisz! 

Na początku to może być trudne, bo jest to ogromna zmiana. Poza tym rozstanie z partnerem często przypomina żałobę, bo straciliśmy kogoś, kto był w jakimś czasie naszego życia dla nas ważny. Z biegiem czasu nauczysz się żyć bez niego. Teraz skup się na sobie, na swoich potrzebach i zainteresowaniach.

Wspieram i trzymam kciuki <3 

Zobacz podobne

Witam. Mam 28 lat i zauważyłam, że chyba mam jakieś ubytki z dzieciństwa.
Witam. Mam 28 lat i zauważyłam, że chyba mam jakieś ubytki z dzieciństwa. Miałam młodych rodziców, którzy moim zdaniem nie nadawali się na rodziców. Ojciec ciągle pił, często w domu była policja, a raz nawet zostawił mnie 5-letnią w domu bez jedzenia, jak mama była w szpitalu. Jak miałam 6 lat i poszłam do szkoły, to nie miałam gdzie mieszkać i dlatego też nie było mnie miesiąc w szkole i potem ciężko było mi wszystko nadrobić. Jak byłam w gimnazjum, to z mamą wyprowadziłyśmy się do babci i do czasów liceum było wszystko ok. Niestety jak zdałam maturę, to znowu nie miałyśmy z mamą gdzie mieszkać i wyjechałyśmy do Holandii i mamy teraz swoje mieszkanie w Polsce, ale mimo to nie czuję się szczęśliwa. Mam problem z nawiązywaniem kontaktu z mężczyznami, a bardzo chciałabym mieć kiedyś rodzinę. Chcę wrócić na studia jak uda mi się pogodzić to wszystko z pracą. Przytłaczają mnie teraz niezdane egzaminy praktyczne na prawo jazdy. Niedawno przeczytałam książkę, że przez trudny okres dzieciństwa mogę mieć problemy w życiu dorosłym. Proszę o jakieś rady.
Problemy w związku - żona ma sympatię do innego mężczyzny, jak sobie z tym poradzić?
Witam jestem w małżeństwie od 7 lat wydaje mi się że jestem szczęśliwy z żoną mam dwójkę dzieci jest czasem z nimi ciężko ale wiadomo jak jest ostatnio dużo pracowaliśmy ale teraz ja skończyłem pracę i jestem w trakcie zmiany więc mam więcej czasu jednak żona rzadko mówiła mi o sobie i o swoich emocjach myślałem że jest wszystko dobrze. W tygodniu zauważyłem w niej dziwne objawy zaczęła wyszukiwać w internecie dziwne rzeczy na temat związków kiedy pytałem o co chodzi denerwowała się że nie mam jej sprawdzać a było to ogólnodostępne w naszym komputerze podczas ostatniej nasze rozmowy zszedłem na temat czy podobają się jej inni mężczyźni starała się zaprzeczać i tak było przez lata aż do dziś kiedy sam przyznałem że kiedyś ktoś tam podobał mi się w pracy a ona odparła że jej ktoś podoba się teraz już od 1,5 roku i nie chciała mi o tym powiedzieć bo się bała jak zareaguje. Zrobiło mi się przykro że jednak myśli o kimś innym i to przez tak długi czas powiedziała że jakoś sobie z tym radzi jak go widzi to że się denerwuje ale nic więcej że ma pewną granicę po prostu jest dla niej atrakcyjny że musi trochę walczyć ze swoimi emocjami jak go widzi. Ostatnio też dodała go do znajomych żeby zobaczyć jego zdjęcia o tym też mi nie powiedziała dopiero teraz się przyznała ale ona nie widzi w tym problemu. Ja problem widzę czy mam się czegoś obawiać dla niej to drażliwy temat powiedziała że wszystko sobie już wyjaśniliśmy i to nic takiego i żebym nie drążył tematu. Już od kilku dni mam problemy ze snem jedzeniem
4-letnia córka nagle zaczęła się mnie bać, chce płakać i złości się, gdy ktokolwiek pyta, co się stało.
Moja córka(prawie 4 lata) rano po przebudzeniu, bez konkretnych powodów, bała się mnie, zakrywała się, nie chciała na mnie patrzeć. Później była z babcią, bo musiałam jechać do pracy. Po moim powrocie nie chciała zbytnio do mnie przyjść. Nie chciała też słyszeć o spaniu ze mną ( do tej pory zasypiała tylko ze mną, bo z nikim innym nie chciała). Chciała spać u babci .Trwa to już kilka dni. Jak ja, mąż, druga córka czy ktokolwiek inny pyta, co się stało, to chce jej się płakać, a później mówi ze złością, że nic nie powie. Wygląda jakby coś jej się przyśniło. Niepokoi mnie jednak to, że już nie chce ze mną spędzać czasu i nic nie chce powiedzieć . Jak jej pomóc?
Matka przekraczająca granice, stosująca szantaż emocjonalny. Jak zadbać o własną równowagę?

Dzień dobry. Pisałam już tutaj o trudnej relacji z matką koło roku temu . Teraz trochę się zmieniło, mieszkamy w blokach , ja mam pracę . Co prawda na pół etatu, ale zawsze to coś . Ale problemy z matką nie zmniejszyły się . Jak jestem w domu to można powiedzieć, że na każde zawołanie . Pomagam w toalecie , szykuje jedzenie . Ma czysto , ciepło , ugotowane . Ale mam też męża i lubię razem z nim spędzać czas , tak samo jak z naszym psem , mogę powiedzieć, że w chwili obecnej pies i spacery to moja jedyną rozrywka - relaks . I w czym problem, może się wydawać . W tym, że jak za długo gdzieś wyjdę , czy do sklepu , czy z psem , to po przyjściu ( czasem np w niedzielę uda się wyjść z mężem, bo w tygodniu jest to trudne ,) jak spytam czy coś potrzebuje da dogryzki typu ,: co przypomniałaś sobie o matce , albo : ja już nie jestem potrzebna , jak zdec..ne to będziecie mieli spokój. Przepraszam za brzydkie słowo, ale próbuje oddać faktyczny stan jaki słyszę . Potem są zamknięte drzwi i ciche dni i potrafi nie jeść dwa dni , żeby mi zrobić na złość. Czasem do obiadu jest ok . Jak wracam , czy wracamy ze spaceru to się zaczyna . Takie rzeczy zdarzają się bardzo często. Nie mam nikogo, kto pomógłby w opiece , a od mojego męża nie chce pomocy . Czy ja nie mogę mieć własnego życia , czy może po prostu jestem fatalna córką ? Może powinnam ulegać i być potulna .? Czasem żeby odreagować , robię sobie drinka ale witam że to nie jest wyjście z sytuacji . Tylko co ja powinnam zrobić . Takie sytuacje zdarzają się od dawna , wnuczki już bardzo dobrze to znają, bo widziały takie sytuacje nie raz . Fakt może czasem podniosę głos , ale ja po prostu nie mam juz cierpliwości . Słyszę przeważnie narzekania i docinki i to od lat ( ale o tym już pisałam poprzednio ,) proszę o pomoc , bo już nie wiem jak reagować. Ja rozumiem, że to matka , że mieszka z nami , ale chyba są jakieś granice .

Zmagania z chorobą, uzależnienie od leczenia i ignorancja bliskich - moja historia

Niedawno napisałam zapytanie o chorobę Munchausena. 

Jedna z Pań zapytała, co daje mi ból. Od nastoletnich lat się okaleczałam i po prostu sprawiało mi to przyjemność. I fizyczną i psychiczną. Czułam fizyczną ulgę i choć przez chwilę ktoś się mną interesował. W wieku 17 lat poznałam mężczyznę, który jest teraz moim mężem. Zaszłam też wtedy w ciążę i przysięgłam wtedy mojemu dziecku, że więcej się nie okaleczę. Prawie mi się udało, bo przez 13 lat zrobiłam to tylko raz. Gdy zachorowałam, na początku nikt nie wierzył mi, że naprawdę źle się czuję. Lekarz wysłał mnie do psychiatry, twierdząc, że mam depresję i załamanie psychiczne, bo zbiegło się to z utratą pracy, chociaż w ogóle mnie to wtedy nie zmartwiło, bo miałam jeszcze jedną pracę. Nikt mnie nie słuchał, po prostu ładowali we mnie antydepresanty. Aż pewnego dnia przy zwyczajnej kontroli holterem, bo byłam kilka miesięcy po zabiegu kardiologicznym, po prostu zatrzymało mi się serce. I wtedy okazało się, że mam ostrą postać boreliozy, która zniszczyła serce i prawie mnie zabiła. Jeszcze okazało się, że jestem w ciąży. Przez całą ciążę umierałam ze strachu o życie dziecka i o swoje życie. Niecały rok później miałam nawrót boreliozy, też mnie nikt nie słuchał. Zrobiłam badania na własną rękę i oczywiście nawrót. Wyleczono, ale problemy kardiologiczne się pogłębiły. 

Zrobiono mi eksperymentalny zabieg, który tylko pogorszył wszystko jeszcze bardziej. Nie byłam w stanie funkcjonować, nie miałam siły, serce szalało, wywoływało utraty przytomności, a lekarze mówili, że to przejdzie, bo to etap gojenia. Trwało to rok. W międzyczasie umarła moja przyjaciółka poznana w szpitalu z wręcz identyczną historią choroby jak moja. Byłam przerażona, gdy zaproponowano wstawienie rozrusznika, nawet się nie zawahałam. Przyniosło to ulgę na chwilę, ale strach o własne zdrowie i życie przerodził się w potrzebę. Uświadomiłam sobie, że ja nie chcę zostać wyleczona, chcę być leczona, bo tylko wtedy ktoś mnie słucha, poświęca mi uwagę. Mój mąż nie był przy mnie, nawet gdy wszczepiali mi rozrusznik. Ograniczał się do podrzucenia mnie kolejny raz do szpitala i na tym zainteresowanie się kończyło. Zresztą tak jest cały czas. Mam wrażenie, że jestem mu potrzebna tylko do codziennych obowiązków, żeby miał mniej na głowie i nic więcej. Rok temu próbowałam popełnić samobójstwo. Wzięłam ogromną dawkę antydepresantów, ledwo mnie uratowano, spędziłam 10 dni w szpitalu psychiatrycznym. Nie wstrząsnęło to za bardzo moim mężem. Raczej cieszył się, że dalej będę użyteczna. Nikt nie wie o próbie samobójczej, ukryłam to, wstydząc się, a mój mąż też stwierdził, że lepiej to ukryć. Wołał zamieść wszystko pod dywan, zamiast mi pomóc i mieć gdzieś opinię innych. Jestem w tym sama, nie potrafię pójść dalej. Zostałam tylko ja i moje choroby. Na szczęście mój stan zdrowia znów się zaczął pogarszać, więc przynajmniej czuję spokój.

dojrzewanie

Okres dojrzewania - co warto wiedzieć o zmianach i wyzwaniach

Okres dojrzewania to wyjątkowy i wymagający etap zmian fizycznych, emocjonalnych i społecznych. Zrozumienie tych procesów jest kluczowe dla nastolatków, ich rodziców i opiekunów, by lepiej radzić sobie z wyzwaniami i wspierać rozwój młodego człowieka.