
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina
- Toksyczny partner,...
Toksyczny partner, uzależniony od narkotyków, wspólne dziecko, którego sama nie utrzymam + kredyt. Nie mogę odejść.
Agnieszka Wloka
Myślę, że pierwszy krok to taki właśnie porządny bilans: “co mnie trzyma przy tym człowieku, a co przemawia za rozejściem się”? Tak czy inaczej, rozstanie zawsze jest krokiem, który nas emocjonalnie dużo kosztuje, a tutaj jeszcze wiąże się ze zmianami w życiu…tylko trzeba wykalkulować czy potrafi Pani odseperować się emocjonalnie i żyć “obok” partnera, ale pod jednym dachem? Czy raczej potrzebuje Pani faktycznie fizycznie odejść, żeby odzyskać wolność i siebie?
Myślę też, że potrzebuje Pani na razie troszkę ciszy, troszkę czasu dla siebie na wyjście z domu, spacer, medytacje w samotności, czy zwyczajnie czas na terapii - żeby uporządkować siebie w głowie. Wierzę, że jak się Pani wyciszy to jednak wpadnie Pani na pomysł osób, które mogą wesprzeć, swoich sił wewnętrznych, które pozwolą Pani nabrać do partnera dystansu i prowadzić z nim dialog, w którym to Pani przejmie stery…
Być może też wtedy będzie Pani mogła zdecydować czy chce pomóc partnereowi w terapii, czy chce Pani innego życia dla siebie i dziecka…
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Magda Peda
Dzień dobry, gratuluję odwagi do poszukania pomocy w Pani trudnościach - jest to kolejny krok do zmiany Pani sytuacji. Wyobrażam sobie, że sytuacja w jakiej Pani się znalazła nie jest łatwa i wymaga od Pani dużo zaangażowania. Czytam, że doświadcza Pani przemocy ze strony partnera - proszę pamiętać, że przemoc jest niedopuszczalna i należy zgłaszać każde zachowanie partnera, które nosi znamiona przemocy. Czytam również, że prosi Pani o pomoc - czy zastanawiała się Pani na czym ta pomoc miałaby polegać? Czego Pani potrzebuje w tej chwili? Co by Pani chciała, aby się zmieniło w trakcie spotkań z psychologiem? Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo siły :)

Zobacz podobne
Od trzech lat żyjemy z mężem w kryzysie. Ciągle kłótnie obrażanie, w tym wszystkim uczestniczą dzieci. Mój 12-letni syn powiedział mi dziś ,,tata jedzie po tobie każdego dnia i że on już nie ma sił i że nie wytrzymuje w tym domu. Agresja męża słowna, jak i fizyczna przeniosła się również na syna, który ma już swoje zdanie i nazywa to, co się dzieje po imieniu i otwarcie mówi, co czuje. Mąż mówi mi, że to ja swoim zachowaniem prowokuje go do takiego zachowania, że jestem głupią, pusta idiotka psychopatka itp inne i ze, jak nie pójdę do psychologa albo nie powiem mu co dalej z nami, to on mi pokaże. Daje mi czas do końca kwietnia… Czuję się zastraszona, jest godzina 23, a ja nawet nie wiem, czy będę spała w sypialni, bo nie wiem, czy mąż mi pozwoli, bo gdy mamy gorsze dni, to mówi, że to jest jego dom jego sypialnia i nie życzy sobie, abym z spała, bo na to nie zasługuje, a gdy mimo wszystko idę spać do sypialni, to w złości mnie wykopuje z łóżka lub włącza telewizor bardzo głośno bym nie mogła spać. Masakra .
Hej wszystkim. Bardzo proszę pomóżcie mi, doradźcie co powinnam zrobić. Mam 30 lat, 2 dzieci, męża. Mieszkamy 2km od mojego domu rodzinnego, rodziców. 10 lat temu zachorowałam na raka. Mój tata nie mógł sie z tym uporać, więc poszedł w najłatwiejszą droge odreagowania, czyli alkohol. Od 2 lat leczy sie na depresję. Chodzi normalnie do pracy, ale w tygodniu zdarza mu sie zaglądnąć do kieliszka zwłaszcza w sobote. Jest czasem wtedy niemiły dla mamy, ale na szczęście sie to rzadko zdarza. Jak atmosfera opadnie, jest już taki jak zwykle. Przeprasza mamę, wiem, że ogromnie ją kocha, ale nałóg też jest bardzo silny. Widzę, że z tym walczy, ale czasem jest różnie. W tym całym poście meritum tego jest to, że ja nie umiem sie odciąć. Co chwile po południu dzwonie do mamy, gdzie tata jest, co robi, czy wrócił już z warsztatu, a jeśli tak to w jakim stanie. Widzę, że ją też to mocno irytuje, bo niby dzwonie o jakąś pierdołę, ale ona wie, że to tylko pretekst. Chciałabym sie odciąć, skupić sie na swojej rodzinie, bo mąż mówi, że wieczorem ciężko ze mną wytrzymać, bo chodzę jak na bombie co sie wydarzy, czy wróci podpity czy nie. Tata naprawdę wiem, że sie chce zmienić, sam z siebie poszedł do psychiatry, nawet ma tabletki na alko, ale chyba słabo działają. Pomóżcie, bo zwariuje. Wieczorami ciągle mnie boli brzuch, ciągle czuje napięcie, lek, obawę. Boję sie.

