Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Zaburzenia nastroju, autoagresja, nadmierne picie alkoholu i wypisanie mnie z oddziału.

Witam Mam 21 lat i zaburzenia depresyjno-lękowe mieszane, problemy z autoagresją i dość uporczywe, natrętne, ciągle mi towarzyszące myśli samobójcze. Niecałe dwa lata temu zaczęłam chodzić po raz pierwszy na terapię i przyjmować leki. Na początku leczenia czułam faktycznie choć minimalną ulgę, ale potem znowu czułam się masakrycznie źle. A problem z autoagresją coraz częściej dawał się we znaki i nie potrafiłam z nim walczyć. Cały czas czułam się okropnie zmęczona, wieczne smutna i bez żadnych chęci, żeby w ogóle dalej to ciągną, ale jakoś starałam się zagryźć zęby i normalnie funkcjonować. Nawet jakoś mi to wychodziło, ale z każdym tygodniem, miesiącem czułam się tylko coraz gorzej. Aż w grudniu zeszłego roku moja pani psycholog zaproponowała mi psychiatryczny odział dzienny dla młodych dorosłych. Z początku z automatu się nie zgodziłam, ale po jakimś czasie doszłam do wniosku, że może warto spróbować. Przez długi czas bardzo trudno było mi się otworzyć i mówić o tym co czuje na forum grupy, bo jak miałam o tym mówić, skoro ja sama nie do końca wiedziałam co czuję, co myślę i co się ze mną dzieje. Sama nie wiedziałam czy ten odział w ogóle mi pomaga, ale próbowałam się tam odnaleźć. Jakoś na początku kwietnia zaczęłam trochę więcej pić, tylko to jakkolwiek pomagało mi uciszyć/spowolnić gonitwę myśli tocząca się w mojej głowie. Podzieliłam się tym na oddziale, na początku porozmawialiśmy o tym, próbowaliśmy przegadać to, co faktycznie ten alkohol mi daje, ale powiedzieli też, że pacjenci na oddziale powinni stosować abstynencję i zostałam skierowana na konsultację do terapeuty uzależnień, który stwierdził, że nie jestem uzależniona, ale pije w bardzo ryzykowny sposób pod względem częstotliwości i ilości alkoholu. Dostałam upomnienie jedno, potem drugie aż w końcu w zeszłym tygodniu zostałam wypisana z oddziału ze słowem, że reguła jest taka, że jeśli ktoś ma problem alkoholem to w pierwszej kolejności leczy się uzależnienie, a później inne problemy. (Dla jasności dodam tylko, że nigdy nie przyszłam na odział dzienny pod wpływem alkoholu tylko piłam po godzinach jego zakończenia). Rozumiem, że to była moja wina i to ja złamałam regulamin. Ale na ten moment nie mam bladego pojęcia co mam ze sobą zrobić. Nie wiem czy ciągnięcie tego dalej ma jakiś sens. Przez większość czasu trwania mojego leczenia wątpiłam czy ono ma jakikolwiek sens czy nie powinnam po prostu przestać uczęszczać na terapię, odstawić leki i przestać się nad sobą użalać. A teraz dodatkowo do gry wkroczył alkohol, który mam wrażeni, że przez te niecałe 2 miesiące dał mi więcej szczęścia i dobrych chwil niż doświadczyłam przez te ostatnie 2 lata. Wiem, że alkohol to nie jest dobry sposób radzenia sobie z problemami. Wiem też, że jest on strasznie wyniszczający dla organizmu i jego długie stosownie prowadzi do głodu alkoholowego. Ale czy naprawdę jedyna rzecz jaka mi pomaga i sprawia, że czuje się dobrze może być aż tak zła Mówić szczerze sama nie wiem, dlaczego to tu pisze, może po prostu potrzebowałam to z siebie wyrzucić Wiem, że wiadomość jest strasznie długa i może być trochę zawiła i nieczytelna, więc z góry przepraszam
TwójPsycholog

TwójPsycholog

Cześć Zuziu,

cieszę się, że jesteś i że napisałaś. Zacznę od leków i terapii - czy zgłaszałaś trudności psychiatrze? Leków jest bardzo dużo oraz można wdrożyć wiele kombinacji, tak, żebyś miała więcej energii. Objawy, takie jak chroniczne zmęczenie, wieczny smutek, natrętne myśli samobójcze to objawy właśnie depresji, od umiarkowanej do ciężkiej. Psychiatra może dobrać leki takie, które zmniejszyłyby odczuwanie lęku i dodały energii, po to, byś mogła efektywnie korzystać z psychoterapii. Jeśli psychiatra podejrzewa lekooporność, to w Polsce wprowadzana jest refundacja na leczenie esketaminą. Jeśli psycholożka zakończyła z Tobą współpracę i zaproponowała oddział, to zachęcam do poszukania teraz psychoterapeuty_tki najlepiej w nurcie poznawczo-behawioralnym, ale też może być to humanistyczny/gestalt. Skierowanie na oddział nie oznacza, że jest bezradnie, ale że prawdopodobnie Specjalista_tka wykorzystał swoje narzędzia i możliwości dla Twojej choroby. Połączenie leków i psychoterapii jest najlepszym rozwiązaniem, zwłaszcza, że na oddziałach - tak jak napisałaś - wymagana jest całkowita abstynencja, co może być po prostu dla kogoś niemożliwe na dany moment lub w ogóle. Dlatego teraz znacznie lepsze jest wprowadzanie tzw. redukcji szkód, razem z pochyleniem się nad Twoimi zaburzeniami depresyjno-lękowymi - dlatego też przy poszukiwaniu psychoterapeuty_tki spróbuj zastosować wybór odpowiedniego nurtu oraz obszar uzależnień/redukcji szkód wraz z zaburzeniami współwystępującymi, w których specjalizuje się dany Specjalista_tka - tak, byście pracowali nad zaburzeniem nastroju i trudnością z alkoholem w tym samym czasie, ponieważ ażywanie alkoholu jest jedną z form autoagresji/ autodestrukcji, co wiąże się z kolei często z myślami samobójczymi. To zrozumiałe, że sięgasz po taką formę, kiedy jest to jedyna rzecz, która przynosi Ci poczucie ulgi. Warto sobie wybaczyć i potraktować życzliwie wobec tego, co robisz/ myślisz/ po co sięgasz będąc w stanie przetrwania. W stanie przetrwania mózg wybiera te rzeczy i te zachowania, które w danej chwili są w stanie Cię utrzymać/ sprawić Ci ulgę, nie bacząc na dalsze konsekwencje. W zaburzeniach nastroju, szczególnie dłużej trwających i silnych, jest to częste - układ nerwowy jest przeciążony. Stan przetrwania jest jednak przejściowy, jeśli odpowiednio będziesz mieć dobraną farmakoterapię oraz podejmiesz psychoterapię dostosowaną do Twoich potrzeb. I bardzo ważne jest to, co wyżej - wybaczenie sobie za to, co się robi w stanie przetrwania. 

Zaburzenia i trudności psychiczne nie mają nic wspólnego z użalaniem się nad sobą czy zagryzaniem zębów. To choroby układu nerwowego, dlatego okaż sobie zrozumienie, życzliwość, współczucie. Trzymam za Ciebie kciuki i przesyłam dużo siły.

Pozdrawiam

 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Pigulska

Katarzyna Pigulska

Pani Zuzanno,

Warto rozważyć powrót do psychiatry oraz na psychoterapię indywidualną. Skoro wie Pani, że cierpi Pani na szereg chorób, to odstawienie wszelkich sposobów leczenia (leków, terapii) raczej nie będzie pomocne i nie wniesie żadnej poprawy. Być może jest konieczność zmiany leków, warto o tym rozmawiać z psychiatrą. Dodatkowo warto w psychoterapii przyjrzeć się temu, czemu Pani nie wierzy w powodzenie swojego leczenia, jak to się wydarzyło, że w zasadzie pomimo ostrzeżenia dotyczącego abstynencji w oddziale dziennym, zadziało się tak, że nie ukończyła tam Pani pobytu? Być może coś się takiego dzieje, że z jednej strony podejmuje Pani leczenie, a z drugiej być może nieświadomie w jakiś sposób nie ułatwia Pani sobie w tym leczeniu. Warto iść na psychoterapię, ponieważ same leki mogą łagodzić objawy, ale nie rozwiążą przyczyn, które powodują zaburzenia depresyjno-lękowe.
Alkohol niestety nie daje szczęścia, może początkowo wydawać się przyjemny, bo “ucisza” emocje, natomiast na dłuższą metę alkohol jest depresyjny i będzie raczej wzmagał Pani depresyjny nastrój, niż pomagał. Zasada zachowywania abstynencji w czasie procesu terapii w oddziale dziennym wynika właśnie z tego, aby osoby nie rujnowały efektów terapii poprzez uśmierzanie emocji alkoholem, bo to właśnie emocje są kluczem do tego, aby terapia miała szansę powodzenia. Informację od terapeuty uzależnień o ryzykownym piciu jest bardzo ważna, bo może oznaczać, że jest Pani bliska przekroczenia granicy, po której będzie musiała się Pani zmagać z kolejną chorobą, czyli uzależnieniem. Warto wrócić na psychoterapię i zacząć pracować nad tym, jak w zdrowy sposób może sobie Pani radzić z różnymi emocjami.  Nawet jeśli do tej pory się nie udawało, to nie oznacza, że nie ma Pani szans wyjść ze swoich zaburzeń, proszę sobie dać szansę. Powodzenia.

Katarzyna Pigulska

Psycholożka, Psychoterapeutka

Małgorzata Gaś

Małgorzata Gaś

Dzień dobry Pani Zuzanno.

Już dużo Pani zrobiła, co świadczy o Pani mądrości. Szkoda by było już to zmarnować. To jest trudna droga i wymagająca. Proszę zająć się problemem uzależnienia, skorzystać z terapii może w Ośrodku Uzależnień.  Nikt sobie sam z tym  nie poradzi.  Mieszanie leków z alkoholem może spowodować bardzo poważne nieodwracalne konsekwencje zdrowotne. Życie ma największą wartość, warto zadbać o swoje szczęście.  Wspieram Panią w mądrych decyzjach.

                                                                                                                         

  Pozdrawiam Psycholog Małgorzata Gaś

Agnieszka Wojda

Agnieszka Wojda

Witaj Zuziu

Czytając Twoją historię najważniejsze, że odważyłaś się i podzieliłaś się swoimi trudnościami i tym co przeżywasz. To już jest pierwszy krok, że chcesz coś w swoim życiu zmiany. Sięgnęłaś po pomoc u psychiatry i w grupie gdzie została usłyszana Twoja historia. Samo mówienie o problemie ze specjalistą i nawiązanie relacji leczy. Alkohol na chwilę sprawia, że czujemy się dobrze. To nim zalewamy swoje smutki, cierpienie, ale nie jest to droga ku wyzdrowieniu. Piszesz o tym, że zażywasz leki. Leki plus alkohol to nie jest dobre rozwiązanie ...Warto wziąć udział w terapii, gdzie trudności, z którymi się zmagasz, zostaną krok po kroku przepracowane, omówione i wspólnie pracując ze specjalistą odnajdziecie rozwiązania, które będą dla Ciebie korzystne. Warto zadbać o swój dobrostan psychiczny dla samej siebie. Życzę wytrwałości i samozaparcia by zmierzyć się z tym co trudne. Pozdrawiam Agnieszka Wojda

internet

Darmowy test na uzależnienie od internetu (Kimberly Young)

Zobacz podobne

Partnerka pije, ma córkę i ja mam swoją jedną córkę. Chcę przestać kontynuować tę relację, dzieci się odwracają ode mnie.
Witam ! Jestem 42-letnim mężczyzną, od 14 lat w związku partnerskim- mam dwie córki jedna 14 -letnia, która nie jest moja biologiczna córką i druga 12 -letnia, która jest moja córką. Na obecną chwilę jestem rozdarty, po ostatniej sytuacji zacząłem się zastanawiać czy nadal ratować ten związek czy po prostu odejść i dać sobie spokój! mianowicie pewnego dnia wróciłem z pracy, było już dość późno około 23:00, wchodząc na klatke otworzyły się drzwi mojego mieszkania, gdzie młodsza córka przeraźliwym głosem krzyczała 'mama mama', ja nie wiedząc co się stało, pobiegłem do mieszkania, gdzie zobaczyłem starsza córkę leżącą na podłodze, płaczącą- wszedłem do kuchni i ujrzałem moja partnerkę kompletnie pijaną, zapytałem jej 'co ty robisz', gdzie ona na to odpowiedziała, że 'wszyscy jesteśmy chorzy' gdyż starsza córka zaczęła nagrywać telefonem całą tą sytuację ,został jej wyrwany telefon z rąk i rzucony o podłogę, po czym moja partnerka chciała ją uderzyć, ale stanąłem w jej obronie, złapałem za ręce i odepchnąłem i wtedy rozpętało się piekło. Wyzwiska w moim kierunku, że jestem g*wnem, że nic nie zrobiłem, że jestem nikim. Bardzo dużo wyzwisk, których nie będę tutaj przytacza,ł myślę, że każdy może sobie wyobrazić. Od ponad 2 tygodni nie rozmawiamy, ale partnerka przy każdej okazji, kiedy może wbić mi szpilkę, próbuje jakiejś prowokacji np.dlaczego pierzesz moim proszkiem, dlaczego bierzesz mój chleb, chowanie nawet papieru toaletowego, wiem, że to dziwnie wygląda, ale dla mnie jest to nie do pomyślenia i tylko dlatego, żeby nie zaogniać tej sytuacji po prostu nie dotykam niczego, co ona kupiła itd! Co się dzieje?! Dalej rozmawiałem ze starszą córką na temat tej sytuacji, na co ona odpowiedziała mi, że może to wszystko przez nią, może gdyby nie nagrywała mamy w takim stanie to mama by się tak nie pozłościła, gdzie ja zacząłem jej tłumaczyć, że to nie jej wina, a mama nie może się tak zachowywać. Kiedy powiedziałem, że mama ma problem z alkoholem, córka po kilku dniach powiedziała, że nie przeszkadza jej mamy picie, że mama też potrzebuje wyjść do koleżanek i się zrelaksować itd. Problem w tym, że moja partnerka ma z tym problem od samego początku naszego związku, setki razy widziałem ja w takim stanie tyle, że dzieci tego nie widziały, bo były małe, z reguły spały, a mama, kiedy ja byłem w pracy, piła czasami do rana, z czego w większości przypadków były kłótnie, mówiłem jej wiele razy, że ma przestać na co ona mówiła, że nie ma problemu, bo nie pije codziennie a z dziećmi jest wszystko ok. Nie chodzą głodne- taka była odpowiedź. Co się dzieje teraz- starsza córka chce, żebym to naprawił, używa argumentów, że ja mamy chyba nie kocham, bo jej nie zabrałem na kolację do restauracji, bo przez zbieg okoliczności raz nie pojechałem z nimi na wakacje, że ja nie dokładam mamie do kupowania jedzenia itd. A prawda jest taka, że przez wszystkie te lata opiekowałem się tymi dziećmi jak tylko potrafiłem, prowadziłem do przedszkoli i szkół itd robiłem śniadania, obiady, prałem, prasowałem itd. Pamiętałem o każdych urodzinach, świętach itd robiłem wszystko, co było w mojej mocy, gdzie kończyłem pracę za każdym razem, myślałem czy jak wrócę do domu moja partnerka będzie pijana i znowu będzie kłótnia czy z dziećmi ok itd. I dzisiaj po tym wszystkim mam odczucie, jakby dzieci ode mnie się odwracały, tylko dlatego, że nie rozmawiam z mamą i przestałem robić wszystkie rzeczy, które robiłem dotychczas, przez co partnerka szuka sposobu, żebym się zdenerwował lub się pokłócił. Po 14 latach słyszę od partnerki ,że życie jest za krótkie, że trzeba korzystać, że my ją kontrolujemy, a tak naprawdę robi co chce. Nie wiem co mam z tym zrobić, nie wiem czy nadal to kontynuować? proszę o jakąś pomoc co z tym zrobić!
Jak znaleźć zdrową relację będąc gejem wśród trudnych doświadczeń z narkomanami i alkoholikami?
Mam taki problem dzień dobry. Jestem gejem , i życie w samotności mi nie pasuje. Umawiamy się z facetami ale to są bardzo dziwne znajomości których do tej pory nie rozumiem. Umawiam się albo z żonatymi facetami którzy mają żony i próbują skoki w bok co potem nie chce się z takimi osobami umawiać ale oni często kłamią i mnie nie oszukują. Potem spotykam ludzi , którzy są bardzo j zdegenerowani społecznie typu alkoholicy narkomanii nawet miałem kontakt z męską prostytutką. Ja nie jestem osobą tak mi się wydaje że zdegenerowaną społecznie. To jest mnóstwo piszą do mnie narkomanów których ciągle blokuje. Macie jakieś trudne doświadczenia jak wyszedł z liście takich sytuacji życiowych. Obecnie jestem sam ponieważ no nie mogę zaakceptować takiej sytuacji w których ktoś próbuje w moim mieszkaniu mnie okraść albo używa alkohol albo narkotyki . Wyrzucam takie osoby z mieszkania i z mojego życia na początku one kłamią i mówią że tak nie robią a potem okazuje się że są narkomanami albo prostytutkami albo alkoholikami. Macie jakieś pomysły na poznanie kogoś normalnego jeszcze nie zaburzonego.
Jak dalej żyć po rozpadzie rodziny z powodu uzależnienia od hazardu i alkoholu?

Chciałbym opisać w skrócie swoją historię, bo już nie wiem, co mam zrobić. Jestem osobą uzależniona od hazardu i alkoholu, od dwóch lat borykam się z uzależnieniem w stopniu zaawansowanym. Rok temu odbyłem terapię zamkniętą, potem była kontynuowana indywidualna. Niestety od poprzedniego roku miałem już kilka wpadek, gdzie wpadałem w ciągi hazardowe i alkoholowe i zawsze to kończyło się drastycznie dla mnie i mojej rodziny. Mam żonę i córkę 2-letnia, Niestety po ostatnim moim potknięciu żona ostatecznie kazała mi l się wyprowadzić. Mieszkam obecnie u rodziców, czuje się na co dzień tragicznie mimo brania od kilku dni leki od psychiatry. Czuję, że moje życie się w jakimś stopniu zakończyło, nie wyobrażam sobie życia bez mojej żony, którą kocham strasznie mocno, ale uzależnienie kompletnie zniszczyło mi głowę. Tak naprawdę po tylu szansach, jakie otrzymywałem od rodziny i żony widzę swoją przyszłość tylko w czarnych barwach, bo ileż można takich sytuacji. 

Obecnie też pracuje, mam długi, które też niszczą mnie psychicznie. Tak naprawdę nie wiem co dalej, widzę jak inni męczą się, z mojego powodu, widzę ich smutek i tym bardziej się dobijam, że kolejny raz mi nie wyszło. Tak naprawdę nie mam woli życia już w sobie, trzyma mnie przy życiu córka... proszę o odpowiedź, co w mojej sytuacji powinienem w ogóle dalej robić, że sobą oprócz walki z uzależnieniem, bo to wiem i mam zalecenia, ale czuje ze wszystko już stracone, co dla mnie było najważniejsze, czyli bliskość żony, córki. Moja żona już widzę po niej, jest kompletnie obojętna, choć minęło kilka dni dopiero, uświadamia mnie ze, to koniec definitywny...jak mam dalej żyć i funkcjonować, bo nie widzę i nie czuje żadnej szansy dla siebie, żeby odzyskać spokojne życie, nie wyobrażam sobie życia bez mojej żony... z mojej perspektywy jestem już całkowicie skończony po tych kilku razach, kiedy mi nie wychodziło, ale tyle miałem szans na staniecie na nogi...nie daje rady już funkcjonować normalnie. Błagam o pomoc.

Mój partner cierpi na depresję
Witam Mój partner cierpi na depresję, jest to związane m.in. z tym że od kilku lat jest alkoholikiem, niedawno rzucił picie, ok. 2 miesiące temu, ale jego stan psychiczny jest w opłakanym stanie. Ma leki, w nocy nie może spać, do tego nie może znaleźć pracy, choć kiedyś wiodło mu się bardzo dobrze. Teraz nie może dostać żadnej pracy związanej z jego branżą, dostaje odmowy na rekrutacjach. Do tego spodziewamy się dziecka, to jeszcze dodatkowo napędza strach, że sobie nie poradzimy. Co jako partnerka mogę zrobić, jak mu pomóc? Nie ukrywam, że jego stan też źle na mnie wpływa, cały czas siedzimy w domu, ja wychodzę tylko do pracy, a on zostaje sam z myślami.
Jak poradzić sobie z współuzależnieniem i toksycznymi relacjami w rodzinie?
W swoim 45 letnim życiu rozwiodłam się z traumatycznym alkoholikiem i wyszłam ponownie za mąż też alkoholika. Jestem kobietą po bardzo dużych przejściach, wręcz psychicznie byłam "przeorana" przez matkę i siostrę. Wieloletnie sprawy w sądzie zakładane przez "bliskie osoby "( o zachowek, podział majątku wspólnego, alimenty) doprowadziły do tego, że nie mam kontaktu ze swoją starszą 23 letnią córką . W tamtym czasie korzystałam z terapii u psychologa, bo nie mogłam się pozbierać sama w sobie, miałam myśli samobójcze i wydawało mi się, że jeśli najbliższa rodzina tak mnie krzywdzi, to Ja "odpuszczę", bo nie warto żyć. Nie mogłam zrozumieć jaki mają cel, by doprowadzać mnie do granicy ostateczności. Musiałam przeorganizować całe swoje życie i wyprowadzić się z rodziną ze swojego domu. Aktualnie od 4 lat mieszkamy (Ja, mąż, 12-letnia młodsza córka)w domu podzielonym na 3 mieszkania z teściową i szwagrem ze swoją rodziną. Mogłoby się wydawać, że teraz już będzie wszystko w porządku i zaczynam od "nowa", że to co było dla mnie koszmarem już nie wróci. Jednak życie pisze swoje scenariusze. Mieszkanie z innymi rodzinami nie jest łatwe i jak się okazuje nawet przestawione wiadro na wspólnym korytarzu dla teściowej, może okazać się powodem do wyzwisk, awantury, która eskaluje i zaczyna bezpośrednio mnie dotyczyć. Moja "ostoja spokoju " dom, który miał mi dawać poczucie bezpieczeństwa znów się okazuje zaczyna się burzyć. Teściowa bardzo mocno w ostatnim czasie wykorzystuje moją przeszłość i atakuje mnie słownie, fizycznie, obmawia mnie do innych domowników. Mój mąż dostrzega to, jednak "odważny" jest mówić o tym gdy jest pijany. Relacje między Mną a mężem są oziębłe i można powiedzieć oschłe. Martwię się kiedy widzę, jakie trudności ma z kontrolowaniem picia i jak bardzo oddalamy się od siebie. Wszystkie rozmowy, które dotyczą Jego uzależnienia kończą się sprzeczką, większą izolacją, bagatelizowaniem problemu i obiecywaniem tylko "zmienię się". Czuję się współuzależniona (brak spontanicznej komunikacji między Nami, jestem w permanentnym stresie, odczuwam lęk, mam duże poczucie winy i odpowiedzialności, co negatywnie wpływa na samopoczucie rodziny). Boję się o Naszą przyszłość, boję się o Jego zdrowie, boję się o siebie "czy udźwignę ten ciężar", boję się o młodszą córkę, która dorasta widząc niezdrowe relacje, po prostu boję się, że nie "ogarniam"tego wszystkiego. Czuję się niepotrzebna, bezsilna. Nie dostrzegam już dobrego rozwiązania i czuję się osaczona. Proszę o pomoc
współuzależnienie

Współuzależnienie - objawy, przyczyny i jak sobie z nim radzić

Współuzależnienie to poważny problem wpływający na zdrowie psychiczne, fizyczne i relacje międzyludzkie wielu Polaków. Jeśli podejrzewasz ten problem u siebie lub bliskich, warto poszukać profesjonalnej pomocy. Sprawdź, co musisz wiedzieć.