Dzień dobry,
Czytając Pana wiadomość, odniosłam wrażenie, że największym źródłem cierpienia nie jest sam brak współżycia. Znacznie bardziej wybrzmiewa poczucie samotności w tym problemie. Od dłuższego czasu próbuje Pan rozmawiać, proponuje rozwiązania, czeka, szanuje granice żony, a jednocześnie ma Pan poczucie, że ciężar znalezienia wyjścia spoczywa niemal wyłącznie na Pana barkach.Zastanowiło mnie również to, że opisuje Pan nie tylko trudności seksualne, ale także unikanie pocałunków, odsuwanie Pana podczas prób zbliżenia oraz brak wyjaśnienia, co dzieje się po stronie żony. To sprawia, że problem wydaje się dotyczyć szerzej rozumianej bliskości, a nie wyłącznie współżycia. Seks bardzo często staje się miejscem, w którym ujawniają się trudności obecne również w innych obszarach relacji.Nie sposób, na podstawie Pana opisu, odpowiedzieć, dlaczego żona reaguje w taki sposób. Przyczyn może być wiele i byłoby nieuczciwe je zgadywać. Natomiast jedno wydaje się bardzo ważne : w małżeństwie nie chodzi o to, aby jedna osoba sama próbowała odgadnąć problem drugiej. Do rozwiązania potrzebna jest gotowość obojga do rozmowy i wspólnego szukania odpowiedzi.Mam też poczucie, że od dłuższego czasu próbuje Pan chronić żonę przed presją, jednocześnie coraz mniej chroniąc samego siebie. To bardzo trudna równowaga. Szacunek dla granic partnerki jest ważny, ale równie ważne jest uznanie własnych potrzeb za istotne. Potrzeba bliskości, czułości czy współżycia nie jest czymś egoistycznym ani niewłaściwym.Chciałabym zostawić Panu też kilka pytań do refleksji:Gdyby na chwilę odłożył Pan temat seksu, czego najbardziej brakuje Panu dziś w tej relacji: poczucia bycia chcianym, szczerej rozmowy, czułości czy czegoś jeszcze innego?
Czy ma Pan poczucie, że żona widzi i rozumie skalę Pana cierpienia, czy raczej ten temat jest przez nią odsuwany?
Jakie działania ze strony żony pokazałyby Panu, że naprawdę chce wspólnie pracować nad Waszym małżeństwem, nawet jeśli zmiana nie nastąpi od razu?Myślę, że kolejnym krokiem nie powinno być już wyłącznie zachęcanie żony do indywidualnej terapii. Warto zaprosić ją do wspólnej konsultacji u terapeuty par lub seksuologa pracującego z parami. Nie po to, aby szukać winnego, ale aby zrozumieć, co dzieje się między Wami. Jeżeli jednak żona nie będzie gotowa na rozmowę ani wspólne szukanie rozwiązania, warto również dać sobie prawo do zastanowienia się, jak długo jest Pan w stanie funkcjonować w relacji, w której tak ważny obszar pozostaje zamknięty.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka