
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Jak poradzić sobie...
Jak poradzić sobie z konfliktem między potrzebami rodziców a związkiem na odległość?
Anonimowo
Agnieszka Włoszycka
Dobry wieczór,
Dziękujemy za przesłaną wiadomość. Bardzo porusza mnie to o czym Pani pisze. Wyobrażam sobie jak bardzo jest Pani rozdarta między lojalnością wobec rodziców a własnym sercem. Pisze Pani o wlasnym poczuciu winy...i to że próbuje Pani odciążyć rodziców sprzejając swoje rzeczy, że liczy każdą złotówkę...mówi to o Pani dużo dobrego, nie złego. Sądzę, iż ma Pani prawo chcieć budować swoje życie, relacje, doświadczenia, to nie jest według mnie egoizm. To jest dorastanie. Jednocześnie presja, krzyk i straszenie odebraniem wsparcia to ogromne obciążenie emocjonalne – nic dziwnego, że czuje się Pani zagubiona...
Nie da się dać jednej dobrej decyzji „jedź” albo „nie jedź” ale warto zadać sobie pytanie: co jest teraz dla Pani najbezpieczniejsze – emocjonalnie i życiowo ? Warto pamiętać, że Pani potrzeby też są ważne, nawet jeśli ktoś próbuje je unieważniać. Wspomina też Pani o domu gdzie jest wzmożona kontrola.....co to dokładnie oznacza ?
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Anna Kapelska
Dzień dobry,
Dziękuję, że dzieli się Pani trudnościami i szuka wsparcia. Opisana sytuacja wskazuje na to, że rodzice dalej traktują Panią tak, jakby była niepełnoletnia i nie mogła stanowić o sobie. Pani zaś studiuje i jednocześnie angażuje się w możliwa dostępną pomoc im, sprzedając swoje rzeczy.
Pisze Pani, że zależy jej na związku i wizycie u chłopaka. I ma Pani pełne prawo decydować o tym, kiedy i gdzie się uda.
Niestety, ale reakcja rodziców to szantaż. Mówienie, że jeśli pojedziesz, to przestaną Ci opłacać studia, nie jest w porządku. Oczywiście, może to wynikać z ich obaw, mimo to masz pełne prawo decydować o sobie.
Zastanów się, jak się poczujesz i co się wydarzy, jeśli NIE pojedziesz. A potem - co będzie, jeśli jednak zdecydujesz się odwiedzić chłopaka i sprzeciwić rodzicom. Stawianie granic jest niełatwe, ale często konieczne, by uzdrawiać relacje - także z rodzicami.
Wszystkiego dobrego,
Anna Kapelska
Psycholog
Zuzanna Zbieralska
Dzień dobry,
To, co Pani przeżywa, jest bardzo trudne i jednocześnie bardzo typowe dla osób wychowanych w nadopiekuńczym, kontrolującym domu. Z jednej strony jest Pani dorosła, ma Pani swoje potrzeby, relację i plany. Z drugiej strony jest realna zależność finansowa od rodziców, która sprawia, że każda próba samodzielnej decyzji wiąże się z poczuciem winy i strachem. Chęć pojechania do partnera nie jest niczym niewłaściwym. To naturalne w związku i wchodzeniu w dorosłość. Jednocześnie warto uczciwie zobaczyć, że to nie jest tylko decyzja o wyjeździe, ale o tym, na jaki koszt jest Pani teraz gotowa. Jeśli pojedzie Pani wbrew woli rodziców, może się to wiązać z nasileniem konfliktu i realnymi konsekwencjami finansowymi. Jeśli nie pojedzie, może pojawić się żal, złość i poczucie utknięcia.
W takich sytuacjach często pomocne bywa nie gwałtowne stawianie się, tylko stopniowe budowanie niezależności- szukanie pracy, odkładanie własnych pieniędzy, uczenie się zgody na to, że rodzice mogą być niezadowoleni, a Pani nadal ma prawo do własnych wyborów. Czasem jeden wyjazd nie jest jeszcze momentem na pełną konfrontację, ale może być sygnałem, że potrzebny jest plan na najbliższe miesiące. A na tu i teraz- warto zastanowić się nad tym, który wybór będzie mniej dotkliwy i bolesny dla Pani. Jeśli ma Pani taką możliwość, bardzo zachęcam do rozmowy z psychologiem indywidualnie. To, co Pani opisuje, mocno wpływa na poczucie sprawczości i winy, a z tym naprawdę da się pracować.
Pozdrawiam ciepło,
Zuzanna Zbieralska
Weronika Wardzińska
Dzień dobry,
widać, jak bardzo jest Pani rozdarta i jak dużo napięcia to w Pani wywołuje. Z jednej strony wdzięczność wobec rodziców i poczucie winy, że ponoszą koszty studiów, a z drugiej bardzo naturalna potrzeba bycia w związku, decydowania o sobie i doświadczania życia na własnych zasadach. To naprawdę trudna sytuacja, zwłaszcza gdy pochodzi się z domu, w którym kontrola była obecna od zawsze.
Rodzice prawdopodobnie kierują się lękiem, ale sposób, w jaki to robią, krzyk, groźby, obrażanie się, jest dla Pani raniący i odbiera Pani poczucie sprawczości. Nic dziwnego, że czuje się Pani winna i ma wrażenie, że za każdym razem musi Pani rezygnować z siebie. Jednocześnie Pani potrzeba pojechania do chłopaka, dotrzymania obietnicy i zadbania o relację jest w pełni zrozumiała i dojrzała.
To nie jest wybór „rodzice albo związek”, tylko moment, w którym Pani dorosłość zaczyna się domagać miejsca. Być może warto na razie spokojnie zakomunikować decyzję, bez wchodzenia w kolejne kłótnie, ale równolegle pomyśleć o podjęciu pracy, nawet dorywczej. Nie po to, żeby coś komuś udowodnić, ale żeby krok po kroku budować niezależność finansową, która w przyszłości da Pani więcej spokoju i realnej wolności wyboru. Ma Pani prawo do uczuć, do wyjazdu i do własnych decyzji, a jednocześnie warto zadbać o plan na uniezależnienie się, żeby takie sytuacje nie stawiały Pani ciągle pod ścianą. To proces, niejednorazowy bunt.
Pozdrawiam ciepło,
Weronika Wardzińska
Mirela Batog
Sytuacja, w której się Pani znajduje, wygląda jak konflikt między potrzebą bezpieczeństwa finansowego i emocjonalnego a naturalnym dążeniem do dorosłej autonomii. Niestety, widzę tu mechanizm, w którym pomoc finansowa rodziców staje się narzędziem kontroli, a nie bezinteresownym wsparciem. Musi Pani zadać sobie ważne pytanie: jaki koszt emocjonalny płacę za uleganie groźbom i rezygnację z własnych potrzeb? To poczucie winy jest efektem lat wychowania w nadopiekuńczości, ale jako 20-letnia kobieta ma Pani pełne prawo do decydowania o swoim życiu i relacjach. Proszę pamiętać, że nie jest Pani odpowiedzialna za emocje rodziców – ich krzyk i obrażanie się to próba wymuszenia posłuszeństwa, a nie wyraz troski. Wyjazd wbrew ich woli może być bolesnym, ale kluczowym krokiem w procesie emocjonalnego "odcinania pępowiny". Uleganie szantażowi nie sprawi, że kontrola kiedykolwiek ustanie, raczej utwierdzi bliskich w przekonaniu, że ta metoda działa. Warto przygotować „plan awaryjny” na wypadek odcięcia funduszy, co realnie obniży Pani lęk i da poczucie sprawstwa. Autonomia rodzi się w momencie, gdy zaczynamy stawiać granice mimo strachu przed reakcją otoczenia. Zachęcam Panią do potraktowania tej sytuacji jako pierwszej ważnej lekcji budowania dorosłego życia na własnych zasadach.
Serdeczności
Mirela Batog
psycholożka, psychoterapeutka CBT
Patrycja Stajer
Dzień dobry,
Myślę, że najlepiej jak poszuka Pani w swojej okolicy możliwości spotkań / konsultacji z psychoterapeutą, być może podjęcia psychoterapii. Często uczelnie oferują swoim studentom możliwość krótkoterminowego wsparcia, bezpłatnie. Może to by Pani pomogło przyjrzeć się swojej separacji od rodziców i budowaniu swojego dorosłego życia.
Z poważaniem,
Patrycja Stajer.
Dagmara Łuczak
Witam Pani. To, w czym Pani się znalazła, nie jest problemem z wyjazdem, tylko konfliktem między Pani dorosłością a silną kontrolą ze strony rodziców. Ma Pani 20 lat i formalnie jest Pani osobą dorosłą, ma Pani prawo decydować o swoim związku i o tym, kogo odwiedza. Jednocześnie jest Pani finansowo zależna od rodziców, co realnie ogranicza Pani swobodę i sprawia, że ich groźby są skuteczne. Pani poczucie winy, sprzedawanie własnych rzeczy i chęć odciążenia rodziców pokazują, że nie jest Pani nieodpowiedzialna ani lekkomyślna, tylko bardzo przejęta i obciążona emocjonalnie. Krzyk, grożenie zabraniem pieniędzy na studia i obrażanie się nie są rozmową ani troską, tylko formą nacisku i kontroli, typową dla nadopiekuńczych domów. Pytanie nie brzmi więc, czy ma Pani rację, bo ją Pani ma, tylko czy jest Pani gotowa ponieść konsekwencje wyjazdu wbrew ich woli. Jeżeli Pani pojedzie, istnieje realne ryzyko, że rodzice faktycznie spróbują ukarać Panią finansowo, i trzeba to wziąć pod uwagę bardzo trzeźwo. Jeżeli Pani nie pojedzie, związek prawdopodobnie to przetrwa, ale rodzice utwierdzą się w przekonaniu, że kontrola działa i że mogą decydować za Panią także w przyszłości. Najrozsądniejsze na ten moment nie jest ani bunt, ani uległość, tylko przygotowywanie się do niezależności, znalezienie pracy, budowanie własnych środków i planu uniezależnienia się, bez prowokowania otwartej wojny. Równocześnie warto spokojnie i krótko komunikować, że jest Pani dorosła i będzie podejmować własne decyzje, bez tłumaczenia się i przekonywania. To nie jest wybór między rodzicami a chłopakiem, tylko pierwszy poważny moment, w którym Pani zaczyna decydować o swoim życiu na własnych zasadach.
pozdrawiam serdecznie,
Dagmara Łuczak

Zobacz podobne
Moim problemem jest brak jakiejkolwiek sprawczości w życiu. Czuję, że jako nastolatka zostałam złamana przez nadopiekuńcze, toksyczne i nerwowe mamę z babcią. Nic mi nie było wolno, ciągle tylko awantury i znęcanie się psychiczne. Dziś nam 40 lat i jestem na całkowitym utrzymaniu mamy i babci. Za sobą mam 20 lat próbowania różnorakich prac, różnego typu: od prac biurowych, przez związane z moim hobby, po prace fizyczne. Niestety rezygnowałam (lub wyrzucano mnie) z jednego z dwóch powodów: albo nie dawałam sobie rady (mam słaby intelekt, a także jestem słaba fizycznie) albo nie wytrzymywalam tego zamknięcia w pracy. Czułam się jak w pułapce, jakby każda komórka mojego ciała krzyczała, że chce się wydostać. Wiem, że to nieodpowiedzialne, dziecinne, jak głupi, zbuntowany małolat, a nie 40-letnia baba, ale za każdym razem nie wytrzymywałam i dosłownie uciekałam z pracy jak z pułapki. W tej chwili mam już tak mało sił, że nie wierzę, że jeszcze kiedykolwiek ucieknę mamie. Ale chciałabym dać sobie radę, chociażby dorabiając jakieś drobne. Nie stać mnie na terapię, na nfz już byłam, nie pomogło, pan stwierdził, ze widocznie mi za dobrze, że siedzę w tej bezradności. Proszę o pomoc.
Witam. Od jakiegoś czasu słyszę opinie od rodziców, szczególnie matek, że nie dzwonią do swoich pociech w momencie przebywania ich u swoich ojców, bo to wywołuje tęsknotę.
Jak jest naprawdę ?
Dzięki za odp
Pozdrawiam
Moje dziecko (2,5 lat) od dwóch miesięcy budzi się 2-3 razy w nocy (od zawsze idzie spać około 19-19,30, budzi o 21,24,2 lub 5) z niekontrolowanym płaczem, krzykiem i histerią nie do opanowania. Nie daje się uspokoić, mimo że próbujemy razem z mężem na różne sposoby, a w trakcie tych epizodów dziecko jest niespokojne, mówi sprzeczne rzeczy, np. 'mama tulić, mama nie tulić' pić, nie pić i nie daje się przytulić, tupie, kładzie się tarza...
Epizody trwają około godziny/ do 2. Dziwie się, że sąsiedzi są tak wytrzymali. W dzień córka rozwija się prawidłowo, zachowuje się spokojnie i nie zauważamy większych problemów, jest mądrą dziewczynką, z jedzeniem nie ma problemów, ma wszystkie ząbki.. W Październiku pozbyliśmy się smoczka, miała tylko na sen, ale przez miesiąc spała dobrze. Problem był tylko w żłobku, gdy widziała u innych dzieci, ale przeszło. Martwi mnie to zachowanie – czy mogą to być lęki nocne, problemy emocjonalne, a może coś innego?
Jak powinnam reagować, skoro nie da się dotknąć, a z drugiej strony jest noc.. Co powinniśmy zrobić, żeby pomóc dziecku i czy konieczna jest dalsza diagnoza i gdzie szukać pomocy?
Nie pomagają misie i kocyki ani bajki i kołysanki, ani zapalona lamka... Jestem już wykończona, sfrustrowana.
Już nie wiemy, co robić.. Na koniec powiem, że mała przesypiała cale noce do 6 mnc życia, dlatego jest to dla mnie niepokojące.
Dziękuje i proszę o pomoc
