Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy osoba, która żyje według pewnego schematu, obiecuje, że się zmieni,

Czy osoba, która żyje według pewnego schematu, obiecuje, że się zmieni, ale do tych zmian nie dochodzi, a pozostają jedynie obietnice i tłumaczenia, że potrzebuje więcej czasu .... w końcu może faktycznie się zmienić ? Ile szans powinna dostać taka osoba? Jak postępować w sytuacji kolejnego rozczarowania? Czy można w ogóle wymagać od innej osoby, aby się zmieniła?
Anna Haczyk

Anna Haczyk

Jakkolwiek to zabrzmi, ale sądzę, że musisz odpowiedzieć sobie na te pytania sama. Znasz szczegóły, znasz osobę, kontekst, historię relacji. 

To, co mogę zasugerować, to zadanie sobie pytania: co byś poradziła przyjaciółce gdyby miała podobny problem?

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Magdalena Chojnacka

Magdalena Chojnacka

Niestety nie mamy dużego wpływu na to, żeby ktoś zmienił się, jeśli sama osoba nie jest gotowa to presja może tylko spowolnić ten proces, ona sama musi chcieć z siebie i w odpowiednim dla siebie czasie pracować nad tym.  Nie można nikogo zmusić - mamy jednak sami wybór czy akceptujemy tą nie- gotowość, czy też nie. 

Jak piszesz, rozumiem, że ta osoba tkwi w destrukcyjnych schematach i nie podjęła działania, by te schematy zmienić. Radzę jednak zamiast skupiać się na jej schematach, skupić się na tym, co powoduje, że samemu nie chcemy zadecydować, np.: o dalszym byciu lub nie-byciu w tej relacji. Może łatwiej nam czekać na zmianę u partnera, niż samemu podjąć decyzję. Przez bierne czekanie sami tkwimy w miejscu. 

Pozdrawiam,

Magdalena Chojnacka

Katarzyna Waszak

Katarzyna Waszak

Dzień dobry! Schematy powstają zwykle w dzieciństwie i wpływają na sposób myślenia i postępowania. Z treści wiadomości nie wynika, jaki to schemat, czemu służy, co zapewnia. Żeby móc go zmienić, trzeba zrozumieć jego destrukcyjną rolę.         Nie mamy wpływu na to, by zmusić do zmiany drugiego człowieka. Możemy jednaķ dokonać zmiany siebie, przyjrzeć się sobie i zastanowić, dlaczego wybrała Pani życie z człowiekiem, który postępuje właśnie w/g tego określonego schematu. Powodzenia

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Koleżanka zmaga się za samookaleczaniem, a ja widzę świeże ślady. Czy powinnam zgłosić to psycholożce? Jak rozmawiać o tym z koleżanką?
Mam koleżankę w 2 klasie w technikum z którą się lubię, ale nie wiem o niej za dużo i dużo nie rozmawiamy. Problem jest taki, że odkąd ją znam to wiem, że ma problemy z samookaleczaniem , gdyż zawsze widoczne były jej blizny na nadgarstkach , lecz nigdy z nią nie rozmawiałam o tym, gdyż się bałam i nie wiedziałam jak . Na początku naszej znajomości miała widoczne tylko blizny , więc myślałam, że może tak robiła wcześniej, ale już skończyła , dopiero jakiś czas później tak mocno się okaleczyła, że musiała mieć bandaż na ręce , ale nie wiedziałam co z tym zrobić. Parę razy koleżanka chodziła do psychologa szkolnego z powodu problemów w klasie i nie tylko ,więc myślałam, że jest pod dobrą opieką i będzie już dobrze. Po tym już nie widziałam u niej świeżych śladów po samookaleczaniu, w ciągu roku szkolnego , więc myślałam, że jest już ok. I tak było dopóki tydzień dwa temu na wf nie zauważyłam jej nadgarstków, na których było dużo świeżych śladów i blizn po samookaleczeniu i nie wiem co robić. Martwię się i chciałabym pójść z tym do psychologa szkolnego , lecz brak mi odwagi i boję się, że mogę pogorszyć tym sprawę oraz nie wiem, jak zareaguje koleżanka i pani psycholog ,zwłaszcza, że jeszcze nie znam nowej psycholożki szkolnej i teraz nie wiem co robić ? Czy powinnam pójść i porozmawiać o tym z panią psycholog , czy w takiej sytuacji nie powinnam się wtrącać w osobiste sprawy mojej koleżanki?
Po trudnych sytuacjach z moją dziewczyną mam trudności - ciągle mam je w głowie, ciągle mnie bolą. Co powinienem zrobić?
Witam, mój problem polega na tym, że jestem w związku z dziewczyną (Emilą) ponad rok naprawdę często się kłócimy(ja mam 18 lat, a ona 17) W 90% kłótnie dotyczą tego samego tematu, a mianowicie: moja dziewczyna na początku związku bardzo blisko żyła ze swoim kuzynem (Dawidem)(spędzili ze sobą całe dzieciństwo, jednak on kilka lat temu się wyprowadził na wieś przez co osłabił im się kontakt, jednak dalej pisali i spotykali się co jakiś czas). Po około dwóch miesięcy związku w naprawdę cudownej atmosferze przyszedł wieczór, kiedy to napisała mi, że najprawdopodobniej jedzie do kuzyna na weekend, wtedy również napisała mi, że jeden z kolegów Dawida, z którym mieli spędzać wspólnie czas „jest ostatnio dziwnie chętny” pytając dlaczego, odpisała, że pisze jej, że jest słodka i nie może się doczekać kiedy przyjeżdża. W tamtej chwili lekko zdenerwowany napisałem do tego kolegi i jasno wytłumaczyłem, że ma tak nie robić, bo Emila jest w związku, ten odrazu mnie przeprosił i uznałem temat za zakończony. Po delikatnej wymianie zdań z dziewczyną stwierdziła, że tam nie jedzie, bo będzie dziwnie jak do niego napisałem, bo pomyślą, że ona mi się skarży. Dwa dni później jednak dostaję od niej wiadomość, że Dawid po nią przyjechał i siedzą wraz z kilkoma kolegami i piją alkohol. (Tutaj warto dodać, że Emila nigdy wcześniej nie piła alkoholu, podczas jednej z pierwszych rozmów obiecała mi, że ten pierwszy raz zrobimy to razem). Pod wpływem nerwów wydzwoniłem po znajomych i pojechaliśmy razem do klubu, będąc tam pisałem z Emilą, która spożyła tyle alkoholu, że nie była w stanie napisać jednego wyrazu poprawnie przez co ja sam piłem coraz więcej. Na następny dzień pojechałem do niej, oboje płakaliśmy ze względu na to, że to była nasza pierwsza poważniejsza sytuacja, ja wyjaśniłem, że mogłem się zdenerwować skoro ona pojechała pić alkohol z 3 innymi chłopakami, ona nie do końca rozumiała moje zarzuty, tłumaczyła się, że przecież pojechała tam ze swoim kuzynem, mimo to pogodziliśmy się. Następną sytuacją były chrzciny, na których matką chrzestną była Emila, a ojcem chrzestnym Dawid. Podjechali pod mój dom i podczas drogi na chrzciny oboje siedząc z przodu samochodu praktycznie mnie ignorowali, bez przerwy gadali tylko ze sobą, ja próbując dołączyć do rozmowy dostawałem odpowiedź tylko jednym słowem, ale sytuacja się zmieniła, kiedy Dawid podjechał pod swoją koleżankę, która zastąpiła miejsce Emilii, co spowodowało, że ta nagle znajdując się ze mną z tyłu auta jakby przypomniała sobie o moim istnieniu i zaczęła sama do mnie zagadywać(wiem, że to nic strasznego, ale też czuję dyskomfort kiedy to wspominam). Podczas chrzcin pamiętam, że siedzieliśmy w taki sposób, że Emila na środku a my po bokach i ona jedna dłoń na moim udzie a drugą na jego przez co bardzo dziwnie się poczułem (nawet po rozmowie z mamą doszliśmy do wniosku, że coś jest tam nie tak). Trzecia sytuacja miała miejsce około miesiąc po chrzcinach, wtedy również po Emile przyjechał Dawid i pojechali do niego, wtedy już o wszystkim wiedziałem(zgodziłem się, żeby jechała ze względu na to, że nie chciałem być jakimś chłopakiem, który zabrania jej spotykania się z innymi) wtedy wyciągnęli ją na jakąś domówkę, na której znowu piła alkohol, ale tym razem już dużo mniej, pisaliśmy też wtedy ze sobą, więc wiedziałem co się dzieje, mimo tego całą noc płakałem i totalnie źle się z tym czułem, że jeździ gdzieś z jakimiś chłopakami, których nie bardzo znam i pije alkohol. Czwarta sytuacja była również koło 2 miesięcy po poprzedniej, wtedy po super spędzonym tygodniu, nie chcąc mnie denerwować powiedziała, że w weekend jedzie do cioci na co odparłem, że wiem, że jedzie do Dawida, wtedy zapytała się mnie czy nie chce jechać z nimi, że naprawdę bardzo by się cieszyła gdybym jechał z nimi i byłoby super, a więc postanowiłem, że pojadę. Pojechaliśmy do tego kuzyna, na początku było okej, ale jednak czułem, że Emila więcej uwagi poświęca mu i jego kolegom, niż mi. Od kuzyna poszliśmy na ognisko, trochę sobie wypiłem i zacząłem jej mówić, że nasz związek chyba nie ma w ogóle sensu, ponieważ czuję, że więcej szczęścia dają jej kuzyn z kolegami, niż ja. Muszę przyznać, że zrobiła się tam wtedy naprawdę spora afera, pamiętam widok (chyba jeden z gorszych w moim życiu) Emili płaczącej w bluzie kuzyna dodatkowo przytulającej się do niego, nie pamiętam czy kiedykolwiek mnie tak rozwścieczyło. Na następny dzień po powrocie do domu pokłóciliśmy się właśnie o to, że ja czułem, że ona jest szczęśliwsza przy nich, a ona mi mówiła, że to jest tylko kuzyn i to ja jestem dla niej najważniejszy. Po całej nocy kłócenia się spotkaliśmy się następnego dnia, wręczyłem jej kwiatka i przeprosiłem ją za swoje zachowanie. Około miesiąca i paru kłótni o to samo później, Emila napisała mi długą wiadomość o tym, że zrozumiała swój błąd i że to towarzystwo nie jest dla niej i przez cały ten czas udawała kogoś kim nie jest. Pytając się jej czemu to robiła zawsze odpowiadała, że zazdrościła mi tych wszystkich historii, które jej opowiadałem i tego nastoletniego życia, którego ona nigdy nie zaznała. Co jakiś czas z mojej strony wracał temat, ponieważ nie umiałem zrozumieć ani sie z tym pogodzić, czemu zachowywała sie w stosunku do mnie w taki sposób. W rozmowach na ten temat zawsze mówiła, że jadąc tam nie chciała pić, tylko oni ją namawiali, na co zawsze odpowiadałem, że przecież mogłaś odmówić. Po kilku miesiącach męczenia się z myślami i ciągłym zadawaniu sobie pytania „dlaczego?” zacząłem zastanawiać się jak wyglądała rozmowa z kolegą Dawida, o której mówiłem na początku. Zapytałem się Emili czy pisała będąc ze mną w związku z jakimś chłopakiem dając mu poczucie, że ma jakieś szansę, odparła na to, że przysięga, że nigdy. Wtedy wziąłem jej telefon i wszedłem na rozmowę z tym kolegą i tam zobaczyłem coś w co nie mogłem uwierzyć. Okazało się, że to Emila głównie pytała się kiedy będą pić non stop pisząc „kiedy się naje*iemy??” Co totalnie mnie zaskoczyło. W rozmowach można było zauważyć, że kolega kuzyna ewidentnie próbuje ją poderwać na co ona go nie zbywała, tylko pisała mu wiadomości typu „ty też u mnie dawno zaplusowałeś/jesteś takim super chłopakiem z poczuciem humoru” dodatkowo ewidentnie pokazując mu, że podoba jej się jak on ją komplementuje. Wszystkie wiadomości tłumaczyła w taki sposób, że dla niej na tamten moment to totalnie w żadnym stopniu nie było na poważnie, całą rozmowę traktowała jako żart, ja jednak nie jestem co do tego pewien, ponieważ on pisał jej tam zdania typu „na opisanie tego jak wspaniała kobietą jesteś nie ma słów”. Cała ta rozmowa też nie była jakąś zdradą czy czymś takim, ale musze przyznać, że bardzo, ale to bardzo zabolało. Po przeczytaniu rozmów postanowiłem się wyżalić przyjaciołom i rodzicom i wszyscy jakby jednym głosem odpowiedzieli mi „może i zrobiła niefajnie, ale to nie jest na tyle mocne, żeby zrywać” postanowiłem posłuchać i dać Emili kolejną szansę. Od tamtego czasu naprawdę często się kłócimy, ja się złoszczę, że tak robiła, a ona ciągle używa argumentu, że była głupia i udawała przy nich kogoś kim nie jest i że teraz totalnie się zmieniła. Jak mam być szczery to ja wierzę w tą jej zmianę, naprawdę widzę, że ta dziewczyna trochę inaczej zaczęła patrzeć na świat, tylko mój obecny problem polega na tym, że ja totalnie nie potrafię się pogodzić z tym, że tak się działo. Wmawiam sobie, że ta jedyna by tak nie zrobiła, dodatkowo dochodzi do tego dziwna relacja z kuzynem, z którym sobie pisali w tamtym okresie komentarze pod zdjęciami typu „do twarzy ci z …” i emotki z serduszkami czy właśnie z tą nieszczęsną ręką na udzie, która nie może mi wyjść z głowy. Bardzo ważne jest również, żebym wspomniał, że kiedy jesteśmy razem to naprawdę świetnie spędza się nam czas, bardzo dużo się śmiejemy i rozmawiamy na przeróżne tematy, wtedy dużo rzadziej myślę o tych negatywnych rzeczach, a nawet jak zacznę w jej obecności to myśle sobie „kurde dobra ona jest super, tamte rzeczy są już nieważne, one działy się prawie rok temu”. Potrzebuję pomocy, ponieważ temat wciąż wraca co parę dni. Ale co najciekawsze wraca głównie kiedy jestem sam, kiedy ona jest przy mnie, dzieje się to znacznie rzadziej. Bardzo dziękuję jeśli ktoś przeczytał to w całości i byłbym bardzo wdzięczny za udzielenie kilku porad jak poradzić sobie z tego typu sytuacją. Pozdrawiam ;)
Jak radzić sobie z poczuciem upokorzenia przez śmiech męża i mamy?

Mąż często się śmieje. Mam wrażenie, że ze mnie. 

Coś robię, a on po cichu coś mówi do mojej mamy i się śmieje z moją mamą. Kiedy pytam, o co chodzi - słyszę o nic i widzę jak dalej się śmieje z moją mamą. Ja wracam do swojej czynności i wtedy słyszę często "O O O" z ust męża i śmiech mamy. 

A ja dalej nie wiem, o co chodzi. Jak chcę coś powiedzieć i przychodzi moja mama , by coś powiedzieć, to nagle mąż się śmieje z mojej wypowiedzi. Wtedy ja cichnę, czuję się upokorzona i wtedy mama może mówić swobodnie. 

Ich rozmowa na chwilę cichnie i mogę coś powiedzieć na dany temat, co wiem lub przeczytałam, wtedy słyszę albo "O znów się wymądrza" albo śmieje się razem z moją mamą z tego, co mówię. Ostatnio nawet zaczął się śmiać, jak jesteśmy sami. 

Ja naprawdę mam ochotę z kimś porozmawiać o tym, czego się dowiedziałam itp. Ostatnio nasze rozmowy po prostu kończą się na suchych faktach. Czyli co trzeba zrobić, ile pieniędzy na co, co tam u dzieci i tyle. Nie chcę z nim rozmawiać, jak się ze mnie śmieje, ale jednocześnie mam potrzebę mu opowiadania o sobie. Nie wiem, jak przestać mówić do niego przypadkowe informacje. Może ktoś mi podpowie, bo mam dość. 

To tak boli, szczególnie jak później słyszę, że to tylko był żart, lub dla mojego dobra, bo się nakręcam na dany temat.

Witam, jestem ofiara przemocy domowej, tylko nie wiem, jak z tego wybrnąć.
Witam, jestem ofiara przemocy domowej, tylko nie wiem, jak z tego wybrnąć. Mam z nim syna, chce mnie zamknąć w psychiatryku, żeby sąd mnie ubezwłasnowolnił i żeby odebrali mi dzieci. Nie mam już siły na nic.... Jak sobie mogę pomóc, żeby się ie ratować, a za chwilę dzieci. Nie mam pieniędzy, utrzymuje się z alimentów na dziecko, nie mam mieszkania, nie mam nic. Odsunął ode mnie wszystkich. Nawet opieka i kurator nie są w stanie mi pomóc. Chcę pomocy, naprawdę chcę pomocy, bo już nie daje rady z tym człowiekiem... Jak w takich warunkach mają się dzieci wychowywać, naprawdę nie wiem, co mam robić.....
Witam. Na wstępie powiem, że jestem osobą bardzo samotną, posiadającą niską samoocenę
Witam. Na wstępie powiem, że jestem osobą bardzo samotną, posiadającą niską samoocenę oraz permanentnie smutną, która jakiś czas temu można powiedzieć, poddała się życiowo i wycofała socjalnie. Wewnątrz czuję pustkę i jakbym był wyprany z emocji, nic na mnie nie robi już wrażenia, nawet raz jak pojechałem skoczyć w tandemie, to myślałem, że będzie to jakiś bodziec, ale jak się okazało, sam skok nie zrobił na mnie żadnego wrażenia (a podobno pierwszemu skokowi towarzyszy przeładowanie sensoryczne i nic się nie pamięta). W skrócie można by powiedzieć o mnie życiowy przegryw. Mam dwójkę chorych rodziców, z którymi mieszkam i się nimi zajmuję. Jeden rodzic wymaga znacznie większej uwagi (podnoszenie z łóżka, czyszczenie, przygotowywanie jedzenia itp.), drugi jest w miarę samodzielny i jakiś czas wytrzyma bez pomocy. Teraz do rzeczy, w ostatnie wakacje poznałem dziewczynę, dołączyła się przypadkiem do mojej wędrówki po górach. Po powrocie do normalności prowadziliśmy rozmowy na komunikatorze dzień w dzień, długie rozmowy, ściany tekstu o wszystkim i niczym. Z czasem, kiedy w ten sposób ją lepiej poznałem, zrozumiałem, że to może być ta bratnia dusza, której zawsze miałem nadzieję znaleźć, najgorsze, że ona mimo będąc ode mnie sporo młodsza dawała mi subtelne znaki zainteresowania moją osobą. Zawsze sobie mówiłem, że albo będę z kobietą, która mi odpowiada albo wolę umrzeć sam. Jeden problem to taki, że w momencie jej poznania ona była w trakcie podjęcia dużych życiowych kroków, przeprowadzka do innego kraju. Już po przeprowadzce, opowiadała mi o tym kraju, wysyłała zdjęcia, filmy itp. Aż w końcu rozbudziła moją wyobraźnię na tyle, że postanowiłem się również tam przeprowadzić, ale jej o tym nie mówiłem, tylko zacząłem uczyć się języka, załatwiać sprawy dotyczące opieki nad rodzicami, próbować przekwalifikować się na zawód, który mógłbym wykonywać w nowym kraju. Wstępnie miałem ją odwiedzić, na kilka dni. Bilety były już kupione, ja się nie mogłem doczekać, jak i ona, kiedy się spotkamy, a na miejscu chciałem po części wybadać sytuację i podjąć jakieś konkretniejsze plany, żeby nie robić tego przez komunikator. Te codzienne rozmowy dawały mi takiego, życiowego kopa, chciało mi się działać, w końcu miałem przejrzysty cel, w głowie rodziły się nowe pomysły, życie podyndało mi możliwością prawdziwego szczęścia przed nosem, by je po chwili zabrać. Na dwa tygodnie przed wylotem, jeden z rodziców zachorował i trafił do szpitala. Stanąłem przed wyborem, jadę do niej i zostawiam rodziców na pastwę losu albo zostaje i możliwość życiowego szczęścia i spełnienia prawdopodobnie odpływa w nieznane. Zostałem. Po poinformowaniu jej o całej sytuacji okazała zrozumienie i współczucie, ale czułem, że ta decyzja będzie rzutować na dalszej relacji. Dwa tygodnie po moim nie przyjechaniu, kontakt zaczął wyhamowywać, odpowiedzi po 2 dniach, po 3, 5. Zdjęcia tak jak wcześniej wysyłała z solowych wypadów, teraz subtelnie sugerowały, wypady w towarzystwie. Rozumiem ją, że nie będzie wstrzymywać swojego życia, ale mam teraz takie wielkie przeświadczenie, że to ja mogłem przeżywać z nią te chwile, gdybym nie wybrał opieki nad potrzebującym rodzicem. Motywacja i chęci zniknęły, chęć do życia też. Miałem moment, gdzie emocje były tak silne, że jak siadłem to zacząłem gadać do siebie i płakać jak nigdy wcześniej (nawet na pogrzebach bliskich nie płakałem). Mówiłem do siebie, że tylko chciałem móc otoczyć drugą osobę swoją miłością i mieć dla kogo żyć, otworzyć tę tamę emocji, która się we mnie zgromadziła przez te lata samotności. Nie wiem, co dalej z tym robić, próbować, że a może jednak? Dać jej spokój, co w sumie byłoby fair wobec niej? Zły jestem na siebie, że nie potrafię cieszyć się życiem samemu i sama nadzieja związku z taką wymarzoną osobą ma na mnie tak duży wpływ. No cóż, wszystko się okaże w te wakacje, bo dawno temu umówiliśmy się na jeszcze jedną wyprawę, z której póki co nie wycofała się, ale moje nadzieje, jeżeli chodzi o związek, z mojej perspektywy wyglądają całkiem mizernie. Także po wakacjach pewnie przepale oszczędności i podejmę tą jedną jedyną egoistyczną decyzję w moim smutnym jak **** życiu. Odkładałem to ze względu na bliskich ("no nie mogę im tego zrobić"), ale czuję, że tak dalej już nie dam rady. Nie wiem, czy to, co napisałem, można nazwać pytaniem, ani czy było to napisane składnie i ładnie, bo tyle rzeczy chodzi mi po głowie, ale chciałem się gdzieś anonimowy wygadać. Może powiecie mi coś, czego o sobie nie wiem, może doradzicie, a może tylko zaproponujecie proszki i terapię. Na nic w każdym razie nie liczę. Pozdrawiam
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.