
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Dwukrotna zdrada w...
Dwukrotna zdrada w małżeństwie - czy możliwe jest ratowanie związku?
M.
Karolina Kozicka
Na to pytanie odpowiedź znają Tylko Ci małożonkowie :) Warto sprawdzić jakie emocje i potrzeby pojawiają się po stronie męża i żony… Czego potrzebują te osoby, by móc dalej być razem w zdrowej i szczęśliwej relacji?
Najlepiej będzię umówić się na spotkanie z terapeutą par i szczerze porozmować.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Kamil Relidzyński
Dzień dobry,
temat zdrady jest bardzo trudnym doświadczeniem co wydaje się oczywiste. Do uratowania małżeństwa potrzeba silnego zaangażowania z dwóch stron i podjęcia konkretnych kroków, które mogą, ale nie muszą utrzymać relację.
Temat zdrady dotyka wielu przestrzeni życia i należy się temu przyjrzeć, a dodatkowo zastanowić się co jest w tym momencie najlepsze. Warto wybrać się na konsultację psychologiczną we dwójkę. Oczywiście jeśli oboje chcecie ratować te małżeństwo.
Pozdrawiam
Ego Eimai
Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz
Dzień dobry,
pytanie jest ogólne, więc też ogólnie odpowiem; jeżeli obie strony tego chcą to jest taka szansa. Nie wiem, jakie relacje obecnie są miedzy Państwem; czy rozmawiacie ze sobą czy nadal emocje są bardzo silne. Po uspokojeniu emocji i uznaniu, że chcecie być razem i ratować związek sugeruję terapię małżeńską.
Pozdrawiam
Katarzyna Waszak
Dzień dobry! Zachęcam do skorzystania z terapii par. Są różne narzędzia do pracy z parą w kryzysie. Warto zbudować wspólny most- cel, ustalić, jakie kryzysy doprowadziły do zdrady i przepracować je. Istotne jest także dokonanie spostrzeżenia, co Państwa łączy, co macie wspólnego. Poszukajcie ,,wyjątków"- kiedy było lepiej, co inaczej robiliście, jak się zachowywaliście, jakie emocje temu towarzyszyły. Na terapii możliwe jest spotkanie w innym wymiarze- na bazie uczuć, odzwierciedlanie emocji. I możecie wspólnie ustalić preferowaną przyszłość. Powodzenia Katarzyna Waszak

Zobacz podobne
Dzień dobry, nie wiem od czego zacząć.
Nie radzę sobie z żalem , poczuciem winy i beznadziei.
W weekend doszło pomiędzy mną a mężem do konfliktu jakiego się nie spodziewałam, oboje zawiedliśmy siebie nawzajem. Ta sytuacja nie pozostanie obojętna .Ciężko przejść nad tym do porządku dziennego. Mój mąż ma choleryczny temperament jednak nie był nigdy agresywny raczej dużo narzeka a drobnostki urastają w jego oczach do rangi czegoś wielkiego. Często wprowadza stresującą atmosferę na przykład pospieszając nas, gdy mamy wyjść z domu, fakt, że nie zdążymy na metro jest dla niego stresorem i projektuje to na nas w momencie gdy kolejny pociąg będzie za 5 -7 minut. Gdy nie może czegoś znaleźć obwinia mnie bo napewno położyłam w inne miejsce. Wszystko tak komunikuje jakby to były sprawy życia i śmierci coś niesamowicie ważnego w momencie, gdy to są błachostki Takie sytuacje wprowadzają negatywna atmosferę a ja czuję że potrzebuje więcej spokoju Często też krytykuje mnie, że na przykład czegoś nie zrobiłam lub nie odłożyłam na miejsce (w domu rodzinnym też zawsze rodzice o wszystko obwiniali mnie, więc jest to dla mnie mało przyjemne ) a sam nie jest idealn,y jednak ja nie czepiam się drobnostek i nie wytykam mu tych drobiazgów. W weekend mąż pojechał po zakupy spożywcze , ja z córką zostałam w domu ponieważ miała gorączkę (zwykle zakupy robimy razem ) Gdy mąż przyniósł zakupy na górę do mieszkania spieszył się, ponieważ zostawił auto pod blokiem. Chciał skorzystać z toalety, ale my z córką akurat byłyśmy w środku, w tym samym momencie niechcący strąciłam pojemnik ze szczoteczkami z półki, wtedy mąż mnie odepchnął ponieważ stałam mu na drodze a on się spieszył. Nie odebrałam tego dobrze, dla mnie mężczyzna nie powinien popychać swojej kobiety a pospiech nie jest wytłumaczeniem . Zakomunikowałam, że nie chce być tak traktowana i wyszłam. Potem mąż chciał mnie przeprosić, ale dla mnie słowa niewiele znaczą, chciał mnie przytulić, ale odpowiedziałam, że nie. Przez resztę dnia chyba wyłączyłam/ wyparłam emocje jednak wieczorem mąż mnie zdenerwował i wtedy nie wytrzymałam wykrzyczałam, że założę się, że nawet jego tata (który od zawsze ma problem z alkoholem ) nigdy nie pchnął jego mamy. Wtedy mąż odpowiedział próbując się odgryźć twierdząc, że to moja wina, a ja nie wytrzymałam, rzuciłam w niego swoim telefonem i uderzyłam go 2-3 razy otwartą dłonią. Czuję wstyd za swoje zachowanie. Czuję, że ta sytuacja nie nie jest czymś, co łatwo puścić w niepamięć.Nie wiem co powinnam o tym wszystkim myśleć i gdzie jest problem. Najgorsze, że nasza córka była przy tym przez co czuję się z tym o wiele gorzej.
