Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy przyjaciele naprawdę mnie lubią, czy tylko z litości? Moje wątpliwości dotyczące relacji

Czasami mam wrażenie że wszyscy udają że mnie lubią tylko dlatego że mają z tego korzyści bo jestem miła i pomagam.. też często rozmyślam czy nie jest im mnie szkoda i z litości sie ze mną przyjaźnią
Magdalena Mazur-Laskowska

Magdalena Mazur-Laskowska

To, co czujesz, jest bardzo bolesne i bardziej powszechne, niż mogłoby się wydawać. Kiedy ktoś jest empatyczny, pomocny i daje innym dużo dobra, łatwo zaczyna się zastanawiać: „czy oni lubią mnie… czy tylko to, co dla nich robię?”.

Ale samo to, że jesteś miła i wspierająca, nie odbiera Ci wartości jako osoby. Ludzie często przywiązują się właśnie do takich osób - nie z litości, tylko dlatego, że przy nich czują się bezpiecznie, spokojnie, dobrze. To ogromna różnica.

Nie musisz zasługiwać na czyjąś obecność ciągłym pomaganiem. Masz wartość również wtedy, kiedy jesteś zmęczona, cicha, smutna albo niczego nie dajesz od siebie.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry.

To, co opisujesz, brzmi jak bardzo męczące poczucie niepewności w relacjach. Można być wśród ludzi, pomagać im, być miłą osobą, a jednocześnie w środku ciągle zastanawiać się: „Czy oni naprawdę mnie lubią, czy tylko czegoś ode mnie chcą?”. To potrafi bardzo obciążać.

 

Warto zauważyć, że taka myśl nie musi być faktem. To, że boisz się, że ktoś jest z Tobą z litości albo dla korzyści, nie oznacza automatycznie, że tak jest. Czasem niska samoocena podpowiada nam bardzo bolesne interpretacje: „nie mogą mnie lubić naprawdę”, „pewnie udają”, „jestem potrzebna tylko wtedy, gdy pomagam”.

 

Dobrze byłoby przyjrzeć się temu, czy w relacjach nie wchodzisz często w rolę osoby, która musi zasłużyć na sympatię. Jeśli czujesz, że musisz być zawsze miła, pomocna, dostępna i bezproblemowa, to z czasem możesz zacząć wierzyć, że ludzie lubią tylko tę „użyteczną” część Ciebie, a nie Ciebie jako osobę.

 

Spróbuj czasem zrobić mały test granic. Nie chodzi o prowokowanie innych, tylko o drobne sprawdzenie, czy relacja przetrwa, kiedy powiesz: „dziś nie mogę”, „nie mam siły”, „tym razem nie pomogę”. Zdrowe relacje nie kończą się tylko dlatego, że raz czegoś odmówisz.

 

Możesz też zadać sobie pytanie: czy mam dowody, że oni mnie wykorzystują, czy raczej mam lęk, że tak jest? To ważna różnica. Jeśli ktoś odzywa się tylko wtedy, gdy czegoś potrzebuje, nie interesuje się Tobą i znika, gdy Ty potrzebujesz wsparcia, to warto postawić granice. Ale jeśli ludzie spędzają z Tobą czas, rozmawiają, pamiętają o Tobie i są obecni nie tylko wtedy, gdy im pomagasz, to możliwe, że lęk trochę zniekształca obraz sytuacji.

 

Jeśli te myśli wracają często, powodują napięcie, smutek albo izolowanie się od ludzi, warto porozmawiać z psychologiem. Nie dlatego, że „coś jest z Tobą nie tak”, tylko dlatego, że można nauczyć się budować relacje bez ciągłego sprawdzania, czy zasługuje się na sympatię.

 

Nie musisz być potrzebna, żeby być ważna. Można Cię lubić po prostu za to, jaka jesteś, nie tylko za to, co robisz dla innych.

 

Pozdrawiam
Łukasz Dyłka

Weronika Maciąg-Mika

Weronika Maciąg-Mika

Dzień dobry, 

 

to co opisujesz brzmi jak zmęczenie ciągłym podważaniem własnej wartości w relacjach. Takie myśli mogą się pojawiać, gdy ktoś jest wspierający, pomocny i empatyczny. Problem polega na tym, że umysł zaczyna ignorować wszystkie sygnały świadczące o prawdziwej sympatii, a skupia się wyłącznie na możliwości odrzucenia albo litości. To nie jest jednak obiektywny dowód na to, że ludzie Cię wykorzystują, a być może mechanizm związany z niskim poczuciem własnej wartości lub lękiem przed odrzuceniem. 

 

Warto zauważyć jedną rzecz: przyjaźń z litości zwykle nie trwa długo i nie daje zaangażowania. Jeśli ludzie sami do Ciebie wracają, piszą, chcą spędzać czas, pamiętają o Tobie - to są oznaki realnej więzi, a nie obowiązku. Twoje myśli mogą być bardzo przekonujące, ale przekonujące nie znaczy prawdziwe.

Wszystkiego dobrego,

Weronika Maciąg-Mika

Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,
Pani myśli i odczucia w tej sytuacji mogą wiązać się z niskim poczuciem własnej wartości i lękiem przed odrzuceniem. Kiedy ktoś jest wspierający i daje dużo od siebie, łatwo może zacząć myśleć: „gdybym nie pomagała albo nie była miła, nikt nie chciałby ze mną być”. Wtedy relacje zaczynają być oceniane bardziej przez pryzmat własnych obaw niż realnych zachowań innych ludzi. Proszę pamiętać, że przyjaźń z litości rzadko utrzymuje się długo i trudno byłoby komuś przez dłuższy czas „udawać” bliskość wyłącznie z poczucia obowiązku. To, że ktoś korzysta z Pani wsparcia, nie oznacza automatycznie, że nie lubi Pani jako osoby. Być może problemem nie jest brak sympatii ze strony innych, ale trudność w uwierzeniu, że można być ważną dla kogoś po prostu za to, kim się jest.

Pozdrawiam serdecznie
Joanna Cichosz

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

To, co Pani czuje, to bolesne przekonanie, które bardzo często dotyka osoby z natury empatyczne, pomocne i wrażliwe. Kiedy buduje się relacje głównie na byciu miłym i pomaganiu, łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że jest się wartościowym tylko wtedy, gdy robi się coś dla innych, a to prosta droga do podejrzewania ludzi o interesowność lub litość. Litość to zbyt słaba i męcząca emocja, by ktokolwiek na dłuższą metę udawał dla niej przyjaźń, dlatego warto zacząć uczyć się stawiać granice i sprawdzać, co się stanie, gdy na jakiś czas przestanie Pani być na każde zawołanie. Prawdziwe relacje przetrwają tę próbę, a Pani zyska pewność, że jest się lubianym za to, kim się jest, a nie za to, co się dla kogoś robi. Praca nad odbudowaniem wiary w siebie i własną atrakcyjność bez konieczności ciągłego „zasługiwania” na sympatię to najlepszy krok, by uwolnić się od tego raniącego poczucia osamotnienia.

Powodzenia

Bożena Nagórska

Antoni Popis

Antoni Popis

Dzień dobry,

 

widzę, że masz poczucie, że ludzie z którymi utrzymujesz relacje, lubią Cię tylko dlatego, że jesteś miła i pomagasz, ponadto często myślisz, że ludzie są z Tobą z litości. Bycie miłym i pomocnym nie jest niczym złym w relacjach. Pytania, które warto sobie zadać - jak Ty się czujesz i jakie emocje wzbudza w Tobie postawa bycia miłą i pomocną dla innych. Jeśli czujesz radość, dumę czy satysfakcję w byciu pomocną i miła, to być może jest to postawa, która jest w zgodzie z samą sobą. Może to również oznaczać, że są to wartościowe i oparte na równych zasadach przyjaźnie, znajomości. Jeśli czujesz złość, smutek, niesprawiedliwość, to może faktycznie warto przyjrzeć się tym relacjom, w których się tak czujesz. Być może te trudniejsze emocje chcą Ci powiedzieć, że owe relacje nie są partnerskie.

Warto zaglądać we własne emocje, bo są one ogromnym źródłem informacji. Dzięki nim możesz poczuć świat, relacje, siebie!

 

Pozdrawiam serdecznie

Antoni Popis

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam,

 

Uważam, że w tej historii najbardziej bolesne nie jest to, jak ludzie się zachowują, tylko to, że pojawiła się w Pani głowie wątpliwość: „czy jestem lubiana za siebie, czy za to, co daję” i ta wątpliwość zaczyna „przykrywać” wszystkie neutralne i dobre sygnały z relacji. Uważam też, że bycie osobą miłą i pomocną nie jest problemem. Problem zaczyna się wtedy, gdy relacja w środku staje się transakcją: „jeśli przestanę dawać, to przestanę istnieć dla innych”. Wtedy umysł zaczyna szukać dowodów na odrzucenie nawet tam, gdzie ich nie ma, bo próbuje się zabezpieczyć przed zranieniem. Według mnie ważne jest tu rozróżnienie: czy ludzie realnie Panią wykorzystują, czy raczej Pani lęk podpowiada scenariusz „litości”. W praktyce przyjaźń z litości jest mało stabilna, trudna do utrzymania przez dłuższy czas, bo wymagałaby stałego udawania, bez żadnej wzajemności. Można spróbować małej zmiany: nie rezygnować z bycia pomocną, ale czasem zostawić też przestrzeń na „jestem, ale nic nie daję” i zobaczyć, kto nadal zostaje w kontakcie i to też często bardzo szybko oddziela realne więzi od wyobrażonych zagrożeń.

Co chciałabym jeszcze dodać, to że pojawia się taka myśl, nie znaczy, że jest prawdziwa: raczej, że relacje są dla Pani ważne i budzą niepewność, którą warto łagodnie uporządkować, zamiast ją „rozwiązywać” przez ciągłe analizowanie innych ludzi.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Bycie miłym to dobra cecha, której niestety czasami zaczyna nam brakować. To, co Pani opisuje może mieć tak naprawdę różne podłoże od empatii po zaburzenia lękowo-separacyjne. Pytanie, co się dzieje, kiedy Pani jednak jest sobą i czasami nie chce komuś pomóc, tudzież ma inne przekonania. Co się wtedy dzieje  w Pani głowie i ciele. Czy pojawia się napięcie i frustracja połączona z myślami, ze nie stanęła Pani na wysokości zadania? Te proces bycia miłym powinien działać w dwie strony. 

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Brak życia seksualnego w małżeństwie - jak poradzić sobie z problemem?
Dzień dobry, piszę w sprawie, która już zaczyna mnie coraz bardziej martwić - mianowicie życia seksualnego w małżeństwie, a właściwie jego braku. Jestem 32-letnim mężczyzną, w związku 4 lata, a w małżeństwie nieco ponad rok. Problem w tym, że nasze małżeństwo nie zostało skonsumowane w pełnym tego słowa znaczeniu - wszelkie próby odbycia stosunku kończyły się niepowodzeniem, polegającym na tym, że moja żona mnie dosłownie odpychała - w sensie odpychała moje biodra dłońmi przez co niemożliwe było odbycie stosunku (ona pozostaje dziewicą, a ja prawiczkiem - przynajmniej tak do wygląda z mojej perspektywy). Prób było zaledwie kilka, bo zawsze znajdzie się wymówka. Martwi mnie to już i męczy. Chciałbym regularnie uprawiać seks, sam petting jest bardzo rzadko (rzadziej niż raz na miesiąc). Rozmawiałem z żoną o moich potrzebach, prosiłem o uwzględnienie tego, żeby wybrała się do seksuologa, nawet przyniosło to efekt - tylko, że bardzo mizerny. Odrobinę bardziej zwraca uwagę na moje potrzeby (ale wciąż bardzo rzadko - średnio raz na miesiąc?), a do seksuologa wybrała się po kilku miesiącach próśb z mojej strony - kilka wizyt, ale bez efektu. Co mogę powiedzieć? Czuję się oszukany, nie umawialiśmy się na białe małżeństwo i jest to zwyczajnie dla mnie trudne i przykre. Owszem, umówiliśmy się przed ślubem na biały związek do czasu ślubu, ale żona obiecała mi, że po ślubie nadrobimy i będziemy regularnie współżyć. Ja już śpię nawet w pokoju obok, bo zwyczajnie się z tym wszystkim źle czuję. Bolą niezaspokojone potrzeby. Ale nie to jest największy problem - najbardziej boli stosunek żony do mnie jako do mężczyzny oraz to, że czuję się oszukany, jako że nie miałem świadomości tego typu problemów przed ślubem, byłem zapewniany, że wszystko jest w porządku. Czekałem cierpliwie przed ślubem, szanując jej wartości. Czekam już ponad rok i powoli przestaję wierzyć, że cokolwiek w tej materii może się jeszcze zmienić. Co jeszcze boli? Moja żona zdążyła odwiedzić każdą koleżankę po 10 razy, zanim wybrała się do seksuologa. Nie wiem co robić. Nie wiem co o tym myśleć. Nie wiem skąd to wszystko się wzięło, żona odmawia wyjaśnienia mi sytuacji. Mam także niestety trudne wspomnienia, gdy żonę chciałem pocałować w usta, to odwracała głowę. Zdarzało się to niestety wielokrotnie. Zapytana, czy na pewno się jej podobam, potwierdziła, że z tej strony jest wszystko w porządku. Boli mnie, że nie spodziewałem się tego przed ślubem. Boli mnie także, że tak jestem traktowany jako mężczyzna. Na prawdę nie wierzę już, że to może się poprawić, zwłaszcza, że żona zainteresowanie seksem wykazuje raz na miesiąc najczęściej. Na prawdę słuchałem absurdalnych wymówek. Proszę o jaką poradę co robić i chłodne spojrzenie z boku na tą całą sytuację.
Bardzo kocham swoją dziewczynę, ale ostatnio mam napływ myśli czy chce z nią dalej być, czy mi się podoba...
Witam, mam około 18 lat jestem z moją dziewczyną około rok. Bardzo kocham swoją dziewczynę czuje że jest ta jedyna i idealna super spędza mi się z nią czas, wspieramy się nawzajem, często się spotykamy, znamy już swoje rodziny, znamy się bardzo dobrze. Ostatnio coś jest nie tak mam napływ myśli czy chce z nią być dalej? czy na pewno mi się podoba? (coraz częściej rozglądam się za innymi dziewczynami co uważam za złe ale nie mogę tego powstrzymać) (napływ myśli którego nie mogę powstrzymać tylko gdy jestem z znajomymi lub z nią to o tym nie myślę lub minimalnie) mamy dużo pięknych wspomnień i jest to moja pierwsza miłość. Jest ona bardzo wrażliwą osobą i boję się z nią na ten temat porozmawiać nie chce jej ranić. I nie potrafię sobie poradzić z tymi myślami i nie wiem co robić dalej coraz bardziej brakuje mi do tego sił, boje się że już tak cudownej osoby nie spotkam. Proszę o pomoc
Nie umiem poradzić sobie z prowadzeniem kontaktów międzyludzkich. Przejmuję się opinią, uważam siebie za odludka. Zaburza to moje studia.
Od ponad roku prokastrynuję i nie mogę się zmusić do rysowania, ostatnio nie mam siły nawet na inne pasje, zaczęłam studia, ale nie wiem czy dam radę, bo mam problemy w kontaktach z ludźmi czasem( nie umiem i boję się wyrażać własne zdanie, a gdy myślę o tym, żeby to zrobić to wali mi serce, często mówię wtedy, gdy się zmuszę do wyrażenia swojej opinii - wolniej, bo myślę w tym czasie, co ta osoba sobie myśli, czasem nawet ruchy mi się spowalniają, obraz mi się na parę sekund zamazuje, ale rzadko( gdy pracuję w żabce), czuję, że nigdzie nie pasuję, nie spotykam się ze znajomymi, bo jestem trochę odludkiem, objadam się ( ze stresu chyba),co mam zrobić?
Jak załagodzić konflikt w związku z decyzjami rodziców o nierównym podziale majątku?
Witam, jestem w długoletnim związku. Mieszkam u swojego partnera. Rodzicie w tym czasie postąpili o tyle źle, że zamiast mi zapewnić jakiś start, wybudowali dom dla siostry, a ja kiedyś mam mieć dom po nich. A dlatego podjęli taką decyzję bo ja nie umiałam podjąć decyzji o zakupie mieszkania, długo z tym zwlekałam, bo myślałam że z partnerem coś razem może kupimy, ale z nim nie było rozmowy nie mogłam się dogadać bo mi On znów kazał z rodzicami sobie ustalać. Mój partner jest o to zły, uważa że to wstyd wobec Jego rodziny. Że moi rodzice skorzystali sytuację że jestem u niego i zrobili ze swoimi pieniędzmi to co chcieli. Facet truje mi głowę że rodzice mi nic nie dali, że jak można tak potraktować córki nie równo, a do tego wstyd że ktoś się dorabia na tym że mieszkam u Niego. Chciałabym jakoś załagodzić sytuację, ale on ciągle do tego wraca i mówi mi abym ja sobie wyjaśniała z rodzicami czemu tak zrobili i taktują mnie gorzej. Ja już z rodzicami na ten temat rozmawiałam i wyjaśniłam sytuację, ale do mojego faceta to nie dociera. Czy dobrym pomysłem jest abym ja z partnerem i rodzicami porozmawiała na ten temat, żeby wyjaśnili czemu tak postąpili? Mam wrażenie że taka rozmowa by oczyściła sytuację i albo będzie dobrze albo doporowadzi do rozstania. Chciałabym żeby to w jakąś stronę się rozwiązało.
Partner prosi o szansę, jednak nie stara się. Nie wiem co o tym myśleć?
Zerwałam z facetem, on prosi o kolejną szansę, której nie wykorzystuje. Nie stara się. Co mam myśleć?
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.