Left ArrowWstecz

Czy przyjaciele naprawdę mnie lubią, czy tylko z litości? Moje wątpliwości dotyczące relacji

Czasami mam wrażenie że wszyscy udają że mnie lubią tylko dlatego że mają z tego korzyści bo jestem miła i pomagam.. też często rozmyślam czy nie jest im mnie szkoda i z litości sie ze mną przyjaźnią
User Forum

Emi

1 miesiąc temu
Magdalena Mazur-Laskowska

Magdalena Mazur-Laskowska

To, co czujesz, jest bardzo bolesne i bardziej powszechne, niż mogłoby się wydawać. Kiedy ktoś jest empatyczny, pomocny i daje innym dużo dobra, łatwo zaczyna się zastanawiać: „czy oni lubią mnie… czy tylko to, co dla nich robię?”.

Ale samo to, że jesteś miła i wspierająca, nie odbiera Ci wartości jako osoby. Ludzie często przywiązują się właśnie do takich osób - nie z litości, tylko dlatego, że przy nich czują się bezpiecznie, spokojnie, dobrze. To ogromna różnica.

Nie musisz zasługiwać na czyjąś obecność ciągłym pomaganiem. Masz wartość również wtedy, kiedy jesteś zmęczona, cicha, smutna albo niczego nie dajesz od siebie.

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry.

To, co opisujesz, brzmi jak bardzo męczące poczucie niepewności w relacjach. Można być wśród ludzi, pomagać im, być miłą osobą, a jednocześnie w środku ciągle zastanawiać się: „Czy oni naprawdę mnie lubią, czy tylko czegoś ode mnie chcą?”. To potrafi bardzo obciążać.

 

Warto zauważyć, że taka myśl nie musi być faktem. To, że boisz się, że ktoś jest z Tobą z litości albo dla korzyści, nie oznacza automatycznie, że tak jest. Czasem niska samoocena podpowiada nam bardzo bolesne interpretacje: „nie mogą mnie lubić naprawdę”, „pewnie udają”, „jestem potrzebna tylko wtedy, gdy pomagam”.

 

Dobrze byłoby przyjrzeć się temu, czy w relacjach nie wchodzisz często w rolę osoby, która musi zasłużyć na sympatię. Jeśli czujesz, że musisz być zawsze miła, pomocna, dostępna i bezproblemowa, to z czasem możesz zacząć wierzyć, że ludzie lubią tylko tę „użyteczną” część Ciebie, a nie Ciebie jako osobę.

 

Spróbuj czasem zrobić mały test granic. Nie chodzi o prowokowanie innych, tylko o drobne sprawdzenie, czy relacja przetrwa, kiedy powiesz: „dziś nie mogę”, „nie mam siły”, „tym razem nie pomogę”. Zdrowe relacje nie kończą się tylko dlatego, że raz czegoś odmówisz.

 

Możesz też zadać sobie pytanie: czy mam dowody, że oni mnie wykorzystują, czy raczej mam lęk, że tak jest? To ważna różnica. Jeśli ktoś odzywa się tylko wtedy, gdy czegoś potrzebuje, nie interesuje się Tobą i znika, gdy Ty potrzebujesz wsparcia, to warto postawić granice. Ale jeśli ludzie spędzają z Tobą czas, rozmawiają, pamiętają o Tobie i są obecni nie tylko wtedy, gdy im pomagasz, to możliwe, że lęk trochę zniekształca obraz sytuacji.

 

Jeśli te myśli wracają często, powodują napięcie, smutek albo izolowanie się od ludzi, warto porozmawiać z psychologiem. Nie dlatego, że „coś jest z Tobą nie tak”, tylko dlatego, że można nauczyć się budować relacje bez ciągłego sprawdzania, czy zasługuje się na sympatię.

 

Nie musisz być potrzebna, żeby być ważna. Można Cię lubić po prostu za to, jaka jesteś, nie tylko za to, co robisz dla innych.

 

Pozdrawiam
Łukasz Dyłka

1 miesiąc temu
Weronika Maciąg-Mika

Weronika Maciąg-Mika

Dzień dobry, 

 

to co opisujesz brzmi jak zmęczenie ciągłym podważaniem własnej wartości w relacjach. Takie myśli mogą się pojawiać, gdy ktoś jest wspierający, pomocny i empatyczny. Problem polega na tym, że umysł zaczyna ignorować wszystkie sygnały świadczące o prawdziwej sympatii, a skupia się wyłącznie na możliwości odrzucenia albo litości. To nie jest jednak obiektywny dowód na to, że ludzie Cię wykorzystują, a być może mechanizm związany z niskim poczuciem własnej wartości lub lękiem przed odrzuceniem. 

 

Warto zauważyć jedną rzecz: przyjaźń z litości zwykle nie trwa długo i nie daje zaangażowania. Jeśli ludzie sami do Ciebie wracają, piszą, chcą spędzać czas, pamiętają o Tobie - to są oznaki realnej więzi, a nie obowiązku. Twoje myśli mogą być bardzo przekonujące, ale przekonujące nie znaczy prawdziwe.

Wszystkiego dobrego,

Weronika Maciąg-Mika

1 miesiąc temu
Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,
Pani myśli i odczucia w tej sytuacji mogą wiązać się z niskim poczuciem własnej wartości i lękiem przed odrzuceniem. Kiedy ktoś jest wspierający i daje dużo od siebie, łatwo może zacząć myśleć: „gdybym nie pomagała albo nie była miła, nikt nie chciałby ze mną być”. Wtedy relacje zaczynają być oceniane bardziej przez pryzmat własnych obaw niż realnych zachowań innych ludzi. Proszę pamiętać, że przyjaźń z litości rzadko utrzymuje się długo i trudno byłoby komuś przez dłuższy czas „udawać” bliskość wyłącznie z poczucia obowiązku. To, że ktoś korzysta z Pani wsparcia, nie oznacza automatycznie, że nie lubi Pani jako osoby. Być może problemem nie jest brak sympatii ze strony innych, ale trudność w uwierzeniu, że można być ważną dla kogoś po prostu za to, kim się jest.

Pozdrawiam serdecznie
Joanna Cichosz

1 miesiąc temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

To, co Pani czuje, to bolesne przekonanie, które bardzo często dotyka osoby z natury empatyczne, pomocne i wrażliwe. Kiedy buduje się relacje głównie na byciu miłym i pomaganiu, łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że jest się wartościowym tylko wtedy, gdy robi się coś dla innych, a to prosta droga do podejrzewania ludzi o interesowność lub litość. Litość to zbyt słaba i męcząca emocja, by ktokolwiek na dłuższą metę udawał dla niej przyjaźń, dlatego warto zacząć uczyć się stawiać granice i sprawdzać, co się stanie, gdy na jakiś czas przestanie Pani być na każde zawołanie. Prawdziwe relacje przetrwają tę próbę, a Pani zyska pewność, że jest się lubianym za to, kim się jest, a nie za to, co się dla kogoś robi. Praca nad odbudowaniem wiary w siebie i własną atrakcyjność bez konieczności ciągłego „zasługiwania” na sympatię to najlepszy krok, by uwolnić się od tego raniącego poczucia osamotnienia.

Powodzenia

Bożena Nagórska

1 miesiąc temu
Antoni Popis

Antoni Popis

Dzień dobry,

 

widzę, że masz poczucie, że ludzie z którymi utrzymujesz relacje, lubią Cię tylko dlatego, że jesteś miła i pomagasz, ponadto często myślisz, że ludzie są z Tobą z litości. Bycie miłym i pomocnym nie jest niczym złym w relacjach. Pytania, które warto sobie zadać - jak Ty się czujesz i jakie emocje wzbudza w Tobie postawa bycia miłą i pomocną dla innych. Jeśli czujesz radość, dumę czy satysfakcję w byciu pomocną i miła, to być może jest to postawa, która jest w zgodzie z samą sobą. Może to również oznaczać, że są to wartościowe i oparte na równych zasadach przyjaźnie, znajomości. Jeśli czujesz złość, smutek, niesprawiedliwość, to może faktycznie warto przyjrzeć się tym relacjom, w których się tak czujesz. Być może te trudniejsze emocje chcą Ci powiedzieć, że owe relacje nie są partnerskie.

Warto zaglądać we własne emocje, bo są one ogromnym źródłem informacji. Dzięki nim możesz poczuć świat, relacje, siebie!

 

Pozdrawiam serdecznie

Antoni Popis

1 miesiąc temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam,

 

Uważam, że w tej historii najbardziej bolesne nie jest to, jak ludzie się zachowują, tylko to, że pojawiła się w Pani głowie wątpliwość: „czy jestem lubiana za siebie, czy za to, co daję” i ta wątpliwość zaczyna „przykrywać” wszystkie neutralne i dobre sygnały z relacji. Uważam też, że bycie osobą miłą i pomocną nie jest problemem. Problem zaczyna się wtedy, gdy relacja w środku staje się transakcją: „jeśli przestanę dawać, to przestanę istnieć dla innych”. Wtedy umysł zaczyna szukać dowodów na odrzucenie nawet tam, gdzie ich nie ma, bo próbuje się zabezpieczyć przed zranieniem. Według mnie ważne jest tu rozróżnienie: czy ludzie realnie Panią wykorzystują, czy raczej Pani lęk podpowiada scenariusz „litości”. W praktyce przyjaźń z litości jest mało stabilna, trudna do utrzymania przez dłuższy czas, bo wymagałaby stałego udawania, bez żadnej wzajemności. Można spróbować małej zmiany: nie rezygnować z bycia pomocną, ale czasem zostawić też przestrzeń na „jestem, ale nic nie daję” i zobaczyć, kto nadal zostaje w kontakcie i to też często bardzo szybko oddziela realne więzi od wyobrażonych zagrożeń.

Co chciałabym jeszcze dodać, to że pojawia się taka myśl, nie znaczy, że jest prawdziwa: raczej, że relacje są dla Pani ważne i budzą niepewność, którą warto łagodnie uporządkować, zamiast ją „rozwiązywać” przez ciągłe analizowanie innych ludzi.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

1 miesiąc temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Bycie miłym to dobra cecha, której niestety czasami zaczyna nam brakować. To, co Pani opisuje może mieć tak naprawdę różne podłoże od empatii po zaburzenia lękowo-separacyjne. Pytanie, co się dzieje, kiedy Pani jednak jest sobą i czasami nie chce komuś pomóc, tudzież ma inne przekonania. Co się wtedy dzieje  w Pani głowie i ciele. Czy pojawia się napięcie i frustracja połączona z myślami, ze nie stanęła Pani na wysokości zadania? Te proces bycia miłym powinien działać w dwie strony. 

1 miesiąc temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Dziewczyna często wspomina byłych partnerów i porównuje mnie - co to znaczy?
Ostatnio zauważyłem że moja dziewczyna często jak jesteśmy we dwójkę opowiada historię z różnych akcji, które miała ze swoimi byłymi. Historię o tym jak była traktowana w poprzednich związkach, szczególnie w tym ostatnim ( wtedy kiedy miała chłopaka o 4 lata starszego od niej), kiedy jej były chłopak stwierdził że nie jest już dla niego fizycznie atrakcyjna. Ona bardzo często jak jesteśmy razem wspomina to i widzę że podchodzi do tego emocjonalnie a jesteśmy już parą od 8 miesięcy a z tym chłopakiem zerwała z 10 miesięcy temu i wtedy się działy u niej takie akcje z jej byłym. Albo wspomina często chwilę jak była z tym facetem, który był o 20 lat starszy od niej, który był bardzo bogaty. Bardzo mile wspomina jak była z nim na wakacjach w egzotycznym kraju. Jaki lot był super, że na pokładzie samolotu dostała śniadanie i obiad, że w tym kraju było super.My też byliśmy na wspólnych wakacjach, mogłaby sobie już darować opowiadania historii ze swoim byłym. Albo historię o tym, że ten starszy facet bardziej kochał swoje dzieci z poprzednich związków niż ją. (z tym nie mogła się pogodzić) Nie wiem czy to normalne jak kobieta o tym wszystkim mówi mi. Jak źle była traktowana w poprzednim związku lub jak jej było fajnie na wakacjach z byłym. No rozumiem powiedzieć o tym raz czy dwa, ale ona mi z często o tym mówi, temat o tym jak źle była traktowana w poprzednim związku podnosi średnio raz na półtora tygodnia, przytaczając przy tym historię z byłym jak ją źle traktował. Bardzo często powtarza mi te same historię. Już mnie to powoli wkurza, jesteśmy razem z 8 miesięcy a ciągle mowi o swoich byłych. Rozumiem powiedzieć to raz, dwa razy ale żeby tak ciągle. Kiedyś nawet się rozpłakała przy mnie opowiadając o tym facecie, dla którego przestała być atrakcyjna fizycznie. Z dwa razy pomyliła moje imię z imieniem jej byłego. Nie wiem czy ze mną coś jest nie tak? Mam wrażenie że ona porównuje mnie ze swoimi byłymi, podlegam ciągłej weryfikacji.
Jak uwolnić się od osoby uzależnionej od alkoholu - porady i wsparcie
Dobry wieczór mam jak mogę się uwolnić od osoby która jest uzależniona od alkoholu
Trauma po intymnym incydencie: czy terapia małżeńska to właściwe rozwiązanie?
Mój mąż uprawiał ze mna seks w sytuacji w której byłam bardzo odurzona alkoholem, on go zainicjował, ja byłam tak pijana, że nie bylam w stanie zaprotestować. Zostawiło to we mnie traumę i chciałabym udać sie na terapię. Wiem, ze to co zrobił było złe, ale nie chcę konczyc naszego małżeństwa. Chciałabym abyśmy to wspólnie przepracowali. Czy jeśli byśmy poszli na terapię małzeńską, to czy terapeuta od razu wezwie policję i będzie chciał to zgłosić, czy możliwe będzie przeprwadzenie terapii.
Kolega, który też jest homoseksualny, ma żonę, dzieci i nie potrafi się przełamać.
Chciałem się poradzić w pewnej kwestii, która mnie nurtuje od dłuższego czasu na temat mojej relacji z pewną osobą. Jestem osobą homoseksualną, a kwestia dotyczy drugiej strony - dlaczego tak postępuje, jak mogę rozwiązać problem, bo mam wrażenie, że nie do końca On akceptuje swoją orientację i stosuje żonę jako przykrywkę. Już opisuję całą historią Pana X i siebie. Poznaliśmy się w lutym przypadkiem na palarni i od słowa do słowa jakoś zaczęliśmy rozmawiać, bo pracujemy razem. W pewnym momencie po nocce wracałem z nim samochodem. Zaproponował, że mogę się z nim zabierać, jeśli będziemy mieli na tą samą godzinę. I jakoś tak stopniowo budowaliśmy relację kumpelską. We wrześniu po tak długich rozmowach uznałem, że chyba wypada mu się przyznać do swojej orientacji - w końcu facet heteroseksualny, dzieci i w ogóle. Zaakceptował to normalnie, a trochę później, jak byliśmy razem na nocce, to opowiadał mi o swojej pierwszej żonie (wtedy dowiedziałem się, że jest w związku z drugą). Dowiedziałem się, że obydwie zdradzał z prostytutkami - myślę sobie "no ok, nie moje życie nie mam prawa oceniać". Nikt z nas nie jest święty. O 4 nad ranem, bliżej końca zmiany powiedział, że chce mi coś powiedzieć. Wtedy usłyszałem dosłownie "lubię mieć penisa w ustach". Zamurowało mnie niesamowicie, nie będę kłamać... Wracając razem do domu, powiedziałem, że nic z tego nie będzie, bo nie chciałbym kogoś krzywdzić niepotrzebnie - myślę o żonie i dzieciach. Ponad miesiąc później byliśmy razem na imprezie pracowniczej i pod wpływem alkoholu, jak wracaliśmy ze stacji (a byliśmy po papierosy) wypaliłem czy miałby coś przeciwko, gdybym go pocałował i tak się wszystko zaczęło. Cały romans właściwie, który trwa do teraz - czyli póki co dwa miesiące właściwie... Dowiedziałem się wtedy, że od samego początku chciał, aby coś między nami zaiskrzyło. Po imprezie trafiliśmy do mnie, gdzie do 7 rano byliśmy w łóżku, fajnie się razem bawiliśmy - dopóki nie musiał wracać. Z czasem zacząłem się dowiadywać o Panu X, że pochodzi z rodziny przemocowej - był świadkiem, jak jego ojciec bije mamę, ma młodszego brata. Właściwie to też dowiedziałem się, że przez pół roku nie współżył z żoną i chciałby, aby ona czasami zaczęła grę wstępną, nie on. Jak jesteśmy sami, to potrafi mnie pocałować, pragnie tego, ale prosił mnie też, żebym nigdy nie powiedział jego żonie. Nie zamierzam skrzywdzić jego dzieci przede wszystkim, dlatego nie zrobię tego. Ma bardzo niską samoocenę o sobie, teraz jak jest chory, to do niczego między nami nie dochodzi, ale chciałby znowu się ze mną całować i czegoś więcej. Stwierdził też, że gdyby społeczeństwo było inne, to byłoby mu łatwiej, stąd zastanawiam się, czy nie jest po prostu ukrytym gejem, co boi się przyznać przed światem do swojej orientacji. Twierdzi, że kocha żonę i będzie mu łatwiej nie angażować się w relację romantyczną, ale ja uważam, że mimo wszystko te uczucia u nas wejdą w grę z obydwóch stron mimo wszystko, bo zdążył się przywiązać... I co ciekawsze to jestem jedyną osobą z pracy, której ufa i z którą potrafi się trzymać. Do reszty ma stosunek obojętny. Narzeka, że brakuje mu czasu na wszystko - nawet dla dzieci, na których mu szczerze zależy... Opisałem to niedawno, a dodając czego ja chciałbym od tego życia i może tej relacji - trochę więcej uwagi, poświęcenia czasu na rozmowę. Właściwie mam wrażenie, że zbliżamy się do siebie mimo wszystko, a w pewnym momencie pojawią się uczucia z jednej lub drugiej strony. Według moich znajomych Pan X jest osobą homoseksualną, która boi się wyznać światu co czuje i też mnie wykorzystuje, żeby spełnić tylko swoje potrzeby. W momencie kiedy mam problem czy potrzebuje porozmawiać, naprawdę zdarza się, że znajdzie chwilę i mnie próbuje wesprzeć. Chciałbym się poradzić co dalej w tej sytuacji zrobić, jak rozwiązać żeby nikt nie ucierpiał - chociaż zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę to ja na koniec zostanę zraniony i jestem na to gotowy. Nie uniknę czegoś, co ma nadejść. Ewentualnie czy istnieje szansa, że jednak zbudujemy stały związek?
Chorobliwa zazdrość o przyjaciółkę partnerki – skąd niepokój i czy iść na terapię?
Od pewnego czasu moja partnerka intensywnie pisze z nowo poznaną przyjaciółką. Nie wiem dlaczego ale czuję niepokój kiedy akurat z nią ma kontakt gdzie jak pisze z innymi to się tym kompletnie nie przejmuje. W niedawnym krótkim czasie była sytuacja gdzie też pisała z przyjacielem i było też uczucie niepokoju co skończyło się tragicznie w skutkach ponieważ po pewnym czasie owy przyjaciel zakochał się w mojej partnerce. Jednak tym razem uczucie niepokoju jest takie samo a momentami większe . Nie wiem co mam robić. Nie chcę jej ograniczać, moje obawy zostały jej przedstawione jednak ona tłumaczy to tym że wiąże ją tylko siostrzana więź i jej ufa jak mi na początku naszej relacji. Może i wyolbrzymiam ale ciężko mi znieść myśl czy widok jak ze sobą rozmawiają. Przeze mnie chyba objawia się chorobliwa zazdrość ale po prostu nie umiem sobie tego wytłumaczyć dlaczego jak ona pisze z innymi znajomymi mnie to totalnie nie rusza a nią tak. Proszę o pomoc . Może muszę iść na terapię by to przepracować czy jestem w stanie to u siebie wypracować we własnym zakresie?
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.