Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy psychoterapeuta może pomóc w kwestiach seksualnych czy potrzebny jest seksuolog?

Czy psychoterapeuta może mi pomóc w sferze seksualnej mojego życia czy tylko seksuolog?
Anna Tobolewska

Anna Tobolewska

Dzień dobry, Psychoterapeuta w wielu przypadkach trudności seksuologicznych również będzie w stanie Panu/i pomóc. Może Pan/i zapytać się lub sprawdzić wcześniej w opisie specjalisty czy zajmuje się też tego rodzaju zagadnieniami. W mojej szkole psychoterapii realizowany jest moduł seksuologiczny dzięki czemu jesteśmy przygotowywani tez do tego rodzaju pracy. Pozdrawiam, Anna Tobolewska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Daria Kamińska

Daria Kamińska

Dzień dobry, seksuolog ma z reguły szerszą wiedzę z zakresu ludzkiej seksualności niż psychoterapeuta, stąd konsultacja seksuologiczna może być pierwszy krokiem do zbadania trudności, których Pani doświadcza, zebrania wywiadu i ew. skierowania na wykonanie badań, które wykluczałyby np. czynniki biologiczne mające znaczenie dla seksualnej sfery Pani życia. Jeśli czynniki miałyby charakter psychologiczny wtedy często wskazaniem jest praca z psychologiem-seksuologiem albo psychoterapeutą mającym doświadczenie w tym obszarze. Pozdrawiam serdecznie, Daria Kamińska
Julia Gavryshchuk

Julia Gavryshchuk

Terapia pozwala poszerzyć świadomość w różnych obszarach, również seksualności. Jesteśmy całością i na seksualność wpływają i nasze doświadczenia, i predyspozycje osobowościowe, obecne relacje, poprzednie relacje, itd. Można się temu przyjrzeć w terapii. Pozdrawiam, Julia Gavryshchuk
Adrianna Stawarz

Adrianna Stawarz

Witam. Jeżeli psychoterapeuta szkoli się w zakresie seksuologii, nie ma oporów przed tym, by poruszać tematy związane z seksualnością, to jak najbardziej może pomóc. Specjalista psychoterapeuta- seksuolog ma znacznie większe przeszkolenie w tej dziedzinie, dodatkowo musi superwizować się u superwizora seksuologa, co ma ogromne znaczenie w pracy z pacjentami. Z poważaniem Adrianna Stawarz
Justyna Czerniawska (Karkus)

Justyna Czerniawska (Karkus)

Zarówno psychoterapeuci, jak i seksuolodzy mogą pomóc w poprawie sferze seksualnej życia, ale ich podejścia i obszary specjalizacji mogą się różnić. Czasami może się okazać, że skorzystanie z usług obu profesjonalistów jednocześnie jest najbardziej korzystne, szczególnie jeśli istnieją zarówno aspekty emocjonalne, jak i fizyczne, które wymagają uwagi.

Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

Zarówno psychoterapeuta, jak i seksuolog mogą pomóc z trudnością, o której mowa.  Wybór specjalisty zależy od tego, jakie są oczekiwania i forma pomocy: psychoterapeuta zajmuje się szeroką sferą emocjonalną, relacyjną i psychiczną pacjenta. Może pracować z problemami seksualnymi, które wynikają z problemów psychologicznych, ale nie ma specjalistycznej wiedzy medycznej w zakresie dysfunkcji seksualnych. Seksuolog zaś ma specjalistyczną wiedzę i umiejętności w zakresie seksuologii, co pozwala mu leczyć zarówno problemy psychiczne, jak i fizjologiczne związane z seksualnością. Seksuolog może mieć również przygotowanie medyczne, co daje mu możliwość diagnozowania i leczenia fizycznych zaburzeń seksualnych. Podsumowując, jeśli problem seksualny ma głównie podłoże psychologiczne (np. lęk, trauma, problemy w relacji), psychoterapeuta może być odpowiednią osobą. Jeśli jednak problemy dotyczą bardziej fizjologicznych lub specjalistycznych zagadnień związanych z seksualnością, warto zwrócić się do seksuologa.

Służę pomocą, Edyta Kwiatkowska

Usunięty Specjalista_tka

Anna Szczypiorska

Anna Szczypiorska

Tak, psychoterapeuta jak najbardziej może pomóc w sferze seksualnej, nie tylko seksuolog. Jeśli trudności dotyczą emocji, bliskości, komunikacji, lęku, wstydu, niskiego libido czy wpływu relacji na życie seksualne, psychoterapia jest dobrym miejscem. Seksuolog jest potrzebny głównie wtedy, gdy pojawiają się kwestie medyczne lub wymagające specjalistycznej wiedzy (np. zaburzenia erekcji, bolesność, problemy hormonalne). W wielu przypadkach pomoc psychoterapeuty w zupełności wystarcza.

Dagmara Łuczak

Dagmara Łuczak

Dzień dobry. Psychoterapeuta jak najbardziej może pomóc w sferze seksualnej, zwłaszcza jeśli trudności mają związek z emocjami, relacjami, lękiem, wstydem, doświadczeniami z przeszłości, poczuciem własnej wartości czy schematami bliskości. Wiele problemów seksualnych nie ma wyłącznie podłoża biologicznego, lecz jest ściśle powiązanych z psychiką i relacjami, dlatego psychoterapia bywa bardzo skuteczna. Seksuolog jest szczególnie potrzebny wtedy, gdy pojawiają się pytania stricte medyczne, fizjologiczne lub wymagające diagnostyki somatycznej, ale wielu seksuologów to jednocześnie psychoterapeuci. Jeśli trudności dotyczą na przykład obniżonego libido, problemów z bliskością, lęku przed seksem, kompulsywnych zachowań seksualnych czy trudnych emocji wokół seksualności, psychoterapeuta jest właściwym specjalistą. W praktyce ważniejsze od samego tytułu jest to, czy dany terapeuta ma doświadczenie i otwartość na pracę z tematami seksualnymi oraz czy czuje się Pani lub Pan przy nim bezpiecznie.

Pozdrawiam, Dagmara Łuczak psycholog

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

Psychoterapeuta może pomóc, ale warto zwrócić uwagę w opisie, w czym się specjalizuje, gdyż nie każdym podejmie temat. Problemy w seksualności wiążą się często z problemami e relacjach, komunikacji, zaburzeniach itd. Dlatego warto się temu przyjrzeć. 

 

 

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry! 

Tak, wykwalifikowany psychoterapeuta jak najbardziej może pomóc, zwłaszcza jeśli trudności w sferze seksualnej mają podłoże emocjonalne, relacyjne lub wynikają z lęku, stresu czy niskiej samooceny.

Większość nurtów terapeutycznych, w tym m.in. poznawczo-behawioralny z powodzeniem zajmuje się takimi obszarami jak blokady psychiczne, trudności w komunikacji z partnerem czy akceptacja własnej cielesności. Seksuolog jest natomiast niezbędny wtedy, gdy problem ma wyraźne podłoże czysto medyczne, biologiczne lub wymaga specjalistycznej farmakoterapii. Dobrą praktyką jest rozpoczęcie od wizyty u psychoterapeuty, który w razie potrzeby sam pokieruje do zaufanego seksuologa. 

Pozdrawiam serdecznie

Bożena Nagórska

Wika Balcerzak

Wika Balcerzak

Dzień dobry, tak, psychoterapeuta zdecydowanie może Ci pomóc. Nie zawsze musisz zgłaszać się od razu do seksuologa.

Ludzka seksualność jest nierozerwalnie związana z naszą psychiką, emocjami i codziennym życiem. Warto w prosty sposób rozróżnić, do kogo najlepiej się udać:

Psychoterapeuta będzie właściwym wyborem, jeśli Twoje trudności w sferze intymnej wynikają ze stresu, problemów w relacji, braku komunikacji z partnerem, niskiej samooceny, blokad lękowych czy trudnych doświadczeń z przeszłości.

Seksuolog (zwłaszcza lekarz) jest z kolei niezbędny, gdy problem ma wyraźne podłoże fizjologiczne (np. silny ból fizyczny podczas stosunku, nagłe zaburzenia erekcji) lub podejrzewasz u siebie problemy natury medycznej.

Warto pamiętać, że na rynku przyjmuje wielu specjalistów z podwójnymi kwalifikacjami - tzw. psychoterapeutów-seksuologów. To często najbardziej optymalny wybór na start. Nie musisz się też obawiać "złej" decyzji. Jeśli pójdziesz do psychoterapeuty, a on uzna, że Twoje trudności wymagają konsultacji medycznej, na pewno Cię do niej pokieruje.

Zobacz podobne

Nagminne oglądanie porno przez partnera w długoletnim związku
Nagminnie oglądanie zdjęć i filmów porno przez partnera w długoletnim związku czy to normalne ? Nie przyznaję się do tego , że to robi . Czy to uzależnienie i czy taka osoba jest skłonna do zdrady ?
Jak ratować małżeństwo po przemocy i problemach z alkoholem?

Witam serdecznie – dziękuję ogromnie za wsparcie, troskę i pomoc odnośnie mojej osoby – jak psychiczną, czy nawet psychologiczną, psychiatryczną i opinii seksuologa. Bardzo mi zależy na uratowaniu mojego małżeństwa z 16-letnim stażem, a razem 20 lat. Doznałam za dużo krzywdy w życiu – nie tylko w tym małżeństwie, lecz przez kupę lat, co dłuższy czas siedzi w sercu, jak i w głowie. Powodem ratowania małżeństwa nie tylko jest silne z mojej strony uczucie do męża – strasznie go kocham, świata nie widzę poza nim. On twierdzi, iż za mną też nie widzi świata, że jestem wyjątkową osobą i ważną w jego życiu. Lecz omówienie chęci ratowania nas jest dla mnie bardzo trudne – jednym słowem: doznałam traumy, załamania psychicznego, nerwowego, jak depresję. Aż biorę leki, które mnie uspokajają, choć jest to chwilowe.

Również mogę to powiedzieć w drugą stronę – w stronę męża – też przeze mnie dużo przeszedł, choć on do wszystkiego podchodzi obojętnie, nawet lekceważąco, nie biorąc żadnej odpowiedzialności za swoje czy błędy, zawsze wszystkim obarcza mnie, na mnie zwala cały syf. Staram się bardzo często rozmawiać z mężem o swoich, jak i jego potrzebach, uczuciach, pragnieniach, nawet o pożądaniu, chemii, magii, więzi uczuciowej między nami – lecz nie wiem, jak wszystko odbierać. Mąż zachowuje się tak, jakby nie chciał brać udziału w ratowaniu relacji, chęci naprawy w pozytywną stronę, lecz w negatywną. Każde kłopoty, kłótnie, sprzeczki przerzucać potrafi na mnie, jakbym to tylko ja wszystkiemu była winna.

Rok temu oboje przeszliśmy poważny i pierwszy kryzys małżeński. Przyznaję się bez bicia – byłam uzależniona od życia towarzyskiego – dochodził alkohol, tak, coraz częściej piłam, nawet około 8 lat. Wolałam każdą chwilę, czas spędzać poza domem, nie w obecności męża, ponieważ wiecznie kłótnie, poniżanie, wyzwiska, bicie, niechęć do zbliżeń. Oddalałam się od męża, zaczynałam się czuć w jego obecności ciągłą walkę, rutynę, brak komunikacji. Popadałam w bezsilność, dlatego poszłam swoją i niestety złą drogą – alkohol, znajomi. Kiedy tłumaczę mężowi, twierdzi, iż nie ma żadnego to wytłumaczenia – z jednej strony ma rację, a z drugiej – sama nie wiem, to była zwykła ucieczka, bezradność.

Nie ukrywam, że nie byłam mężowi dłużna, nie grałam fair, też atakowałam, nakręcałam się – a to jedynie, aby się bronić. Mąż twierdzi, iż to ja źle go traktuję, że nie pozwoli sobie na traktowanie siebie jak psa z mojej strony, z kolei to, jak traktuje mnie – ja mam na to wyrażać zgodę, a on puszcza to płazem, sądząc, że nic złego nie robi???

Tak, zdarzyło się, iż miałam rozwaloną głowę, którą trzeba było szyć – popchnął mnie, uderzyłam w kaloryfer. Następnie miałam tzw. cyt. „pizdę pod okiem” – uderzył mnie z pięści. Mimo to nie chciałam – jak nie mam dokąd uciekać – choć rozważałam odejście, podanie o rozwód, lecz za bardzo męża kocham. To nie jest tak, że przyzwyczaiłam się do takiego życia – NIE. Po prostu czuję bardzo mocne uczucie co do jego osoby – życia sobie nie wyobrażam poza nim. Potrafi być wspaniały, choć z tego kochającego, troskliwego człowieka nagle pokazuje się obraz potwora – damskiego tyrana. Wydaje mi się, że mąż nawet w sobie tego nie dostrzega – zawsze się przed tym broni, iż z nim wszystko w porządku.

Na chwilę wszystko ucichło – poszliśmy na terapię małżeńską, coś pomogło mężowi, lecz na chwilę. Stwierdził, iż nam niepotrzebne terapie, a sami powinniśmy sobie z tym wszystkim poradzić – choć nie wychodzi???

Mąż złamał ogromnie moje serce – nie mówię, że ja jemu również. Wyrzucił mnie z domu, bo się po prostu rozpiłam, szukałam wyjścia z tego wszystkiego. Po tygodniu chciał, abym wróciła, i tak się stało – zaczynało układać się nawet dobrze – mega seks, lecz często nieudane noce, tzw. „spontan sex – wtulić, spać”. Chcieliśmy tak sami to wprowadzić i było super, cieplej, czuło się bezpiecznie.

Od tego się zaczęło – kiedy nie ma seksu raz, dwa, pośród nocy jestem zniesmaczona, zaraz wybucham, robię dramy. Mąż ma mnie dość, lecz po prostu potrzebuję zbliżeń dosyć często, ponieważ po takim przeżyciu, co nas spotkało, szczerze czuję coś jeszcze więcej do męża – podnieca mnie, stał się dla mnie bardziej atrakcyjny. Mówiłam mężowi, iż powinien się cieszyć, a nie narzekać. Mąż mówi nieraz: „podejdź w nocy do mnie, zaczep, zacznij pierwsza grę wstępną”, a kiedy podchodzę – odpycha, po prostu nie wychodzi mi. Co do czego, odwróci kota ogonem zaraz i powie na drugi dzień, cyt.: „a ty mnie w nocy przytulasz, zaczepiasz???” Nie, nie robię tego dosyć często, ponieważ zdaję sobie sprawę, że kiedy będę podchodzić pierwsza – nic to nie da.

Przeszłam tzw. terapię odwykową, terapeutyczną, co w zupełności mi wystarczyła – i nie tylko ja jestem z siebie dumna, ale mąż twierdzi oraz rodzina, że są ze mnie dumni, iż mąż docenia, co zrobiłam dla samej siebie, choć jemu tłumaczę za każdym razem, że zrobiłam to dla niego, bo bardzo go kocham. Tak, własnymi siłami wyszłam z nałogu – to ja postawiłam na ratowanie małżeństwa, jak i własnego zdrowia. A teraz walczę o dalszy i piękny związek oparty na szacunku, wsparciu, trosce, zrozumieniu, magii miłości, chemii, namiętności i pożądaniu – obustronnie.

Czasem uważam, że ze strony męża jest w moją stronę jakaś ukryta manipulacja, często zastraszanie i ciągłe krytykowanie – jakby w coś grał, jakbym była zapasowym kołem, mimo iż zaprzecza. Dosyć często sprzeczamy się o sprawy łóżkowe. Tłumaczę mężowi, iż przez to, co przeszliśmy, obłędny seks, czułość, ciepło, jak i pożądanie – jest bardzooo potrzebne, tym bardziej, jak nie było tego przez wiele, wiele lat. Nie widać, aby do męża cokolwiek docierało. Potrafi mnie krytykować – jakby nie dorósł do związku, a mi powie: „czy ja dorosłam?”. Potrafi mówić takie słowa, cyt.: „twój problem, nie mój, twoja bajka, a w takiej bajce nie będę tkwił, mam wyjebane, znajdź innego na ruchanie, jesteś toksyczna i dramat, wiecznie pierdolisz w kółko o tym samym, ryjesz mi łeb, wchodzisz mi do łba, to przez ciebie taki się robię, takim jestem, kto by z tobą wytrzymał, powinnaś się leczyć, z tobą jest bardzo źle, kawał suki z ciebie...”.

Kiedy opanuję swoje emocje, po max 8 godzinach – bo nie da się do niego podejść, aby spokojnie pogadać – on nagle żałuje, przeprasza, jakby nigdy nic. Zaraz że ja go podniecam, jaram, że zawsze ma na mnie ochotę, że tylko ja, nikt inny, że jestem wyjątkową i ważną dla niego osobą. Po 3 dniach magii, spokoju i harmonii – nagle ze strony męża uszczypliwość i ataki agresji słownej, kiedy jego o coś zapytam. Potrafi w szaleństwie emocji złapać mnie za gardło, nawyzywać mnie od suki, dziwki, po czym żałuje, twierdząc, iż tak postąpił, bo ja niby go, cyt.: „wkurwiłam”. Mówię, że nie ma to żadnego wytłumaczenia, a mąż – wymówka: trzeba było inaczej podejść, a nie w taki sposób – tak właśnie z mężem się rozmawia. Z niczego nic sobie nie robi, a najgorsze jest to, że całe zło, kłótnie, bicie, jego złe podejścia – przerzucać potrafi jedynie na mnie!!! Aby się wybielać??? Oczyszczać??? Jakie to jest niewinne, nic nie robiące złego stworzenie???

Z dnia na dzień czuję, że moje uczucia do męża zaczynają na nowo wygasać, że jestem gotowa odejść – mimo iż nie mam dokąd, nawet pod tzw. „chmurkę”. W głębi duszy bardzo męża kocham. Uświadamianie mężowi, że chęć bliskości, czułości, troski i zrozumienia itp. jest kluczową rolą – nie dociera. Czuję, że mąż bawi się moimi uczuciami, że ma ukryty cel, alibi – aby mnie wykończyć psychicznie, z kimś ma plan, może ma kogoś, a ja jestem przykrywką?? Popadłam już w depresję, nie mam co liczyć na wsparcie ze strony męża, troskę, opiekę. Nie wierzę i nie widzę, ażeby mąż okazywał odrobinę chęci, zainteresowania związkiem, naszą relacją. Co ja mam myśleć, robić, gdzie, co, jak???

Zaburzenia lękowe i trudności ze zdrowiem seksualnym - przedwczesna i nieadekwatna erekcja.
Mam problemem z erekcją, która w moim odczuciu jest nadmierna (nazwałbym to czymś w rodzaju przedwczesnej i niaadekwatnej erekcji). To znaczy w ułamku sekundy reaguję erekcją nawet na bardzo słaby bodziec nie tylko seksualny, ale nawet taki, który sam w sobie jest zwyczajny i nieerotyczny (np. używanie wulgaryzmów, przebieranie się. Często erekcja kończy się wytryskiem, co jest bardzo kłopotliwe. Niestety nie potrafię w żaden sposób nad tym zapanować, poza unikaniem takich sytuacji oraz wpadaniem w lęk i panikę. To wszystko utrudnia mi zwyczajne funkcjonowanie, nie mogę iść nad wodę, na basen ze względu na konieczność przebierania się w szatni, niemożliwe jest skorzystanie z sauny, czy nocowanie poza domem, nawet obawiam się być bez koszuli na sobie w obecności innych osób, bo to na pewno spowodowało by erekcje. Nawet rozmowy na ten temat już wywołują podniecenie. Z przyczyn religijnych nie chcę sie dobrowolnie masturbować. Dodam jeszcze, że trwa to od lat. Obecne mam 22 lata, nie jestem z nikim w związku, więc nie współżyję, nie masturbuję się, nie oglądam pornografii. Mniej więcej kilka razy w miesiącu miewam polucje nocne, więc organizm radzi sobie z nagromadzonym napięciem, gdyby potrzebował więcej to sądzę, że po prostu częściej miewałbym polucje. Cierpię na zaburzenie lękowe. Więc sfera seksualna jeszcze bardziej potęguje lęk. Czy da się to jakoś opanować bez masturbacji? Ta wprowadziłaby mnie w kolejne lęki z powodów religijnych. Czy może mieć to przyczynę biologiczną czy może wystarczy po prostu uspokoić nerwy? Bardzo proszę o jakieś rady, bo ogromnie mi to utrudnia codzienne życie. Będę wdzięczny za odpowiedź.
Problemy z wzwodem u męża: co robić, by nie stracić satysfakcji w związku?

Nie wiem co mam zrobić w mojej sytuacji. Mąż ma problem od pewnego czasu problem z pełnym wzwodem. Czasami też musi dokończyć „sam”. Widzę, że go to stresuje i czuje się niekomfortowo, a ja również nie osiągam przez to pełnej satysfakcji. Ma 36 lat, wiadomo, stresu w życiu jak każdy ale uprawia dość regularnie sport, biega. Między nami zawsze dobrze się układało i nie chce żebyśmy to stracili. Czy macie podobne doświadczenia? Czy jesteście mi w stanie coś podpowiedzieć?

Chciałabym być spokojna w związku i czuć się komfortowo, jednak boli mnie przeszłość partnera.
Dzień dobry! Słyszałam, że wiele osób posiada ten problem, ale nikt postronny nie wie, jak bardzo jest to ciężkie do zniesienia na codzień... mam na myśli zazdrość o "bogatą przeszłość" partnera. Mój obecny chłopak jest moim pierwszym prawdziwym partnerem. Poznałam go mając 21 lat (teraz mam 24). Wcześniej byłam w związku z dziewczyną, ale trwał krótko i nie udało nam się spotkać na żywo ze względu na odległość. On z kolei miał mnóstwo dziewczyn, przyjaciółek i relacji fwb – dowiedziałam się o tym od niego na bardzo wczesnym etapie relacji. Mój problem polega na tym, że jest mi po prostu przykro na samą myśl, że on jest moim pierwszym i planujemy razem przyszłość podczas, gdy on swoje wszystkie pierwsze razy oddał innym dziewczynom i było tego dość... sporo. Dodam, że on miał 20 lat w trakcie naszego poznania. Jest kochaną osobą, ale niestety wiem, że niedługo przede mną jego postrzeganie kobiet było bardzo fizyczne i nie krępował się wysyłać innym ich zdjęć (ze mną tego nie robi). Rozmawialiśmy wiele razy na ten temat, były wzloty i upadki, ale koniec końców mój humor nigdy nie jest na 100% pozytywny, bo gdzieś w mojej głowie istnieją obrazy jego szczęśliwej przeszłości, podczas gdy ja przez 20 lat mojego życia byłam sama, jak palec i szykanowana przez ludzi i osoby z klasy za mój wygląd :( Moi rodzice też nigdy za bardzo nie przejmowali się tymi komentarzami i śmiali się, że zawsze będę sama. Kocham go i chcę być z nim szczęśliwa, ale żadna rozmowa między nami nie pomaga, a jedynie łata dziurę na kilka następnych dni.. Nie stać nas na terapię, a ja czuję, że umieram od środka (wieczny ból brzucha, nadwrażliwość i nerwowość, problemy ze snem). Czy istnieje jakiś sposób, żeby zmienić swoje spojrzenie na to wszystko i choć na chwilę poczuć spokój?
seksoholizm

Seksoholizm – objawy, skutki i metody leczenia

„Seksoholizm” w nauce to zaburzenie kompulsywnych zachowań seksualnych (CSBD). Może prowadzić do cierpienia, trudności w relacjach i problemów zdrowotnych. Sprawdź, jak rozpoznać objawy i gdzie szukać pomocy!