Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak wdrożyć komunikację bez przemocy w związku pomimo wybuchowych kłótni?

Dzień dobry, dużo czytam o komunikacji bez przemocy (NVC) i bardzo chciałabym wdrożyć te techniki w swoim związku. Niestety w kłótni robię się wybuchowa, potrafię powiedzieć bardzo brzydkie rzeczy, których potem żałuję. Cała nauka idzie na nic. Czy to oznacza, że potrzebuję najpierw skorzystać z pomocy psychologa, żeby być w stanie stosować zdrową komunikację, zamiast w złości kompletnie ulegać emocjom? A może coś jeszcze mogę zrobic, żeby jakoś to wdrożyc w zycie? pozdrawiam
Katarzyna Romaneczko

Katarzyna Romaneczko

Dzień dobry, super, że sama poszukuje Pani technik radzenia sobie ze złością! Czasami jednak potrzebne jest spojrzenie specjalisty, który w rozmowie staje się niejako "lustrem", w którym można zobaczyć swoje emocje - psycholog zauważa emocje, przyjmuje i akceptuje je, a także nazywa i próbuje wspólnie z Pacjentem dojść do tego, co powoduje takie nasilenie emocji. W przypadku przeżywania złości warto zrobić sobie ćwiczenie na obserwację samej siebie, np. termometr złości - 1 to niskie natężenie tej emocji, 5 to wysokie. I zgodnie z tym - co w moim życiu powoduje, że trochę denerwuję się/złoszczę (1), (większe natężenie złości i kolejna cyfra), a co sprawia, że nie jestem w stanie wytrzymać, okazuję całą sobą złość (5). Jest to ważne, żeby nie unikać mówienia i przeżywania złości, bo daje nam ona informacje np. o tym, że ktoś przekracza nasze granice. Brak jej regulacji prowadzi do niekontrolowanych wybuchów.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Czaja

Agnieszka Czaja

witam, nauka nigdy nie idzie na nic. To, że Pani zauważyła problem i podjęła kroki do tego, by go rozwiązać stanowi ogromny plus. Rozumiem, że są jednak sytuacje, w których trudno przychodzi Pani 'trzymanie nerwów na wodzy'. Warto wówczas zastanowić się, które sytuację wywołują największe fale złości? co je wyzwala? Można również skorzystać z pomocy psychologicznej - czasami wystarcza kilka spotkań, by uświadomić sobie schematy, które sprawiają, iż trudno nam posiadaną wiedzę wdrożyć w praktyczne, codzienne życie, które przecież niejednokrotnie jest bardzo zmienne i dynamiczne. Pozdrawiam serdecznie, Agnieszka Czaja.
Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

Komunikacja bez przemocy to bardzo ciekawa droga - gratuluję jej podjęcia :) Czasem samo poczytanie o niej nie wystarczy, żeby ją wdrożyć w życie, szczególnie, jeśli nosimy w sobie żal czy złość do niektórych osób. Rozwijanie się przez takie lektury warto połączyć ze spotkaniami z psychologiem/psychoterapeutą - wtedy jest szansa zrozumieć, czemu trudno pewne rzeczy wprowadzić w życie, zająć się nimi i rozwinąć nowy sposób komunikacji. Gdyby była Pani chętna na spotkanie z osobą, która jest psychologiem i zna NVC, to zapraszam do siebie :)

Usunięty Specjalista_tka

Daria Kamińska

Daria Kamińska

Dzień dobry, na początku gratuluję Pani tego, że szuka Pani rozwiązań dla trudności, których Pani doświadcza. NVC jest wartościowym kierunkiem działania, jednocześnie rozumiem, że kiedy pojawia się w Pani silna złość, trudno może być Pani mówić o faktach, swoich uczuciach, potrzebach i wyrażać jasno prośbę. Złość jest ważną emocją, która niesie ze sobą informacje. Pytanie, czy wie Pani, jakie to informacje w tym przypadku. Czy np. jakieś konkretne zachowania i/albo słowa partnera odbiera Pani w określony sposób i właśnie to powoduje tę złość; czy złość jest pierwszą emocją, czy najpierw pojawia się coś innego, etc. Pomocne może być rzeczywiście zobaczenie się z psychologiem i/albo psychoterapeutą, który pomoże się Pani przyjrzeć, co kryje się za tą złością i jak nią zarządzać, by nie krzywdzisz siebie i innych. Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za dalszą pracę, Daria Kamińska
Anna Martyniuk-Białecka

Anna Martyniuk-Białecka

Myślę, że kiedy uczymy się jakiejś nowej umiejętności to potrzebne jest nam, czas i dużo praktyki oraz cierpliwości zanim w pełni ją opanujemy. Podobnie jak np. z nauką jazdy samochodem, a może nawet bardziej jak z nauką nowego języka. Właśnie ten język serca ma wiele nowych zwrotów do opanowania, a może warto też spróbować korzystać z tej techniki w kontakcie z samą sobą? :)

Mateusz Turlej

Mateusz Turlej

Dzień  dobry,

NVC jest bardzo skutecznym narzędziem do komunikacji w bliskich relacjach. A jak każda inna umiejętność, tak i komunikacja bez przemocy wymaga praktyki. Jak rozumiem w trakcie kłótni w związku pojawia się zbyt dużo złości, żeby wprowadzać to narzędzie. Faktycznie pomóc może praca pod okiem psychologa - zapraszam do siebie. Poza tym można praktykować w innych, mniej nacechowanych relacjach (np. przyjacielskich albo rodzinnych). Poza tym, proszę pamiętać, że jeżeli w trakcie kłótni pojawia się zbyt dużo emocji i obawia się pani, że może mówić rzeczy których będzie potem żałować to zawsze można przerwać rozmowę i kontynuować po jakimś czasie, kiedy emocje opadną. Warto wtedy tylko pamiętać, żeby zakomunikować jaki jest powód przerwania rozmowy a także od razu określeniu kiedy rozmowa będzie kontynuowana - tak, żeby druga osoba miała klarowność sytuacji.

Pozdrawiam,

Mateusz Turlej

Paweł Szalak

Paweł Szalak

Dzień dobry,

bardzo Pani dziękuję za tak otwartą i refleksyjną wiadomość. Już sam fakt, że zauważa Pani, co się dzieje w trudnych sytuacjach i że zależy Pani na zmianie — to bardzo ważny krok w stronę bardziej świadomej i zdrowej komunikacji.

To, co Pani opisuje, jest bardzo częstym doświadczeniem: nawet gdy dużo wiemy o NVC czy innych technikach, silne emocje, takie jak złość, mogą "wyłączać" dostęp do racjonalnych narzędzi. To nie jest oznaka słabości czy "porażki", lecz naturalna reakcja układu nerwowego. W stanie silnego pobudzenia emocjonalnego trudno korzystać z wyuczonych schematów.

Odpowiadając na Pani pytanie: skorzystanie ze wsparcia psychologa może być bardzo pomocne — nie dlatego, że "coś z Panią jest nie tak", ale po to, by:

lepiej zrozumieć mechanizmy, które uruchamiają tak silne reakcje, nauczyć się technik regulacji emocji, które pomogą "wrócić do siebie" w trudnym momencie, stopniowo zwiększać możliwość stosowania NVC również podczas konfliktów.

Równolegle może Pani pracować samodzielnie — np.:

ćwiczyć zatrzymywanie się i rozpoznawanie sygnałów wzrastającego napięcia w ciele, stosować techniki oddechowe lub krótkie pauzy w rozmowie, po kłótni analizować sytuację, ucząc się, co mogło pomóc lepiej zareagować następnym razem (bez osądzania siebie!).

Proszę pamiętać, że wdrażanie NVC to proces — nie chodzi o natychmiastowe "perfekcyjne" opanowanie komunikacji, ale o stopniowe zwiększanie samoświadomości i elastyczności w działaniu. Każdy krok w tę stronę się liczy.

 

Życzę dużo wytrwałości i łagodności dla siebie w tym procesie. Jeśli zdecyduje się Pani na konsultację z psychologiem, może to być bardzo wspierające i pomocne.

Dagmara Łuczak

Dagmara Łuczak

Dzień dobry. 
To, co Pani opisuje, jest bardzo częste i nie oznacza, że nauka NVC idzie na nic ani że coś jest z Panią nie tak. Wybuchowość w kłótni zwykle nie wynika z braku wiedzy o komunikacji, tylko z tego, że w silnym pobudzeniu emocjonalnym układ nerwowy przejmuje kontrolę i nie ma dostępu do „narzędzi”, które zna Pani z poziomu spokoju. W takiej chwili nie chodzi o złą wolę, lecz o reakcję stresową. Dlatego tak, bardzo często pomoc psychologa lub psychoterapeuty jest potrzebna nie po to, żeby nauczyć się NVC od zera, ale żeby nauczyć się regulować emocje, rozpoznawać moment narastania napięcia i zatrzymywać się zanim dojdzie do eksplozji. NVC działa najlepiej wtedy, gdy poziom emocji jest już choć trochę obniżony, a nie w samym szczycie kłótni. To, co może Pani robić równolegle, to ćwiczyć NVC poza konfliktami, na neutralnych sytuacjach, oraz ustalać z partnerem jasną zasadę przerw w kłótni, kiedy czuje Pani, że zaraz powie coś raniącego. Bardzo pomocne bywa też nauczenie się nazywania emocji w ciele i sygnałów ostrzegawczych, bo wtedy reakcja nie pojawia się nagle, tylko można ją wcześniej zauważyć. Praca z psychologiem nie jest porażką ani dowodem, że Pani sobie nie radzi, tylko często warunkiem, by zdrowa komunikacja była w ogóle możliwa w momentach silnych emocji. To, że Pani chce nad tym pracować i ma refleksję po kłótni, jest już bardzo ważnym zasobem.

Pozdrawiam, 

Dagmara Łuczak psycholog

Wiktoria Woldan

Wiktoria Woldan

Dzien dobry 🩵 
 

To bardzo dobrze, że szuka Pani sposobów na poprawę komunikacji i chce świadomie pracować nad sobą. Warto jednak pamiętać, że silna złość często jest sygnałem, że kryją się za nią niezaspokojone potrzeby, trudne doświadczenia lub inne emocje. Dobrze jest zastanowić się, co uruchamia takie reakcje i co dzieje się z Panią tuż przed wybuchem. Rozmowa z psychologiem lub psychoterapeutą może pomóc lepiej zrozumieć źródło tych emocji oraz nauczyć się regulować je w sposób, który będzie służył zarówno Pani, jak i relacji z partnerem. 


pozdrawiam 🩵
wiktoria 

Zobacz podobne

Jak poradzić sobie z utraconą miłością i obsesyjnymi myślami po rozstaniu?

Dzień dobry.

Ponad Rok temu rozstałem się z kobietą, którą zostawiłem z różnych powodów. Od ponad roku tęsknie za nią, lecz ona nie chce mnie znać ani mieć ze mną kontaktu. Każdego dnia myślę o niej, o nas i o tym wszystkim, co było między nami. 

Czuję, że bardzo mocno ją kocham i żałuje tego, że ją zostawiłem. Sam podczas trwania tego związku byłem niedojrzały, nie zwracałem uwagi na jej potrzeby, mało dawałem z siebie, jednym słowem sam nie byłem dobry dla niej i na końcu skrzywdziłem ją, odchodząc od niej. Nie wiem już co robić, bo jak już napisałem wyżej, każdego dnia myślę o niej praktycznie ciągle, w dodatku czuję, że ją kocham. Co mógłbym zrobić, aby poczuć się choć trochę lepiej ? Wiem, że muszę przepracować te wszystkie emocje, lecz ciężko jest mi każdego dnia.

Staram się swój czas zajmować tak, żeby o niej nie myśleć, lecz ona i tak pojawia się w mojej głowie, w dodatku śni mi się po nocach i wstając z rana już mam w głowie ją. 

Proszę mi powiedzieć czy to może być miłość, czy po prostu zwykła obsesja, bo już sam nie wiem, staram się jakoś to wszystko pojąć, lecz jest ciężko. Ja twierdzę, że jest to miłość, lecz może i się mylę, dlatego potrzebuje rady na ten temat i co mógłbym zrobić, aby móc ruszyć dalej. Chciałbym jeszcze zaznaczyć, że próbowałem ją odzyskać, ona dawała mi nie raz jakieś szanse na powrót, lecz i tak kończyło się z jej strony tym, że urywała kontakt. Proszę o porady i z góry dziękuję wszystkim za pomoc.

Jak radzić sobie z natrętnymi myślami i lękami w szczęśliwym związku?
Zmagam sie z natrętnymi myślami... w moim związku wszystko jest w porządku, jesteśmy szczęśliwi, od 2 lat jesteśmy razem, od 9 miesięcy mieszkamy razem, mamy wspólne plany na przyszłość, spędzamy razem wolny czas (zaczęliśmy chodzić na tenis i jeździć rowerami - nasze wspólne hobby ktore nawzajem w sobie odkrylismy), myślimy w przyszłości o małżeństwie i dzieciach, obecnie mamy 2 pieski (1 mój, 1 mojego chlopaka). Oboje mamy w sobie duzo czułości, bliskosci i miłości wobec siebie. Zdarzają sie sytuację ze sie pokłócimy, bo każdy był wychowany inaczej, albo mamy jakieś problemy nieprzepracowane - wtedy siadamy, rozmowa i próbujemy dojść do kompromisów, zawsze sie udaje, czasami po chwili, czasami oboje potrzebujemy na to wiecej czasu. Uwielbiamy nasze życie, oboje jesteśmy mega szczęśliwi w tym związku- i tu pojawia sie problemy. Im bardziej my jesteśmy szczęśliwi, im bardziej widze ze on sie stara, zależy mu, kocha mnie tym czesciej ja mam natrętne myślimy i leki ktore nie sa wogole faktami- pewnie z kimś pisze, mamy kogoś innego, zdradza mnie, albo w koncu zdradzi... o moich lekach tez rozmawialiśmy, on probuje mnie zrozumieć, wspiera, otacza bliskością, a ja ciagle mam w głowie te rzeczy i nje mogę ich wywalić. Mecza mnje tak bardzo, ze nie klge sobie czasem z nimi poradzić. Czuję sie jakbym sama sabotować nasze związek. Dzisiaj powiedział cos miłego, ale to bardzo uderzyło mnie, ze musze w koncu cos z tym zrobic "daj luzu, przestań analizować, myśleć, bo wykończysz siebie i mnie, wszystko jest dobrze między nami" i ja wiem, ze jeśli sie nie ogarne to tak bedzie ...
Czy brak zainteresowania ludźmi może wynikać z depresji?
Czy brak zainteresowania ludźmi może wynikać z depresji? Od dłuższego czasu czuję brak zainteresowania ludźmi, jest mi obojętne czy ktoś jest w moim życiu czy go nie ma. Mam chłopaka i nie wiem co do niego czuje i czy w ogóle coś czuje, tak jakby jest mi obojętny. Wiem ze to nie chodzi konkretnie o niego bo ktokolwiek by to nie był byłoby to samo. Zanim wystąpiły u mnie objawy depresji łatwo się zakochiwalam i potrafiłam to zrobić a teraz mam wrażenie ze straciłam taką umiejetność i że to już się nie zmieni. Meczy mnie to pytanie od dłuższego czasu bo nie wiem czy to przez podejrzenie depresji czy coś innego i czy gdy zacznę się leczyć wszystko wroci do normy. Nie byłam jeszcze u psychiatry czy psychologa ale zamierzam pójść.
Chcę pracować nad relacją z partnerem po burzliwej przeszłości, ale on nie daje mi odpowiedzi na to, co mogę zrobić lub czy idę w dobrym kierunku. Nie potrafi odbudować zaufania, mimo że się staram.
Mój partner, jak się okazuje, zmęczony moim podejściem i brakiem wyciągania wniosków i , jak twierdzi, dalszymi kłamstwami (bo bardzo dużo go kłamałam przez 13 lat związku) ma dość. Może od początku - zdradziłam go 7 lat temu, dowiedział się o tym dzień po ślubie w tamtym roku. Przy tej okazji przyznałam mu się też do kilkunastu pocałunków z obcymi mężczyznami. Zdradziłam go po tym, jak podniósł na mnie rękę, przepraszał i twierdził, że żałuje, ale ja chyba nie potrafiłam mu tego wybaczyć i zrobiłam najgorszą rzecz w życiu - zdradziłam. Później relacja - on próbował, naprawdę widziałam, że się stara, ale ja nie potrafiłam z nim rozmawiać, nie potrafiłam się otworzyć - miał plany marzenia, mieszkanie i wakacje ślub itd. Czułam przez tę sytuację, że mam niską samoocenę i nikomu się nie podobam i zaczęłam to sprawdzać niestety na imprezach, na które wychodziłam, ale nigdy do niczego więcej tam nie doszło. Przyznałam mu się do tego wszystkiego. Jego warunkiem próby uratowania czegokolwiek było przestać kłamać. Ok. Cały czas pytał o rozmiar mojego kochanka, nie chciałam o tym rozmawiać, ponieważ wydawało mi się to nieprzyzwoite, żeby go tym katować. Więc mówiłam uparcie, że nie pamiętam. Po pół roku znowu wrócił do tematu to mu powiedziałam, że był trochę większy i chce teraz rozwodu, bo go kłamałam. Przez kilka dni był dość nieprzyjemny i niegrzeczny, natomiast gdy powiedziałam, że takie zachowanie u niego mi nie odpowiada stwierdził, że w dupie to ma. Gdzieś się zagubiłam, nie biorąc pod uwagę, że swoim zachowaniem wobec niego, doczekam się, że będzie miał dość, ale nie, że aż w taki sposób... Za dużo widziałam "ale" (teraz wiem, że zdecydowana większość za często, a w dodatku bez potrzeby), nie patrząc, że sama wzorowa nie jestem. Mam albo może już i miałam czas na poprawę. Nie wiem, ile tego czasu tak naprawdę mi zostało, bo już się dzisiaj pakował. Dodał, że jak się nic nie zmieni, to się wyprowadzi i może wtedy zrozumiem i wyciągnę wnioski przy następnym związku. Ale..on mi nie powie, co i jak. Mam sama to ogarnąć, bo jestem dorosła, a nie 7-letnim dzieckiem. Na co dzień teraz jest dość obojętny, postawił na swoim i nie odpuści ot tak. Nie odzywa się, zablokował mój numer tel, udaje, że mnie nie ma a jak już się odezwie to atakuje, wyzywa od najgorszych. Dodał, że to nie on mnie zdradził, tylko ja i to ja teraz miałam pół roku, żeby coś zmienić a twierdzi, że nie zrobiłam nic. Gdzie rozmawiałam z nim szczerze o swoich uczuciach, pragnieniach. Nawet któregoś dnia się zapytałam czy idę w dobrym kierunku to powiedział, że no, za chwilę się zastanowił i powiedział, że albo nie wiem, bo nie chce zapeszać, po czym dwóch tygodniach taka akcja. Mam mętlik w głowie ogromny - odbierając jego obojętność dystansem i oddalaniem, wyjdzie, że nic nie robię, że mam to gdzieś, by się poprawić. W obecnej sytuacji, boję się bez jakiejkolwiek wskazówki, otuchy, obrzucę go całą tęczą i bardziej zniechęcę. Sam powiedział, że mam teraz zagwostkę, bo nie chodzi o to, że teraz jak się grunt zatrząsł, to będzie wszystko cacy na klaśnięcie. Mimo tego, nie wiem jak do tego wszystkiego podchodzić, nie chcialam go też przytłoczyć chociaż właśnie swoimi podjętymi działaniami pod wpływem emocji przy kłótni to zrobiłam i przestał się odzywać i zaczął traktować jak powietrze. Teraz po tym wszystkim, mimo że powiedziałam mu o wszystkim i przede wszystkim prawdę, on dalej twierdzi, że napewno jeszcze kłamie i ukrywam. Gdy np. w przeszłości mówił, że za mało go wspieram, pytałam, ale jak on oczekuje? Bo wygląda w takim razie, że nie umiem okazać wsparcia, tym bardziej tak jakby on naprawdę chciał, to może trzeba mi to wprost jak krowie na rowie, nauczyć, to kończyło się "wiesz, dorosła jestes". Taka sytuacja mogła sie powtórzyć. Po czym teraz zbieram żniwa... To przykładowa płaszczyzna. Mocno się pogubiłam. Zależy mi na nim, jest dla mnie ważny. Dziękuję mu za szansę, raczej próbę szansy, zamiast od razu mnie pogonić. Aczkolwiek nadal nie potrafię podchodzić do tego roztropnie i z chłodną głową, czym bardziej się zapętlam. Wcześniej gubiłam i zapętlałam się w sieci kłamstw a teraz w bezradności. Dodam, że mamy dwójkę dzieci 7 lat i 1 rok.
Nagła niechęć do wujka chrzestnego przed 18‑tką – skąd taka zmiana uczuć i czy muszę utrzymywać kontakt?
Mam 17 lat i od dzieciństwa byłam bardzo związana z moim wujkiem chrzestnym (nie jesteśmy spokrewnieni). Mieszkał po sąsiedzku, spędzałam u niego praktycznie każdy dzień, graliśmy w gry, oglądaliśmy seriale, jeździliśmy na rowery, rozmawialiśmy. Był mi bliższy emocjonalnie niż ojciec. Kupował mi prezenty, jedzenie, po prostu bardzo uczestniczył w moim życiu. Około 13 roku życia zaczęłam się od niego oddalać. Uznałam, że jestem już za duża na takie ciągłe przesiadywanie u dorosłych. Kontakt stopniowo się rozluźniał, choć jeszcze do niedawna jeździliśmy razem na rowery i rozmawialiśmy normalnie. Problem zaczął się około półtora roku temu. Nagle zaczęłam odczuwać wobec niego bardzo dziwną niechęć, wręcz wstręt i niepokój. Unikam spotkań, nie odbieram telefonów, na myśl o pójściu do niego robi mi się niedobrze. Jednocześnie nie mam żadnych konkretnych powodów, by uważać go za złego człowieka. Nigdy nie zrobił mi nic ewidentnie złego. Czasem mam wręcz natrętne myśli, że może kiedyś wyrządził mi jakąś krzywdę, ale sama uważam to za irracjonalne i nie mam żadnych wspomnień ani podstaw, by tak myśleć. Zauważyłam też, że bardzo drażnią mnie jego poglądy i to, że komentuje mój wygląd. Mam poczucie, że kiedyś miał na mnie duży wpływ, a teraz jestem starsza, myślę samodzielnie i ta relacja stała się dla mnie duszna. Moi rodzice uważają, że przesadzam i że powinnam utrzymywać kontakt, bo on jest samotny i wiele dla mnie zrobił. I może to głupie, ale właśnie to mnie drażni, że stałam się czyimś lekarstwem na samotność i smutki. Nie jestem zobowiązana utrzymywać z kimś kontaktu tylko dlatego, że jest nieszczęśliwy w małżeństwie, w życiu i wiążą mnie z nim jakieś więzi. Jutro kończę 18 lat, a w sobotę organizuję osiemnastkę. Rodzice bardzo nalegają, żebym osobiście poszła go zaprosić i żeby pojawił się na imprezie, bo „tak wypada” i byłoby mu przykro. Problem w tym, że sama myśl o tym psuje mi humor i wywołuje stres. Nie chcę go tam mieć, ale jednocześnie mam ogromne poczucie winy, bo kiedyś był dla mnie bardzo ważną osobą i zrobił dla mnie wiele dobrego. Nie rozumiem, skąd wzięła się we mnie aż taka zmiana emocji. Rok temu uważałam go za przyjaciela, dziś mam wobec niego chłód i niechęć, których sama nie potrafię wyjaśnić. Wiele razy zmuszałam się do pójścia do niego w odwiedziny, nie było źle, ale jego obecność nie jest już dla mnie źródłem komfortu. Zastanawiam się, czy jest coś ze mną nie tak, skoro przestałam kogoś lubić bez powodu i dlaczego tak diametralnie zmienił się mój stosunek do niego.
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.