
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, związki i relacje
- Jak poradzić sobie...
Jak poradzić sobie ze zdradą i w jaki sposób rozmawiać z osobą, która zdradziła?
Anonimowo
Anna Skrońska
Witaj :)
Nie ma jednego sposobu na poradzenie sobie ze zdradą. Z pewnością jest to proces. Ważne w nim są twoje emocje związane z tym, co się stało w waszej relacji. Ważne jest to, żeby te emocje zrozumieć i sobie na nie pozwolić, nie chować ich pod dywan “dla dobra” związku. Ważne jest też to, że wybaczenie jest decyzją a nie koniecznością.
Pamiętaj, że każdy związek jest inny i proces radzenia sobie ze zdradą może być różny dla każdej pary. Nie ma jednej uniwersalnej drogi do przebaczenia.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Katarzyna Waszak
Dzień dobry! Zdrada to z pewnością trudne i bolesne doświadczenie. Można spróbować porozmawiać o swoich potrzebach, czego każdy z Was chce i jak to ma wyglądać, żeby odbudować relację, przywrócić lepszą atmosferę. Zdrada najczęściej bywa świadectwem dysfunkcji w związku. Przed laty mieliście Państwo wspólną umowę, to co się zmieniło. Spróbujcie porozmawiać o wyjątkach, czyli miłych wspomnieniach dotyczących Waszego funkcjonowania. Zachęcam do rozważenia uczestniczenia w terapii par, istotne jest uznanie cierpienia osoby zdradzonej i przepracowanie problemu, aby stał się ,,lżejszy" i niejako bardziej na zewntątrz partnerów. Można wtedy zbudować wizję wspólnej, preferowanej przyszłości. Życzę powodzenia
Katarzyna Waszak
TwójPsycholog
Dzień dobry,
zdrada to bez wątpienia bolesne doświadczenie, kryzys w związku, ale też objaw świadczący o tym, że w związku pojawiły się jakieś dysfunkcje. W trudnych uczuciach ciężko jest wspólnie zastanawiać się nad tym, jak doszło do zdrady, przepracowywać niewyrażone wcześniej uczucia i niezaspokojone potrzeby oraz na nowo uczuć się komunikacji, budowania bliskości i zaufania. Dlatego pomoc bezstronnego psychoterapeuty a czasem nawet dwójki terapeutów pracujących z parą daje bardzo dobre rezultaty i zwiększa prawdopodobieństwo przejścia przez ten kryzys, traktując go jako rozwojowe doświadczenie. Pozdrawiam Magdalena Bilinska -Zakrzewicz

Zobacz podobne
Dzień dobry, jesteśmy z mężem 18 lat po ślubie. On zawsze miał skłonności do porno. Ja mu często mówiłam, że nie lubię, jak on się masturbuje po kątach. Ale ja też często byłam zapracowana — ciągle wszystko było na mojej głowie: dzieci, dom. Jesteśmy sami, zdani tylko na siebie…
Seks uprawialiśmy minimum raz w tygodniu, ale mój mąż twierdził, że on potrzebuje kilka razy dziennie. Od półtora roku, z tego co wiem, zaczął pisać z kobietami na kamerkach internetowych — płacił im, a one robiły to, co on chciał, i on się z nimi razem masturbował. Dowiedziałam się o tym całkiem przypadkiem, gdy przyszły mu powiadomienia. On się oczywiście wypierał, a mój świat się zawalił…
Rozmawialiśmy o tym, bo ja nalegałam, ale on nie widział w tym problemu. Obiecywał, że już nigdy tego nie zrobi, ale po miesiącu znowu to odkryłam — znów to samo. Tłumaczył, że „wykorzystał do końca minuty, które mu zostały” i że już kasuje to konto.
W naszym związku bardzo się polepszyło. Mnie też zaczęło lepiej iść — awansowałam w pracy, a w domu zaczęłam mieć ciągle ochotę na seks. Może podświadomie, bo wmówiłam sobie, że to była moja wina, że nie spełniałam jego oczekiwań. Próbowałam mu tak dogodzić, żeby nie myślał o głupotach, tylko o nas. Spełniałam jego wszystkie fantazje.
Ale od czasu do czasu na czymś go przyłapałam. Tłumaczył wtedy, że to normalne u facetów, że oni są wzrokowcami i że ogląda porno tylko po to, żeby popatrzeć — a kocha tylko mnie i to ze mną chce być do końca życia. A ja, głupia, wierzyłam mu we wszystko… I ciągle oskarżał mnie, że go kontroluję. On zmieniał wszędzie hasła, wszystko poblokował i oczekiwał mojego zaufania.
W głębi serca bardzo cierpiałam, ale tłumaczyłam sobie, że go bardzo kocham i że dla niego muszę o tym wszystkim zapomnieć. Ale ostatnio, płacąc rachunki, znowu zobaczyłam, że płacił za kamerki… I moje serce pękło na pół. Bo teraz, gdy u nas było tak cudownie, dałam mu wszystko, co mogłam dać — a on i tak to zrobił.
Na początku się wyparł, a później, gdy drążyłam dalej, powiedział tylko, że „tam zajrzał”, ale ma dosyć mojego szpiegowania. On nie widzi w tym winy — tylko ja jestem za wszystko winna.
Co robić? Ja nie umiem bez niego żyć… Ale to tak bardzo boli. Czy naprawdę przesadzam i powinnam po prostu żyć dalej? Przecież to nie jest zdrada…?
W innym poście już o to pytałem, ale jest ciąg dalszy tej historii. Przypomnę: kolega zerwał w maju nagle ze mną znajomość, uznając, że nasze drogi się rozeszły, bo on po terapii stał się innym człowiekiem, realizuje się zawodowo i życiowo. Poszedł bardzo do przodu. Ja wysysałem energię z niego. Zarzucił również, że mu w pewnej chwili nie pomogłem, kiedy potrzebował pomocy. Po miesiącu od zerwania znajomości złożył mi życzenia imieninowe. Dwa miesiące później napisałem, że chcę pogadać i powiedziałem, że po tych wydarzeniach pracuję na terapii nad sobą. Nie chciał rozmawiać. W sierpniu składam mu życzenia urodzinowe. Zaprasza na wspólny trening. Spotkanie na początku – z jego strony – jakby nigdy nic się nie stało. Jest jak dawniej. Fajnie. Mówię, że chcę wyjaśnień. „To potem pogadamy” – zbywa.
Po siłowni idziemy do niego. Fajnie się gada, jakby nigdy nic się nie stało... Moje zdumienie nie zna granic. Pod koniec sam zaczepiam na spokojnie. Mówi, że nie pamięta, co napisał. Że go teraz atakuję. Że mam się ogarnąć. Nie chce w sumie rozmawiać konkretnie, a ja chcę, żebyśmy doszli do porozumienia i się pogodzili. Mówi, że ta znajomość będzie inna. Mówi do mnie, że można iść na kolejny trening, ale „jak zasłużysz zachowaniem swoim”. Po tym wychodzę. Dwa dni później piszę, czy mam zakwasy – nie odpisuje. Odpuszczam znajomość.
PS. Mam dużo znajomych. Z nikim nie mam problemu. Chłopak toksyczny? Chory? Ktoś mi powie, o co mu chodzi?

