
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Partner wymaga...
Partner wymaga podziału wspólnych opłat na zasadach dla mnie nie okej. Co powinnam zrobić, czy to partner nie do życia?
Anonimowo
Izabela Bojarska
Pisze Pani, że w ostatnim czasie wydarzyły się w Pani życiu dwie duże zmiany: utrata pracy i zamieszkanie z partnerem. Aktywnie poszukuje Pani zatrudnienia, co wymaga dużo energii. Jest Pani wystawiona na oceny potencjalnych pracodawców i ewentualne odmowy. Rozumiem, że na ten moment jest Pani finansowo zabezpieczona, równocześnie brak jasnej perspektywy, jak pod względem zawodowym będzie wyglądało Pani życie w najbliższym czasie, może budzić niepokój. Wyobrażam sobie, że rozmowy o finansach – kłopotliwe dla wielu osób – w Pani obecnej sytuacji mogą być jeszcze trudniejsze.
Równocześnie pierwszy okres wspólnego mieszkania to czas ustalania reguł, negocjowania warunków dotyczących podziału obowiązków, rozliczeń itp. Pod jednym dachem spotykają się osoby o odmiennych usposobieniach i potrzebach – poszukiwanie sposobów na ich pogodzenie jest ogromnym wyzwaniem, wiele par doświadcza na tym etapie konfliktów. Oboje z partnerem macie różne pomysły na dzielenie się opłatami za zakupy spożywcze. Z tego, co Pani pisze, odpowiedzialność za planowanie i przygotowywanie posiłków spoczywa wyłącznie na Pani, co może budzić frustrację. Rozumiem, że pojawią się wątpliwości, czy to odpowiedni partner – to naturalne, że zadaje sobie Pani to pytanie, wspólne życie prawdopodobnie przyniesie na nie odpowiedź.
Pisze Pani o narastającej niechęci wobec partnera i zastanawia się, w jakim stopniu jest ona związana z jego osobą, a w jakim z tym, co aktualnie Pani przeżywa. Nasuwają mi się pytania o to, na ile partner jest świadomy trudnych emocji, z którymi się Pani mierzy, czy usłyszał, jakiego rodzaju wsparcia potrzebuje Pani od niego w tym okresie. Czy ma jasność odnośnie tego, jak widzi Pani kwestię rozliczeń za zakupy, jak czuje się z odpowiedzialnością za zapewnianie posiłków. Z jakiego powodu możliwość jedzenia produktów, które Pani lubi, jest dla Pani ważna. Im mniej bezpośredniej komunikacji na temat naszych potrzeb i tego, jak czujemy się z zachowaniami drugiej osoby, tym bardziej narasta niechęć wobec niej i dystans w relacji. Większości z nas nie nauczono tego, jak komunikować to, co przeżywamy – rozumiem, że jest to trudne, zachęcam jednak do podejmowania prób. Może Pani skorzystać z pomocy psychoterapeuty, w obecności którego łatwiej jest nauczyć się rozpoznawania swoich emocji i potrzeb, a także wyrażania ich w sposób bezpieczny dla obu stron. Być może jest szansa na to, aby z oponenta partner w większym stopniu stał się dla Pani źródłem wsparcia, jeśli zostanie do takiej roli zaproszony. Zachęcam Panią również do wyrozumiałości wobec siebie w tym trudnym czasie. Trzymam kciuki za znalezienie satysfakcjonującej pracy i otwartość na współpracę ze strony partnera.

Zobacz podobne
Dzień dobry. Mam pytanie, moja partnerka po każdej naprawdę małej sprzeczce, o jakąś pierdółkę, tak się nakręca, tak w głowie wyolbrzymia, że za każdym razem stwierdzi, że to koniec..rozstajemy się. Po około dobie, emocje opadają i wraca rozsądek...da sie porozmawiać i tworzymy naprawdę udany związek, kochamy sie bardzo. W te 24h nie da się rozmawiać i jest na 1000% pewna, że się rozstajemy i to koniec. Jak zrobić, by te emocje nie eskalowały do takich rozmiarów, nie zabierały tyle czasu...to zostawia blizny, a tak naprawdę powody są tak błahe, że aż niewiarygodne.
Jestem od blisko 3 lat w związku, oboje jesteśmy świeżo po 40. Od przynajmniej pół roku moja partnerka ogranicza nasz wspólny czas. Nie mieszkamy razem. Ja dopiero niedawno dorosłem do poważnej relacji i zaangażowania się na 100%, założenia rodziny itp. Ale ona nie chce się spotykać na weekendzie, a jeżeli już do takiego spotkania dochodzi to rzadko i raczej krótko. Odpowiedzią na pytanie, dlaczego nie ma czasu, jest wymówka, że nie ma sił/źle się czuje, albo ma gości. Oczywiście w to nie wierzę. Gdyby taka sytuacja miała miejsce raz czy dwa jak najbardziej, jest to prawdopodobne, ale nie da się w to wierzyć, gdy słyszysz to regularnie od dłuższego czasu. Z jej strony jednak wychodzą inicjatywy wspólnych spotkań, wyjść, ale gdy dochodzi do terminu wyjścia, oznajmia, że nie może. Najczęściej nie czuje się dobrze, albo dopiero co wróciła do domu. Jak wyżej nie wierzę jej. Próbowałem, jak na razie łagodnie, z nią o tym rozmawiać. Powiedziałem, że czuję się odtrącony faktem, że planujemy wspólnie spędzać czas, ale jak co do czego to jej nie ma. Nie pamiętam czy użyłem słowa "ucieka", możliwe, ze się powstrzymałem. Zapytałem wprost, czy boi się czegoś, czy ma dosyć mojego towarzystwa lub, czy są inne powody (nie powiedziałem ktoś inny, bałem się przegiąć.). Zaprzeczyła i włożyła w to sporo uczucia. Obiecała, że postara się mnie mocniej zaangażować w swoje życie. Na razie czekam na egzekucję tych słów. Za mało czasu upłynęło, aby dało się to zweryfikować. Ale mieliśmy już zaplanowane kolejne wspólne wyjście. Znowu się w ostatniej chwili z niego wywinęła. Widujemy się regularnie na tygodniu wieczorami, gdy odbieram ją z pracy. Nie mieszkamy razem, mieszkamy niemal obok siebie. Mamy wtedy max. półgodzinny spacer. Raczej jest żywiołowa i chętna do rozmowy, ale w ostatnich dniach jest jakby bardziej przygaszona. Raczej tylko w takich okolicznościach jest mi dane z nią się widzieć. Jeszcze udaje się ją wyciągnąć na tygodniu ją na spacer, jeżeli powiem, że chcę pogadać. Ale nie robię tego zbyt często. Chodzimy za rękę, całujemy się, ale czuję w tym jakaś nieobecność. A może strach? Jestem gotów odejść, głównie dlatego, że zdrowie mi mówi, że nie warto cierpieć. Na razie jeszcze nie jestem na etapie pełnego pogodzenia się z tą decyzją. Pewnie potrzebuję jeszcze kilku dni, aby przetrawić sprawę, pogodzić się z własnym wyborem i rozstać w najmniej bolesny dla obojga, ale też stanowczy sposób, jaki jest możliwy. Nie dlatego, że wierzę, że będzie lepiej, bo nie wierzę, ale dlatego, że chcę załatwić sprawę z szacunkiem do niej, nawet jeżeli ona traktuje mnie jak śmiecia. Zadać sobie ten trud, a nie iść po najmniejszej linii oporu i napisać jej sms-a "Zrywam z Tobą". Ale zanim odejdę przedewszystkim chcę porozmawiać, co doprowadziło do takiego stanu. Kiedy i w jakich okolicznościach zaczęło się psuć? Jak pogodzić oba problemy? Czy odpuścić i odejść z podkulonym ogonem, jeżeli nie będzie chciała poważnie porozmawiać?

