Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

am 20 lat i jesteśmy w bardzo szczerym związku z moją dziewczyną. Wszystko sobie mówimy i rozwiązujemy wspólnie problemy

Witam. Mam 20 lat i jesteśmy w bardzo szczerym związku z moją dziewczyną. Wszystko sobie mówimy i rozwiązujemy wspólnie problemy. Ostatnio powiedziała mi, że brakuje jej w łóżku więcej mojej ingerencji i bardzo mnie to przejęło, bo ona sama nie wie, co lubi najbardziej. Jedynym sposobem jest wypróbowanie różnych rzeczy, tylko skąd mam wziąć na to pomysły? Oczywiście będę jej słuchać, ale nawet nie wiem, jak się za to zabrać. Nie potrzebuję terapii dla par, tylko rozwiązania tego jednego problemu. Jak być lepszym partnerem?
Paweł Franczak

Paweł Franczak

Szanowny Panie,
mówienie sobie absolutnie wszystkiego to kiepski pomysł na zbudowanie związku. Każdy z nas potrzebuje swojej przestrzeni i swoich tajemnic, chyba, że te drugie mają wyraźny związek z bliską osobą (np. bierzemy na jej konto długi).

Będzie Pan lepszym partnerem jako samodzielny, stabilny mężczyzna, a taki ma nie tylko wspólne, ale i osobne od partnerki życie. Inaczej będzie Pan zbyt blisko swojej kobiety, a wtedy trudno o pożądanie i zdrową wymianę energii. Pana sformułowania typu “będę jej słuchać” wskazują właśnie na bardzo bliską odległość. Kiedy zajmie się Pan swoją drogą, swoim życiem i raczej budowaniem męskiej siły, a nie dbaniem tylko o dobro kobiety, wtedy i wspólne sprawy zaczną być prostsze, także te łóżkowe.

Wszystkiego dobrego,
Paweł Franczak

 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Anna Martyniuk-Białecka

Anna Martyniuk-Białecka

Witaj,

Odniosę się do tego, co widzę w Twojej wypowiedzi: skąd brać pomysły na wypróbowanie różnych, nowych rzeczy - jeśli dotychczas fajnie Wam działało rozwiązywanie problemów wspólnie i rozmawianie o wszystkim, to może warto i teraz z tego skorzystać? Mogę Ci polecić poradniki, książki i inne miejsca czy rzeczy, z których można skorzystać, jednak jak to się będzie miało do bycia w Waszej parze?

Daria Kamińska

Daria Kamińska

Dzień dobry,

na początku gratuluję Panu szukania rozwiązania dla sytuacji, w której się Pan znalazł. Pana wypowiedź wskazuje na to, że zależy Panu na tym, by być dobrym partnerem, z uwzględnieniem obszaru seksualnego. Podkreślę przy tym, że Państwa relacja jest tworzona przez dwie osoby i każda ze stron jest odpowiedzialna za to, by związek funkcjonował jak najlepiej również w budowaniu/wzmacnianiu bliskości, intymności, namiętności. Warto przyjrzeć się temu, co dla Państwa znaczą w/w pojęcia, jaki mają Państwo do nich stosunek i kiedy czujecie, że każde z nich jest na wysokim poziomie.

Poniżej znajdzie Pan przykładowe wartościowe treści, które mogą być pomocne dla Państwa w eksplorowaniu swoich indywidualnych i swojej związkowej seksualności:

- Warsztaty intymności dla par, ale też (tej samej autorki) Karty intymowy

- wywiad-rzeka z wieloma ćwiczeniami w książce Slow sex. Uwolnij miłość od Niedźwieckiej oraz Rydlewskiej, który potrafi zmienić sposób myślenia o naszej seksualności i poszerzyć sposób przeżywania swojej seksualności

- poradnik dla kobiet Ona ma siłę - jedna z najbardziej przydatnych książek, jaką kiedykolwiek wydano w obszarze seksualności kobiet :)

  • - lista Want, Will, Won't (KLIK) do uzupełnienia przez każde z Państwa w celu złapania inspiracji na coś nowego, otworzenia się na seksperymenty i jednocześnie poznania fantazji i perspektyw swoich oraz partnerki. Ważne, żeby dać sobie wzajemnie dużo otwartości oraz akceptacji na to, że mogą mieć Państwo różnie i to jest OK :) Kto wie - może urodzi Wam się coś nowego do spróbowania, na co oboje będziecie mieli chęć i przestrzeń.

- podcast O zmierzchu od Marty Niedźwieckiej (KLIK)

- podcast Seksozoficznie (KLIK) tworzony przez trzy seks-ekspertki

Powodzenia!

Daria Kamińska

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Związek i życie z chorym psem a dobro dziecka: szukanie pomocy w trudnej sytuacji
Witam wszystkich Proszę o opinię w zaistniałej sytuacji zacznę od początku . Trzy lata temu przeprowadziłam się za granicę do mojego partnera, który mieszkał z psem – buldogiem francuskim . Od momentu mojego przyjazdu pies wymagał ciągłej pomocy weterynarzy. W czasie, gdy jesteśmy razem, wydajemy na niego ogromne sumy pieniędzy , dziś sądzę ,że jest to w granicy 60 tys zły . Gdyby mój partner był bogaty i nie miał problemów finansowych, nie miałabym nic przeciwko, ale prawda jest taka, że nie stać nas na ciągłe wydatki związane z jego leczeniem. Pies, odkąd tu jestem, zniechęcił mnie swoimi zachowaniami i łapczywością. Jadł do granic wymiotowania, a następnie zjadał wymioty. Podobne zachowania występowały przy piciu wody. Między łapami miał różnego rodzaju śluzy (drożdżaki), schodzącą skórę i rany, a także nawracające zapalenie napletka oraz obrzydliwe zielone wydzieliny na pościeli i kafelkach w mieszkaniu. Starałam się leczyć psa, kupowaliśmy różne maści i leki, ale to nic nie pomagało. Odwiedzaliśmy weterynarzy, którzy tylko kasowali nas za wizyty, nie przynosząc żadnej poprawy. Wykonaliśmy prywatne testy nietolerancji pokarmowej i środowiskowej. Okazało się, że pies jest w niewielkim stopniu uczulony na tuje – a pod naszym balkonem rośnie ich około dwudziestu. Po diagnozie partner zaczął wydawać na leki dla psa około 1500 zł miesięcznie. Po pół roku okazało się, że jestem w ciąży. Wiedziałam, że to będzie ogromny problem, ponieważ zaczniemy się kłócić. Miałam świadomość, że nie będzie mógł dalej przeznaczać pieniędzy na psa, tylko na nasze przyszłe dziecko, które już było w drodze. Tłumaczyłam mu, że po porodzie sytuacja z psem się pogorszy, ale on zapewniał mnie, że tak nie będzie. Przez całą ciążę zabroniłam psu wchodzić na nasze łóżko, ponieważ miał różne wydzieliny między łapami. Gdy smarowałam go maściami, kilkakrotnie mnie pogryzł, tak samo jak mojego partnera. Kilka dni po porodzie doszło u mnie do poważnego zagrożenia życia i trafiłam z synem do szpitala. Po powrocie do domu czekała na mnie niespodzianka – zapalenie gruczołów odbytowych, a w mieszkaniu unosił się zapach zepsutego mięsa. Prosił, że to ostatni raz pojedziemy do weterynarza, aby mu pomóc (byłam tym bardzo zmęczona). Zgodziłam się, ale już miałam tego dość. Kilka dni później znów trafiłam do szpitala. Brakowało niewiele, a mogłabym tego nie przeżyć. Gdy partner nas odbierał, prosił, abym się nie denerwowała – pies miał nużeńca, praktycznie cała sierść mu wypadła, a z ran sączyła się ropa i krew. Przez siedem miesięcy codziennie musiałam kąpać psa w specjalnych szamponach, ponieważ miał rany na całym ciele. Walka o jego zdrowie trwała długo około 7-8 miesięcy oprócz tego musiałam wyciskać mu gruczoły okołoodbytowe, co robiłam wbrew sobie, ale dla mojego partnera i dla naszego synka, aby się niczym nie zaraził. Cały czas żyje w strachu o jego zdrowie, ponieważ przy porodzie mogliśmy stracić zarówno syna, jak i siebie nawzajem. Tak dokładnie ja i nasz synek byliśmy w zagrożeniu. Trzy miesiące po urodzeniu synka okazało się, że mam stan przednowotworowy. Przeszłam operację, a później doświadczyłam czegoś w rodzaju paraliżu lewostronnego ręki i nogi. Dopóki nasz synek nie raczkował, nie kłóciłam się z partnerem, ale gdy zaczął chodzić i wkładać wszystko do buzi, w tym sierść psa i dotykać wydzielin, zaczęliśmy toczyć wojnę w domu. Ciągle zarzucam mu, że jest nieodpowiedzialny i naraża nasze dziecko. Pies zaczął sikać w domu, zaczęliśmy zakładać mu pampersy, ale gdy się zesika, smród jest tak intensywny, że nie da się wytrzymać. Muszę wietrzyć całe mieszkanie po 2 godziny , nawet kiedy jest bardzo zimno , psa wyrzucam na balkon, co również nie podoba się mojemu partnerowi. Pies ma zaawansowaną prostatę, co zostało stwierdzone podczas wizyty u lekarza. Przeszłam wiele, zarówno fizycznie, jak i psychicznie przez ostatni czas ,bardzo męczę się mieszkając z tym Psem . Pies wydziela intensywny zapach starego, schorowanego zwierzęcia oraz moczu. Ma również problem z wypadającym penisem. Chwila bez pampersa kończy się lejącymi wydzielinami na podłogę. W miejscach, gdzie pies się załatwia na dworze, kafelki czernieją i przez tydzień utrzymuje się nieprzyjemny zapach. Po badaniach moczu okazało się, że ma w nim wszystko. Był podawany antybiotyk, ale to nie przyniosło poprawy. Obecność psa w mieszkaniu mnie drażni, a gdy mnie gryzie, nie wytrzymuję już dłużej. Po prostu go biję kapcie, Wiem, że nie powinnam, ale czuję, że to dla mnie za dużo. To już dawno mnie przerosło , Prosiłam partnera, abyśmy znaleźli psu inny dom lub oddali go do schroniska, gdzie będą mogli go leczyć, a my moglibyśmy go odwiedzać. Widzę, że nasz związek może się rozpaść. Oddalamy się od siebie, a on nie rozumie, że naraża naszego syna. Dla mnie, jako matki, dziecko jest najważniejsze .Uważam, że po tym, co przeszliśmy, temat psa nie powinien być dla partnera tak trudny do podjęcia – powinien kierować się naszym dobrem. W trakcie kłótni partner grozi, że nas zostawi z synem, a on się wyprowadzi z psem. Nie potrafi zrozumieć dlaczego nie potrafię zaakceptować tego psa w takiej formie schorowanego, dlaczego nie chce mu pozwolić z nami żyć ,skoro już mu tak dużo życia nie zostało,jako argument podaje,że na moje leczenie też nie miał pieniędzy,ale je zarobił i dzięki niemu wróciłam do zdrowia . Gdy tłumaczę mu ,że nie potrafię zaakceptować tego smrodu i strachu o dziecko odpowiada mi zdaniem „ to trudno ,to się rozstaniemy „ czy ja naprawdę przesadzam , czy to takie złe ,że chce aby w mieszkaniu pachniało i było czysto ? I nie chcę aby syn miał kontakt z tak schorowanym psem , bo boję się o jego zdrowie ? Proszę o opinię
Nieprzerwane myśli od zakończenia znajomości z mężczyzną. Nie chcę jednak wracać do tej relacji.
Piszę tutaj, bo od pewnego czasu (gdy zakończyłam znajomość z mężczyzną) zmagam się z pewnym problemem. Zaznaczę, że nie byliśmy w związku, ale ta znajomość trwała prawie rok. Zakończyłam znajomość, ponieważ zauważyłam, że on jest typem narcyza i nie był w moim typie. Od czasu zakończenia znajomości ciągle o nim myślę, czasem nawet fantazjuje na jego temat i jego pracy, co czasem nawet przeszkadza mi w życiu codziennym. Na początku znajomości miałam wrażenie, że on jest pierwszym, do którego coś poczułam naprawdę, jednak później zapewniał mi tylko mi huśtawkę emocjonalną, zaczął olewać- zakończyłam znajomość. Niedługo miną 3 lata, gdy nie mamy kontaktu, a ja ciągle mam go w myślach "24 na dobę" mimo że między nami nic nie było. Czy jest możliwe, że ja coś poczułam do niego? Jak sobie z tym poradzić? Boje się, że gdy poznam nowego faceta i tak będę myśleć tylko o nim i nigdy nie zapomnę. Dodam, że zakończenie znajomości nie odbyło się w zgodzie- ani chwili nie tęskniłam za nim i nie chciałam odnawiać znajomości.
Problemy w sferze intymnej po 30 latach małżeństwa: jak je rozwiązać?
Z żoną jestem 30 lat dogadujemy sie dobrze mamy 2 dorosłych dzieci ale ostnich parę lat w strefie intymnej niejest najlepiej kochamy sie średnio raz dwa razy w roku
Wiele lat temu wyszłam za mąż za sporo starszego ode mnie mężczyznę
Wiele lat temu wyszłam za mąż za sporo starszego ode mnie mężczyznę, nigdy nie poznałam chłopca w swoim wieku, kiedy patrzę wstecz, wydaje mi się, że się starłam chodziłam na imprezy, jeździłam na klasowe wycieczki, wypady w czasie studiów itp - po prostu się nie udało.... . Poznałam wtedy swojego przyszłego męża, był już wiele lat po rozwodzie, z dorosłą córką, był niechętny ślubowi, ale jak podpisałam intercyzę, wzięliśmy ślub cywilny. Nie mogliśmy mieć wspólnych dzieci (moja onkologiczna operacja), żyjemy zgodnie, i do tej pory sporo jeździliśmy po świecie jednak choroba moja i męża oraz jego wiek zastopowała naszą wspólną pasję. Od pewnego czasu widzę, że tak naprawdę nie mamy nic wspólnego zarówno materialnie, jak i psychicznie, żadnych planów na przyszłość. Mieszkam w jego domu, ale wiem, że po jego śmierci będę musiała go opuścić i zostawić córce, wracając do domu rodziców, którzy również są chorzy onkologicznie. Nie mam totalnie nic swojego oprócz pracy zawodowej i 53 lat na karku. W tym momencie uciekam w pracę, która daje mi poczucie stabilności, że gdzieś należę, że jestem częścią normalnej społeczności, ale to nic nie rozwiązuje, coraz bardziej się boję, jestem bezsilna, jakbym tonęła. Wiem, że sama jestem winna, będąc młodą osobą (wtedy 26 lat) nie przewidziałam, że tak potoczy się moje życie, a teraz nie widzę żadnej drogi....
Chcę zdystansować się od koleżanki z pracy, ponieważ czuję, że bardzo źle na mnie wpływa.
Witam. Moja koleżanka ostanio straciła męża w wypadku. Od kilku miesięcy zaangażowalam się mocniej w pomaganie jej, byciu przy niej. Pracujemy też razem. Do czasu tego wypadku czasem po pracy spotykaliśmy się z naszymi rodzinami, ale to nie było na zasadzie naszej wzajemnej przyjaźni, tak ja czułam, że to tak wygląda z obu stron, bo żadna z nas nie otwierała się. Dojeżdżając ,pracując z nią widziłam jej ciężkie chwile w pralcy, wyczuwaam gorsze nastroje. Zajmowałam się jej dziećmi, woziłam ją do psychologa, pomogłam z wizytą u psychiatry, po prostu robiłam wszystko co mogłam, by jej pomagać. Teraz za pomocą leków zaczyna się już czuć lepiej. Zaczyna się uśmiechać, żartować, być taka jak przed śmiercią męża. Wiem teraz, że za bardzo się w to wszystko jednak po czasie zaangażowałam, nie to, że żałuję, ale cały ten czas skupiałam się na niej i jej potrzebach, obserwowaniu, angażowaniu jej do aktywności itp. sama tylko nawet raz zaproponowała wspólny wyjazd na kilka dni z dziećmi. Ucieszyłam się, że to ona w końcu wyszła z inicjatywą, bo też sama nie chciałam na niej niczego wymuszać. Ale od tego wyjazdu coś w relacji z nią zaczyna we mnie pękać. Składajac sobie klocki, uświadomiłam sobie, że np. ten wyjazd jak to sama dodała, byłam jej potrzebna, bo nie chciała z kimś tam w aucie jechać, rozmawiając o kimś tam w pracy powiedziała " że pewnie ktoś nie wiedział, że dojeżdżamy razem", gdzie ja już zaczęłam mówić, że ktoś nie wiedział, że się kolegujemy. Następna i to taka sytuacja, która już wywołała u mnie duży stres, by przyjazd na jakiś piknik w plenerze, gdzie widziałam po tym jak pisze na grupie, że nie jest nim zainteresowana. Prosiłam druga koleżankę, z którą miała przyjechać, żeby ja nie namawiała, bo widzę, że nie chce. W końcu jednak przyjechała i moje w sumie nastawienie do niej było już negatywne, bo wiedziałam, że tego nie chce. Zaczęła być delikatnie zgryźliwa, zaczęła się krytyka, docinki, rozmowa w żaden sposób się nie kleiła. Na koniec tego pikniku zaproponowałam grzecznościowo mimo wszystko, by wpadły do mnie. Ona zaczęła się bardzo miotać, szukając wymówki, ale w końcu dzieci ja namówiły, z czego zadowolona nie była. Po przyjeździe do mnie powody, dla których nie chciała jechać do mnie, ustały. Co jednak bardzo mnie zdenerwowało, bo nie lubię jak ktoś coś robi na siłę, a z nią tak było. Cała sytuacja i wcześniej spowodowała u mnie taki duży wyczuwalny fizycznie stres, który powodował taka nerwowość. Myślałam, że następnego dnia wszystko się uspokoi, ale nie. Widząc ją wzrastało we mnie w dalszym ciągu rozdrażnienie, puls mocno bił, wieczorem był na poziomie 100/120, następnego dnia doszło kołatanie serca i duszność. Ze względu na to, że się źle czułam ona zaproponowała pomoc, że zawiezie mnie do lekarza, później ta propozycja już była przymusem, że mam jechać z nią i tyle. Wiem, że starała się mi pomóc, ale nie czułam już wtedy, że chce z nią jechać do szpitala. W drodze już do domu zarzuciła fochem, a wcześniej mocno mnie skrytykowała słowami, które bardzo mnie dotknęły. Serducho po podaniu leku się uspokoiło. Od tyg jestem na urlopie, wysypiam się ( bo od kilku msc to spanie źle wygląda, budzenie się kilka razy na noc, całkowite wybudzenie już o 4 i brak snu) się bez budzenia do 8/9. Przez ten prawie tydzień się z nią nie widziałam, do wczoraj gdzie odwoziłam jej córkę z placu zabaw. Nie liczyłam, że ja spotkam, bo miała być w pracy, wróciła wcześniej. Usiadłam na chwilę, zaczęłyśmy rozmawiać głównie o pracy. I wtedy się zaczęło, wróciło kołatanie serca, puls jak wróciłam 116, no i noc to już była tragedia. Wiem i czuję, że ten mój stan zdrowia jest nią powodowany, ale nie wiem jak sobie z tym poradzić. Wiem, że będziemy się widywać, bo też praca, chce jej dalej pomagać jak tylko będzie tego chcieć, ale nie chce już wychodzić z inicjatywami. Nie wiem co dalej. Lubię ją, przyjaciółkami nie byłyśmy, nie jesteśmy i raczej nie będziemy. Ale nie wiem co dalej. Wiem jak się zaczęłam dystansować do niej w pracy, to slyszałam, że mam zły humor lub że jestem tak zapracowana, że nie mam dla niej czasu.
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.