Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Mój narzeczony potrzebuje zostać sam. Czy to depresja? Jak sobie z tym radzić?

Spotkał mnie bardzo trudny czas. Mój narzeczony nagle stwierdził, że potrzebuje zostać sam, skupić się na sobie, na swoim rozwoju. Powiedział, że czuje się pusty w środku. Wygląda jakby nie było w nim emocji. Zostawił mnie samą z dzieckiem. Zawsze był kochającym ojcem i wspaniałym partnerem, ale ostatnio po prostu go nie poznaję. Jakby był całkiem obcy. Jego oczy są puste. Mówi, że nadal kocha mnie i syna, ale chce być sam, jednocześnie nie chce znikać i chce się z nami spotykać. Dla mnie to nie jest normalne zachowanie. Nawet nie spróbował w żaden sposób jakoś ratować naszej rodziny, mimo iż mówiłam mu, że jeśli czuje się źle, pójdę na wiele kompromisów, bo chce, żeby był szczesliwy i żeby z nas nie rezygnował. Bardzo mi z tym źle. Nie wiem, co się z nim dzieje. Czy to depresja? Byliśmy ze sobą 8 lat, a on odszedł tak nagle, bez prób ratowania tego, jedynie mówiąc, że czuje, że nie nadaje się do takiego życia i że jedynie czego chce, to być sam. Zniszczyło mi to życie, a serce rozpadło się na miliony kawałków. Po prostu tego nie rozumiem 😔 Dodam, że narzeczony w tym roku stracił mamę i prawie tatę, więc nie był to dla niego emocjonalnie łatwy rok. A nagle czuję się jakby po prostu przestał mnie kochać.
User Forum

Zu

9 miesięcy temu
Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry,

 

Bardzo mi przykro, że doświadczyła Pani tak trudnej sytuacji. To, co Pani opisuje - nagłe wycofanie się partnera, jego pustka emocjonalna, izolowanie się, jednocześnie deklarowana miłość i potrzeba bycia samemu - może rzeczywiście przypominać objawy kryzysu psychicznego, a być może także depresji. Szczególnie w kontekście utraty mamy i zagrożenia życia ojca. To są bardzo silne przeżycia, które mogą uruchomić emocjonalne zamrożenie, wycofanie i chaos wewnętrzny.

 

Jednak ważne, by pamiętać, że Pani też przeżywa stratę i to bardzo realną. Partner zniknął z dnia na dzień z Waszego życia rodzinnego, zostawiając Panią z dzieckiem i z niezrozumieniem sytuacji. To naturalne, że odczuwa Pani smutek, żal, złość, bezsilność.

 

Nie musi Pani teraz wszystkiego rozumieć ani tłumaczyć jego decyzji. Nawet jeśli jego zachowanie ma źródło w kryzysie psychicznym, to nadal Pani ma prawo czuć się porzucona i zraniona.

 

Jeśli partner nie jest gotów do rozmowy, terapii czy działania, to niestety, mimo najlepszych chęci, nie da się za niego tej pracy wykonać. Warto więc zadbać o siebie np. porozmawiać z psychologiem lub terapeutą, oprzeć się na bliskich, dać sobie przestrzeń do przeżycia tej straty. W tym chaosie emocjonalnym ma Pani prawo do wsparcia i warto je sobie dać.

 

Pozdrawiam ciepło,

Justyna Bejmert

Psycholog

9 miesięcy temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Dorota Bubiak

Dorota Bubiak

Dzielenie się tak trudnym doświadczeniem i szukanie wsparcia pokazuje, jak bardzo zależy Pani na bliskich.


Opisana sytuacja jest niewątpliwie trudna, pełna emocji i pozostawiająca wiele niewiadomych. Widać, że Pani mąż również przeżywa coś bardzo trudnego. Zdalnie jednak trudno ocenić, co dokładnie się dzieje. Wsparcie specjalisty mogłoby być dla niego pomocne, choć taki krok wymaga jego wewnętrznej gotowości i decyzji.


W tej chwili równie ważne jest, aby zadbała Pani o siebie – o własne emocje, potrzeby i granice. Może Pani również skorzystać ze wsparcia, które pomoże przejść przez ten wymagający czas. Troska o siebie to także troska o rodzinę.

Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego.
Dorota Bubiak

9 miesięcy temu
Maciej Woropaj

Maciej Woropaj

Dzień dobry! Jeśli chodzi o narzeczonego, to przede wszystkim, żeby się zająć jego sytuacją, to powinna w nim być wola i jego suwerenna decyzja o szukaniu wsparcia. Z tego, co piszesz, nie jest on na to gotowy. Pytanie, czy pisząc o problemie, Ty chcesz zająć się sobą w tej trudnej sytuacji? Jeśli tak, to na pewno znajdziesz tutaj fachowe wsparcie, żeby nie nieść sama trudów, o których piszesz. Na pewno warto w tej sytuacji  przede wszystkim zadbać o siebie, wzmocnić siebie w tym, na co masz wpływ, tym bardziej, że masz pod opieką dziecko. 

9 miesięcy temu
Jan Wojniłko

Jan Wojniłko

Bardzo mi przykro, że przechodzi Pani przez tak trudny i bolesny czas. To, co Pani opisuje, może wskazywać na głęboki kryzys psychiczny u narzeczonego – być może depresję lub inną formę załamania emocjonalnego. Poczucie pustki, wycofanie się z relacji, utrata kontaktu z własnymi uczuciami i chęć izolacji są często objawami głębokiego przeciążenia psychicznego, szczególnie po traumatycznych przeżyciach, takich jak utrata bliskich.


 

Jednocześnie naturalne jest, że czuje się Pani zraniona, zagubiona i osamotniona. To nie jest sytuacja, którą można zrozumieć „rozumem” – bo dotyczy głębokich emocji, więzi i straty.


 

Warto, by narzeczony skonsultował się z psychoterapeutą lub lekarzem psychiatrą – nawet jeśli mówi, że „chce być sam”. A Pani – choć to bardzo trudne – zadbała też o własne wsparcie, np. rozważając rozmowę z psychoterapeutą. Pomoże to uporządkować uczucia, odzyskać równowagę i lepiej zrozumieć, co się dzieje.


 

Proszę pamiętać: to, co się wydarzyło, nie świadczy o Pani wartości ani o tym, że zawiodła jako partnerka. Kryzys partnera nie jest Pani winą. 

9 miesięcy temu
Katarzyna Drużycka

Katarzyna Drużycka

Dzień dobry, 

czytając Pani post, jestem poruszona. Wyobrażam sobie, że może Pani przeżywać wiele emocji równocześnie lub naprzemiennie jak złość, frustrację, niepokój, lęk i troskę, ból, opuszczenie, dezorientację i szok, żal, rozpacz, smutek.... Trudno jest postawić diagnozę i raczej się tego nie robi w przypadku, gdy brakuje wystarczających danych, dlatego diagnoza wymaga co najmniej rozmowy z osobą, której to dotyczy, przeprowadzenia odpowiedniego wywiadu, obserwacji, czasami testów, czasami rozmowy z osobą bliską. Wydaje się natomiast, że Pani mąż przeszedł jakąś istotną zmianę i wiadomo, że w ostatnim roku doświadczył śmierci swojej mamy i przeżył sytuację zagrażającą życiu swojego taty. Te wydarzenia mogły mieć związek z jego obecnym stanem. Możliwe, że Pani mąż przeżywa żałobę i jednocześnie możliwe jest, że przeżył również traumę, ale to są hipotezy wymagające sprawdzenia w kontakcie z Pani mężem. Tego typu przeżycia mogą istotnie wpłynąć na dość szybką zmianę nastroju i zachowania osoby. W celu zbadania, co dokładnie się dzieje z Pani mężem, najlepiej by było, aby Pani mąż skonsultował się zarówno z psychoterapeutą, który ma doświadczenie w pracy z żałobą i traumą, jak i z psychiatrą. Można tutaj zacząć od psychoterapeuty, bo jeśli będzie on widzieć zasadność konsultacji z psychiatrą, to powinien o tym powiedzieć klientowi. 

Jednocześnie jest równie istotne, aby to Pani zadbała o siebie i skorzystała ze wsparcia psychoterapeuty, psychologa. Pisze Pani, że to zniszczyło Pani życie, serce rozpadło się Pani na tysiące kawałków... Jest to sytuacja kryzysu - nagle rozpadł się Pani dotychczasowy porządek świata, znalazła się Pani w obliczu różnych wyzwań, przeżywa Pani wiele różnych trudnych emocji. Do tego jest prawdopodobne, że również Pani syn wymaga dodatkowego wsparcia i uwagi, w obszarze rodzicielskim może Pani być także wspierana przez terapeutę. Dlatego też zachęcam, aby Pani sięgnęła dla siebie po pomoc indywidualną. Podczas konsultacji z psychoterapeutą czy psychologiem będzie można dokładniej przyjrzeć się Pani sytuacji i zaproponować odpowiednią pomoc.

 

Mam nadzieję, że moja odpowiedź będzie dla Pani pomocna. Życzę Pani wszystko dobrego i serdecznie pozdrawiam. 

Katarzyna Drużycka 

9 miesięcy temu
Sylwia Pińczuk

Sylwia Pińczuk

Myślę, że w tym bardzo trudnym czasie warto zadbać szczególnie o swój dobrostan. O regeneracje własnych zasobów. O zaopiekowanie się swoimi emocjami i potrzebami. Warto poszukać wsparcia. Może wśród najbliższych. Może wsparcia psychologa. Na wiele pytań dotyczących partnera: (jego stanu czy motywacji do podjęcia takiej decyzji) trudno będzie teraz odpowiedzieć. Być może trzeba czasu.  Na jego decyzje ma Pani jedynie pośredni wpływ. Natomiast na własny dobrostan wpływ ma Pani bardzo duży. Proszę zaopiekować siebie. 

9 miesięcy temu
Usunięty Specjalista

Usunięty Specjalista

To bardzo trudna sytuacja, i dobrze, że szukasz wsparcia. Możesz czuć się przytłoczona i masz do tego pełne prawo, pozwól sobie przeżyć te emocje, chociaż wiem, może to być trudne, kiedy jesteś odpowiedzialna za dziecko. Z wpisu domyślam się, że Twój narzeczony przechodzi kryzys, nasilony po stracie bliskiej osoby. To mogło wpłynąć na jego zachowanie i sposób, w jaki radzi sobie z emocjami. To, że mówi, iż chce być sam i czuje się pusty, może wskazywać na kryzys emocjonalny i warto zwrócić się o pomoc. Rozważ zwrócenie się do psychologa lub psychoterapeuty, a w międzyczasie zadbaj o siebie. Zwróć się do bliskich Wam osób, nie zostawaj z tą sytuacją sama. Na pewno masz wokół siebie osoby, do których możesz się zwrócić. Trzymaj się!

9 miesięcy temu
Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Dzień dobry Zu,

 

czy przez te 8 wspólnych lat mieliście po drodze jakieś kryzysy / rozstania? Wspominasz, że byliście w narzeczeństwie - planowaliście (konkretna data) ślub? Czy oświadczyny wynikały z jego czystej chęci, czy być może w wyniku tego, że pojawiło się w Waszym życiu dziecko?

 

Czy narzeczony wyprowadził się z domu? Czy widuje się regularnie z dzieckiem?

 

Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy to depresja, ponieważ mamy tutaj dużo brakujących informacji.

 

Katarzyna Kania-Bzdyl

9 miesięcy temu
Karolina Bobrowska

Karolina Bobrowska

Dzień dobry,

Bardzo mi przykro, że przeżywa Pani teraz tak trudny czas. To, co Pani opisuje, to sytuacja głębokiej straty i ogromnego emocjonalnego bólu. Niezrozumiała i nagła zmiana w zachowaniu partnera, jego wycofanie i potrzeba odcięcia jest czymś, co może dosłownie wstrząsnąć całym światem. Z opisu wynika, że Pani narzeczony w ostatnim czasie przeszedł przez bardzo trudne doświadczenia takie jak śmierć matki i zagrożenie życia ojca. Takie sytuacje mogą uruchamiać w człowieku kryzys egzystencjalny - poczucie pustki, utraty sensu, emocjonalnego wypalenia. Kryzys daje objawy bardzo podobne do depresji. Czasami człowiek w takim stanie czuje, że jedyne, co może zrobić, to uciec od wszystkiego, co wcześniej budował.

 

To, co Pani czuje, jest zrozumiałe. To nie świadczy o słabości, ale o tym, że była Pani zaangażowana, kochająca, oddana. Warto zwrócić uwagę, że Pani opis i słowa o tym, że Pani życie zostało zniszczone, a serce rozpadło się na milion kawałków, wskazuje, że Pani również znajduje się obecnie w stanie kryzysu. Kryzys to moment, w którym dotychczasowe sposoby radzenia sobie przestają działać, a emocjonalny ból przekracza granice, które były wcześniej znane i możliwe do uniesienia. To moment dezorientacji, poczucia chaosu, utraty oparcia, niezrozumienia sytuacji, w której się znaleźliśmy. W tym miejscu najważniejsze jest nie pozostawać z tym wszystkim samej. Bardzo Panią zachęcam do rozważenia kontaktu z psychologiem specjalizującym się w sytuacjach kryzysowych, by ktoś pomógł Pani uporządkować chaos w myślach i uczuciach. Kryzys to bardzo trudny etap w życiu człowieka, ale z odpowiednim wsparciem można przez niego przejść i na nowo odzyskać poczucie siły i sprawczości. Teraz najważniejsze jest, by zadbała Pani o siebie - nie tylko jako matka, ale jako kobieta, która również ma prawo cierpieć, potrzebować pomocy i być wysłuchana.

 

Pozdrawiam serdecznie

Karolina Bobrowska
psycholog, konsultant kryzysowy

9 miesięcy temu
Maria Sobol

Maria Sobol

Bardzo współczuję tego, przez co Pani przechodzi. To, co się wydarzyło, jest ogromnie bolesne i trudno się dziwić, że czuje Pani żal, zagubienie i serce w rozsypce. Utrata poczucia bezpieczeństwa i bliskości w związku, szczególnie po tylu wspólnych latach i przy dziecku, to ogromny wstrząs.

Z opisu wynika, że Pani narzeczony przechodzi przez trudny wewnętrzny kryzys. Utrata mamy, zagrożenie życia ojca – to bardzo silne doświadczenia, które mogą zachwiać nawet najstabilniejszą osobą. Takie wydarzenia potrafią otworzyć trudne emocje – smutek, pustkę, bezsens, a czasem nawet doprowadzić do stanów depresyjnych. Nie zawsze osoba w takim stanie ma dostęp do swoich uczuć ani siłę, by o nie walczyć – również w relacjach.

Pani reakcja – smutek, poczucie niezrozumienia, chęć ratowania tej relacji – są bardzo naturalne. Pragnie Pani zrozumienia, wyjaśnienia, bezpieczeństwa. I to jest zupełnie zrozumiałe. Może teraz najważniejsze będzie, by zatroszczyć się o siebie – swoje emocje, potrzeby, zdrowie psychiczne. Bo to Pani teraz doświadcza straty, napięcia i lęku. Nie jest Pani z tym sama – w takiej sytuacji pomocna może być rozmowa z psychoterapeutą, który pomoże poukładać to, co się wydarzyło, odnaleźć siłę i zadbać o siebie i dziecko.

 

 

Z życzliwością i wsparciem
psychoterapeutka integracyjna

Maria Sobol 

9 miesięcy temu
Aleksandra Rydel

Aleksandra Rydel

Dziękuję, że podzieliłaś się swoją historią. To, przez co przechodzisz, brzmi jak ogromny emocjonalny ciężar – zarówno nagłe odejście partnera, jak i samotność w opiece nad dzieckiem, przy jednoczesnym braku odpowiedzi na pytanie: co się właściwie wydarzyło?

Z Twojego opisu wyłania się obraz człowieka, który przeżywa poważny kryzys emocjonalny. Utrata mamy, zagrożenie życia ojca, a teraz decyzja o odsunięciu się od najbliższych – to wszystko może wskazywać na reakcję na przewlekły stres, żałobę, a być może także depresję lub inne trudności psychiczne, które sprawiają, że wycofanie wydaje mu się jedynym sposobem na „uratowanie siebie”. Niestety, dla Ciebie – jego partnerki – ta decyzja jest źródłem ogromnego bólu, chaosu i poczucia odrzucenia. I to jest zupełnie zrozumiałe.

W takich sytuacjach często brakuje przestrzeni, by samemu się w tym odnaleźć – emocje są zbyt silne, pytania pozostają bez odpowiedzi, a jedyne, co zostaje, to ból i niepewność.

Jesteś w tym wszystkim bardzo ważna – i nie musisz być w tym sama.

 

Ciepło Cię pozdrawiam,
Aleksandra Rydel
Psycholog, psychotraumatolog
 

9 miesięcy temu
Małgorzata Wysocka

Małgorzata Wysocka

 

Pani Zu,

 

Chciałabym zwrócić Pani uwagę na kilka bardzo ważnych aspektów tej sytuacji – bo to, co Pani przeżywa, jest rzeczywiście głębokim kryzysem, który dotyka i Pani, i dziecko, i całej dotychczasowej stabilności.

To, że narzeczony stwierdził, iż potrzebuje zostać sam, skupić się na sobie, na swoim rozwoju, samo w sobie nie jest czymś rzadkim w okresach trudnych emocjonalnie – szczególnie jeśli stracił mamę i niemal tatę. Natomiast warto jasno zobaczyć, co za tym stoi w praktyce. To oznacza, że – świadomie lub nie – przekazuje całą odpowiedzialność za dziecko i codzienne obowiązki wyłącznie na Panią, nie pytając Pani, czy jest w stanie to unieść. Stwierdził, że chce sie spotykać.

 

Dziecko to nie jest etap w życiu, który można tymczasowo odłożyć na bok, żeby odnaleźć siebie. Mały człowiek wciąż potrzebuje obojga rodziców – emocjonalnie, fizycznie, finansowo i relacyjnie. Dlatego Pani ma pełne prawo i podstawy, aby w rozmowie z nim poruszyć ten temat: czy on zdaje sobie sprawę, że jego decyzja oznacza nie tylko zmianę w Waszym związku, ale też głębokie konsekwencje dla dziecka? Czy bierze za to odpowiedzialność?

Zalecam, aby odbyć z narzeczonym spokojną, ale wnikliwą i konkretną rozmowę, w której powie mu Pani wprost:

Jak się Pani czuje, kiedy on mówi „odchodzę, ale chcę się spotykać”.

Jakie emocje i poczucie bezpieczeństwa to w Pani budzi (lub raczej odbiera).

Jak Pani rozumie konsekwencje dla dziecka i codziennego życia.

Co konkretnie on rozumie przez „bycie obecnym” i co to oznacza w praktyce.

Proszę spróbować zapytać:
-Jak Ty to sobie wyobrażasz?
-Co chcesz powiedzieć naszemu dziecku?
-Czy rozumiesz, jak to wpływa na mnie i na nasze życie?

Wspomniała Pani, że jest gotowa pójść na wiele kompromisów, żeby był szczęśliwy i nie rezygnował z Was. To bardzo ludzkie, że w poczuciu zagrożenia relacji chce się ją za wszelką cenę ratować. Ale chcę delikatnie Pani przypomnieć, że w związku nie chodzi o to, żeby jedna strona poświęcała siebie, własne potrzeby i poczucie godności w nadziei, że druga strona wróci. Proszę zadać sobie ważne pytanie:

Czy ja będę naprawdę szczęśliwa w relacji, w której druga osoba nie chce w niej być? Czy będę mogła ufać tej relacji, jeśli tylko ja ją podtrzymuję?

Ma Pani wpływ na siebie – na to, jak Pani reaguje, co Pani wybiera, gdzie stawia granice. Nie ma Pani wpływu na to, czy on zdecyduje się wrócić, szukać pomocy, czy trwać w tym oddaleniu.

Naturalne jest w tej sytuacji poczucie: ogromnej niesprawiedliwości (bo przecież wspólnie zakładaliście rodzinę),

rozpaczy (bo ktoś, kto miał być najbliżej, odchodzi), niezrozumienia (bo nagle mówi, że nie potrafi być częścią tej rodziny).

To wszystko są emocje, które mówią, że mierzy się Pani z realną stratą i żałobą po dotychczasowym życiu.

Oczywiście może Pani zaproponować wspólną terapię – to byłoby najlepsze, żeby spotkać się razem ze specjalistą i spróbować zrozumieć, co się dzieje. Ale terapia ma sens tylko wtedy, gdy obie strony chcą z niej skorzystać.

 

Chcę też mocno zaznaczyć, że to, że narzeczony przeżywa żałobę i/lub ogromny kryzys egzystencjalny, nie zmienia faktu, że dziecko nadal potrzebuje taty, a Pani ma prawo oczekiwać od niego odpowiedzialności. Nie jest powodem, aby całkowicie opuszczać rodzinę i zostawiać Panią w sytuacji bez wyjścia. Można się rozwijać mając rodzinę. Jedno nie wyklucza drugiego.

Jeśli Pani czuje, że to już Panią przerasta, proszę rozważyć konsultację psychologiczną. Warto zrobić to wcześniej, zanim pojawi się depresja – a jeśli już Pani czuje, że nie ma siły, tym bardziej proszę szukać wsparcia.

Na koniec chcę podkreślić: to, że Pani czuje, że on przestał Panią kochać, jest zrozumiałą interpretacją tej sytuacji. Proszę zadbać o siebie i swoje emocje, bo ta sytuacja jest również ciężka dla Pani. 

Przytulam w tym trudnym czasie...

9 miesięcy temu
Patryk Broś-Bąk

Patryk Broś-Bąk

Dziękuję Ci za podzielenie się tym, co przeżywasz. To naprawdę trudna i bolesna sytuacja. Opisujesz objawy, które mogą wskazywać na depresję, ale też na głęboki kryzys psychiczny, żałobę czy wewnętrzne wypalenie. Taka potrzeba odcięcia się od świata często pojawia się wtedy, gdy ktoś czuje się przytłoczony i zagubiony.

Rozumiem, jak bardzo to boli. Masz prawo czuć żal, smutek, złość i niezrozumienie. To, co się wydarzyło, nie jest Twoją winą. Czasem ludzie odsuwają się nie dlatego, że przestali kochać, ale dlatego, że nie potrafią już kochać w tym stanie, w jakim się znaleźli.

Zadbaj teraz o siebie i swoje emocje. To nie znaczy, że rezygnujesz z relacji, ale że stawiasz siebie na pierwszym miejscu, żeby się nie zagubić w jego kryzysie.

 

Serdeczne pozdrowienia,
Patryk Broś-Bąk
psycholog, psychoterapeuta

9 miesięcy temu

Zobacz podobne

Mam problemy z zaufaniem do innych.
Mam problemy z zaufaniem do innych. Nie potrafiłam powiedzieć prawdy mojemu chłopakowi, a teraz mężowi, że nie był moim pierwszym i pozwoliłam mu wierzyć, że jest. Tak bardzo go kochałam, że bałam się odrzucenia z jego strony, że wolałam kłamać i nie mówić prawdy, że nie jestem dla niego idealna, z jego strony kobieta mająca kilka związków jest łatwa. Jestem mężatką od 20 lat, mąż zawsze był zazdrosny wręcz chorobliwie. Wieczne podejrzenia, że go zdradzam, że w pracy mam kochanka i ubliżanie i brak szacunku. Parę miesięcy temu powiedziałam mu prawdę, że nie był moim pierwszym i jedynym partnerem, że dziewictwo straciłam z moim pierwszym chłopakiem, wskieł się i to rozumie, mówi, że mnie wciąż kocha, ale mi już w nic nie uwierzy, nie wiem, czy mi wybaczy i czy potrafi, cały czas mi to wypomina i ubliża, nie wiem już co mam robić.
Mam obecnie problem w związku.
Dzień dobry. Zwracam się z prośbą o pomoc, a mianowicie też o jakieś wyjaśnienie, podpowiedź. Mam obecnie problem w związku. Od niecałych dwóch lat jestem związany z partnerką, z którą jest mi cudownie, nadmienię tylko, iż zawodowo jest psychologiem, psychoterapeutą (leczenie zaburzeń osobowości, zaburzenia lękowe, Borderline, Depresja) pracuje metodą psychoterapii psychodynamicznej. Oboje mamy po 40 lat także doświadczona moja Kochana Terapeutka. Jak się poznaliśmy to zaiskrzyło na momencie, od razu wyczułem, gdzie pracuje (psycholodzy nie są mi obcy, mam siostrę też psycholog). Ale wiadomo nie może być za łatwo w życiu to i tym razem też tak jest, mieszkamy od siebie 180 kilometrów. Jak się poznaliśmy, ja byłem świeżo po rozstaniu (około 6 miesięcy) z żoną, która mnie zostawiła. Ona również jest po przejściach tylko już jakiś czas temu. Oboje mamy dzieci i wszystko i niby ok. Od samego początku czułem się przy niej tak, jakbym znał ją od dawna i Ona również ze mną czuła podobnie. Problemy zaczęły się w momencie, jak moja była żona zmieniła się nie do poznania (chodzi o zachowanie, zmiana osobowości). Dzieci mieszkały z nią, bo wydawało mi się to po prostu normalne, jak człowiek się rozwodzi (nadmienię tylko, że nie z mojej winy pojawił się po prostu ktoś inny na jej drodze). Kontakt z dziećmi miałem cały czas, przychodziły do mnie, jak remontowałem nowe mieszkanie. Nie będę opowiadał dokładnie, co było dalej, powiem tylko tyle, iż dzieci mieszkają ze mną. Zmiana osobowości ich mamy była tak drastyczna, iż zaczęło dochodzić w starym domu do znęcania psychicznego nad starszym synem. Zabrałem go do siebie, a tak naprawdę to On sam prosił, żebym mu pomógł i zabrał stamtąd. Młodszy z kolei deklarował już wcześniej, że chce mieszkać ze mną. Ja nie miałem pojęcia, że przechodzą tam piekło, bo bali mi się powiedzieć, a widywaliśmy się praktycznie w tygodniu codziennie. Mam takie osobiste spostrzeżenie, że wszystko zaczęło między nami się delikatnie nie tyle, co psuć, ale paskudzić jak starszy syn się do mnie wprowadził. Już nie mogłem być na zawołanie, a z kolei Ona zaczęła nazywać to tak, że potrzebuje oparcia, stabilizacji, bo tak wygląda normalny związek, częste kłótnie właśnie przez to. No i dobrze wiemy, że wykład od psychologa to nie jest łatwa sprawa, bo to jest cała analiza sytuacji, problemów itd. Mi osobiście to w ogóle nie przeszkadza, ale wiadomo, że zaczęło się, że widzę tylko siebie, jestem skupiony na sobie, dzieciach i nie ma przestrzeni na związek. Mamy wspólny jakiś pomysł na życie, przeprowadzkę do niej, tylko na razie muszę zakończyć stary etap i Ona niestety nie wytrzymuje ciśnienia. Wiele mi pokazała, że czasami ma racje, bardzo często zarzuca mi, że nie czuje we mnie wsparcia, choć ja uważam inaczej. Robię, co mogę i jestem przy niej, jeśli tylko mogę. Staram się pomagać w każdej dziedzinie, w jakiej ma problem na tyle ile można. Tylko dla niej to za mało. W trakcie tych wszystkich kłopotów i żeby ratować swoje dzieci odpuściłem trochę firmę, co oczywiście się odbiło. Wiadomo wszystko, co przeszedłem do tej pory ze swoim rozwodem, też zostawiło ślad, psychicznie mnie to wykańcza, a problemów zaczęło przybywać. Pojawiły się długi w firmie i zacząłem mieć załamkę. Oczywiście mój osobisty psycholog wysłał mnie na terapie i do psychiatry, bo zaczęły się stany lękowo depresyjne. Impulsywność, jaką posiada, zaczęła doprowadzać do tego, że co jakiś czas rozstawaliśmy się (no może nie za moją zgodą) tylko po prostu cały czas jest brak stabilności w związku, Ona potrzebuje oparcia na co dzień. Wzajemna miłość nas utrzymuje w tych kłótniach. Ja po drodze miałem parę razy tzw. zjazd depresyjny (spałem 2-3 dni). Problemy, jakie mi się pojawiły, zaczęły mnie dobijać i zacząłem być nerwowy, czasami nieprzyjemny. Najbardziej dotknęły mnie problemy finansowe, o których nie chciałem z Nią rozmawiać, bo sprawiało mi to wielką trudność i taki wstyd, brak poczucia męskości, czego nie może zrozumieć. Bo podejście psychologa rozmowa jest najważniejsza w związku, zgodzę się, ale dla mnie to było takie upokarzające, że mam kłopoty finansowe i ma jeszcze opowiadać o nich swojej Kochanej Kobiecie. Może tak trzeba było zrobić, ale nie umiałem. Kłótnie, jakie powstawały były zarzucane w moją stronę, bo najładniejszy psychologiczny zwrot mój ulubiony "to jak się wczoraj zachowałem i co Ci powiedziałam w złości, to jest reakcja na to, jak się ostatnio zachowujesz w stosunku do mnie i taki ma na mnie wpływ". I to też wiem, jak nazwać, bo żyje z psychologiem "Projekcja". Ale to nie działa tak, jak mi się wydaje, ponieważ ja robię coś źle i jest wykład jak w gabinecie, a Ona jak to zrobi to samo, po jakimś czasie to nie przyzna mi racji, tylko skuteczna technika wyszkolona przez wiele lat "to nie jest to samo bo...." Proszę, aby nikt nie zrozumiał mnie źle, że pokazuje obraz psychologa w jakimś złym świetle. Moja siostra psycholog robi to samo, nie dać dojść do słowa, a gadać. Wszystkich psychologów, jakich znam są gadułami, z ADHD, nie usiedzą na miejscu, w towarzystwie lubiani, ale życie prywatne niestety rozwalone. Pomagają innym, tylko nie wiem, czemu nie chcą widzieć swoich błędów, że też popełniają przecież to normalne, bo są tylko ludźmi. Ja oczywiście nie jestem święty, przyznaje, że często widzi to, czego nie widzą inni i ma racje. Potrafi na momencie po rozmowie z nową osobą zanalizować ja i się praktycznie nie myli. Psychologiem nie zostaje byle kto, to tego trzeba się nadawać i trochę tych szkół skończyć. Ja również chodziłem na terapię, po jakimś czasie przerwałem, ale nie dlatego, że stwierdziłem, że już ok. Absolutnie widzę, że mam problem, bo tak się nie zachowywałem, często mam kryzysy, bo tych kłopotów zebrało się masę. Przerwałem, bo nie miałem za co chodzić po prostu, a Jej wstydziłem się do tego przyznać. Facet traci poczucie męskości, jak ma takie problemy, że czasami musiałem coś wymyślić, bo nie miałem za co do niej jechać i to mnie dobijało. Walczy ze mną o te rozmowy, a ja z kolei nie jestem w tym łatwy, bo uważam, że nie chcę jej martwić swoimi problemami, i słyszę, że nie nadaje się do związku, bo w byciu razem o problemach się rozmawia. Proszę ją często, żeby z nas nie rezygnowała i wytrzymała jeszcze trochę, co prawda do tej jej złości czasami dokładam, ja jak potrafię właśnie położyć się i przespać dwa dni, bo to jest taka ucieczka od problemów dla mnie, a wiem, że mam problem i jestem chory. Chodzę również do psychiatry, bo mój osobisty terapeuta mi nie odpuszcza i może dobrze czasami przeciągam wizyty, bo nie mam kasy. Walczymy ze sobą o to ostatnio strasznie, Ona chce, żebym regularnie się leczył (ja o tym wiem, ale za co?) i powstają kłótnie. Złości się często przeze mnie, bo mam jeszcze niezamkniętą przeszłość. Co chwilę słyszę, że jej nie wspieram w trudnych dla niej chwilach (co uważam, że przesadza), bo gdy miała badanie rezonansem głowy i było podejrzenie, byłem ciągle z nią i wspierałem, w tygodniu telefonicznie, w weekendy przy niej, czy jak dzieci chorowały, tylko Ona na momencie zapomina i widzi tylko tę chwilę, o którą się kłócimy i tamtych nie pamięta. Też ją proszę, żeby mi pomogła swoją obecnością przy moim problemie to słyszę, że nie może mnie niańczyć, co mnie boli. Wiele we mnie na pewno wyćwiczyła i pokazała, że można inaczej. Ostatnio wróciłem na terapie (nie koniecznie finansowo jest już ok, ale już niedługo) zrobiłem to Dla niej, bo ja Kocham i nie chce, żeby przeze mnie cierpiała. Z terapeutką oczywiście doszedłem do decyzji jednej, że ma racje co do bycia w związku i rozmowy o problemach a dokładnie moich długach (bo nie chciałem powiedzieć dokładnie ile). Przełamałem się i w ten weekend powiedziałem wszystko, bo wiem, że tego oczekiwała i wiele mnie to kosztowało wewnętrznie, żeby powiedzieć kobiecie, z którą się jest, ile ma się długu przez ostatnie sytuacje. Wszystko było ok, ale w poniedziałek miałem swoje dwa dni. Rozmowa była ciężka, przeprosiłem, nie wiem, czemu tak wyszło, bo nic na to nie wskazywało w ostatnich dniach, że może mi się przytrafić, próbowałem załagodzić. Na drugi dzień oznajmiła, że mam się ogarnąć, uporządkować swoje życie i zdrowie i wtedy do niej się odezwać, bo ona na tym etapie nie chce tego kontynuować. Prosiłem, żeby mi pomogła, bo wiem, że mam problem, to usłyszałem, że Ona więcej pomóc mi nie może i mam się wyleczyć i dopiero skontaktować. Na sam koniec powiem tak nie gadamy około trzech dni, a ja czuje się strasznie, jeszcze nikt mnie tak nie potraktował zimno, jeśli chodzi o osoby, które się Kocha, jest mi bardzo przykro, jak mnie potraktowała na koniec, bo nie byłem w barze z kolegami, tylko ona wie, z czym jest problem i mnie zostawi w chorobie. Ja jak miała gorączkę i nie przyjechałem w sobotę tylko w niedziele, musiałem słuchać, że nie dbam o nią, bo jest sama w takim stanie. A najbardziej czuje się zdeptany, że parę dni wcześniej przełamałem wszystko w sobie i powiedziałem o szczegółach swoich problemów finansowych i nie wiem czemu, mam jakieś przeczucie, że to mogło być główną przyczyną jej decyzji, bankrut u boku. Zastanawiam się tylko właśnie nad jednym, że osoba, którą Kocham, prowadzi terapię, pomaga ludziom, zostawia mnie w chorobie i problemach i każę zadzwonić, jak się z tym uporam. O co tu chodzi??? To jakaś nowa technika w psychologii???? Proszę przeczytajcie to chociaż i spójrzcie na to jakoś i pomóżcie. Ja nie chcę, żeby ktoś myślał, że oczekuje, że macie zjechać psychoterapeutkę, nie, pomóżcie mi zrozumieć, co ja robię aż tak źle, że Kochająca osoba opuszcza Cię w momencie, gdzie jej potrzebujesz. Dziękuję.
Jak przełamać lęk przed pomocą psychologiczną przy myślach samobójczych i fobii przed oceną
Wiem że potrzebuję pomocy, nawet się zapisałem do psychologa. Nie radzę sobie z myślami w sensie przytłaczają mnie falami. Mam myśli samobójcze i ostatnio sny nawet ... Jednak ciężko mi iść po pomoc w sensie już zrobiłem pierwszy krok zrobili wywiad ale nie powiedziałem o tym tylko o fobii przed oceną i porażką... Ciężko jest tkwić w takim zawieszenie gdy chcesz i nie chcesz żyć Jak przełamać lęk?
Jak sobie poradzić, kiedy psychiatra na NFZ ma bardzo odległe terminy?
Jak sobie poradzić, kiedy psychiatra na NFZ ma bardzo odległe terminy, a nie ma się pieniędzy na wizytę prywatną i nie ma się skąd pożyczyć? Mam wszystkie objawy depresji i nie wiem, co mam ze sobą zrobić.
Cześć, mam męża i dzieci i ostatnio dowiedziałam się, że mój mąż
Cześć, mam męża i dzieci i ostatnio dowiedziałam się, że mój mąż przesyła sobie z byłą koleżanką z pracy zdjęcia nóg z wakacji, jako pocztówki. Podobno to jest śmieszne. Dla mnie niekoniecznie, szczególnie gdy mój mąż przesyła gołe nogi z plaży albo ona gołe nogi, a w ręce trzyma kieliszek wina. Rozmawialiśmy, on twierdzi, że to nic nie znaczy, że to tylko śmieszna zabawa. Powiedziałam mu, że oczekuję, że zakończy tę znajomość . Nie zgodził się. Ustawił znikające wiadomości po 24 h z tego czatu, a po dalszych rozmowach ze mną zmienił kod pin do komórki. Proszę o radę ,jak powinnam się zachować. Co zrobić, aby nie utrzymywał z nią już więcej kontaktu, bo na tym mi zależy. Z góry dziękuję za pomoc.
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.