Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Mój narzeczony potrzebuje zostać sam. Czy to depresja? Jak sobie z tym radzić?

Spotkał mnie bardzo trudny czas. Mój narzeczony nagle stwierdził, że potrzebuje zostać sam, skupić się na sobie, na swoim rozwoju. Powiedział, że czuje się pusty w środku. Wygląda jakby nie było w nim emocji. Zostawił mnie samą z dzieckiem. Zawsze był kochającym ojcem i wspaniałym partnerem, ale ostatnio po prostu go nie poznaję. Jakby był całkiem obcy. Jego oczy są puste. Mówi, że nadal kocha mnie i syna, ale chce być sam, jednocześnie nie chce znikać i chce się z nami spotykać. Dla mnie to nie jest normalne zachowanie. Nawet nie spróbował w żaden sposób jakoś ratować naszej rodziny, mimo iż mówiłam mu, że jeśli czuje się źle, pójdę na wiele kompromisów, bo chce, żeby był szczesliwy i żeby z nas nie rezygnował. Bardzo mi z tym źle. Nie wiem, co się z nim dzieje. Czy to depresja? Byliśmy ze sobą 8 lat, a on odszedł tak nagle, bez prób ratowania tego, jedynie mówiąc, że czuje, że nie nadaje się do takiego życia i że jedynie czego chce, to być sam. Zniszczyło mi to życie, a serce rozpadło się na miliony kawałków. Po prostu tego nie rozumiem 😔 Dodam, że narzeczony w tym roku stracił mamę i prawie tatę, więc nie był to dla niego emocjonalnie łatwy rok. A nagle czuję się jakby po prostu przestał mnie kochać.
Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry,

 

Bardzo mi przykro, że doświadczyła Pani tak trudnej sytuacji. To, co Pani opisuje - nagłe wycofanie się partnera, jego pustka emocjonalna, izolowanie się, jednocześnie deklarowana miłość i potrzeba bycia samemu - może rzeczywiście przypominać objawy kryzysu psychicznego, a być może także depresji. Szczególnie w kontekście utraty mamy i zagrożenia życia ojca. To są bardzo silne przeżycia, które mogą uruchomić emocjonalne zamrożenie, wycofanie i chaos wewnętrzny.

 

Jednak ważne, by pamiętać, że Pani też przeżywa stratę i to bardzo realną. Partner zniknął z dnia na dzień z Waszego życia rodzinnego, zostawiając Panią z dzieckiem i z niezrozumieniem sytuacji. To naturalne, że odczuwa Pani smutek, żal, złość, bezsilność.

 

Nie musi Pani teraz wszystkiego rozumieć ani tłumaczyć jego decyzji. Nawet jeśli jego zachowanie ma źródło w kryzysie psychicznym, to nadal Pani ma prawo czuć się porzucona i zraniona.

 

Jeśli partner nie jest gotów do rozmowy, terapii czy działania, to niestety, mimo najlepszych chęci, nie da się za niego tej pracy wykonać. Warto więc zadbać o siebie np. porozmawiać z psychologiem lub terapeutą, oprzeć się na bliskich, dać sobie przestrzeń do przeżycia tej straty. W tym chaosie emocjonalnym ma Pani prawo do wsparcia i warto je sobie dać.

 

Pozdrawiam ciepło,

Justyna Bejmert

Psycholog

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Dorota Bubiak

Dorota Bubiak

Dzielenie się tak trudnym doświadczeniem i szukanie wsparcia pokazuje, jak bardzo zależy Pani na bliskich.


Opisana sytuacja jest niewątpliwie trudna, pełna emocji i pozostawiająca wiele niewiadomych. Widać, że Pani mąż również przeżywa coś bardzo trudnego. Zdalnie jednak trudno ocenić, co dokładnie się dzieje. Wsparcie specjalisty mogłoby być dla niego pomocne, choć taki krok wymaga jego wewnętrznej gotowości i decyzji.


W tej chwili równie ważne jest, aby zadbała Pani o siebie – o własne emocje, potrzeby i granice. Może Pani również skorzystać ze wsparcia, które pomoże przejść przez ten wymagający czas. Troska o siebie to także troska o rodzinę.

Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego.
Dorota Bubiak

Maciej Woropaj

Maciej Woropaj

Dzień dobry! Jeśli chodzi o narzeczonego, to przede wszystkim, żeby się zająć jego sytuacją, to powinna w nim być wola i jego suwerenna decyzja o szukaniu wsparcia. Z tego, co piszesz, nie jest on na to gotowy. Pytanie, czy pisząc o problemie, Ty chcesz zająć się sobą w tej trudnej sytuacji? Jeśli tak, to na pewno znajdziesz tutaj fachowe wsparcie, żeby nie nieść sama trudów, o których piszesz. Na pewno warto w tej sytuacji  przede wszystkim zadbać o siebie, wzmocnić siebie w tym, na co masz wpływ, tym bardziej, że masz pod opieką dziecko. 

Jan Wojniłko

Jan Wojniłko

Bardzo mi przykro, że przechodzi Pani przez tak trudny i bolesny czas. To, co Pani opisuje, może wskazywać na głęboki kryzys psychiczny u narzeczonego – być może depresję lub inną formę załamania emocjonalnego. Poczucie pustki, wycofanie się z relacji, utrata kontaktu z własnymi uczuciami i chęć izolacji są często objawami głębokiego przeciążenia psychicznego, szczególnie po traumatycznych przeżyciach, takich jak utrata bliskich.


 

Jednocześnie naturalne jest, że czuje się Pani zraniona, zagubiona i osamotniona. To nie jest sytuacja, którą można zrozumieć „rozumem” – bo dotyczy głębokich emocji, więzi i straty.


 

Warto, by narzeczony skonsultował się z psychoterapeutą lub lekarzem psychiatrą – nawet jeśli mówi, że „chce być sam”. A Pani – choć to bardzo trudne – zadbała też o własne wsparcie, np. rozważając rozmowę z psychoterapeutą. Pomoże to uporządkować uczucia, odzyskać równowagę i lepiej zrozumieć, co się dzieje.


 

Proszę pamiętać: to, co się wydarzyło, nie świadczy o Pani wartości ani o tym, że zawiodła jako partnerka. Kryzys partnera nie jest Pani winą. 

Katarzyna Drużycka

Katarzyna Drużycka

Dzień dobry, 

czytając Pani post, jestem poruszona. Wyobrażam sobie, że może Pani przeżywać wiele emocji równocześnie lub naprzemiennie jak złość, frustrację, niepokój, lęk i troskę, ból, opuszczenie, dezorientację i szok, żal, rozpacz, smutek.... Trudno jest postawić diagnozę i raczej się tego nie robi w przypadku, gdy brakuje wystarczających danych, dlatego diagnoza wymaga co najmniej rozmowy z osobą, której to dotyczy, przeprowadzenia odpowiedniego wywiadu, obserwacji, czasami testów, czasami rozmowy z osobą bliską. Wydaje się natomiast, że Pani mąż przeszedł jakąś istotną zmianę i wiadomo, że w ostatnim roku doświadczył śmierci swojej mamy i przeżył sytuację zagrażającą życiu swojego taty. Te wydarzenia mogły mieć związek z jego obecnym stanem. Możliwe, że Pani mąż przeżywa żałobę i jednocześnie możliwe jest, że przeżył również traumę, ale to są hipotezy wymagające sprawdzenia w kontakcie z Pani mężem. Tego typu przeżycia mogą istotnie wpłynąć na dość szybką zmianę nastroju i zachowania osoby. W celu zbadania, co dokładnie się dzieje z Pani mężem, najlepiej by było, aby Pani mąż skonsultował się zarówno z psychoterapeutą, który ma doświadczenie w pracy z żałobą i traumą, jak i z psychiatrą. Można tutaj zacząć od psychoterapeuty, bo jeśli będzie on widzieć zasadność konsultacji z psychiatrą, to powinien o tym powiedzieć klientowi. 

Jednocześnie jest równie istotne, aby to Pani zadbała o siebie i skorzystała ze wsparcia psychoterapeuty, psychologa. Pisze Pani, że to zniszczyło Pani życie, serce rozpadło się Pani na tysiące kawałków... Jest to sytuacja kryzysu - nagle rozpadł się Pani dotychczasowy porządek świata, znalazła się Pani w obliczu różnych wyzwań, przeżywa Pani wiele różnych trudnych emocji. Do tego jest prawdopodobne, że również Pani syn wymaga dodatkowego wsparcia i uwagi, w obszarze rodzicielskim może Pani być także wspierana przez terapeutę. Dlatego też zachęcam, aby Pani sięgnęła dla siebie po pomoc indywidualną. Podczas konsultacji z psychoterapeutą czy psychologiem będzie można dokładniej przyjrzeć się Pani sytuacji i zaproponować odpowiednią pomoc.

 

Mam nadzieję, że moja odpowiedź będzie dla Pani pomocna. Życzę Pani wszystko dobrego i serdecznie pozdrawiam. 

Katarzyna Drużycka 

Sylwia Pińczuk

Sylwia Pińczuk

Myślę, że w tym bardzo trudnym czasie warto zadbać szczególnie o swój dobrostan. O regeneracje własnych zasobów. O zaopiekowanie się swoimi emocjami i potrzebami. Warto poszukać wsparcia. Może wśród najbliższych. Może wsparcia psychologa. Na wiele pytań dotyczących partnera: (jego stanu czy motywacji do podjęcia takiej decyzji) trudno będzie teraz odpowiedzieć. Być może trzeba czasu.  Na jego decyzje ma Pani jedynie pośredni wpływ. Natomiast na własny dobrostan wpływ ma Pani bardzo duży. Proszę zaopiekować siebie. 

Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

To bardzo trudna sytuacja, i dobrze, że szukasz wsparcia. Możesz czuć się przytłoczona i masz do tego pełne prawo, pozwól sobie przeżyć te emocje, chociaż wiem, może to być trudne, kiedy jesteś odpowiedzialna za dziecko. Z wpisu domyślam się, że Twój narzeczony przechodzi kryzys, nasilony po stracie bliskiej osoby. To mogło wpłynąć na jego zachowanie i sposób, w jaki radzi sobie z emocjami. To, że mówi, iż chce być sam i czuje się pusty, może wskazywać na kryzys emocjonalny i warto zwrócić się o pomoc. Rozważ zwrócenie się do psychologa lub psychoterapeuty, a w międzyczasie zadbaj o siebie. Zwróć się do bliskich Wam osób, nie zostawaj z tą sytuacją sama. Na pewno masz wokół siebie osoby, do których możesz się zwrócić. Trzymaj się!

Usunięty Specjalista_tka

Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Dzień dobry Zu,

 

czy przez te 8 wspólnych lat mieliście po drodze jakieś kryzysy / rozstania? Wspominasz, że byliście w narzeczeństwie - planowaliście (konkretna data) ślub? Czy oświadczyny wynikały z jego czystej chęci, czy być może w wyniku tego, że pojawiło się w Waszym życiu dziecko?

 

Czy narzeczony wyprowadził się z domu? Czy widuje się regularnie z dzieckiem?

 

Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy to depresja, ponieważ mamy tutaj dużo brakujących informacji.

 

Katarzyna Kania-Bzdyl

Karolina Bobrowska

Karolina Bobrowska

Dzień dobry,

Bardzo mi przykro, że przeżywa Pani teraz tak trudny czas. To, co Pani opisuje, to sytuacja głębokiej straty i ogromnego emocjonalnego bólu. Niezrozumiała i nagła zmiana w zachowaniu partnera, jego wycofanie i potrzeba odcięcia jest czymś, co może dosłownie wstrząsnąć całym światem. Z opisu wynika, że Pani narzeczony w ostatnim czasie przeszedł przez bardzo trudne doświadczenia takie jak śmierć matki i zagrożenie życia ojca. Takie sytuacje mogą uruchamiać w człowieku kryzys egzystencjalny - poczucie pustki, utraty sensu, emocjonalnego wypalenia. Kryzys daje objawy bardzo podobne do depresji. Czasami człowiek w takim stanie czuje, że jedyne, co może zrobić, to uciec od wszystkiego, co wcześniej budował.

 

To, co Pani czuje, jest zrozumiałe. To nie świadczy o słabości, ale o tym, że była Pani zaangażowana, kochająca, oddana. Warto zwrócić uwagę, że Pani opis i słowa o tym, że Pani życie zostało zniszczone, a serce rozpadło się na milion kawałków, wskazuje, że Pani również znajduje się obecnie w stanie kryzysu. Kryzys to moment, w którym dotychczasowe sposoby radzenia sobie przestają działać, a emocjonalny ból przekracza granice, które były wcześniej znane i możliwe do uniesienia. To moment dezorientacji, poczucia chaosu, utraty oparcia, niezrozumienia sytuacji, w której się znaleźliśmy. W tym miejscu najważniejsze jest nie pozostawać z tym wszystkim samej. Bardzo Panią zachęcam do rozważenia kontaktu z psychologiem specjalizującym się w sytuacjach kryzysowych, by ktoś pomógł Pani uporządkować chaos w myślach i uczuciach. Kryzys to bardzo trudny etap w życiu człowieka, ale z odpowiednim wsparciem można przez niego przejść i na nowo odzyskać poczucie siły i sprawczości. Teraz najważniejsze jest, by zadbała Pani o siebie - nie tylko jako matka, ale jako kobieta, która również ma prawo cierpieć, potrzebować pomocy i być wysłuchana.

 

Pozdrawiam serdecznie

Karolina Bobrowska
psycholog, konsultant kryzysowy

Maria Sobol

Maria Sobol

Bardzo współczuję tego, przez co Pani przechodzi. To, co się wydarzyło, jest ogromnie bolesne i trudno się dziwić, że czuje Pani żal, zagubienie i serce w rozsypce. Utrata poczucia bezpieczeństwa i bliskości w związku, szczególnie po tylu wspólnych latach i przy dziecku, to ogromny wstrząs.

Z opisu wynika, że Pani narzeczony przechodzi przez trudny wewnętrzny kryzys. Utrata mamy, zagrożenie życia ojca – to bardzo silne doświadczenia, które mogą zachwiać nawet najstabilniejszą osobą. Takie wydarzenia potrafią otworzyć trudne emocje – smutek, pustkę, bezsens, a czasem nawet doprowadzić do stanów depresyjnych. Nie zawsze osoba w takim stanie ma dostęp do swoich uczuć ani siłę, by o nie walczyć – również w relacjach.

Pani reakcja – smutek, poczucie niezrozumienia, chęć ratowania tej relacji – są bardzo naturalne. Pragnie Pani zrozumienia, wyjaśnienia, bezpieczeństwa. I to jest zupełnie zrozumiałe. Może teraz najważniejsze będzie, by zatroszczyć się o siebie – swoje emocje, potrzeby, zdrowie psychiczne. Bo to Pani teraz doświadcza straty, napięcia i lęku. Nie jest Pani z tym sama – w takiej sytuacji pomocna może być rozmowa z psychoterapeutą, który pomoże poukładać to, co się wydarzyło, odnaleźć siłę i zadbać o siebie i dziecko.

 

 

Z życzliwością i wsparciem
psychoterapeutka integracyjna

Maria Sobol 

Aleksandra Rydel

Aleksandra Rydel

Dziękuję, że podzieliłaś się swoją historią. To, przez co przechodzisz, brzmi jak ogromny emocjonalny ciężar – zarówno nagłe odejście partnera, jak i samotność w opiece nad dzieckiem, przy jednoczesnym braku odpowiedzi na pytanie: co się właściwie wydarzyło?

Z Twojego opisu wyłania się obraz człowieka, który przeżywa poważny kryzys emocjonalny. Utrata mamy, zagrożenie życia ojca, a teraz decyzja o odsunięciu się od najbliższych – to wszystko może wskazywać na reakcję na przewlekły stres, żałobę, a być może także depresję lub inne trudności psychiczne, które sprawiają, że wycofanie wydaje mu się jedynym sposobem na „uratowanie siebie”. Niestety, dla Ciebie – jego partnerki – ta decyzja jest źródłem ogromnego bólu, chaosu i poczucia odrzucenia. I to jest zupełnie zrozumiałe.

W takich sytuacjach często brakuje przestrzeni, by samemu się w tym odnaleźć – emocje są zbyt silne, pytania pozostają bez odpowiedzi, a jedyne, co zostaje, to ból i niepewność.

Jesteś w tym wszystkim bardzo ważna – i nie musisz być w tym sama.

 

Ciepło Cię pozdrawiam,
Aleksandra Rydel
Psycholog, psychotraumatolog
 

Małgorzata Wysocka

Małgorzata Wysocka

 

Pani Zu,

 

Chciałabym zwrócić Pani uwagę na kilka bardzo ważnych aspektów tej sytuacji – bo to, co Pani przeżywa, jest rzeczywiście głębokim kryzysem, który dotyka i Pani, i dziecko, i całej dotychczasowej stabilności.

To, że narzeczony stwierdził, iż potrzebuje zostać sam, skupić się na sobie, na swoim rozwoju, samo w sobie nie jest czymś rzadkim w okresach trudnych emocjonalnie – szczególnie jeśli stracił mamę i niemal tatę. Natomiast warto jasno zobaczyć, co za tym stoi w praktyce. To oznacza, że – świadomie lub nie – przekazuje całą odpowiedzialność za dziecko i codzienne obowiązki wyłącznie na Panią, nie pytając Pani, czy jest w stanie to unieść. Stwierdził, że chce sie spotykać.

 

Dziecko to nie jest etap w życiu, który można tymczasowo odłożyć na bok, żeby odnaleźć siebie. Mały człowiek wciąż potrzebuje obojga rodziców – emocjonalnie, fizycznie, finansowo i relacyjnie. Dlatego Pani ma pełne prawo i podstawy, aby w rozmowie z nim poruszyć ten temat: czy on zdaje sobie sprawę, że jego decyzja oznacza nie tylko zmianę w Waszym związku, ale też głębokie konsekwencje dla dziecka? Czy bierze za to odpowiedzialność?

Zalecam, aby odbyć z narzeczonym spokojną, ale wnikliwą i konkretną rozmowę, w której powie mu Pani wprost:

Jak się Pani czuje, kiedy on mówi „odchodzę, ale chcę się spotykać”.

Jakie emocje i poczucie bezpieczeństwa to w Pani budzi (lub raczej odbiera).

Jak Pani rozumie konsekwencje dla dziecka i codziennego życia.

Co konkretnie on rozumie przez „bycie obecnym” i co to oznacza w praktyce.

Proszę spróbować zapytać:
-Jak Ty to sobie wyobrażasz?
-Co chcesz powiedzieć naszemu dziecku?
-Czy rozumiesz, jak to wpływa na mnie i na nasze życie?

Wspomniała Pani, że jest gotowa pójść na wiele kompromisów, żeby był szczęśliwy i nie rezygnował z Was. To bardzo ludzkie, że w poczuciu zagrożenia relacji chce się ją za wszelką cenę ratować. Ale chcę delikatnie Pani przypomnieć, że w związku nie chodzi o to, żeby jedna strona poświęcała siebie, własne potrzeby i poczucie godności w nadziei, że druga strona wróci. Proszę zadać sobie ważne pytanie:

Czy ja będę naprawdę szczęśliwa w relacji, w której druga osoba nie chce w niej być? Czy będę mogła ufać tej relacji, jeśli tylko ja ją podtrzymuję?

Ma Pani wpływ na siebie – na to, jak Pani reaguje, co Pani wybiera, gdzie stawia granice. Nie ma Pani wpływu na to, czy on zdecyduje się wrócić, szukać pomocy, czy trwać w tym oddaleniu.

Naturalne jest w tej sytuacji poczucie: ogromnej niesprawiedliwości (bo przecież wspólnie zakładaliście rodzinę),

rozpaczy (bo ktoś, kto miał być najbliżej, odchodzi), niezrozumienia (bo nagle mówi, że nie potrafi być częścią tej rodziny).

To wszystko są emocje, które mówią, że mierzy się Pani z realną stratą i żałobą po dotychczasowym życiu.

Oczywiście może Pani zaproponować wspólną terapię – to byłoby najlepsze, żeby spotkać się razem ze specjalistą i spróbować zrozumieć, co się dzieje. Ale terapia ma sens tylko wtedy, gdy obie strony chcą z niej skorzystać.

 

Chcę też mocno zaznaczyć, że to, że narzeczony przeżywa żałobę i/lub ogromny kryzys egzystencjalny, nie zmienia faktu, że dziecko nadal potrzebuje taty, a Pani ma prawo oczekiwać od niego odpowiedzialności. Nie jest powodem, aby całkowicie opuszczać rodzinę i zostawiać Panią w sytuacji bez wyjścia. Można się rozwijać mając rodzinę. Jedno nie wyklucza drugiego.

Jeśli Pani czuje, że to już Panią przerasta, proszę rozważyć konsultację psychologiczną. Warto zrobić to wcześniej, zanim pojawi się depresja – a jeśli już Pani czuje, że nie ma siły, tym bardziej proszę szukać wsparcia.

Na koniec chcę podkreślić: to, że Pani czuje, że on przestał Panią kochać, jest zrozumiałą interpretacją tej sytuacji. Proszę zadbać o siebie i swoje emocje, bo ta sytuacja jest również ciężka dla Pani. 

Przytulam w tym trudnym czasie...

Patryk Broś-Bąk

Patryk Broś-Bąk

Dziękuję Ci za podzielenie się tym, co przeżywasz. To naprawdę trudna i bolesna sytuacja. Opisujesz objawy, które mogą wskazywać na depresję, ale też na głęboki kryzys psychiczny, żałobę czy wewnętrzne wypalenie. Taka potrzeba odcięcia się od świata często pojawia się wtedy, gdy ktoś czuje się przytłoczony i zagubiony.

Rozumiem, jak bardzo to boli. Masz prawo czuć żal, smutek, złość i niezrozumienie. To, co się wydarzyło, nie jest Twoją winą. Czasem ludzie odsuwają się nie dlatego, że przestali kochać, ale dlatego, że nie potrafią już kochać w tym stanie, w jakim się znaleźli.

Zadbaj teraz o siebie i swoje emocje. To nie znaczy, że rezygnujesz z relacji, ale że stawiasz siebie na pierwszym miejscu, żeby się nie zagubić w jego kryzysie.

 

Serdeczne pozdrowienia,
Patryk Broś-Bąk
psycholog, psychoterapeuta

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Czuję się przegrywem i nikim jako mężczyzna – wstyd, brak prawa jazdy, niska pensja, mieszkanie z rodzicami
jak żyć ze świadomością że jestem nikim i przegrywem? jestem nikim jako mężczyzna od dłuższego czasu tak naprawdę nic nie sprawia mi radości wszystko zaczęło się od tego że poddałem prawo jazdy po 8 nieudanych razach 4 lata temu przy każdej jeździe nawet na próbach czułem strach nie chciałem jeździć przerażało mnie to aż w końcu poddałem i tak naprawdę wtedy zrozumiałem że jako mężczyzna jestem tak naprawdę skończony Na początku się tym nie przejmowałem ale później zdałem sobie sprawę że dla kobiet jest to duży red flag że nie masz auta prawa jazdy I to tylko się skumulowało gdy zrozumiałem też że w innych kwestiach jestem przegrywem Bo pracuje w tej samej pracy od 4 lat za najniższą krajową mieszkam z rodzicami i tak naprawdę nic nie osiągnąłem w życiu i widzę te wszystkie dziewczyny studiujące lepsze ode mnie. rok temu zacząłem leczenie zębów u ortodonty bo miałem w miarę krzywe zęby i po tym stwierdziłem ok to robię te zęby skupiam się na nich mam odłożone pieniądze na protetyka itp więc powinno mi starczyć po tym chciałem zrobić operację przegrody nosowej bo mam ciągły katar i zatkany nos często to dawało mi poczucie że coś robię nie chciałem tych 2 rzeczy mieszać naraz bo koszta i czas. Ale po czasie zrozumiałem że jestem po prostu przegrywem że to tylko wszystko wymówki. Szczególnie przy kobietach chociaż przy moich kolegach też czuję ogromny wstyd sobą że nie mam prawa jazdy że mieszkam z rodzicami że nic nie osiągnąłem mam już 23 lata i wiem że jestem nikim. Mówiłem że zrobię te zęby nos i po tym zacznę coś innego ale czasami czuje że to wymówki i czuje wtedy jeszcze bardziej wstyd i smutek że tak naprawdę nic nie osiągnąłem że jestem nikim. Nie wiem już co robić czuję się przytłoczony wszystkim nawet nie czuję się jak mężczyzna tylko jak jakiś chłopiec który nic nie osiągnął. Te prawo jazdy też ciągle czuje ogormny wstyd że do tej pory boję się przełamać i spróbować ponownie. Do tego czytam czesto na internecie różne posty odnoście jak są niektórzy starsi mężczyźni co mają po 30 lat dalej są prawiczkami czy mieszkają z rodzicami są samotni itp i widzę jak kobiety tego nie tolerują jak dla nich to jest przegryw i zdaję sobie sprawę że ja też taki będę mam już 23 lata i nic nie osiągnąłem ja też nie mogę jeździć mieszkać z rodzicami nie mam nic do zaoferowania dla kobiety ciągle mój wstyd skacze pomiędzy pracą za najniższą krajową mieszkaniem z rodzicami czy brakiem prawa jazdy i bycie prawiczkiem. Nie daje już rady psychicznie
Toksyczny trójkąt miłosny: jak pomóc koledze uzależnionemu od relacji z manipulującą partnerką?
Dzień dobry, jak pomóc koledze? Jak można rozumieć te sytuacje, ten mechanizm? Adam zakochał się w Wiktorii. Przez pewien czas byli razem. Był to burzliwy związek podczas którego Wiktoria zdradzała go z innym chłopakiem -Rafalem. W pewnym momencie Wiktoria zamieszkała z Rafałem i zakończyła związek z Adamem. Od tej pory od kilkunastu miesięcy trwa korowód wzajemnych kilkunastu rozstań i powrotów Wiktorii i Adama do siebie, pomimo, że.... Wiktoria nadal jest w związku z Rafałem i z nim mieszka. Adam i Wiktoria Zrywają kontakt i za chwilę do siebie wracają. Wiktoria manipuluje Adamem i go szantażuje, że nie może jej zostawić, że się zmieni, że zostawi Rafała (który wie o Adamie i to akceptuje) i będą z powrotem razem. Adam też obiecuje poprawę. Adam czasem kończy znajomość, ale za chwilę nawiązuje kontakt, bo nie potrafi o niej zapomnieć. Adam wie, że to toksyczny związek i że mieszka z innym, ale nadal nie potrafi tego zakończyć. Ostatnio umawiają się na sex. Cały czas w głowie jest tylko ona. Nie wyobraża sobie życia z inną kobietą. Warto podkreślić że Wiktoria jest DDa. Adam pochodzi z rodziny, gdzie nie ma uzależnień. To jego druga dziewczyna w życiu.
Bez powodu od jakiegoś czasu wpadam w nerwy
Witam, od jakiegoś czasu wpadam w nerwy bez powodu. Mam 36 lat. Niedawno oświadczył mi się chłopak. Mam córkę 14-letnia, którą wychowuje. Niby wydaje się, że nie powinnam mieć tych nerwów a przychodzą nie wiadomo skąd... Trochę mnie to martwi bo nie wiem skąd one przychodzą zastanawiam się nad tym, czy udać się do jakiegoś terapeuty... Czy to coś pomoże mi ...
Decyzja o rozstaniu czy przywiązanie? Zmagania z trudnymi emocjami w związku na emigracji

Od 3 lat mam narzeczonego, z którym mieszkamy razem (zamieszkaliśmy razem zaraz po zaręczynach, wyjechałam razem z nim za granicę i mieszkamy na mieszkaniu agencyjnym), zanim zamieszkaliśmy razem, nasz związek był szybki(?). Zaczęliśmy się spotykać w październiku, w lutym zabrałam go na wakacje z okazji walentynek i wtedy się oświadczył (tak naprawdę dzień przed wyjazdem, jak był pijany na umór u mnie w domu, bo podejrzewałam go o zdradę, a był kupić pierścionek), ale nieważne… żyło nam się dobrze, jak zamieszkaliśmy razem, okazało się, że jego przeszłość odbiła na nim piętno, awanturował się do takiego stopnia, że dochodziło do szarpania, niszczenia rzeczy itp tak minęły 2 lata (od roku już nie ma takich awantur, zmienił się bardzo, ale dalej ma czasami wybuchy złości) było wiele sytuacji gdzie byłam na skraju, myślałam o rozstaniu wiele razy, ale za każdym razem jak chciałam wpadał w furię raz prawie wjechał do rowu, bo jechał samochodem po tym, jak rozmawiałam że chce się rozstać odstawiał po prostu cyrki a ja płakałam i zawsze łagodziłam wszystko, zaraz jak widziałam te nerwy i desperację za każdym razem tak samo nie umiałam odejść i w poprzednich związkach też tak miałam, nigdy nie umiałam odejść. W moim domu w młodości były problemy alkoholowe, nie miałam za dobrych relacji z rodzicami, często po prostu wychodziłam z domu zdarzało się i tak, że na kilka dni… zaczęłam z nim być, bo jak się poznaliśmy wiele lat temu, to coś poczułam i tak on został w mojej głowie ja byłam za młoda, ale nigdy jakoś bardzo go nie kochałam po prostu taki sentyment, że był pierwszym chłopakiem którego pocałowałam itd nasz kontakt zerwał się a po paru latach się spotkaliśmy i właśnie zaczęliśmy być razem, ale w trakcie tego kiedy nie mieliśmy kontaktu, dużo się działo w moim młodzieńczym życiu. Byłam w bardzo przemocowym związku, stety zakończył się odsiadką mojego byłego partnera w więzieniu, miesiąc po tej sytuacji poznałam człowieka nazwijmy go Pan K. Wspaniały człowiek jego jedno spojrzenie paraliżowało mnie a stres jaki czułam przy nim to był szczyt, jakbym miała wziąć udział w grze na śmierć i życie to była cudowna, lecz bardzo bardzo krótka znajomość spotkaliśmy się parę razy spędzić czas, po czym doszło do pocałunku i już następnego spotkania nie było ale kontakt znikomy został wiedziałam i czułam że nie jestem mu obojętna a ja kochałam go jak wariatka potrafiłam siedzieć kilka godzin na ławce obok przystanku żeby zobaczyć jak wraca z pracy ale nie inwigilowałam go wiedziałam że jak będzie chciał sam się odezwie kontakt jakiś był czasami pisaliśmy sugerował mi kilka razy że mu się podobam że tęskni że chciałby żebym z nim była itp ale nasze spotkania zakończyły się tym że napisał do mojej koleżanki „ co to za dziewczyna jak daje się całować po tygodniu znajomości” i to we mnie zostało potem spotkaliśmy się jeszcze ze dwa razy na przestrzeni pół roku powiedział mi że się boi zaufać że został skrzywdzony i nie jest gotowy ja okej tylko że tak czekałam i czekałam i się nie doczekałam i wtedy pojawił się mój obecny narzeczony właściwie to nie wiem czy zaczęłam z nim być żeby zrobić panu K po złości czy naprawdę byłam tak zakochana w nim bo od tamtych sytuacji mija już 5 rok (z panem K) a ja dalej go kocham pomimo że wiem że to nie najlepszy materiał na męża to jak go spotykam czasami albo widzę jak jedzie samochodem serce staje dęba dostaje potów w głowie mi się kręci a cały świat jakby się zatrzymywał… mój narzeczony chce wrócić do Polski jak odłożymy trochę pieniędzy i kupimy dom ok 2 lat ( podkreślę też że jest starszy ode mnie o 7 lat) i wtedy bd się rozwijać itp a ja tego nie chce ale rozmowy nie pomagają bo jak poradzimy sobie jak wrócimy nie mamy nic itp ja to wiem ale i tak tego chce… chce wrócić już od dawna nie pasuje mi życie za granicą chce wrócić pracować kształcić się spełniać marzenia i tak kupić dom i założyć rodzinę ale nie będąc kolejne 2 lata za granicą… czasami mam wrażenie że mamy trochę inne perspektywy na życie… jak ja mówię o swoich planach to on się śmieje ze mnie wiem tak mam wysokie plany ale to moje własne plany nie chcę żeby ktoś je krytykował… zastanawiam się czy nie lepiej by mi było wrócić samej do Polski… ale boję się rozstania znowu się złamie i wrócę udam że nie chciałam tego itp poza tym mam wszystko za granicą musiałabym wrócić do rodziców znaleźć pracę nie wiem jakby to miało wyglądać teraz mam dobre kontakty z rodzicami ale to co było kiedyś zostawiło na mnie swoje piętno… jak miałam 14 lat rodzice zabrali mnie do psychologa a potem psychoterapeuty bo tam zostałam skierowana zdiagnozowano u mnie stany lękowe i depresyjne i po tylu latach stwierdzam że stany lękowe się bardzo pogłębiły czasami boję się nawet powiedzieć co myślę komuś że zacznie na mnie krzyczeć albo się śmiać na codzień jestem otwarta do ludzi lubię towarzystwo i raczej bym powiedziała że jestem duszą towarzystwa ale są momenty kiedy się bardzo boję z narzeczonym jak życie na codzień boję się nawet czasami powiedzieć co chce np jak każe mi wybrać co zjemy czy gdzie pójdziemy boję sie że zaraz mnie skrytykuje albo zwali winę na mnie na koniec… myślę że powinnam się skonsultować z lekarzem ale teraz jestem strasznie zależna nie pracuje, boję się odejść i nie wiem czy sama tego chce w końcu może ja go kocham tylko tak wygląda milosc(?) a może to przywiazanie(?) nie wiem co robić…

Ciągłe zmęczenie życiem i brak energii – jak odnaleźć sens i motywację?
Czuję się tak, jakbym ciągle była zmęczona życiem, nawet wtedy, gdy fizycznie nic nie robię. Wstaję i od razu mam wrażenie, że wszystko jest za ciężkie — myślenie, decydowanie, zaczynanie czegokolwiek. Nic mnie nie pociąga, nic nie cieszy naprawdę, a rzeczy, które powinnam robić, wydają się ogromne i przytłaczające. Mam w głowie chaos, tysiące myśli naraz — analizuję każdą swoją reakcję, każde słowo, każdą przeszłą decyzję. Krytykuję siebie non stop, nawet za rzeczy błahe, stare, dawno nieistotne. Chcę normalnie funkcjonować — biegać, wychodzić na spacery, dbać o siebie, uczyć się, być obecna — ale czuję się, jakbym była odcięta od energii, jakby coś we mnie było zgaszone. Jest we mnie lęk, napięcie, poczucie, że przyszłość jest ciemna i że nie dam sobie rady, nawet jeśli bardzo chcę. Czasami mam wrażenie, że nie wiem, kim jestem, że wszystko mi się rozmyło — moje cele, charakter, sens. Jest we mnie jednocześnie ogromna potrzeba zmiany i kompletna niemoc, żeby ją zacząć. I to boli najbardziej: że chcę żyć lepiej, a czuję się, jakbym stała w miejscu, bez siły, bez światła, bez jasnej odpowiedzi, co dalej.
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.