
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Samotność i...
Samotność i wykluczenie społeczne - jak poczuć wsparcie i odnaleźć przyjaciół?
Dzień dobry, mam 32 lata i jestem bardzo samotną osobą.
Od dziecka nie mam żadnych przyjaciół, w szkole byłam bita i odrzucana, nikt nie chciał się ze mną zadawać. Do tej pory nie mam żadnych przyjaciół, czuje się wykluczona od społeczeństwa. Moja rodzina mnie nie wspiera, mają mnie za dziwolonga, moje kuzynki nie przyznają się do mnie, bo się mnie wstydzą. Jestem normalną osobą, po prostu mam w życiu pecha, chciałabym mieć przyjaciół, ale nie mam szczęścia do ludzi, po prostu mam pecha, ale rodzina tego nie rozumie.
W życiu spotykają mnie same cierpienia i dzieje się to nie przypadkowo, po prostu wygląda to tak, jakbym była przeklęta. Nie wiem, co mam robić. Czy iść do egzorcysty to jest nielogiczne, żeby od samego początku działy się ze mną straszne rzeczy. Cały świat jest przeciwko mnie, nikt mnie nie rozumie, moja rodzina ma mnie za chorą, a ja jestem zdrowa psychicznie. Nie wiem, co mam robić
Telimena
Katarzyna Rosenbajger
Witam,
Dużo smutku bije z pani listu, ale też widzę chęć do zmiany, co jest bardzo pozytywne.
Teraz jest pani osobą dorosłą, która może decydować o sobie i wprowadzać zmiany w swoim życiu. Nie ważne jak małe one będą, to na pewno będzie to krok naprzód. Jest pani osobą dojrzałą i powinna decydować o sobie oraz skoncentrować się na swoim życiu, oraz nie patrzeć na innych, którzy jak pani piszę, nie mają na pani temat pozytywnej opinii. Proszę skoncentrować się na sobie, poszukać zainteresowań, które zawsze chciała pani wykonywać, ale z jakiś powodów się nie udało. Znajomi z czasem też się pojawią, jak zacznie pani wprowadzać pozytywne zmiany w swoim życiu. Czasem wystarczy nam jedna osoba, z którą znajdziemy wspólny temat.
Życzę wszystkiego najlepszego.
K Rosenbajger
Psycholog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Zadaj to samo pytanie
Karolina Suszek-Szpil
Dzień dobry,
Podzieliła się Pani bardzo osobistym i trudnym doświadczeniem. To bardzo odważny krok. Jak dobrze Panią zrozumiałam - przez długi czas zmaga się Pani z poczuciem osamotnienia, niezrozumienia i braku wsparcia.
Doświadczenia z dzieciństwa mogły mocno wpłynąć na sposób, w jaki dziś postrzega Pani relacje z innymi i siebie samą. Jednak to nie oznacza, że sytuacja jest nieodwracalna. Potrzeba napisania wiadomości już pierwszym krokiem w stronę zmieny sytuacji :) Ten krok ma Pani za sobą. Może to również być początkiem drogi do uczenia się nowych sposobów wchodzenia w relacje.
Jeżeli będzie Pani zainteresowana konsultacją psychologiczną podczas której będziemy mogły spokojnie porozmawiać o tym, co Pani przeżywa, i wspólnie ustalić pierwsze kroki, które pomogą Pani radzić sobie w relacjach - zapraszam serdecznie do umówienia rozmowy.
Pozdrawiam serdecznie
Karolina Suszek-Szpil
Diana Ziegert
Dziękuję Ci za te słowa. Wiem, że musiało Cię to wiele kosztować, żeby się otworzyć i tak szczerze opisać to, co przeżywasz. To, co piszesz, to nie są „wymysły” ani „przesada” – to są realne, głębokie uczucia osoby, która przez wiele lat żyła w samotności, niezrozumieniu i emocjonalnym bólu.
Po pierwsze – nie jesteś sama w tym, co czujesz. I nie jesteś dziwolągiem. Jesteś człowiekiem, który potrzebuje bliskości, relacji, bezpieczeństwa i bycia widzianym. To są zupełnie naturalne potrzeby – a ich brak boli tak samo jak głód czy ból fizyczny. To, że w szkole doświadczyłaś przemocy i odrzucenia, to nie była Twoja wina. To nie Ty byłaś "zła" – tylko dzieci, które same często niosą jakiś ból, a ranią innych, żeby go rozładować. Ale niestety, takie doświadczenia zostawiają blizny, które łatwo się pogłębiają, gdy rodzina również nie daje wsparcia.
To uczucie, że „świat jest przeciwko mnie” albo że „jestem przeklęta” – to nie jest szaleństwo. To często głos zranionego serca, które zbyt długo było samotne, niezrozumiane, obciążane winą za coś, za co wcale nie powinno. To jest bardzo ludzkie, kiedy cierpienie szuka jakiegoś wyjaśnienia. Bo jeśli przez tyle lat doświadcza się odrzucenia, samotności, braku wsparcia – to zaczynamy szukać odpowiedzi w sobie: „może ja jestem jakaś inna, może to ze mną coś nie tak?” Ale nie – to naprawdę nie Ty jesteś problemem.
Chcę Ci powiedzieć bardzo wyraźnie:
Twoje życie ma wartość. Ty masz wartość. I zasługujesz na relacje, bliskość i akceptację.
Twoje uczucia są ważne.
I naprawdę, naprawdę można znaleźć drogę, która wyprowadzi Cię z tego stanu.
Co możesz zrobić teraz?
Rozważ rozmowę z psychoterapeutą – nie dlatego, że jesteś „chora”, ale dlatego, że zasługujesz na to, by ktoś Cię wysłuchał i pomógł odbudować relację z samą sobą i ze światem.
Możesz poszukać grup wsparcia – są osoby dorosłe, które doświadczają samotności, i szukają bliskości, zupełnie jak Ty. Czasem pierwsze relacje można nawiązać w bezpieczniejszym, terapeutycznym środowisku.
Jeśli jesteś wierząca i chcesz porozmawiać z kimś duchowym. Są duszpasterze, osoby świeckie, które mają ogromne zrozumienie dla cierpienia psychicznego i emocjonalnego. Można zacząć od rozmowy z kimś, kto Cię nie oceni, a wysłucha.
To, że tak długo cierpisz, nie oznacza, że tak już będzie zawsze.
Jestem głęboko przekonana, że gdzieś są ludzie, którzy mogliby Cię polubić i pokochać taką, jaka jesteś. Tylko najpierw musisz spotkać kogoś – choćby terapeutę – kto pomoże Ci odbudować zaufanie.
Pozdrawiam.
Dorota Mucha
Dzień dobry,
Dziękuję, że podzieliłaś się ze mną swoimi trudnymi doświadczeniami. Słyszę, jak bardzo samotna się czujesz i jak wiele bólu przyniosły ci odrzucenie w szkole, brak wsparcia rodziny i poczucie wykluczenia. To naprawdę poruszające, gdy ktoś dzieli się tak osobistymi przeżyciami.
Rozumiem, że po tylu trudnych doświadczeniach możesz czuć się tak, jakby cały świat był przeciwko tobie i że masz pecha w kontaktach z ludźmi. Myśl o "przekleństwie" w obliczu tak wielu przeciwności jest zrozumiała, ale chciałabym cię zapewnić, że to, czego doświadczasz, ma swoje źródła w konkretnych sytuacjach i emocjach, które można zrozumieć i przepracować.
Twoje pragnienie bliskości i przyjaźni jest całkowicie naturalne. Każdy człowiek potrzebuje poczucia przynależności i wsparcia. To, że twoja rodzina nie rozumie twoich przeżyć i postrzega cię w taki sposób, musi być niezwykle bolesne.
Chciałabym ci zaproponować inną perspektywę.
Te trudne doświadczenia z przeszłości mogły wpłynąć na to, jak budujesz relacje z innymi i jak postrzegasz samą siebie. Terapia mogłaby być dla ciebie bezpiecznym miejscem, gdzie mogłabyś przyjrzeć się tym schematom, zrozumieć, jak przeszłość wpływa na twoją teraźniejszość i nauczyć się budować zdrowsze relacje.
To, że szukasz pomocy i zastanawiasz się, co robić, świadczy o twojej sile i chęci zmiany. Nie musisz dłużej czuć się samotna i wykluczona. Istnieją sposoby, abyś mogła nawiązać bliskie relacje i poczuć się akceptowana. Zachęcam cię do rozważenia kontaktu z psychoterapeutą. To może być pierwszy krok w kierunku lepszego samopoczucia i budowania satysfakcjonującego życia.
Pozdrawiam,
Dorota Mucha - psycholog
Materiały wspierające

TwójPsycholog
Workbook dla Par ,,Offline. Czas na nas"
OFFLINE. Czas na nas. to workbook dla par od TwójPsycholog — 10 rozdziałów ćwiczeń, które pomagają lepiej się poznać, porozmawiać o wartościach, przyszłości i kryzysach. Bez ekranów. Twarzą w twarz

Instytut Psychoterapii i Rozwoju HiMind
Relacje
„Relacje” to krótki poradnik z praktycznymi wskazówkami i technikami, które pomagają lepiej rozumieć siebie i partnera, poprawiać komunikację oraz skuteczniej radzić sobie z codziennymi konfliktami.

Magdalena Dąbrowska
Karty Pracy: Wpłyń na związek w pojedynkę
„Wpłyń na związek w pojedynkę” to karty pracy dla kobiet, które chcą odzyskać spokój i wpływ w relacji. Zawierają ćwiczenia, techniki komunikacji, stawiania granic i pracy z emocjami, pomagające wprowadzać zmianę – nawet bez udziału partnera.

Magdalena Ogieniewska-Małecka
All you need is love? O namiętności w związkach
Webinar „All you need is love?” to spotkanie o namiętności w związkach – jej zmianach, naturalnych etapach i momentach, gdy warto zareagować. Dowiesz się, jak rozpoznawać sygnały kryzysu, kiedy szukać wsparcia i jak pielęgnować bliskość na co dzień.

Psychologiczny duet
Psychologiczny duet o miłości. Pokonaj czterech jeźdźców apokalipsy Twojego związku.
Praktyczny przewodnik, który pomoże Ci lepiej rozumieć to, co dzieje się w Twoim związku!
Warto przeczytać

Partnerzy, którzy ranią - dlaczego ciągle ich wybieram?

Relacje, które uzależniają: przemoc emocjonalna w bliskości i rodzinie

„Nie odpisuje godzinę, więc na pewno mnie zdradza” - lęk wokół związku

Sięganie po pornografię będąc w związku - jak to rozumieć i jak rozmawiać?

Związek jako pole bitwy o znaczenie - dlaczego potrzebujemy konfliktu, by czuć więź?

Style więzi i ich wpływ na relacje partnerskie w dorosłości

Jak rozmawiać w związku? O granicach, potrzebach i seksualności

Zobacz podobne
Mam 16 lat i odczuwam głębokie uczucie pustki oraz dezorientacji, które towarzyszy mi na co dzień. Często czuję się zagubiona, nie wiedząc, gdzie się znajduję ani kim naprawdę jestem, co wprowadza mnie w stan frustracji i zniechęcenia. Zmagam się z problemami z agresją, które przejawiają się w skrajnych reakcjach – zdarza mi się rzucać na moją dziewczynę, wyzywać ją i angażować się w bójki, co sprawia, że nasza relacja staje się coraz bardziej napięta. Czuję także silną potrzebę wyładowania swojej złości na innych, co prowadzi mnie do myśli o pobiciu kogoś, gdy coś mnie zdenerwuje.
Kiedy doświadczam krzywdy ze strony innych, pojawiają się w mojej głowie myśli o zrobieniu sobie krzywdy lub chęci, by trafić do szpitala, aby inni mogli poczuć wyrzuty sumienia i w końcu zauważyć, że naprawdę źle się czuję.
Odczuwam głęboki lęk związany z odrzuceniem i nieustannie boję się, że ktoś bliski może mnie zostawić, co dodatkowo potęguje moje negatywne emocje. Często mam chwile, gdy wydaje mi się, że wszystko może się poprawić, ale nagle doznaję załamania, staję się smutna i zaczynam płakać, co sprawia, że czuję się jeszcze bardziej bezradna.
W moim domu panowała przemoc emocjonalna ze strony ojca, co z pewnością miało ogromny wpływ na moje zachowanie i sposób, w jaki postrzegam siebie oraz innych.
Boję się samotności, zwłaszcza w sytuacjach, gdy moja dziewczyna potrzebuje czasu dla siebie, co dodatkowo wzmacnia moje obawy.
W trudnych momentach często sięgam po alkohol i palę papierosy, sądząc, że to sposób na radzenie sobie z emocjami, które mnie przytłaczają. Miałam także groźby dotyczące zrobienia sobie krzywdy lub okaleczenia się, co jest dla mnie bardzo niepokojące. Bliscy zauważają, że mogą występować u mnie problemy, które sugerują zaburzenia osobowości. Chciałabym zasięgnąć porady psychologicznej, ale odczuwam ogromny strach przed wizytą, co sprawia, że nie potrafię podjąć tego kroku. Czy to na coś wskazuję?
Dzień dobry jestem w związku z partnerką prawie 21 lat a 16 po ślubie, mamy dwójkę dzieci 9 i 15 lat.
Przechodzimy przez kryzys w związku, jakiego nigdy jeszcze nie było. Zaczne od początku w skrócie,mam 39 lat żona 46 lat ,ona jest spokojna wycofana ,wstydliwa ,ma problem z otwartą rozmową i mówieniem o uczuciach a ja jestem osobą bardziej energiczną, pewną siebie i bezpośrednią oraz szczerą . Czasami przy kłótniach potrafiłem jak to żona mowi wbić szpile ,nie mogła mnie przegadać itd.
Od 5 lat leczę się na depresje ,nie podjąłem terapii, tylko byłem na tabletkach ,miałem duży mobbing w pracy ,w końcu stamtąd odeszłem, zacząłem pracę w nowym zawodzie i wszystko zaczęło się układać, niestety między nami zaczął się chłód, przestaliśmy ze sobą spędzać czas ,włączyła się rutyna ,dzieci itd ,coraz mniej seksu ,bliskości, wychodzenia razem.
Ostatnie 3 lata skupiliśmy się na wykończeniu domu, więc żadnych urlopów za granicą, bo każdy grosz szedł w dom . Niestety przez moją depresje zmieniłem się z zachowania, zacząłem się wycofywać z życia rodzinnego ,czułem się odrzucony przez moją żonę i dzieci ,szły do kina ja byłem sam ze sobą i nawet juz nie pytała czy chce iść z nimi ,próbowałem rozmawiać z żoną co się dzieje, ale zawsze mówiła, że to moje wymysły i że jest wszystko ok .
Niestety ostatnio miesiąc temu doszło do dużej kłótni między nami ,ja z tej irytacji i przez tą sytuację w domu dużo rzeczy powiedziałem żonie, ale nigdy jej nie wyzwałem itp ,bardziej, że się spakuje i zabiorę w pi.... bardzo to wszystko ją zraniło, na drugi dzień żona pierwszy raz w życiu zaczęła na mnie krzyczeć, też wygarnęła mi dużo rzeczy m.in, że nie wie co do mnie czuje , nie widzi przyszłości ze mną itp ,po czym zakończyła rozmowę i przez dwa tygodnie trzymała mnie za murem bez jakiejkolwiek możliwości komunikacji, co strasznie wykończyło mnie psychicznie ,w tym czasie miałem dużo czasu na przemyślenie swojej sytuacji i zachowania.
Podjąłem terapię u Psychologa i do teraz kontynuuję, zacząłem biegać ,schudłem 10 kg zacząłem walczyć o siebie . Z żoną rozmawialiśmy później na spokojnie na spacerze ,popłakała się i stwierdziła, że mnie nie kocha i że to koniec ,miałem się wyprowadzić, ale zdecydowałem, że tego nie zrobię ,bo też mam prawo być z dziećmi. Minęło 4 tygodnie , pogodziłem się po części sytuacją i skupiałem się dalej na sobie ,przestałem szukać kontaktu z żoną, nie rozmawiałem na nasz temat , poukładałem sobie dużo w głowie, stwierdziłem, że zaczynam życie układać pod siebie jako singiel .
Nagle żona zaczęła robić podchody, być miła ,szukała kontaktu ,pisała , doszło do tego, że mogliśmy normalnie i na spokojnie rozmawiać, podczas rozmowy telefonicznej zaczęła mnie przepraszać,mówić, że dużo błędów sama popełniła i dużo rzeczy powiedziała, żeby mnie zranić, między innymi to, że mnie nie kocha ,(powiedziała to, żebym dał jej spokój.) Wykazałem się empatią i wyciągnąłem rękę, liczyłem, że jest szansa dla nas ,po przemyśleniu stwierdziłem, że chce jeszcze o to zawalczyć, umówiliśmy się na rozmowę po pracy ,żona przyszła już na luzie pewna siebie ,rozmowa wyglądała całkiem inaczej, aniżeli przez telefon ,już stawiała warunki itp ,powiedziałem, że przez te 4 tygodnie miałem dużo czasu aby sobie w głowie poukładać i że widzę w końcu, że mogę żyć sobie sam ,wcześniej nie wyobrażałem sobie tego ,że mam plany, zmiana pracy itp ,ale żonie się chyba to nie spodobało ,na drugi dzień już się zmieniła o 180 stopni ,przestała się starać, powiedziała, że nic ode mnie nie oczekiwała i od tamtej pory nic się nie zmieniła, znów jest zimna obojętna, bez uczuć , nie zależy jej na kontakcie ze mną.
Wyjechałem teraz w poniedziałek do Polski na kilka dni ,przed wyjazdem w niedziele w nocy przyszedłem do niej, obudziłem ją, powiedziałem, że chce porozmawiać ,przyszliśmy do drugiego pokoju ,chciałem jej pokazać, że ją nadal kocham ,zagrałem vabanque,kochaliśmy się i nie odrzuciła mnie, podczas zbliżenia na początku czułe, że też tego chciała ,później bylo to juz jednostronne :( Spaliśmy razem kilka godzin i rozmawialiśmy do rana ,po czym uciekła do drugiego pokoju .
Ja się spakowałem i tego dnia wyjechałem, podczas podróży zapytałem czy tego żałuje, powiedziała, że nie, ale ze za szybko się to potoczyło. Przez tydzień do wczoraj się nie kontaktowaliśmy, wróciłem do domu, miała czas, żeby sobie przemyśleć, niestety nic się nie zmieniło, dalej twierdzi, że jest na początku tej sytuacji, że nie wie co do mnie czuje itp ,ale nie jest tak, że mnie nie kocha ,dalej jest zimna ,obojętna, nie szuka kontaktu.
Ja już mam dosyć tej całej sytuacji i nie daje więcej rady , mimo że ją kocham i chciałem się starać, nie potrafię więcej tego znieść, tej zabawy moimi uczuciami , mam wrażenie, że momentami się już poniżam, okazuje znów uczucia i jest to jednostronne. Chcę się wyprowadzić i rozwieść, było mi łatwiej jak powiedziała, że nie kocha ,teraz znów daje nadzieję, a jednocześnie ją odbiera ,nie wiem co się z moją żoną dzieje ,że się zamknęła tak w sobie, nie wie czy chce się starać o nasz związek ,nie wie czy będzie potrafiła itp., tak mi powiedziała ... a ja już jestem tym zmęczony, trwa to już drugi miesiąc, już nie daje rady ,ostatnie co mi zostało to zrobienie terminu na rozmowę wspólną z psychologiem i zrobiłem termin ,nie widzę już nadziei.
Czy może mi ktoś wytłumaczyć czy żona przez te kłótnie ostatnio mogła faktycznie tak się zamknąć sama w sobie ? i z dnia na dzień stać się taka niedostępna? czy przyczyna leży w osobie trzeciej, bo już jest zaangażowana uczuciami gdzieś indziej .... choć uważa, że nigdy by mnie nie zdradziła. Co mogę jeszcze zrobić, aby do niej dotrzeć? Czy po prostu mam zakończyć nasze małżeństwo i 20 wspólnych lat . Dziekuje za Odpowiedź pozdrawiam.

