Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Tęsknię za mężczyzną, który przestał utrzymywać ze mną kontakt. Czuję, że tracę kontrolę.

Tęsknię za mężczyzną, który przestał się do mnie odzywać i nie wiem kompletnie z jakiego powodu. Nie potrafię chyba na razie kompletnie o nim zapomnieć, minęły już od tego momentu 3 miesiące i na początku było mi bardzo ciężko, nie mogłam przestać o nim myśleć. Uczucia te były i są spotęgowane tym, że mieszkam w miejscu, którego nie znoszę, zrobiłam bardzo wiele, by się stąd wyprowadzić, na razie nie udało mi się. Poznaliśmy się również za granicą, we Włoszech, on tam mieszka. Do tej pory nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego on przestał się odzywać i boję się, że nie zależało mu aż tak, jak mi. W dodatku to ja zapoczątkowałam kontakt po powrocie do domu - to ja zadzwoniłam do niego, poprosiłam, żeby oddzwonił po pracy - zrobił to, dał mi wyraz, że chciałby, żebym wróciła do hostelu (w którym od pracuje) prawił mi też komplementy odnośnie wyglądu. Jednak gdy zapytałam go, czy ma dziewczynę, odparł, ze nie, ale na razie wolałby nie być w związku bo jest w zrelaksowanej fazie swojego życia. Kto wie, jaka jest prawda. Miałam nadzieję, że nasza relacja będzie się rozwijać, że będziemy się jakoś poznawać. On powiedział, że zadzwoni też następnego dnia po południu, nie zadzwonił, jednak późnym wieczorem napisał, że zasnął. Zdenerwowało mnie to wtedy bardzo, w zasadzie to moja intuicja podpowiadała mi, że coś jest nie tak, dlatego czułam spore zdenerwowanie, bo ogólnie nie jestem konfliktowa. Odpisałam mu na to "naprawdę?" on odpisał tylko znak zapytania, ja na to odpisałam "ok" a po kilku dniach zapytałam, czy zamierza do mnie zadzwonić. I to tyle. Nie spodziewałam się z jego strony kompletnie takiego zachowania, to znaczy, że można zniknąć bez słowa, boli mnie to i nie wiem jak do tego podejść. Ogólnie to on wykazywał oznaki tego, że mu się podobam, na przykład przytulił mnie długo na pożegnanie, a w ostatni dzień, gdy powiedziałam mu, że dziś wracam do domu (na początku miałam zostać trochę dłużej) powiedział, że miałam zostać dłużej, a już go zostawiam. Powiedział to niby żartem, ale widziałam w nim smutek pod spodem. Dłuższego czasu wiele rzeczy jest poza moją kontrolą i mogę tylko patrzeć, jak niszczone jest to, na czym mi zależy. Pamiętam, jak bałam się do niego zadzwonić pierwsza - bałam się, bo wiedziałam, że nie jestem w stanie przewidzieć i kontrolować tego, co się zdarzy dalej. Tak bardzo chciałabym się dowiedzieć, jaki jest powód. Cokolwiek robię, jest za mało, albo źle, nie wiem nawet jak.
Monika Sznajder

Monika Sznajder

Słyszę że to dla Pani bardzo trudna sytuacja. Rozumiem, że pragnienie dowiedzenia się co stoi za zachowaniem drugiej osoby jest silne i szuka Pani wytłumaczenia. Każda osoba ma swoje patrzenie na świat, motywacje, cechy charaktery oraz sposoby zachowywania się. Myślę że bardzo trudno będzie ocenić, co tak naprawdę myślała ta osoba decydując się na to, aby więcej nie zadzwonić. Jednak w tej sytuacji warto jest zadbać o siebie samą i własną emocjonalność: wszystkie emocje które Pani czuje są normalne, pojawiło się uczucie straty po ważnej dla Pani relacji. Te emocje warto zauważyć i zaakceptować- jednak najważniejsze, aby Pani poczuła się lepiej, spokojniej. Jeśli będzie Pani czuć, że potrzebuje wsparcia w związku z tą sytuacją, warto udać się po pomoc do specjalisty, psychologa lub terapeuty. Tego rodzaju pomoc może pomóc Pani w emocjonalnym przepracowaniu trudnej sytuacji. Na pewno warto jest skoncentrować się na sobie i swoich zasobach: co przynosi Pani radość, co lubi Pani robić, co Pani wybiera. Życzę powodzenia!

Monika Sznajder, psycholog

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Krzysztof Zaniewski

Krzysztof Zaniewski

Pani Paulo.

Być może warto byłoby się przyjrzeć Pani sytuacji w całości. Wspomniała Pani, że “Uczucia te były i są spotęgowane tym, że mieszkam w miejscu, którego nie znoszę, zrobiłam bardzo wiele, by się stąd wyprowadzić, na razie nie udało mi się”. 
Być może mężczyzna ten był dla Pani szansą na zmianę Pani dotychczasowej sytuacji życiowej i to za tą szansą Pani tęskni.  

Irena Kalużna-Stasik

Irena Kalużna-Stasik

Dzień dobry, Paula.

Z twojej opowieści, słyszę rozczarowanie i żal. Prawdopodobnie czujesz się nie zrozumiana i odrzucona. Z tego, co opisujesz to nie było między wami jakiejś regularnej komunikacji. Nie pytałaś się wprost o jego uczucia a tylko się domyślasz albo chciałabyś inaczej, żeby było z jego strony. Niestety tutaj nie masz żadnego wpływu na zachowanie tej osoby, tym bardziej kontakt jest ograniczony, gdyż on się nie odzywa. Ciężko też powiedzieć z jakiej przyczyny przestał się odzywać, przyczyny mogą być różne, nie zawsze muszą być związane z tobą. Natomiast zachęcam, jeżeli ta sytuacja nie daje Ci spokoju, poszukać wsparcia i porozmawiać z psychologiem lub terapeutą.

Irena Kalużna-Stasik - psycholog

Anna Gwoździewicz-Krzewica

Anna Gwoździewicz-Krzewica

Witam,
z tego co czytam, wiele jest w Pani bólu, cierpienia, a także poczucia winy po odejściu mężczyzny z Pani życia. Zrozumiałe jest, że czuje się Pani zdezorientowana i zraniona po tym, jak ktoś, na kim Pani zależało, przestał się odzywać. Najprawdopodobniej padła Pani ofiarą ghostingu, popularnego w ostatnich latach zjawiska polegającego na nagłym zakończeniu relacji – osoba znika jak duch, szybko i niezapowiedzianie, co jest bardzo krzywdzącym sposobem na zakończenie relacji. Poza bólem związanym z rozstaniem, ghosting pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi, które rodzą się u porzuconej osoby. Osoba porzucona cierpi i nie rozumie tego, co się tak naprawdę wydarzyło. Pojawiają się w niej bardzo trudne emocje oraz poczucie winy za rozpad związku. Cała sytuacja staje się także bardzo dziwna, gdyż zniknięcia drugiej osoby nie poprzedzają kłótnie i konflikty, wszystko wydaje się w najlepszym porządku, a sama relacja wygląda bardzo obiecująco. Ból po takim rozstaniu może paraliżować i utrudnić normalne funkcjonowanie nawet na kilka miesięcy. 

Nie poznamy konkretnych powodów zniknięcia tego mężczyzny z Pani życia. Przyczyn ghostingu może być wiele, np. brak umiejętności funkcjonowania w relacjach społecznych (kiedy zaczynają się rodzić w takiej osobie wątpliwości, nie potrafi ona o tym swobodnie porozmawiać z partnerem, więc znika, unikając trudnej i niewygodnej rozmowy). Osoba taka może też nie chcieć zbytnio angażować się w relację, a już tym bardziej zmieniać jej postać w oficjalną. Postanawia zniknąć na jakiś czas bez słowa wyjaśnienia, aby móc powrócić w razie zmiany decyzji (oficjalne zakończenie związku poprzez szczerą rozmowę, nie dałoby takiej możliwości). Przyczyną ghostingu może być również chęć zawierania szybkich relacji, które będą prowadziły do zbliżeń seksualnych, a nie tworzenia poważnej relacji. 

Bez względu na przyczynę, proszę pamiętać, że zachowanie tego mężczyzny nie jest odbiciem Pani wartości ani tego, kim Pani jest jako osoba. Ludzie często mają swoje własne powody, które nie mają nic wspólnego z nami, dla których podejmują takie decyzje. Jeśli ten mężczyzna nie chciał kontynuować relacji, powinien był otwarcie to wyjaśnić, zamiast zostawiać Panią w niepewności. To nie jest Pani wina, że nie otrzymała Pani wyjaśnienia, na które Pani zasługiwała. Zasługuje Pani na kogoś, kto będzie zaangażowany w taki sam sposób jak Pani. 

Natomiast, jeśli ktoś otwarcie mówi, że nie chce stałego związku, to jest to wyraźna informacja o jego potrzebach i intencjach. Nie zakładajmy, że taka osoba zmieni zdanie, taka decyzja jest najprawdopodobniej przemyślana i stała. Kiedy mężczyzna powiedział Pani, że nie chce być w związku, prawdopodobnie był szczery i nie chciał wzbudzać nadziei na rozwój relacji. Jego przytulanie na pożegnanie czy komplementy mogły być wyrazem sympatii i uprzejmości, a niekoniecznie sygnałem głębszego zaangażowania. 

Proszę pozwolić sobie na odczuwanie smutku, złości i frustracji. To naturalne reakcje na ghosting. Rozmowa z bliską osobą (z przyjaciółmi, rodziną) może pomóc przetworzyć uczucia. Proszę unikać samokrytyki: ghosting mówi więcej o osobie, która go stosuje, niż o Pani. Zachęcam, aby zająć się sobą, skupić się na swoich zainteresowaniach, hobby i pasjach. Odradzam też prób ponownego kontaktu z osobą, która Panią zostawiła, aby chronić swoje emocje.

Warto także skorzystać z pomocy psychologicznej. Specjalista pomoże zrozumieć, że nie jest Pani winna zaistniałej sytuacji. Regularne sesje terapeutyczne pomogą pozbyć się poczucia winy oraz odzyskać pewność siebie. Dzięki temu możliwe będzie pogodzenie się z rozstaniem i wyciągnięcie wniosków z przeżytych doświadczeń. Choć jest to niezwykle ciężkie, najlepiej przyjąć do świadomości, że relacja została zakończona i odpuścić. Warto wyciągnąć wnioski na przyszłość, ale niech Pani nie pozwoli, aby to doświadczenie zniechęciło do nawiązywania nowych relacji.

Pozdrawiam serdecznie,
psycholog Anna Gwoździewicz

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Związki i kłamstwa: jak sobie poradzić z oszukańczym partnerem za granicą?
Dzień dobry. Moje życie rozsypało się właśnie jak domek z kart. Mieszkam za granicą, mąż jest obcokrajowcem. Od kilku miesięcy nie dokłada się do budżetu, wręcz wyciąga ode mnie pieniądze,a niby chodzi do pracy. Nie płaci żadnych rachunków, nigdy pieniędzy nie ma, a w pracy go oszukują, nie dają wypłaty. Tak twierdzi. Dzisiaj w jego rzeczach znalazłam dokument, potwierdzający wyrok, oraz to, że kara więzienia została zamieniona na bezpłatne prace społeczne. Nie miałam pojęcia ani o wyroku, ani o tych pracach. Zataił to, jak i wcześniejsza kradzież moich pieniędzy sprzed ślubu. Jestem załamana, kradzież wytłumaczył tym, że musiał spłacić zniszczony w wypadku pożyczony samochód. Ze względu na dziecko starałam się mu to wybaczyć, nie dało się, żal w sercu pozostał, w sumie nawet skruchy nie okazał jak prawda wyszła na jaw. Okłamał mnie w wielu sprawach, tak naprawdę nie ufam mu już od dłuższego czasu i czułam, że mnie okłamuje znowu. Jednak dzisiaj czara goryczy się przelała. Traktuje mnie jak idiotkę, okłamuje, zataja ważne informacje. Po sytuacji z kradzieżą moich panieńskich oszczędności przysięgał na wszystko, że nigdy mnie już nie okłamie. Zresztą postawiłam warunek - jedno kłamstwo i odchodzę. I teraz muszę to zrobić, nie da się przecież żyć z takim człowiekiem, oszustem, kłamcą, teraz już kryminalistą. Nie wiem od czego zacząć, wiem, że nie chcę, żeby taki kłamczuch miał kontakt z dzieckiem, jest niedojrzały, nie nadaje się na ojca, nie jest mu w stanie nic dobrego przekazać. Do Polski mogę wrócić dopiero w listopadzie, ale do tego czasu nie wyobrażam sobie życia z nim i udawania, że wszystko jest ok. Pracuje sezonowo, wszystkie moje oszczędności zniknęły, ukradł je, a to co zarobiłam w zeszłym roku, poszło na życie i utrzymywanie trzech osób. Boje się też, że jak się przyznam że wiem o wyroku to on mi będzie chciał zabronić wyjazdu z dzieckiem. Więc może lepiej udawać do listopada, wtedy cicho wyjechać i złożyć pozew o rozwód. Tylko jak żyć jeszcze tyle miesięcy z oszustem i kłamczuchem?
Jak poradzić sobie z rozwodem i całą otoczką sytuacji?
Jak poradzić sobie z rozwodem i całą otoczką sytuacji? Czasem wydaje mi się, że jestem tego pewna, a czasem mam wątpliwości... Mam mętlik w głowie 😥
Mieszkam u rodziców, narzeczony się od nas wyprowadza. Ja nie chcę się stąd ruszać.

Dzień dobry, proszę o opinię, ponieważ nie wiem co robić. Jestem od 5 lat w bardzo udanym związku (mamy po 25 lat), od ponad 2 jesteśmy narzeczeństwem i od tego czasu mieszkamy razem w moim domu rodzinnym z moimi rodzicami. Sytuacja zaczęła być napięta jakieś 3 miesiące temu ( od tego czasu są kłótnie głównie o jego albo moich rodziców), kiedy mój partner stwierdził, że chce wynająć mieszkanie w pobliskim mieście. Aktualnie oświadczył, że ma umówione spotkanie na podpisanie umowy najmu, że bardzo chce, żebym szła z nim, ale mnie nie zmusza (jednak sam podjął decyzję, ponieważ mówi, że na mnie nie może czekać, że ja nie chcę odciąć pępowiny od rodziców). Jest to po części prawda, ponieważ dom jest duży, mamy możliwość oddzielenia pięter i życia na poziomie. Wynajęcie mieszkania wiąże się z dużymi kosztami (jest to mieszkanie, które trzeba urządzić od a do z, dodatkowo znajduje się dwa piętra od jego rodziców w tym samym bloku, co uważam za lekką hipokryzje). Dodam, że aktualnie studiuję i w niedalekiej przyszłości planuje zmienić pracę co sprawia, że mam duże obawy czy damy sobie radę. Moi rodzice z jednej strony mnie wspierają, z drugiej sa przeciwni wyprowadzce ( uważają, że to bezsensowne skoro mam dom na własność, a tak będę większość życia siedziała na "nieswoim"). Z jednej strony chce iść za narzeczonym, bo przez te 5 lat dobrze nam się żyło, jest to mój najlepszy przyjaciel, dobrze mnie traktuje, ale zaświeciła się czerwona lampka, że chce sobie iść trochę nie patrząc na mnie, tym bardziej, że w ostatnim okresie przeżywam jakoś kryzys, na wszystko reaguje strachem, płaczem, czuję, że jestem nie w tym miejscu, w którym chciałam być, z drugiej strony nie wiem co chce w życiu robić i co zmienić. Chciałabym mieć swój mały dom, moi rodzice by nam pomogli, jednak on nie chce pomocy- chce brać kredyt i to jeszcze na mieszkanie. Jestem trochę między młotem a kowadłem. Z jednej strony chce zostać w sumie rodziców, z drugiej nie chce stracić partnera.

Niszczyłem związek z partnerką - imprezy z używkami, chęć odcięcia jej od tego, przez co zakończył się mój związek.
Witam. Zacznę od najważniejszego: nieświadomie cały czas niszczyłem swój związek z partnerką, która od początku, gdy się poznaliśmy, wydawała mi się najlepszą osobą jaką w życiu poznałem, więc tak: w głowie miałem swój "idealny plan" poznania partnerki na całe życie, nie chciałem, żeby to było przez internet, nie chciałem jakiegoś wymuszonego podrywu do tej samej panny, aż się zgodzi łaskawie na randkę, po prostu uznałem, że taka osoba musi się pojawić w moim życiu sama z siebie i tak się właśnie stało. Na początku moja była partnerka w ogóle mi się nie podobała, w zasadzie to podchodziłem do sprawy typowo koleżeńsko, od zwyczajnych spotkań do wspólnych imprez z dużą ilością narkotyków i alkoholu i wtedy robiło się między nami co raz cieplej, finalnie weszliśmy w związek, z czego byłem bardzo dumny, ale wtedy też byliśmy "po używkach". Tak przez długi długi czas imprezowaliśmy razem, nie raz dochodziło do momentów, że tylko we 2 odurzaliśmy się narkotykami i spędzaliśmy tak po całe dnie, gdzie potem potrafiliśmy pójść zupełnie trzeźwi na randkę do restauracji czy do kina i mówiliśmy sobie jak fajnie między nami jest bez tego. T o jak rozumiem już był pierwszy alarm, żeby to uratować, ale gdzieś przez wygodne życie zbagatelizowałem ten problem i dalej brnąłem w to samo. Moja partnerka wiele razy chciała ode mnie odejść, ja za każdym razem usilnie ratowałem ten związek, zrobiłem praktycznie wszystko co się da- od płaczu, że mnie zostawia, po totalną obojętność, że mi to nie robi (udawałem) - ona za każdym razem wracała. Potem dalej wchodziliśmy w to samo. Używki, wspólne odurzanie się i zabawa, aż do momentu, gdy uznałem, że wyrządzam jej straszną krzywdę, bo większość tych "zabaw" organizowałem ja. Wtedy starałem się ją od tego odciąć i wpadłem w wir spotkań z kolegami, które opierały się głównie na tym zażywaniu używek, zaczęło dochodzić do sprzeczności, w których okłamywałem partnerkę, że nic nie brałem a brałem i ona od razu to widziała, wiele razy przyłapała mnie na tych kłamstwach, a ja dalej w to brnąłem. W którymś momencie coś w niej pękło i zdecydowała się odejść, mówiąc, że mnie nie kocha i nie jest ze mną szczęśliwa, ja zauważyłem, że żyłem w totalnej iluzji idealnej relacji, wszystko co robiłem to robiłem, żeby było dobrze dla mnie, stałem się toksyczny a jedyny upust złym emocją osiągałem po zażyciu używek. Dopiero gdy zostałem z tym sam, dostrzegłem prawdziwe wartości jakie to niosło: największą przyjemność sprawiało mi, gdy widziałem uśmiech partnerki, gdy się pokłóciliśmy, uciekałem bez sensu w używki, żeby się lepiej poczuć, ona to alarmowała i mówiła, że potrzebuję zmian, nie realizowałem tego. Czy sprawiając jej tyle bólu mam jakieś szanse odzyskać jej zaufanie?
Trudna relacja z nastoletnią córką partnera: Jak sobie radzić?

Potrzebuję pomocy. Z moim partnerem jesteśmy razem kilka lat. Ja w tym roku skończę 34 a on 40 lat. Ja nie mam dzieci, on ma córkę nastolatkę z poprzedniego związku, jeszcze za czasów studenckich. Gdy się urodziła, to on wziął urlop dziekański, zajął się córką, by matka dziecka mogła dokończyć studia. Po kilku miesiącach okazało się jednak, że ma ona romans z kolegą z roku, wyprowadziła się i dziecko zabrała. Ograniczała kontakty, potem lata walki w sądzie, przepychanki itd. Na ten moment od kilku lat jedyny sposób komunikacji pomiędzy rodzicami dziewczynki to smsy. Oboje z moich obserwacji robią sobie na złość, a dziecko od zawsze było kartą przetargową dla rodzicielki. Gdy się poznaliśmy, jego córka miała 9 lat. Od razu się polubiliśmy, spędzaliśmy w trójkę dużo czasu razem. Pewne rzeczy mi nie odpowiadały, jak na przykład to, że mój partner na bardzo dużo jej pozwalał, dosłownie wchodziła mu na głowę. Gdy zwracałam mu delikatnie uwagę, że nie powinien jej na wszystko pozwalać, wszystkiego na zawołanie kupować, to niby to szanował, ale w rzeczywistości ona dalej robiła, co chciała. Zamieszkaliśmy razem po roku u mnie. Młoda dostała swój pokój, my "zamieszkaliśmy" w salonie. Często był płacz, że nie chce wracać do matki, że ojczym i młodsze siostry ją źle traktują, że u nas czuje się lepiej, namawiała ojca, by złożyć dokumenty do sądu, żeby była przy nas. Pomagałam w opiece nad nią, uczyłam jazdy konnej (mam swojego konia i często jeździła ze mną do stajni, bardzo to lubiła). Kupowałam jej ciuchy, bo potrafiła do nas zimą w śniegu przyjechać w dziurawych trampkach, kurtki, czapki, rękawiczki, piżamy, wszystko, co potrzebowała, miała. Zorganizowaliśmy jej komunię. W okresie pandemii partner przepisał ją do prywatnej szkoły, na którą na tamten moment nie było nas stać, ale on uważał, że to zaprocentuje w przyszłości. W finansowaniu szkoły dla młodej pomagała nam jego mama (moja teściowa). Co roku były też wakacje, często za granicą - wszędzie jeździliśmy we trójkę. Często mówiłam, że ją kocham. Naprawdę pokochałam to dziecko, zaakceptowałam, stawałam w jej obronie, gdy coś się działo. To do mnie zadzwoniła, jak pierwszy raz dostała okres, to ja uczyłam ją w łazience, jak zakłada się podpaski i to my kupiliśmy jej pierwsze środki higieniczne. Choć nie ukrywam, że pewne rzeczy mi ciążyły (chociażby to, że nigdy nie byliśmy na romantycznym wyjeździe sami we dwójkę, wakacje zawsze były planowane pod młodą), to akceptowałam sytuację. Nigdy też nie próbowałam zastępować jej matki. Zawsze powtarzałam, że mamę ma się jedną, a my możemy się przyjaźnić. Problemy zaczęły się w 2022 roku. Po kilku latach namowy ze strony córki mój partner zdecydował się złożyć papiery do sądu o zmianę miejsca pobytu dziecka. Młoda coraz gorzej radziła sobie z powrotami do domu matki i ojczyma, błagała wręcz ojca, by złożyć te papiery. W trakcie całej procedury dziecko jednak zmieniło zdanie. Tylko że nam o tym nie powiedziała, tylko zrobiła z mojego partnera totalnego idiotę przed sądem i ośrodkiem, w którym mieli robione testy. Dosłownie jak czytaliśmy opinie z poradni psychologiczno pedagogicznej, to nie wiadomo było czy śmiać się, czy płakać. W międzyczasie pojechaliśmy na wakacje. W pewnym momencie zobaczyłam, że w kosmetyczce ma leki, o których wcześniej nic nie wiedzieliśmy. Były to silne leki sterydowe na alergię. Wywiązała się awantura, i uważam że mój partner miał rację, bo jakby coś się stało na środku jeziora, to nie wiedzielibyśmy nawet, że przyjęła jakieś leki. Zawsze młoda była z nami bardzo szczera, więc takie zachowanie zbiło nas totalnie z tropu, było to do niej niewiarygodnie niepodobne. Od tego momentu zaczęły się schody. Kolejny rok był dla mnie bardzo nieprzyjemny. Za każdym razem jak młoda do nas przyjeżdżała to niby w żartach mi ubliżała, że jestem stara, jak się zmęczyłam idąc po schodach "no tak, wiek już nie ten, to już starość". Zaczęły się kłótnie z moim partnerem o nią, uważał, że przesadzam, że to tylko dziecko. Pojawiały się kłamstwa, jedno po drugim. Zaczęła ograniczać przyjeżdżanie do nas. Manipulowała i nami i swoją matką wykorzystując to, że jej rodzice ze sobą nie rozmawiają. W weekendy, w które miała być u nas, zaczęła nocować u koleżanek. Przełom nastąpił w kolejne wakacje, kiedy okazało się, że udając, że śpi podsłuchuje nasze rozmowy i wszystko przekazuje swojej matce. Wyszło to na jaw podczas rozprawy w sądzie. W pewnym momencie przy niej rozmawialiśmy już tylko o pogodzie. Po tych wakacjach była już u nas dosłownie z 3 czy 4 razy. W któryś dzień w listopadzie 2023 roku mój partner wyjechał w sprawach służbowych, uprosił mnie by na weekend jego córka mogła przyjść z koleżanką, zrobić sobie nocowanke u nas. Zgodziłam się. W pewnym momencie zamknęły się w łazience i zaczęły bawić się kosmetykami. W tym moimi. Zniszczyły mi kosmetyki, ufajdały całą łazienkę. Powiedziałam, że nie wyjdą na dwór, dopóki tego nie posprzątają. Chciało mi się płakać. Od tamtego momentu powiedziałam, że nie ma wstępu do mojego mieszkania. Partner to uszanował, nie zaprasza jej do nas. Spotykają się na mieście. Po tym jak ośmieszyła go w sądzie, w poradni w trakcie opiniowania, jak mnie obrażała niby w żartach, jak sprzedawała wszystko z naszego życia swojej matce, po tym jak odwdzięczyła się za prywatną szkołę 8 jedynkami na koniec ósmej klasy... (tak, nie dostała się do żadnego liceum w naszym mieście), powiedziałam, że nie chce jej widzieć i o niej słyszeć. W międzyczasie weszła w tzw. narkotykowe towarzystwo i zaczęła znikać na noc. Matka jej w tym wszystkim pobłaża, ponieważ używa dziecka jako tarczy przeciw byłemu partnerowi. Przez ten cały czas dzieciak gnoił wręcz mojego partnera. Krzyki przez telefon, wyzwiska, teksty, że nie jest jej ojcem, kłamstwa, manipulacje itd. Bywało, że przez 3-4 miesiące nie mieli w ogóle kontaktu. Trzy lata temu mój partner ciężko zachorował. Gdy powiedział o tym córce usłyszał, że chorobę sobie wymyślił i na pewno nie jest chory. Żeby sobie z tym wszystkim poradzić, mój partner poszedł na terapię. W listopadzie br. miał wypadek samochodowy. Córka ani razu do niego nie zadzwoniła, ani nie przyjechała go odwiedzić do szpitala. Teraz przed świętami zapytałam go czy planuje jej dac jakiś prezent. Powiedział że ustalił ze swoim terapeutą że jeśli ona wykaże jakąś inicjatywę to tak, da jej jakąś drobnostkę. Okazało się, że zamówił jej prezent za blisko 800 zł. Dla mnie drobnostka to zeszyt, kalendarz, kubek. Usłyszałam, że czepiam się o semantykę, że być może się przejęzyczył z tą "drobnostką". Od momentu, kiedy chodzi na terapię ciągle zasłania się swoim psychoterapeutą. Że wszystko z nim ustala, że wie co robi. Przestałam mu ufać. Poza tym jest cudownym mężczyzną. I gdybym chciała mieć dzieci to byłby najlepszym ojcem we wszechświecie. Na prawdę nie mogę mu nic zarzucić, poza tym, że jak pojawia się temat córki to traci głowę, rozum i pieniądze. Mam dosyć tych wiecznych przepychanek, spraw w sądzie, podwyższania co pół roku alimentów, kłamstw, kłótni... Mam żal o czas z nią spędzany. Uważam że po tym co mam zrobiła nie zasłużyła na nic. Rozmawialiśmy ostatnio dużo o przyszłości, zaręczynach, wspólnym dziecku. Powiedziałam, że dopóki nie domknie spraw związanych z byłą partnerką i córką, to nie mamy o czym rozmawiać. Doradźcie mi, proszę, co robić? P.S. Jestem zdecydowana na terapię dla siebie. Aktualnie szukam specjalisty, który nie powie, że wiedziałam, w co się pakuję, że byłam świadoma, że wchodzę w relację z facetem z dzieckiem.

Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.