
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rozwój i praca, zaburzenia lękowe, związki i relacje
- Nie jestem z...
Nie jestem z Polski, ale mam tutaj studia oraz pracę. Czuję się samotna, w swoim kraju mam rodzinę i przyjaciół, ale tutaj trzyma mnie edukacja i zarobki.
Anna Schmidt-Przeździecka
Dzień dobry. Próbuje Pani sobie sama poradzić z własnymi emocjami, toksycznym związkiem, rozstaniem, co wydaje się bardzo trudne i wyczerpujące. Z Pani opisu wydaje się, jakby relacja z byłym chłopakiem była jedyną bliską relacją, którą utrzymywała Pani w ostatnich latach w Polsce. Myślę, że na studiach i w pracy otaczają Panią życzliwi Pani ludzie, tylko być może ta wcześniejsza toksyczna relacja sprawiła, że skupiała się Pani tylko na relacji z chłopakiem. Łatwiej dźwigać ciężary dnia codziennego i przykrych emocji kiedy ma się wsparcie, kiedy ktoś nam pomaga. Dlatego ucieka Pani myślami do bliskich, którzy są za granicą. Proszę dać sobie prawo do rozmów z nimi, kontaktu on line, do szukania u nich wsparcia. Poza tym warto jednak przez te pół roku, które musi Pani spędzić jeszcze w Polsce poszukać też wsparcia tu na miejscu. Można skorzystac z pomocy psychoterapeuty, ale sa też formy wsparcia dedykowane specjalnie obcokrajowcom, np. Fundacja Ocalenie, ktora oferuje pomoc psychologiczną i wsparcie dla obcokrajowców. Życzę sił, pogody ducha i wszystkiego dobrego.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Gabriela Hombek
Witam. To naturalne, że w ciężkich chwilach szukamy wsparcia u bliskich nam osób. Jak Pani sama wspomniała, ma Pani już prawie koniec studiów. Jest teraz ciężko, jednak te trudne chwile miną, a Pani będzie mogła obecny rozdział uznać za zamknięty.
Pozdrawiam
Gabriela Hombek
Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz
Dzień dobry,
z Pani opisu wynika, że ta sytuacja jest dla Pani trudna; z jednej strony odczuwa Pani potrzebę powrotu do domu, z drugiej chciałaby pozostać w Polsce i przynajmniej ukończyć studia. Na pewno kwestia rozstania sprawia, że ta decyzja nie jest łatwa, jak rozumiem, brakuje Pani nie tylko wsparcia bliskich, ale też profesjonalnej pomocy. Jeśli chodzi o taką pomoc, to jest ona dostępna, myślę również, że współczesna technologia pomaga pozostawać w kontakcie z najbliższymi (oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie jest to samo co kontakt osobisty). Opisuje Pani były związek jako toksyczny, co jak się domyślam, mogło przyczynić się do pewnej izolacji od innych osób. Jednak studia czy praca są środowiskami, gdzie można poznać inne osoby, pozostawać nawet w takim podstawowym kontakcie. Oprócz tego są różne fora, grupy obcokrajowców w internecie itp.
Życzę wszystkiego dobrego
pozdrawiam

Zobacz podobne
Dzień dobry Jestem 46 latkiem ze stwardnieniem rozsianym - normalnie funkcjonuje, pracuje, chodzę (jak na dzień dzisiejszy choroby nie widać poza tym, że jestem chudy). Mam żonę od 18 lat. 2 dzieci 16 i 13. Nasze małżeństwo miało kryzys 7 lat temu - żona rozmawiała z kolegą na tematy mocno seksualne.
Od tamtej pory jakoś funkcjonujemy raz lepiej raz gorzej.
Żona miała ostatnie 10 lat ciągle problemy z pracami (ma ciężki charakter, a z tej okazji pracodawcy ją wykorzystywali, dając jej zbyt wiele obowiązków). Do.czego zmierzam, żona wolała i woli spędzać czas z koleżankami- puby, kluby, sport. Ma w ostatnim czasie wielką potrzebę odwiedzania znajomych (naprawdę ich odwiedza - sprawdzone). W listopadzie zachorowałem na anginę, krtań, a finalnie zapalenie płuc z pobytem 9 dni w szpitalu.
Po powrocie żona ledwo że mną rozmawiała, jakbym był obcym człowiekiem. A ostatnie 2 miesiące raz rozmawia, a za chwilę milczy. I to jest mega chore, że 4 dni rozmawiamy normalnie a za chwilę cisza .... nie wiem, z czym to dopasować - znudziłem się jej. Chce mnie wymienić, ma depresję, jest zmęczona. Ma kryzys wieku średniego. Naprawdę nie wiem, co robić, żeby było OK. JK
Jestem z chłopakiem dwa lata. Od pół roku mieszkamy razem, głównym pomysłodawcą byłam ja, a on bardzo chętnie się na to zgodził. Zanim zamieszkaliśmy razem, to dużo czasu przebywaliśmy u siebie wzajemnie, dzięki naszym pracom było to możliwe i zdarzało się, że nawet spędzaliśmy razem 5-6 dni na tydzień, więc myślałam, że już sporo o sobie wiemy i to jak funkcjonujemy, jest nam znane. Niestety po wspólnym zamieszkaniu zaczęłam dostrzegać ogrom jego wad i zaczęłam się oddalać od niego. Większość z tych rzeczy wynika z faktu, że w jego domu rodzinnym wszystko robiła mama, która jest typową gosposią domową i dba o wszysko - od sprzątania, gotowania, zakupów, koszenia trawy itp. Mój chłopak przywyknął do tego, że wszystko ma podane na tacy, mimo, że wydawałoby się, że wcale tak nie jest. Już kilka razy próbowałam z nim rozmawiać, że ja nie jestem jego mamą, że zaczynam mieć tego dość, bo jeśli ja nie wypiorę, nie odkurzę, nie opróżnię zmywarki i lub nie wymyje naczyń, nie posprzątam kotu, nie zrobię zakupów, to on tego też nie zrobi. Ogólnie wszystkiego co się robi w domu. Jestem zmęczona, sfrustrowana, zła, czuje się niezrozumiana. Zaczynam przechodzić wewnętrzny kryzys. Leczę się na depresję od kilku lat i biorę leki. Niestety musiałam już nawet mieć zwiększona dawkę, bo moje uczucia zaczynały być takie, jakie nie powinny. Mój chłopak przyjdzie z pracy i ma przygotowany obiad. Zje go, puści w międzyczasie serial, wyjmie piwko, swojego papieroska z niedozwoloną substancją, posiedzi chwile i pójdzie grać w gry, wróci, siedzę z kolejnym piwkiem i będzie tak siedzieć na krześle przy wyspie, oglądając tv, aż nie zaśnie. Narzeka na brak bliskości, ale ja nie chce jej z nim, jeśli nie jest trzeźwy. Wcześniej dużo palił zielonego, przestał, ale zaczął inne rzeczy, które działają podobnie. Patrząc na niego, widzę wiecznie wypitego i zjaranego faceta, który nic nie zrobi, jeśli ja nie zrobię awantury. Oczywiście ma momenty przebłysku i zrobi więcej, niż prosiłam, ale są to momenty. Bardzo, ale to bardzo go kocham, jednak ja nie dam rady tak dłużej. Adoptowaliśmy wspólnie psa, planowaliśmy zakup mieszkania lub budowę jakoś od przyszłego roku, ale ja tego nie widzę. Nie wiem na ile to zmienia się przez to jego podejście czy przez moją chorobę. Wynegocjowałam z nim, że alkohol tylko przez weekend.. nie wiem, czy coś to da.. bo on nie zna umiaru, a niewiele mu trzeba. Jemu wystarczą 3 piwka i ma dość. Ja mam dość, patrząc na to wszystko. Nie sądziłam, że tak to będzie wyglądać.. oczywiście nie jestem idealna, bo wiecznie się go czepiam, narzekam, marudzę itp, ale kto by tego nie robił? Czuje, jakbym miała dorosłe dziecko. Zaczynam żałować mojej propozycji. Planowałam zamieszkać sama, ale po rozmowie z nim, zaproponowałam jemu wspólne mieszkanie i nie wiem, czy to nie zniszczy naszego związku.

