
- Strona główna
- Forum
- zaburzenia lękowe
- Dzień dobry, od...
Dzień dobry, od pewnego czasu boli mnie głowa po prawej stronie przy skroni, przy oku, na czubku głowy. Różnie. Mam za sobą rok leczenia lekami a wcześniej psychoterapię. Miałam natrętne myśli i lęk, który pojawiał się nagle i bez powodu. Od ponad roku jestem bez leków. Byłam u laryngologa podejrzewalam zatoki, ale nic konkretnego nie wykazało.(pogrubienie błony śluzowej prawej szczękowej zalecenia płukanie zatok i zakrapianie nosa). Czy to mogą być bóle napięciowe lub coś w tym stylu? Jak sobie z tym radzić?
RP
3 lata temu
Usunięty Specjalista
Dobrze skonsultować sprawę z neurologiem, który zaleci odpowiednie badania, by sprawdzić podłoże somatyczne i określić charakterystykę bólów - czy są one napięciowe/migrenowe/innego typu. Jeśli okaże się, że bóle mają podłoże emocjonalne, a nie neurologiczne to dobrze rozważyć spotkania z psychologiem/psychoterapeutą.
3 lata temu

Zobacz podobne
Lęk przed wymiotowaniem - czy warto rozważyć psychoterapię?
Od lat zmagam się z ogromnym lękiem przed wymiotowaniem. Zaczęło się to już w dzieciństwie i utrzymuje się do dziś (w tym roku skończyłam 19 lat). Zdarza się, że ten właśnie lęk paraliżuje moje codzienne życie (szukam wokół siebie dostępnych toalet, gdy ktoś ma jakieś zatrucie pokarmowe, odliczam dni od kontaktu z tą osobą, jakoby to miało zapobiec zarażeniu ewentualną chorobą wywołującą wymioty, noszę ze sobą zawsze woreczki jednorazowe, unikam dużych skupisk ludzi i dzieci).
Zastanawiam się, czy to jest etap, kiedy powinnam myśleć o psychoterapii?
Jak pomóc partnerce podejrzewanej o zespół Münchhausena i zachęcić do wizyty u specjalisty?
Dzień dobry Poznałem dziewczynę i od jakiegoś czasu dostrzegam u niej zespół münchhausena. Tak wiem nie jestem specjalistą ale moje powody są ze względu, że ma rzekomo raka i cały czas jak chcę jechać z nią na chemioterapię to ona sama pojedzie i wróci. To że co tydzień ma tą chemię przez trzy miesiące, następnym dni i tak idzie do pracy i normalnie pracuje z odrobinę symulacji. Złamała niby rękę w ten sam dzień miała operację i niby ma śruby w rękach a i tak w następnym dniu nie pracuje tylko zapierdziela. Głodówki,wymioty po zjedzenia choć bardzo żadko,okaleczanie się, już niby spokój od 6 miesięcy ale było. I brak ochoty na sex niby to nie jest ważne ale w ogóle ja do takich rzeczy nie ciągnie. I teraz moje pytanie czy jak obecnie jeździ na chemioterapię niby to przyłapać ja na gorącym uczynku ,że wcale nie pojechała i porozmawianie z nią czemu tak robi czy przekonywać ja żeby szła do specjalisty? Bo nie wiem co robić a nie wiem jak jej pomóc. Z góry dziękuję za odpowiedź na daną sytuację.
Chciałam nauczyć się kontrolować emocje i swoje zachowanie, kiedy pojawiają się negatywne myśli, gdyż często były one pasywno-agresywne
Dzień dobry, Chciałabym przedstawić swoją sytuację i poprosić o poradę. W zeszłym roku rozpoczęłam terapię, która trwała 5 miesięcy i zakończyła się w lutym 2024. Chciałam nauczyć się kontrolować emocje i swoje zachowanie, kiedy pojawiają się negatywne myśli, gdyż często były one pasywno-agresywne. Po tych kilku miesiącach nauczyłam się pewnych mechanizmów jak sobie radzić, wyłapywać myśli, mówić "stop" itp. i całkiem dobrze mi to szło. Od maja/czerwca zauważyłam pogorszenie się mojego stanu psychicznego. Kiedy coś "idzie nie tak" i podając głupi przykład: nie udało się zarezerwować kajaków podczas wakacji, bo się spóźniliśmy i nie było miejsc: moja głowa już zaczęła tworzyć myśli typu "nie ma atrakcji, co my będziemy robić, ale beznadziejnie, miało być tak fajnie a będzie słabo" i nie mogę takiej gonitwy myśli zatrzymać. Rośnie ciśnienie w głowie, mam ochotę się popłakać, co też zrobiłam (co często też robię przy takich sytuacjach) i wpadam w duży dołek, spadek nastroju zamiast być delikatny i na chwilę (bo przecież nic złego się nie dzieje) to jest ogromny. To jeden z wielu przypadków, które mi się przytrafiły, ale jest dość wyrazisty. Czasem te emocje są mniejsze, ale też wywołują dołek, z którego ciężko mi wyjść. Wczoraj też była sytuacja, jak przyjechała do mnie i do mojego partnera jego koleżanka na kilka godzin, żeby poczekać na lot (w nocy) to nie mogłam się uspokoić. Nie wiem do końca dlaczego, ale ta dziewczyna mnie denerwuje i jestem trochę o nią zazdrosna, mimo że nie mam do tego podstaw. Pojawiły się myśli typu "mój partner woli spędzać czas z nią, lepiej by się z nią dogadywał w związku" co wywołało rozpacz w mojej głowie. Wiem, że te myśli nie są prawdziwe, nie przedstawiają rzeczywistości, ale nie umiem już ich zatrzymywać, nie radzę sobie. Popłakałam się, ciężko oddychałam i nie mogłam uspokoić. Nawet przed terapią nie było tak źle. Mam wrażenie, że to może być kwestia stresu związanego z decyzją, że będziemy brać z partnerem w niedalekiej przyszłości kredyt (mimo że jak o tym myślę, to nie odczuwam stresu, ale może to podświadomy stres?). Czy ja się wpędzam w jakieś zaburzenia? Czy powinnam iść na terapię, zanim te stany się pogorszą? Nie wiem nawet, do czego te sytuacje przypisać. Ale jest ciężko, proszę o poradę, dziękuję z góry za pomoc.
Jestem nastolatką i od paru lat zmagam się z dużym problemem przygnębienia
Witam, jestem nastolatką i od paru lat zmagam się z dużym problemem przygnębienia. Już jako dziecko byłam bardzo wrażliwa, zawsze miałam wielkie serce i chciałam każdemu pomóc. Teraz odczuwam to jako moją winę za krzywdę ludzi wokół mnie oraz że sprawiam każdemu przykrość. Mam duży szacunek do rodziców, bardzo ich kocham i robię dla nich dużo, nie rozmawiałam z nimi o moim problemie, ponieważ boję się, że ich to skrzywdzi. Rzadko mówię ludziom prawdę, ponieważ boję się, że ich skrzywdzę. Ludzie mnie wykorzystują, ponieważ nie potrafię odmawiać. Każdy się mną wyręcza a ja, mimo że to widzę, nic z tym nie robię. Nie było dnia ani godziny od paru lat kiedy się czymś nie stresowałam. Mam problemy z ciągłymi wahaniami nastroju; raz jestem bardzo szczęśliwa a godzinę potem płacze i wypominam sobie każdy błąd. Potem znowu się cieszę i mam nadmiar energii, a zaraz znowu płacze i zamykam się w sobie. Rozważam każdy błąd z danego dnia, wśród ludzi czuję, że każdy się ze mnie śmieje, dziwnie na mnie patrzy, ocenia mnie, obgaduje. Mimo że czuję się ładną osobą. Kiedy idę przez miasto sama, ciągle się boję że ktoś mnie śledzi, napadnie na mnie, nakrzyczy, porwie, uderzy itp. Mam wewnętrzna pewność, że każdy mężczyzna którego mijam, zaraz mnie zacznie zaczepiać i atakować. To uczucie jest tak pewne, jakbym miała pewność że jak kopne piłkę, to ona się przemieści. Ciągle czuje poczucie winy za to, co na przykład ktoś z mojej rodziny czy przyjaciół komuś zrobi. Kiedy pewna osoba zapytała bliskiej mi osoby, z wysokimi umiejętnościami artystycznymi, czy namaluję jej coś na ścianie, odpowiedziała że nie, bo nie ma czasu. To sprawiło, że cały dzień myślałam o tej osobie która poprosiła o malunek, i było mi cały czas przykro. Ciągle czuje , że nie zasługuje na moje życie, ponieważ pod względem rzeczy które posiadam, przyjaciół i miejsca zamieszkania, jest one jakby nagrodą. Proszę niech ktoś mi podpowie co robić.
Hej. Mam taki dziwny problem…. Od jakiegoś czasu ciagle czuje niepokój związany z przyszłością. Boję się dorosłości. Boje się rozmawiać z ludźmi, unikam nawet rozmów telefonicznych. Kiedy mam czystą głowę (np podczas spędzania czasu z bliskimi) jest super, chce mi się żyć. Jestem studentka. Moje życie aktualnie opiera się aktualnie tylko na studiach (w których nawet nie jestem dobra, bo ledwo zdaje każdy semestr, ale lubię to). Kiedy tylko pomyśle o pracy, o tym, że będę musiała jakoś zapewnić własnej rodzinie dobrobyt (a nie mam żadnych zdolności fizycznych, a kontakty z ludźmi to jedynie problem i stres) zaczynam beczeć jak dziecko, zaczynam myśleć jak życie nie ma sensu, jak jestem nieudolna i sobie z tym nie poradzę. Ciagle słyszę: ,,bo wy młodzi teraz jesteście leniwi” … Ja naprawdę chciałabym robić coś dobrze, mieć super pracę, dobrze zarabiać. Nie boję się pracy (nawet ciężkiej). Boje się sposobu w którym trzeba ja zdobyć, boje się być pod kimś (podniesienie głosu sprawia, że ryczę), boje się współpracy… na dodatek presja… ze chciałabym żeby mama, narzeczony byli ze mnie dumni. Jest mi z tym bardzo ciężko, gdyż nie potrafię sobie nawet wyobrazić jak to jest być otwartym na ludzi na nowe rzeczy i być tak odważnym. Wiem, że ze swoim charakterem nie zdobędę dobrze płatnej i wymarzonej pracy. To mnie najbardziej przytłacza. Ciągły strach, stres, brak chęci do dalszego życia, w którym jest się zależnym tylko od siebie. Jak sobie z tym radzić?

