
Dzień dobry, rozstałem się z dziewczyną blisko 2 miesiące temu.
K
Asia Zioło
Dzień dobry! Słyszę w tym pytaniu wiele wątpliwości. Z jednej strony mówi Pan o wypaleniu się uczuć, a z drugiej ta huśtawka - za czym ta tęsknota? Za nią? Za bliskością? Zaciekawiło mnie również usztywnienie - co ono robi? Czy poza dystansem, niszczeniem, nie próbuje Pana “ochronić”? Przed czym? Z pewnością lepsze poznanie siebie pozwoli dużo świadomiej budować relacje, więc w tym komentarzu trudniej mi odpowiedzieć na pytanie czy to do uratowania, a skupiłabym się na pytaniu “czy ja chcę to uratować”. Zachęcam też do posłuchania Bogdana Wojciszke i jego wykładów na YT o miłości - mamy 3 składowe, namiętność, intymność i zaangażowanie. Namiętność i intymność są też związane z naszą biologią i hormonami, natomiast zaangażowanie to nasza decyzja.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Dorota Kuffel
Witaj,
w wewnętrznym potrzasku, przymusie trudno podjąć decyzję zgodną z własnymi potrzebami. To brzmi tak, jakbyś bał się rozstania z dziewczyną. Najpierw starałabym się to “rozbroić”. Czy to lęk przed stratą, poczucie winy wobec dziewczyny, niejasność co do własnych oczekiwań? Trudno odpowiedzieć na pytanie czy to do uratowania. Ty jedynie znasz na nie odpowiedź. Zresztą pytanie raczej brzmi - czy po prostu chcesz być z tą dziewczyną? Z Twojej wiadomości czytam, że raczej nie albo że nie wiesz.
Trzymam kciuki za więcej przestrzeni w sobie do podjęcia decyzji
Dorota

Zobacz podobne
Cześć, pisałam tu jakiś miesiąc temu... Wątek: Jak pomóc ojcu zmanipulowanemu przez nową partnerkę po śmierci mamy? Prośba o rady. Od tamtego czasu wiele się zmieniło na gorsze... W poprzednim wątku nie napisałam wszystkiego. Mam 29 lat, choruję na MPD (orzeczenie o niepełnosprawności w stopniu umiarkowanym), ale jestem osobą samodzielną. Mieszkam jeszcze z ojcem, bratem, partnerką ojca i jej córką. Moja mama zmarła 5 lat temu. Po jej śmierci tata zapewniał, że „będziemy razem” i damy radę jako rodzina. Przez pewien czas tak było – do momentu, gdy dwa lata temu w jego życiu pojawiła się partnerka. Od tego czasu stopniowo się wycofywał, aż niedawno oświadczył, że się wyprowadza do niej. Zostawia mnie i młodszą siostrę (25 lat) (która ma dwoje małych dzieci), oraz dwóch braci, którzy mają znaczne MPD i wymagają całodobowej opieki z całą odpowiedzialnością, mimo że formalnie nadal jest prawnym opiekunem jednego z naszych braci. Deklaruje, że „będzie przyjeżdżał”, ale cała opieka spadła na mnie i moją siostrę. Ta kobieta twierdzi, że „jesteśmy już dorośli” i tata nie ma obowiązku się nami zajmować. A przecież nie chodzi tylko o wiek – chodzi o to, że nasi bracia są całkowicie zależni, potrzebują pomocy przy wszystkim, a my nie mamy żadnego wsparcia z zewnątrz. Najbardziej martwię się o moją siostrę. Całe życie pomagała mamie, teraz wychowuje swoje małe dzieci i jeszcze będzie musiała według ojca pomagać mi w opiece nad braćmi. Jest bardzo młoda, a już nosi na sobie ciężar, którego nie powinna musieć dźwigać. Nie takiego życia dla niej chciałam. Czuję się okropnie, że to wszystko na nią spadło. A przecież miała prawo do własnej rodziny, spokoju, planów... Ja z kolei szukam pracy, ale teraz nie chcę zostawiać siostry samej. Choć mówi, że da sobie radę, przed tym jak się dowiedzieliśmy, że ojciec nas zostawia, już było jej ciężko, płakała itd... Kocham rodzinę, ale czuję się przytłoczona, bezsilna i bardzo zawiedziona zachowaniem ojca. On wybrał partnerkę, która go całkowicie sobą pochłonęła, a my przestaliśmy się liczyć. Boję się, że ja i siostra nie damy rady psychicznie i fizycznie... Będę wdzięczna za każdą odpowiedź.
Dlaczego wszystkich odrzucam?
Jestem osobą, która za bardzo patrzy co będzie kiedyś, ale myślę, że trochę to wina tego, co dzieje się teraz.
Mianowicie chodzi o to, że chciałabym w końcu zacząć układać życie, wejść w związek, iść naprzód. Tylko, że jest problem. Martwi mnie jedna rzecz w tym wszystkim ciągle- czasy mamy, jakie mamy i ciągle gdzieś z tyłu głowy mam myśl, że boje się tego związku z partnerem.
Paraliżuje mnie ten strach, że gdy znajdę już miłość, zamieszkamy razem, np. będą już dzieci, związek nagle się rozpadnie/dojdzie do rozwodu lub zdrady. Mam myśli, że taki związek nie przetrwa "do końca życia", że on i tak mnie zostawi, już nie daj Bóg z dziećmi. Nawet po 10 latach, ale i tak to się stanie.
Dużo jest przypadków od kobiet, które się rozstały w ciąży czy po 8 latach, które były w szczęśliwych małżeństwach itd. Nie potrafię sobie z tym poradzić, chciałabym wejść w związek, być kochana, ale gdy myślę o tym, co mnie może spotkać, że zostanę zraniona lub samotną matką na zawsze i on zniszczy mi życie-boję się. Co robić?
