
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Dzień dobry, ...
Dzień dobry, rozstałem się z dziewczyną blisko 2 miesiące temu.
K
Asia Zioło
Dzień dobry! Słyszę w tym pytaniu wiele wątpliwości. Z jednej strony mówi Pan o wypaleniu się uczuć, a z drugiej ta huśtawka - za czym ta tęsknota? Za nią? Za bliskością? Zaciekawiło mnie również usztywnienie - co ono robi? Czy poza dystansem, niszczeniem, nie próbuje Pana “ochronić”? Przed czym? Z pewnością lepsze poznanie siebie pozwoli dużo świadomiej budować relacje, więc w tym komentarzu trudniej mi odpowiedzieć na pytanie czy to do uratowania, a skupiłabym się na pytaniu “czy ja chcę to uratować”. Zachęcam też do posłuchania Bogdana Wojciszke i jego wykładów na YT o miłości - mamy 3 składowe, namiętność, intymność i zaangażowanie. Namiętność i intymność są też związane z naszą biologią i hormonami, natomiast zaangażowanie to nasza decyzja.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Dorota Kuffel
Witaj,
w wewnętrznym potrzasku, przymusie trudno podjąć decyzję zgodną z własnymi potrzebami. To brzmi tak, jakbyś bał się rozstania z dziewczyną. Najpierw starałabym się to “rozbroić”. Czy to lęk przed stratą, poczucie winy wobec dziewczyny, niejasność co do własnych oczekiwań? Trudno odpowiedzieć na pytanie czy to do uratowania. Ty jedynie znasz na nie odpowiedź. Zresztą pytanie raczej brzmi - czy po prostu chcesz być z tą dziewczyną? Z Twojej wiadomości czytam, że raczej nie albo że nie wiesz.
Trzymam kciuki za więcej przestrzeni w sobie do podjęcia decyzji
Dorota

Zobacz podobne
Jestem z moim mężczyzną 4 lata w związku, ma on depresję i przechodziliśmy różne momenty, zawsze byłam przy nim i go wspierałam. Od jakiegoś czasu jest bardzo źle, on nie chce iść na terapię ani do psychiatry. A ja nie mam sił już, aby wspierać, czuję się odtrącana, nie są ważne moje odczucia ani mój nastrój. Plus nie sypiamy ze sobą już od roku. On jest bardzo egoistyczny i wiem, że to wynik też depresji, ale ja nie mam siły już. Nasz związek, od kiedy ja odpuszczam, zaczyna się sypać. Kocham go, ale ja nie mam sił już, jako kobieta, jako partnerka jestem zaniedbana i nie mówię tu o rzeczach materialnych, ale o zwykłym docenieniu i poczuciu, że to ma sens wszystko. Nie mogę z kim rozmawiać o tym, bo on mówi, że wszystko wiem co i dlaczego się dzieje z nim, że nic - nawet ja go nie cieszę. I ja w tym wszystkim jestem strasznie nieszczęśliwa, nie umiem dać z siebie więcej, bo sama ze sobą nie umiem sobie teraz poradzić. Jednocześnie wiem, że chyba na pewno mnie potrzebuje. Zarzuca, że się nie uśmiechnę, jak się widzimy, ale ja nie mam siły się śmiać. Chce uciec jak najdalej od niego, bo bycie z nim mnie rani strasznie. Nie wiem, co robić…
Nie wiem, jak rozwinąć na nowo moje życie prywatne, towarzyskie. Byłam na kilku konsultacjach u psychologa i Pani mi powiedziała, że praca to dobre miejsce na poznanie ludzi. Jestem bardzo młoda i nie wiem, gdzie poznawać ludzi. W dodatku nie mam pracy i nie lubię miasta, w którym mieszkam. W zasadzie to nie wiem też, jak spędzać tutaj wolny czas, ponieważ lubię aktywne formy, nie lubię przesiadywać w kawiarniach/restauracjach, nie znoszę oglądać filmów czy chodzić do muzeów. Lubię chodzić po wzgórzach we Włoszech czy Francji, sporty wodne, marzy mi się wyprawa do lasu i rozpalenie ogniska, chodzenie po wulkanach. Tutaj w Warszawie życie jest bardzo konsumpcyjne i ludzie chodzą wiecznie na kawę albo na zakupy ubraniowe, bądź zabiegi kosmetyczne, ewentualnie na spacer. Sam spacer to za mało dla mnie. Tyle, że zajęcia tego typu są drogie i tu pojawia się problem. Sytuację tę mocno zmienił mężczyzna, którego poznałam 2 miesiące temu, widujemy się regularnie, ale dlatego, bo mieszkamy blisko siebie i czasami zamienimy słowo. Nie zaprosił mnie jeszcze, więc raczej nic z tego nie wyjdzie. Jednak ja się zauroczyłam i od jakiegoś czasu poczułam, jakby on zdjął ze mnie pewną blokadę. Od kiedy o nim tak myślę, nie mam ochoty na wyszukane sposoby spędzania czasu, poczułam bezpieczeństwo i poczucie "utulenia". Nadal jednak pozostaje problem w postaci tego, że nie lubię miasta, w którym mieszkam i potrzebuję poznać ludzi. Myślałam sporo ostatnio o wyprowadzce nad morze, bo mam taką możliwość, jednak nie mam tam żadnych znajomych i mam dosyć tego, że życie, którego pragnę, jest w mojej głowie i ja jestem gotowa, jednak okoliczności mi nie sprzyjają. Na razie wszędzie gdzie jeżdżę, jestem w odosobnieniu i mam tego dosyć.

