Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Bardzo trudne relacje z mężem

Dzień dobry. Ja i mój mąż nie mieszkamy razem i nie jesteśmy w stanie dogadać się w kwestii miejsca zamieszkania. Mamy 2 letnią córeczkę, z którą mieszkam i się opiekuję. Mąż mieszka i pracuje 80 km od nas. Jest nauczycielem, po ogromnych przejściach miłosnych - związek z 10 lat starsza kobietą ktora odeszła od meza alkoholika i odbila sie emocjonalnie dzieki mojemu mezowi a potem go rzuciła i nagle odciela sie od niego oraz związek z mężatka z 2 dzieki ktora zwodziła mojego meza przez.5 lat a potem z dnia na dzien wyjechala. Zdarzenia te zostawiły w mezu trwaly slad na jego zdrowiu i psychice. Podjął probe znalezienia pracy w naszym mieście i w zasadzie prace juz mial, ale nie podobała mu sie pani dyrektor szkoly i przedmioty jakich mialby uczyc. Stwierdzil, ze to za duzo stresu dla niego i on pracy nie zmieni bo jego zdrowie mu na to nie pozwala. Podczas urlopu macierzynskiego przeprowadzilam sie do meza razem z dzieckiem zeby sprobowac zycia razem (nie mieszkalismy nigdy wczesniej razem), jednak to co przezylam mieszkajac z nim w tym czasie to bylo cos do czego nigdy nie chcialabym wracac. Zostawalam z dzieckiem cale dnie sama. W nocy nie pomagal mi z karmieniem i przewijaniem. Narzekal jedynie ze ciagle jest niewyspany. Maz po pracy cieszyl sie ze ma zone i dziecko na miejscu i zamiast spedzac z nami czas lub mnie odciazyc jezdzil po pracy do rodzicow, pomajsterkowac przy aucie itd. Bardzo schudlam w tym czasie, nie mialam kiedy zjesc ani nawet sie umyc. bylam sfrustrowana i samotna. Nie moglam liczyc na pomoc mojej mamy a rodzice meza sa juz po 70. Maz mnie nie wspieral a tylko dolewal oliwy do ognia. Zobaczyl ze mu rachunki wzrosly i kazal mi sie do nich dokladac. Nie zrobilam tego - mialam kredyt i swoje rachunki na glowie, ktore musialam uregulowac mimo ze w mieszkania nie uzytkowalam. Nie potrafil nawet na chwile zajac sie dzieckiem tak zeby jej sie nic nie stalo. Za kazdym razem kiedy mowilam mu jak sie czuje slyszalam tylko: ,,czujesz sie tak bo chcesz sie tak czuc, ja robie wszystko zeby bylo dobrze”. Plakalam po katach. Bylam odcieta od bliskich. Ciagle sie klocilismy i to ja bylam ta zla: ,,głupia”,,,idiotka” z ,,ograniczonym mysleniem”. Mialam dosc. Przyszedl czas powrotu do pracy i odliczalam dni kiedy bede mogla wyjechać i sie uwolnić. Balam sie ze bardzo ze maz nas nie zawiezie, ale nie robił problemów. Od tamtej pory przyjezdzal na weekendy i zawsze kiedy mial wolne. Kilka tygodni przed moim pojawieniem sie w biurze okazalo sie ze moge pracowac 100% zdalnie przez 1,5 roku czasu. Obecnie przy dziecku pomaga mi mama, przyjeżdża na kilka dni w tygodniu ponad 100 km. Maz ma wakacje i niedawno oznajmil ze nie zamierza sie przeprowadzac. Ja mam mozliwosci i skoro pracuje zdalnie powinnam mieszkać u niego bo dziecko musi mieć dwoje rodziców. Według meza tworze,,niezdrowa sytuacje w której poszkodowany jest on i dziecko”. Nie możemy się dogadać w tej kwestii. Przez jego nacisk i presje przeprowadzki nie śpię od tygodni, mam bole brzucha, napady paniki i nerwice. Znowu zaczely sie wyzwiska w moja strone oraz nerwowe rozmowy. Nie ufam mezowi, nie dogadujemy sie. Jestem bardzo rozdarta w kwestii tego co powinnam zrobic. Nie wyobrazam sobie swojego zycia w miejscowosci w ktorej mieszka maz. Nie bede miala tam nikogo ani wsparcia ani pomocy od osob ktore mi dobrze zyczą. Uslyszalam jeszcze od meza ze dalej bedzie mnie wyzywał jezeli bede robila zle. Szczerze, zastanawiam sie czy my jestesmy sie w stanie sie dogadac bez wzgledu na miejsce zamieszkania. Jestem rozdarta a moj stan emocjonalny nie pozwala mi na podjecie właściwej decyzji. Z mezem nie rozmawiamy, nie ma zadnej bliskosci a ja noe moge na niego nawet patrzec. Nie chce zeby dziecko mialo weekendowego tate ani zeby nasza rodzina byla rozbita. Nie wiem co mam robic…
Aleksandra Działo

Aleksandra Działo

Szanowna Pani,

Podstawową funkcją rodziny jest utrzymanie dobrobytu jej członków. Sytuacja, w której Pani się znalazła odbiega od dobrobytu. Ani Pani, ani Pani dziecko, ani mąż, nie jesteście teraz w komforcie psychicznym. Warto zastanowić się nad tym, jak miałyby wyglądać Państwa relacje i spróbować negocjować możliwe rozwiązania. Jeśli ma Pani poczucie, że możliwości dialogu z mężem są już skończone, to nie wiem, czy można Pani decyzje nazwać "rozbijaniem rodziny". Zostanie przy osobach, które Panią wspierają zapewni Pani dobrobyt. Będzie Pani mogła funkcjonować zdrowiej, dać więcej czasu i cierpliwości dziecku. Dziecko do zdrowego rozwoju potrzebuje co najmniej jednej osoby, która stworzy z nią zdrową więź, opartą na bezpieczeństwie, zaufaniu i opiece. Jeśli będzie Pani cierpieć, po przeprowadzce, to nie stworzy Pani zdrowej więzi. Jeśli Pani mąż będzie Panią wyzywał, relacja też nie będzie zdrowa. Proszę rozważyć różne możliwości i wybrać takie, w których będzie Pani mogła funkcjonować spokojnie i w zgodzie ze sobą. Taka sytuacja będzie najlepiej sprzyjała Pani zdrowiu psychicznemu i prawidłowemu rozwojowi dziecka.

Jeśli doświadcza Pani przemocy ze strony męża, proszę nie wahać się sięgnąć po pomoc profesjonalistów - policji, psychologa, opieki społecznej. Ma Pani prawo żyć w zdrowiu i nie doświadczać przemocy.

Pozdrawiam serdecznie, Aleksandra Działo

1 rok temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

Konflikt z teściową a relacja z narzeczonym i oczekiwanie dziecka - jak sobie radzić?
Witam, mam pewien problem który już trapi mnie od miesięcy. Mianowicie chodzi o moje życie, narzeczonego i jego matki. Ja i narzeczony jesteśmy z dwóch różnych miast - różnica godzina drogi, wydarzyło się wiele bo zaszłam w ciąże i 2/3 za mną w tym momencie, przeprowadziliśmy się w strony narzeczonego bo nie mieszkaliśmy na co dzień razem, wiec można powiedzieć siedzimy w otoczeniu rodzinnym narzeczonego, nie ukrywam, bardzo brakuje mi bliskich i znajomych gdzie kontakt jest drogą smsową lub spotkaniem raz w jakiś weekend. Sęk w tym, że kiedy nie mieszkałam z narzeczonym i nie miałam dziecka w drodze, miałam dobre kontakty z teściową. Mój narzeczony mieszkał z nią sam bo reszta wyjechała zagranice do pracy, jej mąż nie żyje od kilku lat i mój facet bardzo jej pomagał w życiu. Kontakt z teściową zaczął się pogarszać jak zamieszkał ze mną. Na początku to wszędzie chciała z nami być i jeździć, była końcówka lata i dosłownie miałam wrażenie, ze codziennie lub co drugi dzień z nią jesteśmy. W którymś momencie zaczęłam mieć z tym problem i zaczęło mnie to już przytłaczać i mówiłam narzeczonemu czy nie jest tego trochę za dużo. On mam wrażenie jest taki obustronny - może teraz trochę bardziej jest za mną aczkolwiek nie wiem jak by było w sytuacji konfrontacji. Kiedy spotkań było mniej zaczęła kombinować i wydzwaniać z propozycją, że ma dla nas jedzenie (do teraz tak jest). Nie ukrywam to jest bardzo miłe i pomocne ale robi to przeważnie wtedy kiedy nie ma nikogo w domu i potrzebuje towarzystwa i wabi nas jedzeniem. Nie miałabym nic przeciwko w częstszym przebywaniu z nią gdyby nie takie zachowania. Ona ma silny charakter - taki męski, od jakiegoś czasu mam wrażenie, ze mi dogryza albo rywalizuje ze mną. Były sytuacje gdzie np komentowała jak się ubrałam (czy zimno mi nie jest), ona pracuje w szpitalu i odbierając je, przeczytała sobie, ze jakieś drobne zapalenie mi wyszło i zaczęła w towarzystwie żartować o tym, raz się upiła i do mnie z tekstem „kocham Cię ale nawet nie próbuj mi ograniczyć kontaktów z synem i wnukiem”, na co mój narzeczony zareagował i ją okrzesał. Ostatnio poznaliśmy płeć dziecka i w momencie niespodzianki miałam widok na nią i tą jej zwiędłą minę jak zobaczyła różowy kolor… To nawet nie była mina smutku tylko jej niezadowolenia co jak dla mnie jest strasznie słabe, gdzie sama mówiła, ze najważniejsze żeby dziecko było zdrowe. Na tej imprezie zdążyła również skrytykować moją przyjaciółkę, która mi opowiedziała, że nie znając jej mówi, ze z niej okropna matka bo nie pilnuje swojego dziecka. Dużo wydzwania do mojego faceta, kilka razy razy dziennie, mimo spotkań i kilometra różnicy w mieszkaniu od siebie. Często proponuje mu, ze zrobi mu jedzenie do pracy, gdzie często ja mu coś robię bo nadzwyczajnie mieszkamy ze sobą i dbamy o siebie. Czuje jakieś poczucie rywalizacji albo może problem teściowej. Nie mam pojęcia co robić, nie lubię tam jeździć ze względu na różnice charakterów, podejście tej matki i niepotrzebnych tekstów w moja stronę, w głowie mam wtedy, ze muszę się zmuszać tam jechać raz na jakiś czas żeby przykrości nie zrobić a mi chodzi tez o komfort psychiczny tym bardziej w ciąży. Boje się, ze jak urodzi się dziecko to będzie jeszcze gorzej. Będzie krytyka, bo ona wie lepiej itd. Co tu robić?
Mam trudne relacje ze szwagrem, mieliśmy już 2 duże kłótnie w rodzinie męż
Mam trudne relacje ze szwagrem, mieliśmy już 2 duże kłótnie w rodzinie męża, mimo że to on wybucha, przeklina i nie idzie mu powiedzieć, jaki jest nasz punkt widzenia, to ja z mężem wychodzimy na najgorszych, co po wyprowadzce do dużego miasta uważają się za państwo, a on siedzi przy stole obrażony. Nie chcemy z mężem mieć z nim kontaktu, jednak urodziło mu się dziecko i chcielibyśmy brać udział w jego życiu, jego żona chce mnie poprosić o bycie chrzestną, nie wiem, czy powinnam się zgodzić... Dodam, że my nie wzięliśmy go na chrzestnego naszego dziecka, ponieważ nie wykazywał żadnego zainteresowania nim, ale jest tym faktem oburzony, bo jak to mówi, był przekonamy, że zostanie chrzestnym, bo jest bratem i wypada, nie wiem, co robić, czy ciągnąć tą toksyczna relacje, każdy wyjazd do teściów stresuje, bo oni też nie rozumieją, że z mężem Mamy swoje zdanie i inaczej patrzymy na życie, nie robimy rzeczy "bo wypada".
Przeprowadzka do partnera - nie czuję się komfortowo. Jego mama strasznie jest z nim powiązana.

Witam, chciałabym móc tu trochę wypuścić swoje myśli i to co czuje od środka mianowicie przed podjęciem decyzji o mieszkaniu razem z partnerem. 

Kłóciliśmy się, ale w głowie mieliśmy, że może jak bliżej będziemy ze sobą i zamieszkamy to będzie lepiej, zamieszkaliśmy ze sobą tez dlatego, iż jestem w ciąży i na początku było dobrze, ale z czasem on jak na moje oko czuje się wyższy ode mnie w takim znaczeniu, że ja z powodu ciąży nic nie robię, a on wszystko… więc pomimo tego, że czasami czułam się słabo na początku ciąży, było mi niedobrze to starałam się jak mogłam, żeby tak nie mówił i nie myślał, teraz może i nawet lepiej, bo weszło mi to w nawyk, gdzie czuje się lepiej w dalszych etapach ciąży, mam też ogromny problem z tym, ze jestem raczej osoba nieśmiałą, bardziej miło nastawioną do innych to jego rodzina totalnie mi nie siada, od początku czuje się jakbym była intruzem, bo np. przy pierwszym spotkaniu z jego kuzynem to nawet spojrzeć w oczy mi nie spojrzał i tak jest do teraz, nie mam z nimi o czym rozmawiać, jego mama jest wdową i mój narzeczony przez dłuższy okres czasu mieszkał z nią i jej pomagał, ale po latach czasu od śmierci ojca ona wciąż mam wrażenie potrzebuje pomocy przy domu z jego strony, codziennych telefonów czy najlepiej i wizyt, ma strasznie mocny charakter, czasami bym powiedziała prześmiewczy i prawie wcale nie wykazuje empatii, pomaga w niektórych sprawach za co jestem wdzięczna, ale nie potrafię z nimi złapać kontaktu i często unikam spotkań (spowodowane jest to również tym, że nie czuje się zbyt komfortowo tam i również czasami wysłuchuje jakiś dziwnych tekstów ze strony tej matki - jak się ubieram np, ostatnio nawet po alkoholu do mnie z tekstem, że mam nie próbować ograniczać jej kontaktów z synem i wnukiem) siedzę w jego mieście, z dala od domu, bez jakiegokolwiek kontaktu personalnego z moimi rodzicami i przyjaciółmi, nie czuje się tu jakoś dobrze w tym mieście, ale wiem, że to była jedyna opcja ze względu na to, że ma tu mieszkanie… boje się rozmawiać z moim partnerem, bo bardzo jest pro rodzinny i zawsze stoi za swoją rodziną, zazwyczaj to jest moja wina bo nie pokazuje asymilacji ze swojej strony do jego rodziny… z czasem mam wrażenie, że tak jak mieliśmy super flow tak teraz jesteśmy zupełnie różni, nie wiem co robić zamknęłam się w sobie i czuje, że nie mam tu nikogo, co w takiej sytuacji?

Rodzina męża to bardzo trudne osoby, a on nie wspiera mnie.
Mam ogromny problem z rodziną męża (3 siostry - 2 młodsze i jedna starsza). Jesteśmy małżeństwem od 6lat, mamy 2 dzieci (6 i 4lata). Wszystko zaczęło się ponad 1.5roku temu, gdy na imprezie powiedziałam im wprost, że mnie nie lubią i pomijają nas i nie zapraszają na wszystkie uroczystości „rodzinne” chcąc byśmy się o nich nie dowiedzieli jak np. wieczór panieński-kawalerski najmłodszej siostry Kasi (pozostałe rodzeństwo z 2 stron było zaproszone, gdy zapytałam dlaczego my nie, usłyszałam odpowiedź „nie pamiętam”. Ale od początku. Siostry męża wymyśliły sobie taką zasadę, że gdy ktoś ma urodziny, umawiają się (w 3rodziny na konkretny dzień wizyty urodzinowej - łącznie z dziećmi 13 osób). Przez lata starałam się z tym walczyć, bo gdy urodziny miałam ja, mąż lub nasze dzieci one oczywiście chciały przyjechać. Gdy urodziny miały one / ich mężowie czy dzieci nikt nas nie informował o terminie „zjazdu”. Gdy pytałam 2 dni wcześniej kiedy możemy przyjechać najczęściej odpisywały coś w stylu „nie myślałam o tym jeszcze”, „wyjeżdżam” itd. Raz nawet zapytałam najmłodszą siostrę kiedy jedziemy (dzień wcześniej) odpisała mi że nie wie, rano starsza siostra zaprosiła nas na urodziny na ten sam dzień, gdy na miejscu spotkaliśmy się z tą najmłodszą, którą dzień wcześniej twierdziła że nie wie kiedy jedzie rzuciła hasłem „nie wiedziałam że będziecie”. Dodam, że rodzeństwo męża to DDA, nie potrafią rozmawiać o emocjach, nie chcą rozwiązywać konfliktów, udają że jest ok, wszystko zamiatają pod dywan i ogólnie są tego świadome, dla nich to jest ok, a rozmowa o problemach to czepianie się moje najczęściej. Sytuacja pogorszyła się 1.5roku temu gdy na urodzinach powiedziałam im wprost, że mnie nie lubią i że pomijają nas we wszystkim. Na to wywiązała się niezła awantura, najstarsza siostra zaczęła na mnie krzyczeć (ona nigdy nie pije, tym razem się napiła, dlatego uważam się w ogóle śmiała coś powiedzieć) że wszystko musi być tak jak ja chce, że ogólnie one wcześniej się wcale nie odzywały bo bały się, że ograniczę im kontakt z bratem, że boją się mi mówić cokolwiek bo ogólnie jestem bardzo bezpośrednia i od razu mówi, że coś mi się nie podoba (jak np. Ich pytania o to czy dzieci wołają na nocnik i na tym poziomie pytania mające na celu porównywanie dzieci i wskazywanie które jest gorsze - tego typu wiejska mentalność). Wkurza mnie to wszystko, gdy rozmawiam z jedną z nich to 2 pozostałe o wszystkim od razu wiedzą bo są ze sobą blisko i wszystko sobie mówią. Dla mnie to chore, że rozmawiam z jedną osobą, a tak jakby z trzema. One kompletnie nic nam o sobie nie mówią. Przyjeżdżają na te urodzinki, siedzą i gadają o innych ludziach lub miedzy soba (siostrami) żeby nie powiedzieć nic o sobie. Po kłótni siostra stwierdziła, że nie musimy się kochać (chociaż tutaj moje pytanie dlaczego nie można? Jest dużo rodzin, gdzie ludzie mają super relacje i traktują się jak przyjaciół. Ta siostra ma również konflikt z siostrą swojego męża i jego rodziną), wielokrotnie jej mąż odwiedzaj swoją siostrę samą, a ona zostawała w domu np. Sylwester) Od czasu tej imprezy nie odzywają się do mnie (ja do nich również, bo uważałam że nasze relacje nie są super, ale nie są tragiczne ale jak się okazało one wszystko udawały żeby nie było afery). Piszą tylko do swojego brata, to jest ok, ale to co mi przeszkadza zaczęli przyjeżdżać tylko wtedy kiedy wiedzą że nie ma mnie w domu. Sugerują , że mój mąż ma przyjechać do nich sam z dziećmi, albo sam na noc napić się ze szwagrem (oni po niego przyjadą i odwiozą go). Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie mam wsparcia męża, on nie potrafi sie nikomu postawić, nie chce konfliktów i ogólnie wszyscy wiedzą że nie odmawia on niczego i nikomu - dlatego piszą czy mogą do niego przyjechać i pytając wprost czy jestem w domu (jesli odpisuje on jeden raz, że woli np jutro jak ja będę to one dalej naciskają i on ulega przez brak asertywności). Sytuacji mam dość do tego stopnia, że chce wnieść o rozwód. Nie chce brać udziału w tej szopce, one uważają, że są super, że my nie musimy się lubić, a cała wina jest po mojej stronie bo nie daje sobie wejść im na głowę i wyznaczam swoje granice gdy np. nie chciałam przyjazdu ich 13 osób 2 tyg przed porodem 2giego dziecka. Nie wiem już co robić, wiem, że bez ingerencji męża nie da się tej sytuacji rozwiązać ani zakończyć, ale wiem, że on tego nie zrobi bo nie widzi problemu. Z mężem ogólnie raczej się nie kłóciliśmy, teraz kłócimy się wyłącznie przez te siostry i zagrywki jakie stosują (nagle po 6 latach chcą zabierać do siebie dzieci, co mi się nie podoba, a i dzieci nie są chętne na to). Najchętniej bym się uwolniła z tych dziwnych relacji i wcale nie byłoby mi przykro.
Dziecko męża zamieszkało z nami, co jest dla mnie zbyt trudne, by szczęśliwie żyć. Nie wiem, co robić.
Dzień dobry! Od 6 lat jestem w związku małżeńskim z mężczyzną, który ma dziecko (13 lat). Ja dzieci nie mam, ponieważ taki jest mój wybór i mąż to zaakceptował. Jego dziecko raz w roku przyjeżdżało do nas na kilka tygodni i jakoś to funkcjonowało. Obecnie jego dziecko mieszka z nami (jego matce odechciało się być matką) co nawet nie zostało ze mną skonsultowane, po prostu zostałam postawiona przed faktem dokonanym. W domu zapanował chaos. Ja zawsze ceniłam sobie spokój i przewidywalność, a teraz czuję się tym wszystkim zmęczona. Mąż tak się zafiksował na tej całej sytuacji, że nic poza dzieckiem się dla niego nie liczy. Nie potrafi zrozumieć mnie i mojego zachowania mimo, że mu tłumaczyłam, że na tą chwilę ja nie potrafię tak żyć. Od prawie dwóch tygodni nie rozmawiamy ze sobą i on wcale jakoś nie kwapi się, żeby coś zmienić. Poważnie zaczęłam zastanawiać się nad wyprowadzką, bo czuję, że moje zdrowie psychiczne zaczyna cierpieć z powodu tej sytuacji. Czuje sie odtrącona ,nierozumiana, a z braku konsultacji ze mną też nieszanowana. Dziecko kompletnie mnie ignoruje, ale ja też nie zabiegam o jego uwagę. Chorowałam na depresję i boję się nawrotu. Nie wiem czy warto poświęcać się i swoje zdrowie dla czegoś takiego, gdzie przestałam czuć się osobą ważną w małżeństwie. Strasznie męczy mnie ta sytuacja.
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!