Left ArrowWstecz

Relacja z partnerem jest skomplikowana-zrywamy i schodzimy się, czuję, że ta relacja jest dla mnie przemocowa, mam stany depresyjne

Dzień dobry. Na wstępie zaznaczę, ze imiona są zmyślone. Nazywam się Kornelia i mam 20 lat. Byłam 2,5 roku w związku z rówieśnikiem Tomkiem. Mieszkaliśmy ze sobą około rok i pracowaliśmy w różnych miejscach. To był bardzo ciężki związek, wyzwiska, zakazy, przemoc psychiczna. W pewnym momencie zostałam bez znajomych, bo wszyscy odwrócili się ode mnie ze względu na niego, on również nie miał żadnych kolegów. Tylko jednego przez internet, utrzymywał z nim kontakt, pracowaliśmy kiedyś razem. Tomek jest strasznie leniwy, wydaje wszystkie pieniądze, nie pomagał mi, gdy razem mieszkaliśmy, dlatego w lutym tego roku spakowałam jego torby i kazałam się wynieść, bo miałam tego dość, że wyzywał się na mnie ciągle, nie dbał o siebie. Liczył się tylko telefon i łóżko, w którym gnił dosłownie. Nie rozwiesił nawet prania, które potrafiło leżeć w misce tydzień i dopiero ogarnął je, gdy kończyły mu się czyste ubrania, bo ja powiedziałam, że nie będę robić tego za niego. Wraz z wyrzuceniem go z domu zwolnił się z pracy, w której ja pracuję do dziś. Dwa miesiące siedział w domu u mamy, mieliśmy kontakt na zasadzie: „to twoja wina” i tak kręciło się koło. Spotkaliśmy się raz, później znowu koniec, bo nie mogliśmy się dogadać. Oficjalny powrót był w maju, ale on w tym czasie pracował już w nowym miejscu (od kwietnia) za granicą, 200km od Polski. Praca tragiczna. Dwie zmiany jednego dnia, 6 dni w tygodniu, ciągle zapewniał, że szuka cały czas innej pracy, wysyłałam mu ogłoszenia z ofertami zatrudnienia, ale ciężko to szło. Widywaliśmy się raz na dwa tygodnie w weekend, bo ja pracuję co drugi weekend. Do października nasz rytuał wyglądał tak, że widywaliśmy się w sobotę, a w poniedziałek rano jechał jak ja już byłam w pracy albo spałam przed pracą, wiec zostawało pół soboty i niedziela, bo pół soboty przysypiał po powrocie z pracy mówiąc, że jest zmęczony, bo nie śpi od 2 w nocy. We wrześniu byliśmy na wakacjach. Nic mu się nie podoba, wiecznie robi mi wyrzuty, telefon, łóżko i zakłady bukmacherskie a ja byłam problemem, że musiał przyjeżdżać i jeszcze spędzać czas ze mną. Jak tylko wyjeżdżał zaczynała się awantura o błahe powody i blokowanie siebie wzajemnie i kończenie. Lubię chodzić na imprezy, różne zabawy, dożynki, bo mieszkam na wsi. On nie lubi nic, uważa że to sztuczne imprezy dla emerytów. Robił mi wiecznie wstyd przy znajomych i rodzinie. Byliśmy w tym roku tylko na dożynkach, które całe przesiedział na telefonie tłumacząc, że nie będzie pił z idiotami- tak uważa moją kuzynkę i jej rodzinę oraz resztę znajomych. Wiecznie był stres, bo mimo że fajnie się bawiłam, ciągle myślałam o tym, że już jest obrażony, nie zamienia z nikim ani słowa a całe 6 godzin spędza przed telefonem. Wracając do pracy, całą wypłatę przepuszcza na zakłady bukmacherskie, ale jego tłumaczenie jest takie, że traci na przyjazdy do mnie, kolacje, obiady i wyjazdy. Tylko, że wyjazdy gdziekolwiek są raz na kilka miesięcy, bo on wiecznie nie ma pieniędzy, a ja nie będę go sponsorować cały czas. Zarabia 7 tysięcy a w półtora tygodnia nie ma ani grosza i jeszcze pożycza od rodziców. Na początku listopada zebrało się we mnie i postanowiłam, że to koniec. Nie mogę się z nim dogadać, nie chce się widywać raz na dwa tygodnie, bo to bez sensu. Chciałam wynająć mieszkanie i mieszkać razem, ale on powiedział, że pracy nie zmieni. Jest mu po prostu na rękę, że siedzi na kwaterze pracowniczej i nie ma żadnych obowiązków oraz raz na dwa tygodnie przyjedzie do mnie. Oczywiście drugim pretekstem był też Arek, którego znam od lutego. Poznaliśmy się w pracy. Uważam, że jest moją bratnią duszą. Jest 12 lat starszy. Zawsze dogadywaliśmy się, mamy wspólne tematy do rozmowy, podobny światopogląd, żarty i tak dalej. Arek był w związku od 15 lat, ale z pewnych powodów go skończył i zaczęliśmy się bardziej zbliżać do siebie między innymi dlatego, że razem dojeżdżamy do pracy i wzajemnie mówiliśmy o swoich problemach. Zaczęłam spotykać się z Arkiem jeszcze, gdy byłam z Tomkiem, ale nie miałam tego na sumieniu, bo wiedziałam jak Tomek mnie traktuje oraz jak znalazłam kiedyś u niego w telefonie filmy prawie pornograficzne, które wysyłał mu jego ojciec/m. Stwierdziłam, że należy mu się. Z Tomkiem nie jestem już prawie miesiąc, mimo że tyran dalej czuje, że go kocham, z nim chciałam mieć dzieci. Często nalegałam na zaręczyny, ale nie doczekałam się słysząc tłumaczenie, że nie ma sensu się zaręczać skoro 30 razy w miesiącu się rozstajemy. W ciągu prawie miesiąca pisaliśmy ze sobą. Ja stanowczo byłam na nie, jeśli chodzi o powrót to moim warunkiem była zmiana pracy i wynajęcie mieszkania oraz zaczęcie razem normalnego życia. Wychodzenie na różne imprezy, normalne zakupy i uczestniczenie w nich, a nie siedzenie w telefonie albo narzekanie, że on wychodzi, bo palić mu się chce i w rezultacie sama zostawałam na zakupach. Tydzień temu uległam i sama napisałam czy zastanowił się i może zmienił zdanie co do zmiany pracy, bo powiedział, że nie zmieni pracy póki ja nie zmienię, ale ja mam pracę na miejscu, dobrze płatną, która pozwoliłaby się nam wyprowadzić na wynajem. On odpisał, że nie, bo jak on się prosił to ja nie chciałam i z góry powiedział, że i tak nie będziemy nigdzie wychodzić, a moich znajomych „będzie cisnął”, bo nam razem we dwoje jest najlepiej. Dlatego napisałam, że w takim razie dalej zostaje na nie i ma więcej nie pisać do mnie. Przedwczoraj napisał czy to naprawdę koniec i nigdy do niego nie wrócę. Nie odpisałam. Wczoraj napisał, że wolał się ze mną kłócić i godzić cały czas niż mnie tracić i być kiedykolwiek z kimś innym i mnie zablokował. Zawsze miałam obawy, że pisze z kimś na boku, ogląda zdjęcia innych kobiet albo obserwuje kogoś, bo byłam strasznie zazdrosna. Ciagle śnią mi się koszmary, że mnie zdradza i ogląda inne. Nie przesypiam żadnej nocy, ciagle się budzę i sprawdzam telefon czy nie napisał, dzisiejszej nocy śniło mi się, że założył nowe konto na instagramie i obserwował same bezpruderyjne profile, żeby zrobić mi na złość i pisał do mnie wyzywając mnie, a ja we śnie planowałam samobójstwo z tego powodu. Obawiam się, że jeśli wrócę do niego nadal będzie to samo, ale nie zrobię tego dopóki nie zmieni pracy i nie wynajmie mieszkania. Jeśli chodzi o Arka zawsze uważałam go za świetnego kumpla, nigdy nie myślałam o związku z nim dopóki nie zaczął mi tego sam sugerować. Jak już się zbliżyliśmy do siebie „legalnie” prawie miesiąc temu, wyjścia, pocałunki i przytulanie… też zakończył związek, ale okazało się, że okłamuje mnie i nie jest szczery. Okazało się, że nadal widuje się i pisze z byłą partnerką. Pisał mi, że jedzie do sklepu a w tym samym czasie widziałam go z byłą na stacji paliw. Zawoził ją do pracy. W aucie cały czas było przestawione siedzenie, bo ona je przestawiała. Raz powiedział, że musi odpisać mamie, gdy jechaliśmy na kolacje, a spojrzałam i widziałam, że to ona do niego napisała. Wtedy się przyznał, że kłamał, bo wie jak ja reaguje na wzmiankę o niej. Sam przyznał, że jest frajerem, bo nie wie czemu zawiózł ja do pracy, a ma z nią kontakt bo trzeba się wymeldować z mieszkania i inne sprawy. Mam wrażenie ze dwlej kłamie bo znowu siedzenie było przestawione a nie miał w ogóle wytłumaczenia czemu tak jest. Wszyscy mnie okłamują. Nie wiem co mam robić. Serce nadal kocha Tomka, ale nie chce znowu zostać skrzywdzona i wykorzystana, bo naobiecuje a nic się nie zmieni. Arek mnie kłamie, mimo że mówi, że mnie kocha, nie odpowiadam mu, bo nie czuje tego samego narazie, ale fajnie spędza nam się czas, jest miły, przytula, zupełnie inny. Razem wychodzimy, proponuje imprezy, ale aktualnie nie mam do tego głowy. Nie wiem totalnie co robić, boje się, że za to Arka stracę totalnie jak powiem, ze jednak nie będzie z tego nic. Dodam, że w dzieciństwie miałam stany depresyjne i chodziłam z mama do psychologa, czuje się teraz podobnie. Mam ochotę nie istnieć. Bardzo proszę o pomoc i propozycje rozwiązania tego..
User Forum

Kornelia

2 lata temu
Anna Schmidt-Przeździecka

Anna Schmidt-Przeździecka

Dzień dobry. Z Pani opisu wynika, że wchodzi Pani w bardzo toksyczne, destrukcyjne relacje i nie potrafi Pani ich stanowczo przerwać. Obie relacje opierają się na naprzemiennym ranieniu i zbliżaniu się, odpychaniu i uzależnieniowym z Pani strony przywiązaniu do mężczyzn, którzy nie są względem Pani szczerzy, nie traktują pani dobrze. W całym tym zamieszaniu emocjonalnym kolejne decyzje, jakie Pani podejmuje, są destrukcyjne i prowadzą do tworzenia i trwania w patologicznych relacji. Sugerowałabym podjęcie terapii np w nurcie psychodynamicznym, aby przyjrzeć się, dlaczego wchodzi Pani w taki rodzaj zależności i w efekcie zmienić ten schemat wchodzenia w relację.  Ważne, aby Pani potrafiła tworzyć związki oparte na zaufaniu, wzajemnej opiekuńczości, dobrze rozumianej miłości,  a nie kontroli i mniejszym lub większym szantażu. Ważne też, aby umieć być samą i dobrze się czuć ze sobą, mieć stabilne poczucie wartości i nie bać się zerwać związków, które są destrukcyjne. Pozdrawiam serdecznie i życzę dobrych decyzji w tym trudnym dla Pani momencie życia.

mniej niż godzinę temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Jak poradzić sobie z nagłym zniknięciem zainteresowania od kogoś na kim nam zależy?
Mam przyjaciela (byłego chłopaka), który zaraz po zerwaniu ze mną zaproponował mi zostanie przyjaciółmi. Chociaż na początku nie byłam przekonana, później zgodziłam się. Nasze rozmowy nie były bardzo rozwiązłe, jedynie co ze sobą pisaliśmy to „Dzień dobry” i „Dobranoc” czasami ktoś z nas (w większości ja) pytaliśmy co tam u nas itp. Jednak po naszym spotkaniu, które odbyło się 3 tygodnie temu, nasze rozmowy zmieniły się nie do poznania. On zaczął się mną interesować i to bardzo. Gdy np. nie spałam, pisał do mnie, czemu jeszcze nie śpię i gdy robił takie rzeczy częściej, było mi tak miło na duszy i sercu, że chodziłam przeszczęśliwa. Ale gdy już od 2 dni skończyło się to interesowanie się mną, zaczęło mi być źle. Chciało mi się płakać i byłam (jestem) w straszliwym humorze, chociaż nie widać tego tak po mnie, bo przeżywam to w sobie. Piszę tu, ponieważ, chce dostać pomoc i pytam. Jak poradzić sobie z nagłym brakiem atencji i to od chłopaka, na którym mi zależy. Zauważyłam, że gdy dostaje dużo atencji, a potem ją tracę, jestem bardzo w złym humorze i zaczyna mi, tak kolokwialnie mówiąc, „odwalać” (oczywiście chodzi mi tutaj o to, że ciągle patrzę w telefon czy coś napisał, odczytał, zobaczył itp.) Chce dowiedzieć się, czy mogę jakoś temu zaradzić, bym nie odczuwała takich symptomów i jak poradzić sobie z nagłym zniknięciem zainteresowania od kogoś na kim nam zależy?
Czy można rozpocząć związek będąc w młodym wieku i mając nerwicę natręctw oraz niską samoocenę?
Witam. Mam 27 lat i od bardzo dawna mam nerwice natrect i niska samoocenę.Przyznam że przez to nigdy nie byłem w związku i jestem prawiczkiem co bardzo od pewnego czasu mnie doprowadza do nerwicy. Od jakiegoś czasu poznałem trochę młodsza dziewczynę i chce w końcu normalnie żyć. I tu moje pytanie. Czy nie jest to już za późno na rozpoczęcie związku i wspolzycia?? Przyznam że wracają do mnie teraz natrectwa związane czy zaspokoje dziewczynę itp. Dodam że ona też ma depresję i przeszła ciężkie zycie. Dodam jeszcze że chce zacząć od nowa psychoterapię. Pozdrawiam
Jak poradzić sobie po rozstaniu z partnerem i zabezpieczyć przyszłość dziecka?

Witam, partner zostawia mnie po 11 latach bycia razem, ja Mam 1/4 udziału w domu.. On chce ze mną iść do notariusza, abym sprzedała mu swoją część i chce napisać zapisek, że mogę mieszkać w tym domu jeszcze miesiąc, dopóki nic sobie nie znajdę nowego.. Mamy razem syna 5-letniego on w tej miejscowoci co jest dom, ma przedszkole i kolegów.. Jestem załamana, bo ja partnera kocham nadal, a on nie chce dać mi szansy, mówi, że może kiedyś do siebie wrócimy jak za mną zatęskni.. Ale ja już nie będę miała tego domu będę musiała coś wynająć a zarabiam mało.. I nie wiem, co z dzieckiem ja się nie chce zgadzać na opiekę naprzemienną, chciałabym, aby wyprowadził się gdzieś że mną..

Trwające uczucie do pewnej kobiety. Lęk przed emocjami, przed otwarciem się i rozmową.
10 lat temu poznałam kobietę, 16 lat starszą. Najpierw myślałam, że lubię jej styl, poglądy, jej głos ( to artystka ), ale szybko zorientowałam się, że pociąga mnie też jej fizyczność. Uściski przy spotkaniach, możliwość spojrzenia sobie głęboko w oczy, przypadkowy dotyk. To wszystko sprawiało, że czułam się przy niej bezpieczna ( ogólnie boje się ludzi, rozmów, spojrzeń, mam problem gdy muszę nawet iść na zakupy ). Dla niej pokonuje własne granicę i lęki. Były momenty, że myślałam, że może i ja się jej podobam... Ale bałam się, że to moja wyobraźnia, więc staram się ukrywać swoje uczucia. Później covid, gdzie całe życie się wywróciło, nie widziałam jej 4 lata a codziennie myślałam o niej... Po tym czasie znowu zaczęłam jeździć na jej koncerty, choć teraz jest ich dużo mniej ze względu na moją pracę. Raz wydaje mi się, że nie zwraca na mnie uwagi lub specjalnie mnie ignoruje, a dzień później mam wrażenie, że ona też coś do mnie czuje... Mam 29 lat, między nami jest 16 lat różnicy. Nigdy w życiu nie miałam ani kobiety ani faceta, bo jakakolwiek próba spotykania się z kimś innym kończyła się tym, że czułam się jakbym ją zdradzała! Mimo że nie byłyśmy i chyba nie będziemy razem. Nikt o tym nie wie, nie mam przyjaciół ani znajomych, a rodzina uważa LGBT za chorobę umysłową... Najgorsze jest to, że wcześniej była też kobieta 6 lat starsza, do której coś czułam i ona do mnie, ale gdy w końcu ona zrobiła pierwszy krok, ja uciekłam, więcej jej nie spotkałam. Boje się uczuć, miałam trudne dzieciństwo, wyśmiewana przez "kolegów" z klasy i nawet niektórych nauczycieli, rodzice, którzy nie interesowali się tym... Blizny na ciele mam do dzisiaj - tak radziłam sobie z bólem psychicznym, 2 razy też próbowałam się zabić, o tym też nikt nie wie. Nie mogę iść do psychologa, choć chce, to po prostu się boje, to wiąże się z rozmową w realu... A ja nie potrafię rozmawiać z ludźmi.
Kryzys w małżeństwie: brak zaufania i komunikacji po zdradach i imprezach żony
Dzień dobry, Mam ogromny problem ze związkiem albo z sobą. Nie mam pewności. Chciałbym otrzymać od Was pomoc. Na profesjonalną na ten moment mnie nie stać, więc piszę tutaj. Najważniejsze informacje: - jesteśmy małżeństwem od 16 lat, posiadamy dwójkę dzieci jeszcze młodych (poniżej 10 lat) - w przeszłości zdarzyło się kilka nieprzyjemnych historii, które opisze poniżej chronologicznie - miłością darzyliśmy się wielką, jednak ostatnimi czasy jest coraz gorzej. Postaram się utrzymać chronologię zdarzeń: 1. W około 2 roku naszego związku, zdarzyło mi się pisać z inną kobietą, jednak do niczego więcej poza pisaniem nie doszło. Moja żona uznała to za zdradę i ok - miała absolutne praw do tego, ponieważ takiej sytuacji nie powinno być w ogóle. 2. Ponad rok później przyjechał do mnie mój jeszcze wtedy przyjaciel, w międzyczasie urodził mi się syn. Żona wtedy zdradziła mnie z nim w sąsiednim pokoju. I od tego momentu zaczęła się dziwna fala. Odkryłem tą zdradę, później flirtowała nagminnie z różnymi facetami (to masażysta, to kierownik w pracy). Po wykryciu tych sytuacji i wielu kłótniach, żona się uspokoiła. Zmajstrowaliśmy drugie dziecko i było ok. 3. Po narodzinach drugiego dziecka, zaczęła nagminnie co tydzień wychodzić na imprezy, a co za tym idzie pić. Żona wychodziła o 21:00 z koleżanką i miała wracać po 24, a najczęściej odprowadzali ją inny mężczyźni koło 5-6 rano.... Nie przyłapałem ich na niczym, ale wyglądało to słabo. Doszło do tego, że mimo iż była umówiona ze mną na walentynki, to tak się napiła z ową koleżanką dzień wcześniej, że wróciła nad ranem i nieprzytomna spędzała ze mną walentynki. 4. Po tym trochę się ogarnęła, ale chcąc z nią porozmawiać o tej sytuacji zawsze wybucha gniewem i zwala winę na mnie (że ja mam jakiś problem itp). 5. Na jakiś czas odpuściła sobie koleżankę, znalazła hobby (ok. 12 miesięcy perfekcji) - była wspaniała, kochana i unikała swojej koleżanki (max kawa i to w dzień). Nie poruszaliśmy wcześniejszych tematów. Ale od ostatniego czasu, miłość jakby opadała, kiedy chcę pogadać o sytuacji z nami czy z jej koleżanką to mnie atakuje. O innych tematach możemy porozmawiać, ale nie o tych wyjściach i koleżeństwie (zona twierdzi, że to przez to, że mam złe zdanie o jej przyjaciółce - co jest prawdą, ale to nie powód aby mnie wyzywać czy olewać). Temat zacząłem wznawiać, ponieważ, zawsze jest problem z tą koleżanką, a teraz wymyśliły, że razem we dwie jadą odpocząć od wszystkiego. W weekend. Do Gdańska... Oczywistym jest że jej nie ufam, ale staram się być wyrozumiały.... Co mam o tym wszystkim myśleć? Czy to jest normalne? Błagam o sensowne opinie, ponieważ zbliżam się powoli do kresu emocjonalnego. Za każdym razem jak chce porozmawiać to słyszę te odpowiedzi w kółko: "Wku***asz mnie tym", "Chyba Cię po****ło", "Dorośnij w końcu" i "Weź zluzuj". Wczoraj udało mi się merytorycznie porozmawiać. Wytłumaczyłem wszystko. Najpierw przyznała mi rację i już się cieszyłem że złapaliśmy nić porozumienia, bo uznaliśmy że mamy ten sam cel. Ale 10 minut później już usłyszałem, że ja się czepiam, że zwalam na nią i w ogóle nie potrafię rozmawiać. Czy to może ja przesadzam? I co powinienem zrobić w takiej sytuacji? Powoli nachodzi mnie myśl, żeby odciąć się emocjonalnie (dla dobra dzieci), dać jej żyć swoim życiem i tyle... Zapomniałem dodać, iż po wczorajszej rozmowie do dzisiaj do popołudnia jest dla mnie miła i udowadnia jak mnie kocha. Ale po południu chciałem zamienić jedno zdanie na wczorajszy temat i już usłyszałem, żebym nie zaczynał bo jest miła.
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.