Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z depresją i lękiem, gdy psychoterapia nie przynosi efektów?

Jak radzić sobie z depresją i ciągłym zamartwianiem się, kiedy terapia nie pomaga? Próbowałam już kilka razy uczestniczyć w psychoterapii, jednak za każdym razem kończyło się tak samo - po kilku, bądź kilkunastu spotkaniach rezygnowałam. Nie potrafię rozmawiać o problemach, wiele porad odnośnie do opisywania swoich przemyśleń, prowadzenia dziennika itp. było dla mnie bezcelowa, bo kompletnie nic nie zmieniało w moim życiu. Dość szybko się poddaję, a towarzysząca mi depresja, brak jakiegokolwiek sensu życia czy celu oraz ciągłe lęki przed codziennymi obowiązkami, typu praca, studia czy nawet rozmowa ze znajomymi sprawiają, że utwierdzam się w przekonaniu, iż nie ma dla mnie ratunku. Czy istnieje jakiś inny sposób wyjścia z tego poza psychoterapią, nie licząc farmakoterapii, którą stale stosuję?

User Forum

Izabela

7 miesięcy temu
Anna Jasińska-Kupczyk

Anna Jasińska-Kupczyk

Dobry wieczór, być może uczestniczyła Pani w nieodpowiednio dobranym nurcie psychoterapii? Z tego, co Pani napisała, podejrzewam, że brała Pani udział w leczeniu dyrektywnym, być może poznawczo-behawioralnym? To z całą pewnością frustrujące, jeśli ma się doświadczenie, że kolejna próba nie przyniosła efektów, ale może warto dać sobie kolejną szansę. Nurt w psychoterapii ma znaczenie, ma je także to, jak czujemy się z danym psychoterapeutą. Bywa, że dopóki nie spróbujemy, nie przekonamy się, czy dane leczenie na nas działa. I w farmakoterapii czasami trzeba próbować kilka razy, by odpowiednio dobrać lek. Nie wiem czy ma Pani doświadczenie w pracy psychodynamicznej, ale to forma terapii, w której nie dostaje Pani określonych zadań, a  praca opiera się na rozmowie, relacji, gdzie terapeuta raczej konfrontuje, pokazuje, jakie mamy tendencje (np. do napędzania lęku, reagowania nadmiernym poczuciem zagrożenia, zniekształcania obrazu siebie, unikania sytuacji, które wydają się nam ponad nasze siły), z czego one wynikają, pokazuje także to, kiedy chcemy je odtworzyć w procesie terapii, bo ten przymus powtarzania działa w naszym życiu na wielu płaszczyznach. 

Psychoterapia jest też procesem uczenia się. Czasem uczymy się od podstaw, czasem uczymy się zmieniać coś niekorzystnego, ale naturalnego dla nas jak oddech, stąd potrzebny jest czas. 

Oczywiście są rzeczy, które sprzyjają higienie zdrowia psychicznego: min. aktywność fizyczna, rozwijanie pasji, ustanawianie celów życiowych, budowanie dobrych relacji, korzystanie w nich ze wsparcia. Jeśli ktoś nie ma z realizacją tego problemów, terapia nie jest warunkiem koniecznym. Gorzej, jeśli tego nie umiemy, wtedy terapia jest przestrzenią, w której właśnie zdobywa się narzędzia, by to potrafić robić. 

 

Pozdrawiam serdecznie, 

Anna Jasińska-Kupczyk 

7 miesięcy temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Izabelo,

 

To zrozumiałe, że możesz czuć zniechęcenie, skoro próbowałaś już terapii i nie przynosiła oczekiwanej ulgi. To nie znaczy, że nie da się nic zrobić — raczej, że być może nie trafiłaś jeszcze na sposób pracy, który rzeczywiście Ci odpowiada. W terapii, niezależnie od nurtu, kluczowe są relacja, bezpieczeństwo i tempo dostosowane do Ciebie.

 

Wciąż warto szukać terapeuty, z którym poczujesz się bezpiecznie — to może być ktoś z innego nurtu, kto lepiej odpowie na Twoje potrzeby, a do tego czasu spróbuj wykonywać to jedno ćwiczenie tj. „czas na martwienie się”: codziennie wyznacz 15 minut (np. o 18:00), kiedy wolno Ci się martwić — poza tą porą zapisuj myśli i wróć do nich dopiero podczas „czasu na martwienie się". Daje to umysłowi ramę i pozwala odzyskać trochę kontroli.

 

Przesyłam dużo dobrych myśli,

Justyna Bejmert 

Psycholog

7 miesięcy temu
Katarzyna Organ

Katarzyna Organ

Pani Izabelo

 

Zdarza się, że tradycyjna forma psychoterapii nie trafia w nasze potrzeby — nie dlatego, że „coś z nami nie tak”, ale dlatego, że proces ten bywa wymagający, a jego forma nie zawsze pasuje każdemu. Czasami potrzebujemy innego podejścia: łagodniejszego tempa, pracy przez ciało (np. terapia somatyczna), kontaktu z naturą, terapii w grupie, pracy z uważnością czy nawet prostych, codziennych mikro-zmian.

 

Warto jednak zastanowić się, dlaczego pojawia się ta rezygnacja z terapii - ponieważ, nie można liczyć na to, że coś się zmieni, jeśli ciągle stosujemy te same rozwiązania. Być może, kiedy zaczyna się robić trudno i nie widać jeszcze efektów pojawia się zniechęcenie? Być może nie jest Pani przekonana co do skuteczności samej terapii, stąd to zwątpienie? Myślę, że ratunek jest, trzeba sobie tylko na niego pozwolić i trochę poszukać jaki nurt albo rodzaj pracy nam odpowiada.

 

Życzę zdrowia i pozdrawiam

Katarzyna Organ

psycholog, psychoterapeuta w trakcie szkolenia

 

7 miesięcy temu
Natalia Krawiec-Jokiel

Natalia Krawiec-Jokiel

Witaj Izo, 

Cieszę się, że podzieliłaś się swoimi przemyśleniami. Temat depresji i lęku musi być dla Ciebie na tyle dotykający, że każde codzienne obowiązki wydają się niczym wejście na najwyższy szczyt gór z największym obciążeniem i bez odpowiedniego sprzętu. Mimo to cieszę się z tego, że próbujesz szukać rozwiązań. Akurat, jeśli chodzi o stosowanie samej farmakoterapii, to często pokazuje moim pacjentom metaforyczne ujęcie jej działania. Wyobraź sobie, że masz straszny bałagan na łóżku, nie chce Ci się go sprzątać, więc bierzesz najładniejszy koc, jaki masz w domu i przykrywasz ten bałagan. Faktycznie, na pierwszy rzut oka efekt jest zadowalający, szybki efekt bez wysiłku, jednak jeżeli koc zostanie z tego ściągnięty (a w przypadku leków może być to np. spowodowane problemami wątrobowymi) to bałagan się pokazuje i znów nas przytłacza. Dlatego dużą wartość ma w tym miejscu psychoterapia. Niemniej jednak, jeśli mówisz, że nie czujesz efektów, warto o tym porozmawiać z terapeutą i przyjrzeć się, jakie mieliście cele na początku Twojej drogi terapeutycznej. Być może zboczyliście z wyznaczone kursu. Zachęcam Cię do podzielania się ze wszystkimi wątpliwościami z terapeutą. Spójrz, jak dużo już zrobiłaś, jak wiele na tej terapii powiedziała, ilu rzeczom się przyglądnęłaś. Pamiętaj, że z terapeutą możesz wszystko omówić, każdą wątpliwość. Dodatkowo warto, żebyście przyglądnęli się, czemu chcesz zrezygnować, w którym momencie przychodzi myśli o rezygnacji z terapii? Może wtedy właśnie zaczyna się najważniejsza i najtrudniejsza część procesu terapeutycznego, która jest najbardziej obciążająca emocjonalnie. Nie zapominaj też o tym, że proces terapeutyczny to przede wszystkim Twoja praca własna poza gabinetem. Tym samym istotnym jest wykonywanie zadań domowych proponowanych przez terapeutę i dobranych adekwatnie do Twojej trudności. 


Trzymam mocno kciuki! 
Pozdrawiam serdecznie 

7 miesięcy temu
Aleksandra Wincz- Gajda

Aleksandra Wincz- Gajda

Dzień dobry, Pani Izabelo, rozumiem Pani zniechęcenie i rosnącą frustrację.  Psychoterapia to jednak bardziej  proces niż zbiór porad.  Jej kluczowym czynnikiem leczącym jest relacja terapeutyczna. Początkowy czas spotkań to właśnie najbardziej czas etap budowania tej relacji. Z psychoterapeutą można, a nawet powiedziałabym- należy, rozmawiać o tym, jak się Pani w tej relacji, w gabinecie czuje. Niezwykle ważne są tematy wszelkich wątpliwości, niezadowolenia, zagubienia, braku skuteczności. Przepracowanie ich może pozwolić popchnąć pracę do przodu. Z kolei nieujawnianie, tłumienie uczuć niezadowolenia i zniechęcenia może uwięzić proces pracy w martwym punkcie. Psychoterapia indywidualna to jedna z opcji pracy psychoterapeutycznej. Czy myślała Pani może o terapii grupowej? W ramach oddziałów dziennych Centra Zdrowia Psychicznego w całym kraju organizują takie trzymiesięczne turnusy psychoterapeutyczne. Zazwyczaj praca w nich trwa kilka godzin w ciągu dnia. W opcji dziennej wymaga oczywiście wzięcia L4.  Są także grupy popołudniowe. Bycie w grupie daje możliwość usłyszenia głosów wszystkich członków, wzajemność i dużo wsparcia.  Dodatkowo także usłyszenia interpretacji i punktu widzenia psychoterapeutów, którzy czuwają nad całym procesem. 

Odnosząc się do Pani słów, myślę, że ratunek istnieje. Jednak uporanie się z depresją może być długą drogą. Tak po prostu jest. Pewnych rzeczy nie da się przyspieszyć- jak nie da się przyspieszyć biegu rzeki. Oczywiście oprócz psychoterapii można korzystać ze wspierających rzeczy. Tutaj to Pani musi też określić, co jest Pani bliskie, co podnosi nastrój, co działa. Mogą być to na przykład sport, spacery, medytacje. Mogą relaksujące umysł elementy arteterapii-zajęcia manualne. Można też wesprzeć się wykonywaniem ćwiczeń z książek-np. Umysł ponad nastrojem Padesky, Greenberger; Towarzyszę sobie z życzliwością Peyton. 

Powodzenia i wytrwałości.

 

Pozdrawiam serdecznie, 

Aleksandra Wincz- Gajda

psycholog, psychoterapeuta

7 miesięcy temu
Marcin Łazarski

Marcin Łazarski

Warto wnieść właśnie ten temat na konsultacje u terapeuty, przede wszystkim wycofywanie się z procesu, może wynikać z potrzeby większego skupienia się na relacji na początku spotkań, a mniej na zadaniach. Proszę próbować, bo znalezienie odpowiedniego specjalisty czasami trwa. 

7 miesięcy temu
Karolina Bobrowska

Karolina Bobrowska

Dzień dobry,

Napisała Pani, że dotyczasowe formy terapii i proponowanych ćwiczeń nie przyniosły zmiany w życiu. Napisała też Pani o braku sensu życia czy braku celu, dlatego pomyślałam, że może warto byłoby rozważyć pracę w podejściu TSR (Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach). Myśl, że nie ma dla Pani ratunku jest niepokojąca - proszę skonsultować to u psychologa.


Pozdrawiam serdecznie
Karolina Bobrowska
psycholog

7 miesięcy temu
Asia Zioło

Asia Zioło

Farmakoterapia i psychoterapia dają najlepsze efekty w połączeniu. Nie wiem, jak długo ten problem się utrzymuje, jednak wydaje mi się ważne zwrócić uwagę na fakt, że jeśli jakieś zachowanie (np. zamartwianie się) towarzyszy nam latami, to oczekiwanie skutecznej zmiany po kilku (nastu) spotkaniach nie jest realne. Proces uczenia się nowych zachowań jest dłuższy i badania pokazują, że może pojawić się 6-8 cykli powrotu do początkowych zachowań, zanim faktycznie osiągniemy efekt, do którego dążymy. Co nasuwa mi myśl, że może, zanim pracę z zamartwianiem się i depresją obrać jako cel spotkań, warto przyjrzeć się temu poddawaniu się?

 

Trzymam kciuki,

Asia Zioło

Psycholog, Coach

7 miesięcy temu

Zobacz podobne

Dobry wieczór. Mam pytanie, odnośnie mojego zachowania w różnych sytuacjach.
Dobry wieczór. Mam pytanie, odnośnie mojego zachowania w różnych sytuacjach. Nie wiem czy to jest normalne, czy raczej powinnam się udać do specjalisty. Parę miesięcy temu zmarła mi bardzo bliska osoba. Zawał serca , reanimacja 40 min , przyjazd zepsutej karetki. Nie mogę się z tym wszystkim pogodzić. Płaczę, co jakiś czas i boję się śmierci, boje się że będę się dusić , że nie będę mogła złapać oddechu. Mam 2 dzieci, o nich zawsze się bałam, jak tylko jakaś gorączka, zawsze boję się najgorszego. Jak, np. muszę poprosić o zmianę w grafiku albo o wolne, to mam ogromne wyrzuty sumienia, analizuję milion razy, że może inaczej mogłam zrobić. Boję się nowych rzeczy ... Boje się, że coś mi nie wyjdzie. Że ktoś mnie wyśmieje. Myślę z wyprzedzeniem, co powiedzieć. Przed okresem wszystko mnie wyprowadza z równowagi. Jakąś bzdurą, a ja krzyczę. Dodam, że choruję na niedoczynność tarczycy i Hashimoto. Czy z moim zachowaniem jest coś nie tak ? Czy to jest normalne ? Że po ciężkich ostatnio przeżyciach wszystko mnie stresuje?
TW. Niskie poczucie wartości, nie potrafię żyć - w walce z lękiem i smutkiem oraz przemocą rodzinną.

TW. Nie potrafię już żyć, ale śmierć mnie przeraża. W wyniku nie mogę nic ze sobą zrobić. Mam tak dość siebie i całego swojego marnego życia, że nawet nie potrafię sobie pomóc. Tak bardzo chciałabym po prostu zniknąć, ale tak bardzo się boje. Nie wytrzymuje już dłużej, łzy same się ze mnie leją od paru dni i nie chcą przestać, nic na uspokojenie nie działa. 
Chodziłam na terapię od 3 miesięcy, ale nie widzę efektów, a jestem uwięzioną na wsi bez żadnego dojazdu, oprócz busów w roku szkolnym dostosowanych pod liceum. Jestem dorosła, a zachowuję się gorzej niż dziecko w podstawówce, mam siebie tak bardzo dość. Nawet jak staram się dopasować albo 'ogarnąć' życie jakkolwiek to nie wiem co robić, nie wiem, co się ze mną dzieje, nigdy nic nie wiem, nigdy nie umiem sobie poradzić. Nie wiem kim jestem, co robię na świecie, czego chcę, nie mam celów, nie mam marzeń. 
Wczoraj chciałam skoczyć z balkonu, ale zaczęłam się śmiać jak już stałam na barierkach, bo oprócz tego, że bym się połamała lub ewentualnie została sparaliżowana, bardziej przeraża mnie fakt, że moi rodzice i wszyscy znowu by mnie krytykowali i równali z ziemią. Mój brat, którego nie uznaję za brata, znęca się nade mną psychicznie odkąd miałam 8 lat, moi rodzice prawie nigdy na to nie reagowali, jak już przestałam się kryć z tym, że nie daje rady psychicznie to mój ojciec stwierdził, że jestem po prostu leniwa i stąd bierze się cały mój stres, mimo że jego syn wyzywa mnie z taką agresją od dziecka, że jak tylko słysze jego kroki to moje całe ciało zaczyna panikować i się trząść i automatycznie próbuje być jak najciszej, żeby mnie nie usłyszał. 
Groźby śmierci w tej rodzinie to normalność. Od matki najlepsze co usłysze to, że wszyscy jesteśmy popier* i żeby zostawić ją w spokoju. Ale zawsze znajdzie się, gdy trzeba kogoś skrytykować, szczególnie przy innych ludziach. Ledwo utrzymywałam tą terapię za stypendium, a teraz próbuję od miesiąca znaleźć pracę. Brak samochodu mnie skreśla z dojazdu gdziekolwiek, nawet na tą marną terapię. Przez telefon nie mogę rozmawiać, bo jeśli tylko ktoś to usłyszy to będzie mnie wyzywał jeszcze bardziej. 
Czuje się jak krowa czekająca w klatce z bezradnością na śmierć. I to też robię. Nawet jeśli słyszałam od ludzi, że powinnam się ogarnąć i wziąć życie w swoje ręce, to nie widzę już żadnego rozwiązania. Tak szczerze nikt mnie nigdy nie kochał i nawet kot ode mnie uciekł. Moje ataki paniki są coraz gorsze, wszystko z głowy zaczęło wychodzić na zewnątrz, nie mam już siły dłużej się hamować. Tak bardzo przeraźliwie boję się tej śmierci, ale naprawdę nie mam innej opcji, nawet jeśli ktoś mówi, że mam to realistycznie nic nie mam. Albo śmierć albo męczenie się na wsi przez kolejne lata studiowania, a po tym brak pracy, bo mój stan nie pozwala mi już nawet na normalną naukę i ledwo daję sobie radę na prostych studiach. Przez co mam 0 umiejętności. 
Czuję się zamrożona, jakby od mojej głowy wszystko się odbijało. Już nic się tam nie zmieści. Zmarnowałam sobie życie, zniszczyłam wszystko. Nie mam żadnych przyjaciół. Nikt nie chce się ze mną spotkać, nigdy nikt nie chciał nigdzie ze mną wyjść poza szkołą. Nawet jak się staram to każda moja relacja się kończy przeze mnie. Boję się związków, raz komuś zaufałam i zostałam sponiewierana gorzej niż moja matka mi to kiedykolwiek zrobiła. Wyznała mi miłość jako pierwsza osoba w życiu, nie słyszałam tego od nikogo, pocałowała mnie, wykorzystała mnie dla seksu, mimo że to był mój pierwszy raz, do którego bardzo przygotowywałam się emocjonalnie, a parę miesięcy później bez powodu kazała mi się wynosić. Później dowiedziałam się, że już przed stosunkiem ta osoba chciała się mnie pozbyć i znaleźć sobie kogoś innego. 
Moje życie to jest porażka i tragedia z każdej strony. Nic nie potrafię. Nic nie rozumiem. Mam 21 lat i nigdy sobie nie poradzę. Myślałam, że będzie ok i całe nastoletnie lata, które spędziłam sama w pokoju, próbując udawać, że wszystko ok i sama siebie oszukując, że jak tylko będę dorosła to wszystko się poprawi i z roku na rok wierząc, że będzie lepiej. Już wiem, że nigdy nie będzie lepiej i będzie tylko gorzej i szczerze myślę że powinnam po prostu była udławić się jak miałam te 7 lat i to, że moja matka uratowała mi życie jak już straciłam oddech to jakaś karma, którą teraz muszę spłacać przez to jak całe życie matka niszczyła mi je. Tak naprawdę nie powinnam się nigdy była urodzić, moja matka była w zagrożonej ciąży ze mną i to wszystko ma sens. Powinnam nie żyć i tak bardzo żałuję, że się urodziłam. Nie mogę sobie pomyśleć o dzieciństwie i nastoletnich latach bo wpadam w szał i dostaje ataków. Mam już dość, a nie mogę nic zrobić. Boję się zadzwonić do lekarza. Naprawdę nie mam już wyjścia. Czekam na zbawienie od losu i pomoc, mimo że wiem, że to jest bezsensowne, ale nie wiem co, naprawdę, mogę oprócz tego zrobić. Czekam na śmierć niszcząc sobie wątrobę alkoholem i energetykami na pusty żołądek, uderzając się w głowę z całej siły i stresem. Ciągle powtarzam pomocy w kółko, ale wiem, że ta pomoc nigdy nie nadejdzie. Jeśli nie ma się pieniędzy jest się mniej wartym niż najtańszy produkt w sklepie i nie ma się żadnego znaczenia. I każdy o tym wie, ale nikogo to nie obchodzi, dopóki to nie on. I nie mam nikogo, komu mogłabym cokolwiek napisać, powiedzieć, bo moja rodzina nie wierzy w choroby i problemy psychiczne tylko lenistwo, a moje internetowe znajomości nawet mnie nie znają i tak szczerze mają mnie gdzieś.

Jak skutecznie radzić sobie ze stresem i tłumionymi emocjami?
Jak sobie radzić ze stresem i tłumieniem emocji?
Do kogo zgłosić się po pomoc? Zaburzenia nastroju, silne przeżycia i kryzysy.
Witajcie. Potrzebuję dla siebie pomocy, jestem 18-letnim mężczyzną. Wszystko zaczęło mi się 1,5 roku temu, w bardzo burzliwy sposób zostawiła mnie dziewczyna, miałem potem przez jakiś okres czasu myśli samobójcze, stan obniżonego nastroju i też taką rezygnację. Pół roku po tym incydencie zaczęły mi się dziać dziwne problemy z psychiką – wystąpiły nerwicowe stany: m.in. sporadyczne napady paniki, stany lękowe i taki płynący ogólny lęk. Doszły później do tego jeszcze problemy ze snem, lęki związane z zasypianiem, wybudzanie się w nocy itd. Trwało to około miesiąca (w późniejszym czasie sprawa dotyczyła już tylko tego snu). Poradziłem sobie ze stanami lękowymi i nerwicowymi myślami metodą odwracania uwagi i ośmieszania tych myśli. Był to gdzieś okres czerwca-lipca 2023r. Po powrocie do szkoły we wrześniu wszystko było ok, gdzieś w okolicy listopada zacząłem odczuwać bardzo wyraźne problemy z samopoczuciem związane m.in. z widywaniem byłej dziewczyny na korytarzu :) które zawsze polegały na uczuciu rezygnacji i takim bólu emocjonalnym. Można powiedzieć że towarzyszyły temu skrajne obsesyjne myśli dotyczące tej sytuacji, niemożność pójścia do przodu. Dodatkowo cały problem wzmocnił fakt poznania innej kobiety wcześniej, do której przyrównywałem tą która mnie zostawiła i kompletnie na ten moment oszalałem. Zacząłem chodzić bardzo spięty, a ból psychiczny objawiał się także fizycznie: czułem się ociężały i czułem ucisk w klatce, tak jakbym miał się za chwile rozpłakać, lecz nigdy tak się nie działo. Czułem się bardzo nieszczęśliwy i wszystko dobijało mnie bardziej niż powinno. Wpadłem wtedy w sporadyczne oglądanie filmików porno, nie mogłem tego nawyku kontrolować i zawsze odczuwałem poczucie winy. Można powiedzieć że od listopada było co raz gorzej. W ferie między końcem stycznia a początkiem lutego zaczęły pojawiać mi się w głowie dziwne myśli egzystencjonalne dotyczące tego że kiedyś umrę, że to ja jestem w swoim ciele, jak to jest że mam świadomość, czy kiedyś żyłem z poczuciem tego że jestem itd.. W pewnym momencie miarka się przeholowała, będąc w szkole, bardzo rozdrażniony konkretną sytuacją odczułem jakbym oderwał się od samego siebie, poczułem niesamowite spowolnienie umysłowe, tępotę i niemożność złożenia swojego procesu myślowego w całość. Do tej pory mnie to przeraża. Stan ten utrzymywał się około 2 tygodni, potrafiłem stać w jakimś miejscu i nie czuć w ogóle swojej obecności tam, czułem totalne wyprucie emocjonalne, cały ból z którym ciągle chodziłem zniknął, czułem zobojętnienie itd. Po około 2 tygodniach ostry stan minął. Od około końca lutego do teraz zmagam się z różnymi dziwnymi odczuciami i stanami. Bardzo często czuję się, jakby coś było nie tak. Doświadczam czegoś w rodzaju mgły mózgowej – mógłbym to uczucie zdefiniować jako bycie w zamkniętej bańce, czuję się wtedy jak we mgle. Czasem przy nadmiarze stymulacji np. umysłowej, emocjonalnej doświadczam takiego uczucia oderwania, w pewnym momencie łapię się na tym że czuję się jakbym oglądał w tle film z samym sobą. Doświadczam napadów uczucia jakbym działał w sposób zautomatyzowany, nie czuł swych procesów myślowych, jakby zamknięta głowa. Także doświadczam czegoś dziwnego tj. jakbym bał się ludzi, ale nie do końca odczuwał to świadomie, zdarza mi się z kimś spotkać, wyjść do ludzi i wtedy od razu odczuwam to uczucie zdystansowania, oderwania, lecz nie boję się ich, czuje tylko dyskomfort, napięcie związane z ich obecnością albo moim przebywaniem. Wydaje mi się, że najlepiej odbieram rzeczywistość gdy jestem sam, lecz boję się samotności. Często doświadczam także stanów lękowych, poczucia zagrożenia. Boję się, że coś na mnie wyskoczy, mam straszące myśli w głowie że rzuci się na mnie osoba, z którą np. rozmawiam, lecz nigdy nie myślę o krzywdzie z jej strony. Okresowo mam problemy ze snem, zwłaszcza przy dniu w którym mam problem z regulacją swoich emocji. Często nie mogę przyjąć czegoś do wiadomości, reaguję nadmiernie emocjonalnie i nie mogę przeżuć tego w swoich myślach, zaczynam cierpieć. Nadmierne wspominanie o kobiecie, od której wszystko się zaczęło wzmaga we mnie uczucie przerażenia i robię się agresywny. Moje działania są zależne od nastroju, nigdy na odwrót. Potrafię zmieniać często zdanie, gdy się gorzej czuje. Jestem często zmęczony, niechętny do niczego, doświadczam epizodów apatii gdy się przemęczę lub doświadczę czegoś niemiłego. Potrafię kłaść się w kącie i płakać przez godzinę, nie mając siły doświadczam prokrastynacji gdy zaczynam doświadczać uczucia otumanienia, bardzo się go boję. Czuję się wtedy taki otępiały. Nigdy nie byłem u specjalisty. Dodam, że również byłem hospitalizowany z powodu późnej boreliozy (ponieważ leczenie u lekarza POZ okazało się nieudane) i leczony przez 3 tygodnie antybiotykiem dożylnym. Trafiłem do szpitala z ostrym stanem lękowym i gorączką i byłem konsultowany psychiatrycznie/psychologicznie. Sugerują zaburzenia lękowo-depresyjne. Miałem wykonywane wszystkie badania krwi, elektrolitów, witamin, minerałów. A nawet próby na tężyczkę ujemne. Konsultowany neurologicznie – bez odchyleń od norm. Wykonany rezonans głowy również bez odchyleń, oprócz małej torbieli na szyszynce (ok 1 cm). EKG, RTG Serca w normie. Ja podejrzewam u siebie także ADHD. Zawsze byłem ruchliwym dzieckiem, a potem zabrakło mi tego ujścia w okresie dorastania. Naprawdę proszę o pomoc gdzie mógłbym się z tym udać, tj. jaką ścieżkę obrać czy psychiatrę czy psychologa, a może obu, tylko od którego zacząć?
Nie mogę poradzić sobie po zerwaniu związku przez faceta
Jestem po zerwaniu, facet zostawil mnie po 5 latach, powiedzial ze mnie nie kocha i nie chce miec ze mna kontaktu. Codziennie budze sie z lękiem i nie daje sobie rady psychicznie, ból i tesknota jest nie do opisania, wolałabym juz nie zyc. Wiem że potrzebuje pomocy lekarza ale co poza tym moge zrobic by nie miec nadziei ze wroci, ze jednak kocha i nie chciec do niego pisac.
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.