
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z trudnymi relacjami: co oznaczają zmiany u przyjaciela?
W innym poście już o to pytałem, ale jest ciąg dalszy tej historii. Przypomnę: kolega zerwał w maju nagle ze mną znajomość, uznając, że nasze drogi się rozeszły, bo on po terapii stał się innym człowiekiem, realizuje się zawodowo i życiowo. Poszedł bardzo do przodu. Ja wysysałem energię z niego. Zarzucił również, że mu w pewnej chwili nie pomogłem, kiedy potrzebował pomocy. Po miesiącu od zerwania znajomości złożył mi życzenia imieninowe. Dwa miesiące później napisałem, że chcę pogadać i powiedziałem, że po tych wydarzeniach pracuję na terapii nad sobą. Nie chciał rozmawiać. W sierpniu składam mu życzenia urodzinowe. Zaprasza na wspólny trening. Spotkanie na początku – z jego strony – jakby nigdy nic się nie stało. Jest jak dawniej. Fajnie. Mówię, że chcę wyjaśnień. „To potem pogadamy” – zbywa.
Po siłowni idziemy do niego. Fajnie się gada, jakby nigdy nic się nie stało... Moje zdumienie nie zna granic. Pod koniec sam zaczepiam na spokojnie. Mówi, że nie pamięta, co napisał. Że go teraz atakuję. Że mam się ogarnąć. Nie chce w sumie rozmawiać konkretnie, a ja chcę, żebyśmy doszli do porozumienia i się pogodzili. Mówi, że ta znajomość będzie inna. Mówi do mnie, że można iść na kolejny trening, ale „jak zasłużysz zachowaniem swoim”. Po tym wychodzę. Dwa dni później piszę, czy mam zakwasy – nie odpisuje. Odpuszczam znajomość.
PS. Mam dużo znajomych. Z nikim nie mam problemu. Chłopak toksyczny? Chory? Ktoś mi powie, o co mu chodzi?
Pamela Górska
Z tego, co opisujesz, wygląda to tak, jakby Twój kolega wysyłał bardzo sprzeczne sygnały. Z jednej strony – odcina się, zarzuca Ci różne rzeczy, nie chce wyjaśniać, a z drugiej potrafi nagle zachowywać się „jak dawniej”. To może być dla Ciebie skrajnie dezorientujące, bo raz czujesz bliskość i normalność, a za chwilę – mur i chłód.
To, że mówi: „jak zasłużysz zachowaniem” – to brzmi jak stawianie siebie w pozycji oceniającego, a Ciebie w pozycji „podległego”. Takie układy są zwykle bardzo obciążające i trudno w nich o zdrową, równą relację.
Twoje zdziwienie i potrzeba wyjaśnień są naturalne – chciałbyś zrozumieć i mieć jasność. On natomiast unika konkretnej rozmowy, bagatelizuje to, co napisał wcześniej, a nawet odwraca sytuację, zarzucając Ci atak. To sprawia, że właściwie nie ma przestrzeni na prawdziwe pogodzenie się.
Odpowiadając na Twoje pytanie: nie musisz tego rozstrzygać w kategoriach „toksyczny” czy „chory”. Wystarczy zauważyć, że ta relacja przestała być dla Ciebie dobra i bezpieczna. To, że masz wielu znajomych i z nikim nie masz podobnych problemów, mówi sporo.
Najprościej: on wybrał swój sposób bycia i komunikacji, a Ty masz prawo wybrać, że nie chcesz w tym uczestniczyć.
Wspominałeś o psychoterapii, czy próbowałeś może poruszyć ten wątek? Może wnieś wiele w proces Twojej terapii.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Barbara Jedlińska
Widzę, że ta sytuacja była dla Ciebie naprawdę trudna i wywołała sporo emocji. To, co opisujesz, brzmi jak relacja pełna sprzecznych sygnałów. Z jednej strony Twój kolega odcina się, zarzuca Ci różne rzeczy, a z drugiej potrafi zaprosić na trening i rozmawiać jak dawniej, po czym znów się dystansuje. Takie zachowanie może być bardzo dezorientujące i frustrujące.
Nie jestem w stanie zdiagnozować Twojego kolegi ani jednoznacznie określić, „co mu chodzi po głowie”, ale to, co widać, to brak jasnej komunikacji i granic z jego strony. Może po terapii próbuje na nowo określić, jakie relacje mu służą, a jakie nie, ale nie potrafi tego wyrazić wprost. Może też sam zmaga się z trudnościami w budowaniu bliskości i rozwiązywaniu konfliktów.
Najważniejsze w tym wszystkim jest to, jak Ty się z tym czujesz i czego potrzebujesz. Jeśli relacja zamiast dawać Ci wsparcie i poczucie bezpieczeństwa, przynosi głównie stres, rozczarowanie i poczucie winy, warto się zastanowić, czy chcesz ją dalej pielęgnować. Masz prawo oczekiwać szacunku i szczerości, nawet jeśli ktoś przechodzi przez własne zmiany. Z Twojego opisu widać, że jesteś otwarty na rozmowę i wyjaśnienia, a Twój kolega raczej unika odpowiedzialności za swoje słowa i czyny.
Nie musisz szukać winy w sobie, skoro z innymi nie masz takich problemów. Czasem relacje naturalnie się kończą albo zmieniają, a próby ich reanimowania mogą przynosić więcej bólu niż pożytku.
Edyta Nowak
Adam, to co opisujesz, brzmi jak bardzo nierówna relacja. Twój kolega raz odciął się w mocnych słowach, a później zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. To nic dziwnego, że czujesz dezorientację. Kiedy próbujesz spokojnie wyjaśnić sytuację, on unika odpowiedzi i stawia warunki, a to nie ma nic wspólnego z partnerską przyjaźnią.
To, że odpuściłeś, nie jest oznaką słabości, tylko siły – bo potrafisz zauważyć, że coś Ci nie służy i zadbać o siebie. Przyjaźń powinna dawać wzajemność i szacunek.
W tej sytuacji nie chodzi o to, czy Twój kolega jest „toksyczny” albo „chory”. Ważniejsze jest to, jakie emocje zostają w Tobie po kontakcie z nim. A jeśli czujesz chaos, brak szacunku i rozczarowanie, to sygnał, że ta znajomość bardziej Cię rani, niż daje coś dobrego. Masz prawo chronić siebie i swoje granice. Jeśli nadal ta sytuacja będzie dla Ciebie ciężka, zawsze możesz porozmawiać o niej ze specjalistą – taka rozmowa nie tylko pomaga poukładać myśli i odzyskać spokój, ale też wzmacnia w radzeniu sobie z emocjami na przyszłość.
Życzę Ci, Adamie, żebyś otaczał się ludźmi, przy których czujesz spokój, szacunek i prawdziwą przyjaźń.
Pozdrawiam
Edyta Nowak, psycholog
Katarzyna Kania-Bzdyl
Drogi Adamie,
Twój kolega najprościej w świecie unika rozmowy na ten temat, ponieważ brakuje mu na to odwagi, nie chce wziąć odpowiedzialności za swoje słowa.
Niepokojące jest stwierdzenie Twojego kolegi "jak zasłużysz swoim zachowaniem". To poważna CZERWONA LAMPKA, aby jednak zastanowić się nad tym, czy ta znajomość jest zdrowa. Prawdopodobnie trzeba będzie się ewakuować z tej relacji.
Pozdrawiam,
Katarzyna Kania-Bzdyl

Zobacz podobne
Mam cudowną narzeczoną, za którą bym oddał życie, ale nie potrafię sobie poradzić z jej przeszłością. Wyznała, że sypiała z dziesiątkami facetów, a i tak czuję, że nie wiem jeszcze wszystkiego. Zakładam, że można ich liczyć w setkach. Mam na tym punkcie obsesję. Kiedy o tym myślę, czuję zazdrość i mam wrażenie, że jestem niewystarczający, porównując się do całej reszty facetów, z którymi była. Albo że będzie jej czego brakowało. Projektuję w swojej głowie filmy z tych wydarzeń, wyobrażając sobie, co mogli z nią robić. Mam też żal o to, że innym pozwalała na wszystko (choć pewnie nie zawsze), a mi stawia granice. Przykładowo, nie chcę, żebym kończył w jej ustach, a ja od razu myślę, że dla innego to pewnie łykała z przyjemnością. Nigdy nie próbowałem pozycji 69 i gdy zapytałem, czy to ze mną zrobi, to powiedziała, że tego nie lubi. Ale skoro to wie, to znaczy, że tego próbowała i inny dostał od niej więcej niż ja, pomimo tego, że nikt wcześniej jej tak nie traktował i się nie starał (co sama stwierdza), jak ja. Jest to dla mnie niesprawiedliwe, że nie chce spełniać moich fantazji, bo sama wie, co lubi, a czego nie, przez to, co sama zdążyła już spróbować. Wiem, że nie powinienem tak myśleć, ale to silniejsze od rozsądku. Kiedyś przyśniło mi się, jak ktoś do mnie powiedział - patrz, jak to się z Patrycją robi… nie chcę nawet przytaczać tego, co zobaczyłem... W pewnym momencie obudziłem się i chciałem umrzeć. Co ona biedna ma zrobić w takiej sytuacji? Kocham ją nad życie, ale nie potrafię przestać o tym myśleć. O sen nie mogę jej obwiniać, ale to, jak sobie wyobrażam jej wcześniejsze stosunki, odzwierciedliło się właśnie w tym śnie. Po naszej przerwie w relacji, która trwała półtorej roku, z każdym razem, kiedy ze sobą spaliśmy, dostawałem wysypki na kutasie, czemu też towarzyszył specyficzny zapach - ten sam, który czułem nieraz z jej ust. Wtedy też twierdziła, że z nikim nie spała od czasu, kiedy przestaliśmy rozmawiać. W ogóle, kiedy jej o tym powiedziałem, do ostatniego momentu wpierała mi się, że na pewno mnie niczym nie mogła zarazić, bo nie miała żadnych kontaktów seksualnych, więc może to brudne zabawki. W ten sam dzień, w którym ja pytałem o ten okres, mi się oświadczyła. Później to okazało się być kłamstwem. Rozumiem, że mnie kochała i chciała ze mną być, wiedząc, że przez to może mnie stracić. W zasadzie to, gdy ją poznałem, miałem wrażenie, że się szanuje, ale to wynika z tego, że nigdy nie miałem styczności z taką kobietą, która by oddawała się z taką łatwością dla co chwila innych facetów. Zawsze chciałem mieć kogoś na wyłączność, ale zdążyłem ją pokochać zanim się o tym dowiedziałem. Serce mi pękło, bo było to dla mnie nie wyobrażalne i niedopuszczalne. Zacząłem analizować jej każdą znajomość i każdą rzecz, którą nawiązywała do innych mężczyzn. Zastanawiałem się, ile osób z naszego wspólnego kręgu znajomych ją miało i ilu będzie mi patrzeć w oczy z tą specyficzną satysfakcją. Ten wzrok mówiący: „Ty latasz za nią zakochany i robisz dla niej wszystko, a ja wziąłem ją sobie tylko na jedną noc i zrobiłem, co chciałem. Fajnie ci się teraz z nią całuję, przytulasz i wyznajasz miłość? Ja wziąłem od niej to, co najcenniejsze, z łatwością, a ty, będąc gorszym ode mnie, dajesz się jej kontrolować - ty zwykły frajerze". Zacząłem więc ją wypytywać, żeby wiedzieć, z czym mi się przyjdzie mierzyć, a ona, znając mnie i moje reakcje, nie mówiła mi prawdy. To nie pozwoliło mi zbudować zaufania, co znacznie utrudnia mi codzienne funkcjonowanie. Mamy razem dziecko, co jest największym szczęściem, jakie doświadczyłem. Z czasem myślałem o jej przeszłości coraz mniej i doceniałem każdy dzień, który mogliśmy spędzić razem, ale po ciąży wiele się zmieniło. Wszystko było dobrze do momentu, gdy częstotliwość stosunków się zmniejszyła. O ile to naturalne dla kobiet, to ja osobiście ciężko to znoszę. Czuję się traktowany niesprawiedliwie i uderza to w moje poczucie własnej wartości. Mam myśli typu „Dlaczego każdy inny facet mógł ją rżnąć bez jakiegokolwiek starania się czy też dbania o nią, a mi potrafi powiedzieć »nie«? Czy to cena za wyrozumiałość i komfort, który jej zapewniam?" Wiadomo, nie jest robotem ani prostytutka. Też musi czuć ochotę. Z tego powodu bywam dla niej oschły i ciężko mi się nią opiekować. Jak mam zaakceptować fakt, że ona nie ma teraz takiego popędu, żeby sprostać moim potrzebom? Czemu tak ciężko jest mi również zrozumieć, że to prawdopodobnie nic osobistego i też nie ma nic wspólnego z tym, czy w przeszłości ją ktoś bardziej zadowalał? Wiem, że powinienem ją wspierać, ale sam potrzebuję pomocy, żeby uporać się z własnymi emocjami. Uciekam w alkohol, marnując dni, które mogłyby być piękne. Czasami nie umiem na nią patrzeć jak na pełnowartościowego człowieka, bo patrząc na nią i chcąc coś dla niej zrobić, wpada mi do głowy myśl, że dawała się jebać, oddając swoją wartość każdemu po drodze, a dla mnie nic nie zostawiła. Wtedy też zaczynam sobie tłumaczyć, że prawdopodobnie jest powód dla tej dysfunkcji i że też ma z tym ciężko, a ja nie powinienem tak na to patrzeć, bo to wcale nie określa wartości człowieka. Kiedy o tym rozmawiamy, sprawia wrażenie, że żałuje tego, jak się pozwala traktować, ale gdy zapytałem, czy gdyby miała świadomość tego, jak ciężko to będzie zaakceptować komuś, kto odda jej serce i pokocha z wzajemniością, to czy by postępowała inaczej, chciałem sprawdzić, co jest dla niej więcej warte. Jednak w odpowiedzi tylko się roześmiała. To, że mamy inne stosunki co do seksualności, to oczywista sprawa, ale jak znaleźć środek na to, żebym przestał o tym myśleć i żeby nie miało to wpływu na nasze obecne życie? Co mam zrobić, żeby w pełni jej zaufać, wiedząc, że stare schematy ciężko umierają i z łatwością mnie okłamuje? Nie potrafimy o tym rozmawiać, bo kierują mną emocje i często uderzam w jej poczucie własnej wartości, czego bardzo żałuję. Nie chcę jej krzywdzić. Zaczęła mówić, że zrobiłem sobie dziecko z dziwką. Może i większość ludzi też by tak stwierdziła, ale nie przeszkadza mi to wszystko do momentu, kiedy „dziwka" tylko ze mną nie chce sypiać. Prawda jest taka, że pewnie teraz z nikim by nie chciała. Brzmi brutalnie, ale to tylko szczerość związana z moimi myślami. Mam zamiar walczyć do końca, ale ona wydaje się być już zmęczona moim ciągłym powracaniem do tego. Czuję, że nie rozumie, że jej kłamstwa są również powodem tego, dlaczego mnie to tak męczy. Chciałbym umieć dać sobie za nią rękę obciąć i mam wrażenie, że to byłaby właściwa decyzja, chociaż strach przed rozczarowaniem jest na tyle silny, że zaczynam wszystko kwestionować. Żyję w ciągłej paranoii i zabiera mi to całą radość z życia, choć bywają okresy, gdzie zapominam o tym wszystkim i czuję się, jakbym złapał pana Boga za nogi. Chcę się z tym uporać i kochać ją całe życie. Dbać i chronić, a nie być kolejnym obciążeniem. Wiem, że jest tego warta i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Jestem przepełniony sprzecznościami; niby mam zdolność zrozumieć wszystko, ale emocje odbierają mi rozum. Jak mam sobie z tym poradzić?
Mam 33 lata. Mąż 40. Razem jesteśmy od 15 lat, w małżeństwie 7. Mamy wspólnie jedno dziecko, mąż nie chce słyszeć o drugim, natomiast ja bardzo pragnę mieć dzieciątko.
Kiedyś rozmawialiśmy, że chciałby mieć jeszcze jedno.
Gdyby miał też pewność, że będzie córka tym bardziej. Dziś na ten temat nie chce słyszeć. Bardzo Go kocham, ale nie potrafię się z tym pogodzić. Nie wyobrażam sobie nie tulić w ramionach kolejny raz kruszynki. Do porozumienia nie dojdzie z pewnością. Ja też nie przekonam Go na siłę. Ja natomiast chcę mieć jeszcze jedno dziecko. Czuję, że małżeństwo nie ma szansy przetrwać.
Ja nie chcę niczego na siłę. Nie zaakceptuję męża wyboru, ale też będę nieszczęśliwa. Czy to ma szansę przetrwać? Jest sens ciągnąć małżeństwo bez szczęścia drugiej osoby?

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?
Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.
