Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak znaleźć swoje hobby i pasję - poszukiwanie zajęcia dającego spełnienie

chciałabym nakreślić sytuacje która mnie nurtuje i może nie jest wcale takie trudne do rozwiązania, na razie sama nie moge wpaść na żaden pomysł. bardzo zazdroszcze ludziom, którzy mają hobby i zajęcia w których sie spełniają nawet jeśli nie mają w nich nie wiadomo jakich osiągnięć lub wykonują je dla samej przyjemności. Po prostu znaleźli coś co lubią i to robią i ich to nie nudzi. bardzo bym chciała znaleźć sobie jakieś zajęcie które dawałoby mi spełnienie i mogłabym je robić z dlatego że je lubie a nie dlatego aby sobie wypełnić czas.
Anna Szczypiorska

Anna Szczypiorska

To, o czym piszesz, jest dużo bardziej powszechne, niż może się wydawać. Wiele osób zazdrości innym pasji i poczucia, że „mają coś swojego”, ale często nie widzimy, że za tym stoi długi proces prób, szukania i sprawdzania różnych rzeczy.

Zwróciłam uwagę na to, że chciałabyś robić coś dlatego, że to lubisz, a nie tylko po to, żeby zapełnić czas. To bardzo ważna różnica. Problem czasem nie polega na braku hobby, tylko na tym, że szukamy od razu czegoś, co da nam spełnienie, będzie angażujące i „kliknie” od pierwszego razu.

Warto też uważać na porównywanie się do innych. Z zewnątrz wygląda, jakby ludzie po prostu znaleźli swoją pasję, ale wiele zainteresowań rozwija się bardzo powoli, od zwykłej ciekawości, a nie wielkiego zachwytu.

Może pomocne byłoby na jakiś czas odejść od pytania „co jest moją pasją?”, a bardziej sprawdzać: „co mnie choć trochę ciekawi?”, „przy czym czuję odrobinę spokoju albo zainteresowania?”. 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry. To, co Pani opisuje, jest bardzo zrozumiałe. Czasem patrzymy na innych i wydaje nam się, że oni „po prostu wiedzą”, co lubią, a my jakby stoimy z boku i nie mamy swojego miejsca. To może budzić zazdrość, smutek, a nawet poczucie, że coś z nami jest nie tak. Ale brak wyraźnej pasji nie oznacza, że jest Pani pusta, nudna albo że nic Pani nie interesuje.

 

Warto też uważać na presję, żeby hobby od razu dawało spełnienie. Czasem szukamy czegoś, co ma nas zachwycić od pierwszego razu, a większość zainteresowań rozwija się powoli. Najpierw coś jest tylko „w miarę przyjemne”, potem pojawia się ciekawość, później drobna satysfakcja, a dopiero po czasie może z tego powstać coś ważniejszego.

 

Dobrym kierunkiem może być nie pytanie: „co jest moją pasją?”, tylko: „co choć trochę mnie zaciekawia?”, „przy czym czuję się odrobinę spokojniej?”, „co kiedyś lubiłam robić, zanim zaczęłam to oceniać?”, „co mogłabym robić bez presji bycia dobrą?”. Hobby nie musi być wyjątkowe, ambitne ani produktywne. Może to być spacerowanie, robienie zdjęć telefonem, rośliny, rysowanie, gotowanie, joga, gry planszowe, szydełkowanie, taniec, pisanie, wolontariat, książki, ceramika, nauka języka, puzzle, rower, teatr albo cokolwiek innego.

 

Proponowałbym potraktować to jak okres testowania, a nie szukania jednej wielkiej życiowej pasji. Na przykład przez miesiąc wybrać 3 różne rzeczy i każdej dać po 2 lub 3 próby. Po każdej próbie nie oceniać: „czy to jest moja pasja?”, tylko zapytać siebie: „czy było mi choć trochę dobrze?”, „czy chciałabym spróbować jeszcze raz?”, „czy czułam ciekawość albo spokój?”.

 

Czasem problemem nie jest brak zainteresowań, tylko zmęczenie, obniżony nastrój, lęk przed oceną albo przekonanie, że wszystko musi mieć sens i efekt. Jeśli ma Pani poczucie, że nic nie cieszy, nic nie wciąga, trudno się zmobilizować i trwa to długo, warto też porozmawiać z psychologiem, bo może chodzić nie tylko o hobby, ale o ogólny spadek energii i przyjemności.

 

Na ten moment nie musi Pani znaleźć „tego jednego”. Wystarczy zacząć od małych prób i pozwolić sobie być początkującą. Czasem coś, co ma być ważne, zaczyna się bardzo zwyczajnie: od jednej godziny, jednego spotkania, jednego spaceru, jednej kartki, jednego przepisu albo jednej rozmowy.

Serdeczności
Łukasz Dyłka

Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

czytam to i mam takie poczucie, że za tą tęsknotą za „hobby” może kryć się coś dużo większego niż samo znalezienie zajęcia. Bo kiedy pisze Pani o tych ludziach, to brzmi trochę jak podziw nie tylko dla tego, że coś robią, ale też dla tego, jak się przy tym czują.

 

I właśnie to wydaje mi się bardzo ciekawe – co dokładnie stoi za tym podziwem? Jakie jakości Pani tam widzi?

Może radość?
Może poczucie przynależności?
Może lekkość?
Może bycie „kimś” w grupie?
Może poczucie sensu albo tego, że ma się swoje miejsce?

Zgaduję, ale proszę sobie odpowiedzieć na te pytania samodzielnie - może coś się pojawi?

 

I mam wrażenie, że to bardzo dużo mówi nie tyle o samym hobby, ale o tym, czego być może Pani teraz najbardziej potrzebuje albo za czym tęskni.

 

Czasem szukamy pasji, ale tak naprawdę szukamy czegoś, co pozwoli nam poczuć siebie inaczej – pełniej, żywiej, bardziej „na miejscu”. I wtedy bardzo trudno znaleźć coś naprawdę swojego, bo każde zajęcie zaczyna być oceniane przez pryzmat: „czy już czuję się wystarczająca?”, „czy to ma sens?”, „czy jestem w tym dobra?”.

 

W terapii pewnie przyglądalibyśmy się właśnie tym elementom – temu, co pojawia się wokół tych wyobrażeń, jakie historie się z nimi wiążą, czego Pani tam szuka i co to mówi o Pani samej. I może też szukalibyśmy sposobów, żeby te jakości mogły pojawiać się w życiu w różny sposób, niekoniecznie tylko przez „znalezienie idealnej pasji”.

 

Mam też poczucie, że bardzo ważny jest tu temat akceptacji siebie. Tego, jaką osobą Pani jest, co Panią naprawdę ciekawi, co nudzi, czego potrzebuje – nawet jeśli nie wygląda to tak, jak u innych ludzi.

 

I być może właśnie pod tą potrzebą znalezienia pasji – kryje się też potrzeba większego kontaktu ze sobą samą.

 

pozdrawiam,

Martyna Kaleta

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Widzę w Pani tęsknotę za sensem, spełnieniem i czymś, co dawałoby prawdziwą radość oraz poczucie „bycia sobą”. Pojawia się też frustracja i smutek, gdy patrzy się na ludzi, którzy już odnaleźli swoją pasję.Sądzę, że bardzo wiele osób nie odkrywa hobby od razu, często dochodzi się do tego małymi krokami, próbując różnych rzeczy bez presji, że „musi wyjść”. Czasem problemem nie jest brak pasji ale zmęczenie obniżony nastrój albo zbyt duże oczekiwania wobec siebie. Warto dać sobie prawo do szukania i sprawdzania, co naprawdę porusza w Pani ciekawość, nawet jeśli początkowo będzie to tylko drobna rzecz.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka 

Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,
Wiele osób nie odkrywa od razu „swojej pasji”. Bywa, że hobby pojawia się dopiero poprzez próbowanie różnych rzeczy, a nie nagłe olśnienie. Być może dziś bardziej niż „braku pasji” doświadcza Pani presji, że powinna już wiedzieć, co by to mogło być. Warto pozwolić sobie na ciekawość i eksperymentowanie bez oczekiwania, że od razu coś musi stać się „właśnie tym”. Czasem zainteresowanie rodzi się stopniowo, właśnie gdy zniknie presja znalezienia czegoś wyjątkowego.

Pozdrawiam serdecznie
Joanna Cichosz

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

 wcale nie jest taka rzadka sytuacja, jak Ci się może wydawać tylko ludzie rzadko o tym mówią. Wiele osób „ma hobby” trochę przypadkiem, po latach prób, a nie dlatego, że od razu trafili na coś idealnego. To, co opisujesz, to nie brak pasji, a raczej brak momentu, w którym coś „kliknęło”.

Często blokują nas rzeczy, których nawet nie zauważamy  oczekiwanie, że hobby musi od razu dawać radość i sens

porównywanie się do ludzi, którzy już są „dalej”, przekonanie, że trzeba znaleźć „to jedno właściwe” zajęcie

szybkie zniechęcenie, jeśli coś nie wciągnie od razu.  A w praktyce hobby bardzo często zaczyna się neutralnie albo nawet trochę nudno dopiero po czasie pojawia się przyjemność i zaangażowanie.

Zamiast szukać „idealnej pasji”, spróbuj potraktować to jak eksperyment.  Testuj rzeczy bez zobowiązań (np. 2–3 razy i koniec, jeśli nie siądzie) nie oceniaj od razu „czy to jest moja pasja”, tylko „czy to było choć trochę ciekawe”

zwracaj uwagę na drobne sygnały, czy czas szybciej leciał, czy była choć chwila zaciekawienia mieszaj różne typy aktywności: coś fizycznego, coś kreatywnego, coś „manualnego”

Możesz spróbować takiego mini-planu na 2 tygodnie. Wybierz 4 rzeczy, które są choć minimalnie interesujące (np. rysowanie, joga, gotowanie czegoś nowego, nauka czegoś online, spacer z celem fotograficznym)

każdej poświęć 2–3 krótkie sesje (30–60 min) po każdej zapisz jedno zdanie: „co było ok / co mnie irytowało”

To brzmi banalnie, ale pomaga zobaczyć wzorce.

Przykład.  Ktoś myśli: „chcę mieć hobby”. Próbuje rysowania - nuda. Próbuje biegania - męczące. Próbuje robienia zdjęć telefonem - „bez sensu”. Ale po czasie zauważa: najbardziej podobało mu się chodzenie i szukanie kadrów. I nagle wychodzi z tego coś w stylu „spacery + fotografia”, które zaczyna mieć sens.

Nie każde hobby musi dawać ogromne spełnienie. Czasem wystarczy, że  trochę odciąga od myśli, daje małe , poczucie „zrobiłam coś”, nie jest obowiązkiem. I to już jest wartościowe.

 

Marcelina Lipa

Marcelina Lipa

Dzień dobry,

To, co Pani opisuje, jest bardzo częstym doświadczeniem. Brzmi to jak moment, w którym trudno jeszcze uchwycić, co realnie daje Pani przyjemność i poczucie sensu, a co jest tylko „wypełnianiem czasu”.

Warto zauważyć jedną ważną rzecz: to, że inni wydają się mieć pasje, nie oznacza, że oni lepiej wiedzą, co lubią. Często to efekt prób, błędów i wielu rzeczy, które po drodze okazały się nietrafione. Hobby zwykle nie pojawia się jako nagłe olśnienie, a częściej jest efektem sprawdzania różnych aktywności i zostawania przy tych, które choć trochę dają poczucie satysfakcji.

Z Pani opisu wybrzmiewa też trochę porównywanie się i presja, żeby znaleźć coś, co od razu będzie dawać spełnienie. A to może paradoksalnie blokować, bo wtedy każda aktywność musi „zdać egzamin” jako potencjalna pasja, zamiast być po prostu momentem poznawania siebie.

 

Pozdrawiam,

Marcelina Lipa

Karolina Koch

Karolina Koch

Dzień dobry,

To, że tak bardzo tęskni Pani za poczuciem pasji i „czymś swoim”, mówi mi raczej o dużej potrzebie życia bliżej siebie niż o braku zainteresowań czy „nudnej osobowości”.

Często ludzie mają wrażenie, że hobby powinno pojawić się nagle jako wielka pasja i od razu dawać spełnienie. A w rzeczywistości wiele osób odkrywa swoje zainteresowania stopniowo, np. próbując, sprawdzając, czasem nudząc się i szukając dalej.

Zastanawiam się, czy były kiedyś nawet małe aktywności, przy których czuła Pani choć odrobinę przyjemności, spokoju albo traciła poczucie czasu? Nawet jeśli wydają się „mało ważne”. W podejściu Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach, często właśnie od takich drobnych wyjątków zaczyna się odkrywanie tego, co jest naprawdę nasze.

Wszystkiego dobrego!

Karolina Koch

psycholog

Aldona Kozik

Aldona Kozik

Myślę, że najbardziej dokucza Ci nie sam brak hobby, tylko poczucie, że inni mają coś „swojego”, a ty nadal tego szukasz. I kiedy bardzo chce się znaleźć coś, co da spełnienie, łatwo wpaść w rozczarowanie, bo żadna nowa rzecz od razu nie daje tego uczucia.

Prawda jest taka, że wiele osób nie czuje wielkiej pasji od początku. Najpierw pojawia się zwykłe zainteresowanie, chwila spokoju, ciekawość albo przyjemność z robienia czegoś bez celu. Dopiero później rodzi się przywiązanie do tego.

Możliwe też, że za bardzo próbujesz „wymyślić”, co mogłoby być twoje, zamiast obserwować, przy czym naturalnie zatrzymuje ci się uwaga. Czasem pasja nie pojawia się jako olśnienie, tylko jako coś, do czego po prostu chce się wracać.

Życzę Ci znalezienia swojej pasji.

Pozdrawiam, Aldona Kozik

Magdalena Mazur-Laskowska

Magdalena Mazur-Laskowska

Myślę, że bardzo wiele osób ma podobnie. Często wydaje nam się, że inni po prostu „znaleźli swoją pasję”, ale zwykle dochodzili do tego metodą prób i błędów. 

Warto próbować różnych małych rzeczy bez presji, że musisz być w tym dobra albo robić to na zawsze. Czasem pasja zaczyna się od zwykłej ciekawości i dopiero z czasem daje poczucie spełnienia. Powodzenia 🤞 


 

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Szanowna Pani, 

zazdrość, o której Pani pisze, jest w rzeczywistości bardzo cenną wskazówką – to ukryta tęsknota Pani autentycznego „ja” za poczuciem sensu, pasji i życiowej radości. Problem z odnalezieniem hobby często polega na tym, że podchodzimy do tego zbyt zadaniowo, szukając od razu zajęcia idealnego, co rodzi presję i paradoksalnie prowadzi do szybkiego znudzenia oraz frustracji. Aby przełamać tę blokadę, warto porzucić testowanie nowych rzeczy z intencją, że „to musi być to”, a zamiast tego przyjąć postawę czystej, dziecięcej ciekawości i pozwolić sobie na porzucanie zajęć, które po prostu Pani nie bawią. Proszę przypomnieć sobie, co sprawiało Pani bezinteresowną radość w dzieciństwie – czy było to tworzenie czegoś manualnie, ruch, natura, czy może analizowanie historii – ponieważ tam najczęściej kryją się zapomniane źródła naszych dorosłych pasji. Jeśli jednak każda próba podjęcia działania kończy się szybkim zniechęceniem, warto przyjrzeć się, czy pod tym znudzeniem nie kryje się lęk przed tym, że nie zrobi Pani czegoś wystarczająco dobrze, lub ogólne przemęczenie psychiczne, które odbiera zdolność do odczuwania satysfakcji. Odnalezienie pasji to proces, który wymaga czasu i zgody na metodę prób i błędów, dlatego najważniejszym krokiem na teraz jest odpuszczenie presji wyniku i skupienie się na samym doświadczaniu.

Powodzenia

Bożena Nagórska

Zobacz podobne

Jak poradzić sobie z poczuciem beznadziejności po utracie pracy i problemami finansowymi?
Dzień dobry. Nie wiem już, co mam ze sobą zrobić. Czuję się, jakbym była zamknięta w bańce beznadziei, smutku i złości. Czuję się bezwartościowa i beznadziejna, a czasami mam wrażenie, że wszyscy widzą mnie dokładnie tak samo, szczególnie moja rodzina. Kilka miesięcy temu z dnia na dzień straciłam pracę i od tamtej pory wysłałam mnóstwo CV oraz odbyłam kilka rozmów kwalifikacyjnych, ale nikt się do mnie nie odezwał. Nie mam już pieniędzy na rachunki ani nawet na jedzenie i czuję się kompletnie bezradna. Mam wrażenie, że jestem brzydka, leniwa i ciągle oceniana przez rodziców, którzy myślą, że nic nie robię, żeby znaleźć pracę. Przez cały czas myślę tylko o pieniądzach i o tym, jak bardzo spokojniejsza byłabym, mając chociaż tysiąc złotych. Czuję się psychicznie wykończona od ciągłego stresu i porównywania się do innych. Moi znajomi idą do przodu, mają pracę, podróżują, studiują za granicą, a ja stoję w miejscu. Za niedługo kończę 25 lat, a moje życie z miesiąca na miesiąc wydaje mi się coraz gorsze. Nieustannie martwię się brakiem pieniędzy, pracy i wykształcenia. Czuję się zamknięta w bańce rozpaczy, duszę się w niej, ale nie potrafię z niej uciec. Nie mogę przestać myśleć o tym, jak bardzo zawaliłam swoje życie i jak bardzo moja nastoletnia wersja mnie byłaby mną rozczarowana. Przez ciągły stres i smutek nie układa mi się też w związku, a znajomych coraz bardziej unikam, bo ciężko mi słuchać o ich sukcesach. Zaczęły masowo wypadać mi włosy, przytyłam, a jedzenie stało się jedyną rzeczą, która daje mi chwilową ulgę i radość. Wiem, że są ludzie, którzy mają w życiu gorzej, ale nigdy nie myślałam, że moje życie będzie wyglądało w ten sposób. Męczę się sama ze sobą i nie wiem już, jak sobie z tym wszystkim poradzić. Nic nie sprawia mi już radości. Kocham czytać książki i oglądać seriale, ale nawet na tym nie potrafię się skupić przez stres i ciągłe myśli, które mówią mi, że nie zasługuję teraz na odpoczynek ani chwilę spokoju. Mam wrażenie, że moje życie powoli rozsypuje mi się w rękach, a ja tylko bezradnie patrzę, jak tracę samą siebie. Coraz częściej czuję, że tęsknota za przeszłością, w której byłam szczęśliwa, i rozpacz związana z tym, co przeżywam teraz, powoli mnie niszczą. Każdy kolejny dzień wygląda tak samo i coraz bardziej boję się, że już nigdy nie będę potrafiła poczuć się naprawdę spokojna i szczęśliwa
Brak sensu życia, niska samoocena i porównywanie się z innymi w wieku 23 lat – jak to zmienić?
Jak zaakceptować brak sensu w życiu Nic mi już nie sprawia radości robię się coraz starszy i będzie tylko gorzej nie mam żadnego planu nawet chęci do życia wszyscy wokół są lepsi ode mnie więcej osiągają a ja nic nie osiągnąłem pracuje w tej samej pracy od 4 lat i czuję się tylko coraz gorzej w życiu. Ciągle widzę lepszych od siebie ludzi a ja dalej mieszkam z rodzicami i nawet dla nich na pewno jestem przegrywem. Mam 23 lata a wiem że będzie tylko gorzej. O związkach mogę zapomnieć bo i tak nie mam nic do zaoferowania dla kobiet ale wiem że będę samotny całe życie w końcu koledzy i tak kontakt się urwie bo i tak są lepsi ode mnie. Tak naprawdę to nic nie osiągnąłem nie mam żadnego planu na życie i czuję tylko wstyd samym sobą jak bardzo zawiodłem jako mężczyzna widzę tylko tych ludzi innych co są lepsi ode mnie a przy dziewczynach czuje jeszcze większy wstyd bo jestem po prostu nikim szczególnie że nie mam prawa jazdy mieszkam z rodzicami pracuje w zwykłej pracy bez żadnych osiągnięć.
Po stracie mamy i pracy nie potrafię funkcjonować. Moje definicje przestały istnieć i nie wiem, gdzie i kim tak naprawdę jestem.
Chciałam w życiu tylko coś znaczyć! Mam ponad 30 lat, męża i 4 letnie dziecko. Ciążę spędziłam na l4, po urodzeniu dziecka rozwiązano ze mną umowę o pracę, więc nie pracuję w zasadzie od prawie 5 lat. Miałam pracę którą uwielbiałam, która pomogła przetrwać mi najgorszy czas w życiu (poważna choroba i śmierć mamy), niestety firmę zamknięto, ludzi zwolniono ( to było jeszcze przed ciążą). Obecnie otrzymałam diagnozę depresji, fobii społecznej i problemów z zaaklimatyzowaniem się w sytuacji dla mnie trudnych. Czuję, że nic w życiu nie znaczę, czuję jakbym przegrała własne życie. Nie potrafię znaleźć pracy, bo wiem (z góry zakładam), że sobie z niczym nie poradzę. WIEM, że będę wytykana palcami przez pracowników, mam wrażenie, że odniosę porażkę już w pierwszej godzinie. Mam takie poczucie, że wraz z mamy śmiercią, a potem stratą pracy straciłam wszystko co mnie definiowało. Mama była jedyną osobą, która we mnie bezgranicznie wierzyła, która mnie doceniała, która mnie wspierała nawet wtedy, kiedy inni stawiali na mnie krzyżyk! ( a stawiali wszyscy, od nauczycieli przez koleżanki po rodzinę). W pracy wypracowałam sobie pozycję, może nie kierownika, ale pracownika, do którego po pomoc i poradę przychodzili wieloletni pracownicy, do której prezes osobiście przychodził i zlecał zadania, które wymagały bardzo dużego zaangażowania, dokładności i umiejętności. Dziś... jedyne co potrafię to posprzątać i ugotować obiad! Tak bardzo chciałabym coś znowu znaczyć! Zaimponować sobie samej, a boję się podjąć pracę, bo przecież jestem nikim!!
Przekraczane są moje granice przez rodzica i część rodziny, jakbym był niewystarczający. Uczę się, pracuję, dbam i wiem, że mogę odpoczywać.
Za miesiąc kończę 25 urodziny, mieszkam nadal z rodzicem w starszym wieku, ponieważ mieszkanie ma zostać dla mnie oraz nie płacę za rachunki, lecz pilnuje terminów, dokonuje przelewów, zajmuje się zapotrzebowaniem w domu (gdy nie ma wody, to idę itp.). Wszystko pięknie i ładnie, lecz zaczynają mi przeszkadzać komentarze rodzica, np. wczoraj pracowałem przez 12 godzin, wróciłem późno, dzisiaj miałem wolniejszy dzień, ponieważ miałem tylko jednego klienta (godzina pracy) to odpoczywałem, podstawowe obowiązki wywiązałem, jedynie zapomniałem o tym, że umówioną mam wizytę u fizjoterapeuty wraz z tym rodzicem (2 wizyty pod rząd, umówione ponad miesiąc temu) przypomniałem sobie dopiero, gdy specjalista odwołał wizytę, nie przypomniał (miał do tego prawo, chociaż jestem przyzwyczajony, że specjaliści dzień wcześniej wysyłają chociaż przypomnienie). Po tej mojej gafie powiedziałem rodzicowi i dopiero się rozpoczęło. Ja się lenie, nic nie robię, tyle do roboty a ja nic, skończy mi „kawalerkę“ (była w pokoju moja dziewczyna po pracy) i nie powiem, rodzic wyprowadził mnie z równowagi, bo po studiach próbuje rozwinąć skrzydła, nie wychodzi mi jeszcze na tyle, aby pójść na swoje, ale działam. Ta sytuacja jest jedną z wielu. Ostatnio były reprymendy, że jak moja dziewczyna do nas przychodzi po pracy, to idzie się położyć i chce abym z nią poleżał (ostatnio jest tego więcej, bo też ma więcej stresu [dowiedziała się o guzie w mózgu, studia, praca]) wywiązała się z tego rozmowa, że „ta dziewczyna“ rodzicowi się nie podoba, bo siedzisz w pokoju, nic nie robisz etc. Po wytłumaczeniu sytuacji, nie nastąpiło jakiekolwiek zrozumienie rodzica. Podkreślę, że ja zawsze wolałem spędzać wolniejszy czas, tym bardziej, gdy jest zimno, w swoim pokoju, bo czuję się komfortowo i po poznaniu dziewczyny nic się nie zmieniło, tylko przed poznaniem dziewczyny to nie przeszkadzało (nie przeszkadza, gdy nie ma dziewczyny a odpoczywam w pokoju albo uczę się, bo dalej się dokształcam). Są ciągle docinki, dzisiaj padła z ust taka: „zamiast leżeć, powinieneś ogarnąć przy garażu“ (jest przestrzeń przy garażu, przez który wcześniej weszły koty i nasmrodziły). Mam już powoli tego dosyć, bo są przekraczane moje granice, ostatnio pomimo tego, że sam sobie przygotowuje ubrania to ten rodzic zaczął przygotowywać dla mnie ubrania, bo tak powinienem się ubierać. Zamykam swój pokój, bo gdy był otwarty to wchodzono do niego, rozwalano i nie sprzątano, bo to mój pokój. Np. gdy moja starsza siostra przyjeżdża z dziećmi to tam są zapraszane dzieci, bawią się, delikatnie porysowały mi ścianę, pobrudziły pościel, przeglądały moje rzeczy i gdy znajdowały słodycze to zjadały (nie częstowały się). Po napomnieniu jest bagatelizowanie albo stawianie mnie w gorszym świetle, bo zakazuje, a Oni nie szanują moich próśb, żeby tak nie robili albo chociaż pytali się czy tak mogą (wejść, skorzystać z mojego telewizora/sprzętu). Nie wiem co robić, na ten moment nie zarabiam tyle, aby wynająć coś, poduszki finansowej też za dużej nie mam, a praca na ten moment też nie jest pewna, bo to początki. Jakby ktoś mógł coś podpowiedzieć.
Przez limit nieobecności na studiach bardzo boję się zachorować. Często łapię infekcje.
Witam! Mam na imię Maja, mam 22 lata i aktualnie kończę III rok studiów na kierunku lekarskim. Nigdy wcześniej nie miałam takiego podejścia, ale od momentu, kiedy pod koniec zeszłego roku przeszłam półpasiec, boję się poważniej zachorować. Kiedy chodziłam do szkoły logiczne dla mnie było, że skoro zachorowałam no to trudno - zostaję w domu i się kuruję. U mnie na studiach niestety liczba nieobecności jest bardzo ograniczona, a przekroczenie tego limitu nierzadko może skutkować po prostu niezaliczeniem przedmiotu (potem wszystko zależy od humoru i dobrej woli kierownika kliki/katedry/zakładu) - myślę, że stąd moje obawy przed poważniejszą chorobą i dłuższą nieobecnością. Niestety sprawia mi to kłopot, bo często sama stawiam sobie też diagnozy gorsze niż jest w rzeczywistości - np. miałam zwykłą infekcję i potem kaszel poinfekcyjny, który po dwóch tygodniach przeszedł - obawiałam się, że to krztusiec, a kiedy zauważę nawet najzwyklejszą krostę na ciele - bacznie ją potem obserwuję. Faktem jednak jest, że ostatnio miewam obniżoną odporność - co prawda moja lekarka rodzinna to trochę ignoruje, że jestem u niej co miesiąc max. dwa z jakąś infekcją, ale zamierzam to skonsultować z innym z lekarzem, choć co prawda pani doktor luźno wskazała, że może być to spowodowane stresem. Prawda jest taka, że miałam rok temu poprawkę dość poważnego i ciężkiego przedmiotu - biochemii, więc w zasadzie nic nie odpoczęłam (miałam wolnego w sumie 3 tygodnie tylko, ale i tak się już myślało o kolejnym roku). Czy warto mój problem skonsultować z psychologiem, czy po jakimś czasie i wypoczynku psychicznym samo przejdzie? Dziękuję z góry za wszystkie odpowiedzi :D
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!