Suela Wójcikiewicz
Dzień dobry,
Słyszę w Pani pytaniu troskę, ale też bezradność. To naturalne, kiedy widzi Pani swojego partnera cierpiącego, a jednocześnie nie ma wpływu na jego decyzje.
Z perspektywy pomocy terapeutycznej najważniejszy jest kontakt to, co dzieje się „tu i teraz” między Panią a partnerem, a nie próba naprawienia go. Nie może Pani zmusić go do terapii ani „wyleczyć” go swoją troską. To ważne do przyjęcia, bo inaczej łatwo wpaść w rolę ratownika, która wyczerpuje obie strony.
Kilka rzeczy, które może Pani zrobić:
Mówić o sobie, nie o nim. Zamiast powiedzieć „powinieneś iść do terapeuty”, spróbować: „martwię się o ciebie, widzę że cierpisz i chciałabym, żebyś miał wsparcie, bo sama nie umiem ci pomóc w tym, co przeżywasz”. To zostawia mu przestrzeń na decyzję, a Pani daje autentyczność zamiast presji.
Nazywać własne granice. Ma Pani prawo powiedzieć, czego potrzebuje w tej relacji i czego nie jest w stanie unieść sama. To nie jest egoizm to warunek tego, żeby Pani też miała siłę być obok niego.
Zadbać o siebie. Bycie partnerką osoby w kryzysie psychicznym jest obciążające. Warto, żeby Pani miała własne wsparcie, np. bliskich, znajomych. To jest konieczność.
Jedna rzecz jest jednak istotna: jeśli w jego słowach pojawiają się sygnały myśli samobójczych, poczucie beznadziei czy bezpośrednie mówienie o tym, że „nie ma sensu żyć” to sytuacja wymagająca szybszej reakcji. Warto wtedy sięgnąć po pilną pomoc, na przykład skontaktować się bezpośrednio z lekarzem psychiatrą, nawet bez jego pełnej zgody na terapię.
Pozdrawiam, życzę siły i cierpliwości
Suela Wójcikiewicz















