Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Partner nie opiekuje się swoimi dziećmi, ciężko mi sobie z tym radzić.

Dzień dobry, mam pytanie, otóż mam partnera od 9 lat, on ma córkę z poprzedniego związku, ale piecze mają dziadkowie(od strony jego byłej partnerki), bo oboje rodziców mają odebrane prawa, partner już miał odebrane, jak ona była mała, kiedyś miał możliwość widywania się z dzieckiem(byłam na początku ciąży) i szczerze powiem czułam się jak piąte koło u wozu, nie zachęcał, abym się do nich zbliżyła czy coś, po czasie miał możliwość odzyskać prawa, ale po dłuższym namyśle stwierdził, że nic z tym nie zrobi, bo już na nowo ma mieć swoją rodzinę i tak się stało - zaszłam w drugą ciążę i tak życie leciało, moje dzieci mają 8 i 3 lata, w dzień ojca partner dostał życzenia od byłej córki i pytała o to, dlaczego ją zostawił itp. Ona już ma 13 lat, a ja znowu stanęłam jak pod ścianą, co robić, jeśli ona będzie się chciała z nim spotykać? Ja wiem, że nie zaakceptuje tej sytuacji, bo widzę momentami jakie podejście ma do naszych dzieci, np. sam nie wyjdzie z nimi na spacer, nie wyjeżdżamy nigdzie, po prostu sam nie zajmuje się dziećmi. Sama popadam w paranoje, czy sama stwarzam problem?

Katarzyna Organ

Katarzyna Organ

Szanowna Pani

 

myślę, że to, co warte jest podkreślenia, to nie to, że stwarza Pani problem, a raczej go nazywa. Pisze Pani, że partner mało uwagi poświęca dzieciom, naturalne jest, że może Pani czuć obawę w tej sytuacji. Proszę pamiętać, że to partner ponosi odpowiedzialność za relację ze swoją córką.
Jeśli zdecyduje się ją odbudować – to jego obowiązkiem jest zadbać o to, aby było to w sposób dojrzały, uwzględniający także Pani i Wasze dzieci. Natomiast jeśli się odsuwa, unika odpowiedzialności, nie komunikuje swoich decyzji – to Pani nie jest winna temu chaosowi. Pani tylko doświadcza jego skutków i nie ma wpływu na jego przeszłość ani decyzje, które podejmował (lub których unikał). Może spróbować Pani porozmawiać z partnerem na ten temat, jak to widzi i jak sobie wyobraża tą sytuację. Czy ma na nią jakiś pomysł, jednak jak już napisałam, to jego odpowiedzialność i myślę, że zasadnym byłoby postawienie granic i odpowiedzenie sobie na pytania: Co będzie dla Pani do przyjęcia, a co nie? Czy jest gotowość wspólnie zmierzyć się z przeszłością, czy partner to unika? Czy Pani chce i może w tym uczestniczyć, czy jednak potrzebuje postawić pewne granice emocjonalne?

 

z pozdrowieniami

Katarzyna Organ

psycholog, psychoterapeuta w trakcie szkolenia

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry,

 

Pani pytanie porusza naprawdę ważne i złożone sprawy – zarówno dotyczące relacji partnerskiej, jak i trudnych emocji związanych z dziećmi i rodziną. To nie jest „paranoja”, tylko naturalna reakcja na sytuację, która dotyka bardzo delikatnych uczuć: potrzeby bycia ważną, bezpieczną, szanowaną w relacji.

 

Jeśli partner nie angażuje się w wychowanie Waszych dzieci, a teraz wraca temat kontaktu z jego córką z poprzedniego związku – nic dziwnego, że budzi to w Pani niepokój i może też uruchamiać pytania o jego odpowiedzialność, zaangażowanie i szczerość. Wątpliwości są uzasadnione, zwłaszcza jeśli przez lata brakowało otwartości i wspólnego budowania więzi rodzinnej.

 

To, co może Pani zrobić teraz, to przede wszystkim zadbać o siebie – uczciwie wobec siebie samej nazwać, czego Pani potrzebuje w tej relacji, jakie granice są dla Pani ważne i co Pani czuje, gdy te granice są przekraczane. Taka rozmowa z partnerem – spokojna, ale konkretna – może pomóc ustalić, jak on widzi swoją rolę jako ojca i partnera. Warto w tej rozmowie nie tyle oceniać, co mówić o sobie: "Czuję się odsunięta, kiedy..." albo "Potrzebuję wiedzieć, na czym stoję".

 

Jeśli rozmowy nie przynoszą zmiany, warto rozważyć konsultację z psychologiem lub terapeutą – nawet samodzielnie. Taka pomoc może wesprzeć Panią w odzyskaniu jasności i siły do stawiania granic, które będą chronić Panią i dzieci.

 

Przesyłam Pani dużo siły,

Justyna Bejmert

Psycholog

Karolina Bobrowska

Karolina Bobrowska

Dzień dobry,

Dziękuję, że podzieliła się Pani swoją historią. To bardzo złożona sytuacja, która z pewnością niesie za sobą wiele różnych uczuć i emocji. Pojawiający się niepokój, poczucie zagubienia czy bezradności w obliczu tego, co może się wydarzyć, to naturalne reakcje, gdy staje się wobec sytuacji, która dotyka wielu obszarów życia.


Z opisu wynika, że przez lata to Pani była główną osobą zaangażowaną w codzienne życie Waszej rodziny, szczególnie w opiekę nad dziećmi. Brak zaangażowania partnera w życie domowe i rodzicielskie może rodzić frustrację, zmęczenie, a także potrzebę zabezpieczenia tego, co już udało się Pani zbudować. To zrozumiałe, że temat 13-letniej córki może wzbudzać niepokój. W takiej sytuacji ważne jest, aby Pani miała przestrzeń, w której może jasno wyrazić swoje uczucia i potrzeby. Pani stanowisko, obawy i granice mają znaczenie. Warto, by rozmowa z partnerem odbyła się w atmosferze otwartości i wzajemnego szacunku - z naciskiem nie tylko na to, co się wydarzyło w przeszłości, ale też na to, co obecnie jest ważne dla Pani i dzieci.
 

W sytuacjach, które budzą tak silne emocje, pomocne może być również wsparcie z zewnątrz - z kimś z rodziny lub przyjaciółką lub rozmowa z psychologiem, który może pomóc uporządkować myśli, nazwać potrzeby, znaleźć spokój w tym, co dziś trudne. Taka rozmowa daje przestrzeń, by spojrzeć na sytuację z różnych perspektyw bez oceny, z uważnością na Pani emocje i doświadczenie.
 

Chcę podkreślić, że Pani potrzeby jako kobiety, partnerki i matki są ważne. To, że próbuje Pani zrozumieć i zadbać o swoje granice, to przejaw troski o siebie i swoją rodzinę. Ma Pani prawo szukać jasności, bezpieczeństwa i równowagi w swoim życiu. 

Pozdrawiam serdecznie
Karolina Bobrowska
psycholog

Patrycja Kurowska

Patrycja Kurowska

Dzień dobry,

dziękuję za podzielenie się tą trudną i złożoną sytuacją. Z pani wiadomości wynika, że przeżywa Pani bardzo dużo niepokoju, niepewności i bolesnych uczuć – zarówno przeszłe doświadczenia związane z córką partnera, jak i obecne obawy o to, jak może rozwinąć się ta relacja w przyszłości. To zupełnie zrozumiałe, że czuje się Pani zagubiona i staje przed ścianą, zwłaszcza gdy widzi Pani, jak partner odnosi się do rodzicielstwa w kontekście zarówno swoich dzieci z Panią, jak i córki z poprzedniego związku.

Pani uczucia – niepokój, poczucie bycia pominiętą, a nawet wątpliwości, czy sama stwarza problem – są ważne i zasługują na uwagę. To naturalne, że taka sytuacja budzi silne reakcje, szczególnie gdy dotyka kwestii tak fundamentalnych jak relacje w rodzinie, lojalność i poczucie bezpieczeństwa.

Warto, aby Pani miała przestrzeń, by przyjrzeć się tym uczuciom i potrzebom w atmosferze wsparcia i zrozumienia. Konsultacja psychologiczna mogłaby pomóc uporządkować tę sytuację, nazwać to, co trudne, i zastanowić się nad możliwymi sposobami radzenia sobie z nią – zawsze z poszanowaniem Pani granic i decyzji.

Jeśli miałaby Pani ochotę porozmawiać o tym głębiej, zachęcam do rozważenia kontaktu z psychologiem – czy to w formie indywidualnej, czy nawet wsparcia dla par, jeśli partner byłby otwarty na dialog. To mogłoby pomóc znaleźć rozwiązania, które uwzględnią dobro wszystkich zaangażowanych osób, w tym Pani dzieci.

Ważne, by Pani nie zostawała z tym sama. 

Z wyrazami zrozumienia, Patrycja Kurowska

Kacper Urbanek

Kacper Urbanek

Dzień dobry!

Rozumiem, że ta sytuacja budzi w Tobie dużo niepokoju i poczucia zagubienia. To naturalne, że po tylu latach i budowaniu wspólnej rodziny możesz czuć się zdezorientowana, zwłaszcza jeśli partner nie wykazuje zaangażowania w wychowanie Waszych dzieci, a nagle pojawia się temat jego córki z poprzedniego związku. Warto szczerze porozmawiać z partnerem o Twoich obawach i o tym, jak widzicie przyszłość także w kontekście ewentualnych spotkań z jego córką. Nie chodzi o to, by odcinać dziecko od ojca, ale żebyście wspólnie ustalili, jak wprowadzić to w Wasze życie tak, by nie powodowało to chaosu ani napięcia. Nie jesteś „sama problemem", Twoje emocje są ważne i zasługują na wysłuchanie. Jeśli rozmowy będą trudne, warto rozważyć wsparcie terapeutyczne, by spokojnie przepracować ten temat.

 

Z pozdrowieniami 

Psycholog, diagnosta 

Kacper Urbanek 

Zobacz podobne

Czy ucieczka z toksycznego związku to przesada? Przemoc psychiczna i ekonomiczna
Dzień dobry uciekłam z dzieckiem od partnera, dziecko ma 3 lata, dodatkowo jestem w ciąży. Często zastanawiam się, czy przesadzałam, czy wina leży we mnie, czy faktycznie to ze mna jest problem. Brakuje mi pieniędzy, bo wyszlam bez niczego. Prosze przeczytajcie ten dlugi post i powiedzcie, czy ja przesadzalam i zniszczyłam rodzine, czy uratowałam siebie i dzieci? Argumenty, przeciwko mojemu powrotowi: - nie można na niego liczyć, sama w ciąży sprzątałam mój dom i nosiłam ciężkie kartony, bo On nigdy nie mial czasu (oprócz grilla w niedziele I resztę niedziel, które spędzał u rodzicow, ale ja na jego pomoc nie zaslugiwalam, zreszta mówił, ze moj dom to burdel i nora) - Brak szacunku, kiedy przy jego pracowniku opowiadałam o jakimś kraju, ze fajnie się tam wybrać to uslyszalam "gowno widzialas, gowno wiesz" ( sam nigdzie za granicą nie byl) teksty typu " ale z Ciebie blondynka" - nie mogłam powiedzieć nic miłego o niczym i nikim innym, po urodzinach dziecka pochwaliłam jeden prezent - skończyło sie straszna awantura, ze chwale gówniany plastik, a nie jego ciezko pracę i jestem żałosna ( zrobil drewniany domek, ktory chwaliłam dzien wczesniej, ale cieszyłam sie, ze nasze dziecko bawi sie innym prezentem) - po tych urodzinach wyciągnął z gniazdka kabel od telewizora, bo jestem nieposłuszna i nie zadzwoniłam do wszystkich zapytać czy dojechali ( chcialam odpocząć, urodziny na 25 osob, początek ciazy, ktorą zle znosilam) - ustalanie wszystkiego tylko z rodzicami I z siostrą (wyjazd na urodziny do chrzesniaka o 21 dostalam smsa od jego siostry, z wytycznymi, zupełnie innymi, niż to co ustalilismy ze soba) - razem z siostrą ustalili jak bedzie wyglądać ogrod i zaczęli robic, ja zostałam zaproszona do pracy, nigdy nikt mnie nie zapytal o moje zdanie (Zwróciłam Michalowi uwagę) jego siostra stwierdzila, ze ma zamówić jakieś rośliny, a On stwierdzil, ze teraz zapyta Wioli, jej odpowiedz: "niby od kiedy pytasz jej o cokolwiek" - przemoc ekonomiczna - nigdy nie zostałam do niczego do pisana, byliśmy razem od 5 lat, od 3 mieszkaliśmy i w tym czasie niby razem budowaliśmy dom i niby razem kupiliśmy samochód i niby razem pracowaliśmy na wspólny majatek. Dom na jego rodzicow, samochód na niego, proszenie bez przerwy o przelewy( nie zostalam nigdy dopisana do zadneho jego konta- On twierdzil, ze nie mogl. Klamstwo, niedawno dzwonilam na infolinii i to zweryfikowalam), mieliśmy kredyty ( moj hipoteczny 1700, na sprzet w jego domu 817 i maly 299), chcialam wrócić do pracy, ale do tej nie mogłam(bo jemu nie odpowiadalo), nie bylo zlobka dla dzieci (rok oczekiwania)- On twierdzil, ze da rade nas utrzymac. Średnia przelewów od lipca do czerwca tego roku to 6000 zlotych, z tego 3000 zlotych na kredyty, z tego prezenty na wszystkie okazję, zakupy do domu, ubrania również dla niego i zdarzało się, z tej kwoty oplacanie na przyklad jakiejś faktury (3000) zlotych. Problem byl coraz większy i musiałam prosić o pieniądze na kredyt, przelew na 1000 zlotych, dwa tygodnie proszenia, kolejny przelew. W ostatnim miesiacu kupowałam tabletki do zmywarki i papier toaletowy na paypo. I jeszcze wzięłam kredyt na siebie, nie będąc do niczego dopisana - Staś budził sie każdej nocy, często płakałam, chcial byc noszony, sikał co kilka minut w nocy. Tylko ja mogłam Go usypiac i nosić w nocy. Teraz śpi przez całe noce, jest szczęśliwy i uśmiechnięty - po śmierci mojej babci, z ktora bylam bardzi związana mowil, ze 'przewraca sie w grobie jak na mnie patrzy" - uzależnienie id pornografii ( poprosił mnie kiedyś o sprawdzenie mapy) - okazało sie, ze kobiety sa wszędzie - facebook, instagram, wiadomości od mezczyzn, zapisane strony ze zdjeciami, nawet olx - nie chce wiedzieć co na olx bylo, bo to juz jest bardzo dziwne( to bylo 2 lata temu, nie mam pojęcia jak teraz i czy ma to znaczenie, po takim czasie) - kiedyś usypialam dziecko, a On przyszedł z awantura, prosilam, zeby zaczekał, aż położenie dziecko spać i wtedy porozmawiamy ( nie miało to dla niego znaczenia, wychodzil, dopiero kiedy zaczynałam płakać lub krzyczeć z bezsilnosci) - kiedy cos mowilam, ze mi przeszkadza zabierał dziecko do babci ( bo nie bedzie z psychopatka), szedł do rodzicow I dzwonil, ze mam wpaść na obiad jak gdyby nic, a tam o ile poszłam, bo kiedyś chodziłam ( później juz oczywiscie nie) zaczynal kłótnie od nowa robiąc widowisko dla wszystkich i czekając na potwierdzenie i na to, zeby wszyscy mnie krytykowali - jak jeszcze sie kłóciliśmy ( bo po czasie ja iuz nic nie mowilam, chcialam tylko spokoju) On dzwonil po mame, tate i siostre, ewentualnie jego mama przychodziła na drugi dzien i tłumaczyłam mi, ze nie powinnam tak robic - strasznie, ze jak odejdę to On ma pieniadze i wynajmie najlepszego adwokata I i tak zabierze mi dziecko. Mówienie, ze ja niszczę rodzine i niczego nie potrafię docenic, a On I jego rodzina sa wspaniali - Zero wspólnego spędzania czasu, czas wspólny to na gospodarstwie z jego rodzina - codziennie powinnam sie z dzieckiem meldować na gospodarstwie, bo dla dziecka tam jest plac zabaw, a nie jakieś place zabaw - jak pojechałam z dzieckiem rowerem na plac zabaw to dowiedzialam sie, ze : " jestem pegerusem" i mam zakaz! Lepiej, żebym tego znowu nie zrobiła ( oczywiscie On sie martwił, ze ktoś nas moze rozjechac) - kiedyś zapomnialam zadzwonić, ze jadę do miasta to musiałam słuchać pol godzinnego wykładu o braku odpowiedzialnosci i co ja odwalam, jestem chora i moja rodzina niczego mnie nie nauczyła ( musiałam meldować wyjazd i przyjazd, kazdy - kazde wyjście na plac zabaw itd.) - to bylo z troski, a ja jestem nienormalna - On bardzo chcial dziecko (jak znajdę w ciaze wyprowadzimy sie do miasta, 15 km od jego gospodarstwa), jak zaszłam w ciaze to temat sie urwał, groziło mi poronienie i cala ciaza byla zagrożona, w każdej chwili mogłam poronic, a mieszkalam sama w domu. Bal sie nawet rodzicom powiedzieć, dowiedzieli sie ostatni. Dopiero jego rodzice na koncowce mojej ciazy powiedzieli, ze powinniśmy mieszkać razem u nich w domu - i od tej pory On zaczął powtarzać to samo. Na moj argument, ze mielismy mieszkac w mieszkaniu wszyscy mnie wysmiali, ze jak to, przrciez On jest rolnikiem i nie bedzie mieszkal 15 kilometrow dalej, co ja sobie wymyslilam. On udawal, ze nigdy tak nie powiedzial.Dopiero w szpitalu jak urodziłam dziecko podjęłam decyzje, ze spróbujmy. - jak poroniłam.druga ciaze, zostawiłeś mnie sama ( mimo, iz lekarz mowil, ze ktoś powinien przy mnie byc, bo moglabym dostac krwotoku, ale to bardzo rzadki przypadek) pojechał z wujkiem ogladac samochody, On tlumaczy to, tym, ze zapytal mnie czy moze jechac. " wujek tyle nam pomogl, musze jechac z nim ogląda samochody, tyle zrobil w naszym domu" odpowiedziałam tylko rob jak chcesz - nie ma Go w domu od poniedziałku do soboty od 6 do 21, albo i dłużej w niedziele wychodzi rano, wpada na kilka godzin do domu i albo idzie wieczorem znowu do rodzicow, albo najlepiej powinniśmy spędzać tam całe niedziele ( ostatnie tygodnie tylko tam) kiedy On bedzie sie dzieckiem zajmował? - jak miałam.jechac w moje rodzinne strony to zawsze byl problem, albo trzeba bylo gotować objawy dla pracowników, albo samochód sie psuł, albo po co ja w ogóle tam jadę, jak Stasiu byl Mały to ja sobie nie poradze ( rodzicom wmawialam, ze tez tak mysle, ze po prostu sobie nie poradze) - zaloze firme i założysz mini I szpilki i będziesz tam sprzedawac, pochylisz sie pokażesz co nieco to i części będą szły ( obrzydliwe)
6‑letnie dziecko, natrętne myśli, przymusowe zachowania i agresywne słownictwo – co robić, czy iść do psychologa?
Witam od około kilku miesięcy mam problem z 6 letnia córka która ma jakieś dziwne zachowania nie wiem czym spowodowane, zaczęło się od jakiejś głupiej myśli "mama ja ciągle myślę o tym żeby robić zeza" i myślałam że się wygłupia. Potem zaczęła mówić to częściej, robić to np w ukryciu, płakać że nie chce tak robić ale coś jej każe tak robić w głowie. Wieczor przed zaśnięciem godzina płaczu "mama pomoż chce mi się robić zeza". Próbuję odwrócić jej uwagę, tłumaczyć, że to tylko taka niedobra myśl, że musimy ja zwycięzyc, że jak przychodzi jej ta myśl to, żeby myślała o czymś innym. Do tego doszedł teraz inny problem, buty na rzepy, ściska tak paski rzepów, że je urywa. Zanim pójdzie na salę z przebieralni, albo wyjdziemy na spacer to 10 razy poprawia rzepy,żeby jak najmocniej. Stopa tak ściśnięta że aż boli i biała. Ile się nagadałam i nic. Mówie jej nie raz, że mama Ci pomoże z tym sobie poradzić,ale musisz posłuchać, np mówię "zapne Ci buty tak normalnie jak powinny być, idz tak na salę, zwalcz ten głos w głowie co każe ci ściskać i zobaczysz że dzień dwa ci przejdzie" , ale zaraz mówi że nie da rady i ściska. Psuje buty w tydzień, urywa paski, psychicznie jestem już wykończona. Do tego doszła taka złość brak szacunku nienawiść do wszystkiego. Usłyszy ze ktoś gdzieś ktoś krzyczy i jest "ktos drze ryja", albo coś się jej nie uda "walnięte głupie durne to ". Wszystko głupie, wszystko durne, wszystko posrane. Okropne słownictwo, nie wiem skąd. Jak dam kare lub na coś nie pozwolę np "wiem że chcesz iść bardzo na plac zabaw ale jest już bardzo późno i bardzo bym się martwiła" to jest odpowiedź "durna głupia gówno matka ". Czasami nawet przeklnie. Reaguje wtedy i mówię że nie pozwalam na takie słowa w tym domu, zrobiłam nawet listę na drzwiach gdzie jednym z punktów jest nie mówimy brzydkich słów. Jak reaguje to mówi to specjalnie żeby mnie denerwować. Czy mam nie reagować? Żeby nie uznała ze pozwalam na takie zachowanie. I jak rozwiązać problem butów, natręctw i złości, wyzywania wszystkich i wszystkiego wokół. Będę wdzięczna za każdą odpowiedź, czy takie dziecko trzeba zabrać do psychologa czy przeczekać? Bo ja się wykończę nerwowo też.
Jak przekonać tatę do terapii online po śmierci mamy?
Dzień dobry, mam konsultacje psychologiczne, ale my mamy tylko 10 (na razie miałem 1 z 10) konsultacji psychologicznych interwencyjnych z uwagi na śmierć mojej mamy. Ale psycholożka zaleciła mi, abym po jej konsultacjach miał dłuższą terapię. W sumie nie wiem, dlaczego tak zaleciła, ale okej. I tu jest problem, bo tata powiedział, że mam mieć terapię stacjonarną, a ja zdecydowanie bardziej wolę mieć terapię online z moją byłą psycholożką, psychoterapeutką poznawczo-behawioralną (CBT), bo bardzo bardzo ją lubię. I nie wiem, jak namówić tatę na terapię online z moją byłą psycholożką? Będę bardzo wdzięczny za wszystkie odpowiedzi i z góry za wszystkie dziękuję.
Nie pamiętam kiedy szczerze się z czegoś cieszyłam...
Będzie długo, ale muszę. Witam, mam 46 lat, nieco ponad 20 lat pracuje w szkole, w tym od 12 lat na stanowisku pedagoga szkolnego, ok. 400 uczniów. Mam rodzinę: męża, syna 15 latka, własne mieszkanie, stały dochód. Wydawałoby się że nie powinnam narzekać... A jednak czuje się totalnym przegrywem. Odkąd pamiętam byłam dzieckiem zakompleksionym, ale przy tym bardzo samodzielnym, bo mnie i siostrę wychowywała mama. Jako nastolatka moje kompleksy nasilały się a alkohol w rodzinie powodował że miałam poczucie winy za wszelkie żale jakie mama czasem na mnie wylewała. Ojciec bywał w domu kilka razy w roku, pracował w kopalni, był alkoholikiem. W szkole średniej dobrze się czułam, bo miałam zgrane grono koleżanek, chłopaków nie miałam, bo zwyciężały moje kompleksy. Gdy poszłam na studia pedagogiczne- na Śląsku, aby ojciec choć trochę pomógł mi finansowo, wtedy starałam się wszystko trzymać w ryzach, a by nie zawieść pokładanych przez rodziców we mnie nadziei... Jedyna z rodziny wyżej wykształcona... I owszem, noty były wysokie, studia pięknie zdane, ale wyhodowałam sobie anoreksję. Trwało to jakieś 3-5 lat, po skończeniu studiów przeszło w bulimię - kolejne 2-lata. Szybko zaczęłam pracę, ale nie w szkole, tylko gdzie się dało aby być samowystarczalną. Potem praca w szkole, przez pierwsze kilka lat miałam poczucie , że ja w szkole jestem tylko na chwilę , bo czuję że do niej nie pasuje. Ale w międzyczasie poznałam swojego obecnego męża, potem ciąża, ślub. Cieszyłam się, bo lekarze nie dawali mi szansy, że zajdę w ciążę. W końcu nadeszła propozycja abym objęła etat pedagoga. Zgodziłam się, choć się panicznie bałam, że sobie nie poradzę. Przed pracą musiałam wypalić papierosa. Na szczęście rzuciłam palenie zupełnie. Stres w pracy towarzyszy mi bardzo często. Jeszcze kilka lat temu stres spalałam poprzez sport: chodzenie na spacery, z koleżankami na kijki, ćwiczyłam w domu z Chodakowską. Zaczęłam intensywniej ćwiczyć gdy musiałam zająć się schorowaną mamą, zamieszkała ze mną, a ja czując że potrzebuje więcej krzepy przy opiece nad mamą zaczęłam ćwiczyć aby się wzmocnić. Mama zmarła 7 lat temu, pochowałam ją, siostra przyjechała tylko na chwilę na uroczystości pogrzebowe bo dostała przepustkę z ZK... W pracy bardzo dużo obowiązków i dochodziły nowe, bo się na to zgadzalam... Aby pokazać że nikogo nie zawiodę.nWtedy miałam pierwszy raz w życiu epizod ataki paniki. Nadeszła pandemia i pomyślałam że to nawet lepiej bo odpocznę od środowiska szkolnego, ale grubo się pomyliłam. W rodzinie- syn cały prawie dzień przy komputerze, ja zresztą też... Mąż który swoją frustrację zaczął wyładowywać na synu. Załamałam się, bardzo często w nocy płakałam, problemy ze snem. Po pandemii wróciliśmy do szkoły, nadeszły wakacje i myślałam że też wszystko wróciło do normy. Ale poczucie smutku i pustki wcale nie znikło, wrex narastało. Postanowiłam że zasięgnę pomocy u psychologa, bo mogą to być symtopmy depresji. Poszłam na 2 spotkania z psychologiem, ale właśnie wybuchła wojna na Ukrainie i dopadłanie myśl, że sobie coś wkręcam. Ludzie właśnie przeżywają prawdziwe dramaty, jest wojna a ja będę pieniądze na pierdoły wydawać, bo nie mam z kim porozmawiać. Więc terapię przerwałam. Już wtedy poważnie myślałam o zmianie pracy, czułam że to wypalenie zawodowe. Ale przecież gdzieś pracować trzeba, rachunki połacić. Poza tym inni majalą gorzej a ja się nad sobą użalam. Rok temu syn nie zdał w kl. 1 liceum, powtarza klase... To mnie trapi okrutnie dodatkowo. Jeszcze bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że szkoła to nie jest miejsce dla mnie-jestem już szczerze zmęczona rozwiązywaniem problemów cudzych dzieci i ich rodziców. Gdy w wakacje widzę gdzieś skupisko dzieci to mam ochotę uciekać. Trzy lata temu zapisałam się na język niemiecki, bo chciałam go podszkolić abym miała lepsze perspektywę innego zatrudnienia. Ale gdzieś od kwietnia tego roku coś we mnie pękło: już nie mam siły się starać, porzuciłam niemiecki tłumacząc sobie że i tak nie odwaze się porzucić szkoły, bo przecież nic innego nie potrafię robić. Nie mam ochoty na sport, a o seksie już nie wspomnę, nie istnieje. Bardzo mało rozmawiam z mężem, z synem też nie zadurzo, bo twierdzi że nasze rozmowy i tak zawsze kończą się nagabywaniem go o naukę, odrabianie lekcji etc. Czuję pustkę, do pracy chodzę, wypełniam swoje obowiązki, dyrekcja cały czas mnie chwali za zaangażowanie a ja czuję że się za chwilę udusze. W nocy często myślę, że dobrze by było abym na coś poważnie zachorowała, wtedy odpoczelabym od szkoły. Boje się powiedzieć dyrekcji, że bardzo chciałbym skorzystać z urlopu zdrowotnego. Działam w trybie autopilota, nie pamiętam kiedy ostatnio szczerze się z czegoś cieszyłam. Nawet czytanie książek mi nie idzie, bo czuję że niewiele pamiętam z tego co przeczytałam. Dlatego też rzuciłam dalszą naukę niemieckiego, bo nic z tego nie pamiętałam. Jeszcze parę miesięcy temu syn często pytał: Mama, co ty taka smutna? Teraz już nie pyta, już mu to spowszedniało. Nie chcę aby taką mnie zapamiętał, przez to czuję że jako matka bardzo nawaliłam. Strecilam wiarę, straciłam sens, ot taka sobie przykra wegetacja...
Zmęczony mąż, praca w firmie i brak wsparcia w domu - jak sobie radzić?

Dzień dobry. Niepokoi mnie, a właściwie również męczy zachowanie męża. Mamy własną firmę, mąż bardzo dużo pracuje i jest notorycznie zmęczony. W domu nie robi kompletnie nic. Jak już jest, to telefon nie wychodzi mu z ręki - sporo pracujemy telefonem (prowadzimy firmę transportową) no ale tik tok jest na porządku dziennym. 

Uwagi zwrócić nie można, bo on się odstresowuje. 

Ja również pracuję, robię w naszej firmie wszystko oprócz jazdy i szeroko pojętego planowania. Dodatkowo zajmuje się dziećmi, domem, psami, mężem. On uważa, że głównie to on pracuje. Teksty - ja będę gotował obiadki (bo w tej dziedzinie chyba mnie tylko widzi) a Ty jedz w trasę, przygotuj mnie na wyjazd (chodzi o proste rzeczy jak nawet wyjęcie jedzenia z lodówki - tylko że to mam zrobić ja) zrób mi zakupy, wypierz mi czapkę, potrafi zrobić awanturę, że sprzątam łazienkę i czuć chemią, gdzie to ja głównie w tej chemii siedzę. 

Awantura o brak pasty do zębów (używa 2 na zmianę - muszą być dwie zawsze) o brak nitki, kulki pod pachę, skarpet (ma jakieś sto par, ale zawsze jest awantura o skarpety), że mało, zawsze mało. Takie absurdy mogę mnożyć. Teraz nawet jak to piszę, jest mi wstyd. Chyba bardziej siebie, że w tym trwam. Jestem wykształconą, Zaradną kobietą a pozwoliłam się tak poniżyć. Od wielu lat nie dostałam od męża nic- bo on uważa, że skoro mam wolny dostęp do konta, to on nie musi się starać, bo zakupy go stresują. Dzieci są już nastolatkami, ale wiedzą, że liczyć mogą tylko na mnie. Dodatkowo wiecznie robi z siebie biednego, zmęczonego, chorego. Dziś, kiedy źle się czuł, najpierw kazał zrobić sobie herbatę, potem zrobił awanturę, że za słodka a na koniec wyszedł obrażony, że źle się czuje i musi jechać do pracy. Po kłótni nie odbiera tel. Potrafi go wyłączyć kiedy, wie, że ja nie mam pojęcia jak pokierować pracą ludzi. Ostatnio było tak już dwa razy. To był dla mnie tak duży stres, że dostałam ataku paniki. Nigdy nie przeprasza, bo on uważa, że wszystko jest zawsze moją winą. Zastanawiam się, czy to, co on robi to egoizm, narcyzm, czy jakieś zaburzenie. 

Patrzę na niego i zastanawiam się jak mężczyzna może siedzieć na kanapie z tel w ręku, kiedy ja noszę kamień na ogrodzie z dziećmi, kosze trawę, robię po prostu wszystko.

zaburzenia zachowania

Zaburzenia zachowania - przyczyny, objawy i metody wsparcia

Zaburzenia zachowania to problem zdrowotny wpływający na życie osoby i jej otoczenia. Warto poznać objawy, by w razie potrzeby wiedzieć, kiedy skonsultować się ze specjalistą. Wczesna diagnoza i leczenie mogą znacząco poprawić jakość życia.