Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Siostra uzależniona od alkoholu i groźby samobójcze – czy mam ją ratować, czy zadbać o siebie?

Treść wrażliwa
Witam. Od jakiegoś roku nie utrzymuję kontaktu z moją najstarszą siostrą, jest uzależniona od alkoholu, ma 39 lat i mieszka z mamą. Mama doskonale o tym wie, ale też jest w tej sytuacji bezsilna, bo nie ma podstaw, by zamknąć ją na odwyku lub zrobić coś co by pomogło, bo siostra nie robi awantur w domu (na szczęście). Ostatnio dostałam wiadomość od wspólnej znajomej, żeby ją ratować bo masakra, oraz, że wygaduje "głupoty" typu, że ona wejdzie pod pociąg, albo skądś skoczy. Ja zdaje sobie sprawę jaka jest jej sytuacja, że jest to masakra i, wiem, że nie pomoże się komuś kto tej pomocy nie chce. Uważam, że ja mam swoje życie, którym muszę się zająć, nie mogę być niczyją ratowniczką (bo jak sądzę to byłoby chore) gdybym wplątała się w coś co jest trudne i niemal bez wyjścia, jak nie całkowicie bez wyjścia. Moje pytanie brzmi, co zrobić w takiej sytuacji? Choć odpowiedź nasuwa się sama: zaopiekować sobą i skupić na swoim życiu, chyba tak będzie najlepiej. Nie mogę brać odpowiedzialności za czyjeś życie, każdy ma swoją drogę i albo wyciąga z niej jakieś wnioski, albo nie. Na szczęście dla mnie, chodzę na psychoterapię ponieważ gdzieś tam, mam inne swoje rzeczy do ułożenia w głowie. Dziękuje i pozdrawiam.
Jessica Gagola

Jessica Gagola

Witaj, to o czym piszesz to bardzo częsty scenariusz w wielu domach. Jako dzieci jesteśmy bezbronni ale w dorosłym życiu mamy wpływ na wiele rzeczy i jesteśmy odpowiedzialni sami za siebie. Jeśli czuje ze jestem chora a moje sposoby nie pomagają idę do lekarza. Tak samo jest w przypadku zdrowia psychicznego. Jeśli czuje , ze jest za dużo w moim życiu i sobie nie radze powinnam zasięgnąć porady specjalisty aby mi pomógł znaleźć odpowiednia drogę do samej siebie. Twoja siostra odpowiada dziś sama za wybory. Skoro ma problem to powinna chcieć go rozwiązać. Nikomu nie będziemy w stanie realnie pomoc jeśli on sam tego nie będzie chciał. Skoro w życiu przychodzi nam zmierzyć się z takimi sytuacjami to najważniejsze jest oddzielić poczucie obowiązku gruba linia. I zadbanie o siebie. Skoro uczęszczasz na terapie to myślę ze najlepiej to pytanie zadać terapeucie gdyż zna Ciebie i Twoja historie głębiej.  Życzę wszystkiego dobrego dla Ciebie!

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Pani podejście jest bardzo dojrzałe i zgodne z zasadami zdrowego stawiania granic w relacji z osobą uzależnioną. Ma Pani rację – nie da się uratować kogoś, kto nie wyraża chęci zmiany, a próba bycia „ratownikiem” najczęściej kończy się destrukcją własnego życia.

W sytuacji bezpośrednich gróźb samobójczych, o których Pani usłyszała, jedynym skutecznym i bezpiecznym rozwiązaniem jest poinformowanie służb (np. wezwanie karetki lub policji), jeśli istnieje realne podejrzenie zagrożenia życia – to one mają narzędzia do interwencji kryzysowej, których Pani nie posiada. Skupienie się na własnej terapii i ochronie swojego spokoju jest w tym przypadku najlepszą decyzją. Odpowiedzialność za wybory dorosłej siostry leży po jej stronie, a Pani ma pełne prawo do życia własnym życiem, wolnym od ciężaru jej uzależnienia.

Pozdrawiam

Bożena Nagórska

Przestrzeń Relacji Centrum Psychoterapii

Przestrzeń Relacji Centrum Psychoterapii

To, co opisujesz, mocno obciąża emocjonalnie, zwłaszcza że dotyczy bliskiej osoby i sytuacji uzależnienia. Z Twojej wypowiedzi widać jednak dużą świadomość i zdrowe podejście do granic. Masz rację w tym, że nie jesteś w stanie „uratować” osoby, która nie chce pomocy. W procesie wychodzenia z uzależnienia kluczowa jest gotowość samej osoby i bez niej nawet duże zaangażowanie bliskich osób nie przynosi trwałej zmiany.

Jednocześnie pojawia się tu jeden istotny element, którego nie warto pomijać- komunikat o możliwym odebraniu sobie życia. Nawet jeśli padł on pod wpływem alkoholu czy jest przez innych bagatelizowany, wymaga uważności. W takiej sytuacji nie chodzi o wchodzenie w rolę ratownika na co dzień, ale o adekwatną reakcję w momencie zagrożenia. Jeśli miałabyś z nią bezpośredni kontakt i takie słowa by padły, warto zapytać wprost, czy myśli o zrobieniu sobie krzywdy, a w sytuacji realnego ryzyka skorzystać z pomocy systemowej, np. kontaktując się z pogotowiem lub informując mamę. To nie jest przejmowanie odpowiedzialności za jej życie, tylko reagowanie na zagrożenie.

Poza tym masz pełne prawo nie wchodzić w rolę osoby, która kontroluje czy próbujebuje ją wyciągać z uzależnienia, to często prowadzi do współuzależnienia i dużych kosztów emocjonalnych. Jeśli zdecydujesz się na kontakt, może on polegać raczej na jasnym komunikacie: że jesteś dostępna, jeśli będzie chciała skorzystać z pomocy, ale bez nacisku i bez brania odpowiedzialności za jej decyzje.

Jakub Butkiewicz

Jakub Butkiewicz

Szanowna, Pani
Pani postawa świadczy o dużej świadomości własnych granic, co jest kluczowe w relacji z osobą uzależnioną. Warto zadać sobie pytanie, na ile próba „ratowania” jest realnie w Pani zasięgu, a na ile stanowiłaby jedynie przejęcie odpowiedzialności za cudze wybory, co rzadko prowadzi do konstruktywnej zmiany. W sytuacjach bezpośredniego zagrożenia życia istnieją odpowiednie służby interwencyjne i to one, posiadają kompetencje do działania w takich momentach. Skupienie się na własnych celach i kontynuowanie terapii to najskuteczniejszy sposób na ochronę własnych zasobów przed emocjonalnym wyczerpaniem. To, co robi Pani dla siebie, jest wyrazem dbałości o zdrowie psychiczne, a nie brakiem empatii. 
Pozdrawiam serdecznie.

Dorota Kuffel

Dorota Kuffel

Witaj

Opisujesz sytuację z dużą świadomością. I jednocześnie doświadczasz trudnych emocji, którymi targane są osoby z rodzin, gdzie istnieje problem uzależnienia i ryzyko zagrożenia życia. Istnieje taka możliwość w której deklarujesz wsparcie osobie uzależnionej, ale z perspektywa pójścia na detoks a potem terapię. Możesz zaoferować pomóc w załatwieniu formalności i organizacji. I swoją obecność potem ale rzeczywiście dopóki siostra nie podejmie decyzji albo nie znajdzie w sytuacji zagrożenia życia nic więcej zrobić nie możesz. 

Przytulam

Dorota

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Witam!

 

  Dziękuję, że podzieliłaś się tą trudną sytuacją. To brzmi naprawdę ciężko, zwłaszcza gdy dotyczy bliskiej osoby. Masz rację, że odpowiedź częściowo nasuwa się sama, a priorytetem jest opieka nad sobą i swoim życiem. Ale pozwól, że rozwinę to krok po kroku, bo w takich przypadkach warto mieć jasny plan, by uniknąć poczucia winy czy chaosu.

Uzależnienie od alkoholu to choroba, która wymaga zgody osoby dotkniętej na zmianę, bez tego interwencje rzadko działają długoterminowo. Ty nie jesteś tapeutą ani ratowniczką, a wplątanie się w to mogłoby Cię wypalić emocjonalnie. Terapia, na którą chodzisz, to super krok, kontynuuj ją, bo pomaga przetwarzać takie rodzinne dynamiki. Twoja siostra ma 39 lat, mama jest obok, a groźby samobójcze to sygnał alarmowy, ale nie Twoja wyłączna odpowiedzialność.

Groźby typu "wejdzie pod pociąg" to nie żarty. Dzwoń na 112 lub 999, jeśli jest pilne ryzyko (np. wiesz, że jest pijana i wychodzi). Możesz też anonimowo zgłosić do lokalnego ośrodka interwencji kryzysowej (np. telefon zaufania 116 123, czynny 24/7, bezpłatny). Nie musisz się angażować osobiście .

 Zadzwoń lub napisz, by potwierdzić, co wiesz. Powiedz coś w stylu: "Słyszałam o groźbach, martwię się, ale nie mogę tego wziąć na siebie. Co mama myśli?". To pokazuje troskę bez brania roli bohaterki. Jeśli mama jest bezsilna, zasugeruj jej kontakt z Al-Anon (grupy dla rodzin alkoholików, spotkania online/stacjonarne w Polsce, np. al-anon.org.pl).

Jeśli odezwie się siostra, bądź empatyczna, ale stanowcza: "Martwię się o Ciebie, ale nie mogę Cię uratować. Rozważ pomoc specjalisty". Znajomej odpowiedz: "Rozumiem troskę, ale to nie moja rola.  Zasugeruj jej terapię lub infolinię". Blokada kontaktu na rok była zdrowym wyborem i trzymaj się tego, chyba że sama zechcesz.

Kontynuuj terapię , porozmawiaj o tym z terapeutą, bo takie sytuacje budzą stare rany. Dołącz do grupy wsparcia, np. Al-Anon lub fora online (np. na Facebooku grupy dla dorosłych dzieci alkoholików).

Dbaj o codzienne rytuały: sport, hobby, przyjaciele. to buduje odporność.

Każdy ma swoją drogę, jak mówisz, siostra musi chcieć pomocy (np. AA, terapia uzależnień via NFZ). Ty nie bierzesz za nią odpowiedzialności, ale zachowując dystans z empatią, dajesz jej przestrzeń na wybór. Jeśli kiedyś będzie gotowa (np. poprosi o pomoc trzeźwa), wtedy pomyślicie o kontakcie. Na razie chroń swoje życie, to nie egoizm, to mądrość.

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Myślę, że to, co Pani niesie, jest bardzo ciężkie: z jednej strony troska o siostrę, z drugiej potrzeba ochrony siebie. Obie te rzeczy mogą istnieć jednocześnie.
Sądzę, że ma Pani rację: nie da się uratować kogoś wbrew jego woli ale jednocześnie, gdy pojawiają się słowa o odebraniu sobie życia, warto potraktować je poważnie  np. przekazać informację mamie albo odpowiednim służbom, jeśli sytuacja wygląda niepokojąco, to nie jest „ratowanie na siłę”, tylko reagowanie na zagrożenie.Najważniejsze, żeby nie zostawała Pani z tym sama i nie brała na siebie odpowiedzialności za decyzje siostry.Na chwilę refleksji:
Gdzie kończy się Pani odpowiedzialność a zaczyna odpowiedzialność siostry?
Co jest dla Pani „wystarczającą” formą reakcji, po której może Pani spokojniej wrócić do swojego życia?
Jak może Pani zadbać o siebie, kiedy wraca lęk lub poczucie winy?

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka 

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


to bardzo trudna i obciążająca sytuacja. Ma Pani prawo czuć bezsilność, zmęczenie i potrzebę zadbania o siebie. Nie jest egoizmem stawianie granic - nie ponosi Pani odpowiedzialności za decyzje Pani dorosłej siostry.

 

Natomiast jeśli pojawiają się realne groźby dotyczące odebrania sobie życia, warto potraktować je poważnie i zgłosić to bliskim lub odpowiednim służbom (112), ale nie oznacza to, że musi Pani brać na siebie rolę ratownika.

 

To, że korzysta Pani z psychoterapii i dba o siebie, jest bardzo ważne. Czasem największą pomocą jest właśnie zachowanie zdrowych granic i troska o własne życie.

 

Lista placówek dla osób uzależnionych: https://kcpu.gov.pl/mapa/

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

Zobacz podobne

Czuję się przytłoczona po traumie - czy powinnam wrócić do psychiatry?
Witam. Niecałe 5 lat temu nastąpiła dla mnie traumatyczna sytuacja życiowa z mężem( w skutek zażywania amfetaminy przez jakiś czas, mąż zaczął mieć urojenia dotyczące moich rzekomych zdrad) przeszłam dla mnie myślę horror:( po wizycie u psychiatry dostałam leki po diagnozie " inne zaburzenia nerwicowe" niestety brałam je krótko, przerwałam leczenie ponieważ razem z mężem pokonaliśmy razem te trudności, mamy 4 dzieci a najmłodszy syn ma 18 miesięcy. Niestety w ostatnim czasie w szkole syna pojawiły się problemy, widzę teraz jak odbiły się na mnie, mam duże wahania nastrojów, raz jestem agresywna( bez przemocy fizycznej) a za chwilę płaczę a poczucie winy sprawia że mam pełne objawy fizyczne tj. Bóle pulsowanie głowy, ból brzucha z uczuciem trzęsienia się brzucha, sztywnienie nadgarstków i palcy u rąk, "góla" w gardle, bardzo szybkie bicie serca, kołotani, zimne poty itp. Z domu nie chce mi się wychodzić, każde wyjście w załatwienu sprawy jest dla mnie przytłaczające" że znowu muszę iść i rozmawiać z ludzmi" przez co zawalam dużo spraw, bardzo odbija się to na mężu ponieważ to w nim szukam wtedy winy o wszystko:( sama sobie ze wszystkiego robię problem, nie ma dla mnie pozytywnych myśli, zawsze jest coś co przekona mnie żeby jednak zrezygnować z danych rzeczy, w tym roku pierwszy raz byłam nad morzem z rodziną i nawet chwilę nie cieszyłam się z tego, wszystko ma dwie barwy białe i szare. Planuje wrócić do psychiatry, czy to konieczne czy ten zły czas minie jak wtedy? Dziękuję
Uzależnienie od leku z kodeiną. Boję się syndromu odstawienia.

Witam wstydzę się poprosić kogoś o pomoc, ale już nie daje rady tak żyć. Rok temu miałem kaszel i dostałem w aptece lek z kodeiną a że wcześniej miałem problemy z narkotykami szybko się wkręciłem w kodeinę i biorę codziennie od roku, próbowałem odstawić, ale góra dwa dni potrafię wytrzymać, później to już nie daję rady, tak z łóżka wstać nie wiem. Co robić, nie wiem do kogo się zwrócić o pomoc, bo już mam dość takiego życia, chodzenia po aptekach, oszukiwania bliskich - w ogóle odsunąłem się od całej rodziny, od kolegów i koleżanek, staram się spędzać tylko sam i co chwilę muszę mieć przy sobie paczkę tych leków i to strasznie wpływa na moje zdrowie i stosunki w pracy i wszystkie kłopoty jakie mam, to przez to. Naprawdę potrzebuję pomocy, nie wiem co robić nawet nie wiem jak to napisać, żeby ktoś mnie zrozumiał - boję się, że już nigdy z tego nie wyjdę, a nie chcę tego mówić tylko się boję tych stanów, które się ma jak się odstawi. No to jest nie do wytrzymania.

Problem z alkoholem w związku - jak sobie radzić?
Dzień dobry. Na wstępie przepraszam, że mogę pisać trochę nieskładnie, ale nadal jestem pełna emocji. Od dwóch lat jestem w związku z chłopakiem, który jak się okazało ma problem z alkoholem. Zauważyłam to rok temu kiedy zamieszkaliśmy razem - chce podać kilka przykładów trudnych dla mnie sytuacji które od tamtego czasu wystąpiły. - Sierpień 2025 - wychodzenie z psem, do piwnicy, do samochodu pod różnymi pretekstami a jak się później okazało żeby się napić. Po jednej z większych kłótni pojechałam spać do domu moich rodziców. Następnego dnia przyjechał przeprosić (ale nie sam z siebie, ja mu dałam do zrozumienia że już dawno powinien stać pod moimi drzwiami). Przeprosił i musiał na chwilę po coś wyjść. Wrócił pijany. Przegadaliśmy i dłuższy czas było okej. - luty 2026 - trochę się pochorowałam i mój troskliwy chłopak kazał mi leżeć w łóżku a on się wszystkim zajmował. Jak się okazało był to świetny pretekst żeby pić nie zauważonym w kuchni. - Maj 2026 - poszliśmy na urodziny i trochę za dużo wypił o czym go poinformowałam - obiecał że więcej dzisiejszego dnia nie wypije. Jednak długo czekać nie musiałam bo po chwili przyszedł jego kolega i polał mu Kieliszek wódki. Mimo że siedziałam obok bez zastanowienia go wypił, a potem wypił jędzę kolejnych innych. Skończyło się tak, że ja przepłakałam pół imprezy a on musiał zostać odprowadzony do taksówki. Następnego dnia usłyszałam że nie potrafię się bawić i robię problem z niczego. Dopiero koledzy w pracy uświadomili go, że jednak problem jest. Przepraszam nie usłyszałam. - Czerwiec 2026 - tydzień temu (środa) podczas spaceru z psem wypił piwa i wrócił do domu wypity. Pokłóciliśmy się o to i przez kolejne dni się do niego nie odzywałam. Przed wczoraj dowiedziałam się, że mimo to w czwartek wypił setkę a przez weekend butelkę wódki. Od dwóch dni niemal bez przerwy płacze. Nie potrafię odbudować do niego zaufania. Niemal codziennie zastanawiam się czy dzisiaj coś wypije czy nie, sprawdzam szafki i piwnicę. Czuję się dla niego przez te sytuacje nieważna. Po ostatnich sytuacjach powiedziałam, że albo idzie na terapię albo się rozstajemy - usłyszałam że nie pójdzie bo nie problemu, napicie się kilka razy w tygodniu jest normalne. Dopiero po rozmowie z kolegami stwierdził, że jednak się zapisze na terapię - mam wrażenie że mimo to nadal nie widzi problemu. Ja cały czas płaczę a on nic z tym nie robi, wypomina mi, że ja mu wykrzykuje to jak się zachowuje i jak się z tym czuje - twierdzi że tylko wbijam mu szpileczki. I z tym akurat ma rację, ale ja już nie mam siły. Coraz bardziej chce odejść a jednocześnie się tego boję. Nie mam pojęcia co robić
Ojciec alkoholik awanturuje się i nie daje żyć mnie i mojej partnerce. Pomagam mu, a on tego nie docenia i nie szanuje. Mam już dosyć, co robić? Jestem w kropce!
Hej. Mam wiele problemów ze sobą, ale obecnie głównie chodzi mi tylko o jeden, przez którego nie mogę w spokoju żyć. Opiszę w skrócie problem, bo żeby to wszystko zrozumieć to zapewne nikomu nie będzie się chciało tego czytać. Kilka miesięcy temu zamieszkała u mnie dziewczyna, mój ojciec mieszka na parterze. Mój ojciec jest alkoholikiem od bardzo dawna, na początku było OK potem zaczął się czepiać, nie jeść obiadów, mówić, że nie dostał, czepiać się dziewczyny o garażowanie w garażu auta itd.. Dziewczyna nie wytrzymała raz, drugi i.... Teraz był ten trzeci raz, gdzie ojciec czekał, aż dziewczyna wyjdzie z łazienki, żeby się doczepić o różne rzeczy.. Jest to opisane przeze mnie w delikatny sposób, ale w tych awanturach jest złość, wyzwiska, agresja. Gdy jest takie coś, ja i moja dziewczyna boimy się zejść, skorzystać nawet z łazienki, a serce bije mi, jakby miało wyskoczyć.. przez całe życie miałem ciężko, więc pewnie jest to powodem. Nie boję się odezwać do ojca i powiedzieć swoje, ale to nic nie zmienia, regularnie co 3 tygodnie jest taka akcja, tak być nie może. Ja potrzebuję spokojnego już życia, ojciec jest po 60-stce i jak wspomniałem, alkoholikiem siedzącym co dzień w domu. Ojciec nie potrafi sobie siąść na przysłowiowej "dupie" i dać ludziom żyć, tylko wymyśla non stop problemy których nie ma. Gdy jest dobrze to rozmawia z moja dziewczyna, dziewczyna też próbuje do niego odzywać się, mimo to, co mówił parę dni wcześniej " dla świętego spokoju ". Nic złego nie robimy mu, on tylko siedzi w domu i dwa razy do sklepu po alkohol i mógłby sobie dalej tak żyć, byleby się nie wtrącał w nasze życie ... Nie chciałem nic robić, bo myślałem ze może się coś wyklaruje czy coś, ale niestety nie.. Nie chciałem robić mu problemów, chcę żyć w zgodzie - żyję w przesądzie, że ojcu nie mogę nic złego zrobić i się go słucham nawet dla świętego spokoju ,mimo to, że jestem grubo po 20stce, po urzędach, po szpitalach to ja z nim jeżdżę i dostaję takie podziękowanie. Chcę z tym skończyć, bo ja też chcę mieć jakieś życie a to nie jest życie, bo nie pozwolę, żeby ktoś czaił się na moją dziewczynę, żeby jej ubliżyć i zwyzywać... Mam wrażenie, że ojciec nie może się pogodzić z tym, że on jest sam, a ja nie... Albo nie może się pogodzić, że ja mam kogoś i jemu to przeszkadza, bo chciałby, żebym był sam "DLA NIEGO??" Takie dwie teorie wysnułem, choć nie wiem, co już mam sobie myśleć.. Proszę o pomoc, Proszę o pokierowanie mnie. Jestem w kropce, nie wiem, w którą stronę mam się ruszyć, żeby skończyć to, co on robi.. Dziękuje i pozdrawiam
Czemu mam tiki nerwowe?
Czemu mam tiki nerwowe?
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.