
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Rozstałam się z...
K.M
Kamila Jakubowska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Usunięty Specjalista

Zobacz podobne
Aktualnie jestem w wieku 30+. Mój problem ciągnie się za mną odkąd poszedłem do szkoły jako dziecko, do zerówki. Od samego początku moich kontaktów z rówieśnikami byłem przez nich odrzucany. Nie w formie agresji, ale w formie pomijania. Po prostu sobie byłem, ale nikt kompletnie się mną nie interesował. Jakieś tam powierzchowne relacje się pojawiały, ale nigdy nie było to takie prawdziwe zainteresowanie w stylu: chcemy, abyś się z nami bawił i nam na tym zależy, chcemy, abyś był w naszej grupie i nam na tym zależy. Ten problem ciągnął się przez całą podstawówkę i gimnazjum. W liceum przerodził się on w typowe prześladowanie i bullying. Paradoksalnie, pomimo że powodowało to u mnie dużo więcej cierpienia, to było to bardziej dla mnie zrozumiałe, bo było to jasne i otwarte atakowanie mnie. Potem przyszły studia i wszystko wróciło do tego pomijania mnie, niewidzenia. W czasach studiów, zmęczony już tym, że nie miałem nigdy normalnych relacji, zacząłem sam aktywnie zabiegać o to, aby mieć jakichś znajomych i takie typowe życie studenckie jak każdy na studiach. Kosztowało mnie to dużo wysiłku i napięcia: kombinowania, przysiadania się celowo do kogoś na wykładach, celowego wymyślania, o czym by tu zagadać, aby nawiązała się jakaś relacja. Nie było tu ani trochę naturalności, ani spontaniczności. Wszystko zaplanowane, wymyślane, aby podtrzymać rozmowę, co też było dla mnie mega męczące. Coś tam udało się ulepić i jakieś relacje stworzyć z pewną grupą, ale właśnie – jakieś relacje, a nie fajne, prawdziwe, normalne relacje, jakie ludzie mają. Oczywiście gdybym nie zabiegał o utrzymanie się w tej grupie, to wypadłbym z niej, bo nikomu nie zależało na tym, abym z nimi był. To wszystko miało też swój skutek w relacjach z dziewczynami, a dokładniej w ich braku. Mną nigdy żadne dziewczyny się nie interesowały. Kompletnie. Byłem dla nich jak powietrze. Oczywiście jakieś powierzchowne relacje na gruncie koleżeńskim, tzw. przy okazji, się zdarzały, ale nigdy nie było nic więcej. Nawet kiedy ja inicjowałem jakieś relacje, to niby coś było powierzchownego, ale gdybym ja nie zabiegał o tę relację, w sensie starał się ją utrzymać i odpuścił, to druga strona nie wykazywała żadnej chęci kontynuowania – na zasadzie: „zależy mi na relacji z tobą, chcę z tobą być i ja też się o ciebie jakoś postaram”. Oczywiście nie muszę wspominać, że ma to swoje pewne skutki w postaci braku pewnych doświadczeń co aktualnie jest dla mnie tez powodem do wstydu na tyle dużego aby nawet o tym wprost tu nie pisać. Całe życie byłem i jestem dobrym człowiekiem. Od dziecka w żaden sposób nikogo nie krzywdziłem. Zawsze byłem otwarty na innych i w mojej obecności każdy mógł czuć się swobodnie. Kilka razy nawet zdarzyło się, że ktoś powiedział mi, że jestem inny niż wszyscy – w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Kilka osób było np. zaskoczonych, że traktuje ich uczciwie, a co było dla mnie normą. Uczciwie, że nie przekazuje nikomu co powiedziano mi w tajemnicy, uczciwie, że nie staram się nikogo wykorzystać. Zawsze mnie to trochę dziwiło, że innych to dziwi. Ale mimo to nikt nigdy nie był zainteresowany żadną bliższą relacją, nikt niczego nie kontynuował. Szlag mnie trafia i zawsze trafiał, kiedy czytałem o tym, jakich facetów szukają dziewczyny. Niby pasuje idealnie, a jednak każda zawsze omijała i omija mnie szerokim łukiem. Bardzo ciężko opisać tutaj całe moje życie i jak to wyglądało w różnych kontekstach, ale można to sprowadzić do jednego, chyba najtrafniejszego mianownika – „Nikomu na mnie nigdy nie zależało i nie zależy.” Nikomu nigdy nie zależało i nie zależy na tym, abym był jego znajomym. Nikomu nie zależało i nie zależy, abym był jego kolegą. Nikomu nie zależało i nie zależy, abym był jego przyjacielem. Nikomu nie zależało i nie zależy, abym był jego chłopakiem. Od 2009 roku interesuję się intensywnie samorozwojem i psychologią. Trafiłem na tematykę samorozwoju i psychologii właśnie z tego powodu – pewnego dnia, kompletnie nie rozumiejąc, o co chodzi, po prostu zacząłem szukać w Google porad, jak znaleźć dziewczynę. Tak wpadłem na samorozwój i psychologię. Od tamtego czasu poznałem siebie na wylot (można by napisać księgę, jakie narzędzia i sposoby pracy nad sobą poznałem i opanowałem do perfekcji) – tak mi się wydaje, ale z drugiej strony mój główny problem w życiu nadal istnieje i zaczyna we mnie wzmagać się coraz większa złość z tego powodu, bo kompletnie nie rozumiem, co się dzieje...
Dzień dobry,
Ostatnio z moją partnerką mamy ciężki okres. Kupiłem mieszkanie i chciałbym, żeby się do mnie wprowadziła, ale ona twierdzi, że to za szybko (jesteśmy razem ponad rok). Ogólnie świetnie się dogadujemy, fajnie spędzamy czas.
Miałem dobrą koleżankę, o którą partnerka jest zazdrosna. Ona z kolei ma kolegę, który kiedyś za nią „latał” i chciał z nią być. Czasem wychodzą sobie grupką znajomych na piwo, a ja swoją znajomość z koleżanką musiałem zakończyć.
Mamy po 30 lat. Ona mieszka z siostrą bliźniaczką, która jest z facetem ponad 2 lata i nadal nie chce z nim zamieszkać. To mnie przeraża i boję się, że moja partnerka nigdy się do mnie nie przeprowadzi. Często kłócimy się o moją koleżankę, aż w końcu całkiem zerwałem z nią kontakt. Partnerka jednak pisze mi, że nie chce faceta, który nie szanuje jej lęków. Tylko że ja już ani nie piszę, ani nie spotykam się z tą koleżanką – po prostu chciałbym, tak jak ona, móc czasem wyjść paczką starych znajomych.
I tak się kłócimy. Ona mówi, że nie chce takiego związku, takiego faceta. W emocjach napisałem jej nawet, żeby oddała mi klucze od mieszkania. Wiem, że szczera rozmowa to klucz, ale co robić w takim wypadku?
Mam 30 lat, chcę mieć żonę i dzieci, a nie mieszkać sam i żyć nadzieją, że któregoś dnia ona nagle stanie w drzwiach z walizką. Po naszych kłótniach zdystansowała się. Czuję się wszystkiemu winny, jak zawsze. Coraz częściej wychodzi ze swoimi znajomymi. Ostatnio powiedziała, że nie musimy się widywać codziennie i że potrzebuje przestrzeni. Ale co to ma znaczyć? Przecież to nie brzmi dobrze… bo jeśli kiedyś zamieszkamy razem, będziemy widywać się codziennie.
Ja już naprawdę nie wiem, co mam robić.
Dzień dobry, Jakiś czas temu wydarzyła się sytuacja, która nie daje mi spokoju. Otóż, gdy moja dziewczyna spała, jej spodenki podwinęły się, w sposób ukazujący pośladki, a ja chcąc mieć "pikantne" zdjęcie swojej kobiety, zrobiłem bez jej wiedzy zdjęcie jej pośladków. Jeszcze tego samego dnia zdałem sobie sprawę, że moje zachowanie było niedopuszczalne i wspomniane wyżej zdjęcie natychmiast skasowałem. Jednak cały czas nie mogę sobie poradzić z tą sytuacją, dręczą mnie okropne wyrzuty sumienia, bo potraktowałem osobę, na której mi zależy bardzo przedmiotowo. Czuję się jak śmieć i mam do siebie wielki żal, że tak ohydnie potraktowałem swoją połówkę, nadwyrężyłem zaufanie, bo jak teraz ma się ona czuć przy mnie bezpiecznie, kiedy bez jej wiedzy posuwam się do takich rzeczy.
Moja dziewczyna o wszystkim się dowiedziała, opisała moje zachowanie, jako chore, po czym wyprowadziła się do rodziców. Rozumiem jej zachowanie, bo również i u mnie takie zachowanie budzi wstręt, ale chciałbym poszukać pomocy, gdyż sam nie potrafię odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego posunąłem się do takich rzeczy.

