
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Nagła niechęć do...
Nagła niechęć do wujka chrzestnego przed 18‑tką – skąd taka zmiana uczuć i czy muszę utrzymywać kontakt?
Katarzyna Michalska
Dziękuję za Pani wpis. Bardzo często relacje, które w dzieciństwie dawały nam poczucie bezpieczeństwa, w okresie dorastania zaczynają nas męczyć lub przytłaczać. To naturalne, zmieniają się nasze granice, potrzeby i sposób patrzenia na ludzi.
To, że drażnią Panią komentarze ojca chrzestnego czy jego poglądy, brzmi bardziej jak przeciążenie emocjonalne niż „brak wdzięczności”. Możliwe również, że wcześniej była Pani bardzo mocno zaangażowana w tę relację, a dopiero teraz dostrzega Pani, że jej intensywność nie jest już dla Pani komfortowa.
Co ważne, nie musi Pani demonizować ojca chrzestnego ani szukać „ukrytej prawdy”, aby uzasadnić potrzebę większego dystansu czy swobody w tej relacji. Czasem, wraz z dorastaniem i zmianą naszych potrzeb, relacje przestają być dla nas dobre w takiej formie jak kiedyś i jest to całkowicie normalne.
Nie ma Pani obowiązku utrzymywania bliskości kosztem własnego komfortu, nawet jeśli czuje Pani wdzięczność za to, co kiedyś dla Pani zrobił. Nie jest też Pani odpowiedzialna za czyjeś emocje czy samotność.
Nie trzeba mieć „wielkiego powodu”, by nie chcieć już tak bliskiego kontaktu jak dawniej. I proszę pamiętać: to Pani osiemnastka. Ma Pani prawo decydować, z kim chce spędzić ten dzień, i nie czyni to z Pani złej osoby.
Pozdrawiam,
Katarzyna Michalska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Witam,
Myślę, że w Pani historii bardzo mocno widać proces dorastania i oddzielania siebie od relacji, która kiedyś była bardzo ważna. Czasem dopiero jako nastolatki zaczynamy czuć, że czyjaś obecność przestaje być „nasza”, nawet jeśli ta osoba nie zrobiła nic jednoznacznie złego. Organizm i emocje często szybciej niż głowa wyłapują, gdzie kończy się komfort, a zaczyna napięcie czy poczucie obciążenia. Widzę też dużo wewnętrznego konfliktu między wdzięcznością a potrzebą własnych granic a jedno nie wyklucza drugiego, można być komuś wdzięcznym i jednocześnie nie chcieć już takiej bliskości jak dawniej i naprawdę nie trzeba zmuszać siebie do relacji tylko dlatego, że „tak wypada”.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Bożena Nagórska
Witaj,
To, co czujesz, jest naturalnym sygnałem Twojego organizmu, który domaga się autonomii w momencie wchodzenia w dorosłość. Masz pełne prawo do stawiania granic, ponieważ Twoje ciało poprzez niepokój i niechęć komunikuje Ci, że ta relacja narusza Twoją obecną przestrzeń osobistą. Pamiętaj, że wdzięczność za dobro otrzymane w dzieciństwie nie jest długiem, który musisz spłacać zmuszaniem się do bliskości, a bycie dla kogoś „lekarstwem na samotność” to zbyt wielki ciężar dla młodej osoby. Masz prawo decydować, kto pojawi się na Twojej osiemnastce, ponieważ to Twój dzień i Twoje poczucie komfortu jest w nim najważniejsze. Nie musisz czuć winy za to, że stajesz się samodzielną osobą z własnymi poglądami, a Twoje granice są święte i zasługują na szacunek, nawet jeśli rodzice widzą to inaczej. Jesteś wystarczająca i masz w sobie ogromną siłę, by dbać o swój spokój psychiczny.
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.
Bożena Nagórska
Joanna Cichosz
Dzień dobry,
Relacje, zwłaszcza te bardzo bliskie z dzieciństwa, potrafią zmieniać się wraz z dorastaniem i budowaniem własnej tożsamości. Jako dziecko mogła Pani doświadczać tej relacji jako bezpiecznej, ważnej i wspierającej. Teraz, kiedy staje się Pani dorosłą osobą, naturalnie może pojawiać się potrzeba większego dystansu, autonomii i oddzielenia się od wpływu innych. Mam wrażenie, że dużo emocji budzi w Pani nie tyle sam wujek, ale poczucie obowiązku wobec niego. To, że ktoś był dla nas ważny i zrobił wiele dobrego, nie oznacza automatycznie, że musimy utrzymywać taką samą bliskość przez całe życie albo brać odpowiedzialność za jego samotność czy emocje. Być może właśnie to poczucie „powinności” zaczęło budzić w Pani opór i niechęć. Wspomina Pani też o komentowaniu wyglądu czy poczuciu „duszności” w tej relacji. Nawet jeśli obiektywnie nie wydarzyło się nic jednoznacznie złego, organizm czasem reaguje napięciem lub wycofaniem wtedy, gdy jakaś relacja przestaje być dla nas komfortowa albo zaczynamy odbierać ją inaczej niż kiedyś. Nie trzeba mieć „wystarczającego powodu”, żeby chcieć większego dystansu. I myślę, że to bardzo ważne zdanie, które Pani napisała: że nie chce być czyimś lekarstwem na samotność. To brzmi jak próba postawienia własnych granic, a nie bezduszność. Dlatego warto zadać sobie pytanie „czy pozwalam sobie mieć własne potrzeby i granice, nawet jeśli ktoś może poczuć się z tego powodu smutny?”.
Pozdrawiam serdecznie
Joanna Cichosz

Zobacz podobne
Wyrzuty sumienia, jak z nimi sobie poradzić i jak relacje z mężem naprawić?
Odszedł nasz pies i to wydaje mi się w dużej mierze przeze mnie. Wszyscy go kochaliśmy i mój mąż szczególnie, boję się, że mi tego nie wybaczy. Od dłuższego czasu bardzo chciałam zrealizować marzenie, którego nigdy wczesniej nie mogłam, bo dzieci praca itd. wyjechać na wyspę i tam spróbować żyć, zrobić taki gap year tyle że po 40. Miałam też dosyć szarej zimnej polski w zime. Niestety loty czarterem nie pozwalają przewozić psa cięższego nie 8 kilo na pokładzie, więc mój mąż udał się do weterynarz, która dała psu specjalną karme odchudzającą. Pies miał 14 lat ważył 10, a miałby zejść do 8 kilo. Mąż nie chciał, aby leciał w luku bagażowym, bo jak stwierdziła weterynarz tego by nie przeżył. Nie udało mu się zgubić do naszego wyjazdu wagi tyle, ile trzeba, więc zostawiliśmy go pod opieką moich rodziców. We wcześniejszych latach też wyjeżdżaliśmy na miesiąc i wszystko było ok ,pies nie chorował. Stwierdziliśmy, że jak schudnie i znajdziemy dom dla nas większy( ten co wynajmowaliśmy właściciel nie zgadzała się na zwierzęta) to go zabierzemy. No i niestety pies schudł, ale nie zdążyliśmy go zabrać - odszedł sam, bez nas, nie tak powinno być.
Oboje mamy straszne wyrzuty sumienia, ponieważ myślę, że mógł też umrzeć z tęsknoty do nas, tak powiedział mi mąż w złości, że go zabiliśmy. Też go kochałam, ale miałam te swoje wariacje, naprawdę już w pewnym momencie obsesję o zmianie swojego życia, a teraz bardzo żałuję, jeszcze nie powiedziałam dzieciom, jestem przekonana, że wszyscy będą mnie winić, ponieważ wyjazd to był głównie mój pomysł, moja potrzeba, oni się na to zgodzili.
Jestem w bardzo złym stanie psychicznym i boję się także czy w ogóle mąż mi wybaczy, już mi mówi, że to wszystko przez mój egoizm, też bym chciała cofnąć czas i nigdzie nie wyjeżdżać, bo rodzina jest dla mnie najważniejsza i ją bardzo naraziłam na cierpienie, a Figa rzeczywiście - przyczyniłam się do jego śmierci.
Jak to wszystko naprawić? Kocham męża, kocham moje dzieci, wszyscy będą cierpieć teraz rzeczywiście przeze mnie, jest tak bardzo źle. Cały ten wyjazd chyba zaczyna rozbijać moją rodzinę naczytałam się o wychodzeniu ze strefy komfortu, ale właśnie oni mieli tam dobrze w domu, pies też, a tak jest dla wszystkich tylko niepotrzebne cierpienie, bo ja to wszystko wymyśliłam a mąż mnie wspierał i się zgodził na całe to wariactwo. Teraz ma do mnie ogromny żal i pretensje, ja sama do siebie też, bo nie taki chciałam koniec dla Figa zdala od nas tęskniącego....
Co mam teraz z tym wszystkim zrobić?
Jak z nimi rozmawiać, żeby mi wybaczyli i jak samej sobie wybaczyć? Narazie nie mogę spać i ciągle płacze, wyjazd zmienił się w koszmar. Jutro wracamy do Polski na dwa tygodnie tam być może jeszcze bardziej będzie odczuwalny brak naszego psa. Tyle lat był z nami i naprawdę nie zasłużył na taki koniec. Co robić, proszę o poradę ? Jeżeli chodzi o sam wyjazd to też jestem w ciągłym stresie, ponieważ dzieci nowa szkoła, nowy język, trochę zaczynają narzekać, że chcą do Polski, ja głównie szukam nieruchomości to też generuje bardzo duży stres i teraz jeszcze ta sprawa z psem, chyba rzeczywiście wrócimy do domu, oni są dla mnie bardzo ważni, chce, żeby byli szczęśliwi. Mam nadzieję, że mi wybacza, ja zawsze też kochałam naszego psa chociaż nigdy nie byłam specjalnie dla niego wylewna, ale to był mój pies, którego kupiliśmy zaraz po ślubie, nasze takie pierwsze dziecko, które jednak zaniedbywałam, bo ciągle byłam zmęczona tymi prawdziwymi, które pojawiły się potem, no i na koniec całkowicie go zaniedbałam. Pies kiedyś był pół roku u moich rodziców, jak ugryzł nasza córkę, gdy ta była mała i go dręczyła, ale niestety tym razem nie wzięłam pod uwagę, że jest starszy już, ale też nie wyglądał i nie był chory miał trochę problemów ze stawami, ale dostał na nie zastrzyki i chodził już dobrze. Mój mąż stwierdził, że złamaliśmy mu serce i dlatego umarł i teraz ja siedzę i wyje ,bo może rzeczywiście tak było...za każde słowo nawet srogie dziękuję, czasami mam wrażenie, że w ogóle nie jestem ogarnięta i powinnam być stałym klientem psychologów.
Czy umiarkowana depresja może samoistnie przejść? Osoba nadal pracuje, spotyka się z przyjaciółmi, ma wahania nastrojów. Teraz mówi, że chce być sama i nie wie, co będzie dalej. Powiedziała, że nie kocha mnie ani wszystkiego. Ma też problemy z agresją w mowie, nie umie normalnie wytłumaczyć, tylko w agresji.

