
- Strona główna
- Forum
- zaburzenia nastroju, zaburzenia osobowości
- Jak diagnozuje się...
Jak diagnozuje się chorobę afektywną dwubiegunową? Czy opis przeżyć i brak skuteczności leków wystarczy?
Katarzyna Romaneczko
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Lidia Kotarba
Dzień dobry, chorobą afektywną dwubiegunową (ChaD) diagnozuje lekarz psychiatra na podstawie wywiadu, oceny stanu psychicznego, historii leczenia itp., brana pod uwagę jest także reakcja na antydepresanty, jeśli były one brane.
W kryteriach ICD-10 do rozpoznania ostatecznego zaburzeń afektywnych dwubiegunowych muszą być spełnione następujące warunki:
- -Obecny epizod spełnia kryteria hipomanii, manii, epizodu depresyjnego.
- -W przeszłości stwierdzono co najmniej jeden epizod afektywny (hipomaniakalny, maniakalny, depresyjny, mieszany).
- -Przynajmniej jeden z tych epizodów afektywnych był inny niż depresyjny.
- -Epizody nie są spowodowane używaniem substancji psychoaktywnych ani zaburzeniami organicznymi.
Ostatecznie diagnozę stawia lub wyklucza lekarz, biorąc pod całościową ocenę stanu zdrowia psychicznego pacjenta, dostosowuje leczenie lub kieruje do innego specjalisty.
Pozdrawiam,
Lidia Kotarba
Usunięty Specjalista_tka
Diagnoza choroby afektywnej dwubiegunowej (ChAD) jest dokonywana przez lekarza psychiatrę, o swoich objawach można również powiedzieć swojemu interniście aby pokierował osobę w dalszym diagnozowaniu. Diagnoza to proces, który obejmuje złożony wywiad i analizę historii choroby, w której sprawdza się objawy manii i depresji, to jak długo trwają epizody, otrzymanie informacji o historii chorób psychicznych. W trakcie diagnozy wyklucza się też inne przyczyny, które mogłyby wywołać objawy, różnicuje się ChAd z innymi zaburzeniami. Informacje te można otrzymać w trakcie wywiadu i w trakcie wizyty otrzymać diagnozę. Niektórzy lekarze zlecają dodatkowe badania czy kontakt z psychologiem/psychoterapeutą.
Służę pomocą, Edyta Kwiatkowska
Usunięty Specjalista_tka
Usunięty Specjalista_tka
Dzień dobry. Zaburzenie afektywne dwubiegunowe diagnozuje się przede wszystkim na podstawie dokładnego wywiadu psychiatrycznego, który obejmuje całe dotychczasowe życie pacjenta, a nie tylko aktualny stan. Kluczowe jest potwierdzenie występowania epizodów manii lub hipomanii, czyli okresów wyraźnie podwyższonego nastroju, zwiększonej energii, zmniejszonej potrzeby snu, przyspieszonego myślenia, impulsywności lub ryzykownych zachowań. Sama depresja nie wystarcza do rozpoznania choroby dwubiegunowej. Opis przeżyć pacjenta jest bardzo ważny, ale musi być osadzony w kryteriach diagnostycznych i często uzupełniany informacjami od bliskich, ponieważ osoby w manii lub hipomanii nie zawsze postrzegają swoje objawy jako problem. Brak skuteczności leków przeciwdepresyjnych lub pogorszenie stanu po ich zastosowaniu może być sygnałem ostrzegawczym, ale nie jest podstawą do postawienia diagnozy. Antydepresanty mogą nie działać lub działać słabo z wielu powodów, także przy innych zaburzeniach. Diagnoza wymaga czasu, obserwacji przebiegu objawów, analizy cykliczności nastroju oraz wykluczenia innych przyczyn, takich jak zaburzenia osobowości, uzależnienia, choroby somatyczne czy skutki stresu. W praktyce rzetelna diagnoza dwubiegunowości rzadko opiera się na jednej wizycie i jednym kryterium.
Pozdrawiam, Dagmara Łuczak psycholog
Usunięty Specjalista_tka
Bożena Nagórska
Dzień dobry
Diagnoza zaburzenia afektywnego dwubiegunowego opiera się na szczegółowym wywiadzie psychiatrycznym dotyczącym obecnych i przeszłych epizodów nastroju oraz obserwacji klinicznej.
Opis przeżyć pacjenta i epizod manii wywołany antydepresantami są bardzo silną wskazówką diagnostyczną, jednak pełne rozpoznanie wymaga wykluczenia innych przyczyn (np. schorzeń somatycznych) przez lekarza psychiatrę.
Pozdrawiam
Bożena Nagórska

Zobacz podobne
Witam, Mój problem dotyczy tacierzyństwa, chęci (bądź nie) posiadania dzieci i całej otoczki budowanej wokół tego tematu.
Mam 31 lat, partnerkę o kilka lat młodszą. W związku jesteśmy razem od 5 lat, w tym rok po zaręczynach.
Problemem w naszym życiu, w naszej relacji, jest to, że nie potrafię podjąć decyzji, czy chcę mieć dziecko. Narzeczona twierdzi, że jest gotowa i już chciałaby się starać. Ogląda w internecie koleżanki, które urodziły bądź są w ciąży, przegląda ubranka i zabawki dla dzieci. Twierdzi, że późniejszy wiek to większe ryzyko chorób, powikłań, a do tego dochodzi czynnik "społeczny" – tj. posiadanie rodziców-dziadków. Mam na myśli różnicę wieku dziecko–rodzic. I pewnie wiele innych powodów, których sobie teraz nie przypomnę.
Natomiast u mnie sprawa wygląda tak, że jestem wycofanym, nieśmiałym introwertykiem. Nie lubię ludzi, nie lubię siebie, nie lubię i nie rozumiem otaczającego świata. Zatraciłem hobby, nie mam celów, ambicji, energii do życia... Do tego zaniedbałem się i generalnie nie jestem szczęśliwy. Moja narzeczona jest jedyną osobą, przy której czuję się dobrze, za którą wskoczyłbym w ogień i mogę powiedzieć, że naprawdę ją kocham.
Jeśli o mnie chodzi – leczę się psychiatrycznie od ponad 10 lat. Biorę leki, byłem w ośrodkach zamkniętych, ale na tę chwilę nie czuję poprawy. Sytuacja wygląda tak, że od pewnego czasu czuję nacisk, by się określić, czy chcę mieć dziecko, czy nie. A ja? Nie potrafię podjąć decyzji. Całe życie byłem na „NIE”. Po prostu tego nie czuję.
Nie obudziła się we mnie chęć posiadania – taka naturalna, przychodząca z wiekiem, bądź taka, którą niektórzy mają od urodzenia. Czuję, że na ten moment nie jestem na etapie „CHCĘ za wszelką cenę”, tylko „MÓGŁBYM mieć”. I jestem przekonany, że to toksyczne podejście mogłoby odbić się na ewentualnym dziecku – bo kto chciałby świadomie czuć się niechcianym?
Generalnie często czuję, że jeśli zdecydowałbym się na dziecko, to bardziej ze strachu, że zostanę sam, niż z faktycznej chęci jego posiadania. Czasem jednak myślę, że może nie byłoby źle, że jakoś dalibyśmy sobie radę. Boję się, że jeśli się rozstaniemy, to za kilka lat, gdybym jednak podjął decyzję, będę żałował. Oczywiście od rodziny słyszę, że fajnie mieć dzieci, że każdy je lubi – tylko nie ja. „Zmagam się” z lenistwem – choć po tylu latach nazwałbym to raczej chronicznym zmęczeniem. Jestem ciągle zmęczony, śpię w ciągu dnia, przesypiam celowo głód, zaniedbuję codzienność: higienę, sprzątanie wokół siebie. Kiedy poszliśmy „na swoje”, liczyłem, że mi się zmieni – ale nie. Jestem przekonany, że sam bym po prostu zdechł z głodu.
Na długo przed poznaniem obecnej partnerki spotykałem się z dziewczyną, która miała dziecko z poprzedniego związku. Mimo że starałem się być dla dziecka jak najlepszy, czułem, że nie przychodzi mi to naturalnie. Po rozstaniu – po 1,5 roku – poczułem ulgę, że to koniec. W życiu bym nie powiedział, że tęsknię. Dziecko miało 5 lat… Czułem się z tym źle, ale chodziło głodne i zaniedbane. Nie miałem problemu z tym, że płakało przez pół dnia, albo że do jedzenia dostało parówkę w rękę i zamiast iść do przedszkola – oglądało bajki (wtedy chociaż nie trzeba było się nim zajmować). Ale fakt faktem – była to moja pierwsza dziewczyna i nie miałem wtedy nawet w 5% takiej więzi jak obecnie.
Na dziś dzień ciężko mi ogarnąć własne życie. Jestem nieszczęśliwy, nie mam wymarzonej pracy, zatraciłem hobby, nie mam znajomych, zaniedbałem się fizycznie, nic mi się nie chce. Dni mijają bezsensownie, jeden po drugim. Czas ucieka – nie wiadomo gdzie. I gdzie tu wcisnąć jeszcze dziecko? Jestem zamknięty, nieśmiały, boję się – mimo wieku – spraw urzędowych, załatwiania czegokolwiek, łącznie z zakupami w sklepie. Często pytam kogoś o zdanie, bo decyzyjności u mnie brak. Wstydzę się na ulicy spojrzeń ludzi, nie odbieram i nie wykonuję telefonów – wolę pisać SMS-y. Mam bardzo niską pewność siebie, a jednocześnie (przynajmniej ostatnio) jestem nawet płaczliwy.
Jakie wartości może przekazać taki człowiek? Każdy mówi, że po urodzeniu wszystko się zmienia – a co, jeżeli nie? To nie samochód, że jak mi się nie spodoba, to sprzedam… Żyję w bańce. Czuję taką derealizację, jakiej nie czułem nigdy. Jestem pod ścianą. Dla mojej narzeczonej jest to najważniejszy temat w życiu. Zawsze marzyła o rodzinie. Mam w zasadzie ultimatum: albo się określę, że chcę dziecko, albo się rozstajemy. Spędzam całe dnie, rozmyślając – czasem już szukając nawet plusów rozstania. Tylko że wiem, iż moje życie straciłoby wtedy całkowicie sens. Nie byłoby do kogo wracać do domu, do kogo się odezwać, przytulić. Czuję ogromny niepokój. Liczę, że ktoś mnie poprowadzi, wybierze za mnie… albo że jakimś cudem problem sam się rozwiąże.
Nie chcę liczyć na to, że dziecko uleczy rany, albo że „jakoś to będzie”, a jednocześnie bardzo kocham moją partnerkę. Znów – gdzieś z tyłu głowy – mam przez całą tę sytuację najgorsze myśli… Dziękuję za przeczytanie tej chaotycznej wiadomości. (nawet tu wspomagałem się AI, troche lenistwo a troche wstyd przed masłem maślanym).

Uzależnienie – przyczyny, objawy i metody leczenia
Uzależnienie to poważny problem zdrowotny, który może dotknąć każdego. Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak rozpoznać jego objawy i gdzie szukać pomocy? W tym artykule znajdziesz kompleksowe informacje na temat uzależnień, ich przyczyn i metod leczenia.
