
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Jak odszyfrować...
Jak odszyfrować zachowania szefa?
Anna
Usunięty Specjalista
Z tego co Pani pisze, widać bardzo duże zaangażowanie w znajomość ze strony Pani szefa. Naturalne jest to, że z osobami, z którymi pracujemy, czyli spędzamy dużą część swojego dnia, a nawet życia, budujemy relacje. Czy to, co się dzieje w relacjach między państwem, określiłaby Pani jako przyjacielskie? Czy podobne elementy w relacji ma pani z innymi przyjaciółmi? Gdyby Pani koleżanka/przyjaciółka opisała dokładnie to, co Pani napisała, co by Pani jej powiedziała? Co Pani robi w relacji z tym kolegą z pracy, aby wasza relacja została dokładnie zdefiniowana? Czy rozmawialiście Państwo o tym, co się dzieje? Jeśli nie, to co byłoby pomocne, aby tę rozmowę podjąć. To tylko kilka pytań, które można byłoby zadać w tej sytuacji. Nie ma Pani wpływu na zachowanie drugiej osoby, ale ma Pani wpływ na siebie, swoje reakcje, myśli czy zachowania i na tym bym się skupiła, na tym, czego Pani chce, jakie są priorytety i poszukanie rozwiązań najlepszych w Pani sytuacji. Powodzenia!
Służę pomocą, Edyta Kwiatkowska

Zobacz podobne
Dzień dobry, mam problem z tym, że zadręczam się jakimiś wyrzutami sumienia. Mianowicie od początku jak zaczęłam się spotykać z moim aktualnym chłopakiem mówiłam, że nie chcę mieć dzieci. On akceptował tą decyzję. Nie był kompletnie na nie, natomiast miał i ma do tego stosunek neutralny. Jesteśmy już rok razem , odbyliśmy w tym temacie kilka rozmów . On uspakaja mnie , że wybrał mnie , że to nie było jakieś jego wielkie marzenie tylko to traktował neutralnie jako kolej rzeczy, że tak może się zadziać, ale nie na zasadzie , że mu coś odebrałam. Że chce być ze mną, bo to ja jestem najważniejsza. Proszę powiedzieć mi jak mam się wyzbyć takiego poczucia winy, że komuś coś zabrałam. Tłumaczę sobie to jakoś sama, że przecież nie zmusiłam go do życia ze mną z takim wyborem. On twierdzi, że przecież jeśli tak bardzo ta chęć posiadania dzieci byłaby dla niego kluczowa, to by ze mną nie był, a że przecież ze mną chce być i wiązać dalszą przyszłość. Jak w końcu nie zadręczać się myślami, że przeze mnie nie traci czegoś? Pozdrawiam i dziękuję
Witam serdecznie! Mam problem w relacji z mężem- jesteśmy razem już 14 lat, w tym roku (o ile dotrwamy) będzie nasza 10 rocznica ślubu. Od jakichś 6 lat w naszym związku jest burzliwie, ale ostatnio jest totalny armagedon- kłótnie, ciche dni, żądania rozwodu, "wyprowadzki" na kanapę, brak bliskości, chamskie odzywki...Mam wrażenie,że to koniec. Ja nie chcę seksu- mąż bardzo przytył, nie dba o siebie-pomimo że ma zalecenia lekarskie związane ze stanem przedcukrzycowym potrafi np.wieczorem zjeść całą paczkę żelek, a na moje stwierdzenia że przecież miał zmienić nawyki żywieniowe stwierdza,że "nie,bo po co mu takie życie", albo że ma to gdzieś. Ma bardzo słomiany zapał-miał ćwiczyć i nie zrobił w tym temacie dosłownie nic,bo jest ciągle zmęczony. Nie widzi,że to błędne koło.Bywa też dla mnie bardzo nieprzyjemny, nie chce współdzielić obowiązków domowych,ma humory-nigdy nie wiadomo w jakim nastroju wróci z pracy. Myślę,że chodzi mu o ten nieszczęsny seks,bo ten ma wielkie znaczenie dla niego, ma on bardzo duże potrzeby,gdzie współżycie 1-2 razy w tygodniu to za mało, natomiast dla mnie to optymalna liczba, szczególnie w sytuacji, kiedy on coraz mniej mnie pociąga (z uwagi na nadwagę i przede wszystkim zachowanie), mogę się też nie kochać w ogóle, szczególnie po kłótni, czy jakichś chamskich odzywkach z jego strony. Tak zamyka się błędne koło nieporozumień w naszym związku,bo on chce seksu, a ja coraz mniej i nie sprawa mi on przyjemności. Próbowałam mu komunikować,żeby się za siebie wziął,zrzucił kilka kg i przede wszystkim zmienił nawyki żywieniowe i swoje zachowanie wobec mnie,ale on nie wykazuje realnej chęci zmiany, za to zaczyna ataki w stylu "jak ci się nie podobam, to sobie zmień". Czy jest tu co ratować, a jeśli tak,to jak?

