Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Nieprzerwane myśli od zakończenia znajomości z mężczyzną. Nie chcę jednak wracać do tej relacji.

Piszę tutaj, bo od pewnego czasu (gdy zakończyłam znajomość z mężczyzną) zmagam się z pewnym problemem. Zaznaczę, że nie byliśmy w związku, ale ta znajomość trwała prawie rok. Zakończyłam znajomość, ponieważ zauważyłam, że on jest typem narcyza i nie był w moim typie. Od czasu zakończenia znajomości ciągle o nim myślę, czasem nawet fantazjuje na jego temat i jego pracy, co czasem nawet przeszkadza mi w życiu codziennym. Na początku znajomości miałam wrażenie, że on jest pierwszym, do którego coś poczułam naprawdę, jednak później zapewniał mi tylko mi huśtawkę emocjonalną, zaczął olewać- zakończyłam znajomość. Niedługo miną 3 lata, gdy nie mamy kontaktu, a ja ciągle mam go w myślach "24 na dobę" mimo że między nami nic nie było. Czy jest możliwe, że ja coś poczułam do niego? Jak sobie z tym poradzić? Boje się, że gdy poznam nowego faceta i tak będę myśleć tylko o nim i nigdy nie zapomnę. Dodam, że zakończenie znajomości nie odbyło się w zgodzie- ani chwili nie tęskniłam za nim i nie chciałam odnawiać znajomości.
Agnieszka Wloka

Agnieszka Wloka

Narcyz ma taką moc, ale grunt to Pani jasne w głowie przepracowanie, że Pani więcej z nim nie chce kontaktu - takie faktycznie szczere - pomocny może być bilans - pisze sobie Pani plusy i minusy Waszej relacji. To jedno, co Pani może zrobić, ale oczywiście, żeby serce to zaakceptowało trzeba czasu…Dobrze, żeby Pani zainwestowała w siebie, w inne obszary życia - gdyby Pani życie rozrysowała sobie jako koło to relacja damsko-męska jest jednym z obszarów, ale są też inne…skupienie na tych innych celach, wyzwaniach, dotarcia do swoich potencjałów - może nawet początkowo na siłę, bo on będzie wracał do głowy- daje Pani powrót do siebie. Narcyzm bardzo dobrze generuje wyrzuty sumienia - i u Pani to widać, więc teraz tylko troska o siebie. Dobrze troska poparta kimś bliskim z kim będzie Pani rozmawiała, nie tylko o tym, ale w ogóle. 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

Toksyczna siostra chce, żebym widziała ją częściej.

Witam. Opiszę swoją sytuację najlepiej jak umiem. 

Mieszkamy z siostrą blisko siebie, nie odwiedzam jej zbyt często tak bez okazji, tylko wtedy kiedy trzeba lub mnie o to poprosi. Ma o to do mnie pretensję, a ja nie czuje potrzeby, by często ją odwiedzać. Zwyczajnie nie chce mi się do niej po prostu chodzić. Sama to stwierdziła, a ja przyznałam jej rację, bo tak jest. 

Kiedy powiedziałam, że spróbuję zmienić swoje nawyki i odwiedzać ją częściej, spytałam ją czy możemy zacząć od początku, czy ma ochotę? Odpowiedziała, że już się przyzwyczaiła, że do niej nie przychodzę i żeby zostało tak jak jest. Czyli rzadkie odwiedzanie, jeśli mam odwiedzać ją na siłę. Powiedziałam do niej "ok. Próbowałam tylko później nie miej pretensji". 

Ja nie rozumiem jej punktu widzenia, a ona mojego. Poza tym moja siostra nie rozumie też drugiej mojej sytuacji. Mianowicie sądzi, że nie mam dzieci, bo boje się życia. (Mam inny powód, dla którego nie posiadam dzieci). Ona wylicza mi swoje obowiązki pisząc "...życie się toczy". U mnie też toczy się życie o czym jej wspomniałam - tylko bez dzieci. Moja mama też twierdzi podobnie, zacytuje "bo ty nie masz żadnych obowiązków". Czy to, że nie posiadam dzieci jest równoznaczne z tym, że nie mogę mieć obowiązków i bez tego? 

Nie mogę znieść myślenia mojej siostry, która przesiąkła schematem kobiety z ogromem obowiązków na głowie dziećmi i domem. Każda kobieta ma prawo żyć po swojemu czy to z dziećmi, czy bez nich. I to nie oznacza, że jest gorsza. Czy, że nie ma obowiązków. 

Kiedyś wyniknęła między mną a siostrą rozmowa -wiesz co ja nie chcę mieć dzieci -dlaczego -ponieważ w rodzinie jest ryzyko Aspergera lub autyzmu. Od strony męża dzieciaki to mają, a i u nas jest ryzyko. Nie czuję się na siłach by się z tym mierzyć. Sądziłam, że trochę zrozumiała. Po czasie dowiedziałam się, że rozmawiała na mój temat z mamą, zanim ja zdążyłam mamie w ogóle o tym powiedzieć. Byłam zła, bo jak mogła nie zostawić tego tematu mi. 

Uważam, że siostra jest toksyczną manipulatorką. Chce zrobić z siebie ofiarę mówiąc mi "kiedy mama pyta o ciebie, to uważasz, że mam jej nie opowiadać o tobie. Zastanów się". Tak brzmiała wiadomość. Nie zrozumiała, że to ona źle postąpiła - nie umie po prostu przyznawać się do błędów. Uważa, że to ona ma prawo pierwsza mówić o moich sprawach, nie pytając mnie o zdanie. 

W dzieciństwie często się kłóciłyśmy, byłyśmy pełne nienawiści wobec siebie i toksycznych zachowań. Ja w swoim życiu chce otaczać się fajnymi szczerymi osobami, a moja rodzina mi tego po prostu nie daje.

Koleżanka zmaga się za samookaleczaniem, a ja widzę świeże ślady. Czy powinnam zgłosić to psycholożce? Jak rozmawiać o tym z koleżanką?
Mam koleżankę w 2 klasie w technikum z którą się lubię, ale nie wiem o niej za dużo i dużo nie rozmawiamy. Problem jest taki, że odkąd ją znam to wiem, że ma problemy z samookaleczaniem , gdyż zawsze widoczne były jej blizny na nadgarstkach , lecz nigdy z nią nie rozmawiałam o tym, gdyż się bałam i nie wiedziałam jak . Na początku naszej znajomości miała widoczne tylko blizny , więc myślałam, że może tak robiła wcześniej, ale już skończyła , dopiero jakiś czas później tak mocno się okaleczyła, że musiała mieć bandaż na ręce , ale nie wiedziałam co z tym zrobić. Parę razy koleżanka chodziła do psychologa szkolnego z powodu problemów w klasie i nie tylko ,więc myślałam, że jest pod dobrą opieką i będzie już dobrze. Po tym już nie widziałam u niej świeżych śladów po samookaleczaniu, w ciągu roku szkolnego , więc myślałam, że jest już ok. I tak było dopóki tydzień dwa temu na wf nie zauważyłam jej nadgarstków, na których było dużo świeżych śladów i blizn po samookaleczeniu i nie wiem co robić. Martwię się i chciałabym pójść z tym do psychologa szkolnego , lecz brak mi odwagi i boję się, że mogę pogorszyć tym sprawę oraz nie wiem, jak zareaguje koleżanka i pani psycholog ,zwłaszcza, że jeszcze nie znam nowej psycholożki szkolnej i teraz nie wiem co robić ? Czy powinnam pójść i porozmawiać o tym z panią psycholog , czy w takiej sytuacji nie powinnam się wtrącać w osobiste sprawy mojej koleżanki?
Poczucie zdrady, samotności, żalu wobec przyjaciółki - ciężka sytuacja
Nie wiem od czego zacząć, nie lubię opowiadać o sobie.. Ogólnie jestem zamknięta w sobie, nieśmiała. Przeszłam 2 związki, które były nieudane, moje życie wyglądało na zasadzie praca, prysznic czasem jedzenie i najważniejsze łóżko i słuchawki, to był mój świat. Pracowałam za granicą i pewnego razu przyjechała grupka ludzi i była tam m.im ona Kasia, która była bardzo otwarta i tego jej zazdrościłam. Ciężko mi było przełamać się, ale z czasem się zaprzyjaźniłyśmy i jej zaufałam. Nie żałuję tego, bo wiele mnie nauczyła. Bywało ciężko, bo każdemu przeszkadzała nasza znajomość, śmiali się z nas obgadywali, ale przyjaźń była najważniejsza i żadna się nie poddała. Kasia była dla mnie, jak młodsza siostrzyczka, zawsze mi powtarzała, że przyjaźń na pierwszym miejscu, że nie pozwoli mi krzywdy zrobić, obiecywała dożywocie i czar prysł. Po 3 latach poznała jego, szybko się zakochała a ja to zaakceptowałam i wtedy wszystko się zaczęło. Przestała mieć czas dla mnie, 24h siedziała na telefonie. Przed pracą, w pracy, po pracy, ciągle on, zaczęły się kłótnie, wyzwiska, chciałam, żeby ona już do niego zjechała, żeby odeszła, ale ona zapewniała mnie, że jej na mnie zależy, że sobie życia beze mnie nie wyobraża i jakoś czas leciał. Miałyśmy do końca roku pracować za granicą, ale niestety miłość wygrała. Kasia nalegała, że chce do pl do niego, żebym wróciła z nią, bo mnie sama nie zostawi. Żebym poszła do tego samego miasta, co ona będzie mieszkała z nim i tak też zrobiłam, bo mnie zapewniali, że mi pomogą. Wynajęłam mieszkanie i poszłam za nią, bo mi cholernie zależało. Na początku było fajnie, codziennie się widywałyśmy, codziennie kawa zakupy itd. Wspólna praca, wyjazdy we trójkę. Nagle wszystko zaczęło się sypać, zaczęły się z jej strony kłamstwa, na początku malutkie, a później coraz większe. Ale wybaczałam, bo mi zależało.. Później się dowiedziałam, że chcą wziąć kredyt i tu był haczyk, bo muszą być małżeństwem. Po roku czasu znajomości były zaręczyny i w tym momencie wszystko się posypało, później szybki ślub. Codziennie były kłótnie, każda powiedziała kilka słów za dużo, ale ja zachowałam je dla siebie, a Kasia powiedziała wszystko swojemu mężowi. Byłam jego ulubioną szwagierką, a teraz mnie traktuje jak śmiecia, nic mu nie zrobiłam, nie powiedziałam słowa na niego, a on jest najbardziej obrażony i dał Kasi warunek, że ma być mnie mniej a ona po prostu to zaakceptowała. Nie odzywała się, powiedziała, że chce czasu. Ja się załamałam.. I to trwa tak 7 tydzień, nie śpię, cały czas płaczę, mam ataki paniki. Zostałam sama w czterech ścianach, ta pustka mnie zabija. Zaufałam jej a ona mnie zdradziła, skrzywdziła i najgorsze jest to, że ona nie chce ze mną rozmawiać, bo twierdzi, że ja ją obwiniam o wszystko, że to jej wina a siebie nie widzę, tylko że ja jej nigdy nie okłamałam, byłam na każde zawołanie. Byli pierwszy raz u mnie od 6tyg i jest dystans, mam ogromny żal do niego, że mnie potraktował jak śmiecia. Tak mi cholernie zależy, ale mam dość cierpienia, nie wiem, co robić, wcześniej mi i Kasi nie brakowało tematów do rozmów, jedna mogła liczyć na drugą, a teraz nie ma tego, drugi dzień ona się nie odzywa. A ja siedzę w czterech ścianach, nie jem, nie śpię tylko ciągle płaczę. Żyć mi się nie chce, mam myśli samobójcze. Co mam robić, kiedy mi zależy, nie wyobrażam sobie życia bez mojej siostrzyczki, nie potrafię wybaczyć zdrady, serce mi pękło.
Żona jest w ciąży, jednak ja już od dłuższego czasu planuję rozstanie. Co zrobić?
Jestem tuż przed 30stką, 10 lat w jednym związku i 2 lata po ślubie. Przez większość tego związku żyłem za granicą osobno od żony. Rok temu zacząłem nową pracę i zaprzyjaźniłem się z jedną z koleżanek. Przez ten rok zaczęły się stopniowo budować moje uczucia względem niej, jak i nasza więź. Zawsze mogłem na niej polegać, czułem się wysłuchany i otoczony troską. Była zawsze lojalna wobec mnie. Koleżanka nic nie wiedziała o moich rodzących się stopniowo uczuciach względem niej. W grudniu 2023 dojrzałem, by wyznać koleżance, że ją kocham. Okazało się, że oboje czuliśmy, że coś się między nami budowało przez ten rok, ale nigdy nie przekroczyliśmy granicy, a gdy wyznałem moje uczucia, otworzyła się puszka Pandory. Zaczęliśmy mieć romans emocjonalny po wspólnych wyznaniach, trwało to może miesiąc, „koleżanka” źle się z tym czuła i poprosiła o przerwę, a ja uznałem, że muszę podjąć decyzję co dalej i ograniczyliśmy kontakty. Od grudnia, gdy wyznałem miłość innej, zakończyłem pożycie z żoną i nie szukałem tego u „koleżanki”. Chciałem być na tyle fair, ile można w takiej sytuacji. Doszedłem do wniosku, że chcę zakończyć mój formalny związek. Nie był to zły związek. Ta nowa kobieta dała mi emocjonalnie to, czego nigdy nie dostałem, ja jestem przy niej lepszy. Gdy byłem gotowy zakomunikować żonie, że chcę zakończyć nasze małżeństwo, okazało się, że jest w ciąży. Zaszła w nią tuż przed całym tym „romansem” i moimi wyznaniami miłości do innej. Nie wiem co zrobić. Nie chcę tego dziecka i nie chcę być w tym związku. Wiem, że odejdę z biegiem czasu i chciałabym zrobić to w miarę szybko, tylko kiedy to zrobić? Nie powinno się porzucać ciężarnej, ale za pół roku, za rok, 2 lata to nigdy nie będzie właściwy czas. Tu nie ma właściwych rozwiązań, ale choć jak trochę to zminimalizować? Jak odejść pomimo ciąży i wspólnego wychowywania? Nie chcę mieć związku takiego, gdzie zostało się w nim „dla dziecka”, bo to nigdy nie przynosi nic dobrego.
Czy jestem osobą na otarcie łez partnera? Czy podtrzymuje działalność dla kontaktu z inną kobietą?
Weszłam w związek nie znając pełnej prawdy o moim partnerze Przez pierwsze 3 miesiące naszej znajomości udawał, że jest ponad rok od rozstania , raz niechcący powiedział prawdziwą datę, ale twierdząc, że dotyczyła Pani G. Że był to związek, z którego długi chciał się wyplątać, a nie mógł, ponieważ nie był w stanie żadnymi sposobami wyprowadzić tej kobiety z domu, czyli związek, który nie był relacją dużo dużo wcześniej i który zakończył on . Każde pytanie o jego przeszłość kończyło się kłótnią i wmawianiem mi, że pytam, bo szukam „brudów” a były to pytania wydaje mi się standardowe, jakie zadaje każdy na początku relacji, żeby lepiej poznać i zrozumieć drugą osobę . Byliśmy związkiem na odległość i poznaliśmy się przez internet. W rozmowach odnośnie doświadczeń w tego typu relacjach, które zadawał nawet sam, twierdził, że miał jeden związek na odległość dawno dawno temu i związek ten się rozpadł po 4 latach z uwagi na to, że partnerka chciała mieć dzieci, a on nie, o czym niezbyt ją poinformował wcześniej. On dzieci miał z poprzedniego związku, warto nadmienić, że kobieta, która chciała dzieci poznała go i rozpoczęli relacje, kiedy ten poprzedni jeszcze trwał. Jeśli chodzi o internet - mówił, że z dwa razy się z kimś spotkał, ale beznadzieja. Finalnie te kłótnie, te reakcje na jakiekolwiek pytania sprawiły, że chciałam się wycofać. Zebrał się w sobie, zadzwonił, opowiedział „wszystko” twierdząc, że jestem taka ważna, że on wszystko powie, żeby mnie nie stracić , opowiedział niby o każdej , opowiedział jak zraniła go miłość w młodości i że od tamtego czasu nikogo nie kochał, że jestem pierwsza. Po jakimś czasie dalej widząc, że jest źle chciałam ta relacje zakończyć , on to widział mój dystans, chłód i wtedy zebrał się na odwagę - wolny był krótko bardzo bardzo krótko , był w 3 letnim związku na odległość z moją rówieśniczka (duża różnica wieku) związek zakończyła ona, on nawet niby nie wie dlaczego , była pierwszą kobietą, przy której się przełamał , zależało mu, była taka i taka i taka (same superlatywy) w czasie trwania związku kupił lokal w jej mieście, w którym ona prowadzi biznes (to też była tajemnica) do dziś przelewa mu pieniądze. Chciałam odejść , on wie, że w przeszłości zazwyczaj trafiałam na okaleczonych facetów świeżo po związkach i nie chciałam być nigdy więcej ratownikiem i pocieszeniem. Rozpadłam się totalnie. Ale to tak totalnie , po moich związkach pare lat byłam zamknięta, nawet nie próbowałam, nie chciałam znowu przerabiać takiej historii , dużo czasu spędzonego u psychologa , samorozwój , pracoholizm depresja - do tego mnie doprowadziły i przysięgałam sobie nigdy więcej I po latach terapii, kiedy się odważyłam raka bomba - znowu to samo tylko na nieświadomie tu ktoś ukrywał kosztem nerwów i kłótni inna kobietę. Obiecał, że pójdzie na terapie - jeśli wyjdzie narcyzm, sam mnie zostawi ,jeśli nie to będzie pracował nad sobą. Obiecał sprzedać lokal, bo widział, że jest to dla mnie nieakceptowalne i mówiłam wprost, że dla mnie to sytuacja nie do przyjęcia. Obiecał ….. zrobił test, z testu wynika, że jest narcystyczny, ale mi wynik przekazano inaczej, to było wszystko w maju. Psychologa znalazł jakoś pare dni temu …. Lokal cisza. Chciałam rozstać się w czerwcu na koniec jakoś. Po paru dniach kłótni, mojego płaczu, odchodzenia od zmysłów, gdzie widział jak bardzo czuje się gorsza od tej kobiety, jak uważam, że jestem zabawką, jak bardzo mnie to boli. Kaja się, przeprasza mówi, że rozumie, że on pozbędzie się tego lokalu. Tylko zamiaru takiego nie ma. Teraz słyszę, że czy ja nie widzę jak on się stara , że ten lokal powstał w przeszłości, że to dobry interes, że on przecież z nią nie rozmawia i ze to ze mną coś nie tak, że to mi się uroiło, że on ją chroni. A w moim odczuciu ten lokal to pretekst, żeby ona nie zniknęła , to jak czekanie, że ona kiedyś po coś przyjdzie. Pytanie brzmi czy to chore, że chciałabym, żeby on go sprzedał ? Nadmienię, że nawet jeśli były wizje sprzedania to albo znajomemu jako gotowy biznes z ta kobietą w pakiecie albo jej i to jest wersja numer jeden i w ogóle jakby niebrane jest pod uwagę, żeby go normalnie w biurze wystawić i niech się dzieje co chce, taka jakby protekcja nad nią. Natomiast finalnie są obietnice i odwlekanie i oczekiwanie, że ja to zrozumiem . Czy to normalne, że biorąc pod uwagę moje doświadczenia uważam, że jestem zabawką na otarcie łez i ze nie jest to dla mnie zdrowa sytuacja, że mój partner widzi jaki sprawia mi to ból, a nadal lokal jest dla niego ważniejszy ? Nadmienię, że jest to osoba dobrze zarabiająca. Czy to nienormalne, że uważam, że jego emocjonalnie nadal z nią coś łączy i lokal to pretekst ?
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.