
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, zaburzenia nastroju
- Brak chęci do...
Brak chęci do życia, myśli rezygnacyjne i krytykująca mama – jak sobie poradzić?
Treść wrażliwaRoksana
Piotr Ziomber
Dzień dobry Pani Roksano
Najpierw ważny komunikat czyli to, co Pani opisuje, to nie „słabość”, tylko ostra forma kryzysu psychicznego, a takie emocje wymagają pilnej pomocy, a nie samotnej walki. Jeśli myśli Pani o śmierci, o tym, że „chciałaby już się nie obudzić” albo mieć „święty spokój”, to nie jesteś sama w takich uczuciach i to jest sygnał, że potrzebuje wsparcia.
W Polsce są bezpłatne, anonimowe linie wsparcia, gdzie możesz porozmawiać teraz takie jak
116 123 to całodobowy telefon zaufania dla dorosłych, wsparcie emocjonalne i pomocy w kryzysie psychicznym.
800 70 22 22 to Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym (telefon i czat online:https://centrumwsparcia.pl).
Może Pani po prostu zadzwonić, nie musi się przedstawiać, ale możesz po prostu Pani powiedzieć: „to, co mam, mnie przytłacza, boję się, że źle z tym wyjdzie”.
Jeśli 74‑letnia mama ciągle krytykuje, narzeka i „wysysa życie”, to jest bardzo ciężka sytuacja emocyjna i to nie jest normalny sposób relacji rodzic - dziecko.
Proszę ustalić granice i mówić wprost: „to mnie bardzo krępuje, usztywnia, proszę nie mówić tak o mnie”. To nie jest „złość”, tylko ochrona siebie. Szukać pomocy społeczne. w wielu miastach są opiekunki na godziny, domy dziennego pobytu dla seniorów, poradnie psychologiczne dla opiekunów. To może dać Pani trochę przestrzeni, żeby odetchnąć.
To, c o opisujesz czyli brak chęci do życia, brak ciekawości, brak celów, myśli o śmierci są typowymi objawami depresji lub mocnego kryzysu emocjonalnego. Psycholog może pomóc zrozumieć, skąd bierze się tak głęboka pustka i zmęczenie, nauczyć się prostych narzędzi, żeby nie „topić się” w tej jednej emocji, wspierać przy zmianie relacji z mamą. W razie potrzeby psychiatra może rozważyć leki, jeśli to jest w Twoim przypadku uzasadnione.
Wiele osób w podobnej sytuacji po jakimś czasie mówi, że „najpierw wydawało mi się, że nic nie da rady, a potem zaczęło się lekko zmieniać”. Nie jest to szybki, prosty proces, ale jest możliwy.
Choć teraz nic nie sprawia Pani radości, proszę spróbować kilku bardzo małych kroków. Najważniejsze. Nie jest Pani winna ani zła za to, że jesteś wyczerpana psychicznie i ma Pani prawo do odpoczynku oraz lepszego samopoczucia. To, że mieszka Pani z matką, która ciągle krytykuje, może być bardzo trudną relacją i bardzo mocno wpływać na Panie zdrowie psychiczne. Zalecam wykonać telefon na 116 123 lub 800 70 22 22 aby po prostu porozmawiać z kimś, kto nie będzie Pani oceniał. To pierwszy krok, który możesz zrobić, żeby dać sobie szansę na lepsze jutro.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Malwina Wamej
Dzień dobry,
To, co Pani opisuje, brzmi jak bardzo głębokie wyczerpanie i przeciążenie. Brak chęci do życia, pustka i myśli o „świętym spokoju” to często sygnał, że organizm i psychika są już na granicy i potrzebują realnego wsparcia.
Relacja, w której na co dzień doświadcza Pani krytyki i braku wsparcia, naprawdę może wysysać energię i brak chęci do działania. W takiej sytuacji bardzo ważne jest choć minimalne zadbanie o granice i szukanie kontaktu z kimś, kto nie ocenia np terapeuta, telefon wsparcia, zaufana osoba.
To, że teraz nic nie sprawia przyjemności i nie widzi Pani celu, nie oznacza, że tak już zostanie. Jest to raczej objaw stanu, w którym Pani obecnie się znajduje. Warto potraktować to jak sygnał do sięgnięcia po pomoc, a nie dowód, że nic nie ma sensu.
Jeśli te myśli o śmierci są częste lub nasilone, ważne, żeby nie zostawać z tym samą, lecz skontaktować się z kimś na żywo (specjalista, linia wsparcia, nawet lekarz rodzinny). To naprawdę ważne i zasługuje Pani na pomoc, nawet jeśli teraz trudno w to uwierzyć.
Pozdrawiam
Malwina Wamej
Karolina Ławrynowicz
To, co Pani opisuje , brzmi jak ogromne zmęczenie, brak zrozumienia i samotność . Ma Pani dość , ponieważ na co dzień brakuje Pani wsparcia jest za to tylko krytyka.
Chcę, żeby Pani wiedziała, że nie musi przechodzić przez to sama. Nawet jeśli teraz nie czuje Pani radości w życiu i wszystko jest bez sensu to można to zmienić dzięki pomocy drugiej osoby.
Jeśli Pani może proszę , spróbować porozmawiać z kimś jeszcze dziś - nawet anonimowo:
800 70 22 22 - Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym (bezpłatny, czynny całą dobę). Dostępny jest również czat na stronie centrumwsparcia.pl.
116 123 - Kryzysowy Telefon Zaufania dla Dorosłych (bezpłatny, czynny całą dobę). Pomoc dostępna również przez platformę 116sos.pl.
22 594 91 00 - Antydepresyjny Telefon Forum Przeciw Depresji (czynny w wybrane dni).
Bardzo zachęcam Panią do kontaktu z psychologiem albo psychiatrą - to naprawdę może pomóc, nawet jeśli teraz trudno w to uwierzyć.
W tym momencie nie musi Pani szukać sensu życia ani wielkich zmian. Najważniejsze to aby skupić się na tym aby zadbać o siebie i przetrwać ten trudny czas.

Zobacz podobne
Mam problem. Rozstałam się nagle z narzeczonym – w sumie to on mnie porzucił. Najpierw stwierdził, że chyba ma depresję. Gdy chciałam, żeby porozmawiał ze mną, nie chciał, a zamiast tego wysłał mi filmik z osobą, która mówiła, że jest ciągle smutna.
Do mojej mamy napisał, że czuje się dobrze sam ze sobą i że odczuwa brak radości z życia. Nagle przestał chcieć wsparcia. Zrobiliśmy oficjalne pożegnanie. A teraz mamy kontakt i nawet z jego strony pojawia się chęć spotkań.
Kiedy powiedziałam, że jest to dla mnie niezrozumiałe – skoro twierdzi, że chce być sam – i uznałam, że moje życie go nie interesuje, stwierdził, że nic go nie interesuje. Zaczęliśmy pisać i zapytałam go, czy jest szczęśliwy. Odpowiedział, że tak, że chce być całe życie sam. Gdy zapytałam o możliwość ponownego związku ze mną w przyszłości, powiedział, że tego nie widzi i że w ogóle niczego nie widzi.
Powiedziałam mu, że czuję się oszukana – że to, co pisał do mojej mamy, okazało się nieprawdą. Odpowiedział, że to nie jest nieprawda, ale nie chce o tym pisać.
Wiem, że muszę zadbać o siebie i staram się to robić, ale chciałabym zrozumieć, czy takie zachowania są normalne u osób przeżywających kryzys.
Kryzys w długoletnim związku.
Mój mąż jest starszy ode mnie o 13 lat. Wcześniej w miarę dobrze się dogadywaliśmy, teraz myślę, że po prostu bardziej starałam się o nasz związek, ustępowałam w różnych rzeczach, żeby nie tworzyć konfliktów i żeby on był zadowolony.
Jakoś nie przeszkadzało mi to bardzo, nigdy tego nie widziałam. Od kilku lat stał się bardziej poirytowany, nerwowy, zainteresowany polityką. Na moje próby zainicjowania wspólnie miłego spędzania czasu, często odpowiada negatywnie lub opryskliwie. Oddaliliśmy się od siebie bardzo, nie uprawiamy seksu od ponad roku. W tym czasie braku zaspokojonych moich potrzeb, nie czułam się kochana ani rozumiana, ani widziana wdałam się w romans, który myślę, że przyniósł też dla mnie ogromne poczucie winy, z którymi nie potrafię sobie poradzić. Mąż o tym nie wie. Widział tylko, że się oddalamy. Na moje próby rozmowy lub pójście na kompromisy okazało się, że wybrał sobie potajemne kontakty z byłą znajomą, z którą był jeszcze przede mną krótki czas. Sprawdzałam mu telefon i messengera, pisał do niej, odnowił kontakty, potem się spotkali, pisał do niej kochanie i słoneczko i że chcę z nią być. W pewnym momencie ja poinformowałam jego podczas kłótni, że wiem o tym, że z nią piszę, był trochę zmieszany, trochę się wypierał i że to tylko koleżanka. Później dalej między nami było źle i w pewnym momencie oznajmił mi separację, że możemy żyć z osobno, że ja mogę spotykać się z innymi, uprawiać seks, a że on będzie jeździł do niej co dwa tygodnie. Nie dowierzałam, przeżyłam to bardzo, ale nie byłam wobec niego ani wulgarna, ani nerwowa.
Przeżyłam to wewnętrznie, poukładałam sobie to w głowie, wyprowadziłam się do drugiego pokoju. W tym czasie kupiłam drugie mieszkanie, które obiecał mi pomóc wyremontować, z myślą, że ja się tam wyprowadzę. Wszystko mieliśmy uzgodnione na spokojnie, podział majątku i w dalszej kolejności rozwód. Okazało się jednak, że nie wyszło mu z tą koleżanką, że ona nie spełnia jego najmniejszych oczekiwań, długo była sama i nie umie z kimś być, więc zaczął odkręcać to wszystko, obwiniając mnie, że ja nie chcę z nim się dogadać i że to tylko była gra po to, żeby zobaczyć moją reakcję czy mi na nim zależy.
Obwiniał, że to moja wina, że w ogóle ona się pojawiła, że moje zachowanie to spowodowało. Że oczekiwał reakcji ode mnie, nie było, że powinnam była zrobić mu awanturę i zatrzymać go, żeby do niej nie jechał. Ja raczej nie mam takiego charakteru, nie robię wielkich awantur i nie wyzywam. Ale on od tamtej pory próbuje mnie przekonać jakby siłą do tego, że to jest moja wina, że ja nie chcę walczyć o nasz związek, że ja jestem podła i wredna, bo on chce, a ja nie chcę. Gdy mówię, że niech mnie nie wyzywa, to mówi, że ja go denerwuje i że ma prawo się denerwować.
Krzyczy, wyzywa i płacze, mówi, że się powiesi, każe mi się wyprowadzać, na drugi dzień się uspokaja, ale nie chce rozmawiać. Było tak już kilka razy i jeżeli wcześniej mieliśmy podjętą decyzję o rozstaniu, przeżyłam, ale trzymam się tego, choć bardzo się boję, że nie wiem, że to jest dobra decyzja i jak sobie poradzę sama ze sobą ze swoją psychiką i samotnością.
Ale bardzo czuję się też winna w tej sytuacji, że nie chce spróbować z nim, nie winna tego, że byliśmy kilkanaście lat razem, a ja nie chcę się z nim dogadać. I czuję teraz, że mam depresję i że nie będę szczęśliwa, nigdy nie uszczęśliwiając jego. I jednocześnie czuję, że nawet gdy się poświęcę dla związku będę zgorzkniała i zrozpaczona, bo nie będę zaspokajać swoich potrzeb. Chodzę na terapii od roku, ale niewiele mi to pomaga. Może jedynie dostrzegam swoje potrzeby, ale i tak dalej nie czuję, że mam do tego prawo. Czuję za to się bardzo odpowiedzialna za ten związek, że skoro mnie, bo weszłam, to muszę zrobić wszystko i wiele więcej, żeby tylko być w tym związku i żeby on czuł się szczęśliwy, bo on chce być ze mną w związku.
Mam wrażenie, że w tej chwili co bym nie zrobiła, jaką decyzję nie podjęła to, że sobie z nią nie poradzę. Nie wiem, co robić.
Jak przeżyć i przetrwać, gdy wybiorę siebie? Jak poradzić sobie z poczuciem winy, że wybieram siebie, że jestem egoistką?

