
- Strona główna
- Forum
- inne, związki i relacje
- Współlokator, odkąd...
Współlokator, odkąd wszedł w związek, jest dla mnie nieobecny. Brakuje mi go, rozmowy nic nie dają.
Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz
Dzień dobry,
z tego, co rozumiem, czuje się Pan samotny w związku z zaangażowaniem kolegi w relację romantyczną. Współlokator jest bardzo zaangażowany w ten związek, spędza czas z ukochaną i jedyny temat rozmów dotyczy jej. Pan oczekiwałby od kolegi czasu dla Waszej przyjaźni. Myślę, że jest to dobry powód do rozmowy (spokojnie, bez wyrzutów) tego, jak Pan się czuje i jakby Pan widział czas spędzany wspólnie.
Pozdrawiam
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Tomasz Sznajder
Szanowny Panie Chrisie, widzę, że relacja ze współlokatorem to ważny dla Pana aspekt i ma Pan pewne oczekiwania wobec niej. Zastanawiam się, czy lokator to rzeczywiście odpowiedni kandydat do dzielenia się kwestiami z obszaru “chciałbym wyrzucić z siebie swoje problemy”. Myślę w tym miejscu, dlaczego akurat w osobie Michała upatruje Pan wsparcia oraz dlaczego czuje się Pan “trochę zaniedbany”. Chętnie pomogę w przyjrzeniu się Pańskim potrzebom i ustaleniu, w jaki sposób - być może inny niż dotychczas - mogłyby być zaspokojone, a w efekcie czerpać z życia to co dla Pana ważne. Zapraszam na konsultację online lub stacjonarną w 3mieście :) Pozdrawiam serdecznie!

Zobacz podobne
Jestem dorosła, a mam wrażenie, że rodzina od dawna zawładnęła moim życiem. Mam myśli, że ciągle muszę robić to, co oni chcą lub nie mogę robić tego, co oni uważają, że nie powinnam. Matka, cała rodzina udowadnia od wielu lat, że nic nie potrafię, że nie poradzę sobie w życiu, a ja pomału zaczynam w to wierzyć i wątpić w siebie z dnia na dzień coraz bardziej.
Mam strach o swoją przyszłość, zakładanie rodziny, że będę próbowała dostosować się do rodziny, myśleć czy to, co robię jest ok, lub czy to, co zrobię jest dla mojej rodziny do zaakceptowania na 100%. Nie umiem sobie z tym poradzić.
Dzień dobry. Ostatnio przez złość straciłem bardzo ważną znajomość. W trudnych dla mnie momentach (jak ignorowanie mnie online) reagowałem obrażaniem tej osoby. Dopiero teraz widzę, jak bardzo moje słowa mogły ranić i że zamiast rozwiązywać problem (ataki (w tekście)) pomagały dosłownie na chwilę) , zniszczyłem coś dla mnie wartościowego. Zauważyłem, że właśnie mam tak najbardziej dla osób, które kocham. Jako dziecko- rówieśnicy( którzy chyba przez mój spokój i łagodność- często mnie nazywali zamulencem, zj***m itp. ) mnie bili i znęcali się nade mną. Koleżanka, niestety niezwykle wytrwale znosiła moje ataki; choć ignorując online, osobiście była nadal bardzo miła, ale po latach "powiedziała dość", blokując praktycznie natychmiast wszędzie i zgłaszając moje konta :( Ledwo to przeżyłem :( przez kilka dni miałem myśli samobójcze i czułem się jak jakieś zombi. Myślicie, że terapia mi pomoże? Czy to z charakteru, a może z nieumiejętności kontrolowania się, czy też jakiś odwet za to dzieciństwo ? A może jedno i drugie? I czy są szanse, że koleżanka się kiedyś jeszcze odezwie? Ona niestety wie, że ją kocham. Tysiące razy także w nerwach zrywałem znajomość i wracałem. Pogubiłem się przez to uczucie i ignorowanie mnie zupełnie online. Za wyzywanie zawsze na bieżąco przepraszałem. Kiedyś już odchodziła 2x, ale w znacznie łagodniejszych okolicznościach i po miesiącach wracała Pozdrawiam

