Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Chorobliwa zazdrość o przyjaciółkę partnerki – skąd niepokój i czy iść na terapię?

Od pewnego czasu moja partnerka intensywnie pisze z nowo poznaną przyjaciółką. Nie wiem dlaczego ale czuję niepokój kiedy akurat z nią ma kontakt gdzie jak pisze z innymi to się tym kompletnie nie przejmuje. W niedawnym krótkim czasie była sytuacja gdzie też pisała z przyjacielem i było też uczucie niepokoju co skończyło się tragicznie w skutkach ponieważ po pewnym czasie owy przyjaciel zakochał się w mojej partnerce. Jednak tym razem uczucie niepokoju jest takie samo a momentami większe . Nie wiem co mam robić. Nie chcę jej ograniczać, moje obawy zostały jej przedstawione jednak ona tłumaczy to tym że wiąże ją tylko siostrzana więź i jej ufa jak mi na początku naszej relacji. Może i wyolbrzymiam ale ciężko mi znieść myśl czy widok jak ze sobą rozmawiają. Przeze mnie chyba objawia się chorobliwa zazdrość ale po prostu nie umiem sobie tego wytłumaczyć dlaczego jak ona pisze z innymi znajomymi mnie to totalnie nie rusza a nią tak. Proszę o pomoc . Może muszę iść na terapię by to przepracować czy jestem w stanie to u siebie wypracować we własnym zakresie?
Zuzanna Różycka

Zuzanna Różycka

Dzień dobry, może to intensywne poczucie zazdrości wynika z tego, że to nowa osoba, którą zafascynowała się Pana partnerka? Jak układa się między Wami? Czy macie czas dla siebie, czy rozmowy z przyjaciółką odbywają się kosztem Waszego wspólnego czasu? Może to też zazdrość o bycie zauważanym, kochanym, podziwianym? Może to tego brakuje Panu obecnie? Co więcej, pisze Pan o wcześniejszej sytuacji z przyjacielem, który zakochał się w Pana partnerce - mimo że teraz chodzi o kobietę to te uczucia niepokoju mogą wiązać się z tym, że między Pana partnerką a inną osobą tworzy się wyjątkowa, bardzo intensywna uczuciowo więź (w przeciwieństwie do starych znajomości, które nie są już aż tak intensywne). Tu znowu nasuwa się pytanie o to, jak jest Wam ze sobą, czy spędzacie razem czas, czy jesteście blisko, czy te nowe znajomości zmieniają coś w Waszych relacjach. Pyta Pan o to, czy iść na terapię, domyślam się więc, że czuje się Pan bardzo przytłoczony tym, co się z Panem dzieje i uczuciami, z którymi się Pan mierzy. Oczywiście, wizyta u psychologa czy psychoterapeuty pomoże uporządkować to, co Pan czuje, znaleźć przyczynę i poszukać rozwiązań. Decyzja o terapii jest Pana decyzją. Jeśli dyskomfort jest duży, myśli o zazdrości przytłaczają Pana i wpływają negatywnie na Wasz związek to na pewno warto rozważyć konsultację.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

Pana niepokój nie musi być przejawem „chorobliwej zazdrości”, lecz intuicyjną reakcją na specyficzną dynamikę tej relacji, zwłaszcza że ma Pan już za sobą bolesne doświadczenie z „przyjacielem”, które naruszyło Pana poczucie bezpieczeństwa. Fakt, że kontakt partnerki z innymi osobami Pana nie drażni, sugeruje, że to nie brak zaufania jest problemem, ale wyjątkowa intensywność tej nowej znajomości, którą partnerka sama porównuje do początków Waszego związku. Taka deklaracja może być dla partnera raniąca, bo sugeruje, że nowo poznana osoba w krótkim czasie zajęła miejsce zarezerwowane dla największej bliskości. Zamiast obwiniać się o wyolbrzymianie, warto otwarcie porozmawiać o tym, że ta sytuacja przypomina Panu poprzedni kryzys i potrzebuje Pan konkretnych sygnałów, że Wasza relacja nadal jest priorytetem. Terapia jest świetnym pomysłem, ale nie jako forma „leczenia się” z zazdrości, lecz jako przestrzeń do przepracowania traumy z przeszłości i nauczenia się stawiania granic, które ochronią Pana spokój. Jeśli partnerka zbywa Pana uczucia, zamiast spróbować zrozumieć Pana perspektywę, problem może leżeć bardziej w braku empatii wewnątrz związku niż w Pana charakterze. Wypracowanie tego we własnym zakresie jest możliwe tylko wtedy, gdy odzyska Pan poczucie własnej wartości niezależne od zachowań partnerki i przestanie traktować swój niepokój jako błąd, a zacznie jako ważny sygnał ostrzegawczy.

Powodzenia

Bożena Nagórska

Aleksandra Moskal

Aleksandra Moskal

Drogi Autorze, na samym początku chciałam docenić wysiłek jaki włożyłeś w podzielenie się tą trudnością - podejrzewam, że dzielenie się nią nie należy do łatwych. Uczucie zazdrości w takiej sytuacji może być informacją mówiącą o tym czego nam brakuje/czego potrzebujemy więcej/co chcielibyśmy zmienić. Jeśli jest powodem dyskomfortu lub czujesz, że jest to trudność do zaopiekowania do konsultacja ze specjalistą może okazać się pomocna. 

Dominika Poźniak

Dominika Poźniak

Zazdrość jest uczuciem jak każde inne i zwykle nas informuje o czymś ważnym.

 

Zadałabym sobie pytanie:
„Czego mi brakuje, kiedy moja partnerka pisze z tą konkretną osobą?”

 

Może to być np.:

- więcej uwagi,

- częstszy kontakt,

- poczucie bycia „pierwszym wyborem”,

- większa bliskość emocjonalna,

albo coś jeszcze innego.


Super, że Pan/Pani to zauważa i chce się temu przyjrzeć. Można spróbować najpierw we własnym zakresie poobserwować siebie. 


Jeśli jednak okaże się to trudne (np. w nazwaniu swoich potrzeb albo zakomunikowaniu ich), nawet kilka spotkań z psychologiem może pomóc to uporządkować i ruszyć dalej.


Pozdrawiam,

Dominika Poźniak

Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,

Pana uczucia związane z tą sytuacją są zrozumiałe szczególnie w kontekście wcześniejszego doświadczenia, kiedy podobna sytuacja zakończyła się dla Pana trudno. Takie przeżycia mogą sprawić, że reaguje Pan niepokojem, nawet jeśli obecna sytuacja nie musi oznaczać tego samego. To, że reaguje Pan silniej właśnie na tę konkretną relację, może wynikać z podobieństw do wcześniejszej sytuacji lub z Pana wewnętrznych skojarzeń, a niekoniecznie z realnego zagrożenia. Emocja zazdrości sama w sobie nie jest „chorobliwa”. Może być jednak problematyczna wtedy, gdy zaczyna nadmiernie wpływać na Pana samopoczucie lub relację.

Warto rozdzielić dwie rzeczy:

- to, co Pan czuje (to jest ważne i realne),

- to, co faktycznie się dzieje (czy są konkretne sygnały przekraczania granic).

W takich momentach pomocne może być przyjrzenie się swoim myślom (np. „co dokładnie sobie wyobrażam?”, „czy mam na to dowody?”) oraz stopniowe budowanie tolerancji na ten dyskomfort, zamiast prób jego natychmiastowego usuwania.

Jeśli jednak ten niepokój jest silny, nawracający i trudny do opanowania, warto rozważyć kontakt ze specjalistą, który może pomóc lepiej zrozumieć źródło tych reakcji i wesprzeć w poradzeniu sobie z nimi.

Pozdrawiam serdecznie

Joanna Cichosz

 

Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry, 

To nie brzmi jak „chorobliwa zazdrość”, tylko bardziej jak uruchomiony lęk po wcześniejszym doświadczeniu. Skoro raz intuicja skojarzyła Ci się z realnym zagrożeniem dla relacji, to teraz organizm reaguje alarmowo przy podobnej sytuacji, nawet jeśli obiektywnie wszystko jest w porządku. Myślę, że ważne jest też to, że nie próbujesz jej kontrolować ani zabraniać kontaktu, tylko raczej próbujesz zrozumieć własną reakcję. To już duża różnica. Może warto się skonsultować, aby zrozumieć swoje reakcje? Pozostawiam do przemyślenia. 
Pozdrawiam 

Kinga Osmulska 


 

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Pierwszy, dłuższy związek a fascynacje, zauroczenia w innych. Wiem, że to naturalne, ale czuję się z tym źle po dłuższym czasie.
Jestem w dłuższym i pierwszym związku. W trakcie trwania relacji silne fascynacje, zauroczenia w innych mężczyznach. Bardzo mnie to niepokoi i czuję się z tym źle. Wiem, że jako osoba nie mająca dużego doświadczenia mogę mieć takie myśli i odczucia. Ale jeśli trwa to dłużej to czuję się z tym bardzo źle. Wiem, że muszę się umówić do specjalisty, ale chciałabym bardziej zrozumieć sytuację. Jest to dość częsty, a mało popularny temat.
Mam wrażenie, ze życie nie jest dla mnie. Mam narzeczonego, nasz ślub planowany jest na sierpień. Ja odsuwam wszystkie przygotowania.
Mam wrażenie, ze życie nie jest dla mnie. Mam narzeczonego, nasz ślub planowany jest na sierpień. Ja odsuwam wszystkie przygotowania. Wiem, że chcę z nim być i kocham go, ale nie potrafię podejmować żadnych decyzji związanych np, z ubieraniem się. Mój wybór sukni ślubnej wyglądał tak, że płakałam w przymierzalni, wychodziłam i uśmiechałam się. Nigdy nie zaakceptuję tego jak wyglądam, choć wszyscy mówią ze jestem piękna. Czasem mam lepszy czas, właśnie w takim czasie zrezygnowałam rok temu z rozpoczętej psychoterapii. Moje życie to jeden wielki chaos. Nie potrafię podejmować decyzji, całe życie miotam się i nie wiem co chce robić w życiu. Łapie różne prace. Zawsze byłam bardzo mądra ale w końcu nie poszłam na studia bo nie umiałam podjąć decyzji. Przerastają mnie najprostsze rzeczy. Jestem idealistka. Chciałabym żeby wszystko było perfekcyjne, ale nie potrafię ogarnąć wokół siebie najprostszych rzeczy jeśli chodzi o strefę fizyczna. Mam wrażenie ze co chwile jestem kimś innym, całe życie się do kogoś porównuje i próbuje żyć cudzym życiem, ponieważ moje jest tak okropne. Czasem staram się cieszyć małymi rzeczami i „jakoś” żyć, jak wszyscy, ale czasem już się po prostu nie da tłumić tego co jest we mnie. Jestem jednym wielkim chaosem i bałaganem bez pasji, zainteresowań, wykształcenia. Jedyne czego Zawsze wiedziałam w życiu ze chce to mieć rodzine, męża i dzieci. Ale jak mam to zrobić skoro nie potrafię nawet przygotować się do własnego ślubu? Jak mam zostać żona i mama, nie potrafiąc ogarnąć najprostszych rzeczy wokol siebie? Co przekaże swoim dzieciom w genach? To ze nic nie potrafię i wszystko mnie przerasta? Nie potrafię żyć. Życie nie jest dla mnie. Tyle razy próbowałam. Naprawdę, co chwile próbuje. Ale zawsze dostaje kopa w twarz. Kupiłam ładne okulary, złamałam je. Kupiłam kurtkę, zalałam ją woskiem. Mam wrażenie ze cały świat jest przeciwko mnie. Wydaje mi się ze jedyna opcja w której mogłabym żyć to domek w środku lasu, cisza, brak ludzi, brak bodźców, tylko spacery i nic więcej. Bo życie w społeczeństwie jest dla mnie czymś niemożliwym. Zaczęła się teraz wiosna, a ja chodze ze łzami w oczach patrząc na tych wszystkich ludzi w wiosennych płaszczykach, kamizelkach i adidasach. Ja chodze w starej zimowej kurtce, ponieważ nie umiem nic wokół siebie załatwić. Nie mam stylu, nie mam pasji, nie mam wykształcenia, nie mam życia. Co robić? Narzeczony zachęca mnie do pójścia do specjalisty. Chodziłam. Niby było fajnie ale życie wciąż było za ciężkie. Mam wrażenie ze jestem taka jedyna i nie jestem w stanie nic z tym zrobić. Mam 21 lat, a czuje się jak niemowlę potrzebujące nieustannej opieki i kogoś kto podejmowałby za mnie wszystkie decyzje życiowe…
Kryzys w związku: kłamstwa, brak zaufania i trudności w komunikacji
Witam, od 5 lat mamy z parterem kryzys w związku. 4 lata temu pojawiło się 1sze dziecko, 2 lata później drugie a my cały czas mamy nierozwiązany między sobą problem (proponowałam terapię ale podobno to strata kasy). Niestety wszystkie rozmowy kończyły/kończą się kłótniami i ja boje się sama podejmować temat co oczywiście jest mi zawsze zarzucane że nie chce sama rozmawiać tylko on musi podejmować rozmowę. Partner przyłapał mnie na kłamstwie, były to kłamstwa związane z nową pracą i nowo poznanymi ludźmi z pracy. Ja byłam ciągle atakowana że pracuje w korpo, że tam wszyscy ludzie się zdradzają i są szczurkami stąd wzięły się moje kłamstwa, chciałam mieć spokój psychiczny co niestety spowodowało ukrywanie przed partnerem niektórych sytuacji co zostało odebrane że na pewno go zdradziłam jak nie fizycznie to psychicznie; zostałam określona jako osobowość „guslighting” ja nigdy nie analizowałam naszego problemu tak szczeółowo, myślę że kłamiąc partnera nie sądziłam że wyrządzam mu wielką krzywdę; chciałam mieć po prostu spokój psychiczny; niestety w tym wszystkim jestem tą złą kłamczuchą a ja nie chciałam żeby parter utożsamiał mnie z ludźmi z pracy o których nie miał dobrego zdania; powiedziałam też partnerowi że uznałam jednego z kolegów że jest przystojny i żeby nie pomyślał że go z nim zdradzam nie wsminałam o tej osobie- niestety zostało to odebrane inaczej że na pewno się zakochałam albo zauroczyłam i że go tym samym zdradziłam a nic takiego nie miało miejsca, nie pozwoliłbym na taką sytuację z reszta ta osoba nie wyrażała też zainteresowania moją osoba - niestety partner uważa inaczej (kiedyś powiedziałam ze ten kolega powiedział mi komplement) a ja nie potrafię z tego wybrnąć i nie wiem jak dalej rozmawiać żeby to uratować
Udawałam dokonanie samobójstwa, ponieważ przyjaciółka mnie zaczęła olewać, nie odzywała się, nie odpisywała.
Dzień dobry. Proszę o radę jak naprawić sytuację z przyjaciółką już byłą. Opiszę sytuację. Poznałyśmy się w studium, ogółem w sumie przyjaźniłyśmy się ok 8 lat. Szkoła trwała 2,5 roku a potem kontakt był nadal intensywny spotykałyśmy się, potem wyjechała, ale dzwonieniu, pisaniu nie było końca i tak dobre 2 lata, jak nie 3, pracowała zaraz po szkole, ale to nie przeszkadzało w kontaktach, bo jak ktoś chce podtrzymywać znajomość to będzie to robił i z 2 końca świata przy obecnej technologii. I TAK BYŁO. Ale nie z dwóch końców świata tylko dwóch miast polskich, nie aż tak odległych, jednak na tyle, że dojeżdżanie do siebie nie było możliwe. Ale to żaden problem, dzwoniłyśmy, gadałyśmy, a pisałyśmy w dni robocze, bo praca i każdej tam inaczej o innej porze pasowało odpisać i wiadomo - normalne. A weekend telefon i gadanie kilka godzin. A potem przyszedł, ale to w zeszłym roku na zimę jeszcze a nawet ciut ponad rok temu, moment, że nagle nie odpisywała, nie oddzwaniała po tygodniu, potem po 2, potem po miesiącu dopiero. A w tym samym miejscu pracowała, wszystko tak samo. A nawet jak kłopoty, to nie miały związku ze mną i to trzeba było powiedzieć, że ma kryzys i chce przerwę, bo nie, że ja coś, ale nie ma nastroju czy ma doła i chce resetu, nie musiała się ani usprawiedliwiać ani nawet szczegółowo uzewnętrzniać, zwierzać - tylko informacyjnie, abym wiedziała, że no, że tak, a nie siak jest. Ale nic takiego nie było, o żadnych większych kłopotach nic mi wiadomo nie było, więc może miała, może nie- nie wiem. Generalnie kontakt umierał. Ona generalnie za ludźmi specjalnie aż tak nie przepadała, ale mnie lubiła. Nie była odludkiem, ale miała małe grono koleżanek, minimalistyczne, w zasadzie potem tylko mnie. W CZYM PROBLEM? Zrobiłam okropną rzecz. Nie mogąc znieść dłużej bycia olewaną permanentnie i czekania na łaskę, aż raczy odpisać po miesiącu, jak nic na zwykłe pozdrowienie. Na łaskę, że musi ze mną gadać (ostatecznie nikt nie ma musu w niczym) i UMĘCZONA JUŻ BYŁAM WIECZNYM DESPERACKIM DOBIJANIEM SIĘ I PROSZENIEM, WOŁANIEM O UWAGĘ, WYPISYWANIEM ELABORATÓW, PISANIA I OPOWIADANIA JEJ CO U MNIE, że jak ona mało pisze, to może ja dużo zacznę, zachęcę albo po prostu miałam potrzebę wyrzucenia z siebie neutralnych różnych rzeczy, czasem pierdół, a to jak grochem o ścianę. Wpadłam na pomysł, że będę udawać, że chcę dokonać samobójstwa, kupiłam na niby cyjanek potasu, ZROBIŁAM GRAFICZNIE UDAWANY PRIN SCREEN Z NR ZAMÓWIENIA ITD... Butelkę po apapie wydrukowałam etykietę z cyjankiem itd... I napisałam jej kłamstwo, że coś się w rodzinie wydarzyło i mam doła i chce się przez to zabić i zamówię- jutro będzie a dam sobie 3 dni, bo może się sytuacja od ratuje. W domyśle chodziło o nią, ale skłamałam, aby nie było jawnie szantażu, że o pewną sytuację wymyślona w rodzinie. I pisałam nazajutrz, że mając już ten cyjanek się lepiej czuję, bo mam realne narzędzie do zabicia siebie i to najskuteczniejsze jakie może być i to legalne. Może jedyne ogólnie jakie istnieje legalne a zarazem 100 proc skuteczne. Specjalnie się nie przejęła, odgryzła się potem, ciut się wystraszyła i napisała sucho coś tam ojojoojoojj. I tyle. Napisałam jej dobra, biorę, bo sytuacja mnie przerosła i, że żegnam. I zaprzestałam pisania. Po ponad 2 miesiącach napisała, że szkoda, że mnie chyba nie ma albo jestem i że jak jestem, to niech się odezwę. Cisza. Potem po miesiącu napisała szkoda, że mnie już nie ma. I to ostatnie jej słowa. Ja oczywiście cisza. Odezwałam się po kolejnych kilku miesiącach teraz przed świętami. Że jednak żyję, i że pewnie jej przykro, że żyję, a cieszyła się, że chciałam umrzeć, bo by miała spokój od kolejnej osoby, jak tak ludzi nie lubi i zniechęca do siebie, to pewnie odtańczyła taniec zwycięstwa, że się skończą moje elaboraty, i że mnie nie będzie, a tu żyję. Czy postąpiłam paskudnie?
Jestem z związku od dwóch lat, bywało różnie, kłótnie, rozstania, powroty, w tle alkoholizm...
Co zrobić? Jestem z związku od dwóch lat, bywało różnie, kłótnie, rozstania, powroty, w tle alkoholizm, partner nie pije od dwóch lat, przez ten czas pojawiały się narkotyki, kłamstwa, itp. Od trzech miesięcy jest święty spokój, nie mam się o co przyczepić, jednak ja poznałam kogoś innego, na chwilę obecną wszystko mi w nim pasuje, nie wiem, co mam robić? Przekreślić 2 lata związku, który wydaje się wychodzić na prostą w końcu? I jak się rozstać? Partner na samą myśl reaguje agresją.
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.