
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Związek na...
Związek na odległość i konflikt dotyczący priorytetów - kto ma rację?
Bożena Nagórska
Dzień dobry,
Zadaje Pani pytanie o to, kto ma rację. W relacjach rzadko jedna osoba ma absolutną rację, ale warto przyjrzeć się proporcjom reakcji do zaistniałej sytuacji.
To, co się wydarzyło, to typowy konflikt potrzeb. Pani potrzebą jest rozwój osobisty i dbanie o zdrowie (siłownia), a potrzebą partnera jest przewidywalność i poczucie bycia priorytetem. Jednak reakcja Pani chłopaka – używanie słów, że „został potraktowany jak śmieć”, grożenie zerwaniem z powodu 1,5-godzinnego przesunięcia i ostatecznie odwołanie całego weekendu – jest reakcją nieproporcjonalnie silną.
Warto zwrócić uwagę na kilka aspektów:
Partner oczekuje, że czas spędzony wspólnie będzie niemalże „sakralny” i nienaruszalny. Każde odstępstwo interpretuje jako atak na siebie i brak miłości. To bardzo obciążające dla drugiej strony.
Choć przyznaje Pani, że błędem było późne poinformowanie o zmianie, to jednak próba naprawy (odwołanie treningu) została odrzucona. Wygląda na to, że partnerowi w tej chwili bardziej zależy na ukaraniu Pani za naruszenie jego zasad niż na samym spotkaniu.
Sugestie, że zachowuje się Pani jak singielka, bo dba Pani o swoje hobby i znajomości, mogą prowadzić do izolacji. W zdrowym związku jest miejsce na „Ja”, „Ty” i „My”.
Proszę zastanowić się, czy ten lęk partnera nie sprawia, że zaczyna Pani rezygnować z siebie, byle tylko uniknąć jego gniewu. To ważny sygnał alarmowy dla relacji.
Z wyrazami wsparcia,
Psycholog Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Witam Panią,
W tej sytuacji nie chodzi o „kto ma rację”, tylko o wzorzec relacyjny, który między Wami powstaje. Pani potrzeba zadbania o siebie (siłownia, własne aktywności) jest naturalna i zdrowa: związek nie wymaga rezygnacji z życia osobistego. Jednocześnie faktem jest, że informacja została przekazana późno, co mogło uruchomić w nim poczucie bycia mniej ważnym.Reakcja partnera wydaje się jednak bardzo silna i zero–jedynkowa (groźby zerwania, brak gotowości do rozmowy, odrzucenie próby naprawy). To bardziej wskazuje na jego trudność z poczuciem bezpieczeństwa i elastycznością niż na realne „olewanie” z Pani strony.
Zdrowy kierunek moim zdaniem to:
uznanie swojego drobnego błędu w komunikacji, jednoczesne postawienie granicy, że ma Pani prawo do własnych aktywności, sprawdzenie też czy w tej relacji jest przestrzeń na kompromis i dialog a nie tylko na podporządkowanie.
Jeśli jedna strona reaguje wycofaniem i karą zamiast rozmowy, problemem staje się sposób komunikacji, nie ta konkretna sytuacja.
Z pozdrowniami,
Agnieszka Włoszycka
Małgorzata Juźwińska
W związkach walka o rację jest często walką o uznanie i zaspokojenie potrzeb każdej ze stron. Jeśli potrzeby, schematy relacyjne czy style przywiązania obu osób różnią się, może to prowadzić do konfliktów, wzajemnego niezrozumienia i oskarżeń, a także poczucia braku bezpieczeństwa w relacji. W sytuacjach, kiedy partnerzy nie potrafią sami spokojnie rozmawiać o tych kwestiach i znaleźć rozwiązania, a jednocześnie zależy im na pozostaniu w relacji, pomocna może być terapia par. Ostatecznie nie chodzi tu o rozsądzenie, po czyjej stronie jest racja, a o to, żeby partnerzy mogli nawzajem usłyszeć, zobaczyć i zrozumieć się w potrzebach, które kryją się pod argumentami czy zarzutami każdej ze stron. Dalej można sprawdzać, czy i jak te potrzeby mogą być zaopiekowane w relacji.
Katarzyna Świdzińska
Dzień dobry,
Rozumiem, że czuje się Pani niesprawiedliwie oceniona i bezradna. Postaram się odpowiedzieć możliwie obiektywnie.
Pani błędem było to, że poinformowała go Pani późno, skoro wiedziała Pani o treningu wcześniej. W związku na odległość wspólny czas jest ograniczony, więc wcześniejsze uprzedzenie dałoby mu poczucie uwzględnienia. To jednak jest błąd komunikacyjny, a nie lekceważenie związku.
Natomiast jego reakcja wydaje się nieproporcjonalna do sytuacji. Dwie godziny przesunięcia nie są równoznaczne ze stawianiem siłowni ponad relację. Pojawiają się tu elementy silnego lęku przed utratą znaczenia: problem z koleżanką, napięcie gdy odpisze Pani 30 minut później, groźby zerwania przy jednorazowej zmianie planu. To wskazuje bardziej na jego niepokój niż na Pani zaniedbanie.
Zdrowy związek nie oznacza rezygnacji z własnego życia. Można być w relacji i jednocześnie chodzić na siłownię, mieć znajomych i czasem zmienić godzinę spotkania. Kluczowe jest wzajemne uwzględnianie się, ale nie podporządkowanie.
Najbardziej niepokojące jest to, że kiedy zaproponowała Pani rozwiązanie i nawet odwołała trening, on wycofał się całkowicie i zamknął na rozmowę. To nie jest konstruktywne rozwiązywanie konfliktu, lecz eskalacja.
Nie chodzi więc o to, kto ma rację, ale o dynamikę: Pani próbuje wyjaśniać i naprawiać, on interpretuje intencje jako fakt i grozi zerwaniem. W dłuższej perspektywie to może być bardziej obciążające niż sama sytuacja z treningiem.
Warto zadać sobie pytanie, czy w tej relacji ma Pani przestrzeń na własne życie bez poczucia winy oraz czy konflikty kończą się dialogiem, czy karą w postaci wycofania.
Nie wygląda Pani na osobę, która lekceważy związek. Raczej na kogoś, kto próbuje pogodzić relację z własnym rozwojem, a to jest zdrowe.
Pozdrawiam,
Katarzyna Świdzińska, Psycholog
Karolina Rzeszowska-Świgut
Dzień dobry,
Rozumiem, że czuje się Pani sfrustrowana tą sytuacją, w której Pani działania zostały źle zinterpretowane przez partnera. Słysząc, jak opisuje Pani reakcje partnera– że "potraktowałaś go jak śmiecia" – widzę, że takie słowa mogą bardzo boleć, szczególnie gdy Pani sama starała się być elastyczna i wyjaśniać sytuację. Zastanawia się Pani, dlaczego przełożenie jednego treningu spotkało się z takim dramatycznym odrzuceniem, zamiast podjąć wspólną rozmowę czy wspólne poszukanie rozwiązania.
W relacji na odległość, gdzie kontakt jest ograniczony, tego typu sytuacje mogą wzbudzać wiele niepokoju i niepewności. Być może warto się zastanowić, co się dzieje w Pani, gdy słyszy Pani takie interpretacje – czy czuje się obwiniana, czy próbuje się bronić, czy może pojawia się wątpliwość wobec siebie? Te uczucia, mogą być ważnym sygnałem dla zrozumienia, co naprawdę się przydarzyło w tej sytuacji.
Pani sama będzie w stanie najlepiej określić, co dla Pani oznacza ta relacja, co powinno się zmienić i jak widzi Pani możliwość rozmowy z partnerem na temat tego, co się między wami dzieje. Może warto zastanowić się, czy to jest coś, co powinniście omówić razem, czy może Pani dostrzega w zachowaniu partnera elementy które niepokoją i o co chciałaby Pani poruszyć z nim w konstruktywny sposób. Warto pamiętać że każda zmiana w związku ma budować racjonalne rozwiązania których fundamenty będą się opierać zarówno na wspólnych, ale także indywidualnych celach i potrzebach.
Piotr Ziomber
Witaj Magie
W sytuacji, którą opisałaś, oboje macie swoje racje i błędy, ale konflikt wynika głównie z braku elastyczności i słabej komunikacji w związku na odległość. Żadne z Was nie jest "całkowicie winny", bo to nie czarno-białe, ale chodzi o zrozumienie perspektywy drugiej strony. Jego reakcja jest przesadzona (groźba zerwania za 1-2 godziny opóźnienia), ale zrozumiała w kontekście 7 lat na odległość, gdzie weekendy to świętość. Czuje się zraniony, bo interpretuje siłownię jako priorytet nad nim, co budzi zazdrość i lęk o relację, a taka emocja może motywować, ale jeśli obsesyjna, niszczy zaufanie. Poinformowanie dzień przed (zamiast wcześniej) to błąd, który podsycił jego frustrację, mimo że odwołałaś trening. Plus za wyrozumiałość i chęć rozmowy kiedy pokazujesz, że zależy Ci na nim bardziej niż na siłowni, co jest zdrowe dla autonomii w związku. Daj przestrzeń, potem porozmawiaj na chłodno. Nie naciskaj od razu, ale zaproponuj szczerą rozmowę z komunikatem "ja" (np. "Czuję się źle, bo nie chcę Cię ranić"), unikaj oskarżeń. Porozmawiajcie o rutynach (pisanie o 20ej w weekendy) z elastycznością na życie, np. awizo planów z wyprzedzeniem 2-3 dni.
Budujcie zaufanie, gdyż zazdrość o znajomych z netu to czerwona flaga, jeśli blokuje Twoje hobby. Może zaproponuj wspólny trening kiedyś lub częściej się szczegółami z niego, aby zobaczył, że jest to ważne dla Ciebie.
W długoterminowych relacjach, jak Wasza, konflikty o priorytety to norma, ale wygrywają te pary, które wybierają kompromis zamiast ultimatów. Jeśli wzorzec się powtarza (np. frustracja z balansem życia), rozważcie terapię par.
Natalia Przybylska
Dzień dobry,
W relacjach partnerskich rzadko zdarza się, by jedna osoba miała całkowitą rację, a druga była wyłącznie winna. Szukanie "winnego" zazwyczaj tylko zaostrza konflikt, zamiast go rozwiązywać. W tej sytuacji mamy do czynienia z zderzeniem dwóch różnych potrzeb i sposobów interpretowania faktów: Pani potrzeby elastyczności oraz jego potrzeby przewidywalności i priorytetowego traktowania czasu, który macie dla siebie w związku na odległość.
Z perspektywy Pani chłopaka, fakt, że wiedziała Pani o treningu we wtorek, a powiedziała mu Pani o nim w czwartek, mógł zostać odebrany jako brak szacunku dla jego czasu i wysiłku, jaki wkłada w przyjazdy. W związku na odległość wspólne weekendy są często traktowane jako "święty" czas, a każda zmiana planów może być interpretowana jako sygnał, że zaangażowanie słabnie. Jego reakcja, oskarżenia o traktowanie go "jak śmiecia" czy groźby zerwania, jest jednak bardzo gwałtowna i sugeruje, że pod spodem może kryć się silny lęk przed utratą kontroli lub lęk przed odrzuceniem.
Z Pani strony, pójście na trening nie jest próbą "olewania" związku, ale chęcią zadbania o siebie. To, że zaproponowała Pani odwołanie treningu, byle tylko przyjechał, było jasnym sygnałem, że on jest dla Pani ważniejszy. Jednak odmowa ("już nie chcę przyjeżdżać") pokazuje, że poczuł się zraniony na tyle mocno, że wolał całkowicie zrezygnować ze spotkania, by uniknąć poczucia bycia "tym drugim".
Zamiast licytować się na argumenty, kto zawinił, warto porozmawiać o tym, co te 2 godziny dla Was oznaczają. Ważne jest ustalenie, czy potraficie wypracować margines na nieprzewidziane sytuacje życiowe bez oskarżeń o niszczenie relacji. Sztywne trzymanie się planów (jak pisanie punktualnie o 20:00) daje poczucie bezpieczeństwa, ale na dłuższą metę może stać się klatką, która rodzi frustrację, gdy życie "się wydarza".
Wszystkiego dobrego!
Natalia Przybylska

Zobacz podobne
Witam. Spróbuję opisać moją sytuację. Związek zaczął się tak, jak nie powinien. Poznaliśmy się zeszłego roku na wiosnę. Ja byłem niestety w małżeństwie. Nie będę pisał banałów w stylu: żona była zła itd. Moje relacje z żoną były „suche”, miałem dużo żalu o przeszłość. Poznałem inną kobietę, zakochałem się jak wariat, po prostu wszystko przestało mieć znaczenie. Ona też była zakochana. Częste spotkania, wspólne weekendy, pierwszy wyjazd razem – i wtedy wyszła prawda, że mam żonę. Mój błąd, nie powiedziałem od razu.
Z żoną po ślubie nigdy nie zamieszkaliśmy razem, ja wyjechałem za granicę i tam poznałem moją miłość. Pierwszy zgrzyt, złość, rozczarowanie, ale szybko wróciliśmy do siebie. Powiedziała: „ok, kocham Cię, idziemy dalej, ale musi być rozwód”. Złożyłem papiery, czekaliśmy dość długo na gotowy pozew. Z żoną nie mieliśmy dzieci ani wspólnego majątku. Kiedy pozew był gotowy i złożony, zaczęło się psuć coś między nami. Mieszkaliśmy już razem. Były kłótnie, bardzo ostre, wyzwiska w moją stronę – ja tego nie toleruję, bardzo źle na mnie działa brak szacunku.
Wtedy popełniłem największy błąd – wstrzymałem sprawę rozwodową. Razem z adwokatem ustaliliśmy, że dajemy czas. Niestety moja decyzja „dla świętego spokoju” spowodowała poważne kłamstwa. Okłamałem partnerkę, że rozwód jest w toku, że były już rozprawy i czekamy na kolejne. Moje wstrzymanie rozwodu było spowodowane wyrzutami sumienia – nie kochałem żony tak jak tej kobiety, ale żona zawsze mnie szanowała. Dalej kochałem na zabój moją partnerkę, czekałem na zmianę jej zachowania. Miała porywczy charakter, była nerwowa, robiła ogromne awantury z byle powodu, wyrzucała mnie z domu. Nocowałem kilka razy w samochodzie. Później było raz lepiej, raz gorzej – sytuacje się powtarzały.
Skupiłem się na relacji – robiłem dużo dla niej: gotowanie, kanapki do pracy, wyjazdy, zakupy, wszystko, by naprawić. Wyglądało to trochę jakbym „trzymał żonę w rezerwie”, ale doszedłem do wniosku, że chcę miłości, a sam szacunek to za mało. Partnerka ciągle pytała o rozwód, a ja wymyślałem różne historyjki – wiem, okropne.
Wszystko skończyło się 2 tygodnie temu. Kolejny raz wyrzuciła mnie z domu. Spędziłem noc na parkingu i pojechałem do PL. Sam nie wiedziałem, co robić, całą drogę przepłakałem. Zadzwoniłem do żony, że wracam i chcę się spotkać. Wcześniej odnowiłem kontakt z żoną – ale nie po to, żeby do niej wrócić, tylko by wyjawić prawdę, bo wyrzuty sumienia mnie zabijały. Spotkaliśmy się nazajutrz – zabrakło mi odwagi, by jej o wszystkim powiedzieć. Była inna od partnerki – spokojna, cierpliwa, cały czas na mnie czekała.
Punkt kulminacyjny nastąpił, kiedy partnerka znalazła żonę i zadzwoniła do niej. Wszystko o nas powiedziała, wysłała zdjęcia, każdą informację przekazała. Żona też dużo jej o mnie powiedziała. Mają do dziś kontakt, wysyłają sobie nawzajem screeny z naszych rozmów. Żona wykazuje chęć przebaczenia, partnerka nie chce mnie widzieć.
Kocham dalej partnerkę. Pisałem jej, żeby wszystko naprawić razem. Oboje przyznaliśmy, że każde z nas zawaliło – ja kłamstwami, ona totalnym brakiem szacunku. Partnerka powiedziała: „to koniec, to kolejne kłamstwo i ja już nie zaufam. Wracaj do żony. Niby dalej Cię kocham, ale nie potrafię zaufać”.
Ja już nie mam siły. Kocham partnerkę, chciałbym się rozwieść i zrealizować nasze plany, ale ona już niby podjęła decyzję, że idzie dalej. Próbowałem walczyć o nas, ale bez skutku. Sam już nie wiem, czy rzeczywiście odpuścić. Kocham ją jak nikogo innego, ale ona upiera się, że to koniec. Oboje wspominaliśmy, że fajnie nam się żyło, ale ona już nie chce…
Czy to koniec? Proszę o jakąś radę, bo jestem wrakiem człowieka. Już wszystko straciłem.
Dzień dobry. Jestem 14 lat po ślubie, mam 41 lat, żona 40, mamy 9-letnią córkę. Od dłuższego czasu w naszym związku narasta dystans zarówno fizyczny, jak i emocjonalny ze strony mojej żony, początek przypadł na moment po urodzeniu córki. Początkowo tłumaczyłem to sobie w ten sposób, że jest to zupełnie nowa sytuacja, w której trzeba się odnaleźć , oczywiste jest także to że dziecko radykalnie zmienia dotychczasowe życie. Rozwijałem firmę, żona zajmowała się córką , dwa lata spędziła w domu. W momencie, gdy córka poszła do żłobka, żona zaczęła pomagać mi w pracy - aczkolwiek co pragnę podkreślić nie naciskałem - mogła także wrócić do swojej poprzedniej pracy lub rozwijać się indywidualnie zawodowo. Stworzyłem dobrze zarabiającą firmę w branży e-commerce, jednak jak to przy swojej działalności bywa jest to okupione dużym stresem i ciągłą presją. Materialnie niczego nam nie brakuje, co więcej myślę, że jesteśmy w komfortowej sytuacji, bez kredytów etc. Ja sam jestem osobą bardzo aktywną fizycznie, zero używek, weekendowych spotkań z kolegami, nie oglądam się za innymi kobietami. Niestety nasz związek chyli się ku całkowitemu rozkładowi, żyjemy jak dwoje obcych ludzi, od roku śpimy osobno. Od momentu urodzenia córki, jakakolwiek czułość, chęć przytulenia, dotyk, luźna rozmowa nie mówiąc o seksie ze strony mojej żony, nie istnieje, jest bierna. Do pewnego momentu się starałem, jednak byłem skutecznie odtrącany, co więcej mam wrażenie, że nie lubi, gdy próbuje ją dotknąć. Nie mam kompleksów, ale miło by było być czasami zauważonym. Wielokrotnie próbowałem rozmawiać na ten temat, jednak zwykle kończy się to kłótnią, moja żona na moje pytania najczęściej odpowiada "nie wiem", twierdzi że ją atakuję i osaczam, widzę że nie do końca potrafi wyrazić swoje emocje i uczucia oraz potrzeby . Gdy ją pytam czy widzi co się dzieje z naszym związkiem , twierdzi że tak, jednak rozmowy niczego nie zmieniają. Nie rozmawiamy o przyszłości, wspólnych planach etc. nie jesteśmy w stanie zaplanować niczego. Ostatnio doszło do kilku sytuacji, w których poczułem się bardzo niekomfortowo i zacząłem zastanawiać się nad sensem trwania w tym związku. 1. Żona kupiła sobie nowy telefon - najnowszego iphone - nie mówiąc mi o tym - stary model schowała celowo do swojej szafy, ukrywając fakt zakupu, przypadkiem to odkryłem - poczułem się fatalnie, nie chodzi o sam zakup, bo gdyby mi powiedziała że chce nowy telefon sam bym jej go kupił, tym bardziej że mamy wspólne finanse, co więcej nigdy nie robię żadnego problemu z wydatkowaniem środków, straciłem zaufanie do żony. 2. W ciągu ostatnich 12 miesięcy moja żona była kilkukrotnie z koleżankami, na wyjazdach za granicą, proszę mnie nie zrozumieć źle, nie chcę trzymać żony w "złotej klatce w domu", ale my sami wspólnie nie jeździmy praktycznie nigdzie, a nasz związek się rozpada, nie możemy wspólnie pojechać na weekend w góry z jednym noclegiem. W rocznicę naszego ślubu moja żona pojechała z koleżankami do Włoch. Ja najczęściej jestem stawiany przed faktem, nie mam wyboru, muszę zostać z dzieckiem, firmą i psem :) Żona ze mną nie rozmawia , ja podejmując jakieś decyzję patrzę zawsze przez pryzmat mojej żony, bo chyba o to chodzi w byciu w związku z drugą osobą, żeby ją uwzględniać w swoich planach ? 3. W toku rozmów , żona przyznała się że nie lubi prezerwatywy jako metody antykoncepcji, rozumiem ogranicza spontaniczność, powoduje dyskomfort, nie naciskam żony na inne metody, postanowiłem poddać się zabiegowi wazektomi. Listopad to akurat miesiąc w którym mógłbym zrobić zabieg ze względu na czas, powiedziałem o tym żonie, Ona na to :"ale ja jadę z koleżankami do Tajlandii na dwa tygodnie" i w tym momencie już zupełnie opadły mi ręce. Pomijając fakt że akurat kraje azjatyckie są jednym z moich marzeń , jeżeli chodzi o podróże i bardzo chętnie chciałbym tam jechać wspólnie z żoną, to myślę że fajnie gdyby żona doceniła chęć poddania się takiemu zabiegowi, szczególnie że jestem aktywny fizycznie i ewentualne powikłania po zabiegu mogą mnie wykluczyć ze sportu. Jestem coraz bardziej załamany i sfrustrowany , coraz częściej wybucham - aczkolwiek myślę że jest to jeszcze wola walki o związek, nie jestem już w stanie efektywnie pracować - co widać po ostatnich wynikach finansowych firmy - straciłem motywację, uciekam w sport, ale treningi zaczynają już być autodestrukcyjne - biegam z kontuzjami i robię to świadomie. Obserwuję że powielamy schemat z domu mojej żony, gdzie jej matka (problemy alkoholowe) ma bardzo spłycone relacje ze swoim mężem, nigdy nie widziałem by okazywała mu jakiekolwiek uczucia, jest chłodna i despotyczna, w okresie dorastania mojej żony miała bardzo duże problemy z alkoholem, myślę że moja żona ma objawy DDA - aczkolwiek to powinien chyba ocenić specjalista. Rozważam rozwód ale nie chciałbym zostawić córki, myślę żę bardzo by to przeżyła, kocham moją żonę i chcę spróbować jeszcze powalczyć o związek. Myślę że w tym wszystkim jest też trochę mojej winy, ponieważ chciałem stworzyć relację partnerską, nie stawiałem żadnych granic i zbyt długo akceptowałem powolny rozkład naszego związku. Pytanie od czego zacząć? Indywidualna konsultacja ? Terapia dla par ?

