- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Związek na...
Związek na odległość i konflikt dotyczący priorytetów - kto ma rację?
Magie
Bożena Nagórska
Dzień dobry,
Zadaje Pani pytanie o to, kto ma rację. W relacjach rzadko jedna osoba ma absolutną rację, ale warto przyjrzeć się proporcjom reakcji do zaistniałej sytuacji.
To, co się wydarzyło, to typowy konflikt potrzeb. Pani potrzebą jest rozwój osobisty i dbanie o zdrowie (siłownia), a potrzebą partnera jest przewidywalność i poczucie bycia priorytetem. Jednak reakcja Pani chłopaka – używanie słów, że „został potraktowany jak śmieć”, grożenie zerwaniem z powodu 1,5-godzinnego przesunięcia i ostatecznie odwołanie całego weekendu – jest reakcją nieproporcjonalnie silną.
Warto zwrócić uwagę na kilka aspektów:
Partner oczekuje, że czas spędzony wspólnie będzie niemalże „sakralny” i nienaruszalny. Każde odstępstwo interpretuje jako atak na siebie i brak miłości. To bardzo obciążające dla drugiej strony.
Choć przyznaje Pani, że błędem było późne poinformowanie o zmianie, to jednak próba naprawy (odwołanie treningu) została odrzucona. Wygląda na to, że partnerowi w tej chwili bardziej zależy na ukaraniu Pani za naruszenie jego zasad niż na samym spotkaniu.
Sugestie, że zachowuje się Pani jak singielka, bo dba Pani o swoje hobby i znajomości, mogą prowadzić do izolacji. W zdrowym związku jest miejsce na „Ja”, „Ty” i „My”.
Proszę zastanowić się, czy ten lęk partnera nie sprawia, że zaczyna Pani rezygnować z siebie, byle tylko uniknąć jego gniewu. To ważny sygnał alarmowy dla relacji.
Z wyrazami wsparcia,
Psycholog Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Witam Panią,
W tej sytuacji nie chodzi o „kto ma rację”, tylko o wzorzec relacyjny, który między Wami powstaje. Pani potrzeba zadbania o siebie (siłownia, własne aktywności) jest naturalna i zdrowa: związek nie wymaga rezygnacji z życia osobistego. Jednocześnie faktem jest, że informacja została przekazana późno, co mogło uruchomić w nim poczucie bycia mniej ważnym.Reakcja partnera wydaje się jednak bardzo silna i zero–jedynkowa (groźby zerwania, brak gotowości do rozmowy, odrzucenie próby naprawy). To bardziej wskazuje na jego trudność z poczuciem bezpieczeństwa i elastycznością niż na realne „olewanie” z Pani strony.
Zdrowy kierunek moim zdaniem to:
uznanie swojego drobnego błędu w komunikacji, jednoczesne postawienie granicy, że ma Pani prawo do własnych aktywności, sprawdzenie też czy w tej relacji jest przestrzeń na kompromis i dialog a nie tylko na podporządkowanie.
Jeśli jedna strona reaguje wycofaniem i karą zamiast rozmowy, problemem staje się sposób komunikacji, nie ta konkretna sytuacja.
Z pozdrowniami,
Agnieszka Włoszycka
Małgorzata Juźwińska
W związkach walka o rację jest często walką o uznanie i zaspokojenie potrzeb każdej ze stron. Jeśli potrzeby, schematy relacyjne czy style przywiązania obu osób różnią się, może to prowadzić do konfliktów, wzajemnego niezrozumienia i oskarżeń, a także poczucia braku bezpieczeństwa w relacji. W sytuacjach, kiedy partnerzy nie potrafią sami spokojnie rozmawiać o tych kwestiach i znaleźć rozwiązania, a jednocześnie zależy im na pozostaniu w relacji, pomocna może być terapia par. Ostatecznie nie chodzi tu o rozsądzenie, po czyjej stronie jest racja, a o to, żeby partnerzy mogli nawzajem usłyszeć, zobaczyć i zrozumieć się w potrzebach, które kryją się pod argumentami czy zarzutami każdej ze stron. Dalej można sprawdzać, czy i jak te potrzeby mogą być zaopiekowane w relacji.
Katarzyna Świdzińska
Dzień dobry,
Rozumiem, że czuje się Pani niesprawiedliwie oceniona i bezradna. Postaram się odpowiedzieć możliwie obiektywnie.
Pani błędem było to, że poinformowała go Pani późno, skoro wiedziała Pani o treningu wcześniej. W związku na odległość wspólny czas jest ograniczony, więc wcześniejsze uprzedzenie dałoby mu poczucie uwzględnienia. To jednak jest błąd komunikacyjny, a nie lekceważenie związku.
Natomiast jego reakcja wydaje się nieproporcjonalna do sytuacji. Dwie godziny przesunięcia nie są równoznaczne ze stawianiem siłowni ponad relację. Pojawiają się tu elementy silnego lęku przed utratą znaczenia: problem z koleżanką, napięcie gdy odpisze Pani 30 minut później, groźby zerwania przy jednorazowej zmianie planu. To wskazuje bardziej na jego niepokój niż na Pani zaniedbanie.
Zdrowy związek nie oznacza rezygnacji z własnego życia. Można być w relacji i jednocześnie chodzić na siłownię, mieć znajomych i czasem zmienić godzinę spotkania. Kluczowe jest wzajemne uwzględnianie się, ale nie podporządkowanie.
Najbardziej niepokojące jest to, że kiedy zaproponowała Pani rozwiązanie i nawet odwołała trening, on wycofał się całkowicie i zamknął na rozmowę. To nie jest konstruktywne rozwiązywanie konfliktu, lecz eskalacja.
Nie chodzi więc o to, kto ma rację, ale o dynamikę: Pani próbuje wyjaśniać i naprawiać, on interpretuje intencje jako fakt i grozi zerwaniem. W dłuższej perspektywie to może być bardziej obciążające niż sama sytuacja z treningiem.
Warto zadać sobie pytanie, czy w tej relacji ma Pani przestrzeń na własne życie bez poczucia winy oraz czy konflikty kończą się dialogiem, czy karą w postaci wycofania.
Nie wygląda Pani na osobę, która lekceważy związek. Raczej na kogoś, kto próbuje pogodzić relację z własnym rozwojem, a to jest zdrowe.
Pozdrawiam,
Katarzyna Świdzińska, Psycholog
Karolina Rzeszowska-Świgut
Dzień dobry,
Rozumiem, że czuje się Pani sfrustrowana tą sytuacją, w której Pani działania zostały źle zinterpretowane przez partnera. Słysząc, jak opisuje Pani reakcje partnera– że "potraktowałaś go jak śmiecia" – widzę, że takie słowa mogą bardzo boleć, szczególnie gdy Pani sama starała się być elastyczna i wyjaśniać sytuację. Zastanawia się Pani, dlaczego przełożenie jednego treningu spotkało się z takim dramatycznym odrzuceniem, zamiast podjąć wspólną rozmowę czy wspólne poszukanie rozwiązania.
W relacji na odległość, gdzie kontakt jest ograniczony, tego typu sytuacje mogą wzbudzać wiele niepokoju i niepewności. Być może warto się zastanowić, co się dzieje w Pani, gdy słyszy Pani takie interpretacje – czy czuje się obwiniana, czy próbuje się bronić, czy może pojawia się wątpliwość wobec siebie? Te uczucia, mogą być ważnym sygnałem dla zrozumienia, co naprawdę się przydarzyło w tej sytuacji.
Pani sama będzie w stanie najlepiej określić, co dla Pani oznacza ta relacja, co powinno się zmienić i jak widzi Pani możliwość rozmowy z partnerem na temat tego, co się między wami dzieje. Może warto zastanowić się, czy to jest coś, co powinniście omówić razem, czy może Pani dostrzega w zachowaniu partnera elementy które niepokoją i o co chciałaby Pani poruszyć z nim w konstruktywny sposób. Warto pamiętać że każda zmiana w związku ma budować racjonalne rozwiązania których fundamenty będą się opierać zarówno na wspólnych, ale także indywidualnych celach i potrzebach.
Piotr Ziomber
Witaj Magie
W sytuacji, którą opisałaś, oboje macie swoje racje i błędy, ale konflikt wynika głównie z braku elastyczności i słabej komunikacji w związku na odległość. Żadne z Was nie jest "całkowicie winny", bo to nie czarno-białe, ale chodzi o zrozumienie perspektywy drugiej strony. Jego reakcja jest przesadzona (groźba zerwania za 1-2 godziny opóźnienia), ale zrozumiała w kontekście 7 lat na odległość, gdzie weekendy to świętość. Czuje się zraniony, bo interpretuje siłownię jako priorytet nad nim, co budzi zazdrość i lęk o relację, a taka emocja może motywować, ale jeśli obsesyjna, niszczy zaufanie. Poinformowanie dzień przed (zamiast wcześniej) to błąd, który podsycił jego frustrację, mimo że odwołałaś trening. Plus za wyrozumiałość i chęć rozmowy kiedy pokazujesz, że zależy Ci na nim bardziej niż na siłowni, co jest zdrowe dla autonomii w związku. Daj przestrzeń, potem porozmawiaj na chłodno. Nie naciskaj od razu, ale zaproponuj szczerą rozmowę z komunikatem "ja" (np. "Czuję się źle, bo nie chcę Cię ranić"), unikaj oskarżeń. Porozmawiajcie o rutynach (pisanie o 20ej w weekendy) z elastycznością na życie, np. awizo planów z wyprzedzeniem 2-3 dni.
Budujcie zaufanie, gdyż zazdrość o znajomych z netu to czerwona flaga, jeśli blokuje Twoje hobby. Może zaproponuj wspólny trening kiedyś lub częściej się szczegółami z niego, aby zobaczył, że jest to ważne dla Ciebie.
W długoterminowych relacjach, jak Wasza, konflikty o priorytety to norma, ale wygrywają te pary, które wybierają kompromis zamiast ultimatów. Jeśli wzorzec się powtarza (np. frustracja z balansem życia), rozważcie terapię par.
Natalia Przybylska
Dzień dobry,
W relacjach partnerskich rzadko zdarza się, by jedna osoba miała całkowitą rację, a druga była wyłącznie winna. Szukanie "winnego" zazwyczaj tylko zaostrza konflikt, zamiast go rozwiązywać. W tej sytuacji mamy do czynienia z zderzeniem dwóch różnych potrzeb i sposobów interpretowania faktów: Pani potrzeby elastyczności oraz jego potrzeby przewidywalności i priorytetowego traktowania czasu, który macie dla siebie w związku na odległość.
Z perspektywy Pani chłopaka, fakt, że wiedziała Pani o treningu we wtorek, a powiedziała mu Pani o nim w czwartek, mógł zostać odebrany jako brak szacunku dla jego czasu i wysiłku, jaki wkłada w przyjazdy. W związku na odległość wspólne weekendy są często traktowane jako "święty" czas, a każda zmiana planów może być interpretowana jako sygnał, że zaangażowanie słabnie. Jego reakcja, oskarżenia o traktowanie go "jak śmiecia" czy groźby zerwania, jest jednak bardzo gwałtowna i sugeruje, że pod spodem może kryć się silny lęk przed utratą kontroli lub lęk przed odrzuceniem.
Z Pani strony, pójście na trening nie jest próbą "olewania" związku, ale chęcią zadbania o siebie. To, że zaproponowała Pani odwołanie treningu, byle tylko przyjechał, było jasnym sygnałem, że on jest dla Pani ważniejszy. Jednak odmowa ("już nie chcę przyjeżdżać") pokazuje, że poczuł się zraniony na tyle mocno, że wolał całkowicie zrezygnować ze spotkania, by uniknąć poczucia bycia "tym drugim".
Zamiast licytować się na argumenty, kto zawinił, warto porozmawiać o tym, co te 2 godziny dla Was oznaczają. Ważne jest ustalenie, czy potraficie wypracować margines na nieprzewidziane sytuacje życiowe bez oskarżeń o niszczenie relacji. Sztywne trzymanie się planów (jak pisanie punktualnie o 20:00) daje poczucie bezpieczeństwa, ale na dłuższą metę może stać się klatką, która rodzi frustrację, gdy życie "się wydarza".
Wszystkiego dobrego!
Natalia Przybylska
Zobacz podobne
Cześć!
Mam "problem" z narzeczoną, z którą jestem prawie 10 lat. Czuję się chyba jak niedorajda życiowa?
Od początku... Od samej szkoły podstawowej miałem utrudniony kontakt z rówieśnikami, sam nie wiem czemu. Przez to znalazłem sobie "przyjaciół" na czatach GG, i od tamtej pory jestem uzależniony (w tej chwili od przeglądania społeczności)
Narzeczoną "znalazłem" na GG z tego samego miasta. Ja 16, ona 14 lat. Od samego początku jesteśmy ze sobą, ja byłem jej X chłopakiem, a ona dla mnie pierwszą. Wiadomo, na początku była wielka miłość, małe kłótnie (zawsze z jej strony do tej pory), ale raczej nie mieliśmy wspólnych tematów. Od tych prawie 10 lat, nie zerwaliśmy ze sobą ani razu, ale były "poważne" kłótnie, najczęściej spowodowane przez nią. Ja jej nigdy nie zdradziłem, ona również nie. Nigdy jej nie dawałem powodów do zazdrości, ponieważ zależy mi tylko na niej, ale dla niej znajomość męsko-damska nie istnieje, kilka lat temu musiałem usunąć wszystkie dziewczyny z fb oraz usunąć i założyć nowe konto. Miałem na to szczerze wywalone, bo mi na tych znajomościach nie zależało, więc to wszystko robiłem.
Skończyliśmy technikum, to się razem wyprowadziliśmy do innego miasta, ona na studia, ja do pracy. Z opowieści różnych ludzi, myślałem, że nasz "początek" razem mieszkania będzie ciężki, ale okazało się, że było dobrze. Przeszkadzało jej od tamtej pory, że jestem uzależniony od telefonu. Fakt, siedzę dużo na telefonie, ale ona mi nigdy nie pomogła z tego nałogu wyjść. Jestem w stanie wytrzymać bez telefonu nawet 24 h, jak jestem czymś zajęty/pochłonięty to nie siedzę aż tak w telefonie. Były sprzeczki jak w każdym związku, pewnie niektóre pamiętam, ale tego za dużo by było. Na wszystkie wyjazdy ja ją zabierałem, ponieważ ona studiuje, do pracy chce pójść dopiero po studiach 😐 oraz wszystkie wypady ja proponuję. Ja pracuję sobie kiedy chcę i ile chcę i prawdopodobnie, przez jej ciągłe narzekanie oraz kłótnie, od półtora roku nie mogę wstać z łóżka o 5 rano aż do teraz (bo jestem zmęczony), czyli już 3.5 roku. Pracuje w systemie od poniedziałku do piątku od 6-15, później spędzaliśmy razem czas przeważnie przed telefonem/tv. Nawet zabroniła mi pracować w soboty pod pretekstem, że mało czasu z nią spędzam.. taa spędzanie z nią przed tv.., ale po paru dyskusjach już pracuję w soboty.
4 lata temu zorganizowałem wakacje, gdzie jej się oświadczyłem ( bo myślałem, że nasza relacja trochę się poprawi (nawet sama mi powiedziała wtedy, że nie mam na co liczyć, że ona się zmieni..)
Sprawy łóżkowe? Może z 4-5 razy w miesiącu? Od prawie samego początku związku. Czy to jest normalne? Raczej nie. Czasami to jest "moja wina", bo gdzie w dniu mieliśmy sprzeczkę nie chce mi stanąć, to jeszcze mi robi, ale że mam z tym coś zrobić.. Od 2 lat jej tata trochę naciska na wesele, ale ja z tym tematem trochę zwlekam, bo nie chcę mieć takiej relacji jak do teraz, bo za 5-10 lat będzie jeszcze gorzej i później zabawa w adwokaty.. (ale ona nie zna powodu). Nie będę ukrywał, bo sam już bym chciał mieć wesele ( tu też pojawia się konflikt, bo ona ma małą rodzinę i chcę małe wesele a resztę kasy od rodziców przeznaczyć na wkład własny do mieszkania, ale ja mam dużą rodzinę, z którą mam dobry kontakt, no i chciałbym ich zaprosić).
Do tej pory nie pracuje (bo jest na ostatnim roku studiów), przez to nigdzie nie jeździmy, nie zwiedzamy, a ja właśnie to uwielbiam. Przez ostatnie miesiące, ona się przyczepia o każdą drobnostkę, aż mam już powoli dosyć, nawet jestem już mało uśmiechnięty, przed rodzicami próbuję ukrywać, że nic się nie dzieje. Ostatnio zorganizowałem wycieczkę jednodniową w góry, wstaliśmy z rana, ona już gotowa, a ja do niej mówię że jeszcze z łazienki muszę skorzystać, ona już w złość. To mówię jej, to idź odpal samochód, niech szyba odmarznie. Nie pamiętam dokładnie w tej chwili tej sytuacji jak to było w 100%, ale ona już z nerwami (bardzo nerwową osobą ona jest), że ona nie wie jak odpalić samochód, mimo tego, że ma prawo jazdy, jeździła już tym samochodem, no ale nic, poszła i zaraz wróciła wściekła, że jej nie powiedziałem jak się samochód odpala i że ona nigdzie nie jedzie.. Oczywiście, pojechaliśmy, ale całą drogę ze sobą nie rozmawialiśmy.
W ostatni weekend byliśmy u mojej siostry i jej chłopaka, którzy są ze sobą 5/6 lat, a ich miłość wygląda zawsze na początkującą, czyli dużo miłości, przytulania, całusów, Nawet jak przy kuchni coś robili, to on ją przytulał i słyszałem u siostry śmiech, a u mnie zaraz by było nie dotykaj mnie, bo coś tam robię... :((( Siostra z jej chłopakiem byli sami świadkami jak moja narzeczona się zachowuje i były między nami 2 małe sprzeczki i gdy poszła do łazienki siostra mnie się spytała czy ona tak zawsze, czy jej zawsze nic nie pasuje.. Następnego dnia jak wróciliśmy już do siebie do mieszkania, napisałem do siostry, że przepraszam za atmosferę i że przeszkadzaliśmy. Ona, że nie przeszkadzaliśmy, tylko, że jej jest przykro jak jestem traktowany.. :((( W tą niedzielę wróciliśmy i do czwartku byłem dla niej chłodny, nie dotykałem, nic nie mówiłem (bo po co mam coś mówić jak zaraz się zdenerwuje). Niestety zepsułem w czwartek mówiąc do niej, że mam straszną ochotę na nią, a ona do mnie z tekstem "spadaj", później poszła się umyć i niestety spytałem się czy dla mnie się myjesz? Nie. ja: dlaczego? ona: bo nie będziesz nadal ze mną rozmawiał podczas drogi ( bo szykowaliśmy się na weekend 1 listopada do miasta rodzinnego, gdzie za każdym razem jak jeździmy na wieś, ona jedzie do swoich rodziców, a ja do swoich.. :(( No i podczas jeszcze tej gadki mówiła, że ją już nie dotykam, no to jej powiedziałem no, bo przestałem Cię dotykać, bo "zrozumiałem" że tego nie lubisz i się denerwujesz za każdym razem. No i już nic nie powiedziała.
Dziś po grobach się spotkaliśmy, rozmawialiśmy już trochę lepiej, na koniec dnia się do niej przytuliłem, dała mi buziaka (dłuższy pocałunek ja muszę za każdym razem wymuszać i nie zawsze się to udaje i to od samego początku.. no, ale było tak samo dzisiaj, nie dała się pocałować, więc spojrzałem się na pająka, ona również i kazała mi go zabić, ja się tylko uśmiechnąłem, powiedziałem papa i wyszedłem.
Gdyby normalnie mnie pocałowała, zabiłbym tego pająka.. ale usłyszałem " zje*any jesteś" oraz jak go zabiła to dodała "beznadziejny jesteś". Jak wróciłem do domu, nic nie napisałem. Po jakimś czasie napisała czy jestem już w domu, odpisałem "ta", ona: ta, to zajebiscie. ja: co. ona: nic nie pisz do mnie już wcale gdzie jesteś. ja: skoro i tak jestem beznadziejny ona: już obrażony, bo cię poprosiłam, żebyś zabił robala? i głupio się jeszcze śmiałeś. i bardzo dobrze. ja: cieszę się. ona: daruj sobie i się już nie wysilaj, nie odpisuj już jak nie masz nic do powiedzenia, dobranoc.
Przepraszam za moje składnie i itp, ale jestem w tym bardzo słaby..
Do psychiatry się wybieram już 2 lata.. ale muszę w końcu pójść. Nawet mojej narzeczonej mama powiedziała, że moja siostra jest bardzo za chłopakiem i on również za nią, bo po nas tego nie widać... Nawet nie wiecie, jak wtedy bardzo smutno mi się zrobiło... Nic takiego w sumie nie napisałem, ale się rozpisałem, może mi pomożecie coś.. Musiałbym wszystkie nasze sprzeczki zapisywać w notatniku, żeby je tu wypisać, bo mam słabą pamięć. Za każdym razem jak już jest zdenerowana, mówi innym głosem to jej mówię " o i już zdenerwowana/uniesiony głos" i twierdzi, że nie, że ją teraz tym zdenerwowałem.. Zależy mi bardzo na niej..
Witam, chciałabym prosić o poradę. Mam 20 lat i nadal mieszkam z rodzicami, studiuję zaocznie w Poznaniu. W przyszłym tygodniu mam finałowe egzaminy, jednak sytuacja w domu nie pozwala mi na naukę. Moi rodzice cały czas się kłócą albo nie odzywają się do siebie. Zazwyczaj problemem są pieniądze albo ja. Od 2 lat jestem w związku, jednak przez jego większość to mój chłopak musiał przyjeżdżać do mnie do domu, a nie ja do niego, ponieważ moja mama miała z tym problem. Za każdym razem zabraniała mi do niego jeździć, a jeżeli próbowałam się jakkolwiek buntować, to kazała mi się pakować i się do niego wyprowadzić. Wcześniej tyle wystarczyło, żebym po prostu odpuszcza i płakała mojego chłopaka, żeby to on po raz kolejny do mnie przyjechał. Był taki moment, kiedy chciał ze mną zerwać, ponieważ miał dosyć tego, że cały czas nie mogę przyjechać do niego. Od początku tego roku zaczęłam się buntować i byłam u niego w Sylwestra, na 2 tygodnie stycznia, w lutym, w marcu i w maju. Jak wcześniej wspomniałam, W przyszłym tygodniu mam egzaminy i chciałam teraz do niego pojechać nie tylko spędzić z nim, ale też żeby się pouczyć i nieco zrelaksować. Mój chłopak mieszka na wsi, przebywanie tam bardzo mnie uspokaja patrząc na to, że sama mieszkam w mieście. Zawsze w domu Byłam narażona na stres przez to że mój ojciec był alkoholikiem przez 17 lat mojego życia, a moja mama szantażuje mnie emocjonalnie praktycznie każdej okazji i płakała z byle jakiego powodu, kiedy tylko nie chciałam jej słuchać. Ostatnio przy nerwowej sytuacji zaczęło boleć mnie serce, zacząłem źle się czuć oraz dostałam palpitacje serca, co może być spowodowane przez wieczny stres. Dzisiaj Powiedziałam moim rodzicom, że może pojadę do chłopaka, aby się u niego pouczyć, mój ojciec zaakceptował ten fakt, ponieważ twierdzi, że jestem dorosła i wiem, co robię i nie będzie mi nic zabraniał. Moja matka zrobiła mi awanturę. Nasze i tak za często tam jeżdżę, że siedzę tam za darmo, że się do niczego nie dokładam, że mnie tam nie chcą i zapytała się, czy nie jest mi wstyd, że dziewczyna cały czas siedzi u chłopaka. Powiedziała też, że wie, że nie będę się tam uczyć, chociaż jest to częściowy powód, dla którego chce tam jechać. Odpowiedziałam jej, że gdyby mnie tam nie chcieli to by nie proponowali mi, żebym do nich przyjeżdżała mówili, by mi wprost, że mnie nie chcą. A po drugie w zeszłym roku przed maturą zmuszona jechać z nią na wieś do mojego dziadka gdzie również był mój brat i jego dziewczyna oraz jej syn, kiedy tylko się chciałam pouczyć do matury, to wszędzie biegał, hałasował i trzaskał, przez co nauka nie była możliwa. Moja mama zapytała, kiedy jadę, jakiej odpowiedziałam, że nie wiem to stwierdziła, że mam się porządnie spakować, a najlepiej wyprowadzić. Potem zaczęła mówić, że najlepiej jakby ona się wyprowadziła to bylibyśmy z moim ojcem szczęśliwi i tak dalej. Przykro mi, że moja własna mama tak mnie stresuje przed egzaminami, ale nic z tym nie mogę zrobić. Nie wiem, co mam zrobić. I tak raczej pojadę do chłopaka, ale czy to będzie moment, w którym się naprawdę do niego wyprowadzę, bo moja mama mnie wyrzuci z domu nie wiem. Co mam zrobić?
